Dodaj do ulubionych

walka o rabat...

29.10.14, 21:13
Hej,
mam lekkiego kaca moralnego... Otoz od kilku lat jezdze na zajecia do bardzo sympatycznej rodziny, ucze z przerwami mame i dwoje dzieci. Zajecia do tej pory byly w kratke, dosc czesto odwolywane. Dojazd tam mam sredni. W tamtym roku mama dzieci zrezygnowala ze swoich zajec ze wzgledów finansowych - mowila ze woli by dzieci mialy lekcje a nie mogli sobie pozwolic na lekcje dla calej trojki. Bylo mi glupio ale i tak mieli nizsza cene niz wszyscy moi uczniowie dojezdzajacy do mnie do domu. W tym roku mam zajecia z mama a potem z corka, cena jest ta sama co od 3 lat. Po pierwszej lekcji lekcji mama chciala rozmawiac o rabacie ale nie zgodzilam sie bo naprawde nie moge juz obnizyc i jeszcze dojezdzac. Jutro bylam umowiona na pierwsza lekcje w tym roku z ich synem - znow ja mam do nich jechac i tylko na 60 min. Dzis potwierdzilam lekcje a syn napisal mi smsa czy moge przyjechac na 45 min. i czy cena wtedy bedzie nizsza... Rece mi opadly i napisalam ze na 45 minut nie ma sensu dla mnie jechac a juz poza tym nie wiem jak mam te cene obnizyc. Zaproponowalam, ze moze dla calej trojki w jedno popoludnie 3 lekcje uda nam sie zorganizowac i wtedy za te 3 lekcje dam znizke 10 zl. Dostalam odpowiedz, ze musza to przemyslec. Z jednej strony czuje sie jak skapiec i materialistka ale z drugiej wiem, ze nie moge obnizyc bardziej. Ale tez rodzina jest bardzo fajna i widze, ze ciezko im placic za wszystkie lekcje. Mieliscie podobna sytuacje?
Obserwuj wątek
    • engteacherka Re: walka o rabat... 29.10.14, 21:28
      a czemu nie mogą przyjechać do ciebie?
      Miałam podobną trochę sytuację - troje dzieci z jednej rodziny przychodziło do mnie, potem był dylemat, bo stać ich było na dwie lekcje (któreś dziecko musiałoby zrezygnować). Umówiłam się, że wykupią te dwie godziny i przychodzić będzie ten, kto najbardziej potrzebuje lekcji w danym momencie
      • aga.p.p Re: walka o rabat... 29.10.14, 21:42
        > Umówiłam się, że wykupią te dwie godziny i przychodzić będzie ten, kto najbardziej potrzebuje lekcji w danym momencie

        Bardzo fajne rozwiązanie.
      • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 08:13
        40 zł to przyzwoita stawka? Jak dla mnie to stawka studencka, mimo ze jestem kilka lat po studiach.
        • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 08:14
          Oj, przepraszam - zle wstawilam posta, to oczywiscie do baba67:).
        • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 13:01
          To sie obudz i zmien zajecie poki jestes mloda i Ci latwiej.
    • aga.p.p Re: walka o rabat... 29.10.14, 21:41
      Gdybyś mogła im tę cenę obniżyć, to byś obniżyła i nie byłoby tematu, niepotrzebnie się gryziesz A nie mogą oni do Ciebie dojeżdżać? Albo - jeśli czasowo coś takiego by Ci podeszło - ograniczyć liczbę lekcji do jednej na dwa tygodnie, na przykład (tak, wiem, z punktu widzenia lektora zupełnie bez sensu, ale z punktu widzenia ucznia czasami lepsze to niż nic, trzeba tylko trochę zmienić sposób pracy).

      Ja jestem koszmarną materialistką (taki lajf, rachunków miękkim sercem nie zapłacę) i jeśli ktoś próbuje się targować, to szybko to ucinam. Jak mnie na coś nie stać, to tego nie kupuję, a do interesu dokładać nie zamierzam.
      • buglady Re: walka o rabat... 29.10.14, 22:52
        O, może rzeczywiście jedna lekcja na 2 tygodnie to jakis pomysl. Syn to juz swiezo upieczony student i raczej chce dla siebie bardziej pogadać wiec moze raz na 2 tyg, wystarczy. Mama bardzo poczatkujaca wiec jedna lekcja na 2 tygodnie odpada, corka w gimnazjum wiec pewnie te 2 lekcje powinny dla nich zostac. Oczywiscie, ze moga dojechac do mnie ale nie bardzo chcą - mama bardzo zapracowana, z pracy jest pozno w domu i wpada ledwo na czas na lekce, corka w nowej szkole dosc daleko od domu, syn student na pierwszym roku tez mnostwo dojazdow a ja znow mieszkam w innym punkcie. Teraz placa 50zl za godzine, wiec gdyby dojezdzali to pewnie mialabym obnizyc... No i co, do 40zl?
        • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 07:40
          Nie ma sensu dojezdzanie dalej za mniej niz 50 zl , tu zgoda sama bym czegos takiego nie wziela.Jednak jesli lekcje sa w bloku czyli dojezdzasz na 2 godziny zblokowane to jakis rabat mozesz dac choc nie 20 % oczywiscie.
          I nie wiem skad to olaboga na stawke 40 zl kiedy uczen o Ciebie dojezdza. Kiedys rzeczywiscie praca lektora to bylo elorado(ja sie nie zalapalam) ale teraz to przyzwoita stawkanawet w Warszawie( za zwykle lekcje nie jakis spec),Moze zaproponuj taka to nagle czas na dojazdy sie znajdzie. Zasada jest wszedzie ta sama-chcesz miec wygodnie to plac,nie ma znaczenia czy ktos jest mily czy nie.
          • aga.p.p Re: walka o rabat... 30.10.14, 10:20
            Kiedyś paczka masła kosztowała dwa złote, teraz kosztuje pięć - takie rzeczy powinno się brać pod uwagę przy ustalaniu stawki. 40 zł/h to nie jest dobra stawka dla lektora, tysiąc razy powtarzam, żeby sobie wyliczyć rzeczywiste zarobki na godzinę, w skali roku. Zróbcie sobie raz porządny biznesplan, z uwzględnieniem wszystkich kosztów DG (w tym kasy na rozwój i reklamę), a zobaczycie ile faktycznie powinno się brać. Mnie już dawno w tych wyliczeniach przestało wychodzić mniej niż 40 zł.
            • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 11:04
              Naprawdę zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli nie płaci się zusu lub płaci się niepełny, to 40zł nie wyglada tak źle. Jeśli zus jest pełny, to jest to stawka mnimalna. Ja wiele lat przepracowałam w szkole i nie umiem przestać porównywać zarobków z nauczycielskimi. W szkole to wychodzi średnio 30zł za godzinę (licząc tylko te przy tablicy, ale faktycznie jest ich 2x więcej). Pensja nauczycielska w tym roku to 2647zł za 19godzin, czyli goły etat (nauczyciel mianowany z mgr i pp). Ja kilka lat temu zarabiałm tyle mniej więcej, tylko, że jeszcze z kilkoma godzinami ponadwym. i jakimś dodatkiem.
              • cytryna76 Re: walka o rabat... 30.10.14, 11:43
                Sorry, ale dla mnie takie zachowanie to zwykła próba manipulacji emocjonalnej i coś, co nazywam "dziadowaniem". Rozumiem, że można mieć trudności finansowe i bardzo tej rodzinie współczuję, ale osobiście uważam, że jeśli kogoś nie stać na jakąś usługę, to po prostu powinien z niej z klasą zrezygnować, a nie grać na czyiś emocjach czy skrupułach.
                Czy nas ktoś pyta, czy aby nie za drogo, kiedy korzystamy z usług?
                Jeśli nie stać mnie na coś, to nie zawracam ludziom głowy albo szukam tańszego zamiennika, a nie "żebrzę" czy aby nie dało się taniej, bo mam problem z płynnością finansową.
                • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 12:12
                  Zgadzam się. Chcą mieć przecież luksus w postaci dojeżdżającego nauczyciela. Niech za dojazd płacą albo niech sami dojeżdżają, albo zdecydują się na mniejszą ilość godzin do wykorzystania zamiennie przez różnych członków rodziny
              • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 12:57
                Ja tez pracowalam w szkole i nie rozumiem jak mozesz porownywac te dwa rodzaje pracy.

                Frustrujacy koszmar w szkole kontra wspolpraca w milej atmosferze ,ciszy i spokoju we wlasnym domu,w wiekszosci bardzo satysfakcjonujaca bez siedzenia bez sensu nad tona papierow , spedzania godzin na nasiadowach gdzie sie gledzi o niczym bez chamstwa i stresu.I nawet nie mozna mowic o uczeniu w szkole jako secure job.
                Nawet polowa kasy w porownaniu o szkoly jest tu OK., a w moim przypadku zarobki sa porownywalne.
                • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 13:32
                  Porównuję zarobki, nie rodzaj pracy. Jasne, że na swoim, to jest komfort oczywisty i stres nieporównywalnie mniejszy. Wychodzi mi, że mając swoją działalność i biorąc te 40zł, de facto zarabia się więcej niż w szkole, bo tam tydzień pracy jest 2x dłuższy niż te 19 godzin lekcji i za godzinę wypada właściwie nie 30zeta, ale o połowę mniej. Przy przygotowywaniu lekcji prywatnych z pewnością nie nasiedzę się tyle, co nad papierami szkolnymi. I nie wróciłabym...

                  Chodzi mi o to, że jeśli dziewczyny piszą, że 40zł to żenująca stawka, to co ma powiedzieć biedny nauczyciel?
                  • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 11:54
                    To Cie zle zrozumialam, teraz jasne.
            • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 11:38
              Wg moich jest OK a mam DG. Wydaje mi sie ze te wyliczenia to bardzo subiektywna sprawa, jesli ktos jest przyzwyczajony do realiow lat 90 tych to na pewno bedzie rozgoryczony i sfrustrowany obecna sytuacja na rynku.Sama zaczynalam na samym poczatku kryzysu i jestem zadowolona.
              • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 13:29
                Baba nie zamierzam zmieniac zajecia bo lubie swoja prace i nie narzekam na zarobki. Ale naprawde nie rozumiem jak moze sie Tobie oplacac 40zl za godzine.
                • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 13:47
                  To wyjdzie ok. 5000 na miesiąc, jeśli pracuje się te 5, czasem 6 godzin dziennie, a to przecież nie tak dużo, można wziąć więcej godzin, pracować w sobotę, jeśli się chce itp. Porównując z zarobkami nauczycieli, pielęgniarek, urzędnikami, to przy takiej stawce zarobi się więcej niż oni.

                  Ja biorę lekcje w soboty przed południem i wszystkie zarobki z sobót przeznaczam na miesiące wakacyjne. Też mam stawkę 40zł (ale małe miasto, u nas taka stawka jest wysoka). Więcej biorę za język specjalistyczny np. biznesowy lub przygot. do egzaminów np. FCE. Mam ok. 32 godzin tygodniowo, przed maturami, egzaminami więcej. Odwołań jest ok. 12%
                  • aga.p.p Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:43
                    No i właśnie popełniłaś gigantyczny błąd w obliczeniach. To nie jest 5k miesięcznie, ale co najwyżej jakieś 3,5k. Nie zapominaj, że lektor, zwłaszcza ten, który uczy głównie młodzież szkolną, zarabia przeciętnie przez 9 miesięcy, a utrzymać się musi przez 12. No to szybka matematyka 40zł x 30h x4 tygodnie = 4800 x9 = 43200/12 =3600. OK, wygląda nieźle, jeśli oddajemy z tego tylko podatek. Ale przy DG 1100 od razu idzie na ZUS. 2400. Potem inne koszty; tu może być różnie, ale załóżmy podstawy - papier, tusz, telefon, net, benzyna; powiedzmy 400 zł dla równego rachunku. Mamy 2k, oddajemy podatek i zostaje nam trochę ponad 1600 zł.

