Drogie mamy karmiące w ciąży, ale nie tylko. W związku ze swoim problemem mam do Was ogromną prośbę. Otóż od powiedzmy 17-18 tygodnia ciąży synek zaczął się wypróżniać "płynnie", ale bez bóli brzuszka. Do tej pory miał wieczne zatwardzenie, ratowaliśmy różnymi rozluźniaczami i choć czasami trzeba było mu pomóc w wypróżnieniu (kiedy np. kupa utknęła po drodze i ani w te, ani we w te), ale jakoś sobie radziliśmy.
Teraz jest zwrot o 180 stopni. Mały załatwia się płynnie, sam zrezygnował z karmień dziennych, ale w nocy pije z piersi. Pije, puszcza bąki, pręży się, nie może zasnąć, choć bardzo się stara, w końcu ze zmęczenia i zdenerwowania płacze, znowu więc dostaje cyca i tak koło się zmyka.
Dzisiaj w nocy do godz 2 wstawał 7 razy i już nie dałam rady. Mąż zaczął go nosić, synek jako tako przysypiał, ale płakał, bo chciał do mamy. Wrócił więc do mnie (śpimy razem w trójkę) i zasnął bez cyca. Do rana już go nie dostał i spał bardzo ładnie, wybudzał się, ale zasypiał z powrotem, nie puszczał tak baczków, nie wił się i nie prężył, nawet uśmiechał się przez sen

Wyszło mi, że to win siary, która aktualnie produkuje mój organizm.
Czy któraś z Was miła do czynienia z taką sytuacją?
Zastanawiam się nad odstawieniem karmień nocnych (właściwie to jaki mam w tej sytuacji wybór?) i zostawieniem tylko jednego, do spania. Chciałabym zostawić je do pojawienia się na świecie drugiego synka i kontynuować karmienie dwójki.
Jesteśmy z mężem już bardzo zmęczeni i mąż pierwszy raz zajął w sprawie karmienia stanowisko odmienne od mojego, czyli zaproponował całkowite odstawienie.
Rozumiem jego punkt widzenia - od samego początku mieliśmy problemy z karmieniem.
Najpierw nietolerancja laktozy (straszne początki....), potem ciąża i wręcz rozkazy lekarzy, żeby odstawić, teraz to.
Ja również miewam momentami dość, ale chciałabym znaleźć rozwiązanie jak najlepsze, a nie jak najprostsze.