Najpierw był to mały pęcherzyk, z czasem - czyli od początku stycznia - powiększał się.
Teraz jest to taka wysypka pęcherzyków układających się w owalny kształt, taki pierścień, w środku pęcherzyków brak. Małe ranki, pęknięcia naskórka. Swędzenie, lekkie, da się żyć

No ale dobra, niefajnie to wygląda, więc poszłam do lekarza, tutaj oczywiście. Czyli oczywiście pani spojrzała na mojego palca i orzekła: egzema - czyli wysypka. O jeja, no to to wiem....
- Z czego? - pytam
- Od przesuszonej skóry.
- No tak, ale jak się pozbyć przesuszonej skóry?
- Smarować tłustymi maściami, nie używać detergentów, ograniczać kontakt z wodą.
"Mam się nie myć?" myślę....
- Ok, co mi pomoże?
- Maść z hormonami.
- Ok, dawaj.
- No tak, ale pani karmi (spojrzała z niedowierzaniem w komputer...)
- No tak, karmię, ale mało, więc dawaj tę maść.
Pani spojrzała na opis leku i na głos mi przeczytała:
"Podczas karmienia używać na małych powierzchniach i przez krótki okres czasu".
- Ok - mówię - to jest mała powierzchnia i będę leku krótko używała.
- Dobrze, dwa tygodnie i tylko w tym miejscu, ewentualnie jeszcze te suche palce może pani smarować (bo mam takie palce jak na tarce pocięte....

)
Dobra, mam lek. Jakoś zaleczę tego palca.
Ale nadal nie wiem, co to jest, bo lekarz mi nie wytłumaczyła, co to, skąd, i dlaczego...
Pewnie jak przestanę używać leku, to wróci...
Spotkałyście się z czymś takim? Co to może być? Ten mój palec i bąbelki? I ta sucha skóra? Chętnym wyślę zdjęcie na maila
P.S. Moja osobista teoria jest taka, że to tutejsza woda plus stres... i jakieś braki witamin pewnie. Ale alergii nie wykluczam, bo tata ma problemy skórne czasami, jego ojciec miał, moja sis też miała (miała, bo znalazła przyczynę - uczulenie na czosnek).