                    Nie zamierzam deprecjonować 1600 zł. Ale to, że mnóstwo ludzi dokoła tyle zarabia, wcale nie oznacza, że powinnam się z tego cieszyć. No i jeśli się weźmie pod uwagę, że ma to wystarczyć na życie, wakacje i nagłe wypadki, to to wcale nie jest zawrotna suma.

                    I nie porównujmy tego z zarobkami na etacie, bo takie porównania nie mają sensu. My nie mamy pewnych przywilejów wynikających z etatu, a etatowcy pewnie wolą mniejszą, ale pewną kasę co miesiąc, płatny urlop i spokój od pracy po pracy (w innym razie już dawno poszliby na swoje). A jeśli już mamy się do kogoś porównywać, to w górę - porównajmy się z lekarzami, adwokatami, finansistami. Bo lektor to taki właśnie specjalista, a co za tym idzie, powinien odpowiednio zarabiać.
                    • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 15:07
                      Ja nie liczę zarobków X9 miesięcy, bo choć wakacyjne miesiące są chudsze, to nie jest tak, że nie zarabiam. Uczę w większości młodzież i dzieci, ale trochę dorosłych też. Rodzice wiedzą, że mam wszystkie godziny obstawione w ciągu roku szkolnego, więc bardzo szybko we wrześniu przysyłają dzieciaki (żeby się dostały), ale bardzo często jest też tak, że już dwa ostatnie tygodnie sierpnia przychodzą. Mam też zajęcia feryjne i wakacyjne w grupkach dla dzieci. U mnie wychodzi znacznie wyższa pensja. Te 400zł kosztów miesiąc w miesiąc - nie mam tego aż tyle, trochę odlicza się od podatku (właściwie to nawet dużo). Drugi semestr jest zawsze ,,na bogato'', bo matury, egzaminy gimnazjalne, a teraz jeszcze po podstawówce. Nakreśliłaś bardzo czarny obraz, u mnie nie jest źle, wystarcza na hobby i nie muszę jeść kaszanki
                    • pinezka.777 Re: walka o rabat... 30.10.14, 23:04
                      święta prawda. Nie utrzymujemy zarobków na takim samym poziomie przez 12 miesięcy w roku. Ja sobie wyliczam, ile musze zarobić w max 8 miesięcy, żeby starczyło na cały rok. Mam dla niektórych osób 50 zł po starej znajomości, ale to już minimum absolutne. inwestuję w nowoczesne technologie, opłacam programistę, który robi mi pewne apliakcje na życzenie. Mam sprzęt w sali, którego pozazdrościć mogą sieciówki. W zyciu bym tego nie kupiła za stawki typu 40 zl/60 min. Trzeba cenić siebie, a jednoczesnie realnie oceniać swoje koszta nie mysląc "jakoś to bedzie".
                      Co do głównego wątku zaś - w zeszłym roku pewna pani bardzo prosila o zajęcia dla dwóch córek. Ja mialam dojeżdzać do nich. I uwaga, here's the point-12 zł/45 min od dziecka.....i pani dodała, że może być tak, że czasem odwoła, bo jej matka ma raka i trzeba pomóc. Co pomyślalam? Ze bardzo mi przykro, że pani ma taką sytuację. I honestly, że w podły i nikczemny sposób chciała wymusić stawkę absurdalną (dojazd do niej na godz 15 ((korki)) jakieś 6 km w jedną stronę. Jest to niskie. A może u mnei w rodzinie tez ktos ma raka i muszę zarabiac na leczenie tej osoby? Ludzię są pieprznięci momentami. Ja bym olala tę rodzinkę. Jak można być tak kurde wygodnym, żeby dupy na zajęcia nie ruszyć i chcieć kasy mniej, niż płaci się na czarno studentowi. W głowie mi sie nie mieści, że autorka jeszcze ma wyrzuty sumienia. Postaw sprawę jasno-kwota taka i siaka, bierzta albo nie. Proszę o decyzję do konca tygodnia. Biznes to biznes. Ktoś kiedys madrze na tym forum napisał-chcesz pomagać biednym, idz do do domu dziecka pomagac maluchom w odrabianiu lekcji.
                      • pinezka.777 Re: walka o rabat... 30.10.14, 23:08
                        yh yh, to mialo się znaleźc pod wypowiedzią agi.p :)
                • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 15:39
                  No to dobrze.Mnie sie wydawalo (ale pewnie sie mylilam) ze jesli sie ma komplet uczniow przychodzacych do domu po 50 za godzine to sie rezygnuje z niekomfortowego dojazdu za takie same pieniadze ,a juz na pewno nawet nie rozwaza obnizeia stawki z dojazdem ponizej rozsadnego minimum.
                  Zatem problemu tak naprawde nie masz zadnego,
                  jak mi sie oplaca?
                  Moze sensownie gospodaruje pieniedzmi, Nie nie wiem,po prostu tyle ile zarabiam mi wystarcza.
                  • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 16:40
                    Nie mam kompletu, mogłabym mieć więcej uczniów. Niestety nie mam 32 godzin w tygodniu jak ktoś pisał. Zajęcia u tej rodziny traktowalam trochę sentymentalnie, mój mąz caly czas mi powtarza, zebym z nich zrezygnowala bo bez sensu jest ten dojazd i jeszcze obnizona stawka ale po prostu bardzo ich polubilam to fajni i skromni ludzie. Ale w tamtym roku dociągnęlam syna do matury, teraz mama zabrala się do nauki, no przyznaję że mam miękkie serce. Ale jak ten chlopiec wczoraj wyskoczyl z 45 minutami to się wkurzylam nieco.
                    Nie mam problemu tylko chcialam sie wygadac na forum i posluchac jakie macie doswiadczenia.
                    • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 18:46
                      No to sprawa jest prosta-zadne sentymenty nie zmienia faktu ze oni maja wygodnie Twoim kosztem.Tracisz czas na dojazd , rozbijasz sobie dzien, jesli nie masz samochodu to jeszcze marzniesz.Nie jestes pod sciana i te pieniadze nie sa Ci porzebne zeby zwiazac koniec z koncem.
                      Oczekiwanie tanich wygodnych lekcji to zwykle cwaniactwo.Po mojemu byloby zaproponowac im 40 zl u Ciebie i tak Ci sie oplaci.Przeciez reszta uczniow nie musi wiedziec ile bierzesz od nich. Tylko uczul towarzystwo zeby nie polecali Cie swoim znajomym. Moze zrezygnuja, ale zachowasz sie OK.
              • englove Re: walka o rabat... 30.10.14, 13:50
                Też nie rozumiem jak to się może opłacać przy 40 zł/h. Uwzględniając ferie, wakacje, długie weekendy, niespodziewane sytuacje, no i ZUS ponad 1000 zł. Kiedyś może i miałam skrupuły. Pozbyłam się ich płacąc składki na ZUS. I cieszę się, że nie mam męża ani bogatych rodziców i muszę liczyć tylko na siebie. To mnie skutecznie odstrasza od kiepskich klientów.
              • aga.p.p Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:10
                Nie wyliczenia są subiektywne, tylko poziom życia. Jednemu wystarczy mielonka, inny woli homara.

                Babo, nie obraź się, ale zauważyłam, że Ty od dawna piszesz o niskich stawkach i niemożności ich przekroczenia. Może po prostu Tobie taka sytuacja odpowiada, ale przestań, proszę, opowiadać, że niskie stawki to standard. Może u studentów albo nauczycieli dorabiających sobie po pracy, ale to nie to samo i się nie liczy. Pani z warzywniaka opowiadała mi rok temu, że płaci 80 zł za godzinę lekcji dla córki-maturzystki. Bez dojazdu. W dużym mieście, gdzie w lektorach można przebierać jak w ulęgałkach. Czyli można się cenić? Można, tylko trzeba uwierzyć, że się da.

                • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:23
                  Tez wychodze z tego zalozenia, ze trzeba sie cenic. Ok. mozna pracowac 6h dziennie albo i nawet 8 czy 9 i w sobote i w niedziele ale ta praca jest specyficzna, czasem są okienka, godziny wieczorne, są wakacje, ferie, trzeba zaplacic ZUS. Jasne, mozna sobie mowic, ze 'inni mają gorzej', ale chyba nie o to tu chodzi. Nie wiem czy ja jestem powolna czy co, ale mi sporo czasu zajmuje przygotowanie sie do zajęć. Ok. mam baze materialow, porządek itd. ale staram sie przygotowac jakis filmik z Cnn, znalezc artykul w bieżącej prasie, czesto robie powtorki, przygotowuje testy, itd. Naprawde rzetelne przygotowanie wymaga troche czasu. Wydaje mi się, ze obnizając stawki i łapiąc trochę więcej godzin nie osiągnie się przyzwoitego poziomu finansowego.
                  • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:27
                    A wracając jeszcze do sprawy tej rodziny to teraz doszlam do wniosku, ze to jest troche podejrzane: moja lekcja z tym chlopcem byla umowiona juz od jakiegos czasu, wczoraj wieczorem napisalam sms do niego zeby potwierdzic. On odpisal, ze lekcja aktualna ale czy moge przyjechac na 45 minut aby byla nizsza cena. Odpisalam to co wyzej, ze na 45 min. nie bardzo i ze mozemy probowac wszystkie lekcje ustawic naraz. Na co on odwolal dzisiejsza lekcje bo musi sie zastanowic. Wiec wychodzi na to, ze bylismy umowieni na lekcje, przy jej potwierdzaniu nagle chcial zmienic zasady a jak sie nie zgodzilam to odwolal spotkanie. Chyba wczesniej powinien o tym pogadac ze mną, prawda? Teraz juz nie wiem, czy jego rodzice o tym wiedza no ale to juz dorosly facet przeciez...
                    • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:34
                      Twój dojazd, to jest luksus, na który decydują się ci, których na to stać. Powinni to rozumieć. Ja bym nie zgodziła się dojeżdżać nawet za 50zł, wolałabym wziąć tę lekcję u siebie za 40. tracisz więcej czasu niż to 10zł warte. Ja mam lekcje jedna po drugiej, okienek prawie wcale i nie opłacałoby mi się jeździć i ,,rozrywać'' dzień na kawałki
                      • aga.p.p Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:53
                        Pisałam już gdzieś, że za lekcje z dojazdem powinno się liczyć tak, jakby zaczynały się i kończyły przekręceniem klucza w zamku + koszty dojazdu. Jadę pół godziny w jedną stronę na godzinę - klient płaci za dwie godziny i benzynę.
                      • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 16:00
                        Pelna zgoda co do dojazdow. Choc gdzies niedaleko,w ciagu dnia bym wziela za 50.Ale po 16 nie mialbym kiedy i zwyczajnie mi sie nie chce.
                    • aga.p.p Re: walka o rabat... 30.10.14, 14:49
                      Przejdź na płatność z góry - to jest doskonały sposób na wyeliminowanie niezdecydowanych kombinatorów. I nie ma potem: sorry, ale muszę dzisiaj wyjść wcześniej, bo dentysta, to zapłacę sobie mniej. Wychodzisz wcześniej - OK, twoja strata. Odwołujesz w ostatniej chwili - trudno, ale ja nie będę za to płacić.

                      A studenci taryfy ulgowej nie mają u mnie wcale - dorosły człowiek może iść do pracy i sobie samemu na lekcje zarobić.

                      Trzymaj się, w tej branży czasami trzeba mieć twardy tyłek:)
                      • buglady Re: walka o rabat... 30.10.14, 15:30
                        Dzięki Aga. Oj tak, musze byc bardziej stanowcza bo niestety lagodnym sercem rachunkow nie zaplace (tak jak ktos wczesniej napisal). Tez uwazam, ze jesli juz mamy z kims się porównywać to mierzmy do góry - np. 50 min. konsultacji u psychologa kosztuje w Warszawie ok. 120zł. A weźmy np. fryzjerów. Strzyzenie wlosów w Warszawie? U mnie w bloku fryzjerka za samo cięcie bierze 60zł i jest to dosc podrzędny fryzjer osiedlowy a nie jakis Loreal czy inna sieciowka. Dietetyk w Warszawie tez ok. 100zł za godzine rozmowy o zwyczajach zywieniowych, masaż z dojazdem do domu tez ok. 100zł. I nagle ja po dobrych studiach filologicznych, przygotowana rzetelnie do zajęc mam wziąc 40zł za godzine? Wg mnie cos tu nie gra i czulabym sie sfrustrowana.
                        • engteacherka Re: walka o rabat... 30.10.14, 19:21
                          rzeczywiście u was bardzo drogo się żyje
                          • aga.p.p Re: walka o rabat... 31.10.14, 11:35
                            A gdzie żyje się taniej?

                        • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 12:06
                          Do kieszeni fryzjerki nawet polowa tego nie trafia to raz , druga rzecz-nie klebia sie chyba tlumy skoro bierze tak duzo . Na moim osiedlu obciac sie moza za 40.
                          Ilu pacjentow ma psycholog-kilku z tygodniu?
                          Nie zauwwazylam zeby psycholozy to byla jakas wybitnie zamozna, prestizowa grupa.
                          Minely czasy kiedy uczniowie wala drzwiam oknami na lekcje po 50 .Kiedys tak bylo, ale dawno.
                          • buglady Re: walka o rabat... 31.10.14, 13:32
                            Babo, nie wiem gdzie mieszkasz ale w Warszawie 60zł za strzyzenie to nie jest dużo. To jest w moim osiedlowym saloniku, gdzie jest tylko wlascicielka i jest jeszcze kosmetyczka. Jasne, musza zaplacic czynsz i nie jest to cala kwota dla fryzjerki ale czy dla lektora jest? Przeciez tez musisz odliczyc koszty, ZUSy nie zusy, papier, tusz itd. Ilu pacjentów ma psycholog? Akurat niestety musialam korzystać z tego typu uslug (i to u kilku roznych osob) i zawsze byl ktos po mnie i przede mną i wcale nie bylo takiego duzego wyboru godzin.. Oczywiscie nie mówię, że psycholog ma 8 wizyt dziennie po 120zł. Ale np. nie slyszalam, zeby lektorowi placono 120zł za 50min. Zreszta jestem pewna, ze gdyby psychologowie w Wawie brali 40 czy 50 zł za godzine to mieliby tłumy walące drzwiami i oknami, oj mieliby. Tylko oni nie psują sobie rynku - przejrzyj proszę strony gabinetow psychologicznych - nie znajdziesz konsultacji za mniej niz 100 no moze 90zł.
                            • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 14:08
                              w Warszawie 60 zl za strzyzenie to jest dosc .duzo. To osiedle na ktorym mieszkasz to chyba jakies luksusowe, Na moim, fakt nowo otwartym tez malym zaklazie byla promocja 25 bez modelowania. Normalnie chyba 35 bez modelowania kosztuje.
                              Ja tam nie wiem czy mieliby wiecej pacjentow gdyby brali mniej. Podejrzewam ze niespecjalnie wiecej .Rodzic woli zalatwic zaswiadczenie o dyleksji a zamiast poslac dziecko do psychologa na terapie woli teraz wyslac go na angielski wg swych mozliwosci. Niezaleznie od tego co nam sie podoba zlote czasy dla anglistow sie skonczyly i tyle ile sie bierze decyduje rynek, profil dzialalnosci lektora , jego miejsce zamieszkania i kilka innych trudno definiowalnych czynikow a nie enigmatyczne psucie rynku.
                              • buglady Re: walka o rabat... 31.10.14, 14:28
                                Korzystalam z uslug psychologa w conajmniej 4 roznych osrodkach w Wawie, nie bylo tam pustek. Oczywiscie, ze byloby wiecej klientów gdyby bylo taniej - ja np. musialam zrezygnować bo dla mnie 120h za 50 minut to bylo za duzo. W jednym osrodku jest mozliwosc max. 10 spotkan za 60zł ale uwaga, nie z psychologiem tylko ze stażystą!
                                Nie mieszkam na luksusowym osiedlu. Z moich obserwacji wynika, ze cena 35 zł za strzyzenie to w staroswieckim zapyzialym salonie gdzie robia ondulacje albo rzeczywiscie jest to nowy salon i jest mega promocja dla przyciągniecia klientow. Oczywiscie Twoj salon gdzie jest strzyzenie za 35zł jest na pewno swietny, jest profesjonalna i przemila obsluga, stosują przyzwoite produkty i jest czysto.
                                Niestety Babo nie masz racji - owszem wystepuje to smutne zjawisko zwane psuciem rynku. Jeszcze raz powolam sie na psychologów - nie znajdziesz prywatnej wiyzty za mniej niz 100 czy 90zł za 50 min. Bo oni przynajmniej trzymają front:).
                                Nie wiem o jakich złotych czasach dla anglistów mówisz, ja ucze od 6 lat i nigdy nie narzekałam. Oczywiscie nie oplywam w luksusy ale zyje mi sie dobrze.
                                • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 14:53
                                  Nie bylam w tym salonie, pewnie jest czysto skoro nowy.Obsluga tez podejrzewam mila bo przeciez klienta trzeba przyciagnac atmosfera.jest to takie niewielkie pomieszczenie w starym pawilonie handlowym.Wiesz,zachecilas mnie -pojde i zobacze.
                                  Jesli jestes zadowolona to skad te zale i biadolenia?
                                  najwyrazniej te osoby ktore przychodza o mnie nie przyszlyby o Ciebie rylko Poszukalyby gdzie indziej-szkola jezykowa, corka sasiadki,nie wiem.
                                  O ile wiem psycholodzy sa licencjonowani co mysle ma uzasadnienie latego ceny sa sztywne. Licencjonowanie rynku korepetycji to pomyl tak absurdalny ze szkoa komentarza.
                                  • buglady Re: walka o rabat... 31.10.14, 15:56
                                    Naprawde Babo nie biadole, uwierz. Jesli Tobie jest ok. z tym co masz to super. Czy ja gdzies narzekam? Tylko sobie tu dyskutujemy przeciez.
                                  • buglady Re: walka o rabat... 31.10.14, 17:45
                                    Tak? No wlasnie ja jakis czas temu bylam w takim osiedlowym saloniku... Umowilam sie na strzyzenie, ide a pani (kosmetyczka?) mowi, ze kolezanka fryzjerka sie spozni, bardzo przeprasza itd. ale dziecko chore i z nim u lekarza. Mowie ok., pojde do domu (mieszkam 2 klatki dalej) i prosze do mnie zadzwonic jak sie zjawi. Telefon za pol godziny, odbieram i slysze: ' Yyy, tu pani Ania z salonu'. Autentycznie, tak sie przedstawila:P. No nic, idę choc przeczucia juz zle. W salonie pani Ania z chorym dzieckiem, obok mąz w dresie, pani Ania przeprasza i mowi, ze dziecko chore i pyta dziecka, czy zje spaghetti czy pierogi. Mąz w dresie przyrządza dziecku pierogi, dziecko spozywa na kanapie obok mnie, pani fryzjerka miota sie miedzy mną a dzieckiem, podając mu soczek itd. OCzywiscie juz wiecej tam nie poszlam.
                                    OCzywiscie nie generalizuje, ze wszedzie tak jest.
                                    • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 18:37
                                      I to ten salonik za 60 zl strzyzenie?No no...swojskie klimaty, wlasciwie lubie, choc wciaz dla mnie za drogo. Ta pani Ania mnie zabila:-)))
                                      • buglady Re: walka o rabat... 01.11.14, 09:36
                                        Ten sam:). Oj tak, pani Ania jest moim hitem:).
                    • pinezka.777 Re: walka o rabat... 30.10.14, 23:16
                      oni nie są sympatyczni, tylko bezczelni. Zamiast współczuć, powinnaś raczej powiedzieć mu dokladnie to samo-nie odwołuje się zajęć na ostatnią chwilę i jeśli sytuacja się powtórzy, rezygnujesz. To są zwykłe cwaniaki.
                  • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 15:55
                    No przeciez tej mamuski tak nie uczysz-z tymi artykulami i filmikami?Wystarczy dobry podrecznik i plus cos ekstra. Ile to zajmuje? 10 min?
                    Tez lubie takie lekcje z filmikami i zgadzam sie ze przygotowywanie ich jest bardzo czasochlonne.
                    Mam tylko jedna osobe z ktora moge to robic-reszta to korki lub nauka od postaw.
                    Mam baze materialow, korzystam z ich, szukam nowych rzeczy.
                    • pinezka.777 Re: walka o rabat... 30.10.14, 23:12
                      w nauce od podstaw można bardzo dużo filmików przemycać. Z należytym szacunkiem uprę się, że to wyłącznie kwestia umiejętności pedagogicznych, a nie poziomu ucznia.
                      • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 11:35
                        Tak ale nie trzeba ich szukac-sa gotowe. Zreszta ludzie tego nie lubia,uwazaja ze nie po to przyszli na lekcje zeby filmiki ogladac.od intermediate, tak nawet chetnie obejrza i pogadaja, mam spora kolekcje.
                        • pinezka.777 Re: walka o rabat... 31.10.14, 14:30
                          aboslutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że ludzie na niższych poziomach nie lubią oglądac. Otóż nieprawda. Lubią i co więcej-dzięki temu osłuchują się z naturalnym językiem. Każdy filmik ma oczywiście coś wnosić i czegos uczyc, nie mówię o oglądaniu for fun(to w domu).
                          • buglady Re: walka o rabat... 31.10.14, 14:39
                            Mysle, ze wlasnie ludzie nawet na najnizszym poziomie uwielbiają oglądać filmiki bo widzą, ze nauka jest przydatna i ze widzą korzysci. U mnie początkująca babka przyszla ostatnio zachwycona bo oglądala Master Chefa z gosciem specjalnym Gordonem Ramsay'em i ona wylapala jakies slowka typu delicious, dish itd. I jednak troche czasu zajmuje przygotowanie nawet prostych rzeczy.
                            • pinezka.777 Re: walka o rabat... 31.10.14, 15:28
                              takie negatywne podejscie do videos mają osoby mało kreatywne,klepiące podręczniki storna po stronie. Za takei klepanie faktycznie nie warto płacić więcej niż 40 zł.
                              • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 15:37

                                Taki przywiazanie o fimikow na kazdym poziomie i maja osoby leniwe,ktorym nie chce sie uczyc tylko puszczaja gotowce a kasuja za swe madrosci jak za zboze od naiwnych jeleni..
                                Chyba nie czujesz sie obrazona-to takie moje obiektywne zdanie..
                                • pinezka.777 Re: walka o rabat... 31.10.14, 15:43
                                  nie wiem, nei puszczam gotowców;) Każdy film przygotowuję sama od podstaw (sa do teog programy)> Jest to bardzo czasochłonne. Ogolnie nie korzystam z podrecznikow wcale, mam wlasna platformę eudykacyjną. Napisane autorski eprogramy komputerowe. Kazda godzina moich zajęc jest niepowtarzalna. prowadze grupy i indywidualne. Tak, uwazam, ze ten wysiłek, abrdzo duży, jest wart odpowiednich pieniedzy. Kupić podrecznik, nic nie wnoszący, z kluczem odpowiedzi umie każdy średniointeligentny człowiek, nie trzeba za to płacić nauczycielowi.
                                  • engteacherka Re: walka o rabat... 31.10.14, 16:26
                                    Naprawdę uważasz, że lekcja w oparciu o podręcznik jest nic-nie-wnosząca? A podręczniki takiej np. Evans nic nie warte, a twój program lepszy? Każda lekcja jest niepowtarzalna, jeśli opracowuje się ja pod daną osobę i można przygotować znakomitą lekcję w oparciu zarówno o podręcznik, jak i ilustracje, filmiki i inne bajery. Gdybyś uczyła dzieciaki, widziałabyś, jak różnorodne środki dydaktyczne są ważne i potrzebne, ale też nie można z tym przesadzać, bo lekcja to nie cyrk, jak mawiał mój profesor
                                    • baba67 Re: walka o rabat... 31.10.14, 16:50
                                      Z moich doswiadczen wynika ze na poczatku trzeba ucznia zmuszac do mowienia tak zeby nie czul sie przymuszany, wazne sa listeningi. Filmiki na poczatkujacych dzialaja. usypiajaco-filmik=relaksik=wylaczamy myslenie . Oczywiscie sa filmiki szkoleniowe wlaczone do podrecznikow ale samo sluchanie jest trudniejsze . Z dziecmi ma to wiecej sensu bo autentyczne kreskoweczki maja prosty jezyk i super sie je wykorzystuje.
                                      Ale tak poza tym pani piniezce chyba interes nie kwitnie skoro musi swe frustracje tu na kims wyladowywac .Mnie sie zawsze wydawalo ze jak komus sie dobrze wiedzie to sie innych nie czepia i to w tak agresywny , wredny sposob.
                                      • pinezka.777 Re: walka o rabat... 31.10.14, 18:48
                                        Wybacz, przepraszam, może za ostrych słów faktcznnie użyłam. Nie chce, żebyś czuła się urażona, nie to było moją intencją. Natomiast za pogląd nie przepraszam-tak o materiałch audiowizualnych mówić może tylko ktoś, kto nie umie ich wykorzystać prawidłowo. Czyli to pole do poprawy swojego warsztatu, a nie unoszenia się fochem, taka prawda. Blended learning, internet resources, właściwie wszystko podane na tacy, nic tylko umiec to wykorzystać. Kto nie umie, ten przeklina technologię.
                                        Wylewam frustrację? Ja się czepiam? Nie bardzo widzę, gdzie niby mogłaś się tego doszukać.
                                        Daleko posunęłaś się w swoich wnioskach. Wiadomo, że to nie jest i nie będzie praca stabilna, ale ja nie narzekam. A moi uczniowie uwielbiają fakt, że robią coś właśnie zyciowego, co im się: 1)przyda, 2)podoba, 3)ciekawi ich. Angielski jest wszędzie i to uświadamiam uczniom ucząc ich czytać, oglądac TED speeche i co mi tam do głowy przyjdzie. Angielski jest narzedziem do zglębiania wiedzy, a nie pitolenia zad.1 str 45. I klienci, którzy do mnie przychodzą to właśnie osoby, które nie będą płaciły za jałowe lekcje z ksiażek o tym, co Sara je na kolację, bo to ich naprawdę nie obchodzi. true story.
                                    • pinezka.777 Re: walka o rabat... 31.10.14, 18:41
                                      Skąd myśl, że nie uczę dzieci? Owszem, uczę, choć moją klientelą są grupy ESP głównie. I tak, nadal uważam, że nie jest sztuką przeprowadzić lekcję z podręcznika, to jest banał. Tak, uważam, że ludzie płacą więcej za coś lepszego, coś dostosowanego do nich. Żaden podręcznik tego nie zapewni. Tak, mój program jest dobry dlatego, że jego idea jest dobra-indywidualne podejście do każdej osoby i do niej dobrane powtórki, speakingi, materiały i cała reszta.
                                      nie można przesadzać z filmami? Bzdura. Nie da się z tym przesadzić. To właśnie konieczność komunikacji jest powodem używania języków obcych. Komunikacja, czyli rozumienie innych i umiejętnośc wyrażenia swoich myśli. Gramatyka, słownictwo, wymowa - wszystko jest w zasobach internetu. Podręcznikiiki są imho dla osób leniwych, którym się nie chce przygotować czegoś samemu. Oczywiście, I respect it, tylko nie mozna za taką prace faktycznie windować ceny. Co inego w 1 min skserować gotowca, a co innego ślęczeć nad własnym, autorskim progragem, nie jest tak?
                                      Inaczej ma się sprawa z typowymi korepetycjami, ale umówmy się, to nie jest uczenie języka obcego, tylko uczenie trzaskania zadań. I później jest tak:www.youtube.com/watch?v=-SdzXkTJGG8
                                      • alina460 Re: walka o rabat... 01.11.14, 00:03
                                        Pinezka, podziwiam Twoją pewność siebie. Chciałabym się tego nauczyć. Jakoś wciąż sobie zarzucam, że jestem niewystarczająco dobrą nauczycielką, bez względu na wkład pracy i jakość lekcji.

                                        A może to jest tak, że z bajerami to nie sztuka poprowadzić niebanalną lekcję, ale sztuką jest poprowadzić ciekawą na podręczniku?

                                        Ktoś tutaj fajnie powiedział, że lekcja to nie cyrk. I jakoś ani te wszystkie audio ani wizje, ani aktywizujące metody się nie sprawdzają, jak ktoś jest oporny.

                                        Rzadko pracuję na filmach, bo niejednokrotnie spotkałam się z poglądem, że ludzie nie chcą płacić za oglądanie filmów, ale za moje własne przygotowanie i mój wkład czasu i pracy. Komputer i film to każdy sobie może zapewnić bez płacenia i u siebie w domu.
                                        No, ale Ty masz przecież własne programy i platformę co zmienia postać rzeczy.
                                        • engteacherka Re: walka o rabat... 01.11.14, 00:43
                                          No i nie tylko wkład pracy świadczy o tym, że lekcja jest znakomita. Można poprowadzić fajne zajęcia w oparciu o zwykły obrazek, a nawet jego kawałek :). Ja w sumie jestem za bajerami o ile tych świecidełek nie jest za dużo, ale z podręczników też korzystam. Nie ośmieliłabym się nigdy powiedzieć, ze mój autorski program jest lepszy niż coś, nad czym pracował sztab ludzi z ogromnym często doświadczeniem i doskonalił to latami (jak to jest z dobrymi podręcznikami). Praca na podręczniku to nie jest wypełnianie kolorowanki, nie oznacza wcale tylko robienia ćwiczeń po kolei. I co mi się jeszcze nasuwa - można przeprowadzić bardzo ładną lekcję i niczego nie nauczyć. Ale można też zrobić zajęcia tylko z kartką i ołówkiem, które nauczą wiele
                                          • baba67 Re: walka o rabat... 01.11.14, 06:58
                                            Ladna bo uczen sie fajnie czuje a fajnie sie czuje kiedy go nikt do myslenia nie zmusza.
                                            Zwlaszcza w szkolach jezykowych to sie zdarza w wiekszych grupach-moze dlatego duza czesc populacji je tak lubi."Rozwijaja swe umiejetnosci" a jest milo .
                                            Niekiedy sie budza i mam zmotywowanych uczniow. Ktorzy nie chca filmikow, wola sluchanki z dziurami.
                                            • alina460 Re: walka o rabat... 01.11.14, 08:25
                                              Kiedyś na tym forum już pisałam, że znajomy lektor jest idolem swoich uczniów, bo jego zajęcia są swoistym show :)
                                            • pinezka.777 Re: walka o rabat... 01.11.14, 09:16
                                              powtórzę to sam, ostatni raz-trzeba umieć wykorzustywac multiemdia. Do filmiku można zrobić gap-filling, reading comprehension questions (wbudowac je w film:fragment=>pauza=>pytanie=>:fragment=>pauza=>pytanie), discussion+reading extra materials.To zajebiście zmusza do skupiania się, bo ucznowie muszą dany fragment zrozumieć, cos w nim usłyszec, czasami nawet 5 razy powtórzyć te same kilka sekund. i zrobią to dużo chętniej, nawet ze smartphonem w ręce w samochodzie, niż jakby mieli szukać kartek z ostaniej lekcji z zadaniami.
                                              Czyli nadal wychodzi na to, że nie jest problemem obejrzenie fragmentu jakiejś sceny/filmiku, tylko nieumiejętnośc wykorzystania i opracowania takiej formy nauczania.
                                          • pinezka.777 Re: walka o rabat... 01.11.14, 09:22
                                            nie napisalam, że moj program jest LEPSZY. Napisalam, że jest DOBRY, bo ma DOBRĄ ideę. Sztab ludzi siedzi na podręcnizkiem = musi być to dobry sposób nauczania? A może sztab ludzi zarabia na wydawaniu ksiażek, na ich nowych edycjach, na dorzuceniu CD i głównie o to chodzi, a nie o to, że jest to niezawodna, dobra metoda? A może trzeba otworzyć oczy i poglówkować, zanim odrzuci się inne sposoby uczenia nawet ich nie znajac. Ja jedynie postuluję o rozwój metodyczny. Można poporwadzić lekcję z kartką only, tak samo można żyć bez teelfonu, można jezdzic samochodem bez ABS, mozna palic swieczki nie uzywajac pradu. Pytanie-po co? Czemu ma sluzyc brak rozwoju? Kto nie idzie na przod, ten sie cofa.
                                        • pinezka.777 Re: walka o rabat... 01.11.14, 09:29
                                          Jak kazdy lektor mam swoje rozterki. Nie znam czlowieka, ktory by nie mial (niezaleznie od branzy). DLatego trzeba sie rozwijac, porobowac nowych rzeczy, TWORZYC nowe rzeczy, A to juz nie kazdy potrafi.

                                          Nie wiem, co masz na mysli mowiac "bajery". Zamienienie kartki i dlugposiu na ekran i klawaiture, zeby ulatwic dostep do notatek uczniom w kazdym meijscu i o kazdej porze jest bajerem? Wysłanie linka do obejrzenia jest BAJEREM? Nie jest. brak takich rozwiązan jest zwykłym zacofaniem.

                                          Uczniowie płacą za przygotowanie, niezależnie, czy zrobisz to za pomoca nożyczek wycinajac flashcards, czy za pomocą worda, w którym ułożysz własne zdania dotyczące twoich uczniów, a nie Sary z kanapkami. Zal pieniedzy moze byc, gdy uczen placi za kserowanie podreczników, to umiałby sam zrobic.

                                          tak, platorma i pomysl na pogodzenie uniwersalnych, tradycyjnych metod z mozliwoscia utworzenia indywidualnych gier do powtarzania slownictwa w domu, wprowadzenie grywalizacji miedzy wszystkimi uczniami, gdzie premiowany jest wynik , składowanie linków i audio w JEDNYM miejscu, zapewnienie uczniowi materiałów 24/7, a nie tylko 90 min raz wtygodniu-TAAAAK, to zmienia postać rzeczy. Przyjrzyj się metodom uczenia na Zachodzie, porównaj znajomośc językaprzeciętnego Duńczyka i Polaka. I sama rusz glową.
                                          Dziekuję za uwagę i pozdrawiam.
                                          • engteacherka Re: walka o rabat... 01.11.14, 12:21
                                            I koniecznie musi być ta platforma, zeby być dobrym nauczycielem i prowadzić dobre dobre lekcje? Ja to wszystko robię bez platformy, również wysyłam prace domowe mailem, też wykorzystuję środki dydaktyczne, też dbam o każdego ucznia z osobna. Chodzi mi o to, że czasami lekcja jest tak naszpikowana multimediami, że jej merytoryczny sens gdzieś się rozmywa. To trochę, jak uczenie tylko i wyłącznie przez zabawę, skutki wszyscy znają.

                                            Ja osobiście wolę uczyć się z książek i raczej czytać niż oglądać, pisać sobie samodzielnie i robić notatki w zeszycie (normalnym papierowym). Najlepiej zapamiętuję czytając. Gdybym sama miała się uczyć, nie poszłabym do kogoś, kto wiecznie robi show, bo nie mogłabym się skupić na problemie. Mam nadzieję, że nie jestem dziwolągiem jedynym jaki się ostał.
                                            • pinezka.777 Re: walka o rabat... 01.11.14, 12:46
                                              żeby byc dobrym nauczycielem, trzeba rozwijac swoje metody nauczania, trzeba wprowadzać różne rozwiązaniai sprawdzać, ktore są skuteczne. trzeba wyjść poza strefę komfortu.
                                              Platforma pomaga, zamiat wysyłac 50 maiali każdemu z osobna dusostepniam wszystko w jednym meijscu. Ot, trochę tehcniki.

                                              nie wiem, co się tak uprałyście na show. Uczniowie mają swoja autonomię, zamiast notowac na lekcji skupiaja się na rozumieniu i uczeniua, a notatki robię ja. W domu, na spokojnie, moga sobie te notatki pisac we własnych zeszytach, malowac na scianie, wycinac w dywanie, co kto lubi.
                                              • engteacherka Re: walka o rabat... 01.11.14, 13:39
                                                Wszystko ok, tylko, że ty definiujesz dobrego nauczyciela jedynie jako takiego, który korzysta/ma/pracuje z wykorzystaniem własnej platformy, a ten, który jej nie ma/nie chce mieć jest automatycznie złym nauczycielem. Może ja lubię wysyłać te maile do moich uczniów z pracami domowymi? - gorzej wtedy uczę? Zaskoczę cię, ale nie wszyscy moi uczniowie chcą te materiały dostawać mailem, niektórzy wolą kserówkę i dostają, niektórzy przynoszą pendrive i też dobrze.

                                                Przypomina mi to troszkę mnie sprzed lat :)
                                            • baba67 Re: walka o rabat... 01.11.14, 13:47
                                              Takich dziwolagow jak my jest wiekszosc, teacherko malo tego, takie wlasnie dziwolagi nas szukaja i takimi samymi sa rodzice ktorzy wysylaja latorosle do mnie na korki.
                                              Juz nie wyobrazajmy sobie nie wiadomo czego po haslem platforma -wg informatyka ktorego kiedys uczylam to cos w rodzaju troche bardziej technicznie skomplikowanego fanpage'u (nazwa mnie zafrapowala). Moze i troche uproscil bo wiedzial jaka kumata informatycznie jestem:-) ale chyba cos w tym jest.Pomoc jak kazda inna
                                              U mnie nawet mlodzi ktorzy chca rozszerzac swoja wiedze bo problemow nie maja ciesza sie z filmiku ale tak samo lubia pogadac o smiesznym tekscie
                                              Moze nie przejmujmy sie tak bardzo zdaniem kogos kto sie najwyrazniej musi dowartosciowywac na forach obrazajac i obnoszac sie z wlasnym jeszcze niezapoznanym geniuszem.
                                              • amused.to.death Re: walka o rabat... 01.11.14, 14:38
                                                baba67 napisała:
                                                > Moze nie przejmujmy sie tak bardzo zdaniem kogos kto sie najwyrazniej musi dowa
                                                > rtosciowywac na forach obrazajac i obnoszac sie z wlasnym jeszcze niezapoznanym
                                                > geniuszem.

                                                engteacherka napisała:
                                                > Wszystko ok, tylko, że ty definiujesz dobrego nauczyciela jedynie jako takiego,
                                                > który korzysta/ma/pracuje z wykorzystaniem własnej platformy, a ten, który jej
                                                > nie ma/nie chce mieć jest automatycznie złym nauczycielem.

                                                Trudno mi zrozumieć skąd w was tyle niechęci i negowanie tego co napisała pinezka.777, kiedy tak naprawdę wszystko o czym ona pisze streszcza się w jej ostatnim podsumowaniu:
                                                pinezka.777 napisał(a):

                                                > żeby byc dobrym nauczycielem, trzeba rozwijac swoje metody nauczania, trzeba wp
                                                > rowadzać różne rozwiązaniai sprawdzać, ktore są skuteczne. trzeba wyjść poza st
                                                > refę komfortu.
                                                > Platforma pomaga,

                                                Gdyby działało tu BB code to ostatnie zdanie bym wytłuściła i podkreśliła. Nowoczesne technologie mają pomagać i warto z nich korzystać - co z tego, że kiedyś było inaczej.
                                                Zaczynałam uczyć używając kredy, ale dlaczego miałabym ciągle to robić skoro np. mam w szkole tablicę interaktywną?
                                                Dziwi mnie, że jest tak wielu nauczycieli, którzy się boją zmian - i nie mówię tego do nikogo tutaj - raczej to ogólna obserwacja tego co się wokół mnie dzieje Dziwi mnie to, bo nie mówię tu o nauczycielach przed emeryturą, mówię o ludziach w moim wieku - co prawda nie urodziliśmy się prawie ze smartfonem czy komputerem, ale ta technologia zaczęła się pojawiać, kiedy byliśmy w szkolach więc... każdy mógł się nauczyć.

                                                To nie musi być od razu nie wiadomo co. Ale pomaga. Mój nauczyciel hiszpańskiego ostatnio dał linka do swojej strony skąd można było ściągnąć materiały - łatwo, przydatne. Dodatkowo obejrzałam ćwiczenia do których linkuje i znalazłam strony, których nie znałam.
                                                Oczywiście można inaczej, ale... z mojego punktu widzenia to dużo ułatwia.

                                                Filmiki zostały tu wspomniane jako samo zło.
                                                Są złem jeśli to jest takie oglądanie jak za moich czasów - oglądanie dłuższego filmu/filmiku i parę pytań po. Byłam ogromnie zaskoczona parę lat temu na kursie na który sama chodziłam - zaskoczona tym, że coś takiego się nadal robi.
                                                Film jest dla mnie takim samym materiałem jak tekst do odsłuchu, ale daje wiecę możliwości ze względu na to co widać i co może posłużyc do kolejnych ćwiczeń.
                                                Oczywiście można rozmawiać o wszystkim, ale niestety przypadku wielu osób potrzebna jest większa stymulacja niż tylko zadanie pytania.
                                                • baba67 Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:03
                                                  Po pierwsze-czy zauwazylas chamski wpis pinezki po moim adresem?
                                                  Po drugie-GDZIE piszemy ze filmiki to samo zlo?
                                                  GDZIE piszemy ze platformy i inne pomoce sa nic nie warte?
                                                  Moze najpierw wypadaloby uwaznie przeczytac wpisy I ICH KONTEKST a potem sie do nich odniesc?
                                                  • amused.to.death Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:15
                                                    > Po pierwsze-czy zauwazylas chamski wpis pinezki po moim adresem?

