co robić?

27.10.07, 14:54
Od 10 lat jesteśmy małżeństwem. Moja żona zmuszona była poddać się operacji
usunięcia macicy. Jesteśmy wierzącymi i praktykującymi katoliokami. Spytałem
naszego proboszcza, jak ma wyglądać nasze życie intymne. Jeżeli celem
wsółżycia jest spłodzenie potomstwa, a na to nie mamy teraz szans, to czy
oznacza to, że uprawiając teraz sex będziemy żyli w grzechu? Proboszcz nie
odpowiedział na moje pytanie, mówił o nieskonczonym miłosierdziu bożym i że
nie znamy zamiarów stwórcy, ale odniosłem wrażenie, że spełniając obowiązek
małżenski będę grzeszył. Co mamy robić, do kogo zwrócić się o radę ?????
    • cytrynka123 Re: co robić? 27.10.07, 15:42
      Czy to nie podpucha?

      Jak pamietam, malzenswtwo zawiera sie w nadziei wspolnego zycia i
      otwarcia sie na potomstwo. Seks sluzy poglebianiu wiezi i
      popuszczeniu popedow w zdrowy sposob. czy dgybys okazal sie
      impotentem, to twoja zona nie moglaby juz Cie piescic, bos niezdolny
      do jej zaplodnienia? Trzymajac sie kurczowo obietnic skladanych na
      slubie, macie byc na dobre i na zle. Jezeli odrzucisz swoja zone w
      sypialni, popelnisz wiekszy grzech, niz 'zamkniecie sie' na 'zycie
      poczete'. Seks jest potrzebny rowniez dla zdrowia psychicznego i
      nigdzie nie ma zapisu, ze nie mozna sie kochac w malzenstwie, jezeli
      oboje tego chce i zadne przy tym nie cierpi. A wspomniany ksiadz, to
      jakis ciemniak. Formulki trzepie, ale podstaw psychologii nie zna.
      Podstaw swojej wiary rowniez nie.
    • dagmama Re: co robić? 28.10.07, 22:41
      Hm, też myślę, że podpucha.

      Ale załóżmy, że nie. Czy to nie patowa sytuacja, jak by rozważyć na
      zimno? Małżeństwo zawarte w dobrej wierze posiadania potomstwa.
      Potomstwa nie będzie. Czy bardziej "wierzące i praktykujące" będzie
      pozostanie w związku, czy wniosek o unieważnienie go? Czy mężczyzna
      powinien dążyć do utrzymania związku mimo wszystko, czy dążyć do
      zapłodnienia jako wypełnienia woli bożej?
      No cóż, mniej więcej wiem, co ja bym zrobiła, ale osoba wierząca?
      Ciężko.
    • wanda43 Re: co robić? 29.10.07, 07:50
      Hm, jak to dobrze, ze nie jestem katoliczką.Jak to dobrze,ze zadna religia na
      mnie nie oddzialywuje. Przynajmniej nie stwarzam sobie sama niepotrzebnych
      problemow.
      Jezeli to nie podpucha, to powiem ci czlowieku tak: skoro postanowiles zie
      ozenic, to zakladam,ze kochasz swoja zone. Jezeli ja kochasz, to jest
      naturalne,ze wspierasz ja w chorobie i jest naturalne,ze uprawiasz z nią sex.
      Nigdzie w Biblii nie znalazlam zakazu. Wrecz przeciwnie, jest zacheta do jego
      uprawiania, jest zacheta do gry wstepnej, do pieszczenia piersi zony i nic nie
      ma o tym, ze sex ma sluzyc tylko prokreacji.
      Ty sie nie z ksiedzem zeniles, zeby z nim tematy malzenskie poruszac, ale z
      ukochana kobieta. Wiec kochaj ja i niech ona kocha ciebie.
      Nie robcie sobie problemow tam, gdzie ich nie ma. Sex jest pieknym darem.
    • kapitan.kirk Bzdurki :-) 29.10.07, 09:27
      Podejrzewam, że albo wyssałeś wszystko z palca, albo spytałeś kogoś,
      kogo tylko przez pomyłkę wziąłeś za księdza wink Nauka Kościoła jest
      bowiem w tym miejscu zupełnie jasna - grzeszysz (w różnym oczywiście
      stopniu), jeżeli współżycie z druga osobą nie wypływa w miłości i
      jeśli celowo nie chcesz dziecka w wyniku tegoż aktu. W Twoim
      przypadku nie zachodzi ani jedno, ani drugie, jeżeli oczywiście się
      kochacie i nie "ubezpłodniliście" się celowo.
      Pozdrawiam
Pełna wersja