kociak40
30.03.17, 12:11
Chodzi o tz. nawiedzenie religijne czyli wypaczenie władz umysłowych nadmierną religijnością.
Jest to swoisty narkotyk dla tych, którzy nie mają poczucia własnej wartości. Narkomani uciekają w nierzeczywisty świat jaki chcą odbierać i nawiedzeni religijnie mają to samo. Zaczynają żyć w nierzeczywistym dla siebie świecie. Pozwala im to na iluzję własnej wartości, bycia wyróżnionym spośród innych ludzi. Taka ułuda tworzy dla narkomana własny świat.
Każda religia jest mniejszym lub większym narkotykiem i trzeba by używać go pod szczególną kontrolą (przez ocenę innych czy już dawka bezpieczna nie została przekroczona) i tylko w małych dawkach. Obserwuje to po tych dewotkach z różańcami, dawkę bezpieczną już dawno przekroczyły, całe ich obecne obecne życie, to bieganie do kościoła, modlenie się do obrazów i
klepanie bezmyślne różańców. Mają teraz poczucie własnej wartości i nie odczuwają własnej głupoty (chociaż nawet tabliczki mnożenia nie znają). "Wartość" dewota religijnego dla innych jest żadna, może być tylko powodem do śmiechu i politowania.