                                                    Uważasz, że wpis, który zacytowałam (a który jak wynika z 'drzewka' odnosi się do pinezki.777) nie jest chamski?
                                                  • amused.to.death Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:19
                                                    sorry, przez literówki, nie doczytałam, że chodzi o coś odwrotnego.
                                                    Nie będę czytać ponownie wątku, bo szkoda mi czasu, ale nie miałam wrażenia, że pinezka jest chamska.
                                                  • baba67 Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:37
                                                    Bo nie czytalas uwaznie calej dyskusji . I w tym rzecz.Moze rzeczywiscie stwierdzenie dosc jasno skierowane ze jak ktos nie korzysta z filmikow na wszystkich poziomach jest nudnym nauczycielem bez polotu i klepie podrecznik strona po stronie jest logiczne i kulturalne a ja jestem przewrazliwiona.Dla mnie jest napastliwe i wredne.
                                                • engteacherka Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:17
                                                  zupełnie nie o to chodzi; po prostu platforma, to środek dydaktyczny jeden z wielu, a z filmików sama korzystam
                                                  pinezka po prostu uważa, że ma platformę = dobry nauczyciel, a uczyć można na wiele różnych sposobów, nie do wszystkich trafia to samo, platforma też nie do wszystkich przemówi. Dobry nauczyciel, to ten, który uczy skutecznie, ciekawie, umie zmotywować i przekazać materiał w sposób przystępny, a nie ten, który po prostu używa multimediów i koniecznie sam opracowuje wszystko, jedno nie wyklucza drugiego
                                                  • amused.to.death Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:20
                                                    wydawało mi sie, że Pinezka pisze o swojej platformie jako o ogromnej pomocy. I tyle.
                                                  • engteacherka Re: walka o rabat... 01.11.14, 16:24
                                                    właśnie nie :), nie byłoby całej dyskusji, gdyby tak pisała :)
                                                    ja to zrozumiała: '' ja mam platformę i wszystko opracowuję sama, więc jestem dobrą nauczycielką, kto nie robi tak jak ja jest złym nauczycielem, bo się nie rozwija i korzysta z podręczników''
                • baba67 Re: walka o rabat... 30.10.14, 15:48
                  Alez ja sie nie obrazam. za co niby? Oczywiscie sa ludzie ktorzy uwazaja ze im wiecej placa tym lepsza maja usluge. Przy moim trybie zycia taka stawka mnie zadowala,ie biore zadnych czasochlonnych zlecen, mam glownie korki., nie mam kredytow, dobrze i niedrogo gotuje, pewnie ze chcialabym miec wypas pracujac 4 godziny zienie, ale to niemozliwe.Prynajmniej dla mnie.
    • claratrueba rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 06:05
      najpierw fantazje:nr 1. jeśli ktoś myśli, że rodzina z dochodem rzędy tysiąca złotych na osobę zapłaci kilkaset złotych za korepetycje dwójki dzieci to znaczy, że żyje w kosmosie. Jest dobry sposób powrotu na Ziemię- wysłać własne dzieci do najdroższego w mieście lektora w zbożnym celu "walki o godziwe stawki". I jeszcze dla siebie znaleźć, oczywiście, po maxie. Co dwa języki to nie jeden, a co trzy to nie dwa. Tylko, że jakoś dziwnie przy okazji tematu szkoły językowej padło, że dwójka z nas bardzo była zadowolona ze szkoły językowej. A dlaczegóż to nie ekskluzywne prywatne lekcje za Bóg-wie-ile? A bo może jak lektor ma dochody jak urzędnik to go stać na to, na co stać urzędnika?
      fantazja nr 2: jak ktoś ma inne źródło dochodu/dobrze zarabiającego męża to pracuje po dennej stawce i nam zaniża. Jestem taką osobą, co więcej, parę takich osób znam. Żadna z nas nie pracuje za cenę, za którą pracują lektorzy ledwie wiążący koniec z końcem bo nam by się koniec z końcem wiązał całkiem dobrze bez jakichś groszowych dochodów zdobywanych przez wiele godzin pracy, która nie jest łatwa. Za stawkę 25 zł/60 min pracują ci, dla których alternatywą jest siedzenie na kasie w Biedronce.
      Czy na moją stawkę ma wpływ stawka takiego desperata? Nie. Mamy zupełnie innych klientów i tu jest sedno sprawy. Dokładnie tak samo jak na ceny w sklepie drogiej marki nie mają żadnego znaczenia ceny w sklepach tanich. Bo klienta, który ma pieniądze duże nie interesuje ile płaci klient biedny. On po prostu idzie kupić coś, czego mu potrzeba i/lub co polecił mu znajomy (albo sam ma). A znajomym pana prezesa to nie jest pan urzędnik zachwycony lektorem za 40 zł, bo tylko takiego poznał albo tańszego. Jest to osoba o zbliżonym poziomie zamożności, dla której kilkadziesiąt złotych więcej to żadna różnica, co więcej, w przeciwieństwie do pana urzędnika, który się pochwali "jak to tanio" on się pochwali jak dużo zapłacił. Dokładnie tak samo jak stawia w chałupie fotel za 5 tys. a mógłby z IKEA i jeździ furą za 25o tys. a samochody za 30 też jeżdżą.
      I samochody są bardzo dobrym przykładem, że pewien klient jest nieosiągalny dla jednej firmy, a inny nawet nie spojrzy na "koreańczyka" choć ma takie same bajery jak auto klasy wyższej. A diler luksusowej marki bardzo często jest dilerem tańszej marki też- jeśli nie ma wyst. klientów na drogie fury.
      I tu jest sedno moich STAWEK, bo nie mam jednej.
      Za te wyśmiewane 40 zł przychodzą do mnie dzieci z sąsiedztwa- dzieci ludzi niezamożnych. którzy więcej nie zapłacą bo doskonale wiedzą jakie są ceny, bo je pierdylion razy sprawdzą jak to czyni każdy niebogaty. Jakość zajęć nie może być dla nich decydująca tak samo jak nie stać ich na szynkę za 50 zł choć wiedzą, że lepsza od tej za 20.
      Do "wysokobudżetowych" klientów jeżdżę, za stawkę znacznie wyższą. Bo im jest rybka ile zapłacą. Byle mieć nauczyciela tego samego co kolega, byle nie musieć wozić dzieciaka.Jest wśród nich i rodzina tylko będąca sąsiadami bogatych. Wcale nie "dorobiona" ale bardzo chcąca mieć to, co "the other half"- i płot kuty i markę samochodu (choć z wyposażeniem poniżej standardu, ale tego nie widzi laik) i tego nauczyciela.
      Dlaczego zatem mam klientów po "śmieszne 40 zł"? Bo tych drogich jest zbyt mało po prostu. Bo jest to pewna grupa, która od lat się nie powiększa. I chcąc zarobić taką sumę jaka mnie zadowala, muszę mieć i tańszych. Bo magiczne słowo "stawka" nie zamienia się w bardzo konkretne słowo "dochód".
      Czy klient bogaty wie, że uczę też za mniej? Jeden wie i nawet poruszył sprawę. Co usłyszał? "No, wie pan, od biednej nauczycielki to ja nie wezmę tyle, co od pana." Koniec tematu, mina zadowolona jaki to on "lepszy gość".
      Czy klient za 40 zł wie? Wiedzą wszyscy. I bardzo doceniają. Dokładnie tak jak samo jak cenią sklepy internetowe, gdzie ta sama kurtka, która kosztuje w stacjonarnym 500 zl, jest do dostania za 400. I do odbioru w sklepie, gdzie wiszą te kurtki za 500.
      Można tu sobie filozofować o współczynniku ceny masła do naszych lekcji czy innych naszych wydatkach tylko, że osobą, która decyduje ile zarobimy jest zawsze ten, kto wyłoży te pieniądze. Albo nie wyłoży.
      • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 09:04
        Jak zwykle trafiłaś w sedno :). Ja mam stawkę 40zł od dzieciaków i to jest u mnie stawka z tych najwyższych. Uczę dzieciaki nauczycieli, urzędników i lokalnych przedsiębiorców, policjantów. Do grupki bogatych klientów nie mogę dotrzeć od lat, bo to jest bardzo zamknięta grupa (lekarze) i specyficznie myśląca (np. że to większy bajer wysłać dzieci do dużego miasta 40 km dalej do wypasionej szkoły językowej i dowozić je tam kilka razy w tyg. - taka mentalność), do lokalnej bardzo dobrej kosmetyczki też nie chodzą i do lokalnego spa też nie, jeżdża gdzieś dalej, więc straciłam nadzieję, że dotrę. Pozostają mi etatowcy. Znam panią, która bierze u nas 100 zł za korki z chemii i ma tylko jednego lub dwóch klientów w ciągu roku szkolnego i co jej po takiej stawce?
        Szacunek klienta zdobywa się też tym, że czasem, w wyjątkowych okolicznościach, lektor okaże się człowiekiem. Miałam taką sytuację, że kobieta przyszła i powiedziała, że co prawda dziecko ma duże zaległości, ale musi zrezygnować z lekcji, bo mąż zachorował. Zaproponowałam, że będę go uczyła nadal, bo szkoda wpędzać go w jeszcze większe zaległości, a ona odda, jak będzie mogła. Oddała co do grosza, choć proponowałam potem rabat. Oczywiście nie można mieć zbyt miekkiego serca, a to był naprawdę wyjątkowy przypadek. Ale czasem trzeba...
        • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 09:10
          <Ja mam stawkę 40zł od dzieciaków i to jest u mnie stawka z tych najwyższych.>
          U mnie - w znaczeniu w moim mieście. Bo u nas jak się płaci40zeta oznacza, że ma się kasę :) i posłać do ,,prawdziwego'' lektora a nie do studenta z sąsiedztwa
          • claratrueba Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 10:32
            Bo u nas jak się płaci40zeta oznacza, że
            > ma się kasę :) i posłać do ,,prawdziwego'' lektora a nie do studenta z sąsiedzt
            > wa

            U mnie jest jeszcze "przyjeżdża do mnie Malcolm albo Richard" (tych akurat znam) i ktoś jeszcze z właściwym paszportem. To te domy, do których ja nie wejdę. Obywatelstwo nie to.
            I wiesz co, ten sam Malcolm od osób o przeciętnych dochodach bierze 40 zł przed południem i 50 po południu. Bo z tych 4 lekcji u Mercedesów CLSów tygodniowo po 120-150zł/90 min to by było 2000-2400, tak? bez wakacji, bez ferii bo bogate dzieci to w domu nie siedzą.
            Richard brał od mojego syna 50 zł, w wakacje 40. Bo państwo Porsche Cayenne i państwo Infinity QX70 to już mają tylko po jednym dziecku do nauki.
            Ja obsługuję domy, które byłoby stać na Malcolma i Richarda, ale ci rodzice ich nie chcą. Bo native im nie imponuje i widzą wady takiej nauki. Ale jednocześnie mają wbite do głowy, że native to musi być droższy.
            • aga.p.p Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 11:49
              Pozwolę sobie zauważyć, że dopiero Ty i engteacherka użyłyście określenia "śmieszna" i "żenująca" w stosunku do tej stawki. Wcześniej nikt jej nie wartościował, po prostu kilka osób uznało, że jest poniżej progu opłacalności.

              Jeżeli komuś taka stawka się opłaca, to super. Jeśli dla kogoś to jest górny pułap i więcej nie wyciągnie - trudno. W końcu pracujemy w różnych okolicznościach i mamy różne potrzeby, doprawdy nie ma co się oburzać, że postrzegamy stawki w bardzo różny sposób.
            • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 12:04
              Claro, te różne stawki dla różnych klientó są super, tylko skąd wiesz przy pierwszym kontakcie, czy masz do czynienia z panią mercedes, czy z panią koreańczyk?
        • aga.p.p Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 11:51
          > Znam panią, która bierze u nas 100 zł za korki z chemii i ma tylko jednego lub dwóch klientów w ciągu roku szkolnego i co jej po takiej stawce?

          Wolałabym dwóch klientów po 100 niż pięciu po 40 zł:)
          • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 11:59
            Odwołana lekcja za 100 bardziej boli niż odwołana za 40. Dlatego między innymi ja biorę lekcje po 60minut i jedna po drugiej, raczej nie biorę 1,5 godzinnych, bo choć odwołań nie mam dużo, to jednak czasami się zdarzają i jeśli taka uczennica zapadnie na anginę, to nie przyjdzie 2 tygodnie i jestem 200 do tyłu. No może jedną z nich odrobi, to wtedy będę 100 do tyłu. Co kto woli, mnie bardziej opłaca się wziąć więcej krtótszych lekcji lub 2 tańsze za jedną bardzo drogą, choć jak się taki zjawi, to nie pogardzę :)
            • aga.p.p Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 12:05
              A, no to u mnie nie ma takiej opcji - lekcje się odrabia i już.
              • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 12:39
                tak, mnie też czasem udaje się odrabiać, ale to nie taka prosta sprawa, bo kiedy miałabym je odrabiać? Przyjąć dziecko z podstawówki na 21.00? W tygodniu mam zajęte całe popołudnia, jeśli wszyscy przyjdą nie mam wolnej godziny do 20.00. A jeszcze muszę wcisnąć 2 treningi tygodniowo, z których nie zrezygnuję za nic na świecie :) Czasami zamieniam uczniów miejscami, kiedy ktoś nie może, ale nie zawsze się uda. Musiałabym ich przyjmować w sobotę po południu, a ten czas chcę miec dla rodziny
          • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 12:15
            A ja nie. Wyjatkowo niekomfortowa sytuacja.Oczywiscie sprawa wyglada inaczej jesli sie takie lekcje traktuje jako dodatkowy dochod( a glowny na podstawie bardziej realistyczntych stawek)-wtedy rzeczywiscie -malo sie narobie a kase mam a jak odwola to se ciucha nie kupie.
            Pewnie ze jesli sie ktos narobi w szkole(gdzie placa niewiele ale za to systematycznie )to sobie zaspiewa i 70 za godz.
          • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:22
            Dokładnie:).
            • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:23
              Wybaczcie, znow zle podpielam post, nie wiem co sie dzieje ze mna:). chodzilo mi o to, że tez uwazam ze lepiej wziąc mniej za więcej niz się rozdrabniać.
        • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 11:52
          No dokladnie tak samo mysle. pewnie ze ktos kto uczy w firmach bierze 80-100 zl za godzine uczciwie na tyle zasluguje. Ale to jest inny rodzaj pracy, inny rodzaj ludzi, wole miec w tym samym czasie dwoch gimnazjalistow u mnie w domu-dochod pewny zero stresu, kasa ta sa sama za ten sa czas (bo do firmy przeciez trzeba dojechac), wole garsc z pokojem niz 2 garsci z wojna.

