Dzisiaj nam stuknęło dwa lata karmienia. Kupiłam sobie z tej okazji prezent

I synkowi oczywiście też na urodziny. Jestem dumna z siebie, że tak długo karmię. I jestem tez dumna z tego, że syn nigdy nie miał smoczka ani butelki. Początki były trudne, poranione do krwi brodawki i ogromny ból przy każdym ssaniu. W szpitalu brak wsparcia, u położnej też. Największe wsparcie na tym forum, za co dziękuję starym wyjadaczkom.
Mam wrażenie, że mój dwulatek już powoli się odstawia, ssie tylko raz (i to kilka minutek) na dobę, rzadko dwa. Trochę szkoda, ale dobrze, że sam decyduje i wszystko odbywa się spokojnie. Nie przyznaję się publicznie do karmienia, bo mam dość ciągłej krytyki i powtarzania, że może by tak już skończyć. Nie znajduję w swoim środowisku zrozumienia dla długiego karmienia piersią. I bardzo mnie smuci, że 99% matek zaczyna dokarmiać po kilku tygodniach/miesiącach. Każdy płacz dziecka oznacza, że kobieta nie ma pokarmu. Nie mam już zapędów do zawracania kijem Wisły, przeszło mi. A póki co karmimy się radośnie cichaczem i bardzo nam z tym dobrze
Pozdrawiam wszystkie długo karmiące i ich pociechy.