czesc kochani, jakieś przesilenie zimowe mnie chyba dopadło, mam dzisiać wściek na wszystko i wszystkich więc stwierdziłam, ze zamiast wyzywać się na innych napiszę do was i od razu mi przejdzie
minęło 10 m-cy mojego odchudzania i walki z tłuszczem. pierwszy raz w życiu kupiłam sobie spodnie rurki i wsadziłam je do kozaków zapinanych do kolan - które też kupiłam 1 raz, wcześniej niestety łydki nie puszczały.
Po 10 m-cach ważę 63,8 kg, jeszcze 20 dkg i będzie równe - 21 kg. ostatnio chodziłam po sklepie i patrzyłam na półki z chipsami, korciło mnie, ale nie dam się, bez tego da się żyć, wystarczy jak zjem kilka raz na 2-3 m-ce na jakiejś imprezie ( choc do tej pory zjadłam tylko parę sztuk od lutego ). na inne łakomstwa nie mam ochoty. czuję się tak cudownie, ze chodziłabym tylko w samych sukienkach i szpilkach

do tego ma świetne wyniki krwi i bardzo dużo energii, wreszcie czuję się naprawdę atrakcyjnie. jeszcze 3 kg i koniec, wtedy będę mogła powiedzieć - jestem szczupła! i powiem wam na koniec, ze to jest jedno z moich największych życiowych osiągnięć, że zmobilizowałam się do takiego stylu życia. To tyle z mojej dzisiejszej potrzeby zwierzeń
pozdrawiam wszystkich walczących