          Kiedy słońce zachodzi. karły rzucają cienie jak olbrzymy.
          • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 12:09
            babo, ja mam grupę raz w tygodniu i przygotowuję się i kseruję cały ranek, klnę jak szewc, jak wychodzę, bo tracę czas na dojazd, a z dzieciakiem, czy nastolatkiem sypię ciekawymi zadaniami z rękawa i jestem w stanie na poczekaniu wyprodukować lekcję - perełkę, bez ślęczenia i zastanawiania się, czy wszystkim podpasuję :). No ale wzięłam, bo przed południem.
            • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:40
              No wlasnie, widzicie jakie to jest subiektywne:). Ja tysiąc razy wolę jechać do grupy bo wg mnie takie zajecia są ciekawsze a lekcje z dzieckiem czy nastolatkiem są dla mnie nudne:). Dlatego mam tylko dorosłych oprócz tych dwojga nastolatków i moze dlatego ze nie ucze dzieci to nie mam kompletu.
              • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:31
                Nie uczysz mlodziezy szkolnej pewnie dlatego ze sie raczej nie zglaszaja , a nie zglaszaja sie licznie bo Twoja stawka jest za wysoka na korki.Nie pracuje z dziecmi ale z mlodzieza-uwielbiam. Dorosli sa fajni osobno w grupie miewaja humory,dziwne pomysly i zawsze na jakiegos przypala mozna trafic.
                • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:40
                  Zgłaszają sie, czasem rodzice uczniów pytają, czy nie wezmę ich dziecka ale ja po prostu nie czuje sie w tym dobrze i odmawiam. Raz mialam 6 latka i dla mnie byla to męka, nie mam kontaktu z dziecmi. A znow typowe korepetycje to dla mnie marnowanie moich umiejetnosci. Mialam tez 2 maturzystki, leniwe i kombinujące. W tej rodzinie akurat dwojka 'dzieci' jest dopilnowana i obowiązkowa więc się zgodzilam i pod względem nauki jest ok.
                  • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 16:01
                    Dzieci nie ucze-strasznie meczace, fakt.Korki lubie bo mnie fascynuje roznorodnosc jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmialo. Ale doroslych tez mam i to jest rowniez pouczajace i rozwijajace, tyle ze w inny sposob.
        • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:38
          Jasne, zgadzam się, trzeba w tym zachowac rownowage i zawsze brac pod uwage czynnik ludzki. Ale wydaje mi się, ze w tym moim przypadku juz przekroczono granice bo tez nie mozna wykorzystywać nikogo.
          • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:06
            Oczywiście, też się zgadzam, w tym przypadku niech się na coś zdecydują, to jacyś strasznie roszczeniowi ludzie
      • aga.p.p Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 11:59
        > Czy klient bogaty wie, że uczę też za mniej? Jeden wie i nawet poruszył sprawę.
        > Co usłyszał? "No, wie pan, od biednej nauczycielki to ja nie wezmę tyle, co od
        > pana." Koniec tematu, mina zadowolona jaki to on "lepszy gość".

        Miałaś szczęście, że trafiłaś na klienta z takim podejściem. U mnie byłby to koniec współpracy, uznałabym, że próbujesz mnie naciągnąć na niepotrzebne wydatki. Taką też mam własną politykę cenową - godzina mojej pracy kosztuje tyle a tyle, a klienta albo stać, albo szuka dalej. Żadnych zniżek dla biednych nauczycielek, żadnych dodatków dla bogatych prezesów.
      • englove Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:31
        claratrueba napisała:

        > najpierw fantazje:nr 1. jeśli ktoś myśli, że rodzina z dochodem rzędy tysiąca z
        > łotych na osobę zapłaci kilkaset złotych za korepetycje dwójki dzieci to znaczy
        > , że żyje w kosmosie.
        Sorry taki mamy klimat i takie zarobki w Polsce

        > fantazja nr 2: jak ktoś ma inne źródło dochodu/dobrze zarabiającego męża to pra
        > cuje po dennej stawce i nam zaniża.

        Znam kilka takich przypadków, więc to akurat nie fantazja


        > I tu jest sedno moich STAWEK, bo nie mam jednej.
        > Za te wyśmiewane 40 zł przychodzą do mnie dzieci z sąsiedztwa- dzieci ludzi nie
        > zamożnych. którzy więcej nie zapłacą bo doskonale wiedzą jakie są ceny, bo je p
        > ierdylion razy sprawdzą jak to czyni każdy niebogaty. Jakość zajęć nie może być
        > dla nich decydująca tak samo jak nie stać ich na szynkę za 50 zł choć wiedzą,
        > że lepsza od tej za 20.
        > Do "wysokobudżetowych" klientów jeżdżę, za stawkę znacznie wyższą. Bo im jest r
        > ybka ile zapłacą. Byle mieć nauczyciela tego samego co kolega, byle nie musieć
        > wozić dzieciaka.Jest wśród nich i rodzina tylko będąca sąsiadami bogatych. Wcal
        > e nie "dorobiona" ale bardzo chcąca mieć to, co "the other half"- i płot kuty i
        > markę samochodu (choć z wyposażeniem poniżej standardu, ale tego nie widzi lai
        > k) i tego nauczyciela.

        Pomysł dostosywania cen do zamożności klientów uważam za wyjątkowo niesmaczny i nieuczciwy. Sama nie chciałabym tak oceniana np. przez Panią kosmetyczkę. Np. O pani to biedna nauczycielka, rynek zepsuty wezmę od Pani za paznokcie tylko 20 zł. Albo: wchodzę do gabinetu, kosmetyczka taksuje moje ubranie i mówi: od Pani wezmę za paznokcie 60 złotych. Swoje usługi wyceniam zgodnie z obciążeniami fiskalnymi w naszym pięknym kraju oraz kosztami żywności i innych usług. I sorry ale jak mnie na coś nie stać to z tego nie korzystam albo szukam tańszej opcji. Lub robię to sama. A nie obdzwaniam wszystkich dajmy na to coachów w mieście i próbuję ich wziąć na litość. Zabili by mnie śmiechem.

        A tak w ogóle to proponuję przyjrzeć się tej branży. Podobna do naszej, ale ceny i warunki takie, o których marzę. Czy oni są lepiej wykształceni od nas lub posiadają jakąś niedostępną dla innych wiedzę? Nie. Po prostu znają się na biznesie, bo często pracowali w dużych firmach. I wiedzą o co w tym wszystkim chodzi.


        > Czy klient bogaty wie, że uczę też za mniej? Jeden wie i nawet poruszył sprawę.
        > Co usłyszał? "No, wie pan, od biednej nauczycielki to ja nie wezmę tyle, co od
        > pana."
        Współczuję tej osobie. Ja czułabym się niekomfortowo wiedząc
        • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:46
          Teraz sa zlote czasy dla coachow, dla anglistow juz byly w latach 90-tych.
          I rynek wcale nie jest podobny.
          • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:48
            No jak bedzie wiecej wykształconych osób biorących 40zł za godzinę to z pewnością tak będzie niestety
            • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 14:27
              Beda tyle brali bo zwyczajnie lubia te robote i chca sie z niej utrzymac. nie ma wystarczajaco wielu chetnych a placenie 50 zeby starczylo dla wszystkich zatem trzeba sobie szukac chetnych gotowych placic mniej.
              Pora sobie juz uswiadomic ze tyle ile warta jest nasz praca w duzym stopniu decyduje rynek. Kosmicznne zarobki coachow skoncza sie szybko, o chetnych bedzie coraz wiecej ale bynajmniej nie na ich uslugi tylko na bycie coachem Bedzie dokladnie to samo co z eksluzywnoscia klubow fitness. ostaly sie nieliczne fiufiu reszta jest przystepna cenowo . 10 lat temu placilam 2 razy wiecej za identyczny karnet,a klub gdzie go placilam nie istnieje.
              Moze wybralas ten kierunek bo wydawalo sie ze to fajna robota za bardzo dobra kase , jednak wyglada na to ze taki pomysl na zycie mialo troche za duzo osob i kasa nie jest juz taka dobra.
              -
              • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 14:35
                Absolutnie nie kierowałam się kasą, juz kilka innych rzeczy w zyciu robilam i nigdy nie kalkulowałam tego, ile kasy wyciągnę. Ale tez chce godnie zyc bo dlaczego nie?
                Poza tym z opowiesci uczniów wiem, ze wcale nie tak latwo jest trafic na fajnego lektora.
                • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 14:59
                  No to masz pole do popisu-niefajnych rynek wyprze a ci co maja cos do zaoferowania zostaja, Ty na pewno masz skoro tak sumiennie sie do lekcji przygotowujesz.
                  Tak wlasnie dziala rynek i to jest chyba zdrowy mechanizm.
                  czytajac twoje posty mam wrazenie pewnej niekonsekwencji-jesli jestes zadowolona pod kazdym wzgledem z tego co robisz to nie powinno Cie martwic istnienie takich malo ambitnych finansowo minimalistek jak ja albo i licealisty ktory pomaga 12latkowi za 20 zl bo ich klientela o Ciebie nie pojdzie.
                  • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:58
                    Wcale nie uwazam, zebys byla malo ambitną minimalistką, nie wiem skąd te ironiczne docinki.
                    • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 16:03
                      Ale ja sie za taka uwazam, nie wiem gdzie widzisz docinki pod Twoim adresem.
                  • valla-maldoran Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 01.11.14, 17:11
                    baba67 napisała:
                    niefajnych rynek wyprze a ci co maja cos do zaoferowa
                    > nia zostaja,

                    A bullshit! Wystarczy się rozejrzeć, żeby dostrzec, że społeczeństwo coraz bardziej kocha bylejakość, bezjakość i byleco, byle tylko było jak najtaniej. Rynek jest zalewany przez coraz gorsze produkty i usługi, bo ma być taniej.
                    • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 01.11.14, 18:26
                      Moze dorosli chcacy "chodzic na angielski" tak .Ci szukaja lekcji tanich i z dojazdem z osobami tolerujacymi odwolania z byle powodu. Sama nie jestem zainteresowana takimi osobami i nauczylam sie dosc skutecznie ich zniechecac do moich uslug.
                      Rodzice uczniow , oni sami i studenci oczekuja wynikow, bywa ze nie jestem pierwsza osoba do ktorej trafili bo gdzie indziej postepow nie robili.
          • aga.p.p Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 14:58
            Nie da się porównać obu profesji - korepetycji może udzielać każdy, nawet licealista; żeby zostać coachem trzeba dużo więcej. A jak już się przejdzie tę ścieżkę do zawodu, to podejście będzie jak u notariuszy, prawników czy lekarzy - harowałeś na pozycję, to teraz czerp z tego zysk.

            Angliści tak nie robią. Tu jest absolutne zero solidarności zawodowej, jest wyłącznie konkurencja. Wezmę 5 zł mniej i podbiorę klientów koledze. No na zdrowie, ale ile można obniżać stawki?

            Rynek się zmienił, ale zapotrzebowanie na anglistów, wbrew pozorom, wciąż jest spore, tyle że wymagania coraz bardziej wyśrubowane. Ja coraz częściej słyszę narzekania, że brakuje dobrych lektorów ogarniających poziomy C1+, albo takich speców od ESP, którzy nie tylko dyktują słówka, ale też wiedzą czego uczą:)
            • baba67 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:08
              Jesli ktos zmienia lektora z ktorego byl zadowolony. bo inny bierze 5 zl mniej po prostu jest idiota.Ucze dzieci juz 10 lat i nie spotkalam sie z czyms takim (a dzieci duzo wiedza i duzo na ogol mowia). Czy uwazasz ze jesli rodzic przepatrzywszy sie w budzecie szuka lektora w okreslonym przedziale cenowym to ten tanszy :podbiera "klientow drozszemu?
              Kolejna osoba bardzo zadowolona i rozrywana .pracujaca za dobra stawke ma pretensje do garbatego ze ma dzieci proste.Ja jakos nie mam zalu o studentow socjologii za pomagaja kolegom za 20 zl i piwo. A studentow ucze wielu(w tym studentke zaocznej anglistyki).
            • engteacherka Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 15:20
              U mnie nie ma zbytu na poziom C1+ zupełnie. Jestem szczęśliwa, kiedy przychodzi do mnie ktoś na poziomie dobrego intermediate. Na poziom C1 podniosłabym stawkę, bo jest pewna nisza - tylko angliści mogą uczyć na takim poziomie, odpadają wszyscy lcealiści, czy wracający z Anglii kucharze. Mam wyższą stawkę na biznesowy, specjalistyczny i już dorosłych będących na intermediate zachęcam do lekcji z elementami np. biznesowymi, czy pokrewnymi z ich zawodem, ale większość, to musi najpierw general ogarnąć. Mam jedną osobę, z którą robię typowy biurowy angielski za wyższą stawkę niż dla uczniów. Ale to jest naprawdę rzadkość
        • buglady Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 13:47
          Zgadzam się - babka, z którą mialam zajęcia na studiach (młoda, energiczna, bardzo kompetentna) zrobila jakies kursy czy uprawnienia i uwaga uwaga - na stronie internetowej mozna zapoznac sie z cennikiem - jedno spotkanie coachingowe 60 min. po polsku kosztuje 250zł., a po angielsku 300zł.
        • pinezka.777 Re: rabaty, stawki i fantazje lektorów 31.10.14, 14:41
          ja również uważam, że wycenianie klienta "na oko" jest niskie. A już mówienie mu o tym w szczególności. "Panie, moja usługa warta jest 60 zł, ale daj pan 90, bo panski Rolex lśnieniem wpalił mi dziurę w źrenicy". "A pani, pani Krystyno, ciuchy z lumpeksu, to dla pani 20 zl". To oznacza, że samemu się nie wie, ile jego praca jest warta (a przeciez to się wie, zna się koszta prowadzenia DG i swoje możliwości).
    • claratrueba zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 06:55
      pinezka.777 napisał(a):

      > ja również uważam, że wycenianie klienta "na oko" jest niskie. A już mówienie m
      > u o tym w szczególności. "Panie, moja usługa warta jest 60 zł, ale daj pan 90,
      > bo panski Rolex lśnieniem wpalił mi dziurę w źrenicy". "A pani, pani Krystyno,
      > ciuchy z lumpeksu, to dla pani 20 zl". To oznacza, że samemu się nie wie, ile j
      > ego praca jest warta (a przeciez to się wie, zna się koszta prowadzenia DG i sw
      > oje możliwości).

      Ale branie od firm więcej niż od klienta, który sam płaci to niskie nie jest... Bardzo ciekawe, nagle ta sama praca jest warta więcej bo "firma płaci".
      Ciekawe pojęcie w kwestii etyka zarabiania kasy. Dokładnie tak samo to jest "niskie" jak oferowanie klientom tej samej książki w paperbacku i sztywnej okładce, co czynią wszystkie wydawnictwa choć wydanie paperbacka jest tańsze o kilka procent, a cena wyższa nawet o 50%. Podobnie niskie jest oferowanie klientom aut czy telefonów w pierwszym okresie sprzedaży kiedy jest to bajer dla bogatych i nowobogackich po cenie znacznie wyższej niż niedługo potem. Podobnie niskie są sklepy internetowe firmowe ze sporo tańszą ofertą dla mniej zamożnych.
      Normalna polityka każdej firmy.
      Co doskonale rozumieją moi klienci z kasą bo mają ją również dzięki temu, że dokładnie ten sam wyrób na rynku wielkomiejskim sprzedają za inną cenę niż w małym ubogim miasteczku, gdzie ceny warszawskiej nie zapłaci zbyt wielu klientów, a cena za wyrób wysłany do Niemiec jest inna niż polska.
      Chyba rozumiem wynik badań nad "świadomościa ekonomiczną"- 80% sklasyfikowano jako "analfabetyzm ekonomiczny".
      A klienta "drogiego" nie poznaje się po Rolexie (nikt tego nie nosi, za dużo podróbek po 40 euro) a po tym, że zgłasza się do lektora polecony przez osobę z drogiej grupy. A biednego, po poleceniu od biednego. Wszystko. Dokładnie tak samo jak do sklepu z napisem Rossmann wchodzi inna grupa klientów niz napisem Dior.


      • pinezka.777 Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 09:36
        Hej Claro,

        1) paperback vs twarda okaldka-wchodzisz do sklepu i widzisz od razu obie opcje WYBIERASZ sama. Analogicznie: do Ciebie przychodzi klient i nie widzi opcji wyboru-Ty mu narzucasz cenę. Jest różnica?
        2) Rossman: oglądam oba kosmetyki i wybieram, na ktory mnie stać. Analogicznie: uczen oglądą Twoja oferte i powiedzmy moją, i wtedy wybiera. Otwarte karty? Tak. Jest to zupełnie co innego, niż manipulowanie ceną w zaleznosci od zamoznosci klienta nie informując go o tym.

        3) nei sądziłam, że będę musiala wyjąsniac taki banał, że wstawka o Rolexie była zwyką metaforą, a nie przykładem faktycznego procesu oceniania czyjej zamożności. AL eok, wyjasniam-to była zwykła metafora.

        Nie przeszkadza mi, jak wyceniasz swoje usługi. Piszę tego posta, bo Twoje przykłady nie wydały mi się analogiczne do sytuacji, o której była mowa.
        Jeżeli cokolwiek mi przeszkadza w naszym zawodzie najbardziej, to "dumpingowanie" absolutnie. Tak się nie robi dla własnego dobra (w dalszej perspektywie).
        • claratrueba Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 11:36
          pinezka.777 napisał(a):

          > Hej Claro,
          >
          > 1) paperback vs twarda okaldka-wchodzisz do sklepu i widzisz od razu obie opcje
          > WYBIERASZ sama. Analogicznie: do Ciebie przychodzi klient i nie widzi opcji wy
          > boru-Ty mu narzucasz cenę. Jest różnica?

          To znaczy konkretnie komu narzucam- pani, która WIE za ile uczę dziecko koleżanki za 40 ma "narzuconą" cenę? Czy pani, która wie,że dziecko jej koleżanki uczę za dużo więcej- ma narzuconą cenę?
          Nie, One obie przychodząc do mnie dokładnie wiedzą jakiej ceny mogą się spodziewać.
          Mogą również iść obie do Ciebie. Obie. Mogą iść do osoby, która się ogłasza w lokalnych mediach za jakąś cenę. Mogą iść do szkoły językowej.
          Nikt nie narzuca im ceny swoich usług jak nie narzuca ceny ich aut.
          Podobieństwem między tymi paniami jest to, że ja im dostarczam usługi tak jak jak ten sam producent samochodów dostarcza im auta. Których cena wytworzenia bardzo mało się różni- a właściwie jak u mnie- te same elementy znajdują się w każdej z 13 marek, niektóre elementy drogie materiałowo wyprodukowano zmniejszając inne koszty.
          Jedna pani ma Porsche, druga ma Seata. I to Volkswagen, i to Volkswagen.
          Niestety, rodzina Porsche nie dała rady ze swoją ekskluzywną ofertą. Otarła sie o bankructwo. Teraz ma się dobrze- zarabia sporo i na swojej marce i na tych "dla ludu".




          • pinezka.777 Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 11:54
            Nie bardzo chyba zrozumiałam. Mnie chodzi mi o te różnicę:

            klient ocenia na co go stac
            Ty jako lektor oceniasz , na co stać klienta

            Ja, jako klient rozumiałabym, że jeśli usługa jest ta sama (przykładowo: jezyk branzowy), i pani X płaci 60 zl, a ja pąłce 40 zł, to znaczy, ze mnie "gorzej" uczysz. A gdybym była panią X pomyślalabym, że mnei naciągasz.
            Dlatego ja, osobiście, tak nie postepuję, natomiast jeżeli u Ciebie się sprawdza i co więcej, łechce Twoich klientów, że mogą zapłacić więcej, to pewnie, że się tego trzymaj. Uważam, że właśnie na ludzkiej głupocie zarabia sie krocie (czego dowodem jest powielanie w kólko tych samych gadżetow, które się świetnie sprzedają mimo że nic nowego nei wnoszą) i jesli mozesz to faktycznie, wykorzystuj to.

            Moja pani biznesłuman, za przeproszeniem, że okresle brzydko, "srająca pieniędzmi" bardzo porównuje i sprawdza ceny wszystkiego, co kupuje. Szlag by ją trafił, gdyby się dowiedziala, że za takie samo coś inni płaca mniej od niej. No, ale to ona, wiaodmo, nie wszyscy ludzie są tacy sami, może Ty natrafiasz na myslącą innymi kategoriami grupę.

            Dlaczego kurs dla firmy droższy? Bo np. jest dojazd (paliwo kosztuje+czas doajzdu w obie strony), bo jezyk specjalistyczny kosztuje wiecej, bo wymaga wiekszej wieszy lektora (lub jej psozerzania regularnego). Zawsze od firm kasuje więcej. Logiczne.


          • pinezka.777 Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 12:10
            i jeszcze jedna myśl mi sie nasuwa-porównywanie IDG do marki samochodowej to błąd. Jeżeli do konca zycia chcesz zarabiac sama jako wlasciciel szkoly, to znaczy, nie masz w planach zatrudniania lektorow innych, to się wykonczysz taka polityką cenową. Bo w sumie, idąc tym tokiem, za uczenie 5latka alfabetu z piosenkami wezmiesz 30 zł, od prawnika wezmiesz 60 zł, od pozostalych cos pomiedzy. I co, przepracujesz 3 godziny przykladowo za stawkę 35-40 zł? Zajedziesz się, zaorasz. to jest nieopłacalne. Dla zwiekszenia odbiorcow, moim zdaniem, lepiej jest oferowac rozne warianty-nauka indywidualna, nauak w parach,m nauka w malych grupach. Wtedy i zamozny znajdzie cos dla siebie i biedniejszy znajdzie tansze rozwiazanie. Ale Twoja jakosc nauczania nadal bedzie kosztowała tyle samo. Zaniżanie cen dla biedniejszych moze sprawic, ze bedziesz orała 20 godzin po 30 zł i 10 godzin za 60 zł. Ciezko bedzie wiazac koniec z koncem, gdy tych za 60 zł zacznie brakować (bo dlaczego maja przeplacac).
            • pinezka.777 Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 12:20
              i jeszcze fragment mojego smutnego monologu:)
              różnicowanie ceny zajęc w zależności od oferty jest OK, tzn jakośc oferty, zakres usługi jest inny
              róznicowanie ceny ze wzgledu na czyjąś zamożnośc-to jest dyskryminacja najzwyklejsza w świecie

              jezdzisz porschee, masz tam bajery i jakosc, jakiej nie masz w seacie. Czyli analogicznie, jedno dziecko za 60 zł uczysz dobrze, a to za 40 zł uczysz gorzej,o! :)
              • alina460 Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 14:25
                Pamiętam panią, która w Świeradowie sprzedawała pamiątki: inne ceny dla Polaków, inne dla Niemców. Tak mi się tylko skojarzyło :)
                • amused.to.death Re: zabawne pojęcie o ekonomii 01.11.14, 14:40
                  > Pamiętam panią, która w Świeradowie sprzedawała pamiątki: inne ceny dla Polaków
                  > , inne dla Niemców. Tak mi się tylko skojarzyło

                  Tak jest w wielu częściach świata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka