kociak40
24.09.06, 00:28
Wyrzucono kilku zakonników z zakonu w trybie natychmiastowym, bo domagali się
ujawnienia nazwisk wspólpracowników SB jacy działali w zakonie. Należał do
nich sam przeor, który wszystkie relacje dla biskupa pisał przez kalkę (aby
nie tracić czasu), orginał słał do kurii, a kopie do SB. Miał dodatkowe
dochody za to. Ks. Czajkowski powiedział, że SB mało płaciło, trzeba było
robić duzo donosów aby wyjść na swoje. Dla przykładu, biskup, który
towarzyszył Ojcu świętemu podczas wizyty w Polsce (operacja "tęcza"), za
swoje usługi dla SB i tak szczegółowe relacje z każdego dnia pobytu, dostał
kamerę (co pokwitował). Na prałata ks. Jankowskiego, kilku arcybiskupów
ordynariuszy donosiło. Obecnie okazało się, że kardynał Wyszyński, będąc na
przymusowym odosobnieniu, miał siostę zakonną, ktora mu we wszystkim
usługiwała, a wieczorem, będąc sama w celi, ścisłe relacje dla SB sporządzała.
Po ilości tych relacji i ich obszerności, widać, że nawet nie miała czasu na
krótki pacierz przed snem dla siebie. Niektóre wypadki są zaskakujace.
Spotyka się sam na sam, ordynariusz poznanski z ordynariuszem gdańskim, aby
omówić sprawy związane ze świętem Wielkanocnym. Spotykają się rano, czyli
jeszcze na czczo, w Wielki Piątek, i serwują sobie krwisty stek. Cała
rozmowa, nawet z tym szczegółem stekowym, jest natychmiast znana SB i to od
dwóch agentów. W centarali na Rakowieckiej w Warszawie, SB-ecy mogli sobie w
cymbergaja grać i wszystko wiedzieli co się w KK dzieje i to w szczegółach.
Wiedzieli, że do biskupa krakowskiego, od czasu do czasu, w porze prawie
nocnej, jakiś młody siostrzeniec przyjeżdza, zamykają się razem w alkowie i
do rana siedzą tam cicho jak mysz pod miotłą. Jedną z metod SB, jak teraz
mówi jeden z biskupów, było pokazanie paszportu, z daleka. Jak chciał go
obejrzeć z bliska, musiał donosić. Biskup wielkie miał pragnienie wyjazdu za
granicę, zwłaszcza do odwiedzenia po obowiązkach słuzbowych, już incognito,
kasyna w Monte Carlo i musiał mieć paszport. Podobno nawet była znana rozmowa
sam na sam, JPII z Wałęsą, do której doszło w Zakopanym, jak papież
przyjechał z pielgrzymką. Oddalili się razem w stronę Morskiego Oka, coś tam
rozmawiali, a późnie SB miało raport o czym. Mówią, że to agenci donieśli,
jeden o ksywce - "Bolek", drugi - "Gość".