markus.kembi
07.07.07, 19:13
Przed wielu laty żył sobie cesarz, który tak bardzo lubił nowe, wspaniałe
szaty, że wszystkie pieniądze wydawał na stroje. Nie dbał o swoich żołnierzy,
nie zależało mu na teatrze ani na łowach, szło mu tylko o to, by obnosić przed
ludźmi coraz to nowe stroje. Na każdą godzinę dnia miał inne ubranie, i tak
samo, jak się mówi o królu, że jest na naradzie, mówiono o nim zawsze: "Cesarz
jest w garderobie" .
W wielkim mieście, gdzie mieszkał cesarz, było bardzo wesoło; codziennie
przyjeżdżało wielu cudzoziemców. Pewnego dnia przybyło tam dwu oszustów,
podali się za tkaczy i powiedzieli, że potrafią tkać najpiękniejsze materie,
jakie sobie tylko można wymarzyć. Nie tylko barwy i wzór miały być niezwykle
piękne, ale także szaty uszyte z tej tkaniny miały cudowną własność: były
niewidzialne dla każdego, kto nie nadawał się do swego urzędu albo też był
zupełnie głupi.
"To rzeczywiście wspaniałe szaty! - pomyślał cesarz. - Gdybym je miał na
sobie, mógłbym się przekonać, którzy ludzie w moim państwie nie nadają się do
swoich urzędów; odróżniałbym mądrych od głupich. Tak, ten materiał muszą mi
utkać jak najprędzej." I dał obu oszustom z góry dużo pieniędzy, aby mogli
rozpocząć pracę.
Oszuści ustawili warsztaty tkackie, udawali, że pracują, ale nie mieli nic na
warsztatach. Zażądali od razu najdroższych jedwabi i najwspanialszego złota;
chowali je do własnej kieszeni i pracowali przy pustych warsztatach, i to
często do późnej nocy.
(...)
Wszyscy ludzie w mieście mówili o wspaniałej tkaninie. Wreszcie cesarz
zapragnął sam zobaczyć materię na warsztacie. Wybrał się więc z całą gromadą
oddanych mu ludzi, wśród których znajdowali się i tamci dwaj dzielni
urzędnicy, którzy już tu byli, i zastał sprytnych oszustów pracujących jak
najgorliwiej, lecz bez nici i bez osnowy.
- Czyż to nie wspaniałe? - powiedzieli dwaj dostojni urzędnicy. - Niech jego
cesarska mość tylko spojrzy, co za wzór, co za barwy! - I pokazywali puste
krosna, gdyż myśleli, że wszyscy prócz nich widzą tkaninę.
"Cóż to?- pomyślał cesarz. - Nic nie widzę. To straszne! Czyżbym był głupi?
Czy jestem niewart tego, aby być cesarzem? To byłoby najstraszniejsze, co mi
się mogło przytrafić."
- O tak, to jest bardzo piękne - powiedział cesarz - raczę to bardzo
pochwalić! Kiwnął z zadowoleniem głową i zaczął oglądać puste krosna, bo nie
chciał powiedzieć, że nic nie widzi. Cały orszak, który otaczał cesarza,
patrzał i patrzał, ale także nic nie widział, wszyscy jednak mówili tak jak
cesarz :
- Tak, to jest bardzo piękne.- I radzili monarsze, aby szaty z tego nowego
wspaniałego materiału włożył po raz pierwszy na wielką procesję, która miała
się wkrótce odbyć.
- Magnifique, zachwycające, excellent ! - powtarzał jeden za drugim, i wszyscy
byli niezwykle radzi.
Cesarz ofiarował każdemu z oszustów krzyż do noszenia w dziurce od guzika i
nadał każdemu tytuł nadwornego tkacza. Przez całą noc poprzedzającą procesję
oszuści nie spali . I szyli szaty przy szesnastu świecach. Ludzie widzieli,
jak się śpieszyli, aby wykończyć nowe szaty cesarza. Wykonywali takie ruchy,
jakby zdejmowali materiał z krosien, cięli wielkirni nożycami w powietrzu,
szyli igłami bez nici i wreszcie powiedzieli:
- Oto szaty gotowe.
(...)
_________________________________________________________
Dalszy ciąg opowieści wszyscy pewnie znają, ale nie on jest istotny.
Zatem do rzeczy - wczoraj, na innym forum, przy okazji dyskusji o chodzeniu do
kościoła "by nie sprawić przykrości mamie" opowiadałem o tym, że w
dzieciństwie bardzo nie lubiłem chodzić do kościoła i potwornie się na mszach
nudziłem. Katolicy, pytani przeze mnie - również na forum - o to co oni w tych
mszach widzą, odpowiadają, że podczas nabożeństw doznają jakichś niezwykłych
duchowych przeżyć, a jeśli ktoś ich nie doznaje, to znaczy, że widocznie do
nich nie dorósł, że jest niedojrzały. Widzicie pewne podobieństwo do sytuacji
przedstawionej w opowiadaniu pana Andersena?