Dodaj do ulubionych

Boga nie ma

23.06.07, 17:43
Dowód logiczny:

Zakładając, że nic nie może powstać samo, sam nie mógłby powstać bóg. A więc "samo" może powstać "coś" lub Wszechświat nie jest cosiem lecz wyłącznie pojęciem informacyjnym. W obu przypadkach wykluczamy bogów jako przyczynę powstania świata, a więc bogowie stają się zbędni.

Boga nie ma, ale amoralnym bandom zależy na tym byśmy my wszyscy uwierzyli w Niego. Zależy im, by tę wiarę wtłuc do głów naszym dzieciom. Zależy im na wytresowanym posłuszeństwie, na podważaniu nauki, której wartość negują przy każdej okazji. Zależy im na naszej bezczynności. Zależy im na szkalowaniu tych, którzy wyrażają opór wobec głupoty.
Obserwuj wątek
    • grgkh Re: Boga nie ma 23.06.07, 18:28
      Gdyby Bóg istniał, to by nam się przedstawił. Tymczasem od prawieków istnieje niezliczona ilość wyobrażeń bóstw, sprzecznych ze sobą. Który jest prawdziwy? Żaden.
    • sinobrody_zbuk Re: Boga nie ma 24.06.07, 09:14
      Równie dobrze mógłbyś napisać tekst o istnieniu lub nie istnieniu cywilizacji
      pozaziemskich,lub o istnieniu innych wszechświatów czy tuneli czasoprzestrzennych.
      Zawierał by tyle samo informacji co i ten o nieistnieniu Boga.
      Ateistę nie musisz przekonywać,teistę i tak nie przekonasz.
      To tak, jakbyś przekonywał,że białe jest białe a czarne jest czarne.

      Pisząc takie teksty,ujawniasz jedynie,że twój ateizm nie jest racjonalny
      lecz tylko "wojujący".
      • grgkh Re: Boga nie ma 24.06.07, 12:19
        sinobrody_zbuk napisał:

        > Równie dobrze mógłbyś napisać tekst o istnieniu lub nie
        > istnieniu cywilizacji pozaziemskich,lub o istnieniu innych
        > wszechświatów czy tuneli czasoprzestrzennych.
        > Zawierał by tyle samo informacji co i ten o nieistnieniu Boga.

        Odwróć to. To wierzący są w roli identycznej, jak ci piszący zaproponowane przez Ciebie fantazje.

        > Ateistę nie musisz przekonywać,teistę i tak nie przekonasz.
        > To tak, jakbyś przekonywał,że białe jest białe a czarne jest czarne.

        A może mnie nie chodzi o to, by od razu kogoś przekonać?

        Nie w tym rzecz.

        Wiara bierze się z tolerancji na niestosowanie logiki, na jej stosowanie wybiórcze. To podstawa do zakłamania i obłudy w swoim myśleniu. Wierzyć, to uznawać, że "mam rację, choć nie chcę jej dowodzić", podczas gdy nasze poznawanie świata opiera się nie na "danych" nam prawdzach, ale na prawdach, które jako prawdy zostały tak właśnie zweryfikowane.

        Kryterium głównym poznawania świata, wszystkiego, co w nim się znajduje, siebie także jest doświadczenie i ocena jego wyników. Tak się uczymy chodzić, widzieć, rozumieć. Wciąż oceniamy - prawda, nieprawda, tak jest dobrze, tak się nie udaje.

        Tymczasem nagle przychodzi ktoś, kto twierdzi, że to on nam przekazuje "prawdę", której NIE WOLNO WERYFIKOWAĆ z założenia. Podważa system, jedyny który wobec nie całkiem poznanego świata możemy stosować. "Świat nie całkiem poznany"... Nigdy nie będziemy wiedzieli wszystkiego - o teraźniejszości, o przeszłości, o przyszłości, o innych... Musimy poznawać, musimy umieć znajdować się wobec otoczenia, któe jest nie całkiem poznane. Musimy weryfikować nie do końca poznane reguły albo reguły, które nie działają w "czystym", niezakłóconym innymi oddziaływaniami otoczeniu.

        Chcę przekonać ludzi do logicznego myślenia, a reszta się dokona sama. Wśród ludzi nauki odsetek wierzących w Boga osobowego jest znikomy.

        > Pisząc takie teksty,ujawniasz jedynie,że twój ateizm nie jest racjonalny
        > lecz tylko "wojujący".

        Wojująca jest religia. Ona jest narzędziem ludzi władzy i panowania nad niewykształconym tłumem. Ostatnie lata historii Polski, to nieustające pasmo wojującej religii, która zagarnia dla siebie coraz większą władzę.

        Czyż opór wobec tej akcji może być "pokojowy"? Pokojowy, to znaczy jaki? Bierność. Nie odzywanie się? Pozwalanie na szerzenie bredni, że wiara, czyli zakaz dowodzenia, jest lepszy od sprawdzenia czy coś prawdą jest?

        Co robić, co mówić, jak działać, by nie być posądzonym o wojowniczość?

        Boga nie ma. Są ludzie, którzy robią na Bogu złoty interes, interes swojego życia. Wszystko, co dotyczy Boga, bogów w ogóle jest jednakowo zakłamane. Ale ludzie o tym nie wiedzą i trzeba niektórym z nich to uświadomić.
        • nangaparbat3 Re: Boga nie ma 24.06.07, 18:47
          Ależ po pierwsze: poznawanie swiata zgodne z zasadami logiki arystotelesowskiej
          nie jest jedynym mozliwym
          po drugie: wyobrazanie sobie, ze nasz umysł - umyślik - jest w stanie
          odpowiedzeć na pytanie o istnienie boga - no wybacz, to naprawdę jest śmieszne.

          Wydaje mi sie, ze uczciwe i sensowne sa tylko możliwość: wierzę/nie wierzę,
          oraz: nie wiem.
          wszystko inne to pycha.
          • grgkh Re: Boga nie ma 24.06.07, 21:09
            nangaparbat3 napisała:

            > Ależ po pierwsze: poznawanie swiata zgodne z zasadami logiki
            > arystotelesowskiej nie jest jedynym mozliwym

            O, to ciekawe. wink Jakie inne metody poznawania świata istnieją?

            > po drugie: wyobrazanie sobie, ze nasz umysł - umyślik - jest w stanie
            > odpowiedzeć na pytanie o istnienie boga - no wybacz, to naprawdę jest
            > śmieszne.

            Nie wiem, czy chcesz mnie przerazić ogromem zadania - bym zrezygnował z niego bez jednej próby - czy uważasz, że mój umysł jest taki mizerny? wink

            Niepojmowalne nie istnieje. Czy rozumiesz to? Taka jest definicyjna wartość "pojmowania". Żeby zacząć mówić o jakimś obiekcie, trzeba go dokładnie zdefiniować. Podaj definicję Boga. Nie ma definicji? To nie ma istnienia, nawet zanim zaczęliśmy sprawdzać. Świat jest jeden. Mózg buduje sobie jego obraz na podstawie informacyjnego szumu ze swego zewnętrza. I oczywiste jest, że to jest tylko uproszczony model, a nie sam obiekt, Wszechświat, którego pojemność informacyjna jest większa niż mózgu zawartego w jego wnętrzu.

            > Wydaje mi sie, ze uczciwe i sensowne sa tylko możliwość: wierzę/nie wierzę,
            > oraz: nie wiem.
            > wszystko inne to pycha.

            Pychą jest twierdzenie, że ZNAM PRAWDĘ, iż Bóg istnieje i jest to prawda tego gatunku, że zakładam bez dowodu, że dowodzić jej prawdziwości nie będę. To nie jest jakaś ulotna "wiara", to pewność. Choć Bóg miałby w jakiś sposób dotyczyć świata na zewnątrz, to w ramach tej pychy twierdzi się, że mimo to Jego ślady są niepoznawalne, czy jakoś podobnie.

            Kto wierzy, to już wiemy. Niby składają jedynie jednorazową deklarację - bo przecież urodzili się bezbożni i nie wiadomo, czy ich natchnienie nie opuści zaraz - a jednak to wystarczy. Wierzą, ale w swojej pysze są pewni.

            A pozostali?

            Nie wierzą? Nie wiedzą, że nie wierzą? A może wiedzą? Wątpią? Wierzyli? Będą wierzyć? A co to za różnica?

            Oni też mogą złożyć jednorazową deklarację: uważają, że Boga nie ma. Ale może się zdarzyć, że - jak to niedawno słyszeliśmy o częsci Czechów - nie rozpatrują w ogóle kwestii istnienia Boga, bo po co? A czy Ty myślisz na co dzień o istnieniu krasnali? A komperdykli strwożliwych? A ja Ci nie zarzucam pychy, że tych ostatnich nie uznajesz...

            Mam do Ciebie prośbę. wink

            Doprowadźmy tę kwestię do końca. Nie chcę zmieniać Twojego światopoglądu, ale...
            Chcę tylko byśmy ustalili, kto z nas ma rację, czy moje argumenty mają jakąś lukę... Przeczą one Twoim. Czy może to Twoje mają lukę? Podważyłem je?
            • nangaparbat3 Re: Boga nie ma 25.06.07, 17:56
              Mam do Ciebie prośbę. wink

              Doprowadźmy tę kwestię do końca. Nie chcę zmieniać Twojego światopoglądu, ale...
              Chcę tylko byśmy ustalili, kto z nas ma rację, czy moje argumenty mają jakąś
              lukę... Przeczą one Twoim. Czy może to Twoje mają
              lukę? Podważyłem je?

              Cały problem polega na tym, ze kwestia istnienia lub nie boga umyka argumentom,
              z jakimikolwiek argumentami nie ma nic wspolnego. To poznanie, do ktorego jestes
              tak przywiazany, jest tylko pewnym sposobem opisywania swiata. Sprawdza sie
              doskonale, kiedy mamy do czynienia z techniką. Ale szwankuje juz w medycynie, a
              nawala w sztuce czy psychologii. Piszesz "Niepoznawalne nie istnieje" - ja
              powiem "o niepoznawalnym nie wiem".
              Zawsze smieszyły mnie logiczne dowody na istnienie boga, ale nie mniej smieszne
              są argumenty na jego nieistnienie. Byc moze rzecz w tym, ze moja osobista
              definicja boga niewatpliwie zawiera w sobie, iż "jest - jesli jest - poza naszą
              zdolnościa pojmowania".
              Oczywiscie z tym nie da sie dyskutować.
              • grgkh Wróćmy do logiki 26.06.07, 10:25
                > Cały problem polega na tym, ze kwestia istnienia lub nie
                > boga umyka argumentom, z jakimikolwiek argumentami nie ma nic wspolnego.

                Chcesz powiedzieć, NIE MA NA TEN TEMAT DYSKUSJI? Tak? wink

                Proces myślenia polega na konstruowaniu zdań. Buduje się je według pewnych
                zasad. Jeśli mają one przenosić coś poza chwilowym, przypadkowym skojarzeniem
                oderwanych pojęć, wywołać rodzaj szoku, konsternacji związanej z poczuciem
                braku logiki, irracjonalizmu, surrealizmu, oderwania od rzeczywistości to muszą
                podlegać logice jej zasadom. Jeśli "coś", to "coś innego". Jeśli "nie to",
                to "tamto". Itd. Odrzucając te zasady logiki natychmiast popadamy w chaos. I
                nie ma już nic.

                Czyżby właśnie Bog był tym "niczym"? Czy właśnie nie dlatego ZAKAZUJE używania
                logiki, bo ona Go unicestwia?

                > To poznanie, do ktorego jestes tak przywiazany,
                > jest tylko pewnym sposobem opisywania swiata.

                Świata... Świat jest jeden, wspólny nam wszystkim. Różnie go nasze zmysły
                odbierają i tylko sposoby jego interpretacji są różne od siebie. Zmysły, a więc
                ułomność odbioru. Interpretacja, a więc ułomność maechanizmu biologicznego, z
                którym się rodzimy i który potem przyuczamy do pewnego stylu działania.

                Poznanie dotyczy procesu, którego celem jest zbudowanie najlepszego
                odpowiednika świata w naszej głowie. Nie najlepiej tolerującego współobecność
                Boga i świata, ale skoncentrowanego na świecie. Nie mogąc porządnie,
                jednoznacznie zdefiniować Boga samego, żądasz by opis świata naginać do
                współobecności tych obiektów. A przecież zanim zaczniemy szukać łączności
                między nimi trzeba wiedzieć, co mamy ze sobą godzić.

                Nie ma "pewnego sposobu poznawania świata". Jest poznawanie, a sposobu szukajmy
                najlepszego, takiego, by wynikiem poznawania było poznanie. I poznawanie
                dotyczyć musi tego, co JEST, czyli świata, czyli wszystkiego, bez dzielenia na
                świat i Boga.

                > Sprawdza sie doskonale, kiedy mamy do czynienia z techniką.
                > Ale szwankuje juz w medycynie, a nawala w sztuce czy psychologii.

                Dziwne, bo ja tego tak nie czuję. Logika jest słuszna zawsze. Gdy robię od niej
                odstępstwa, to wiem, że to jest poezja, abstrakcja, zabawa, coś, co rozwija
                moje możliwości ogólne, pozwala zaspokoić niepohamowane dążenie do
                kreatywności, która opiera się na budowaniu tez. Gdy chcę, by dotyczyły one
                świata, czegokolwiek, co w nim działa, jego zmienności, to konstruuję wzory,
                dokładnie takie jak te zapisane w podręcznikach do nauk ścisłych, albo
                przybliżone, ale tez wzory: gdy coś działa, to coś innego "pod wpływem" tego
                się zmienia "w określonym kierunku" (rożnie lub maleje).

                Wszystko jest matematyką. Piękno obrazów, to rozpoznawane przez mózg na
                poziomie elementarnym symetrie, struktury fraktalne, perspektywy (prawo Talesa)
                proste stosunki liczbowe (jak złoty podział) itp. Muzyka, to piękno harmonii
                stosunków małych liczb (12 półtonów o częstotliwościach w skali logarytmicznej,
                asonsnse - stosunki częstotliwości wyrażone małymi liczbami, i dysonanse -
                bardziej złożonymi ułamkami). Nasze mózgi nastawione są na czytanie i
                wychwytywanie takich elementarnych zależności. Ich odnajdowanie, to widzenie
                piękna, często nieuświadomione, nieopisane pojęciowo abstrakcjyjnymi,
                zdefiniowanymi obiektami. Ale ta podświadoma lekkość dostrzegania tych
                zależności, wykorzystanie "aparatu liczącego" używanego w innych
                okolicznościach, dla innych sytuacji, dla innych elementów świata, to piękno,
                poczucie jedności Wszystkiego, identyczności, analogii, kojarzenia, które
                bierze się w nas znikąd...

                I nauki medyczne podlegają mu jednako, bo organizmy żywe, to przeogromna, na
                poziomie teorii chaosu w swej komplikacji, fabryka chemiczna, ale przecież
                fizyczna, a w swej najgłębszej strukturze też matematyka jeno. A co się wymyka?
                Nieokreśloność, niewiedza polegająca na tym, że chcemy wciąż określać,
                chcielibyśmy widzieć tylko proste zależności, a Wszechświat jest
                wielopoziomowym przenikaniem się nieskończonej niemal, niewyliczalnej w swej
                ilości zależności. Ich globalne podsumowanie daje często wynik chaotyczny w
                medycynie i psychologii, i wielu innych kategoriach ludzkich poszukiwań opisu
                świata i nas samych w nim.

                > Piszesz "Niepoznawalne nie istnieje" - ja
                > powiem "o niepoznawalnym nie wiem".

                Istnieje tylko to, co czego istnienia możemy dowodzić. Inne nie jest światem i
                nie ma z nim nic wspólnego. I Twoje "nie wiem" jest prawdziwe, a i ja też o nim
                nie wiem. Ale nie wolno nam tego czegoś "spoza świata" stawiac na granicy z
                naszym światem i dokonywać fuzji tych indywiduów. Musimy być konsekwentni. Mnie
                tylko o tę konsekwencję chodzi. Nie wolno mówić raz, że coś jest takie, a
                potem, że jest inne. To jest zbrodnia na logice. To jest fałsz, o którym
                zaczniemy mówić, że jest prawdą. Na fałszywych założeniach budujemy wizję
                świata, która nie może być prawdziwa. Pozwalamy sobie na stosowanie kłąmliwej
                zasady jeden raz, a potem, gdy uznamy ja za równoprawną, to już nigdy nie
                możemy być pewni, czy kolejny raz nie dopuścimy się kałamstwa, fałszu. Już sami
                nie możemy byc pewni jacy jesteśmy, choc twierdzimy, że z nami jest wszystko w
                porządku. Wszystko?

                > Zawsze smieszyły mnie logiczne dowody na istnienie boga,
                > ale nie mniej smieszne są argumenty na jego nieistnienie.
                > Byc moze rzecz w tym, ze moja osobista definicja boga
                > niewatpliwie zawiera w sobie, iż "jest - jesli jest - poza naszą
                > zdolnościa pojmowania".

                Poza zdolnością pojmowania? Czym to "poza" jest? Toż to po prostu uznanie, że
                fałsz jest prawdą, bo przecież logika, działająca zgodnie ze zdolnością
                pojmowania, mówi jednoznacznie w ten sposób. Nie
                ma "poza_zdolnością_pojmowania". takie coś NIE ISTNIEJE. To jest wyłącznie
                fałsz logiczny w czystej formie i kłamstwo filozofów, teologów, wszystkich,
                których celem jest oszołomienie nad-prawdą. Gdy nasze mózgi się z nią stykają i
                próbują ją systematycznie ująć w jakiś "wzór", wpadają w pętlę, w rozgrzane do
                czerwoności krążenie w kółku, zamykające drogę do wyzwolenia się z niej, do
                dalszego ciągu. To rzeczywiście wpadanie w tunel, stan euforii myślowej,
                ekstaza samonapędzająca się, autokatalityczna. To może być miłe, ale dlaczego
                nie pozostawić tego poza sztywną i nieprzekraczalna
                barierą "tego_co_ze_światem_nie _ma nic_wspólnego". A przecież tak można. Moje,
                ateistyczne przeżywanie głębi duchowej nie jest na pewno gorsze niż tych, co te
                przeżycia przypisują wyłączności i specyfczności kontaktu z istotą
                nadprzyrodzoną. Bo jesteśmy tak samo skonstruowani. Ale mnie się jakimś "cudem"
                udało obronić przed podporządkowaniem dogmatowi i pozwalaniem sobie na
                wybiórczą rezygnacje z bezwzględnosci stsosowania zasad logiki. Popatrz jak to
                niewiele, a jak dużo. Popatrz jak wielkie są tego konsekwencje.

                > Oczywiscie z tym nie da sie dyskutować.

                Dyskutować zawsze się da. A więc wróćmy do źródła, do mojego pierwszego
                pytania. Nie odpowiedziałaś na nie. Oboje przyjmijmy, ze obowiązują zasady
                logiki. Czy zgodnie z nimi Bóg istnieje?
                • sinobrody_zbuk Re: Wróćmy do logiki 26.06.07, 10:45
                  grgkh napisał:

                  > Dyskutować zawsze się da. A więc wróćmy do źródła, do mojego pierwszego
                  > pytania. Nie odpowiedziałaś na nie. Oboje przyjmijmy, ze obowiązują zasady
                  > logiki. Czy zgodnie z nimi Bóg istnieje?


                  Czy istnieją cząstki wirtualne? Czy istnieje "Bozon Higgsa"?
                  Co ma do tego logika?



                  • grgkh Re: Wróćmy do logiki 26.06.07, 11:39
                    > Czy istnieją cząstki wirtualne? Czy istnieje "Bozon Higgsa"?
                    > Co ma do tego logika?

                    Przeciez to wiesz. Logika mówi "jeśli" - "to". Określa relacje. Porządkuje
                    zbiory opisujące coś. Bez niej nic nie istnieje. Logika (to matematyka) jest
                    zasadą, którą musimy stosować na naszym poziomie abstrakcji. Na poziomie niemal
                    elementarnym, tam gdzie bozony, fermiony, leptony i bariony, i cała reszta
                    menażerii też obowiązuje logika dotycząca ich poziomu zależności.

                    Jest jednak poziom absolutnie elementarny. W nim "dzieje się" wszystko. Żeby
                    coś się działo musi być "opisany" ciąg przemian, zależności, konsekwencja,
                    zgdonie z którą muszą one zachodzić. I jest jak w informatyce - musi nimi
                    kierować logika. Jeśli "coś", to "coś następnego". Bez logiki nie byłoby
                    niczego. Naszego świata i nas w nim.
                    • nangaparbat3 no wrócmy 26.06.07, 19:47
                      >>> Zakładając, że nic nie może powstać samo, sam nie mógłby powstać bóg. A więc
                      "samo" może powstać "coś" lub Wszechświat nie jest
                      cosiem lecz wyłącznie pojęciem informacyjnym. W obu przypadkach wykluczamy bogów
                      jako przyczynę powstania świata, a więc bogowie
                      stają się zbędni.

                      Jakaś tepa jestem, bo nie rozumiem, jak z zalożenia, ze "nic nie moze powstac
                      samo" wynika, ze "Samo" moze powstać "coś".

                      Poza tym: wszystkie logiczne argumenty na istnienie lub nie boga wychodza od
                      jego definicji - a przed definiowaniem go biblia, nie wiem czy natchniona, ale
                      na pewno godna uwagi, przestrzega.
                      Bo widzisz, poznawanie swiata przy pomocy arystotelesowskiej logiki ma w zamysle
                      glebszym zawładniecie nim. A z bogiem zupełnie nie o to chodzi (choc wielu
                      wyznawcom roznych religii wydaje sie inaczej).
                      • grgkh Re: no wrócmy 26.06.07, 21:33
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Jakaś tepa jestem, bo nie rozumiem, jak z zalożenia, ze "nic nie moze powstac
                        > samo" wynika, ze "Samo" moze powstać "coś".

                        A może to: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=64728809&a=64790650 będzie jaśniejsze? To na temat samego nieistnienia Boga. A co do świata, to przecież nie składa się on z masy, energii, a jego składniki nie są umieszczone w przestrzeni. Materia i energia są wtórnymi pojęciami, bo są sobie równoważne. Pierwotne jest coś innego, bardziej podstawowego. Co? Tamte pojęcia wymyśliliśmy my, ludzie. Na nich zbudowaliśmy w swej wyobraźni, jednak zafałszowany, model Wszechświata. A Wszechświat jest czystą informacją, jest konsekwencją pewnych założeń, matematyczno-logicznych, i niczego więcej. Tych założeń nie trzeba stwarzać. Logika (nie tylko nasza, taka "w ogóle") mówi: jeśli takie założenia będą, to ich konsekwencją stanie się zmieniający się w swym wnętrzu Wszechświat. "Jeśli" - "to". I to wystarczy za cały akt stworzenia. Na zewnątrz Wszechświata nie ma czasu, który jest iluzją w jego wnętrzu, a więc nie "powstał" On "kiedyś", tylko "w ogóle". Poza tym określenie "powstał" jest niewłaściwe, bo sugeruje, że na zewnątrz niego toczy się jakaś historia, płynie czas. To nieprawda.

                        Odrzucając ograniczenia naszych abstraktów, pojęć z naszego bezpośredniego otoczenia, tracimy punkt zaczepienia, odniesienie. Wszechświat "jest" (wewnętrzne złudzenie), a jednak go "nie ma" (bo nie ma jego zewnętrza).

                        Spróbuj się w to rozumowanie "wgryźć"... Uwolnij się od wzorców, z któymi żyjesz od zawsze. wink

                        > Poza tym: wszystkie logiczne argumenty na istnienie lub nie boga wychodza od
                        > jego definicji - a przed definiowaniem go biblia, nie wiem czy natchniona, ale
                        > na pewno godna uwagi, przestrzega.

                        A więc sama przyznajesz, że Bóg nie ma ŻADNYCH dających się znaleźć, możliwych do obrony, atrybutów, właściwości. Jest niczym. Bądźmy konsekwentni - z tego wynika, że Go nie ma.

                        > Bo widzisz, poznawanie swiata przy pomocy arystotelesowskiej logiki
                        > ma w zamysle glebszym zawładniecie nim.

                        O jakim zawładnięciu mówisz? Absolutnym? To niemożliwe. Wszechświatem steruje fizyka, a właściwie matematyka. My jesteśmy produktem wewnętrznym, zogniskowaniem pewnej, ułamkowej wiedzy o nim. A w samym włądaniu nie ma niczego zdrożnego. To jest to samo, co większe możliwości korzystania z jego zasobów. Do tego potrzebna jest wiedza, a ta daje uniezależnienie się od podporządkowania nierozumianym przez nas do końca regułom. To wspaniałe, że nasz świat umożliwia zaistnienie w swym wnętrzu kondensatu wiedzy o sobie - nas.

    • donkichol Re: Boga nie ma 25.06.07, 01:09
      > Zakładając, że nic nie może powstać samo, sam nie mógłby powstać bóg.

      Oczywiście argument teisty, że nic nie może powstać samo i dlatego musi być Bóg
      jest bez sensu. Ale to nie jest "dowód logiczny że Boga nie ma", udowodniłeś
      tylko że "bogowie stają się zbędni". Oczywiście nie ma powodu wierzyć w te
      konkretne, szczegółowo opisane bóstwa - tak jak nie ma sensu zastanawiać się nad
      istnieniem "komperdykli strwożliwych". smile

      Ale mamy prawo się zastanawiać, czy świat jest rządzony przez Rozum, czy przez
      Chaos. Czujemy, że to podstawowe pytanie. To dwa podstawowe i przeciwstawne
      modele świata, jakie chodzą nam po głowie.

      Ja zawsze wyobrażałem sobie Wszechświat jako jeden Organizm, Umysł, który
      produkuje, "próbuje" wszystkie możliwe warianty, również te niedoskonałe. Tylko
      skoro tak, to czym taki Bóg różni od Chaosu??
      Okazuje się, że moja wiara w Absolut dochodzi do takiego punktu, gdzie nie
      wiadomo dokładnie czym się różni od światopoglądu ateisty... smile
      Czyli jednak nieprawda, że są tylko 2 przeciwstawne modele: jest Bóg / nie ma Boga.
      Masz więc rację, że najpierw trzeba podać definicję Boga, żeby można było
      deklarować czy się w toto wierzy.

      Z naszego doświadczenia wynika że Świat jest inteligentny i chaotyczny
      jednocześnie. Ludzie wytrwale medytujący dochodzą w pewnym momencie do
      oświecenia i twierdzą, że poznali odpowiedź na pytanie "czy jest Bóg?". Wg nich
      odpowiedź brzmi: "to pytanie jest bez sensu".
      • grgkh Re: Boga nie ma 25.06.07, 08:31
        donkichol napisał:

        > > Zakładając, że nic nie może powstać samo, sam nie mógłby powstać bóg.
        >
        > Oczywiście argument teisty, że nic nie może powstać samo
        > i dlatego musi być Bóg jest bez sensu.
        > Ale to nie jest "dowód logiczny że Boga nie ma", udowodniłeś
        > tylko że "bogowie stają się zbędni".

        Nie "zbędny". Zbędny, to On jest poza tym.

        Chodzi o to, że trzeba najpierw zdefiniować, o jakim Bogu mówimy. Biorę
        pierwszą z brzegu definicję, główny atrybut Boga - Boga-Stwórcy. Z logiki
        wynika, że założenie istnienia takiego właśnie Boga jest SPRZECZNE. A więc on
        NIE MOŻE ZE WZGLĘDÓW LOGICZNYCH ISTNIEĆ. Nie dlatego, że jest zbędny, ale
        dlatego, że jest NIEMOŻLIWY. A więc NIE ISTNIEJE. Nie istniał nigdy. Przy
        takich założeniach istnieć nie mógłby. I to jest sama logika.

        Nie ma Stwórcy. Załatwione.

        O jakiej innej definicji Boga, z wyłączeniem stwórcy, chcesz porozmawiać?

        > Oczywiście nie ma powodu wierzyć w te konkretne,
        > szczegółowo opisane bóstwa - tak jak nie ma sensu zastanawiać się nad
        > istnieniem "komperdykli strwożliwych". smile

        A więc widzisz. To zostało już wielokrotnie prześwietlone. Ja tego nie
        wymyśliłem. Powtarzam to, co każdy rozsądnie, racjonalnie, logicznie myślący
        człowiek powinien widzieć od razu, ale przed czym bronią swych umysłów ludzie
        poddawani od dzieciństwa religijnej indoktrynacji. Czy to ich wina? Raczej
        tego, że tacy zostaliśmy przez ewolucję stworzeni, raczej tego, że ludzie
        potrzebują pewnych namiastek, a karmieni nimi stają się łatwym łupem dla
        chętnych do wykorzystywania i rządzenia. I to jest cała prawda o religii
        i "potrzebie" Boga. Tej potrzeby nie ma więcej niż u dziecka potrzeby opieki ze
        strony dorosłych znających świat.

        > Ale mamy prawo się zastanawiać, czy świat jest rządzony przez Rozum,
        > czy przez Chaos.

        To absurd. Świat nie jest inteligencją, nie jest jakimś "mądrym" indywiduum.
        Jest tylko ewoluującym środowiskiem. Dzięki sprzyjającym zasadom swego
        działania, fizyce takiej a nie innej, skutkiem ewolucji jest powstawanie form o
        coraz większej złożoności, w ogóle fizycznej, nie tylko życia biologicznego.
        Przetrwają te, które w danych warunkach są skuteczniejsze w tej sztuce od
        innych, co nie znaczy, że są doskonałe.

        > Czujemy, że to podstawowe pytanie. To dwa podstawowe i przeciwstawne
        > modele świata, jakie chodzą nam po głowie.
        >
        > Ja zawsze wyobrażałem sobie Wszechświat jako jeden Organizm, Umysł, który
        > produkuje, "próbuje" wszystkie możliwe warianty, również te niedoskonałe.

        Wszystkie sa niedoskonałe. Różnią się tylko skutecznością w momencie
        konfrontacji. Jakiś musi przetrwać i to jasne, że ten bardziej złożony ma
        większe szanse.

        > Tylko skoro tak, to czym taki Bóg różni od Chaosu??

        Chaosu nie ma. Chaos byłby brakiem zdefiniowanych praw fizyki, a przecież są
        one widoczne i nasza obecność potwierdza je.

        > Okazuje się, że moja wiara w Absolut dochodzi do takiego punktu, gdzie nie
        > wiadomo dokładnie czym się różni od światopoglądu ateisty... smile

        Jest tylko jeden "absolut" - to są zasady działania świata. To jest fizyka. W
        innych światach fizyka jest inna, ale może ona uniemożliwiać zaistnienie
        wewnętrznych obserwatorów podobnych nam, zdolnych to tworzenia abstrakcyjnych
        modeli świata w swoich "mózgach".

        > Czyli jednak nieprawda, że są tylko 2 przeciwstawne modele:
        > jest Bóg / nie ma Boga.

        Bóg to margines. To jedna z nieskończonej ilości tez wspólnie opisujących
        Wszechświat. Świat zewnętrzny mamy tylko jeden (dla każdego z nas ten sam).
        Prawdziwości każdej musimy dowodzić, bo przecież chcemy, żeby opis świata
        składał się z prawd, a nie chaotycznej mieszaniny ich z kłamstwami. Świat jest,
        czy tego chcemy, czy nie. Jego modele w naszych głowach mogą się tylko do niego
        zbliżać lub oddalać. A czego chcemy? Prawdy o świecie. Prawdy w ogóle.

        > Masz więc rację, że najpierw trzeba podać definicję Boga, żeby można było
        > deklarować czy się w toto wierzy.
        >
        > Z naszego doświadczenia wynika że Świat jest inteligentny i chaotyczny
        > jednocześnie.

        Mówisz o innym "chaosie", niż ten, o którym wspomniałem wcześniej. Jego
        definicja dotyczy niemożności sformułowania łatwych w "obsłudze", prostych
        matematycznie wzorów, praw, zasad działania. Świat jest matematycznie potwornie
        skomplikowanym układem. Wyliczanie jego zmienności na poziomie elementarnym,
        przy stosowaniu aparatu matematycznego, który obecnie jest nam dostępny,
        uniemożliwia bardzo dokładne przewidywanie skutków pewnych oddziaływań. Tego
        progu nigdy nie przekroczymy, bo Wszechświat jest układem otwartym, a my mamy
        dostęp informacyjny tylko do horyzontu czasoprzestrzennego ograniczonego
        skończoną prędkością światła, maksymalną prędkością, z jaką przesyłana jest
        informacja w naszym świecie. Poza tym nie można przekroczyć innej bariery -
        symulator świata zbudowany wewnątrz tego świata wymaga większych "rozmiarów"
        niż sam świat (dużego nie można zmieścić w mniejszym). Tak czy inaczej, zawsze
        będziemy skazani na mniejszą wiedzę, niż jest niezbędna, by wszystko dokładnie
        przewidywać. Tę niewiedzę określamy chaosem. Tak MUSI być. Ale zasady działania
        świata nie są chaotyczne. To tylko my ich do końca nie będziemy mogli
        eksploatować.

        > Ludzie wytrwale medytujący dochodzą w pewnym momencie do
        > oświecenia i twierdzą, że poznali odpowiedź na pytanie "czy jest Bóg?".
        > Wg nich odpowiedź brzmi: "to pytanie jest bez sensu".

        Pewnie dochodzą do tego, że nie potrafią Go zdefiniować. smile Nie medytowałem,
        ale zastanawiałem się, jak to jest. Można do tego dojść chyba i bez medytacji.

        wink

        pzdr
        • donkichol Re: Boga nie ma 25.06.07, 22:32
          > Chodzi o to, że trzeba najpierw zdefiniować, o jakim Bogu mówimy. Biorę
          > pierwszą z brzegu definicję, główny atrybut Boga - Boga-Stwórcy. Z logiki
          > wynika, że założenie istnienia takiego właśnie Boga jest SPRZECZNE. A więc on
          > NIE MOŻE ZE WZGLĘDÓW LOGICZNYCH ISTNIEĆ.

          Nie rozumiem, czemu nielogiczny, ale na pewno dziwny jest Bóg-Stwórca
          odrębny od reszty istnienia, najpierw samotny, a później stwarzający Świat.
          Bardziej sensowna jest definicja: Bóg = Świat = Umysł, w którym cała materia
          "myśli" - kamienie mniej, a układy złożone,jak mózgi - bardziej. smile Nikt Świata
          od zera nie stworzył, zawsze był byt i niebyt, ciągle coś się tworzy lub niszczy.

          > Chaosu nie ma. Chaos byłby brakiem zdefiniowanych praw fizyki, a przecież są
          > one widoczne i nasza obecność potwierdza je.

          Fakt, przypadek nie istnieje. Chodziło mi o to, czym różni się ten mój Bóg od
          bezwzględnych, nieczułych praw fizyki, skoro próbuje on WSZYSTKIE możliwości,
          dobre i złe? Żyjąc w jednym z "wariantów" stworzonych przez takiego Boga, mamy
          wrażenie przypadkowości - nie widać głębszego, duchowego sensu w łańcuchu
          zdarzeń, nie widać boskiej reżyserii. Bóg odbębnia tylko kolejny wariant zdarzeń. smile

          Don Kichol
          • grgkh Re: Boga nie ma 26.06.07, 11:27
            donkichol napisał:

            > > Chodzi o to, że trzeba najpierw zdefiniować, o jakim Bogu mówimy. Biorę
            > > pierwszą z brzegu definicję, główny atrybut Boga - Boga-Stwórcy. Z logiki
            > > wynika, że założenie istnienia takiego właśnie Boga jest SPRZECZNE.
            > > A więc on NIE MOŻE ZE WZGLĘDÓW LOGICZNYCH ISTNIEĆ.
            >
            > Nie rozumiem, czemu nielogiczny, ale na pewno dziwny jest Bóg-Stwórca
            > odrębny od reszty istnienia, najpierw samotny, a później stwarzający Świat.

            Chodzi o założenie uzasadniające "potrzebę istnienia stwórcy" - nic nie może
            samo powstać. Wyklucza ono istnienie samego stwórcy. Logika rozprawia się z nim
            bezwzględnie i od razu mówi: takiego stwórcy nie ma albo założenie jest złe. A
            więc Wszechświat mógł bez niego powstać (nie istnieje stwórca, a więc nie
            istnieje także i automatycznie Bóg-Stwórca *), a "coś", co jest Wszechświatem
            być może zawsze było i nadal jest "niczym", na przykład pewnego rodzaju
            informacją dającą jedynie wewnętrzna ułudę istnienia obiektów. Obiekty, jako
            abstrakcyjne pojęcia, same są wytworem naszego mózgu, są wynikiem
            wielopiętrowości ułożenia informacji w ciąg, w blok, w podsystem w systemie, w
            którym Wszystko "jest".

            (*) ...nie istnieje stwórca, a więc nie istnieje także i automatycznie Bóg-
            Stwórca... w kosekwencji, dalej, jakim następnym atrybutem Boga mamy się zająć?
            Chcesz coś zaproponować, czy słyszałeś może o tym, iż zrobiono to juz wiele
            razy i wystarczy po to sięgnąć?

            I tak pozostawiamy Boga bez żadnego atrybutu. Czy istnieje coś takiego, co
            niczym nie jest określone? Nie istnieje. Bo słowo, pojęcie "istnieć" dotyczy
            lokalizacji, warunków itd, dotyczy świata lub CAŁKOWICIE odrębnej od niego
            kategorii abstrakcyjnych pojęć. W tym drugim przypadku NIE WOLNO przemycać
            łączenia po cichu czegoś, co było zdefiniowane jako rozłączne.

            > Bardziej sensowna jest definicja: Bóg = Świat = Umysł, w którym cała materia
            > "myśli" - kamienie mniej, a układy złożone,jak mózgi - bardziej. smile
            > Nikt Świata od zera nie stworzył, zawsze był byt i niebyt,
            > ciągle coś się tworzy lub niszczy.

            Mniej lub więcej myśli? Jestm skłonny dac się na to "namówić", ale co to ma
            wspólnego z Bogiem. To myslenie to po prostu autonomiczna cecha pewnych
            indywiduów. Sama w sobie jako zdolność do przedstawiania informacji na poziomie
            wyższym niż elementarność, na której do tych obiektów dopłynęła. A czy
            monitor "myśli", bo piksele ułożyły się w kształt liter, zdania, sens tego
            zdania?

            > > Chaosu nie ma.
            > > Chaos byłby brakiem zdefiniowanych praw fizyki, a przecież są
            > > one widoczne i nasza obecność potwierdza je.
            >
            > Fakt, przypadek nie istnieje. Chodziło mi o to, czym różni się ten mój Bóg od
            > bezwzględnych, nieczułych praw fizyki,

            Emocja jest cechą odbiornika. Na jednym z poziomów dopywa informacja, zawsze
            zgodnie z prawami fizyki. Wskutek zaistnienia złożoności struktur układu
            nerwowego i WTÓRNEJ możliwości ułozenia ich w abstrakcyjne pojęcia wyższego
            rzędu powstaja emocje. RÓWNOLEGLE. Bez tej fizyki pod spodem emocji by nie
            było. A że na poziomie elementarnym nie ma emocji, bo nie ma zdefiniowanych
            abstrakcji, to dlatego że nie ma, bo tak jest, ba taka jest kolejność, bo z
            cegieł buduje się dom, a nie z domów cegły.

            > skoro próbuje on WSZYSTKIE możliwości, dobre i złe?

            Nie ma możliwości absolutnie dobrych albo złych. Dla jednego dobre, może być
            dla drigiego złe. Istota, która się urodzi z fragmentarycznym mózgiem, będąc od
            zewnątrz i od strony genotypu człowiekiem, jest "rośliną". Jakie jest jej życie
            dla niej? Odczuwa ból, ale czy cierpi nie umiejąc myśleć, tak jak my? A ci,
            którzy się nią opiekują w imię przyjętych przez społeczność ludzką,
            humanitarnych zasad robią dobrze, czy źle (dla siebie i dla tej istoty)?

            > Żyjąc w jednym z "wariantów" stworzonych przez takiego Boga, mamy
            > wrażenie przypadkowości - nie widać głębszego, duchowego sensu w łańcuchu
            > zdarzeń, nie widać boskiej reżyserii.
            > Bóg odbębnia tylko kolejny wariant zdarzeń. smile

            Kamień toczący się po zboczu stacza się coraz niżej, bo znamy regułę jego
            spadania, zarówno tę szkolną, grawitacyjną, jak i tę podświadomą, którą
            posługują się zwierzęta oglądające to zdarzenie. Kamień będzie się staczał
            dotąd, dopóki fizyka go nie zatrzyma, a my tego dokładnie nie jesteśmy w stanie
            przewidzieć. To nie ma nic wspólnego z Bogiem, z reżyserią. Od początku, tego
            prawdziwego, przed WW, wszystko się toczy tak jak musi, jedyną możliwą drogą,
            dowolnie komplikując się, eliminując pewne formy, a inne upowszechniając,
            rozwijając złożoność i bogactwo, tylko dlatego, że jest to możliwe, że było to
            możliwe już na początku, że... na przykład, wartość liczby pi jest taka a nie
            inna i inna być nie może... Świat żyje, podlega zmienności niezależnie od
            jakiegoś wpływu teraz, bo teraz juz nic zmienić w nim nie można, bo wszystko
            zostało określone w momencie narodzin. Żadna modlitwa, żadne pobożne życzenia.
            Jesteśmy sami. Ale ze sobą, z wyobrażeniem swego otoczenia, choreografią istot
            zaludniających naszą wyobraźnię, z przenikającymi się światami wygenerowanymi w
            naszych głowach. Bądźmy dla siebie dobrzy. Nie pozwólmy, by ponad rozsądek i
            racjonalność myślenia narzucano nam za pomocą Boga działanie służące ideom, a w
            praktyce dążące do poróżnienia nas jako istot, które mogą współistnieć.

            Zbyszek
            • donkichol Re: Boga nie ma 30.06.07, 20:06
              > Chodzi o założenie uzasadniające "potrzebę istnienia stwórcy" - nic nie może
              > samo powstać. Wyklucza ono istnienie samego stwórcy.

              Rozumiem, chodziło o nielogiczność tego argumentu, a nie samego Boga-Stwórcy.

              > w kosekwencji, dalej, jakim następnym atrybutem Boga mamy się zająć?
              >
              > Chcesz coś zaproponować, czy słyszałeś może o tym, iż zrobiono to juz wiele
              > razy i wystarczy po to sięgnąć?

              Jeśli już to analizowano, to chętnie bym poczytał.
              Na pewno kolejny atrybut to INTELIGENCJA. Owszem, Natura uczy się na błędach w
              ramach ewolucji, ale może Bóg dał algorytm tego samokształcenia się? Mógł zrobić
              wszystko "doskonałe" ale wolał inaczej, taka jego natura, że tworzy różne warianty.
              Założenie, że na szczycie wszystkiego jest jakaś Inteligencja, daje ludziom
              nadzieję na jakiś sens i sprawiedliwość. Z inteligencji wynika kolejny atrybut
              Boga: SPRAWIEDLIWOŚĆ.
              Wierzący liczy, że wszystkie minusy zostaną ostatecznie wyrównane - w kolejnych
              wcieleniach,albo od razu w jakimś Niebie. Prawa ewolucji niby też mają na celu
              "żeby było lepiej", ale niekoniecznie temu jednemu człowieczkowi, a nawet
              niekoniecznie ludzkości. "Sens","dobro","sprawiedliwość" z punktu widzenia
              Wszechświata są względne, ale Bóg jest bardziej "ludzki" niż "prawa fizyki" -
              stąd nadzieja, że uwzględni ludzki punkt widzenia.
    • grgkh Re: Boga nie ma 25.06.07, 10:10
      Bóg się nie wpisał do tego wątku, co jest jeszcze jednym dowodem, że Go nie ma.
      Nie wpisały się też krasnale. wink
      • srilankowiec Re: Boga nie ma 01.07.07, 17:35
        Czy jestes na 100% pewien,ze Bóg nie istnieje?Czy gdybys teraz mial sie z kims
        zalozyc powiedzmy o wszystko co masz,ze jest tak jak myslisz{taka mala
        abstrakcyjka} czy zrobilbys to bez wahania?Wiem,ze troche to dziwne pytanie a
        jednak mimo wszystkich argumentow jakie podales czy odpowiedz na nie jest
        calkowicie bez znaczenia?
        • grgkh Re: Boga nie ma 01.07.07, 21:10
          srilankowiec napisał:

          > Czy jestes na 100% pewien,ze Bóg nie istnieje?

          Tak. Nie istnieje. Na 100%. Świadczy o tym historia ludzkości. Dziesiątki, a może setki tysięcy lat i wciąż brakuje definicji tego indywiduum. Zamiast tego nieustające pasmo wybiegów i kłamania.


          > Czy gdybys teraz mial sie z kims
          > zalozyc powiedzmy o wszystko co masz,ze jest tak jak myslisz{taka mala
          > abstrakcyjka} czy zrobilbys to bez wahania?

          Rozumiem, o co chodzi. smile O poziom mojej pewności. Tak. Mogę się założyć o wszystko. Więcej, bez żadnego wspomagania jestem gotów stanąć naprzeciw każdego, kto będzie twierdził coś przeciwnego. smile

          Ale faktycznie zakład nie ma sensu, bo najzagorzalsi wyznawcy bogów twierdzą wciąż to samo, że ich istnienia "nie da się udowodnić".

          > Wiem,ze troche to dziwne pytanie a
          > jednak mimo wszystkich argumentow jakie podales czy odpowiedz na nie jest
          > calkowicie bez znaczenia?

          Nie rozumiem pytania. Bez znaczenia dla kogo? Dla czego? O jakie znaczenie Ci chodzi?
          • srilankowiec Re: Boga nie ma 01.07.07, 22:52
            Zmierzalem do tego,ze chocby cien watpliwosci moze zrobic miejsce na dalsze
            pytania.Zalozmy czysto hipotetycznie:Czego oczekiwalbys od Boga aby
            uwierzyc,ale jednoczesnie zeby nie byl to zamach na Twoja wolna wole?,
            wyobrazmy sobie,ze Bóg po prostu daje znac o sobie w tak spektakularny
            sposob,ze nikt juz nie smie watpic w Jego istnienie.W jaki sposob zmienilaby
            sie ludzka egzystencja?Czy ludzie nie poszliby za Nim, niejako zmuszeni,
            przytłoczeni?
            • grgkh Re: Boga nie ma 02.07.07, 00:46
              Znak od Boga? wink

              Nie zrozumiałeś na czym opieram swą pewność. Ja wiem, że mogę podlegać
              złudzeniom lub chorobie psychicznej, a więc żaden znak nie może być
              uwiarygodniającym znakiem od Boga. Wiem także, że nie mogę się zachowywać jak
              neandertalczyk na widok pioruna, a niezrozumienie funkcjonowania jakiegoś
              elementu nie może służyć wiązaniu go z "pozaświatowym" wpływem.

              Ja wiem, że istnienie Boga - w jakiejś jednej spośród wielu historycznych lub
              ludowych wersji - jest logicznie niemożliwe. Ja nie mam definicji Boga. W co
              więc miałbym uwierzyć?

              Wolę zakładać, że jeszcze nie wiem wszystkiego o świecie i czekać, aż się tego
              dowiem i poszerzę swą wiedzę. Ale świat jest jeden i cała o nim wiedza musi być
              spójna, i nie ma w nim miejsca na wyjątki, któymi musiałyby być jakieś lokalne
              lub chwilowe zawieszenia działania jego reguł, bo taki świat jest już zupełnie
              nieprzewidywalny, staje się światem bez reguł, w którym nie warto niczego
              dociekać, bo wszystko może być fałszywe.

              A że ludzie mają skłonność do ulegania fascynacji autorytetami, wodzostwem? Co
              ja na to poradzę? Sam staram się tego unikać, bo odczuwam to jako zamach na
              moją wolność myślenia.

              Istnienie Boga, o którym wspominasz, to ludzkie poczucie, że jesteśmy jednak
              tylko kukiełkami w Jego teatrzyku. To całkowita negacja człowieczeństwa. To
              jest dodatkowy powód, by... nie chcieć Jego istnienia. Jestem dorosłym, wolnym
              człowiekiem. Myślę. Podejmuję decyzje. Sam. Potrafię to i to jest powód do
              dumy. smile I tak jest dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka