Dodaj do ulubionych

Socjalizacja

IP: 204.52.187.* 19.01.05, 15:20
Socjalizacja to proces nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz
wzorów zachowań, obowiązujących w danym społeczeństwie. To proces trwający
nieustanie, jednak w najintensywniejszym nasileniu występuje, gdy dziecko
zaczyna dorastać.
Największą rolę w socjalizacji odgrywa niewątpliwie rodzina oraz szkoła w
której dziecko spędza coraz więcej czasu (7000 tysięcy godzin w ciągu sześciu
lat).
Socjalizacja nie jest pojęciem spójnym. Ze względu na płeć przebiega
dwutorowo. Inne ma znaczenie w stosunku do dziewczynek, a inne w stosunku do
chłopców. Każda płeć ma swój odmienny program rozwoju. Wynika to zarówno z
różnic biologicznych jak i zapotrzebowania społecznego. Dzieje człowieka są
naznaczone tą różnicą. Tymczasem zauważalne jest powolne zacieranie różnic
między płciami. Rola kobiety i mężczyzny w społeczeństwie ulega zmianie. Lecz
to rynek pracy, w mniejszym stopniu rodzina i szkoła zaciera te różnice.
Początek procesu socjalizacji jest diametralnie różny dla dziewczynek i
chłopców.
Różnica płci, mimo walki feministek, jest przyjmowana jako centralna oś
dzieląca społeczeństwo. Podział ten jest widoczny szczególnie w czasie
dorastania człowieka. Od mężczyzn oczekuje się określonego zachowania, tak
samo jak i od kobiet. Dlatego społeczeństwo, a raczej rodzina i szkoła w taki
nie inny, różny, sposób kształtuje umysły dziewczynek i chłopców. Chłopcy i
dziewczynki są inaczej ubierane, dostają inne zabawki, nakłania się ich do
określonych typów zachowań kulturowo przypisanych płci – chłopców zachęca się
do kreatywności, zaś dziewczynki do opiekuńczości.
Podstawowym miejscem socjalizacji jest niewątpliwie rodzina. To co wyniesiemy
z domu jest naszą podstawą, bazą z której będziemy czerpać. To rodzina
wprowadza dziecko w sferę płciowości i roli płci w społeczeństwie.
Pierwsze próby typizacji odbywają się tuż po urodzeniu. Rodzice nieświadomie
przydają dziecku określoną rolę. Opisują swe dzieci w zależności od płci;
dziewczynki jako mniejsze i znacznie delikatniejsze, chłopców zaś jako
większych i silniejszych, mimo że różnice wcale nie są znaczące. W taki
sposób już na początku kształtuje się stosunek rodzica do dziecka i jego
płci. Powielają się stereotypy.
Rodzice z zasady oczekują od swoich dzieci „właściwego” zachowania. Dążą do
tego, aby ich syn stał się silnym, pozbawionym kompleksów mężczyzną, zaś
córka piękną i ułożoną kobietą. Rodzice często zaznaczają z dumą: moja córka
jest grzeczna, lubi bawić się w dom, kocha się stroić. Chcą, aby ich latorośl
była właśnie taka w przyszłości; stworzona dla rodziny i przykładająca wagę
do swojego wyglądu.
W czasie gdy dziewczynki czeszą lalki, chłopcy dostają skomplikowane zabawki,
które pobudzają ich wyobraźnie, stawiają przed nimi problemy i tym samym
lepiej przygotowują do stawienia czoła rzeczywistości. Rodzice dając dziecku
określoną zabawkę zaznaczają tym samym jaką role chcą, żeby w przyszłości
odgrywało ich dziecko w społeczeństwie. Doświadczenia wynoszone z obcowania z
zabawkami są więc różne. Dziewczynki nie uczą się współzawodnictwa,
kreatywnego myślenia, zaś chłopcy nie mają pojęcia o opiekuńczości i empatii.
Tak utrwalają się podziały, które zaspokajają potrzeby systemu społecznego;
podział pracy w rodzinie, życiu publicznym i zawodowym. To jest wizja
porządku społecznego. W każdej epoce istnieje określony wzór kobiety i
mężczyzny. To właśnie socjalizacja ma go wypełnić.
Szkoła nie przyczynia się do zacierania tej dychotomii. Można ją nawet
traktować jako kontynuatorkę procesu socjalizacji ze względu na płeć. Wpływ
szkoły na typizację płci dostrzegany jest w dwóch wymiarach: nauczyciele i
program jaki realizują oraz oddziaływanie treści podręczników.
Szkoła ma swój określony program nauczania, ale to nie wszystko. Oprócz
wszelkich treści jawnych, jest także przekaz ukryty, można to nazwać ukrytym
programem szkoły – to co szkoła czyni uczniom, a co nie zostało przez nią
zaplanowane. W ukrytym programie jest wiele stereotypów związanych z płcią
jakie nauczyciele sami nabyli w procesie socjalizacji. Na przykład ostrzej
karzą chłopców, zaś łagodniej traktują przewinienia dziewczynek. Gdy chcą
zdeprecjonować ucznia; u chłopca komentują jego osiągnięcia, a u dziewczynki
wygląd. To wszystko pogłębia stereotypy. Nauczyciel, jego jawny i ukryty
przekaz jest bardzo ważny w ukształtowaniu człowieka. Nie można nie doceniać
tego wpływu.
Co do programu jawnego; gdy chłopcy uczęszczają na informatykę lub rysunek
techniczny, dziewczynką przypada w udziale raczej nauka prac domowych, nie
zaś obcowanie z komputerem czy heblem. Wychowanie fizyczne także nie jest
koedukacyjne, więc dziewczynki nie mogą rywalizować z chłopcami, uświadomić
sobie, że też potrafią.
Dziewczynki są często posyłane na kierunki humanistyczne, ponieważ zostało
przyjęte, że kobiety są pozbawione umiejętności poruszania się w często
abstrakcyjnym świecie matematyki. Jednak jak pokazują badania nie jest to
prawda - kobiety są tak samo uzdolnione jak mężczyźni. Po prostu nauczyciele
przymykają oko na edukacje matematyczną kobiet pozostając przy błędnej
diagnozie, że kobieta nie potrafi myśleć przestrzennie. To dlatego jest tak
mało kobiet inżynierów. Ta droga edukacyjna jest praktycznie zamknięta dla
żeńskiej części uczniów.
Drugim, szkolnym wymiarem socjalizowania ze względu na płeć są treści
przekazywane przez podręczniki. To w nich kobiety, jeśli w ogóle są, są
ukazane jako matki czy opiekunki. Nie przewidziano dla nich innych ról.
Podręczniki pokazują świat w krzywym zwierciadle mówiąc jednocześnie, że ten
świat po prostu taki jest.
Kobiety prawie nie są obecne w programie prezentowanym przez podręczniki. Nie
ma ich w historii i nauce. Ich rola w tworzeniu cywilizacji nie jest
zauważona. To męski świat, o który one muszą dbać.
Dziewczynek nie przygotowuje się do twardej, rynkowej rywalizacji, która
teraz istnieje, a przecież wyścig szczurów objął także kobiety. Od kobiet
wymaga się zarazem opiekuńczości jak i twardej ręki oraz odporności w pracy.
Pachnie to istną schizofrenią. Rynek wymaga spłaszczenia ról. Tu nie ma już
prawie podziału na płeć.
Okazuje się, że to rozwarstwienie na "idealną" kobietę i "idealnego"
mężczyznę ma wiele wad. Dla dziewczynek taka socjalizacja może być to
przyczynkiem do kompleksów na tle mężczyzn, niskiej samooceny, brakiem parcia
na odniesienie sukcesu, ponieważ nie jest on przypisany kobiecie. Wbrew
pozorom ten podział szkodzi także mężczyzną; wygórowane wymagania, stała
presja są przyczyną częstych załamań, depresji czy wręcz zawałów.
Choć człowiek ma środki, aby przedefiniować swoją tożsamość, to jednak
większość nie ma na to siły, ani ochoty, nie widząc potrzeby zmian w obrębie
samego siebie. Kobieta zajmująca się domem i dziećmi, uważająca że takie jest
jej miejsce w świecie, nie ulega rozchwianiu. Czuje się komfortowo. Ktoś taki
wie dlaczego istnieje, czuje się bezpiecznie w roli w którą został
wepchnięty.
Świat jednak powoli dąży do zunifikowania płci, jej roli w społeczeństwie. U
chłopców kładzie się coraz większą rolę na emocjonalność, a u dziewczynek na
kreatywność. Jakie to da efekty zobaczymy tak naprawdę w przyszłości.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jacenty Re: Socjalizacja IP: 217.96.29.* 19.01.05, 15:46
      "gościu" możesz wierzyć w swoja hipotezę ale warto, żebys pamiętał, że jest
      jeszcze kilka innych wiarygodnych hipotez. Ciekawe tutaj pozostaja przykłady ze
      świata zwierząt gdzie np małe lwice nie dostają od własnych mamuś lalek do
      zabawy, a pomimo tego wykazuja naturalną skłonność do opiekuńczości. Pamietam
      niedawną "sensację" gdy lwica, która utraciła małe, czule przez kilka tygodni
      opiekowała się mała antylopą. Prawdziwy lew dawno by te antylopke schrupał. Tak
      więc z samej twojej wiary w to że płeć nie determinuje naszych społecznych ról
      nie wyniknie zatarcie tych naturalnych różnic. Zapewniam także, że z faktu, że
      zaczniesz chłopcu dawac lalki, a dziewczynce pistolet nie wyniknie, że chłopiec
