Dodaj do ulubionych

Naturalny porządek rzeczy

05.10.09, 12:34
Czym jest? Religie podobno wiedzą. No więc popatrzmy, jak ludzie potrafią
sobie urządzić szczęśliwie i poprawnie funkcjonujący porządek rzeczy i czy to
odpowiada religijnym standardom.

Poproszę, w miarę możliwości, o wypowiedzi "żeńskich" i "męskich"
przedstawicieli naszego gatunku. Co o tym myślicie? Wiadomo, patrzymy na to
pod presją stereotypów naszej kultury. To jeden punkt widzenia. Ale można by
tak i bardziej obiektywnie.

Zaczynam opowieść. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami...
Obserwuj wątek
    • grgkh "Odwieczny matriarchat" 05.10.09, 12:40
      ODWIECZNY MATRIARCHAT

      Na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych z Chin do Tybetu, u podnóża
      najwyższych gór świata znajdują się ziemie należące do ludu Naxi. Żyje ich w
      Chińskiej Republice Ludowej ponad trzysta tysięcy
      , mieszkają głównie w
      prowincjach Junnan i Syczuan, a także w Tybetańskim Regionie Autonomicznym.
      Formalnie są jedną z 56 oficjalnie uznanych grup etnicznych zamieszkujących
      ChRL, faktycznie - niezwykłymi ludźmi, którzy pozostali wierni swej starej
      kulturze i potrafią żyć w harmonii z naturą.

      Europa dowiedziała się o istnieniu Naxi stosunkowo niedawno. Pod koniec
      lat 40. XX wieku książkę o tym ludzie napisali austro-amerykański podróżnik
      Joseph Rock i były biały rosyjski oficer Piotr Gular (Peter Goullard). Od
      tamtego czasu toczy się spór o pochodzenie tego ludu. Na pewno wiadomo tylko, że
      Naxi przywędrowali do prowincji Junnan z Tybetu. W ich świętych tekstach,
      przekazywanych wyłącznie w tradycji ustnej, można spotkać tybetańskie nazwy
      miejscowe, wzmianki o jakach, opisy życia w rejonach wysokogórskich. Język Naxi
      należy do grupy języków tybetańsko-birmańskich. Sami Naxi nazywają Tybetańczyków
      „starszymi braćmi", a Birmańczyków - „młodszymi". Przedstawiciele tych
      narodowości są do siebie podobni, jeśli chodzi o wygląd, natomiast stroje i
      tradycje z czasem uległy przemianom i znacznie się od siebie różnią. Za czasów
      dynastii Tang (618-907) Naxi dobrowolnie przyjęli kulturę Państwa Środka.
      Mężczyźni dziś ubierają się jak wszyscy współcześni Chińczycy. Tylko kobiety
      hołdują własnym kanonom mody. Jest to widoczne zwłaszcza w czasie świąt: podczas
      uroczystości mieszkanki powiatu Lijiang zakładają czarne turbany, uszy zdobią
      olbrzymimi srebrnymi kolczykami, przez ramię przerzucają owczą skórę, a długie
      spódnice przepasują zdobnymi pasami.

      Nad jeziorem Lugu Hu, na północ od Lijiang, gdzie mieszkają Mosuo, obowiązują
      specyficzne prawa. Mosuo liczą obecnie 30-40 tys. ludzi. Antropolodzy
      twierdzą, że to jedna z najbardziej wyjątkowych społeczności
      . Kobiety, a nie
      mężczyźni, dają nazwisko dzieciom, zarządzają własnością i wyznaczają
      dziedziców, a nieformalna praktyka „chodzących małżeństw" jest dla nich
      ważniejsza niż obowiązujące w tym względzie prawo, normy i dekrety władz.

