fizula
20.01.05, 00:47
Kochane mamusie!
Dzisiaj na własnej skórze przekonałam się, że karmienie dziecka w drugim roku
życia jest o wiele cięższe niż niemowlęcia i...dlatego mamy odstawiają swe
lube ssaki od piersi. Po prostu mamy są często tak zmęczone zachowaniem
malucha, że chociaż nad karmieniem przejmują "pełnię władzy" (czyt.
odstawiają go od piersi). Zbieram argumenty na rzecz powyższej tezy (kto da
więcej):
# maluch w wieku poniemowlęcym zaczyna dawać mamie w kość wystawiając na
próbę jej "nerwy": trenowanie wspinaczki wysokogórskiej na stołach, blatach
kuchennych, stołkach, itp; uciekanie na spacerach; niepohamowane ataki
złości; i ogólnie rzecz biorąc wypróbowywanie wydolności psychicznej
rodziców: kto wytrzyma dłużej : dziecko czy rodzic?;
# półtoraroczniaki w ogóle słyną z tego, że przechodzą okres nierównowagi
psychicznej (m.in. szczyt ssania kciuka - a więc i piersi też), a rodzice
wprawiają się wraz z nimi w ów stan, wiernie im towarzysząc; szczerze mówiąc
jak się jest niedoświadczonym rodzicem, to się oczekuje, że chodzące i
mówiące coraz więcej dziecko będzie raczej coraz bardziej niezależne i
rozumne ( a tu jakby się cofało w rozwoju); a tu jego niezależność głównie
przejawia się tym, że na większość pytań odpowiada: "nie";
# dochodzą do tego nieprzychylne uwagi typu: "chyba już skończył karmienie?
taki duży dzieciak";
# dochodzą do tego nieprzespane noce i obwinianie o nie właśnie ssania (heh,
a przecież po odstawieniu dzieci budzą się zazwyczaj podobnie jak przed);
# dochodzą do tego akrobacje, które najlepiej się robi podczas ssania (bo
niestety my mamy w drugim roku życia naszych dzieciaków zapominamy, że trzeba
je najpierw uspokoić zanim się poda pierś).
Dzisiaj właśnie mój kochany młodzieniec w szacownym wieku 19 miesięcy pokazał
swoje możliwości wokalne ogłaszając tym swą niezależność. Musiałam z Lidką
iść do optyka w centrum miasta. Wiadomo jak to w centrum: pełno samochodów,
ludzi. Mój luby synek nie toleruje w ogóle wózka (żeby go tam włożyć, trzeba
użyć przemocy), więc biorę go na ręce. A tu nic z tego: donośnym swym głosem
stwierdza, że on jedynie sam chadza po dworze. Absolutnie na chodzenie za
rączkę się nie zgadza. Z jęzorem na brodzie, spocona jak mysz, a do tego zła
dotarłam z wrzeszczącym wyrywającym się obywatelem do optyka (jednak doszło
do przemocy: niosłam go na rękach). Oj, chętnie by się takiego nicponia
odstawiło od piersi ;o) Niech ma za swoje, jak taki niezależny ;o)!
Pozdrawiam Was ciepło!!!
Iza