Dodaj do ulubionych

Kolega apostata.

30.04.10, 14:18
Facet był bardzo wierzący jako dziecko i nastolatek, następnie
dopadły go wątpliwości i w wieku trzydziestu lat przeczytał "Boga
urojonego".
I to była ta ostatnia kropla, która sprawiła, że odszedł od wiary i
Kościoła.

No i teraz ma się za prawdziwego ateistę i świeci mi tym prawdziwym
ateizmem w oczy.
Bo musiał sam sprawy przemyśleć, sam dojść do racjonalizmu po praniu
mózgu, rozwiać mgłę urojeń, zmierzyć się z rozczarowaną rodziną oraz
kościelnymi urzędnikami.

A ja nie jestem ochrzczona, nikt mi prania mózgu nie robił, idę
sobie zadowolona z siebie przez życie jako racjonalistka od
urodzenia (a Dawkinsa nie doczytałam do końca, taki oczywisty dla
mnie był), a więc nie podjęłam żadnej walki.
No to co ze mnie za ateistka?

Też myślicie, że prawdziwy ateizm musi się wywodzić z wmówionej w
dzieciństwie wiary?

Mój jedyny walczący argument to fakt, że podczas gdy innym
dzieciństwo minęło w komformistycznym katolickim kokonie, ja byłam
tą inną, kocią wiarą i jawnogrzesznicą...
Obserwuj wątek
    • ahimsaboy Re: Kolega apostata. 01.05.10, 12:17
      "No i teraz ma się za prawdziwego ateistę i świeci mi tym prawdziwym ateizmem w oczy."

      "Też myślicie, że prawdziwy ateizm musi się wywodzić z wmówionej w dzieciństwie wiary?"

      nie rozumiem tego toku rozumowania; jaki prawdziwy ateizm? to jest jakiś fałszywy?

      rzecz raczej w tym,że doszliście do podobnego światopoglądu różnymi drogami - nie gorszymi,czy lepszymi - ale to nie implikuje od razu "jakości" waszego ateizmu. to,że ty miałaś łatwiej dojść do swojego ateizmu,nie czyni go "gorszym". zaoszczędziło ci to przynajmniej wielu kłopotów,a które stały się udziałem kolegi, jak piszesz.

      nie ma czegoś takiego jak prawdziwy(tu:lepszy),czy fałszywy (gorszy) ateizm. może jedynie być szczery,przemyślany,konsekwentny (lub odwrotnie).

      "Mój jedyny walczący argument to fakt, że podczas gdy innym
      dzieciństwo minęło w komformistycznym katolickim kokonie, ja byłam
      tą inną, kocią wiarą i jawnogrzesznicą..."

      po co ci walczące argumenty? by się licytować o ww.jakość ateizmu?
      to już przypomina walkę o "jedyniesłuszność" własnej religii pomiędzy różnowiercami. ile w tym sensu,nie trzeba na tym forum pisać...

      czasem ateiści niewiele różnią się od ich głęboko wierzących kolegów. stoją jedynie po przeciwnej stronie barykady,ale tryb myślenia mają podobnie dogmatyczny,a horyzonty posiadają niewiele szersze.


      pozdrowienia dla koleżanki z BzW.
      • broceliande Re: Kolega apostata. 01.05.10, 18:15
        Faktycznie, jakbyśmy udowadniali sobie czyja wiara słuszniejszasad

        Ale jednak...
        Ateista chyba odrzuca Boga, czyli był z Nim w jakiś sposób związany.
        To jest przecież w nazwie zjawiska.
        Ateista to nazwa dla apostatów.
        Będę się przedstawiać jako racjonalistka.
        • ahimsaboy Re: Kolega apostata. 02.05.10, 01:38
          "Ateista chyba odrzuca Boga, czyli był z Nim w jakiś sposób związany."

          -niekoniecznie był z nim "związany". jeżeli kwestia istnienia (lub nie) boga jest dla kogoś czymś kompletnie nieistotnym, to nie musiał niczego zrywać (więzi z bogiem,w którego przecież nie wierzy). jednym słowem: nie ma on potrzeb duchowych,metafizycznych. może on co najwyżej powiedzieć np.,że wierzył kiedyś w bajki,a później dojrzał,i bajki nie są mu już potrzebne,itp.

          zupełnie inaczej będzie postrzegał problem (nie)istnienia boga ktoś,kto nie posuwa się do tak skrajnych definicji w materii,w której - mówiąc delikatnie - istnieje przypuszczalna nieosiągalność wiedzy potwierdzającej lub zaprzeczającej istnieniu boga (bogów).
          można nie wierzyć w Boga i nie twierdzić, że się na pewno wie, czy bóg istnieje czy nie. mamy wtedy do czynienia z ateizmem agnostycznym.

          różnice pomiędzy słabym a silnym ateizmem,oraz ateizmem ukrytym a zdeklarowanym znajdziesz w zarysie tutaj.

          "Ateista to nazwa dla apostatów."

          -w sensie,że oznacza to samo (synonimy)? -pewnie źle zrozumiałem. bo przecież apostatą może być także ktoś,kto nadal wierzy w boga,ale nie po drodze mu z religią,od której odchodzi.
    • truten.zenobi Re: Kolega apostata. 03.05.10, 22:13
      > Też myślicie, że prawdziwy ateizm musi się wywodzić z wmówionej w
      > dzieciństwie wiary?

      w pewnym sensie tak. Gdybyś w jakikolwiek sposób nie spotkała się z pojęciem
      Boga to sama sobie byś go nie wymyśliła a więc i nie zajmowała stanowiska w
      sprawie...

      i racjonalizm bądź jego brak nie miał by tu większego znaczenia.

      chociaż w pewnym sensie byłby to ateizm tyle że "nieświadomy"
    • king.james Re: Kolega apostata. 04.05.10, 09:28
      Sformułowania typu "kocia wiara", "jawnogrzesznica" wskazują, że mimo tego, iż
      nie wtłaczano Ci katolickich bzdur do głowy, to jednak zetknęłaś się ze złą
      (nietolerancyjną i "ciemnogrodową") stroną katolicyzmu. Doświadczyłaś zapewne
      jakiegoś rodzaju alienacji, potępienia itp. Samo to, moim zdaniem, stawia Cię w
      jednym szeregu z tymi, którzy czują się pokrzywdzeni z racji prania im w
      dzieciństwie mózgów.

      Ale nawet gdybyś była otoczona tolerancyjnymi, wyrozumiałymi ludźmi, to Twój
      ateizm nie jest ani "gorszy", ani "nieprawdziwy" - samo takie rozróżnianie jest
      bzdurne. Na pewno byłby to ateizm mający inne źródło, ale generalnie zakładający
      to samo - brak wiary w bóstwa. Czy ma tu znaczenie poczucie krzywdy? Moim
      zdaniem żadnego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka