Dodaj do ulubionych

Półtoraroczniak - czy to problem?

18.10.05, 23:20
Na "Wychowaniu" są dwa wątki na temat półtoraroczniaków. Że to trudny wiek,
nie można nad nimi zapanować, nie słuchają, złoszczą się, biją, nie robi na
nich wrażenia stawianie do kąta. Jedna osoba zaleca klapsy...
"Myślę, że parę klapsów na tyłek półtoraroczniaka czy dwu-trzy latka sprawi to,
że nie będzie trzeba potem bić siedmiolatka czy dziesięciolatka."

Czy ja mam idealne dziecko?
Hm, nie.
Właśnie sobie gratuluję dojrzałego podejścia do mojego maluszka, cierpliwości
i szacunku. Marek jest pogodny, spokojny, chociaż potrafi zaszaleć.
Czy to zasługa bliskości, którą daje karmienie piersią?
Jakie są, były Wasze półtoraroczniaki?
Czy wymagały "klapsów"?!

Obserwuj wątek
    • tijgertje Re: Półtoraroczniak - czy to problem? 19.10.05, 00:07
      Moj lobuz, 20,5 miesiaca jest straszliwym buntownikiem. Slyszy tylko wtedy, kiedy chce, mozna walic z armaty. Jak mu sie czegos zabroni, rozumie to doskonale i robi to z premedytacja, jak mama czy tata jest w "bezpiecznej" odleglosci. Najpierw wola, zebysmy widzieli, co robismile)) Nigdy go nie uderzylam, sama bylam bita i wiem, ze efekty sa raczej odwrotne od zamierzonych, a nie chce, zeby sie mnie wlasne dziecko balo. Probowalam lobuza wlkladac do kojca za kare, jak kilkukrotne upominanie nie pomagalo, ale ostatnio tez przestalo dzialac. Sam sie tam probuje wspinac. Ostatnio nie wytrzymalam i za ktoryms razem postawilam go przy scianie, blokujac mu droge ucieczki i spokojnie tlumaczac przetrzymalam go tak kilka minut. Wrzask byl straszliwy, probowal sie buntowc, po trzecim buziaku, ponownych probach brojenia i wracaniu pod sciane w koncu spokornial, poprzytulal sie i zaczal sie ladnie bawic. Mysle, ze bede to czesciej praktykowac, bo choc wymaga to zupelnego spokoju z mojej strony i poswiecenia calkowoitej uwagi dziecku przez te kilka minut (pal szesc spalony obiad), to mysle, ze w tej chwili jest to najskuteczniejsza i przede wszystkim najmniej stresujaca metoda ujarzmienia lobuziaka. Tata stanowi problem, bo trudno mu sie opanowac i latwo reaguje krzykiem. Dziciak wtedy dokladnie to samo robi. Ja malo nie pekam ze smiechu widzac, jak tacie palcem grozi i straszna mine robi, ale sie powstrzymuje, lub wycofuje w takich sytuacjach, a tata w koncu wszystko z wart obraca, wiec nie dziwne, ze sobie dzieciak nic z taty nie robi. Wszystko traktuje jak zabawesmile No, ale w sumie to mam przekochane dzieciesmile))
    • emiliaijoanna Re: Półtoraroczniak - czy to problem? 19.10.05, 09:31
      My jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami kar cielesnych. Bicie zawsze jest
      biciem nieważne jak to nazwać (lanie, klapsy czy cokolwiek innego). Moja
      córeczka jak była mniejsza też była bardzo żywa i ciekawa świata i przez to
      czasem przekraczała pewne granice (właściwie dalej to robismile). Nigdy jednak nie
      powiedziałam, że jest niedobra, niegrzeczna itp. Niestety czasem nie wytrzymam
      i krzyknę co też nie jest dobrym rozwiązaniem ale generalnie staram się
      tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć i to przynosi najlepszy rezultat.
      Z kar, kiedyś było wkładanie do łóżeczka ale mała spryciara zaczęła z niego
      wychodzić w wieku 1,5 roku, teraz jest zwykle "idź do swojego pokoju" ale
      rzadko. W naszych domach rodzinnych klapsy były normą i nawet teraz toczymy
      spory z rodzicami bo oni twierdzą, że to jest potrzebne bo "dziecko musi się
      trochę bać" , "lepiej się uczą" itp.(!). Bzdury!!! Wiem, że w czasie mojej
      nieobecności potrafią córeczkę straszyć, że dostanie po tyłku (3-latek wszystko
      potem powtarza) i szlag mnie trafia bo nic do nich nie dociera. A nawet jeśli
      ich poglądy są inne to w końcu to my jesteśmy rodzicami i my decydujemy a oni
      powinni to uszanować.
    • driadea Re: Półtoraroczniak - czy to problem? 19.10.05, 10:37
      Moje dziecko nigdy nie miało żadnych kryzysów (jakie to są? trzymiesięczniaka,
      półroczniaka, półtoraroczniaka?), lęków separacyjnych, buntów półtoraroczniaka
      (na dwulatka czekamy, na razie cisza). Od urodzenia była wspaniałym dzieckiem
      (z tych co śpią od pierwszej nocy, nie płaczą, są absolutnie zdrowe, nawet
      pleśniawek czy ciemieniuchy nie miała) i nic się u niej w tej kwestii nie
      zmieniło.
      Nie wiem, czy Bóg zeslał mi anioła, czy córka stała się nim przez długie
      karmienie (bo na pewno nie przez klapsy!) wink
      Pozdarwiam.
      • anisr Re: Półtoraroczniak - czy to problem? 19.10.05, 20:36
        A ja mama właśnie póltoraroczna terrorystkęwink))Od urodzenia, w przeciwieństwie
        do starszej córki jest nadwrażliwa,bntownicza,apodyktyczna...dóługo by
        wymieniać-niezłe ziólkowink))aqle nigdy nie przyszło mi do głowy ję klapsnac,
        nawet na nia nie krzycze..(no może czasem)Staram sie znaleźc inne sposoby
        radzenia sobie-z reguły jest to przeczekiwanie wrzsków i uniemozliwianie agrsji
        (tylko do domowników, obcych sie panicznie boi)Czekam az wyrosnie z niej
        niezależna, ambitna osóbkasmile))Ale nie łączyłabym charakterku dziecka ze
        sposobem karmienia-moja pierwsza była i jest "aniołkiem"-hi hi nawet w
        przedszkolu tak o niej mówią.I tez nie przerabiałm z nią żadnych "kryzysów"
        rozwojowych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka