Dodaj do ulubionych

Polacy nie chcą budować nowych kościołów

24.07.08, 18:32
A co Ty sądzisz na ten temat? Oddaj swój głos
proca.pl/pokaz/1746/czy_polsce_potrzebne_sa_kolejne_koscioly
Obserwuj wątek
    • grgkh Niestety... 24.07.08, 21:27
      Niestety. Jesteśmy w mniejszości. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że choć dajemy mniej kasiory na budowę świątyń, to jednak dajemy.

      Dobrze, że wywołałeś ten temat. Zabierałem się do niego wczoraj, ale zrezygnowałem, bo w trakcie pisania poczułem bezradność i bezsiłę wobec oporu materii, czyli zjawiska, któremu nie potrafię się siłowo ani nijak inaczej przeciwstawić.

      Byłem na spacerze. Zszedłem po zboczu wzgórza, na którym jest zlokalizowane moje osiedle do dolinki z dwoma jeziorkami, a potem wdrapałem się na zbocze po przeciwnej stronie. Nie była to wspinaczka wysokogórska, boć przecież nad morzem mieszkam, w mieście portowym, ale ta przeze mnie opisana, pomorenowa konfiguracja terenu jest dość istotna dla tematu.

      Po drugiej stronie doliny, a może kotliny, też trwa gorączkowa akcja konstruowania kilku osiedli naraz. Ale na samym środku tej, wysoko położonej linii wzgórza, w miejscu, do którego zmierzała wyraźnie wydeptana, "moja" ścieżka, stał barak. Tak mi się wydawało. Widząc go z bliska musiałem skorygować pierwsze wrażenie. To był bardzo duży, złożony z kilku segmentów barak kapliczny. Z wznoszącym się nad nim krzyżem. Msze w niedziele o 10:30, 12:00 i 18:00.

      Obok druga, większa buda, coś jakby świetlica - sporo drzwi, jakichś tajemniczych pomieszczeń i mały tłumek ludzi. Wczoraj nie była niedziela. Co tam robili? Większość osób w wieku młodym, raczej przed trzydziestką, no może 35 lat. Może bym sobie radośnie podreptał dalej, ale pomiędzy tymi zabudowaniami dopstrzegłem około 4-metrowe rusztowanie, rodzaj wieży, z dość sporych rozmiarów dzwonem.

      Skoczę sobie w dygresję. Pracuję za trzy zmiany i czasem zdarza mi się konieczność spania w ciągu dnia, po przepracowanej nocnej zmianie, a bywa że i przed następną, kiedy to powinienem w bramie mojej firmy pojawić się wypoczęty. Takie wymagania względem pracownika, niezależnie od tego jak odpowiedzialną funkcję on pełni, nie są chyba niczym niezwykłym. Bez zbędnych szczegółów o mnie - możliwość wyspania się w dzień, wtedy kiedy to organizacyjnie mogę zrobić, jest moim obywatelskim przywilejem, tak samo jak dla wszystkich, którzy mają zarezerwowaną ciszę nocną i do zrepresjonowania zakłócających ją mogą wzywać policję lub straż miejską.

      Wracam do tematu. W ostatnią niedzielę, pomiędzy moimi nocnymi zmianami, po czterech godzinach snu od około 8:00 do 12:00, zostałem dość brutalnie wyrwany z krainy Morfeusza wzywaniem mnie na mszę świętą do nieodległej kaplicy. Mnie, ateistę, jakiś proboszczyna, nie pozwalający mi na elementarny wypoczynek, wzywa do modłów do nieistniejącego bożka. Nie muszę dodawać, bo chyba już to staje się jasne, że po tej mobilizacji mojej świadomości nie udało mi się zasnąć. Nie wiem, czy dlatego że im bardziej tego pragnąłem, tym bardziej narastało jakieś niezrozumiałe wkurzenie? A poza tym to jednak był środek dnia, światło słoneczne, dość wysoka temperatura nie pozwalająca na szczelne zamknięcie wszystkich okien i pewnie efekt rozregulowania zegara biologicznego związany z chaotycznym wcześniej rozkładem pór snu i czuwania...

      Wrócę do tematu jeszcze bliżej. Zagadałem do ludzi przykaplicznych, chcąc się dowiedzieć, co jest grane z ich pobożnością i jej materializacją w postaci działających przybytków organizacji Pana Boga.

      Czy będzie tu jakiś większy kościół? Tak. Gdzie? Poniżej kaplicy w stronę dolinki (bliżej mojego home, który coraz bardziej przestaje być castle). A czy ten kościół jest tu na pewno potrzebny? Oczywiście, przecież na tych osiedlach mieszka z 5000 (słownie: pięć tysięcy ludzi) i należy się im ta świątynia. [Tu muszę dodać, że około 20 minuut drogi w drugą stronę świata jest zajebiście potężny, niedawno postawiony przybytek świątynny]. A czy mieszkańcy muszą przychodzić modlić się właśnie tutaj, bo przecież podobno Bóg jest wszędzie? Tak, muszą, bo wtedy jest "właściwa atmosfera". A co będzie z dzwonem? Powstanie dla niego odpowiednia dzwonnica (pewnie okazała, bo dzwon ma prawie pół metrra średnicy).

      Dałem spokój kontynuacji rozmowy, gdyż po dalsze szczegóły zostałem odesłany do księdza proboszcza. Nie będę do niego chodził. Przynajmniej na razie.

      Poza tym spacer był bardzo przyjemny.

      Potem przyszły refleksje...

      W najbliższych latach nic się zasadniczo w mentalności Polaków nie zmieni, tak jak nie zmieniło się dotąd. Nie da się wyrwać ze świadomości społecznej szacunku dla... Pana Boga. Kler może dowolnie dużo nabrużdzić, ale i tak swoją funkcję przewodnika stada będzie sprawował. Kościoły będzie się budować _bo_ludzie_tego_potrzebują_! Potrzebują? Zawsze powstaje pytanie, co trzeba by ludziom dać zamiast religii. Potrzebują "czegoś", bo od dzieciństwa w tej rytualności tkwią i nie chce im się burzyć tego, co kojarzą z jakimiś przyjemnymi chwilami. Narzekają, że kler ich za bardzo łupi, więc dają mniej, ale dają i długo jeszcze będą dawać. Ale dają też wielcy sponsorzy - państwo i bardzo bogaci ludzie, poprzez firmy, które chcą sobie zaskarbić poparcie. Jak to mamy zmienić? No jak?

      Kolejne kościoły Polsce nie są potrzebne. Nawet Polakom nie są potrzebne, ale Polacy o tym nie wiedzą i nie dążą do tej wiedzy. Potrzebuje ich kler i będzie je budował, bo to jego pałace, fury, złote szaty, świadomość władzy kapłanów nad wielbiącym ich tłumkiem, a także czasem świetna okazja do wyżycia się za darmo seksualnie, bo kobiety lubią młodych, atrakcyjnych księży, a ci nie tylko je, ale i dzieci.

      Choć piszę to jakby zrezygnowany, ale ogłaszam to tutaj publicznie: ja swojej skóry za darmo nie oddam. Myślę o tym dzwonie. Nie żyjemy w średniowieczu i zobaczymy, co się w tej materii da zrobić. wink
      • krytykantka07 Re: Niestety... 24.07.08, 21:57
        Oczywiście, że nic się w mentalności Polaków nie zmieni. Dlatego
        zamiast walczyć z religią trzeba z niej zrobić oręż i zmusić kler
        aby postępował zgodnie z tym co głosi. Czyli ateiści muszą być
        lepszymi wyznawcami Jezusa niż katolicy. No i muszą znać Jego naukę,
        aby w rozmowie z katolikami pokonali ich siłą kleszych argumentów...
        • grgkh Re: Niestety... 24.07.08, 22:17
          Gdym przestając być dziecięciem, porzucał religię, przyjąłem dla siebie zasadę - być dobrym pomiędzy innymi. I choć mogłoby się wydawać, że pochodzi ona od religii, więc jej za to powinienem być wdzięczny, to nie jest to prawda. Jeśli taką zasadę można znaleźć i ustawić ponad religiami, a jest ona absolutnie dobra dla współistnienia w ogóle, to religia jest oczywiscie zbędna i tylko uzurpuje sobie na nią wyłączność. Tym gorzej dla religii i tym większym jest ona złem.
          • krytykantka07 Re: Niestety... 24.07.08, 22:26
            Owszem, ale zapominasz, że ludzie potrzebują religii. Traktują
            kapłanów jak mistrzów ceremonii dzięki którym uroczystości które ich
            dotyczą są wzniosłe i piękne w ich oczach, a oni są ważni. Czym
            chcesz to zastąpić? Widzisz moja koleżanka, która pracuje w
            Irlandii, aby wziąć ślub kościelny przyjechała do Polski, inna też
            mieszkająca w Irlandii dziecko przywiozła do Polski, żeby poszło do
            komunii. Dla ludzi nie jest ważne nic, co nie pozwala im przez jakiś
            czas poczuć się ważnymi a kler tę ich tęsknotę i pustkę wypełnia.
            Jak chcesz to zmienić? Walczac z religią, gdy kler był na tyle
            sprytny, że mówił wczesniej o prześladowaniach KK. No to teraz
            trzeba wyjaśnić dlaczego mają być przesladowania KK. Tylko dlatego,
            że kler odszedł od Jezusa i od korzeni chrześcijaństwa stwarzając
            sakrament pokuty i hierarchię w KK. Prześladowania KK mają
            przywrócić Kościół Jezusowy, w którym będzie Jezus a nie szatan.
            Pozdrawiam. Basia.
            • grgkh Re: Niestety... 24.07.08, 22:37
              krytykantka07 napisała:

              > Owszem, ale zapominasz, że ludzie potrzebują religii.

              Nie zapominam. Pojedyńczy ludzie są tworem ludzkiej kultury. W naszych umysłach roi się od wyobrażeń istot, z którymi prowadzimy dyskursy, zwierzamy się im, rozmawiamy z nimi, w rzeczywistości mając naprzeciwko siebie tylko siebie samego. Gdy zabraknie odpowiedniego dla nas otoczenia realnego, zaczynamy zbytnio uciekać w ten świat wewnętrzny, urojony, nierzeczywisty i tak rodzi się potrzeba "czegoś", czym może być na przykład religia.

              Gdy jesteśmy dobrze umocowani psychicznie, nie potrzebujemy erzaców, narkotyku, zagłuszacza bólu fizycznego lub umysłowego.
              • krytykantka07 Re: Niestety... 24.07.08, 22:41
                Ale potrzebujemy ceremonii i przeświadczenia że jesteśmy ważni.
                Szczególnie ludzie, którzy ważni nie są. Tu umocowanie psychiczne
                nie ma nic do rzeczy.
                • grgkh Re: Niestety... 25.07.08, 06:37
                  krytykantka07 napisała:

                  > Ale potrzebujemy ceremonii i przeświadczenia że jesteśmy ważni.
                  > Szczególnie ludzie, którzy ważni nie są. Tu umocowanie psychiczne
                  > nie ma nic do rzeczy.

                  Jest wiele przyczyn, dla których religia ma takie znaczenie jakie
                  obserwujemy. Ich suma decyduje o status quo.

                  Co do potrzeb rytuałów, to można je zaspokajać również poprzez
                  rytuały świeckie - stąd subkultury i kultury narodowe, etniczne itp.
                  Bóg jest zbędny, także i tutaj. W takich sytuacjach lubię
                  przywoływać przykład w większości ateistycznie żyjących Czechów,
                  którzy przecież nie różnią się od innych nacji na plus ani na minus.

                  Ludzie "nieważni", z kompleksami, to margines, w pewnym sensie
                  wychowani na takich przez społeczeństwo, a więc jest to pewnego
                  rodzaju patologia nie mogąca uzasadniać konieczności istnienia
                  religii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka