forum czytam od jakiegos czasu, a post to jest moj pierwszy. Od jakiegos
czasu moje zycie to odchudzanie (ale tak po ok 3 kg), znow waga up i znow
odchudzanie. Mimo, ze doskonale wiem, ze dieta to nie moze byc na tydzien a
potem powrot do starych nawykow, ale na pewno nie jestem pierwszym
przypadkiem gdzie teoria mija sie z praktyka. Teraz znow jestem w momecie
gdzie to cos, czyli tluszcz na moim ciele mnie obrzydza i musze cos z tym
zrobic. Na dodatek PMS, jestem taka opuchnieta + latwo sie doluje no i same
wiecie jak to jest. Tak dietuje sobie poludniowo od wtorku w sumie, ale tak w
wtorek wieczorkiem zjadlam serek bakusia, ktory zostal po odwiedzinach
znajomych z dzieckiem - szkoda bylo wyrzucic, a TZ takich papek nie je. mam
jeszce takie musy owocowe, ale one chyba sa bomba chemiczna, bo maja okres
trwalosci do pazdziernika chyba, wiec zostawie je w lodowce na 3 faze

Wczoraj szlo bardzo dobrze, ale wieczorkiem TZ skusil mnie na cos co
uwielbiam - arbuza. Arbuzika zjadlam tylko ciut, ale i tak nie zalicze
wczorajszego dnia do dietowego. Wiec zaczynam od dzis. Mimo, ze dopiero dwa
dni testowalam jako tako diete to wczoraj zauwazylam, ze mimo iz w okilicach
obiadu czulam glod (ale zawsze o tej godzinie czuje) to wcale nie mialam
ochoty rzucac sie na co popadnie, w szczegolnosci na slodycze. Jezeli
wylaczenie zarelka o wysokim IG tak dziala to rzeczywiscie jestem pod
wrazeniem, bo wczesniej nic nie dzialalo. lykalam chrom, ale on nie dzialal
nawet na podswiadomosc, bylo wprost odwrotnie.
Z diet do tej pory sprobowalam - totalnego ograniczenia jedzenia -
zadzialalo, bo schudlam sporo, ale taka dieta nie jest za madra (ale ja wtedy
mloda i glupia bylam)
potem rzucilam sie na kopenhaska, co przyplacilam prawie zejsciem (dopiero
teraz trabia, ze przy niskim cisnieniu nie stosowac)
potem byl montignac - nawet nie stosowalam sie do regul jakos tak bardzo
restrykcyjnie, ale wylaczylam pieczywko i ziemniaki i rzeczywiscie staralam
sie nie laczyc W+T. Tamta dieta zadzialala. nawet taka nie do konca
restrykcyjna. Teraz ponad pol roku to 0 cwiczen, dieta pozal sie Boze (TZ
kocha i rozpieszcza slodyczkami, pizzami itp) Troche uroslam (tylko, ze
wszerz). No i musze schudnac! Nie duzo, bo chcialabym 5-7 kilo, ale bylabym
zadowolona z 3-5. Na stronie southbeachdiet.com wyszlo mi, ze mieszcze sie w
normie i ze nie schune na tej diecie rewelacyjnie duzo. Mimo wszystko
dolanczam do was. Od dzis, skoro sie juz zameldowalam, zaczynam na dobre. Mam
nadzieje, ze uda mi sie przetrwac przynajmniej te 2 tygodnie bez
jakichkolwiek grzeszkow.