fizula
02.01.17, 23:52
Życząc Wam szczęśliwego Nowego Roku czyli błogosławieństwa Bożego, pomyślałam, że podzielę się kolejny raz moją historią...
Najstarsza moja laktacyjna historia liczy sobie 17 lat i drugi rok chodzi do liceum.
A ponieważ ma 4 młodszego rodzeństwa, to błędów przy wychowaniu, karmieniu, opiece popełniłam już na pęczki. A nawet jeszcze trochę więcej.
Stąd pomyślałam, że spróbuję się podzielić taką refleksją o sobie samej: dlaczego przy starszym dziecku tak trudno karmiło mi się w drugim roku życia? Dlaczego tak łatwo karmi mi się najmłodszego, choć już skończył 3 latka?
-niepokój jest najgorszym doradcą!- czy dobrze robię, dlaczego jeszcze ssie, czy nie za często; niepokój niszczy od wewnątrz matkę, ale też jest bardzo trudny dla dziecka; jak dobrze i łatwo się karmi kolejne dzieci, gdy doświadczy się, że to ssanie to zupełnie normalne zachowanie i w wieku przedszkolnym; że dzieci i ssąc potrafią się świetnie rozwijać, że to ssanie w niczym dziecku nie przeszkadza- a jest świetną metodą uspokajania, dbania o odporność malucha;
-jak się karmi spokojniej kolejne dzieci- to zarzuca się niepotrzebny balast "muszę udowodnić sobie, całemu światu, że się sprawdzam jako matka"; otóż nie muszę się sprawdzać jako matka: dziecku potrzebna jest właśnie taka matka jaką jestem, a nie jakaś inna idealna; nie ma więc potrzeby udowadniać nikomu, ani sobie jak to świetnie (w jakimś "teoretycznie" odpowiednim czasie) zakończyło to moje dziecko ssanie.
Tego pokoju serca Wam i sobie życzę na ten nowy roczek i cd.
Iza