buglady
29.10.14, 21:13
Hej,
mam lekkiego kaca moralnego... Otoz od kilku lat jezdze na zajecia do bardzo sympatycznej rodziny, ucze z przerwami mame i dwoje dzieci. Zajecia do tej pory byly w kratke, dosc czesto odwolywane. Dojazd tam mam sredni. W tamtym roku mama dzieci zrezygnowala ze swoich zajec ze wzgledów finansowych - mowila ze woli by dzieci mialy lekcje a nie mogli sobie pozwolic na lekcje dla calej trojki. Bylo mi glupio ale i tak mieli nizsza cene niz wszyscy moi uczniowie dojezdzajacy do mnie do domu. W tym roku mam zajecia z mama a potem z corka, cena jest ta sama co od 3 lat. Po pierwszej lekcji lekcji mama chciala rozmawiac o rabacie ale nie zgodzilam sie bo naprawde nie moge juz obnizyc i jeszcze dojezdzac. Jutro bylam umowiona na pierwsza lekcje w tym roku z ich synem - znow ja mam do nich jechac i tylko na 60 min. Dzis potwierdzilam lekcje a syn napisal mi smsa czy moge przyjechac na 45 min. i czy cena wtedy bedzie nizsza... Rece mi opadly i napisalam ze na 45 minut nie ma sensu dla mnie jechac a juz poza tym nie wiem jak mam te cene obnizyc. Zaproponowalam, ze moze dla calej trojki w jedno popoludnie 3 lekcje uda nam sie zorganizowac i wtedy za te 3 lekcje dam znizke 10 zl. Dostalam odpowiedz, ze musza to przemyslec. Z jednej strony czuje sie jak skapiec i materialistka ale z drugiej wiem, ze nie moge obnizyc bardziej. Ale tez rodzina jest bardzo fajna i widze, ze ciezko im placic za wszystkie lekcje. Mieliscie podobna sytuacje?