grzecznagrzeszna
11.11.04, 13:16
Tak się zdarzyło, że w ciagu ostatnich kilku lat zetknełam się z Ukraińcami.
Nie była to duza grupa ludzi - w sumie około 10 osób poznalam bliżej, reszta
z obserwacji.
Tam "kutura" zachodu (poza Kijowem - bardzo bogate i nowoczesne miasto)
dotarła tyle o ile, ale mniej niż do Polski. Dla mnie to było niesamowite,
zwlaszcza w relacjach damsko-męskich. Kiedy wchodzilam do gabinetu
profesora/doktora z Ukrainy - zawsze wstawał (szok!). Gdzie by polski
wykladowca wstał gdy wchodzi zwykła studentka!? Kumpel z roku (oczywiście
Ukrainiec) rwał się do pomocy zdjęcia kurtki gdy siadałam koło niego na
wykładzie (szok!?) - gdzie by polskiemu studentowi to do głowy przyszło!? Gdy
wchodził prowadzący na zajęcia, Ukraińcy wstali zdziwieni, że Polacy tego nie
zrobili. I jeszcze cała masa szczegółow i szczególików, takich zwykłych
drobiazgów.
W koncu kolezanka umówila się z jednym z przyjezdnych studentów z Ukrainy na
randkę. Wróciła w takim stanie, jakby zaraz miala się rozlać. Mówi, że facet
był tak szarmancki, tak "gentelmenski", że jej mowe odbierało i nie wiedziała
jak się zachować by nie wyjść przy nim na jakąś niewychowaną. Była zachwycona.
Ludzie, których opisuję są absolutnie na czasie, bardzo inteligentni i
wybitni, a jednocześnie, dla nas, Polaków jak nie z tej epoki.
I wiecie, co? Rozumiem, że postęp, że równouprawnienie, że rozwój, że szybko.
Ale kultura jaką znali nasi dziadkowie, pradziadkowie juz nie wróci, a byla
naprawdę piękna...