      Na podstawie "Wokrug Swieta"
    • grgkh Zwyczajny raj Mosuo - 1 05.10.09, 12:48
      Zwyczajny raj Mosuo

      Mieszka w czymś na kształt obozu harcerskiego, pracuje lekko, z płcią
      przeciwną łączy go tylko seks, nie odpowiada za spłodzone dzieci, nie ma na
      głowie hipoteki i nie widuje teściowej. Kim jest ten szczęściarz? To mężczyzna
      żyjący w świecie kobiet.


      Jeśli wierzyć starożytnym mitom i antycznym autorom, ustrój społeczny, w którym
      władza w rodzinie i polityce należała do kobiet, był powszechny. Dziś
      społeczności, w których kobiety - a nie mężczyźni - "są górą", można policzyć na
      palcach jednej ręki: plemiona melanezyjskie na Wyspach Trobriandzkich,
      Mikronezyjczycy z wyspy Truk w Oceanii, plemię Minangkabau na Sumatrze Zachodniej.

      Jedna z "wysepek" matriarchatu znajduje się w kraju, gdzie narodziny dziewczynki
      są uważane za nieszczęście dla rodziny. Członkinie jednej z grup etnicznych
      zamieszkujących Chińską Republikę Ludową - Naxi - obalają pogląd, jakoby urodzić
      się kobietą w Chinach było pechem. Lud ten dzieli się na dwie grupy. Jedna z
      nich - która wiele przejęła z kultury Państwa Środka - zachowała starą nazwę,
      czyli właśnie Naxi. Druga - która nazywa siebie Mosuo - pozostała wierna
      tradycyjnemu stylowi życia, w tym matriarchatowi.

      Nad jeziorem Lugu Hu majestatycznie wznosi się góra Gan-Mu. Dla Mosuo to święta
      góra. Obiektami kultu tego ludu są ponadto żywioły - Mosuo modlą się do boga
      ognia i boga wody. Ale najważniejszym bóstwem i obrońcą jest patronka góry,
      bogini Gan-Mu. W matriarchalnym społeczeństwie odpowiednia hierarchia obowiązuje
      również w panteonie bóstw.

      KTO RZĄDZI W DOMU?

      Kobieta-matka dominuje w układzie społecznym. Podstawową komórką społeczności
      Mosuo jest rodzina - ale "rodzina macierzyńska". Dzieci nigdy nie opuszczają
      domu matki: dziewczęta nie wychodzą za mąż, a chłopcy się nie żenią, przez całe
      życie stanowią jeden klan, liczący 20-30 osób. Pod jednym dachem mieszkają
      dwa-trzy pokolenia. Najważniejszą osobą w klanie jest najstarsza kobieta, głowa
      rodu. Jej rodowe miano - np. Tygrysica lub Kwiat - noszą wszyscy jego
      członkowie. Ona podejmuje najważniejsze decyzje w sprawach klanu, ona zarządza
      finansami i majątkiem.

      W każdej rodzinie jest jeszcze jedna ważna funkcja: gospodyni. To kobieta, która
      organizuje życie codzienne. Na ogół jest to najbardziej uzdolniona
      (niekoniecznie najstarsza) z córek. Gospodynię wybiera zgromadzenie rodzinne:
      wypowiadają się wszyscy, ale decyzję podejmuje matka. Od wczesnego ranka
      gospodyni jest na nogach. Musi przydzielić zadania do wykonania wszystkim
      członkom rodziny. W matriarchalnej wspólnocie nie ma równouprawnienia -
      najważniejsze i najtrudniejsze zadania zlecane są przedstawicielkom płci zwanej
      przez nas słabą. Natomiast czynności prostsze - prace polowe czy doglądanie
      bydła - można powierzyć mężczyznom. Ci ostatni na ogół nie starają się przejąć
      inicjatywy, robią tylko to, co do nich należy i się nie przepracowują. Wręcz
      przeciwnie - gdy już wykonają to, co zleciła im gospodyni, mężczyźni ludu Mosuo
      odpoczywają, czekając na kolejne zlecenie albo po prostu "idą sobie w świat".
      Kobiety podchodzą do tego ze spokojem, gdyż uważają mężczyzn za istoty niezbyt
      odpowiedzialne. Ci niezależnie od wieku nie mają żadnej własności. Wszystko, co
      uda im się zarobić poza domem, oddają gospodyni. Ale taki stan rzeczy bardzo im
      odpowiada - niech kobiety rządzą, wszak one więcej pracują.

      Roli mężczyzny w tej matriarchalnej wspólnocie nie należy jednak nie doceniać.
      Mają oni do spełnienia szereg ważnych funkcji: odpowiadają za nie które rytuały
      i modlą się o pomyślność rodziny. Co wieczór domownicy zbierają się, aby zjeść
      kolację i omówić najważniejsze sprawy. Rodzina gromadzi się w pokoju najstarszej
      kobiety, gdzie znajduje się domowy ołtarzyk, przy którym pali stale
      podtrzymywany jest ogień. Podtrzymywanie ognia należy do obowiązków kobiety. Gdy
      rodzina zasiada do kolacji, część jedzenia kładzie się na ołtarzyku. To z kolei
      należy do obowiązków mężczyzny. On czyta też modlitwę i składa ofiarę bogom.

      Ojcowie nie wychowują wprawdzie swoich dzieci, ale wpływ pierwiastka męskiego
      jest obecny - dziećmi zajmują się bowiem bracia matki. Być "najstarszym wujem"
      to honorowa powinność, porównywalna z funkcją głowy rodu i gospodyni.

      Słów "ojciec" i "mąż" w ogóle nie było w starożytnym, nieznającym pisma języku
      ludu Mosuo. Przekazywany jest on z pokolenia na pokolenie przez
      matkę-matriarchę. W języku tym nie ma też słów oznaczających przemoc,
      zabójstwo, kradzież. Mosuo albo wyeliminowali takie zjawiska, albo (co bardziej
      prawdopodobne) nigdy ich nie znali. Agresywne zachowania uważane są za naganne,
      wszystkie konflikty pomiędzy członkami rodziny rozwiązuje się pokojowo.
    • grgkh Zwyczajny raj Mosuo - 2 05.10.09, 12:52
      WOLNA MIŁOŚĆ

      Zwyczaje nakazujące ludziom opuszczenie krewnych i zamieszkanie z obcymi wydają się Mosuo czymś nienaturalnym. Stworzenie nowej, odrębnej rodziny poprzez zawarcie małżeństwa uważają za przedsięwzięcie z góry skazane na niepowodzenie. Jako pierwszy pisał o mosuońskich obyczajach autor z epoki dynastii Ming (1368-1644): "Mąż i żona nie spotykają się ze sobą w ciągu dnia, ale dzielą łoże w nocy. Dzieci nie widzą ojców przed ukończeniem dziesiątego roku życia, a żony i nałożnice nie odczuwają zazdrości względem siebie". To krótki opis praktyki "chodzących małżeństw" - rzadkiej, wręcz niespotykanej w cywilizowanym świecie.

      Kobiety Mosuo mówią o swoich partnerach "drogi przyjaciel". W odróżnieniu od małżeńskich par "przyjacielskie" stadła nie mieszkają razem. Spotykają się nocą w domu kobiety. Dzieci zrodzone z takiego związku "na przychodne" mieszkają w domu matki. Wiele z nich nigdy nie dowiaduje się, kto jest ich biologicznym ojcem. Zadawanie pytań o ojcostwo jest uważane przez przedstawicieli ludu Mosuo za nietaktowne. Za nieprzyzwoite uchodzi też rozgłaszanie przez mężczyznę, którą z kobiet odwiedza w nocy i afiszowanie się ze swoją obecnością w jej domu. Domownicy (zwłaszcza mężczyźni) nie powinni nic wiedzieć o intymnym życiu kobiet. Nocne spotkania nie są oczywiście dla nikogo tajemnicą, ale obyczaj wymaga, aby odwiedzający przyszedł, gdy wszyscy już śpią, i wyszedł o świcie, nim ktokolwiek się obudzi.

      Kobietom łatwiej jest zachować dyskrecję w sprawach łoża. W odróżnieniu od mężczyzn, którzy mieszkają we wspólnych pomieszczeniach w męskiej połowie domostwa, każda przedstawicielka płci żeńskiej ma własny pokój z oddzielnym wejściem. Prawo do niezależnego kąta dziewczyna zyskuje z chwilą osiągnięcia pełnoletności, czyli w wieku 13 lat. Trzynaste urodziny to wielka rodzinna uroczystość. Młoda panienka ubrana w tradycyjny strój otrzymuje klucz do oddzielnej sypialni, gdzie będzie mogła przyjmować oblubieńców. W praktyce do nocnych spotkań nie dochodzi jednak wcześniej niż przed ukończeniem 18 roku życia.

      Chłopcy w tym wieku również biorą udział w obrzędzie pełnoletności. Od tej pory dziewczęta będą mogły wybierać ich na partnerów. Najpierw młodzi wymieniają się podarunkami, następnie umawiają na spotkanie, po czym chłopiec/mężczyzna może odwiedzić dom oblubienicy. Wieczorami mężczyźni zbierają się na brzegu jeziora, czekając na odpowiedni moment, by udać się na spotkanie. Nawet jeśli nie są umówieni, każdy może spróbować szczęścia i zastukać do drzwi. Przy czym niespodzianie może zapukać do drzwi nie tylko mieszkaniec danej wioski, ale także przybysz z innej wsi czy nawet cudzoziemiec. Dla kobiety Mosuo nie stanowi to problemu, wręcz przeciwnie - to jej nawet schlebia, świadczy bowiem o tym, że wieść o jej urodzie rozeszła się daleko poza granice rodzimej osady. Nieznajomy musi się liczyć z odmową, ale zdarza się, że zostaje przyjęty.

      Przy drzwiach pokoju kobiety znajduje się specjalny haczyk, na którym odwiedzający zawiesza swój kapelusz, dając znak ewentualnym innym pretendentom, że w pokoju jest już gość. Bez zazdrości, bez poczucia krzywdy i obrazy. Czy w tej sytuacji można w ogóle odczuwać zazdrość? Rankiem nocni kochankowie rozejdą się i - bardzo możliwe - nigdy więcej się już nie zobaczą.

      To wcale nie oznacza, że Mosuo są frywolni i niezdolni do głębszych uczuć. Zakochane pary mogą się spotykać latami, mieć kilkoro wspólnych dzieci. Ich związek trwa tak długo, jak długo trwa namiętność. Są przekonani, że związek "na przychodne" jest najczystszą formą prawdziwej miłości, dlatego że sfera uczuć jest oddzielona od sfery wspólnoty majątkowej. Nie ma rozwodów, nie ma awantur z żoną czy teściową - nie ma wszak ani żon, ani teściowych. Jest tylko uczucie. A przy rozstaniu kobieta traci tylko partnera. Dzieci w "macierzyńskiej rodzinie" rosną w atmosferze spokoju i szczęścia, otoczone troską i miłością licznych krewniaków. Kobiety od dzieciństwa wiedzą: kochankowie mogą przychodzić i odchodzić, a rodzina jest zawsze przy tobie.

      CZAS NA ZMIANY?

      Do tej pory specyficzny matriarchat Mosuo nie podlegał żadnym wpływom z zewnątrz. Po powstaniu Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku władze komunistyczne próbowały zmusić Mosuo do rejestrowania nieformalnych związków. Do "królestwa kobiet" został wysłany stuosobowy uzbrojony oddział. Jednak zmuszenie do żeniaczki i zamążpójścia okazało się zadaniem ponad siły nawet samej armii. Co więcej, nowe porządki doprowadziły do samobójstw wśród Mosuo, którzy kategorycznie odrzucali możliwość związania się węzłem małżeńskim na całe życie. W rezultacie na 30 zarejestrowanych przymusowo związków 26 rozpadło się, a właściwie powróciło do dawnego układu ku obopólnemu zadowoleniu partnerów. Jednak przez ostatnie półwiecze wiele się zmieniło. Do niegdyś trudno dostępnego górskiego jeziora Lugu Hu teraz docierają turyści. Przyjezdni mogą obserwować miejscowe zwyczaje. A zdarzają się i tacy, którzy - nie rozumiejąc istoty tradycyjnych mosuońskich związków "na przychodne" – przybywają tu, by znaleźć kobiety cieszące się swobodą seksualną. Obecnie dość często się zdarza, że kobiety Mosuo specjalnie dla turystów ubierają się w tradycyjne stroje i śpiewają piosenki. Młodzi ludzie natomiast coraz częściej wyjeżdżają do miasta. Wielu powraca, nie mogąc przywyknąć do obcych porządków. Ale przywożą nowe pomysły - w jednej z osad otwarto na przykład pierwsze wiejskie przedszkole.

      Na razie większość Mosuo pozostaje wierna starym tradycjom "chodzących małżeństw". Choć niektóre z kobiet przez całe życie mają tylko jednego partnera. Pod naporem coraz powszechniejszej unifikacji matriarchalna tradycja bardzo powoli, ale nieubłaganie zamiera. Naukowcy nie są jednomyślni co do genezy systemu matriarchalnego Mosuo. Jako najbardziej prawdopodobną hipotezę wysuwa się taką: w pewnym momencie w regionie, gdzie mieszkają Naxi, powstała krytyczna sytuacja demograficzna - liczba kobiet znacząco przewyższyła liczbę mężczyzn. Dlatego znaleziono sposób na to, aby mężczyzna nigdy nie opuszczał domu matki. Obecnie w społeczności Mosuo też rodzi się więcej dziewczynek niż chłopców. I są one zapewne najszczęśliwszymi dziewczynkami w Państwie Środka.

      DINARA DUBROWSKA "Wokrug Swieta", czerwiec 2009
    • truten.zenobi a do kiedy 05.10.09, 13:08
      > Czym jest? Religie podobno wiedzą.

      monogamia jest sprzeczna z natura cżłowieka (zwłaszcza samców i nie
      tylko naszego gatunku wink )...

      itd, itd...

      rozumiem że Twoje pytanie jest tylko prowokacją.
      • grgkh Re: a do kiedy 05.10.09, 15:01
        Moja chęć do zamieszczenia tego tekstu wynikła z pewnej rozmowy na
        forum "KiR reakt...". Spotkałem się tam z pojęciem "naturalny
        porządek rzeczy". I obiecałem coś na ten temat. Ale sprawa jest
        naprawdę ciekawa. I nikt niemal o niej nie wie. A katolicy powinni.

        Gdy byłem dziecięciem i w trochę starszym wieku zaczytywałem się
        zawartością miesięcznika "Poznaj Świat" (wtedy nie było w Polsce
        jeszcze dostępu do "NG"). To była zwykła ciekawość, którą wolałem
        zaspokajać opowieściami podróżników niż ploteczkami z magla.
        Nauczyło mnie to szacunku dla innych ludzi, ich kultur i dało
        przeświadczenie, że nie ma uniwersalnej recepty na dobry dla ludzi
        system polityczno-społeczny. Nauczyło tolerancji dla koloru skóry,
        inności kulturalnej, choć czasem dla nas przedziwnej, poglądów
        każdego rodzaju itp.

        Nauczyło też, że nie należy narzucać nikomu niczego.

        I dlatego narzucanie przez religię swojego widzenia świata wszystkim
        innym, pycha polegająca na tym, ze uważają to widzenie za jedyne i
        najlepsze, a inne muszą "odejść w niesławie", tak mi przeszkadza.

        Zanim zniknę z tego świata, mam obowiązek upowszechniać tę prawdę.
        Jej głównym celem jest pokojowe współistnienie wszystkich ludzi,
        całego świata ożywionego, a także zachowanie ze świata nieożywionego
        tego, co nam się wydaje piękne lub pożyteczne.

        Prawda uczyni nas i świat, na który wpływamy, lepszymi.
        • truten.zenobi Re: a do kiedy 05.10.09, 17:08
          tyle że konflikt tez jest częścią tego świata... jest podstawą
          ewolucji, (i za jego sprawą ilosć osobników chorych i słabych jest
          minimalna w populacji)

          nasza kultura i inteligencja stawia nas poniekąd ponad prawami
          świata tego...

          czyli wracając do religii i ich "naturalnych praw" to jakby ich
          kłamstwo jest podwójne
          1. to co uznają za zgodne z prawami natury jest najczęściej z nimi
          niezgodne
          2. a człowieczeństwo (a nasza kultura i sposoby działąnia) w
          naturalny sposób są niezgodne z tymi prawami.
    • broceliande Re: Naturalny porządek rzeczy 06.10.09, 15:07
      Jako kobieta patrzę bardzo podejrzliwie traktuję rzeczy "naturalne"
      dla innych.

      Czy słyszeliście, że kobiety żyją bliżej natury?
      Mało tego, one uzdatniają naturę dla cywilizacji, czyli dla mężczyzn.
      Sprzątają naturalnie zakurzony dom, gotują jedzenie (od naturalnie
      opierzonego kurczaka do cywilizowanej pieczeni), piorą ubrania
      zakurzone oraz pokryte naturalnymi wydzielinami.
      Same siebie również uzdatniają do użytku: usuwają naturalne
      owłosienie, farbują naturalnie siwe włosy.

      Dodajcie do tego naturalny poród (naturalnie MA boleć) oraz
      karmienie (naturalnie przywiązujące dziecko do matki).

      Co do monogamii. Cóż, została kobietom wmówiona dla pewność
      pochodzenia potomków.
      To, co przeczytałam w wątku, to nie jest żaden matriarchat, to
      zaledwie zrównanie praw mężczyz kobiet w zakresie współżycia. I
      nieprzecenianie roli mężczyzn, co jest nawet godne pochwały.
      W naszej cywilizacji rządzenie domem i rozdzielanie zadań również
      należy do kobiet. Tyle, że ta władza została umniejszona, traktowana
      jako niegodna uwagi. Ale fakt jest faktem: mężczyzna zarabia,
      kobieta rozporządza.

      Mój mąż przyjął moje nazwisko, ale to nie znaczy, że żyjemy w
      matriarchacie, prawda?
      • grgkh Re: Naturalny porządek rzeczy 06.10.09, 15:32
        Mnie w tym tekscie zainteresował najbardziej motyw całkowicie innego
        podejścia do "podstawowej komórki społecznej" - nie musi być
        monogami, nie musi być sakrementem potwierdzonego związku, nie musi
        być wyłączności na siebie, nie ma wyłączności i "prawa własności"
        na "swoje" dzieci.

        A przecież jest to jeden z dogmatów katolicyzmu i naszej kultury
        powiązanej z nim, nazbyt ściśle. Religia rządzi nami poprzez
        upominanie się o respektowanie tego typu zasad życiowych, stoi na
        ich straży. Gdyby jej odebrać ten wpływ? A wystarczy upowszechniać
        wiedzę, że to nie jest prawda. Tak się stało z homoseksualizmem,
        którym w podobny sposób religia się posługiwała. Jeszcze ci
        najbardziej ortodoksyjni religianci mówią w ten sposób ale
        świadomość kłamstwa przebiła się do powszechnej świadomości
        społecznej. I kościół mówiący tym językiem wydaje się śmieszny i
        anachroniczny.

        Odbierajmy klerowi argumenty upowszechniając wiedzę o świecie i o
        nas samych, a wtedy nie będą mieli co mówić, a jeśli się na to
        odważą, to będą coraz śmieszniejsi. Prawda zabija religię.
        • broceliande Re: Naturalny porządek rzeczy 07.10.09, 09:08
          Ja sama nie wiem, czy chcę, zeby kler zmądrzał i zaczął
          rozpowszechniać nauki bliższe prawdzie (może ludzie chcą być
          okłamywani, na przykład w zakresie życia po śmierci), czy żeby
          wymarł i koniec.

          Przez wieki naukowcy nie widzieli, lub nie chcieli widzieć
          homoseksualnych zachowań zwierząt. Dopiero niedawno wykryto, że
          odsetek osobników homoseksualnych jest podobny, jak u ludzi.

          Co do podstawowej komórki społecznej, podobnie jak w przypadku
          rządzenia kobiety w domu, czyli tym najbliższym terytorium, będę się
          upierać, że również i w naszym społeczeństwie, podstawową komórką
          jest kobieta i dziecko. Może nawet kobieta, dziecko i matka kobiety.

          Z mężczyzną można się związać lub nie, zalegalizować związek lub
          nie, trzymać na dystans, zdradzać, wymienić, można się obyć. Dziecka
          bardzo rzadko to dotyczy.

          To, że będzie mówić się głośno o kobiecie i mężczyźnie jako
          podstawowej komórce społecznej wcale mnie nie przekonuje.
          • truten.zenobi KK v homoseksualizm 07.10.09, 10:12
            ciekawostka:

            KK walczy z "propagandą homoseksualną" tak jakby można było się tym
            zarazić albo zmienić "zainteresowania" pod wpływem namowy...

            nie wiem jak to jest ale oceniając po sobie nie sądzę by to było w
            jakikolwiek sposób możliwe

            czyżby oni oceniali także po sobie tyle że agresją wypierali prawdę o
            własnych zainteresowaniach seksualnych?
            • grgkh Prawda i fałsz 07.10.09, 11:44
              Kościół opiera się na kłamstwach. Mija się z logiką i prawdą w swych
              elementarnych założeniach. Takie systemy nigdy się nie zmienią. Zawsze będą po
              fałsz sięgały, a intensywność kłamania przekłada się na ich sukces.

              Ktoś powinien się temu przeciwstawiać. Kto wie, o co chodzi i komu się chce to
              czynić.

              A my możemy stanąć po dowolnej stronie tej konfrontacji. Od czego to zależy? Czy
              naprawdę jesteśmy tylko pionkami, marionetkami w ewolucji memetycznej? Wygląda
              na to, że tak. Bo przecież nic, co dzieje się w naszej świadomości nie
              przychodzi znikąd i zawsze jest skutkiem tego, co działo się wcześniej.

              Na szczęście dla nas nie potrafimy doskonale przewidywać przyszłości, wciąż jest
              ona dla nas trochę zagadką, a wynikająca z tego ciekawość jest motorem i całą
              celowością naszego życia. Chcemy wiedzieć, poznawać. I umieć odróżniać prawdę od
              fałszu... I tak zamyka się koło.

              Zawsze wracamy do konfliktu prawdy i fałszu i rywalizacji między nimi.
              • truten.zenobi Re: Prawda i fałsz 07.10.09, 14:35
                tak ale jest też mechanizm wypierania.. umysł woli przyjemne klamstwa
                niż nieprzyjemną prawdę...

                nasz umysł też sobie upraszcza... unika informacji obszernych i
                skomplikowanych..

                tak więc nasze wady (i to nie tylko te związane z religią) wynikają z
                wad naszego niezbyt doskonałego umysłu...

                przy czym jeśli chodzi o zwykłego człowieka to mogę nad tym przejść do porządku dziennego jako nad rzeczą naturalną ale jeśli chodzi o
                maniaka religijnego i jego organizację to różnice pomiędzy słowami o
                miłości nadziei i działania szkodzące wszędzie i wszystkim są zbyt
                dużym dysonansem poznawczym jak dla mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka