rkcb
30.07.06, 11:45
Nie będę dyskutował, kto dostał rozumek, a kto nie.
Napiszę tylko, dlaczego twoje teorie nigdy się nie sprawdzą. Opierają się one
na dwóch fałszywych założeniach:
1. Ludzie są równi.
2. Ludzie są dobrzy.
Ad 1. Ludzie rodzą się różni, mają różne zdolności i w związku z tym potem ich
wkład w ogólny dorobek społeczeństwa jest różny. Udowadniasz swoje teorie przy
odwoływaniu się do ŚREDNIEJ płacy, a to jest nadużycie, bo co wtedy jak jeden
zarabia 1000 zł, bo tyle jest warta jego praca, a inny 100000 zł bo to, co
daje społeczeństwu jest tyle warte? Jak to pogodzić z wkładem w równe
wychowywanie dzieci? Po za tym jak dzieci są różnie uzdolnione to mają
dostawać po tyle samo? I to, którego marzeniem jest fortepian, bo jest
uzdolnione muzycznie i to, którego marzeniem jest kij basaballowy do
rozwalenia tego fortepianu, bo zazdrości tamtych zdolności, a sam nic nie
potrafi? Wszelkie próby budowy społeczeństw opartych na równości ekonomicznej
– po za równością SZANS – kończyły się spektakularnymi klęskami.
Ad 2. Ludzie mają wykształcony przez ewolucję odruch gromadzenia dóbr dla
siebie i swoich dzieci i krewnych. To jest fakt i nie ma, co z nim dyskutować.
Ale konsekwencje wynikające z tego faktu są takie, że nie można stworzyć
społeczeństwa powszechnej równości, bo zawsze znajdą się tacy, co będą chcieli
zagarnąć więcej dla siebie. I to nie tyko w aspekcie czysto ekonomicznym – są
jeszcze takie dziedziny jak prestiż, podziw społeczny, dostęp do dóbr rzadkich
– dom nad morzem czy futro z norek.
Chyba, że całe te twoje mętne wywody sprowadzają się do dwóch innych postulatów:
1. Zwiększenia zasiłku na dzieci
2. Sfinansowania tego poprzez wprowadzenie podatku pogłównego.
Tylko to też bez sensu, bo większość ludzi, którzy mają dzieci prawie tego nie
odczuje – to co dostaną, jako zasiłek zapłacą jako podatek, a obciąży bardzo
tych co są i tak biedni.
Bo chyba nie żądasz poważnie dawania tych pieniędzy do ręki dzieciom?
Wyobrażasz sobie jak np. odżywiałby się przeciętny siedmiolatek gdyby mógł SAM
decydować, co kupuje – Coca-Cola, chipsy, czekolada – to były by podstawy
diety. Tylko, kto ponosiłby koszty leczenia tych dzieci?
Być może jesteś wybitnym matematykiem, który opracował genialny ekonomicznie
plan, ale sama matematyka to mało, jeszcze trzeba liznąć trochę socjologii,
psychologii, historii, biologii i innych nauk społecznych.
Pracuj nad sobą może coś z ciebie będzie.