      gdy dorośnie urodzi dziecko i je wykarmi, a dziewczynkowa przysadka będzie
      sterować produkcją takiej ilości hormonów męskich, że panience zaczną rosnąć
      wąsy, a w swym życiu będzie wykazywać aktywność wskazująca na męską ilość
      testosteronu. Ale nie łam się moze Twoja wiara cud uczyni?
      • na_tasza Re: Socjalizacja 22.01.05, 11:23
        Jednak dając dziewczynce klocki oprócz lalek, dasz jej szanse na nauczenie się
        prócz opiekuńczości także myślenia przestrzennego... Nie znaczy to, że zostanie
        feministką.
      • Gość: wilson Re: Socjalizacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 21:56
        o rany... to nie jest jakaś tam home - made hipoteza gościa, tylko poważna
        teoria naukowa (teoria to dużo więcej niż hipoteza)... jasne, że nie można
        wszystkiego tłumaczyć socjalizacją i wpływ biologicznych różnic między płciami
        jest istotny, ale zważ na to, że między populacjami ludzkim istnieją znaczne
        róznice, co do kwestii roli kobiety i mężczyzny. są społeczeństwa gdzie jest
        poligamia, są takie gdzie jest poliandria, w jednych kobiety zajmują się
        rolnictwem, w innych mężczyźni, w niektórych kobieta jest człowiekiem, w innych
        własnością... różnorodność kulturowa jest bardzo duża, a genetycznie te
        populacje to ten sam gatunek. lew nie jest dobrym przykładem... już lepiej
        przyjrzeć się społecznościom małp naczelnych... choć w sumie moim zdaniem nie
        możemy znaleźć żadnego gatunku z którym moglibyśmy się porównywać. jesteśmy
        absolutnie wyjątkowi. od ok. 100. tys. lat człowiek genetycznie praktycznie się
        nie zmienia, natomiast jego sposób życia ulega diametralnej zmianie. 100 000
        lat temu byliśmy nagą, wszystkożerną, prawdopodobnie niemą małpą na sawanie.
        powtarzam: to był ten sam gatunek - homo sapiens. a róznica ogromna. lwy w tym
        czasie nie dokonały niemal żadnego postępu...
        człowiek jest dużo bardziej elastyczny i bardziej niezależny od wpływu biologii
        niż inne zwierzęta. w dużej części sam decyduje kim jest. lew, który
        wychowywałby się bez kontaktu z innymi osobnikami najprawdopodniej miałby dużo
        mniejszy problem w dostosowaniu się do życia w swoim naturalnym środowisku
        (chociażby dlatego, że nie jest gatunkiem społecznym tak jak Homo Sapiens) niż
        ty gdybyś nie wychował się w kulturze, w której się wychowałeś. klawiatury to
        byś używał by rozbijać orzeszki, a nie by napisać tego błyskotliwego posta.
        słyszałeś o dzikich dzieciach? to nieumiejące mówić, chodzące na czworaka,
        upośledzone umysłowo kalekie istoty... dlaczego? bo pozbawione SOCJALIZACJI,
        kontaktu z innymi ludzmi w dzieciństwie.
        ewolucyjnie jesteśmy tylko maszynkami do przenoszenia genów. nasze geny
        kszatałtują nas tak żebyśmy przekazali je dalej. biologicznie tylko taki jest
        sens naszej egzystecji. samice i samce homo sapiens mają inne strategie
        przekazywania tych genów, a różnica ta wynika z róznicy w wielkości gamet.
        problem w tym że NASZE JA (które też jest jakimś tam produktem ewolucji), a
        może żeby nie wypowiadać się za innych - MOJE JA, odrobinę wykracza poza tak
        postrzegany sens...
      • e_wok Dzieki, przekonales mnie 22.01.05, 22:44
        zaiste nie ma zadnej roznicy pomiedzy czlowiekiem i lwem. Podrzuce jeszcze
        jeden argument na poparcie twoich blyskotliwych tez - jak kupilam sobie malego
        kota to tez sie nim opiekowalam, pomimo, ze nie nalezy do mojego gatunku.
        Prawdziwy czlowiek pewnie juz dawno by kota zezarl. To jest oczywiscie dobitny
        dowod na to, ze nie moge byc inzynierem. Pytanie tylko - czy lew moglby.
      • nietakasama Re: Socjalizacja 25.01.05, 13:08
        No tak, masz rację jeśli chodzi o role biolgiczne i przypisane im skłonności do
        pewnych zachowań.
        One są zdetermionowane genetycznie i niezmienialne.

        Ale role społeczne to co innego- te są bardzo elastyczne i podlegaja ciągłym
        zmianą.Oczywiste jest, ze nikt inny jak tylko kobieta moze ( i w sumie z punktu
        widzenia państwa powinna) urodzic dziecko.
        Ale z faktu ze je urodzi, nie musi wynikać załozenie, ze następne lata ma
        spedzic w kuchni. To już jest kwestią umowy społecznej i wypracowania takich
        rozwiazań, które umożliwoą jej samoealizację.
    • dokowski To pojęcie z sowieckiej propagandy 22.01.05, 22:46
      Gość portalu: ? napisał(a):

      > Socjalizacja to proces nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz
      > wzorów zachowań, obowiązujących w danym społeczeństwie

      Człowiek nie "nabywa" systemu wartości, ale jego system wartości kształtuje się
      pod wpływem genów oraz środowiska (społecznego). Także wzory niektórych
      zachowań zaprogramowane są przez geny, nie wszystkich więc wzorów musi się
      nauczyć.

      Poza tym nie jest dla dojrzewania istotne, czy obywatel się uczy wzorów
      zachowań obowiązujących w danym społeczeństwie, czy zachowań odmiennych lub
      sprzecznych z normami danego społeczeństwa. Jeżeli Polak zostanie
      wegetarianinem, to wg debilów od teorii socjalizacji, taki Polak nie jest
      wysocjalizowany? A może powinienem powiedzieć, że jest niezasocjalizowany? A
      może niedosocjalizowany, bo przecież jakichś wzorów zachowań obowiązujących się
      nauczył, tylko za mało? Czy Polaka, który wybrał wegetarianizm, należy
      resocjalizować czy tylko dosocjalizować delikatnie?

      Jak można po 15 latach wolnej Polski przywoływać jeszcze takie stalinowskie
      widma jak socjalizacja?!
      • Gość: wilson obywatelu nie pieprz bez sensu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 00:13
        jeśli wszystko jest w genach, to skąd do cholery się bierze różnorodność
        kulturowa??!!
        prawda jak zwykle leży po środku. nie jest tak, że człowiek jest carte blanche,
        jak chcieliby lewacy i s-ka, ale nie jest też tak, że w momencie zapłodnienia
        wszystko jest już zdeterminowane, mama jadła mięsko, tata jadł mięsko, ja też
        jadł je będę.
        socjalizacja jest pojęciem NAUKOWYM, neutralnym światopoglądowo, i nawet
        socjobiologie (socjobiologia to szatan dla lewicy) czy inni psycholodzy
        ewolucyjni uznają ją za fakt.
        • dokowski Przecież właśnie to piszę 24.01.05, 21:21
          Gość portalu: wilson napisał(a):

          > jeśli wszystko jest w genach, to skąd do cholery się bierze różnorodność
          > kulturowa??!!
          > prawda jak zwykle leży po środku. nie jest tak, że człowiek jest carte
          blanche,
          >
          > jak chcieliby lewacy i s-ka, ale nie jest też tak, że w momencie zapłodnienia
          > wszystko jest już zdeterminowane

          Przecież to moje słowa, czytaj uchem, a nie brzuchem, głupku
          • Gość: wilson piszesz, że socjalizacja to sowiecka propaganda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 22:54
            a to totalna bzdura i to, że tak piszesz wskazuje tylko na to, że nie rozumiesz tego pojęcia...
            powtórzyłam z grubsza twoja tezę (kultura/natura - fifty/fifty), ale celem wskazania, że socjalizacja nie jest pojęciem lewicowym, czy konserwatywnym, tylko naukowym oraz że nie wyklucza wpływu genów na człowieka. i o to mi głównie chodziło. jeśli nie było to dla ciebie jasne to może teraz jest.
            • dokowski Co najwyżej paranaukowym 24.01.05, 23:15
              Gość portalu: wilson napisał(a):

              > socjalizacja nie jest pojęciem lewicowym, czy konserwatywnym, tylko
              > naukowym

              Pojęciem naukowym jest np. dojrzewanie
              • ilmatar Re: Co najwyżej paranaukowym 24.01.05, 23:48
                dokowski napisał:

                > Pojęciem naukowym jest np. dojrzewanie

                To nie jest pojęcie naukowe, to jest fakt biologiczny, dający się zaobserwować gołym okiem
                największego profana, tak jak odrastanie dżdżownicy po pokrojeniu jej na kawałki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka