Dodaj do ulubionych

Kostka Rubika

23.10.07, 15:07
Chodzą słuchy, że Piotr Rubik, autor oratoriów na cześć Pana, uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Jego skutkiem jest bardzo skomplikowane, z wielokrotnym przemieszczeniem elementów kostnych, uszkodzenie stawu skokowego. Ogłoszony został apel do tych, którzy mogą się podjąć ułożenia zdruzgotanego fragmentu ciała wybitnego kompozytora. Zgłosiło się wielu niesłychanie sprawnych w ręcznych robótkach specjalistów. Kostka została szczęśliwie złożona, a pacjent nie nacierpiał się podczas zabiegu długo, bo trwał on ledwie kilka sekund.

A na marginesie sprawy warto wspomnieć, że nawet pisanie oratoriów ku czci nie jest w stanie uchronić cierpieniem zsyłanym przez Najwyższego.
Obserwuj wątek
    • marketa0 Re: Kostka Rubika 23.10.07, 16:00
      Gdyby Rubik komponował coś co się da słuchać to byłoby lepiej... Tak więc niech
      się leczy i zaduma nad marnością swoich kompozycji. Być może Najwyższa Instancja
      uznała marność tychże ....
      marta
    • dagmama Re: Kostka Rubika 23.10.07, 16:39
      Ja tam lubie jego kawałki.
      • grgkh Re: Kostka Rubika 23.10.07, 17:56
        dagmama napisała:

        > Ja tam lubie jego kawałki.

        Ja też lubię: muzykę klasyczną i pop, a także rozbudowane harmonie, współbrzmienia ludzkich głosów, silne akcenty dynamiczne itp. Niektóre kawałki Rubika mi się melodycznie podobają, ale gdy dotrze do mnie warstwa tekstowa, to cały czar pryska.

        A kostkę Rubika kiedyś bardzo lubiłem układać. Do tej pory mam w domu 3 egzemplarze - jedna miniaturowa, właściwie nie nadająca się do układania, bo ma duże opory tarcia wskutek nierównomierności scianek elementów, druga zwyczajna z jakiegoś kiosku i trzecia, nasmarowana smarem silikonowym, poruszająca się niemal samodzielnie. W czasach gdy kostka Rubika pojawiła się na Węgrzech kolega przywiózł ją z wycieczki do Budapesztu i wypożyczył nam (mnie i drugiemu koledze) do rozgryzania. Nie było wtedy jeszcze żadnych dostępnych nam opracowań na jej temat i do tych kilku elementarnych ruchów, których znajomość jest niezbędna do szybkiego ułożenia dochodziliśmy metodą prób i błędów przez dość długi czas. Udało się, choć pamiętam, że na początku przynajmniej kilka razy odklejaliśmy kolorowe nalepki, a potem przekładaliśmy wydłubane elementy kostki, by mieć ją w stanie ułożonym, sprzyjającym analizie skutków przemieszczania warstw względem siebie.

        Gdybym miał podjąć decyzję, którego Rubika bardziej lubię, to chyba jednak wybrałbym Ernő Rubika. wink Bez niego i jego kostki świat byłby znacznie uboższy niż bez tych kilku oratoriów. Tak mi się wydaje.
        • grgkh Post scriptum 23.10.07, 18:07
          Umknęło mi coś, co powinienem dodać na końcu...

          Nie wiem jak Was, ale mnie czasem dość mocno wkurza, gdy ludzie, raz tworząc coś wartościowego, a innym razem zwykłą chałę, z wielkim zadęciem i hukiem "poświęcają" to Nadistocie, której nie ma. Kojarzy mi się to z najzwyklejszym, ckliwym infantylizmem. Usuwam się na bok. Nie chcę ich urazić swoją opinią na ten temat. I wtedy już nie jestem pewien, czy to jest z mojej strony przejaw tolerancji czy raczej tchórzostwa w wyrażeniu zdania, na które to wyrażanie mam jednak trochę chęci.
          • by_luty10 Re: Post scriptum 24.10.07, 14:25
            grgkh napisał:

            > Nie wiem jak Was, ale mnie czasem dość mocno wkurza, gdy ludzie,
            raz tworząc co
            > ś wartościowego, a innym razem zwykłą chałę, z wielkim zadęciem i
            hukiem "poświ
            > ęcają" to Nadistocie, której nie ma.

            wiem, ze pisanie slow 'Boga nie ma', sprawia Ci wyjatkowa
            przyjemnosc, ale...gdybys troche sie zastanowil, to wiedzial bys, ze
            zaden racjonalnie i logicznie myslacy czlowiek takich slow by nie
            napisal, gdyz racjonalnie i logicznie myslacy czlowiek wie, ze nie
            wie, czy slowa te sa prawdziwe czy nie...

            z drugiej strony, czlowiek, ktory opowiada sie za istnieniem
            Nadistoty, jak slusznie sie o tej Istocie wyraziles, ma do
            dyspozycji dwie opcje; moze powiedziec - wierze, ze Nadistota
            istnieje, albo - wiem, ze Nadistota istnieje...

            czyli, o Nadistocie mozna powiedziec tylko;
            nie wiem czy istenieje
            wierze, ze istnieje
            wiem, ze istnieje...

            • grgkh Re: Post scriptum 24.10.07, 18:29
              by_luty10 napisał:

              > wiem, ze pisanie slow 'Boga nie ma', sprawia Ci wyjatkowa
              > przyjemnosc,

              Wyjątkową przyjemność zawsze, a Ciebie też to powinno dotyczyć, sprawia mi pisanie prawdy. Otóż są dwa przeciwstawne twierdzenia: "Bóg istnieje" i "Bóg nie istnieje". Które wybierasz? To pierwsze? Jeśli je wybierasz, to MUSISZ się zgodzić na weryfikację jego prawdziwości. Ale Ty nie chcesz tego zrobić twierdząc, znów bezpodstawnie, że WIESZ, iż tego się nie da dowieść. To fałsz, kolego, bo ja LOGICZNIE dowodzę, że Bóg nie istnieje, gdyż w żaden sposób nie daje się dowieść Jego niezbędności, ani Jego istnienia z jakąkolwiek cechą, którą wy Mu przypisujecie. A więc, całkowicie obiektywnie, Boga nie ma. O, jak widzisz, WSZYSTKO co napisałem jest tak logiczne, że niczego nie potrafisz w moim rozumowaniu podważyć. A więc jest to prawda. wink

              > ale...gdybys troche sie zastanowil, to wiedzial bys, ze
              > zaden racjonalnie i logicznie myslacy czlowiek takich slow by nie
              > napisal, gdyz racjonalnie i logicznie myslacy czlowiek wie, ze nie
              > wie, czy slowa te sa prawdziwe czy nie...

              Nie obrażaj mnie i logiki, której używam. Możesz najwyżej o sobie powiedzieć, żeś z nią na bakier. Ale o takich ludziach mówi się gorzej niż tak jak Ty o mnie tu piszesz. wink Poza tym z nas dwóch, to ja jestem racjonalistą, a racjonalistów jest naprawdę wielu i każdy z nich, teoretycznie, mógłby coś takiego twierdzić.
              Ciebie boli to, że ktoś ma inne zdanie niż dogmatyczne, Twoje. Rozumiem to. To może boleć, ale to nie powód, by o sobie mieć tak wysokie mniemanie.

              > z drugiej strony, czlowiek, ktory opowiada sie za istnieniem
              > Nadistoty, jak slusznie sie o tej Istocie wyraziles, ma do
              > dyspozycji dwie opcje; moze powiedziec - wierze, ze Nadistota
              > istnieje, albo - wiem, ze Nadistota istnieje...

              A coż to za dziwne pojęcie "wierzyć"? Czy zastanowiłeś się, co to oznacza? Ja wątpię we wszystko, bo nikt, nigdy, żaden człowiek, żadna istota nie ma prawa wiedzieć czegoś co odnosi do świata zewnętrznego na pewno. Ale Ty "wiesz" i nazywasz to fałszywie "wiarą". Pewność nazywasz niepewnością. Co za piramidalna bzdura. Co za nonsens. Pomyśl nad tym, a nie powtarzasz idiotyzmy sklerotycznych teologów, ubrane w sofistyczne szaty.

              Kolego... Wierzyć, w Twojej wersji, to mieć rację, choć nie wiadomo, czy się ją ma. Czy nie widzisz, że to jest zdanie sprzeczne? Proponuję Ci maleńki zabieg. Przestań wierzyć i jeden raz zwątpij. Jeden, jedyny raz. I wtedy zażądaj weryfikacji prawdziwości swojego dogmatu. W końcu Bóg ma coś wspólnego ze światem zewnętrznym, a więc DLACZEGO NIE CHCESZ SPRAWDZIĆ, CZY ON ISTNIEJE? Sprawdź to, najpierw logicznie. Jeśli to zrobisz rzetelnie, natychmiast okaże się, że istnienia jakigokolwiek boga nie daje się obronić.

              Jedyne co istnieje, to jeden, jednolity świat zewnętrzny w stosunku do świadomości każdego z nas. Wszystkie elementy świata zależą od siebie nawzajem, a my możemy - znów jedynie i nic więcej - odkrywać zależności między nimi. I niczego więcej nie ma. Nie ma "nadprzyrodzenia" jest "przyrodzenie" czyli przyroda, świat. Tylko.

              > czyli, o Nadistocie mozna powiedziec tylko;
              > nie wiem czy istenieje
              > wierze, ze istnieje
              > wiem, ze istnieje...

              Nadistota-Kreator nie istnieje. Czy wiesz dlaczego? Ponieważ świat powstał SAM! Nie można uzasadnić istnienia Kreatora potrzebą stwarzania świata, "ponieważ nic samo nie może powstawać". Jeśli by tak było, to i Kreator "sam nie mógłby powstać". Amen. Bóg umarł zanim się narodził. Bóg nie istnieje (poza urojeniem w niektórych głowach). A urojenia mają różną postać, a to krasnala, a to Zeusa i Hery, a to małych zielonych ufoludków... I wszystkim rojącym, wydaje się, że mogą sobie bezzasadnie "wierzyć", czyli być pewnymi, że mają rację. Para-logiczny bezsens.

              Luty, bądź mężczyzną. Stań do pojedynku. Udowodnij, że nie mam racji. smile))
              • by_luty10 Re: Post scriptum 24.10.07, 21:56
                napisze raz jeszcze, bo widze, ze nie dotarlo...

                zaden czlowiek nie moze powiedzieciec, ze Boga nie ma, nie
                wystawiajac swojej logiki na smiesznosc...

                O Bogu mozemy powiedziec, ze wierzymy iz jest, nie wierzymy, mamy
                nadzieje, powiatpiewamy itd itp...

                mozemy tez powiedzieciec, ze wiemy, ze Bog jest...i nie bedzie to
                zdanie sprzeczne z logika...


                Pewność nazywasz niepewnością. Co za piramidalna bzdu
                > ra. Co za nonsens. Pomyśl nad tym, a nie powtarzasz idiotyzmy
                sklerotycznych te
                > ologów, ubrane w sofistyczne szaty.


                nie naleze do zadngo kosciola ani nie wyznaje zadnej religii, wiec
                nie wiem skad u Ciebie pewnosc, ze powtarzam czyjes idiotyzmy...
                pewnie z tego samego zrodla jak ta Twoja pewnosc, ze Boga nie ma...
                • grgkh Re: Post scriptum 24.10.07, 23:53
                  Miło mi, że nie wyznajesz żadnej religii, ale wcale nie oznacza to,
                  ze przez to mam Cię traktować ze specjalnymi przywilejami.

                  Zrób to co ja. Potraktuj mnie jako całkowicie wirtualny byt. W
                  związku z tym nie da się mnie w żaden sposób obrazić i nie uda Ci
                  się wyłączyć u mnie działania logiki. Sytuacja sprowadza się do
                  pojawienia się, naprzeciw siebie, dwóch tez. Od tej pory to nie my
                  się spieramy o to, która jest prawdziwa (przeczą sobie, a więc druga
                  musi być fałszywa). To one konkurują, przy naszej pomocy, o
                  wyjaśnienie tej wątpliwości.

                  Prosiłem Cię, żebyś "był mężczyzną". smile To taki skrót myślowy.
                  Chodzi o rzetelne doprowadzenie naszej dyskusji do jakiegoś finału.
                  Nie wolno nam ignorować argumentów oponenta. Jeśli Ty pozostawiasz
                  moje tezy bez odpowiedzi, to jednoznacznie zgadzasz się, że są one
                  słuszne i wydaje mi się, że to jest zgodne z elementarnymi zasadami
                  dyskutowania. Rezygnacja (Twoja lub moja w przyszłości) może być
                  traktowana jako rejterada oraz poddanie swojej koncepcji.

                  A teraz wróć do treści mojego poprzedniego postu, który zawiera
                  wszystkie niezbędne elementy twierdzenia, że bóg nie istnieje. To,
                  czego Ci brakuje, jeśli wskażesz, uzupełnię.

                  Zgodnie z tymi ustaleniami, uczciwymi i chyba jasnymi dla Ciebie,
                  uważam, że Ty swoją koncepcję poddajesz. Czy dobrze to odczytuję?

                  Z Twojego bieżącego postu odniosę się tylko do jednego fragmentu, co
                  do którego wydaje mi się, że domyślam się przyczyny Twojego błędu.

                  by_luty10 napisał:

                  > mozemy tez powiedzieciec, ze wiemy, ze Bog jest...
                  > i nie bedzie to zdanie sprzeczne z logika...

                  Napisałem wcześniej, ze bóg jest urojeniem. Znaczy to tyle, że on
                  istnieje TYLKO w ludzkich umysłach. Ty natomiast twierdzisz, że
                  obiektywnie, w zewnętrznym i wspólnym dla nas świecie jesteś w
                  stanie ROZPOZNAĆ jakiegoś boga. Jakiego? Czym on jest? Zapewne nie
                  wiesz. Prawdopodobnie nie wiesz, skąd miałbyś zaczerpnąć wiedzę o
                  tym, jakim w ogóle jest bóg. I właśnie o to chodzi. Brak definicji
                  unicestwia bogów, każdego z osobna i wszystkich naraz. I rzecz
                  najważniejsza... Twoje wewnętrzne odczucie istnienia boga
                  przypisujesz całkowicie zewnętrznemu światu. Świat zewnętrzny jest
                  wyłącznie strumieniem informacji i żadnego boga z niego nigdy nie
                  uda się wyodrębnić. Ten strumień jest jednolity i niepodzielny, bo w
                  całości składa się nań wyłącznie informacja. Reszta, to model świata
                  w Twojej i mojej głowie. I w tych modelach mogą się pojawiać różnego
                  rodzaju hipotezy i urojenia. Tylko poprzez racjonalne myślenie i
                  bezwzględnie respektowaną zasadę sprawdzania prawdziwości można
                  osiągnąć model, który będzie możliwie dokładnie odpowiadał sumie
                  informacji z naszego otoczenia. Który będzie się składał ze
                  zweryfikowanych elementów.

                  Posumujmy to, a Ty się skup i staraj się to zrozumieć.

                  Są dwa obiekty: (1) mózg, który buduje dla siebie model świata (z
                  bogiem lub bez niego) oraz (2) świat zewnętrzny (źródło wszystkich
                  informacji). Jeśli mówisz o istnieniu boga, to nie mówisz o jego
                  istnieniu w świecie zewnętrznym, ale w modelu świata, który Ty sobie
                  wyobraziłeś. Logicznie bóg jest dla modelu swiata zbędny i dlatego
                  NIE ISTNIEJE.

                  My jesteśmy wobec świata zewnętrznego całkowicie bierni i nie
                  jesteśmy w stanie niczego mu narzucić, nic zmienić w sposobie jego
                  działania. Możemy przeprowadzać konkretne eksperymenty, które de
                  facto są tylko próbą innego, sprzyjającego nam odbioru informacji i
                  pomagają w wypełnianiu białych plam naszego modelu świata.
                  Rozumiesz? Niezależny świat i zależny odbiornik, który jeśli ma oczy
                  to coś zobaczy, a jeśli ma uszy, to usłyszy, a jeśli nie ma nic, to
                  świata zewnętrznego w ogóle dla niego nie ma. Tak jak nie ma tego
                  świata dla tego jednego głuchego i ślepego biedaka, tak samo nie ma
                  boga dla nas wszystkich, a przyczyna braku boga wynika z tego
                  głównie, że nie potrafimy go jednoznacznie zdefiniować.

                  Boga naprawdę nie ma. Tak jak krasnali. Choć na kartkach książek oba
                  te twory, poza modelem świata można sobie umieszczać. A jednak nie
                  wolno nam fikcji książkowej mylić z obrazem świata powstającym
                  wyłącznie pod wpływem informacji o świecie.

                  Boga nie ma. Choćbyś nie wiem jak się wysilał, nie potrafisz tego
                  DOWIEŚĆ, a zaniechać dowodu Ci nie wolno, bo sprawa dotyczy świata,
                  źródła naszych informacji, a więc wśród tych informacji musielibyśmy
                  precyzyjnie zdefiniowanego boga szukać.

                  Amen. smile))
                  • by_luty10 Re: Post scriptum 26.10.07, 11:17
                    nie dyskutuje tu o istnieniu czy nieistnieniu Boga, wtracilem tylko
                    swoja uwage...

                    czlowiek nigdy nie bedzie mogl powiedzieciec - Boga nie ma, gdyz
                    nigdy nie osiagnie takiej wiedzy, by miec co do tego pewnosc...
                    mowie tu o wiedzy naukowej, wiedzy, ktora opiera sie na pieciu
                    ludzkich zmyslach i ludzkim umysle, ktory choc gienialny, to jednak
                    ograniczony do paru tych zmyslow...tu masz racje, ze swiat jest
                    tylko urojeniem naszych zmyslow i te marginalna jego czesc jaka
                    mozemy poznac, bierzemy za calosc...jednak jak pewnie pamietasz ze
                    szkoly, swiat odkrywal przed czlowiekiem swoje tajemnice, a moze
                    raczej, czlowiek wydzieral mu te tajemnice i stawal oko w oko z
                    jeszcze wiekszymi tajemnicami...kiedys uznawano Ziemie za centrum
                    swiata, pozniej nasz Uklad Sloneczny byl takim centrum, jednak
                    wkrotce okazalo sie, ze wszechswiat jest ogromny i Ziemia, a zatem i
                    czlowiek, jest jego mikroskopijna czastka...otoz wszechswiat jest
                    czescia wiekszej jeszcze calosci i porzadek jaki tu widzimy i
                    tworczosc, sa odbiciem porzadku i tworczosci istniejacej poza
                    granicami naszego wszechswiata, a jak nazwiesz te pozaswiatowa
                    instancje, to juz Twoja sprawa...a co ciekawe, poza ta pozaswiatowa
                    instancja istnieje nastepna instancja, ale komu to moze pomiescic
                    sie w glowie...?
                    • grgkh Teoria Wszystkiego 26.10.07, 16:36
                      Wydaje mi się, że nienajlepiej szło mi przekazanie tego, o co mi
                      chodzi. Trudno, nie przeskoczę tego. Ale też jest inna możliwość, to
                      Ty zamykasz się na uwolnienie się od skazy pewnym stylem myślenia.
                      Spróbuj założyć, że to o to chodzi i czytaj...


                      Od małego patrzymy na świat, który jawi nam się jako pewnego rodzaju
                      nieskończoność. W przestrzeni. W czasie - przed i po
                      teraźniejszości. W zasadach jego działania.

                      Pierwsze i drugie jest zrozumiałe, bo mamy ograniczony dostęp do
                      informacji o świecie i zdarzeniach, a także bardzo ograniczone
                      możliwości jej przetwarzania mózgiem.

                      A co to są te zasady działania świata?

                      Ponieważ Wszechświat działa niechaotycznie, co potwierdza
                      powtarzalność reguł, których wyniki analizuje nasz mózg więc mamy
                      prawo uważać, że takie uniwersalne reguły istnieją i szukać ich. Na
                      początek robi to automatycznie i w sferze podświadomej sam mózg.
                      Potem w sferze świadomej wyodrębniamy w pewnych kontekstach
                      konkretne, dotyczące tych kontekstów, reguły. Na przykład,
                      zauważamy, że wszystko spada z góry na dół, więc podejrzewamy, że
                      istnieje jakaś siła. Nadajemy jej nazwę - siła grawitacji i szukamy
                      sformalizowanych matematycznie lub logicznie zależności, które
                      mogłyby tę powtarzalność jej istnienia już nie tylko rejestrować,
                      ale i przewidywać.

                      W ten sposób, fragmentami, konstruujemy fizyczny opis całego świata,
                      ale wciąż podejrzewamy, że ponieważ te fragmentaryczne zasady nie
                      kolidują ze sobą, nie unieważniają się w nieprzewidywalnych dla nas
                      sytuacjach, to MUSZĄ one mieć jakieś jedno wspólne, koordynujące je
                      ze sobą, źródło.

                      I to jest bardzo ważne stwierdzenie. Brak kolizji zasad - źródło
                      MUSI być jedno. A więc fizyka Wszechświata MUSI być jedną fizyką,
                      natomiast nasze rozpoznawanie pewnych reguł dotyczy kontekstów, w
                      których na całość wszechświata patrzymy.

                      Ale z tego wynika jeszcze jeden wniosek i to jest to, co nas różni w
                      tej dyskusji. Zastanów się nad tym... Otóż NIE MOŻE ISTNIEĆ ŻADNA
                      INNA ZEWNĘTRZNA ZASADA, KTÓRA INGEROWAŁABY W FIZYKĘ.

                      Czy to rozumiesz? Jeśli jest coś w świecie na zewnątrz nas, co ktoś
                      nazwał (sam dla siebie, bo mu się tak wydało) bogiem czy jakoś
                      podobnie, to to coś musi być integralną częścią fizyki. Jeśli
                      pierwotni ludzie pioruny uważali za coś nadprzyrodzonego, to
                      tworzyli tę kategorię, bo opis "matematyczny" wymykał się ich
                      poznaniu. Faktycznie nie było w tym niczego "spoza" świata. To "coś"
                      było tylko ich niewiedzą, ich nieumiejętnością sformalizowania
                      zauważanego zjawiska.

                      Wtedy nie istniały definicje nauki i racjonalizmu, a fikcja, czyli
                      nieweryfikowane tezy, była swobodnie mieszana z tym co ludzkość
                      zaczynała rozpoznawać. Dzisiaj w sytuacji naszych pierwotnych
                      przodków są... dzieci. To co mówimy o dojrzałości i dorobku
                      cywilizacyjno-kulturowym dotyczy ludzkości jako całości, ale
                      niestety nie dotyczy każdego z nas. Jesteśmy różni. Część z nas w
                      tej kategorii na zawsze pozostaje dziećmi, bo nie potrafi odrzucić
                      magii, jako czegoś, co NA PEWNO nie występuje jako element opisu
                      świata.

                      Podsumujmy. Fizyka jest jedna. Świat jest jeden. Cokolwiek by się
                      pojawiło, cokolwiek byśmy zauważyli (zwróć uwagę na bierną stronę
                      naszego udziału w tym) należy do tej jednej fizyki i jednego świata.

                      Rozumiesz? Nie ma nic innego. Wyodrębnionego. Nie ma, bo my nie
                      jesteśmy w stanie tego rozróznić, a także stan uporządkowania reguł
                      wskazuje, że wszystkie pochodzą z jednego źródła.

                      Fizykę rozpoznajemy od tyłu. Na podstawie pewnych elementów
                      pochodnych (rózne prawa fizyczne) staramy się odtworzyć reguły
                      główne, z których te pochodne się wyłaniają. Bez brzytwy Ockhama nie
                      moglibyśmy w ogóle skonstruować spójnego obrazu fizyki. Fizyki,
                      czyli matematycznego modelu opisu informacji o Wszechświecie,
                      którego cząstka jesteśmy. I tu znów powinniśmy zwrócić uwagą na to,
                      czego własciwie szukamy. Czego?

                      Nie świata. On jest. Szukamy jego OPISU!!!

                      Moglibyśmy sobie wyobrazić, że jesteśmy komputerową symulacją
                      wszechświata. Co to dla nas zmienia?

                      Działający Wszechświat działa tylko tak jak mu pozwalają na to pewne
                      zasady, nasza fizyka. A tak naprawdę, ponieważ są to reguły
                      matematyczne, to wszystko razem wzięte, ta cała fizyka jest
                      algorytmem. Algorytm, to sformalizowana reguła przetwarzania
                      informacji. Przecież do naszych mózgów dociera właśnie informacja,
                      jakoś uporządkowana, choć tego porządku oczami i uszami nie
                      dostrzegamy na poziomie elementarnym. Powtórzmy - reguła, ten
                      algorytm są jednością, nie podlegajacą zakłóceniom i ingerencji
                      zewnętrznej.

                      A więc dla naszego zewnętrza, dla całości Wszechświata jest
                      całkowicie obojętne, czy w konkretnym przypadku, w tym, w którym my
                      tu ze sobą rozmawiamy jest to symulacja, czy "oryginał". Dlaczego?
                      Ponieważ te same założenia, te same reguły, ten sam algorytm, ta
                      sama fizyka, muszą prowadzić do identycznej historii. A my szukamy
                      tylko tej REGUŁY. Nie szukamy zewnętrznego kontekstu dla
                      Wszechświata, nie szukamy symulatora, w którym się to wszystko
                      dzieje i Kreatora, który mógłby zainicjować "historię" Wszechświata,
                      bo to z samej zasady JEST NIEMOŻLIWE. Kreator i symulator NIE MA
                      ŻADNEGO wpływu na sam algorytm, a naszym zadaniem jest znalezienie
                      algorytmu.

                      Jeśli takich symulatorów z naszym Wszechświatem istnieje poza nim
                      nieskończenie wiele, to one wszystkie są IDENTYCZNE. We wszystkich
                      rozmawiamy tak samo jak tu. One są TOŻSAME. Ten sam algorytm zawsze
                      będzie dawał te same skutki. Losowość, "przypadkowe fluktuacje" -
                      moim zdaniem - są bzdurą, bo przeczą zasadzie, że informacja o
                      świecie, którą odbieramy świadomością jako sam świat, jest SKUTKIEM.
                      Skutek musi mieć przyczynę. Przyczyną jest algorytm, fizyka.

                      W tym wszystkim nie ma miejsca dla bożka, który
                      cokolwiek "nadprzyrodzonego" robi, który się "angażuje" w coś, z
                      jakąś motywacją. Jeśli tak na to patrzeć, odrzucając skazę
                      antropocentryzmu i infantylizmu, spoza wnętrza umysłu człowieka, to
                      można powiedzieć: BÓG NIE ISTNIEJE. Nie istnieje jako element
                      fizyki, jako element algorytmu, jako element świata. Jest urojeniem.

                      I co o tym myślisz?

                      Nie piszę tego, by Cię przekonać, a Ty moich poglądów nie muszisz
                      przyjmować jako prawdziwe. Nie potrzebuje tego. Przedstawiam te
                      poglądy, by poddać je krytyce, by się upewnić, czy nie popełniam
                      gdzieś błędu, czy nie ma w nich jakiejś luki. Jeśli coś takiego
                      zauważysz, to chętnie o tym pogadam.

                      To co napisałem powyżej jest kolejną, nie wiem już którą wersją, ale
                      to, że właśnie tak to brzmi, wynika z rozmów, które między innymi na
                      tym forum prowadzę z innymi.

                      I tyle.
                      • by_luty10 Re: Teoria Wszystkiego 26.10.07, 18:46
                        grgkh napisał:

                        > Ale z tego wynika jeszcze jeden wniosek i to jest to, co nas różni
                        w
                        > tej dyskusji. Zastanów się nad tym... Otóż NIE MOŻE ISTNIEĆ ŻADNA
                        > INNA ZEWNĘTRZNA ZASADA, KTÓRA INGEROWAŁABY W FIZYKĘ.
                        >
                        > Czy to rozumiesz? Jeśli jest coś w świecie na zewnątrz nas, co
                        ktoś
                        > nazwał (sam dla siebie, bo mu się tak wydało) bogiem czy jakoś
                        > podobnie, to to coś musi być integralną częścią fizyki.

                        zgadzam sie w 100%...to 'cos' jest integralna czescia fizyki...
                        to 'cos' jest kazdym atomem, kazdym prawem i zasada, kazdym
                        zjawiskiem, ktore zachodzi w naszym wszechswiecie...wszystko co
                        widzisz jest tym 'czyms'...i raz ustanowione fizyczne reguly nie
                        podlegaja zmianie...nasz fizyczny wszechswiat jest 'cialem'
                        tego 'czegos', ale cialo, to jeszcze nie wszystko...np Ty, gdybys
                        byl samym tylko cialem, bylbys...no powiedzmy tylko cialem, ale bez
                        ciala, tez nie bylbys grgkh...smile
                        • grgkh Re: Teoria Wszystkiego 26.10.07, 19:59
                          by_luty10 napisał:

                          > grgkh napisał:
                          >
                          > > Ale z tego wynika jeszcze jeden wniosek i to jest to,
                          > > co nas różni w tej dyskusji.
                          > > Zastanów się nad tym... Otóż NIE MOŻE ISTNIEĆ ŻADNA
                          > > INNA ZEWNĘTRZNA ZASADA, KTÓRA INGEROWAŁABY W FIZYKĘ.
                          > > Czy to rozumiesz?
                          > > Jeśli jest coś w świecie na zewnątrz nas, co ktoś
                          > > nazwał (sam dla siebie, bo mu się tak wydało) bogiem czy jakoś
                          > > podobnie, to to coś musi być integralną częścią fizyki.
                          >
                          > zgadzam sie w 100%...to 'cos' jest integralna czescia fizyki...
                          > to 'cos' jest kazdym atomem, kazdym prawem i zasada, kazdym
                          > zjawiskiem, ktore zachodzi w naszym wszechswiecie...wszystko co
                          > widzisz jest tym 'czyms'...i raz ustanowione fizyczne reguly nie
                          > podlegaja zmianie...nasz fizyczny wszechswiat jest 'cialem'
                          > tego 'czegos', ale cialo, to jeszcze nie wszystko...np Ty, gdybys
                          > byl samym tylko cialem, bylbys...no powiedzmy tylko cialem,
                          > ale bez ciala, tez nie bylbys grgkh...smile

                          A miałeś odrzucić antropocentryzm... wink

                          My nie jesteśmy ważni, ani nie jesteśmy uniwersalnym "sposobem"
                          oglądania świata. Nasze ciało jest nieistotne. Nieważna jest nasza
                          świadomość. Cel jest jeden - znaleźć prawdę, jak to wszystko działa.

                          Nie istnieje Grgkh. To chwilowy stan przestrzeni, w której znajduje
                          się koncentrator strumienia informacji o Wszechświecie. Ludzkie
                          umysły są jak kadry filmu (albo czarno-białego, albo kolorowego),
                          ale względnego, zależnego od swojej historii, od formującego ją
                          programu, który jest częścią fizyki świata. Nasze myśli są jeszcze
                          bardziej ulotne, tymczasowe, zależne od zasobów pamięci i bieżącego
                          wpływu otoczenia. Gdy zasypiamy, zamierają tymczasowo, gdy umieramy,
                          nikną na zawsze, gdyż niknie potencjalne ich źródło.

                          Ułuda. NIE JESTEŚMY NICZYM PONAD TĄ SAMĄ INFORMACJĘ, KTÓRA TWORZY
                          WSZYSTKO W NASZYM WSZECHŚWIECIE. Nie jesteśmy niczym wyróżnionym i
                          naszym myślom też NIE WOLNO nadawać wyróżnionego znaczenia. To
                          antropocentryzm. Odrzuć go.

                          A gdy to zrobisz, staniesz wobec samego, czystego algorytmu. A w nim
                          boga nie ma. A więc w ogóle bóg - żaden!!! smile - nie istnieje.

                          A przecież za bogami staje zawsze religijny koncern, którego celem
                          jest władza nad ludźmi. A więc bądźmy racjonalni, rozumiejmy źródło
                          zbędnej bajki.
                • watanabe.miharu Re: Post scriptum 27.10.07, 16:30
                  by_luty10 napisał:

                  > napisze raz jeszcze, bo widze, ze nie dotarlo...
                  >
                  > zaden czlowiek nie moze powiedzieciec, ze Boga nie ma, nie
                  > wystawiajac swojej logiki na smiesznosc...

                  Nie ma boga. I prosze, możesz się śmiać, mnie to luźno zwisa.
                  Dyskusja czy bóg jest czy nie, ma być uprawomocniona z tego tylko powodu, że
                  pojęcie boga ktoś kiedyś wymyslił? (boga jako pewną ideę). Dlaczego mamy
                  udowadniać, że jakieś tam czyjeś wymyślone coś istnieje czy nie? A gdyby -
                  załóżmy - nikt nigdy w całej historii ludzkości nie wpadłby na pomysł, że
                  istnieje jakaś nadistota? Oczywiście zdarzyło się inaczej, jest was liczna
                  grupa, która wierzy w tę nadistotę, to sobie wierzcie. Ale śmiesznym jest,
                  byście innych przekonywali (używając tak wielkich słów jak "logika"), że macie
                  rację, a my nie. Ja se też mogę wymyślić na poczekaniu podobne nonsensy, ale nie
                  będę wymagać od reszty, by roztrząsali prawdziwość tychże urojeń.
                  • by_luty10 Re: Post scriptum 27.10.07, 17:35
                    watanabe.miharu napisała:

                    > Nie ma boga. I prosze, możesz się śmiać, mnie to luźno zwisa.

                    A gdyby -
                    > załóżmy - nikt nigdy w całej historii ludzkości nie wpadłby na
                    pomysł, że
                    > istnieje jakaś nadistota?

                    jezeli tak by bylo, to ja bym byl pierwszym czlowiekiem w historii
                    ludzkosci, ktory powiedzialby z cala swiadomoscia i
                    odpowiedzialnoscia - istnieje sila wobec nas transcendentalna...

                    czlowiek Boga nie wymyslil, to mozg czlowieka rozwinal sie na drodze
                    ewolujcji do takiego poziomu, ze czlowiek mogl Boga rozpoznac...
                    nasze mozgi roznia sie jednak, i tak jak nie wszystkie zdolne sa do
                    nauki wyzszej matematyki, edukacje konczac powiedzmy na logarytmach,
                    tak w sferze rozpoznania Boga nie wszyscy sa geniuszami...ludzie w
                    decydujacej wiekszasci przeczuwaja Boga, ale i to nie wszyscy, sa
                    jednak tacy, ktorzy nie musza na temat Boga gdybac...

                    koncepcja Boga musiala sie narodzic, problem jest sposob, w jaki sie
                    o Bogu mowi...jezyk, ktorym poslugiwal sie czlowiek aby wyrazic to
                    co niewyrazalne, byc moze dobrze sluzyl ludziom pare tysiecy lat
                    temu, ale jego archaizm i trzymanie sie scisle litery, wywoluje u
                    wspolczesnego czlowieka usmiech politowania, co jest moim zdaniem
                    bardzo zrozumiale...dodajac jeszcze manipulacje wszelkiej
                    masci 'ojcow' religii i zyski ciagniete z tego procederu powoduje, ze
                    czlowiek ma niechetny stosunek do Boga, a sam nie jest w stanie
                    go dojrzec, choc kazdy czlowiek ma otwarta do niego droge...


                    Oczywiście zdarzyło się inaczej, jest was liczna
                    > grupa, która wierzy w tę nadistotę, to sobie wierzcie. Ale
                    śmiesznym jest,
                    > byście innych przekonywali (używając tak wielkich słów
                    jak "logika"), że macie
                    > rację, a my nie. Ja se też mogę wymyślić na poczekaniu podobne
                    nonsensy, ale ni
                    > e
                    > będę wymagać od reszty, by roztrząsali prawdziwość tychże urojeń.
                    • watanabe.miharu Re: Post scriptum 27.10.07, 18:12
                      by_luty10 napisał:

                      > jezeli tak by bylo, to ja bym byl pierwszym czlowiekiem w historii
                      > ludzkosci, ktory powiedzialby z cala swiadomoscia i
                      > odpowiedzialnoscia - istnieje sila wobec nas transcendentalna...

