grgkh
06.11.09, 11:59
Znaczy się... ksiądz. Dzwonił i dzwonił do drzwi więc otworzyłem. Pewnie
wiedział, ma taką kartotekę szpiegowską całego osiedla, że nic o mnie nie wie.
Bo ja religii nie atakuję, gdy ona mnie nie napada.
Nie byłem sam. Drugi domownik dał się oczarować miłym uśmieszkom, lukrowi
gadki i wziął - ZA DARMO! - opłatek. Bo to tradycja. A, niech tam będzie. Może
rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą rodziny podlegającej tej
tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa.
Piąta kolumna. W niemal każdym domu jest ktoś, kto popiera taką "tradycję",
tradycję podlegania religii. I jak tu być zdeklarowanym, konsekwentnym
ateistą? Jak odbierać innym to, co lubią?