Wklęję jeszcze tutaj to o co pytałam na kp
Koleżanka urodziła 8 grudnia chłopca. Nie radzi sobie z karmieniem -
mały jak jest przystawiany do cyca nie umie złapać, denerwuje się i
płacze.
Dziewczyny, byłam w szpitalu i widziałam co się dzieje. Masakra
Mały w nocy tak płakał że personel wcisnął mu butelkę z wodą z
glukozą zamiast pomóc matce przystawić. Matka po porodzie słabo się
rusza - boli wszystko.
Byłam tam 2 godziny, pomogłam przystawić do piersi - mały się tak
złości bo jest strasznie głodny, ale jak już złapie to ssie.
Koleżanka przyjeła
taktykę że skoro płacze i nie chce piersi to nie będzie go męczyć i
mu nie da - odkłada go do łóżeczka
mam nadzieję że przekonałam ją że ma dziecko mimo tego
marudzenia przystawiać. Generalnie błędne koło

Mleka super ilości
nie ma - nadal siara, a laktacja nie ma szans się szybko rozkręcić
bo mały za rzadko i za słabo ssie (te nerwy z głodu chyba + nerwy
tej mamy i dokarmianie wodą z glukozą).
Macie jeszcze jakiś pomysł jak ja mogę pomóc?
Jak przekonać dziewczynę że ma mleko i że wszystko będzie ok? (bo
powtarzałam jej to chyba ze 1000000 razy, ale nie wiem czy
uwierzyła - po mnie przyszła pielęgniarka która powiedziała jej że
mleka nie ma
Oby jak najszybciej wyszli ze szpitala, bo dziecko będzie nadal
głodne, albo dokarmiane, a mama dziecka nie będzie go karmić bo
sobie po prostu nie radzi. No trzymam kciuki by jutro już ich
wypisali. W domu przynajmniej ktoś jej dziecko do karmienia poda i
sama się z łóżka nie będzie musiała zwlekać.
Czy właśnie tak jest w Polskich szpitalach z promowaniem karmienia
piersią? dla mnie to jakiś szok