Witam, drogie mamy, może coś mi podpowiecie. Moja córeczka ma 2 latka i 3 m-ce. Jak miała pół roczku zaraziła się 1-szy raz katarem. To był koszmar i ten koszmar trwa do dziś. U niej katar trwa 2-3 tygodnie, w pierwszych dniach leje się tak, że jak kichnie (a kicha średnio raz na minutę), nie wiem skąd zbierać - tyle tego jest. W nocy trzeba ją nosi na rękach, bo dosłownie się dusi, a jak chce posokać cycy, to tym bardziej płacze, bo katar nie pozwala oddychać. Nic nie pomaga - ściąganie, maść majerankowa, maść z antybiotykiem, inhalacje. Po dwóch dniach już ma tak zalane oskrzela, że zapalenie oskrzeli murowane. Każdy się ze mnie śmieje, bo jak widzę kogoś z katarem, to uciekam gdzie pieprz rośnie. Miesiąc temu dziecko z kataru angina i zapalenie oskrzeli - 3 butelki antybiotyku. Od tygodnia znowu katar i zapalenie oskrzeli, tym razem próbujemy bez antybiotyku.
Jak miała 2 latka złapała Rotawirusa - zaniosłam dziecko do szpitala lejące się przez ręce po godzinie od pojawienia się pierwszych objawów. Dodam, że wśród szpitalnego personelu wzbudziłam ogólną wesołość, że karmię tak duże dziecko.
Powiedzcie drogie mamy kp, co jest grane? Dziecko kp dość intensywnie, codziennie na dworzu, owoce, warzywa je codziennie, w okresie jesienno-zimowym pije tran.
Dlaczego to dziecko jest takie nieodporne? Wystarczy, że przejdzie koło kogoś z katarem, już go ma. Już zaczynam myśleć, że naprawdę mam wodę w piersiach