                      Tak ci się zdaje teraz, bo już cię nauczono i wpojono od małego, że podobno
                      istnieje jakaś nadistota. Od dzieciństwa miałeś kontakt z ludźmi, którzy mówili
                      o bogu, stykałeś się z objawami kultu, religii, więc to, że sobie teraz powiesz,
                      że i tak byś sam na to wpadł, jest zabawne, ale pozbawione podstaw.
                      Może by tak było, a może nie. Ale ta twoja pewność jest rozbrajająca..

                      > > czlowiek Boga nie wymyslil, to mozg czlowieka rozwinal sie na drodze
                      > ewolujcji do takiego poziomu, ze czlowiek mogl Boga rozpoznac...

                      Taa jasne.. a gruszki rosną na wierzbie..
                      A przyszło ci może do głowy - skoro już gadamy o mózgu, takie pseudonaukowe
                      wywody - że może wy, wierzący, macie jakąś dziwną skazę w mózgu.
                      Jakieś tkanki się zdegenerowały i widzicie np. Jana Pawła w płonącym ognisku,
                      Marię w zaciekach na brudnej szybie, i sądzicie, że bóg stworzył calutki
                      wszechświat. No?
                      • by_luty10 Re: Post scriptum 27.10.07, 18:34
                        watanabe.miharu napisała:

                        > by_luty10 napisał:

                        > Tak ci się zdaje teraz, bo już cię nauczono i wpojono od małego,
                        że podobno
                        > istnieje jakaś nadistota. Od dzieciństwa miałeś kontakt z ludźmi,
                        którzy mówili
                        > o bogu, stykałeś się z objawami kultu, religii, więc to, że sobie
                        teraz powiesz
                        > ,
                        > że i tak byś sam na to wpadł, jest zabawne, ale pozbawione podstaw.
                        > Może by tak było, a może nie. Ale ta twoja pewność jest
                        rozbrajająca..

                        nie mialem religijnych ciagat...masz racje, ze we wczesnym
                        dziecinstwie uczeszczalem do kosciola, ale moje rodzina nigdy nie
                        byla religijna...juz w podstawowce 'udowadnialem', ze Boga nie ma...
                        pozniej wierzylem tylko w nauke, ha i dalej wierze...czlowiek musi
                        kazda swoja wiedze opierac na nauce, tej racjonalnej...nie wolno dac
                        sie wciagnac w zadne paranaukowe zwidy...trzeba bardzo mocno stapac
                        po ziemi...
                        >

                        >
                        > Taa jasne.. a gruszki rosną na wierzbie..
                        > A przyszło ci może do głowy - skoro już gadamy o mózgu, takie
                        pseudonaukowe
                        > wywody - że może wy, wierzący, macie jakąś dziwną skazę w mózgu.
                        > Jakieś tkanki się zdegenerowały i widzicie np. Jana Pawła w
                        płonącym ognisku,
                        > Marię w zaciekach na brudnej szybie, i sądzicie, że bóg stworzył
                        calutki
                        > wszechświat. No?
                        >
                        ja na to patrze z poblazaniem, byc moze dlatego, ze te zacieki
                        na szybach nie mojego domu i nikt nie zakloca mi spokoju...
                        gdyby taki jakis zaciek pokazal sie jednak, to umylbym szyby i po
                        krzyku...
                        • kociak40 Re: Post scriptum 27.10.07, 23:22

                          "czlowiek Boga nie wymyslil, to mozg czlowieka rozwinal sie na
                          drodze ewolujcji do takiego poziomu, ze czlowiek mogl Boga
                          rozpoznac..." - by_luty10

                          Bardzo dobre stwierdzenie, też tak uważam. Samo wyobrażenie Boga
                          jest tak róznorodne, że można powiedzieć, że jest indywidualne dla
                          człowieka. Jakiś filozof dał taki przykład - idziemy przez pole i
                          zobaczyliśmy kamień, mógł tam być zawsze, ale jeśli zobaczymy np.
                          zegarek, to wiemy, że musiał być twórca. Człowiek gdy mógł zadać
                          sobie pytanie - "skąd się to wzieło?" stworzył religię. Pytanie jest
                          do dziś aktualne.
        • bloodysunday99 Re: Kostka Rubika 23.10.07, 18:30
          Moj rekord ulozenia kostki to ok. 1.5 min. Jak mozna to dziadostwo ulozyc w
          mniej niz 15 sekund, zostanie dla mnie wieczna tajemnica.
        • grzrzybek Re: Kostka Rubika 24.10.07, 13:11
          grgkh napisał:

          > dagmama napisała:
          >
          > > Ja tam lubie jego kawałki.
          >
          > Ja też lubię: muzykę klasyczną i pop, a także rozbudowane harmonie, współbrzmie
          > nia ludzkich głosów, silne akcenty d ynamiczne itp. Niektóre kawałki Rubika mi s
          > ię melodycznie podobają, ale gdy dotrze do mnie warstwa tekstowa, to cały czar
          > pryska.


          jak lubicie porządną muzykę sakralną, to polecam Bacha, Haendla, Mozarta, bo ten
          cały Rubik to przy nich jakiś pajac, moim skromnym zdaniem.
    • mma_ramotswe Re: Kostka Rubika 24.10.07, 14:57
      Paskudzka podmucha i przestanie boleć

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka