Dodaj do ulubionych

Definicja małżeństwa

12.09.05, 12:45
Poniżej 3 rózne definicje małżeństwa (od takiej, pod którą ja się podpisuję do
najbardziej "rozmytej"). Ciekawi mnie jak rozkładają się tutaj na forum poglądy...

Tak więc jak napisałem na wstępnie - ja głosuję za definicją nr 1

1/ Legalny związek kobiety i mężczyzny, zakładany na okres życia partnerów,
konstytuujący prawa i obowiązki pomiędzy parą a dziećmi z tego związku.
Posiadanie dzieci jest esencjonalnym elementem - i jako takie jest oczekiwane
i nagradzane przez najbliższe otoczenie oraz społeczeństwo. Ważnym aspektem
takiego związku jest fakt, że zobowiązuje on nie tylko ojców, ale też jego
krewnych do uznania dzieci.
2/ Heteroseksualna, publicznie zatwierdzona intymna unia dwóch osób,
zawiązywana idealnie na okres życia partnerów unii, a praktycznie na bliżej
nieokreślony, dłuższy, okres czasu, w celu wypełnienia naturalnej ludzkiej
potrzeby "szczęśliwego życia." Posiadanie dzieci w tym rozumieniu małżeństwa
nie jest wymagane jako jego esencjonalna cecha.
3/ Emocjonalny i intymny związek dwóch dorosłych, nie połączonych więzami
pokrewieństwa osób, potwierdzony przez państwową instytucję, dla wypełniania
osobistych celów partnerów i do stworzenia warunków dla osiągnięcia przez nich
szczęścia. Zgodnie z taką definicją każda dorosła osoba, spełniająca
podstawowe warunki umożliwiające podjęcie takiej wolnej decyzji, miałaby równe
prawa do realizowania swej wizji rodziny, seksualności, i intymności.
Obserwuj wątek
    • Gość: ktosiaczek Re: Definicja małżeństwa IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 12:57
      Dlaczego 3cią definicję nazywasz 'rozmytą'? Przecież jest tak samo konkretna
      jak dwie pozostałe. Czyżby dlatego, że sugeruje iż nie ma przeszkód by
      małżonkami mogly zostać osoby tej samej płci, a posiadanie dzieci nie jest
      wymagane? Ładnie tak manipulować innymi?
      • robert_32 Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 13:11
        pierwsza wersja jawnie wskazuje po co instytucjonalnie wprowadzać małżeństwo.
        Ostatnia wersja "rozmywając" główny powód istnienia małżeństwa powoduje, że
        małżeństwo właściwie w ogóle nie jest potrzebne... No i dane statystyczne z
        krajów poszerzających definicję małżeństwa do wersji 3 wskazują, że małżeństwo
        traci tam na znaczeniu (wzrastająca ilość rozwodów, zmiejszająca się ilość
        zawieranych małżeństw)....

        Swoją drogą zgadzam się, że słowo "rozmyta" było moją prywatną
        interpretają.Jednak prosząc o głosowanie nie sugeruję, że trzeba brać moje
        zdanie pod uwagę.
        • Gość: ktosiaczek Re: Definicja małżeństwa IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 14:12
          > pierwsza wersja jawnie wskazuje po co instytucjonalnie wprowadzać małżeństwo.
          > pierwsza wersja jawnie wskazuje po co instytucjonalnie wprowadzać małżeństwo.


          Rozumiem, jednak nalezało by się zastanowic, czy rzeczywiscie celem małżenstwa
          jest posiadanie dzieci. Nie bedzie chyba zaskoczeneim fakt istnienia
          bezdzietnych małżenstw. Ponadto, w Urzędzie Stanu Cywilnego przyszli
          małżonkowie nei przysięgają przed urzędnikiem, iż posiadać będa potomstwo.
          Niewymagane jest zaświadczenie o braku problemów zdrowotnych
          uniemożliwiających kobiecie zajście w ciążę. Jeśli zawarcie małżenstwa
          pojmujemy jako równoznaczne z załozeniem rodziny, rodzina owa posiada wiele
          funcki, m.in. materialno-ekonomiczną, opiekunczo- zabezpieczającą,
          prokreacyjną, seksualną,kulturalną, klasową, emocjonalno-ekspresyjną i wiele
          innych, przy czym niewystąpienie jednej z tych cech nie stanowi o mniejszej
          wartości owej rodziny, nie jest przyczyną do jej delegalizacji.
          • robert_32 Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 14:20
            Podając te wiele funkcji małżeństwa i sugerując, że każda jest jednakowo ważna
            właśnie rozmywasz znaczenie małżeństwa.

            Co do treści przysięgi w USC - zgadzam się, że realizuje ona dzisiaj definicję
            nr 2. Ja głosując za definicją nr 1 chciałem podkreślić, że w sytuacji ataków na
            małżeństwo przez np. pary homoseksualne jeśli już mamy zmieniać zwyczaje
            panujące w USC to raczej w odwrotnym kierunku niż to proponują homoseksualiści.
            • Gość: ktosiaczek Re: Definicja małżeństwa IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 14:57
              > Podając te wiele funkcji małżeństwa i sugerując, że każda jest jednakowo ważna
              > właśnie rozmywasz znaczenie małżeństwa.
              Owszem, zrobiłam to celowo, gdyż najbiższa moim poglądom jest definicja nr 3.
              Zdając sobie jednak sprawę, iż jest ona dla wielu zbyt liberalna.
              Przyszła mi do głowy taka myśl, aby zaproponować czwartą definicję - dla
              wszystkich tych, któzy uwazają iż posiadanie dzieci jest cechą konieczną,
              mianowicie połączenie definicji 1 i 3, wtedy małżenstwo byloby "Legalnym
              związkiem dwóch osób, zakładany na okres życia partnerów,
              konstytuujący prawa i obowiązki pomiędzy parą a dziećmi z tego związku.
              Posiadanie dzieci jest esencjonalnym elementem - i jako takie jest oczekiwane
              i nagradzane przez najbliższe otoczenie oraz społeczeństwo. Ważnym aspektem
              takiego związku jest fakt, że zobowiązuje krewnych do uznania dzieci"
              Definicja ta jednak w moim mniemaniu jest dużo trudniejsza do zaakcdptowania
              przez społeczenstwo, niż pierwotna definicja nr 3. Jaki z tego wniosek?
              Najlepszym rozwiązaneim byłoby wprowadzenie zinstytucjonalizowanych związków
              partnerskich przeznaczonych zarówno dla homoseksualistów, jak i małżenstw
              bezdzietnych ( z jakiej racji bowiem malzenstwa bezdzietne, idąc Twoim tokiem
              rozumowania, poslugują się tym mianem, mianem malzenstwa? Z racji tego, iz są
              potencjalną parą, która moze owe dzieci posiadac? Pary homoseksualne też
              potencjalnie mogą mieć dzieci - tysiace osieroconych malenstw czeka w domach
              dziecka)
              • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 15:01
                A dlaczego definicja nr. 3 jest najlepsza?

                Gruss, T.

                PS: Dla kogo jest najlepsza to przypuszczam
                • Gość: ktosiaczek Re: Definicja małżeństwa IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 15:16
                  Już tłumaczę. Jest najlepsza, gdyż pozwala na zalegalizowanie związku dwóch
                  osób bez względu na to, czy chcą/ mogą posiadać dzieci, czy też nie, a także
                  bez względu na płeć tych osób. Odnosi się do istoty człowieczenstwa - do
                  miłości między dwiema dorosłymi osobami, a nie do libido, seksualności, pod
                  presją któej zezwala się na bycie razem tylko osobom odmiennej płci. Definicja
                  ta akceptuje to, że dwoje ludzi jest ze sobą szczęśliwych i chcą mieć możliwość
                  posiadania w związku z tym np dziedziczenia po sobie.
                  • Gość: trevik Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 15:33
                    Tylko po co legalizować związki ludzi, jeśli nic dla panstwa z tego ma nie
                    wynikać? Równie dobrze nie musiałoby być wogóle żadnych legalizacji związków tak
                    do tego podchodząc. Czy też może wytłumaczysz singlom, że nie mają ekonomicznych
                    przywilejów dlatego, że ich nikt nie kocha? Jakie uczucia jeszcze możemy
                    zalegalizować? Czy np. przyjaźć również może być legalna i na dziedziczenie po
                    przyjacielu będziemy mieli minimalny podatek spadkowy (miedzy kochającymi się
                    przypuszczam, że nie będziemy mieli żadnego) a na dziedziczeniu po np.
                    nielubianym tatusiu załózmy że 50% - po kochanym powiedzmy 5%.

                    I pytanie fundamentalne bardziej ogólne: czy przywileje podatkowe państwo ma
                    rozdawać z powodu uczuć i na tym należy oprzeć system podatkowy? Czy ludzie
                    lubiani będą mieć mniejsze podatki a nielubiani wyższe, czy może
                    zaimplementujemy uczuciowy socjalizm i nielubiani będą mieć jednak niższe? Czy
                    jak sędzina rozpatrująca moją sprawę będzie mnie bardziej lubić niż drugą
                    stronę, to będę mógł rządać bardziej korzystnego wyroku. Czy tez może, aby nie
                    robić sobie problemów abstrakcyjnych założymy może sobie rozdzielność państwa i
                    prawa od uczuć i skończymy z takimi tematami jak przywileje dla "kochających się".

                    Gruss, T.
                    • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 15:37
                      Zaraz zaraz
                      przytaczanie przyjaźni jakie takiego związku jest naduzyciem, i to zdaje się
                      swiadomym :)

                      Koleżanka nie twierdziła, że mówimy o związku opartym tylko na uczuciach
                      wyższych, nikt nie wykluczał w takim związku pociągu seksualnego.
                      Tyle że 3 definicja wyklucza prokreację, lub może raczej- nie uwzględnia jej.

                      Bo po prawdzie, idąc po linii prokreacji należałoby odmówić prawa dozawierania
                      związków małzeńskich osobom bezpołodnym, bo cytując ciebie "po co legalizować
                      związki ludzi, jeśli nic dla panstwa z tego ma nie wynikać".
                      • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 15:41
                        > Bo po prawdzie, idąc po linii prokreacji należałoby odmówić prawa dozawierania
                        > związków małzeńskich osobom bezpołodnym, bo cytując ciebie "po co legalizować
                        > związki ludzi, jeśli nic dla panstwa z tego ma nie wynikać".

                        Jesli procesy społeczne pójdą tą drogą, jaką idą, to można rozważyć ograniczenie
                        działania małżeństwa w obecnej formie z przywilejami tylko dla ludzi, którzy
                        posiadają dzieci. Zwłaszcza w kontekście przywilejów ekonomicznych byłoby to
                        rozsądne,

                        Gruss, T.

                        PS: Z przyjaźnią poszedłem krok dalej - mamy już miłość, więc czemu nie
                        przyjaźń? A jeśli nie chodzi o miłość to niech może zwolennicy "rodzin"
                        alternatywnych przeztaną pierwsi używać słowa miłość do uzasadniania swoich
                        pomysłów, ja też przestane.
                        • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 15:50
                          > PS: Z przyjaźnią poszedłem krok dalej - mamy już miłość, więc czemu nie
                          > przyjaźń?

                          Bo to demagogia i dopowiadanie sobie czegoś, co staje się dla dopowiadającego
                          pretekstem do drwin i ironii. Nikt poza tobą nie chciał tutaj konstruować
                          prawnie sankcjonowanych związków na samej przyjaźni.

                          > Jesli procesy społeczne pójdą tą drogą, jaką idą, to można rozważyć
                          ograniczeni
                          > e
                          > działania małżeństwa w obecnej formie z przywilejami tylko dla ludzi, którzy
                          > posiadają dzieci. Zwłaszcza w kontekście przywilejów ekonomicznych byłoby to
                          > rozsądne,

                          Tak tak, i obudzimy sie pewnego dnia w Orwellowskim świecie :)
                          I zaczniemy się badać na plodnośc przed wstąpiueniem w związek małżeński.
                          I sprowadzimy naszą wartość spoleczną do wartosci prokreacyjnej.
                          Co za bzdet.
                          • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 16:30
                            > Nikt poza tobą nie chciał tutaj konstruować
                            > prawnie sankcjonowanych związków na samej przyjaźni.

                            Ja tylko zadaje pytania - a co wtedy, gdybym ja chciał? Czy to, że nikt inny nie
                            chciał miałoby być jedynym pretekstem do tego, aby ich nie sankcjonować?
                            Rozumiem, że podać racjonalne argumenty, ale jeśli takimi są uczucia, to
                            dlaczego nie przyjaźń? (już pominę sprawę odróżnienia przyjaźni od miłości).

                            > Tak tak, i obudzimy sie pewnego dnia w Orwellowskim świecie :)

                            Rzucasz demagogią, że "będzie strasznie" - jakaś konstruktywna krytyka a nie
                            "demokratyczna", bo się to komuś nie podoba? Państwo przez tak ukształtowane
                            prawnie małżeństwo i ekonomiczne przywileje robi z dwojgiem ludzi interes i
                            można świetnie bronić stanowiska, że to się obu stronom opłaca.
                            Co też nie znaczy, że małżeństwo bezdzietne, ale ze wspólnotą majątkową w
                            kształcie obecnym nie jest interesem dla państwa, bo też jest i jakieś
                            przywileje można dać, jednak dzieci są w obecnej sytuacji demograficznej
                            problemem najbardziej palącym i w związku z tym przywileje związane z dziećmi są
                            chyba najbardziej uzasadnione.

                            > I zaczniemy się badać na plodnośc przed wstąpiueniem w związek małżeński.
                            > I sprowadzimy naszą wartość spoleczną do wartosci prokreacyjnej.

                            Demonizujesz problem. Przywileje dla wychowujących dzieci adoptowane również
                            powinny mieć miejsce a na razie domy dziecka nie są puste. Poza tym nic nie mam
                            do tego, że jeden z drugim chcą razem żyć, bez wzgledu na dzieci, orientacje
                            seksualna, miłość itd. Tylko jestem przeciwnikiem rozdawania przywilejów
                            ekonomicznych wszystkim z racji tego, że "inni, bezdzietni też je mają" - mam
                            nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.

                            Gruss, T.
                            • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 16:41
                              > Rozumiem, że podać racjonalne argumenty, ale jeśli takimi są uczucia, to
                              > dlaczego nie przyjaźń? (już pominę sprawę odróżnienia przyjaźni od miłości).

                              Bo za miłoscią idzie pociąg seksulany, w odróznieniu od przyjaźni ktora się w
                              milości zawiera. Miłośc jest pojeciem szerszym.
                              Jest funadmentem małżeństwa, choć- oczywiście tego nie sugeruje- nie jedynym
                              jego skladnikiem.

                              >Państwo przez tak ukształtowane
                              > prawnie małżeństwo i ekonomiczne przywileje robi z dwojgiem ludzi interes i
                              > można świetnie bronić stanowiska, że to się obu stronom opłaca.

                              Nie zgodzę się.
                              Ty odcinasz skalpelem pojęcie państwa od pojęcia społeczeństwa, a to jedna z
                              tych spóścizn PRLu ktorej nie trawię. Czym jest państwo?
                              Panstwo to także obywatele.
                              Państwo to naród+ terytorium+władza. A narod jest spójny tylko wtedy, jeśli
                              lączą go więzi emocjonalne- oczywiście nie tak bliskie jak rodzinne, ale np.
                              poczucie wspólnoty.
                              Jeśli będziemy opierac spojnosc państwa jedynie na rachunku zysków i strat,
                              zniszczymy je.
                              Twoje zapatrywanie jest organicystyczne; a ten poglad nie uwzględnia, ze
                              stosunki miedzy ludźmi nie zkładają pełnej racjonalności. Aby społeczeństwo,
                              funkcjonowało prawidłowo musi ono opierac panujące wewnątrz niego stosunki nie
                              tylko na ekonomii społecznej.
                              Bo w takim przypadku powinnismy zacząć dyskryminowac małżeństwa bezdzietne w
                              sytuacji niżu demigraficznego, lub dyskryminować malżeństwa wielodzietne w
                              przypadku wyżu.
                              Taka polityka jest jedynie doraźna i powoduje tarcia w społeczeństwie, bo
                              rodziela przywileje koninkturalnie. To zawsze rodzi ferment.

                              > Demonizujesz problem. Przywileje dla wychowujących dzieci adoptowane również
                              > powinny mieć miejsce a na razie domy dziecka nie są puste.
                              Oczywiście, ale to ty napisałeś, że małżeństwo bezdzietne niczego pańswtu nie
                              daje.
                              • kocia_noga Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 16:52
                                nietakasama napisała:

                                >> Państwo to naród+ terytorium+władza. A narod jest spójny tylko wtedy, jeśli
                                > lączą go więzi emocjonalne- oczywiście nie tak bliskie jak rodzinne, ale np.
                                > poczucie wspólnoty.
                                > Jeśli będziemy opierac spojnosc państwa jedynie na rachunku zysków i strat,
                                > zniszczymy je.
                                > Twoje zapatrywanie jest organicystyczne; a ten poglad nie uwzględnia, ze
                                > stosunki miedzy ludźmi nie zkładają pełnej racjonalności.

                                Więzi emocjonalne są faktem i trzeb aje RACJONALNIE wkalkulowac w całośc
                                refleksji o społeczeństwie.

                                To juz chyba dziewiętnastowieczne rozumienie racjonalności .To uwzględnianie
                                tych ważnych , mierzalnych i oczywistych czynników przypisywane
                                jest "nieracjonalnym , emocjonalnym" kobietom. Fundowanie małżeństw na
                                dziecioróbstwie - to dopiero irracjonalny pomysł!


                                • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 17:04
                                  > Więzi emocjonalne są faktem i trzeb aje RACJONALNIE wkalkulowac w całośc
                                  > refleksji o społeczeństwie.

                                  Poprzez brak racjonalności mialam na mysli to, że więzi emocjonalne w narodzie
                                  nie daja się w zupełności skalkulować, czy tez przewidzieć ich tendencji
                                  rozwoju.

                                  To tak w ramach wyjasnień, bo w reszcie się zgadzamy.
                                • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 17:59
                                  > Fundowanie małżeństw na
                                  > dziecioróbstwie - to dopiero irracjonalny pomysł!

                                  Powiedz, czy Ty masz az tyle zlej woli, aby swiadomie (bo nie wierze, ze nie
                                  rozumiesz, co mam na mysli przez przywileje ekonomiczne dla malzenstw) probowac
                                  wciskac, ze chce fundowac malzenstwa na dzieciorobstwie?
                                  Tak to w tej chwili wyglada (bo czy ktos tutaj pisal o dzieciorobstwie w
                                  kontekscie malzenstw?)

                                  Gruss, T.
                                  • kocia_noga Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 18:59
                                    Gość portalu: trevik napisał(a):

                                    > > Fundowanie małżeństw na
                                    > > dziecioróbstwie - to dopiero irracjonalny pomysł!
                                    >
                                    > Powiedz, czy Ty masz az tyle zlej woli, aby swiadomie (bo nie wierze, ze nie
                                    > rozumiesz, co mam na mysli przez przywileje ekonomiczne dla malzenstw)
                                    probowac
                                    > wciskac, ze chce fundowac malzenstwa na dzieciorobstwie?
                                    > Tak to w tej chwili wyglada (bo czy ktos tutaj pisal o dzieciorobstwie w
                                    > kontekscie malzenstw?)
                                    >
                                    > Gruss, T.


                                    Treviku, kurdebalans. Ja tu reaguję na definicję zaproponowaną przez
                                    Roberta.Przeczytaj ją sobie - nic tam nie ma o innych , poza rozrodczą ,
                                    funkcjach małżeństwa. Ty piszesz jeszcze o czymś innym. Nie wiem ,czemu akurat
                                    bierzesz to do siebie.
                              • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 17:54
                                > Bo za miłoscią idzie pociąg seksulany, w odróznieniu od przyjaźni ktora się w
                                > milości zawiera. Miłośc jest pojeciem szerszym.

                                To jak milosc jest szerszym pojeciem, to zakladam, ze przyjazn sie w niej
                                zawiera, wiec problemu juz nie mamy.

                                > Nie zgodzę się.

                                Nie chodzilo o zgodzenie sie a o obrone tego, co mialem na mysli. Ja sie wogole
                                z konstrukcja czlowieka, swiata i panstwa moge nie zgadzac, ale na pewno musze
                                racje wynikajace z racjonalnosci pewnych stanowisk zaakceptowac, bo inaczej
                                byloby to glupota.

                                > Ty odcinasz skalpelem pojęcie państwa od pojęcia społeczeństwa, a to jedna z
                                > tych spóścizn PRLu ktorej nie trawię. Czym jest państwo?

                                Nie - ja nie widze spoleczenstwa w sensie o jakim Ty piszesz. Ja widze panstwo i
                                obywateli, ich interesy i ew. interes wspolny. Wspolnym interesem obywateli jest
                                stabilnosc panstwa. Panstwo jest tworem wirtualnym broniacym interesow obywateli
                                - niczym wiecej. Ja nie chce, aby panstwo interesowalo sie miloscia.
                                Wbrew temu, co myslisz, to wlasnie Ty piszesz o relacji panstwo-obywatele jak w
                                PRL: wszystko jest nasze (wlasnosc spoleczna), panstwo ma prawo ingerowac we
                                wszystko, w tym i w mysli i wyznaczac spoleczna linie. Ja sie z taka wizja
                                panstwa jako konserwatywny liberal nie zgadzam.

                                > Jeśli będziemy opierac spojnosc państwa jedynie na rachunku zysków i strat,
                                > zniszczymy je.

                                Panstwa przez wiekszosc historii byly spojne jedynie na zasadzie rachunku zyskow
                                i strat. To teraz wycina sie jakies numery o blizej niezdefiniowanych
                                wspolnotach, w ktorych miejsce relacji miedzyludzkich nienormowanych niczych
                                zajmuje panstwo, od ktorego wymaga sie tego, czy owego a obywatele wbrew temu,
                                co sie wydaje socjalistom sa od siebie coraz to dalej, bo pewne sprawy, ktore
                                kiedys musieli sami zalatwiac zalatwia panstwo, co sie konczy coraz wiekszymi
                                oczekiwaniami. Ten mechanizm nie tak dziala - zobacz, ile projektow
                                obywatelskich, dzialalnosci, akcji jest w takich US a ile w Europie i jaki oni
                                maja stosunek do obywatelskiego wspoldzialania a nikt tam nie rozdmuchuje
                                redystrybucji pieniedzy w europejskim sensie, aby jakas "wspolnota" zaistniala.
                                Wspolnota np. w takich niemczech to sa np. zwiazki zawodowe jako biorcy
                                pieniedzy przeciwko pracodawcom. To jest jeden z przykladow bardzo dobrej,
                                obywatelskiej "wspolnoty" - taki "z brzegu".

                                I wiesz, co jest ciekawe? To, ze to Ty piszesz, ze zmian spolecznych sie nie
                                stymuluje a pozniej zaczynasz elaboraty, co musi byc w spoleczenstwie i co musi
                                dac panstwo, aby spoleczenstwo bylo silne i z panstwem dobrze wspoldzialalo. Czy
                                to nie przesada?

                                > Oczywiście, ale to ty napisałeś, że małżeństwo bezdzietne niczego pańswtu nie
                                > daje.

                                Raz, że nie uważam, że w obecnym panstwie nic nie daje (bo socjalizm czyni pewne
                                relacje jeszcze trudniejszymi i malzenstwo nawet bezdzietne w panstwie socjalnym
                                to dla panstwa zysk, pod warunkiem, ze nie chodzi o zwiazek partnerski a o
                                obowiazki opieki nad partnerem). Dwa, malzenstwo z adoptowanymi dziecmi nie jest
                                malzenstwem bezdzietnym - to chyba jasne, dla mnie przynajmniej oczywiste,

                                Gruss, T.
                                • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 18:22
                                  > To jak milosc jest szerszym pojeciem, to zakladam, ze przyjazn sie w niej
                                  > zawiera, wiec problemu juz nie mamy.
                                  Nie musisz zakładać, ja tak napisałam. Czytaj czasem posty powyżej to b edzie
                                  nam łatwiej :)

                                  > Nie chodzilo o zgodzenie sie a o obrone tego, co mialem na mysli. Ja sie
                                  wogole
                                  > z konstrukcja czlowieka, swiata i panstwa moge nie zgadzac, ale na pewno musze
                                  > racje wynikajace z racjonalnosci pewnych stanowisk zaakceptowac, bo inaczej
                                  > byloby to glupota.

                                  To co jest racjonalne dla jednego nie musi być takim dla drugiego.Nasza
                                  rozrastaj ąca się dyskusja jest na to pięknym przykładem.

                                  >Panstwo jest tworem wirtualnym broniacym interesow obywatel
                                  > i
                                  > - niczym wiecej.

                                  Panstwo nie jest wirtualne. Jest konstruktem równie realnym jak jego obywatele.



                                  >to wlasnie Ty piszesz o relacji panstwo-obywatele jak w
                                  > PRL: wszystko jest nasze (wlasnosc spoleczna), panstwo ma prawo ingerowac we
                                  > wszystko, w tym i w mysli i wyznaczac spoleczna linie.

                                  Ani razu nie napisałam niczego o ingerowaniu państwa w mysli czy uczcucia
                                  obywateli.
                                  Naprawdę chyba powinienes sie w moje posty wczytaj- wrecz przeciwnie, ja
                                  wlasnie bronilam malzenstwa jako tworu spolecznego ktore ma prawo no NIE
                                  POSIADANIA dzieci zgodnie ze swoimi pogladami wyborami, a czasem nawet wbrew
                                  polityce państwa.

                                  > I wiesz, co jest ciekawe? To, ze to Ty piszesz, ze zmian spolecznych sie nie
                                  > stymuluje a pozniej zaczynasz elaboraty, co musi byc w spoleczenstwie i co
                                  musi
                                  > dac panstwo, aby spoleczenstwo bylo silne i z panstwem dobrze wspoldzialalo.
                                  Cz
                                  > y
                                  > to nie przesada?

                                  Nie to nie jest przesada :)
                                  To są pewna fundamentalna i bardzo skromna zreszta wiedza wypracowana przez
                                  socjologie ktorej mnie uczono, aktora sie z toba dziele.
                                  Wbrew temu co piszesz panstwo nie jest twoerem wirtualnym, jest konstrukcja
                                  bardzo realna ktorej mechanizmami dzialania zajmuje sie miedzy innymi
                                  socjologia.

                                  I nie prawda jest tez to, ze pisalam ze zmian spolecznych sie nie stymuluje-
                                  nigdy w zyciu bym takiego bzdetu nie napisala. Stwierdzilam ze zmian
                                  spolecznych nie da sie odgornie zaplanowac jak budowy mostu i wprowadzic w
                                  zycie, jesli nie istnieje juz dla tych zmian jakies podloze.Było to moja
                                  odpowiedzia na twoje stwierdzenie ze zmiany- a owszem, ale po starannym
                                  przeanalizowaniu i udowodnieniu, ze sa korzystne.

                                  > Raz, że nie uważam, że w obecnym panstwie nic nie daje (bo socjalizm czyni
                                  pewn
                                  > e
                                  > relacje jeszcze trudniejszymi i malzenstwo nawet bezdzietne w panstwie
                                  socjalny
                                  > m
                                  > to dla panstwa zysk, pod warunkiem, ze nie chodzi o zwiazek partnerski a o
                                  > obowiazki opieki nad partnerem). Dwa, malzenstwo z adoptowanymi dziecmi nie
                                  jes
                                  > t
                                  > malzenstwem bezdzietnym - to chyba jasne, dla mnie przynajmniej oczywiste,

                                  No dobrze wiec moge przyjac ze nie uwazasz ze malzanstwo bezdzietne nic panswtu
                                  nie daje. Ale dlaczego wobec tego dokladnie tak napisales?
                                  • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 19:03
                                    > Panstwo nie jest wirtualne. Jest konstruktem równie realnym jak jego obywatele.

                                    Wirtualny nie oznacza, ze cos nie istnieje, czyli nie jest realne (co
                                    oznaczaloby virtual reality, gdyby slowo wirtualny i realny oznaczaly
                                    przeciwienstwa tego samego ;-) ). Oznacza to mniej-wiecej tyle, ze panstwo ma
                                    wiecej wspolnego z pewnym okreslonym niematerialnym porzadkiem, do ktorego
                                    wszyscy sie dostosowujemy a przez pewne mechanizmy zapewniamy trwalosc takiemu
                                    zywotowi. Jednak nic nie zmieni tego, ze to twor wirtualny, bo materialny na
                                    pewno nie na pierwszym miejscu (tym, co najwyzej może być ziemia albo pewne
                                    reprezentujace go instytucje, jednak zdefiniowanie panstwa jako obszaru to
                                    troche malo).

                                    Spójrz na definicję np. w Wikipedii:
                                    pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84stwo
                                    Panstwo nie jest takie proste do zdefiniowania i nie ma stalej definicji (jak
                                    czytamy jego prawna definicja obowiazuje obecnie na mocy jakiejs konwencji), co
                                    ciekawe taki twor pojawia się, jak zostanie uznany przez inne państwa i
                                    pozostaje sie cieszyc, że problem kury i jajka w tym wypadku mamy już za sobą.
                                    Jednak daleki jestem od jego humanizowania i opierania w glownej mierze na
                                    panstwie tez relacji miedzyludzkich. Wolalbym to zostawic obywatelom. Milosc
                                    podobnie. I abys mnie zle nie zrozumiala: chodzi mi o _wspieranie_ jakiejkolwiek
                                    aktywnosci w tej dziedzinie, ktora sie nie przeklada na racjonalne (czytaj:
                                    glownie ekonomiczne) interesy.

                                    I oczywiscie, ze jak najbardziej jestem za tym, aby malzenstwo mialo prawo do
                                    nieposiadania dzieci. Jednakze nie chcialbym, aby to byl powod, dla ktorego
                                    przywileje ekonomiczne mialyby sie rozlazic na wszelkie inne twory i relacje
                                    miedzyludzkie, tylko dlatego, ze malzenstwo je ma a nie ma dzieci. Rozumiesz, co
                                    mam na mysli.

                                    > Ale dlaczego wobec tego dokladnie tak napisales?

                                    Jesli napisalem, ze "malzenstwo bezdzietne nic panstwu nie daje" to byla to
                                    pomylka: wlasciwym stwierdzeniem byloby, ze:
                                    - malzenstwo bezdzietne w normalnym panstwie relatywnie malo panstwu daje
                                    - w panstwie socjalistycznym przy wspolnocie majatkowej oraz obowiazkach opieki
                                    nad partnerem daje juz znacznie wiecej niz para singli (choc jestem wrogiem
                                    panstwa socjalistycznego)
                                    - w obecnej sytuacji demograficznej Eu.Zach. daje statystycznie mniej, niz
                                    malzenstwo obdazone potomstwem, ktore w tej sytuacji zasluguje na wsparcie, bo
                                    to sie normalnie oplaca. W sytuacji stabilnej demografii, albo nadwyzki bylbym
                                    zwolennikiem braku przywilejow ekonomicznych z powodu dzieci (o ile nie
                                    doprowadziloby to do zapasci i kolejnych problemow), bo wolalbym, aby ludzie
                                    normalnie chcieli miec dzieci a mechanizmy panstwa nie byly zbudowane na
                                    spoleczno-pokoleniowej sprawiedliwosci, ktora wymaga wszystkiego jak zalozono z
                                    gory, aby panstwo funcjonowalo, jednak w dzisiejszych czasach jestem
                                    zwolennikiem prowadzenia rozwaznej polityki demograficznej jako realista (nie
                                    tylko ekonomicznej, aby bylo jasne) i jako realista jeszcze wiekszym wrogiem
                                    uleganiu roszczeniowosci obywateli i dawania coraz to wiekszej ilosci bzdurnych
                                    przywilejow,

                                    Gruss, T.
                                    • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 19:10
                                      Ko;lega ja wiem jak trudnie jest zdefiniowanie państwa wiem, bo kolokwium z
                                      tego pisalam i przez sen moge recytowac czemu to jest trudne.
                                      Nie przekonuj mnie wiec, bo to bezcelowe i toche na sile.

                                      Sadze ze nasza rozmowa zmierza w sumie do nikad bo odchodzi od glownego te,atu
                                      tak bardzo, ze gdziez umyka mi sens tego wszytkiego.

                                      EOT
                                    • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 20:49
                                      > I oczywiscie, ze jak najbardziej jestem za tym, aby malzenstwo mialo prawo do
                                      > nieposiadania dzieci. Jednakze nie chcialbym, aby to byl powod, dla ktorego
                                      > przywileje ekonomiczne mialyby sie rozlazic na wszelkie inne twory i relacje
                                      > miedzyludzkie, tylko dlatego, ze malzenstwo je ma a nie ma dzieci.

                                      Czy "wszelkimi innymi tworami i relacjami międzyludzkimi" nazywasz pary
                                      homoseskualne? nie wiedzialam ze jeden problem homoseskualizmu moze byc
                                      widziany jako zlozonosc problemow i wielosc "tworów".
                            • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 16:45
                              > Rozumiem, że podać racjonalne argumenty, ale jeśli takimi są uczucia, to
                              > dlaczego nie przyjaźń? (już pominę sprawę odróżnienia przyjaźni od miłości).

                              No wlasnie, pomijasz sprawe odroznienia przyjazni od milosci i stad to
                              nieporozumeinie. W przyjazni mowisz 'poszedlbym za Toba w ogien' . W
                              milosci 'kocham Cie. Calą. Emocjonalnie i seksualnie.'
                        • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 16:07
                          Nietakasama ma rację - powtórzę raz jeszcze - chodzi o miłość.
                          Jak najbardziej chodzi o miłość, dlatego nie przestanę używać tego słowa do
                          uzasadniania swoich pomysłow.
                          Zdaje się, ze niedokonca rozuemiesz, ze uczucie homoseksualne takze jest
                          miloscia.
                          • abaddon_696 Re: Problemy do rozważenia 12.09.05, 16:09
                            > Jak najbardziej chodzi o miłość, dlatego nie przestanę używać tego słowa do
                            > uzasadniania swoich pomysłow.
                            > Zdaje się, ze niedokonca rozuemiesz, ze uczucie homoseksualne takze jest
                            > miloscia.

                            Inna sprawa, czy z racji miłości należą się jakieś prawa, choćby takie wspólne
                            opodatkowanie się małżonków...
                            • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 16:24
                              jeszcze jedno, wybacz prywatną wycieczke, ale powiedz mi, ożeniłeś się ze swoją
                              zoną dlatego ze Ją kochasz, czy dlatego ze mozesz miec z Nią dzieci i tym samym
                              być pozytecznym dla panstwa?
                          • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 12.09.05, 16:19
                            Nie wiem, chyba jednak się należą, skoro chociazby heteroseksualne pary
                            bezdzietne je mają...
                            • nietakasama Re: Problemy do rozważenia 13.09.05, 11:44
                              Nie jest to właściwe miejsce, ale mam uprzejmą prośbe- ktosiaczku, zarejestruj
                              się :)
                              Masz bardzo ładny nick, jesteś już chyba stałym uczestnikiem rozmów; rozwaz to
                              proszę.
                          • Gość: Bleman Re: Problemy do rozważenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.05, 00:45
                            Ale milosc ;-) jest mechanizmem scisle zwiazanym z rozmnazaniem ;-) wiec piszac
                            ,ze chodzi o milosc poprostu uwazasz ,ze malzenstwo to zwiazek ludzi ktorzy
                            podswiatomie uwazaja sie za najlepszych partnerow do wyprodukowania dzieciaka. ;-)

                            > Zdaje się, ze niedokonca rozuemiesz, ze uczucie homoseksualne takze jest
                            > miloscia.

                            To jest wyjatek ;-)
                            • Gość: ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia IP: *.biskupice.sdi.tpnet.pl 13.09.05, 11:49
                              a więc uwazasz ze miloscia jest pociąg seksualny? (bo to 'uwazanie sie za
                              najlepszych partnerow do wyprodukowania dziecka' nie jest niczym innym nie jest)
                              Mam na ten temat inne zdanie. Dla mnie milosc to pragnienie zjednoczenia sie z
                              drugim czlowiekeim, owszem, zjednoczenie takze o zabarwieniu seskualnym, ale
                              przede wszystkim emocjonalnym. To poczucie ze wlasnei z ta osoba chce isc pzrez
                              zycie, dla tej osoby zrobilabym wszystko . Bo ją kocham.
                              I uczucie homoseksualne faktycznei jest wyjatekiem. Jedynym w swoim rodzaju.Bo
                              pokazuje UCZUCIE wlasnie, ktore mimo iz bez szans na splodzenie dziecka, to
                              jednak trwa. Spojrzmy prawdze w oczy - homoseskualizm to nie pedofilia, nie
                              kazirodztwo, nie zoofilia...To dwoje doroslych ludzi ktorzy sie kochają.
                              Kochają. Nie tylko uprawiają seks ktory mialby na celu plodzenie. Czy to tak
                              ciezko zrozumiec? Przeciez heteroseskualisci tez to czują, drogi Blemianie.
                              • Gość: Bleman Re: Problemy do rozważenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.05, 13:15
                                > Mam na ten temat inne zdanie. Dla mnie milosc to pragnienie zjednoczenia sie z
                                > drugim czlowiekeim, owszem, zjednoczenie takze o zabarwieniu seskualnym, ale
                                > przede wszystkim emocjonalnym. To poczucie ze wlasnei z ta osoba chce isc pzrez
                                >
                                > zycie, dla tej osoby zrobilabym wszystko . Bo ją kocham.

                                Czyli szukanie bezpieczenstwa i stabilnosci ktore sa niezbedne do wychowania
                                dziecka(oczywiscie mowimy o podswiadomym, instynktownym zachowaniu).
                                O ile mi wiadomo ludzkie młode nie sa wpelni samodzielne, wiec niezbedna jest
                                opieka, a jak "natura" mogla zachecic ludzi do tej opieki ? ano tworzac instynkt
                                maciezynski oraz milosc(czyli instynktowne poszukiwanie bezpiecznstwa itd.)
                                • ktosiaczek Re: Problemy do rozważenia 13.09.05, 14:23
                                  hmmm... Naprawde sadzisz ze mezczyzna bedac gejem szuka podswiadomie w innym
                                  mezczyznie bezpieczenstwa ktore zapewniloby komfort ich dzieciom?
                                  • Gość: trevik Re: Problemy do rozważenia IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.05, 14:27
                                    Stad tez niektorzy mowia o chorobie w takiej sytuacji,

                                    Gruss, T.
                                    • ktosiaczek Niektórzy, owszem. 13.09.05, 14:50
                                      A niektórzy o braku empatii i widzeniu własnego losu na tym ziemskim padole
                                      jako wyscigu w zaplodnianiu (?)
                                      • Gość: Bleman Re: Niektórzy, owszem. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.05, 16:31
                                        Ktosiaczku ale znajomosc pewnych mechanizmow nie zmienia faktu ,ze milosc jest
                                        poprostu przyjemna i mozna sie nia cieszyc.
        • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 15:07
          >No i dane statystyczne z
          > krajów poszerzających definicję małżeństwa do wersji 3 wskazują, że małżeństwo
          > traci tam na znaczeniu (wzrastająca ilość rozwodów, zmiejszająca się ilość
          > zawieranych małżeństw)....


          Jakie dane?

          Podaj proszę źródło.
          Bo ja osobiście nie znam takich danych.

          A co do tego, że ostatnia definicja wydaje sie rozmyta, zgodze się z Tobą.
          Sama w sobie jest dośc nijaka, bo stwierdzenie ze jest to związek formalny
          zawierany po to, aby dwoej ludzi mogło się realizować, jest płynne i nijakie,
          bozawira w sobie zaróno małżeństwo jak i konkubinat (zakładając że prawnie
          regulowany, bo w Polsce takiej regulacji nie ma).

          Mi osobiście podoba się 2ga definicja, ponieważ zawiera w sobię pojęcia
          małzeństwa jako unii ludzi o ronych celach, aspiracjach i poglądch...
          (swoją drogą-ciekawe słowo "unia" do okreslenia związku małżeńskiego :)
          • robert_32 Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 16:04
            Według Urzędu Statystycznego Wspólnoty Europejskiej (Eurostat 2001) ilość
            zawieranych małżeństw w Unii Europejskiej (15 krajów) spadła z 2 247 900 w 1980
            r. do 1 926 700 w 2001 r., podczas gdy ilość rozwodów wzrosła z 503 300 w 1980
            r. do 705 600 w 2001 r. Wskaźnik zawartych małżeństw na 1000 mieszkańców
            zmniejszył się z 6,3 w 1980 r. do 5,1 w 2000 r., a wskaźnik rozwodów wzrósł z
            1,4 w 1980 r. do 1,9 w 2000 r. Największy wskaźnik rozwodów odnotowano na Litwie
            i w Estonii (3,2). W 2001 r. w Wielkiej Brytanii było 155 tys. rozwodów
            (wskaźnik: 2,6) na 306 tys. zawartych małżeństw (wskaźnik: 5,1). W Niemczech w
            2001 r. było 195 tys. rozwodów (wskaźnik: 2,4) na 389 tys. zawartych małżeństw
            (wskaźnik: 5,1). We Włoszech natomiast w 2001 r. było tylko 37 600 rozwodów
            (wskaźnik: 0,7) na 280 tys. zawartych małżeństw (wskaźnik: 4,9). Mało rozwodów
            jest również w Hiszpanii (39 tys. w 2001 r., wskaźnik: 1, na 210 tys. zawartych
            małżeństw, wskaźnik: 5,3).
            • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 16:51
              Dobrze, przytoczyleś mi statystyki dotyczace ilości rozwodów w poszczególnych
              państwach. A yteraz powiąz to prosze z twoją teoria, ze im wizja małżeństwa
              bliższa 3ciej definicji, tym więcej rozwodów.
              • kocia_noga Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 16:53
                nietakasama napisała:

                > Dobrze, przytoczyleś mi statystyki dotyczace ilości rozwodów w poszczególnych
                > państwach. A yteraz powiąz to prosze z twoją teoria, ze im wizja małżeństwa
                > bliższa 3ciej definicji, tym więcej rozwodów.
                >
                >
                :))))
              • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 18:04
                Sorry, ze sie wtracam, ale dla mnie to przynajmniej wyglada tak, ze rozsadek
                nakazuje, aby to reformator dowodzil analiza, ze jego pomysly sa sluszne, czy nie?
                Czy to moze bedzie tak, ze kazdy wyskoczy z najbardziej bzdurnym pomyslem, ze
                cos ma byc tak a nie inaczej a my (tj. ci, ktorzy zdają sobie sprawe z ryzyka
                manipulowania spoleczenstwami) bedziemy szukac w nim slabych punktow i brac na
                siebie ciezar dowodzenia, ze pomysl nie jest sluszny.

                Takze wg. mnie to raczej Ty powinnas swoich reformatorskich pomyslow bronic i te
                przytoczone dane postarac sie "odciac" od wspolczesnych zmian mentalnosciowych
                (polegajacych na wiekszej roszczeniowosci obywateli imho przejawiajacej sie w
                takich pomyslach jak definicja 3, ktora jest coraz bardziej popularna w europie)
                a zrzucic je na inne czynniki,

                Gruss, T.
                • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 18:27
                  > Sorry, ze sie wtracam, ale dla mnie to przynajmniej wyglada tak, ze rozsadek
                  > nakazuje, aby to reformator dowodzil analiza, ze jego pomysly sa sluszne, czy
                  n
                  > ie?

                  No jasne, i zgodnie z tą zasadą poprosilam zalozyciela tego postu aby byl laska
                  dowiesc swojej teorii ze im wizja malzenstwa w danym kraju blizsza tej 3 ktora
                  podal, tym wiecej rozwodow.
                  To byla jego teoria anie moja, wiec ja go ladnie prosze zeby trgo dowiodl.

                  Czy cos ci sie jeszcze wtym nie zgadza? :)
                  • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 19:04
                    Dziwne, bo ja myslalem, ze to Ty jestes zwolenniczka zmiany obecnego porzadku,

                    Gruss, T.
                    • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 19:13
                      Ale my tu nie o porzadku jakims, tylko o pewnej teorii ktorej podstaw nie
                      rozumiem wiec prosze o wyjasnienie :)

                      Rozmawiam z zalozycielem tego watku na zupelnie inny temat i nie bardzo
                      rozumiem twoje wstawki.

                      ---
                      ><
                      Dlaczego całe życie byłeś taki zajadły? To sprawa hormonów czy wyższego nakazu?
                      T.K.
    • Gość: Bleman Re: Definicja małżeństwa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.05, 13:36
      1
      Jak by nie bylo w wiekszosci kultur na swiecie malzenstwo jest tak postrzegane.
      • kocia_noga Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 14:39
        Gość portalu: Bleman napisał(a):

        > 1
        > Jak by nie bylo w wiekszosci kultur na swiecie malzenstwo jest tak
        postrzegane.



        Czyżby? A co z tym "konstytuowaniem praw i obowiązków " odbywającym się
        wewnątrz małżeństwa , tak na przykład?
        Poza tym Robert przyjmuje założenie , że istotnym ( esencjonalnym) celem
        małżeństwa jest posiadanie dzieci i z tej pozycji krytykuje pozostałe
        definicje , że nie oddają istoty - to przecież petitio principii.
        • Gość: Bleman Re: Definicja małżeństwa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.05, 14:44
          A o co ci chodzi ?

          Wersja 1 jest najczestrza, czy to w chinach, indiach ,europie czy afryce.

          > Poza tym Robert przyjmuje założenie , że istotnym ( esencjonalnym) celem
          > małżeństwa jest posiadanie dzieci i z tej pozycji krytykuje pozostałe
          > definicje , że nie oddają istoty - to przecież petitio principii.

          A co mnie obchodzi co sobie(na siebie ;-))) ) zakłada Robert ?
          • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 14:48
            Tudziez mozemy domniemywac, ze dlatego jest najczestsza, bo cywilizacje i
            kultury, ktore implementowaly tak pojeta rodzine mialy wieksza zdolnosc do
            przetrwania. W kwestiach obyczajowych negowanie tego, co jest wspolnym
            mianownikiem najwiekszej ilosci istniejacych kultur wydaje sie byc faktycznie
            nierozsadne,

            Gruss, T.
            • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 15:12
              >W kwestiach obyczajowych negowanie tego, co jest wspolnym
              > mianownikiem najwiekszej ilosci istniejacych kultur wydaje sie byc faktycznie
              > nierozsadne

              Oj kolego, gdyby przyjąc takie założenie jaki imperatyw, wciąż podlegalibyśmy
              świętej inkwizycji lub naznacali cudzołożników szkarłatnymi literami :)

              To co napisaleś jest nielogiczne.
              Bo neguje zaczynek rozwoju lub może raczej ewolucji obyczajowości, jakim sa
              zawsze obszary na ktorych zachodza pierwsze zmiany.
              • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 15:38
                > To co napisaleś jest nielogiczne.
                > Bo neguje zaczynek rozwoju lub może raczej ewolucji obyczajowości, jakim sa
                > zawsze obszary na ktorych zachodza pierwsze zmiany.

                Ależ nie neguję - ja tylko prostestuje przeciwko negowaniu tego, co wiemy, że
                jest bezpieczne. Zmiany mogą następować powoli a my możemy je powoli obserwować,
                chętnie przeczytam opracowania o korzyściach dla obywateli i ich państw za
                kilkadziesiąt lat w państwie, które sobie takie pomysły zaimlementuje. Jak ktoś
                udowodni czarno na białym, że są z tego realne korzyści, to dlaczego - można
                rozważyc,

                Gruss, T.

                PS: BTW Swieta inkwizycja nie byla i naznaczanie códzołożników szkarłatnymi
                literami nie było chyba nigdy wspólnym mianownikiem istniejących kultur na
                świecie, czy sie mylę?
                • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 15:47

                  Zacznę od końca:
                  > PS: BTW Swieta inkwizycja nie byla i naznaczanie códzołożników szkarłatnymi
                  > literami nie było chyba nigdy wspólnym mianownikiem istniejących kultur na
                  > świecie, czy sie mylę?

                  Użyles okreslenia "negowanie tego, co jest wspolnym
                  mianownikiem najwiekszej ilosci istniejacych kultur "- w czasach najwiekszej
                  ekspansywności świętej inkwizycji, obejmowała ona zasięgiem całą niemalże
                  Europę, kontynent brytyjski oraz (poprzez spóściznę) takze amerykański. Czy to
                  nie jest większość istniejących kultur w ówczesnym czasie?
                  Bo mówimy o kulturach ekspansywnych jak rozumiem, chyba ze chcesz też
                  uwzględniać kulturę owczenych plemiona afrykańskich...


                  > Ależ nie neguję - ja tylko prostestuje przeciwko negowaniu tego, co wiemy, że
                  > jest bezpieczne.

                  Czyli ścisły konserwatyzm.
                  Tyle że czasem warto sie zastanowić czy brak kroków w przód nie jest
                  przypadkiem czasem krokiem wstecz.

                  >Jak ktoś
                  > udowodni czarno na białym, że są z tego realne korzyści, to dlaczego - można
                  > rozważyc

                  Fantasmagoria.
                  Zmiany społeczne nie następują skutkiem czuejś uchwały lub pomysłu, one są
                  wypadkową drobnych, najczęściej spontanicznych zmian. Tego nikt nie planuje, to
                  się dzieje.
                  Jasne, pieknie by bylo gdyby każdą zmiane społeczną dało się rozważyć, zmierzyć
                  i policzyć, napisac naukowe rozprawy i na drodze prawnej wprowadzić w zycie.
                  Nigdy tak nie było i nigdy tak nie bedzie. Bo nawet jesli jakieś zmiany
                  wchodziły w życie stosunkowo nagle, to były wynikiem wczesniejszych zmian,
                  tworzących dla nich grunt.
                  • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 16:40
                    > Czy to
                    > nie jest większość istniejących kultur w ówczesnym czasie?

                    Słowo "większość" trudno odnieść do mojego określenia "wspólny mianownik".
                    Wspolny mianownik, to cos takiego, co występowało i występuje _we wszystkich_
                    rozwiniętych kulturach na świecie. Tym jest rodzina, w różnych modyfikacjach
                    (czasem z poligamią), ale na pewno jako związek heteroseksualny z dziećmi. Czy
                    mam jeszcze coś napisać, aby to było jasne?

                    > Bo mówimy o kulturach ekspansywnych jak rozumiem, chyba ze chcesz też
                    > uwzględniać kulturę owczenych plemiona afrykańskich...

                    Jeśli kultura była ekspansywna, to na pewno była wewnętrznie silna i atrakcyjna.
                    Kultura ówczesnych i współczesnych plemion afrykańskich jest jednak mało
                    atrakcyjna dla dzisiejszych postępowców - szkoda, bo gdyby było inaczej być może
                    znaleźliby coś dla siebie w tych kulturach pod kątem definicji małżeństw i
                    związków i nie zawracaliby tym głowy w naszych rozwiniętych krajach.

                    > Zmiany społeczne nie następują skutkiem czuejś uchwały lub pomysłu, one są
                    > wypadkową drobnych, najczęściej spontanicznych zmian. Tego nikt nie planuje, to
                    > się dzieje.

                    Ja nie piszę o zmianach społecznych a o prawie państwowym. Nie mam zamiaru
                    modyfikować społeczeństwa prawem państwowym w przeciwieństwie do moich oponentów
                    - Twój argument to w zasadzie bramka samobójcza i pomyśleć, że piszesz z kraju
                    (AFAIR), który przez takich inżynierów społecznych początku XX wieku stracił
                    połowę tego wieku na implementowanie rewolucyjnych systemów społecznych i do
                    dziś ma trudno się z ich działań podnieść. Zwłaszcza znając ten przykład powinno
                    się ostrożniej wydawać sądy na temat implementowania prawa stymulującego zmiany
                    społeczne w państwie.

                    Gruss, T.
                    • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 17:02
                      > Słowo "większość" trudno odnieść do mojego określenia "wspólny mianownik".
                      > Wspolny mianownik, to cos takiego, co występowało i występuje _we wszystkich_
                      > rozwiniętych kulturach na świecie. . Czy
                      > mam jeszcze coś napisać, aby to było jasne?

                      Nie znajdziesz niczego takiego, co byłoby wspolne we wszytkich kulturach.
                      Tego jednego jestem pewna. Chyba że osiągniesz taki stopien ogólności, ze
                      dyskusja skończy się nim się zacznie.

                      >Tym jest rodzina, w różnych modyfikacjach
                      > (czasem z poligamią), ale na pewno jako związek heteroseksualny z dziećmi.
                      A dałbys sobie rekę uciąć za to, ze w każdej kulturze istniała instytucja
                      rodziny? Bo ja nie.
                      Po jednym semestrze etnografii pewna jestem tylko tego, że człowiek potrafił
                      tworzyc takie twory spoleczne, ktore nam, ludziom zachodu nawet sie nie śniły.

                      > Ja nie piszę o zmianach społecznych a o prawie państwowym. Nie mam zamiaru
                      > modyfikować społeczeństwa prawem państwowym w przeciwieństwie do moich
                      oponentó
                      > w
                      > - Twój argument to w zasadzie bramka samobójcza i pomyśleć, że piszesz z kraju
                      > (AFAIR), który przez takich inżynierów społecznych początku XX wieku stracił
                      > połowę tego wieku na implementowanie rewolucyjnych systemów społecznych i do
                      > dziś ma trudno się z ich działań podnieść. Zwłaszcza znając ten przykład
                      powinn
                      > o
                      > się ostrożniej wydawać sądy na temat implementowania prawa stymulującego
                      zmiany
                      > społeczne w państwie.

                      Prawo państwowe jest wypadkową zmian społecznych. Przecież to oczywiste. zadne
                      prawo nie powstawnie w państwie ktorego spoleczeństwo nie jest na to prawo
                      gotowe, a jesli tak sie stanie, to zostanie ono szybciej lub pozniej zniesione.

                      I to jest rowniez moj argument na twoje stwierdzenie, ze Polska jest jednym z
                      krajow pod szablon projektowanych przez 50 lat. Owszem, ale projekt ten upadł.
                      I ostatecznie najwazniejsza ze zmian- czyli obalenie narzuconego systemu, było
                      wykwitem spolecznej świadomości, a nie odgórnych projektów.

                      I jeszcze coś. Te odgorne projekty tez były wynikiem zmian społecznych- tzn
                      rewolucji październikowej.
                      • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 17:39
                        > Nie znajdziesz niczego takiego, co byłoby wspolne we wszytkich kulturach.

                        W szczegółach nie, poza tym pisałem o rozwiniętych kulturach a nie plemieniu
                        dzikusów w którym podstawową jednostką "społeczną" był np. matriarchat oparty o
                        miłość lesbijską. W tym rozumieniu mam na myśli kultury, które przetrwały do
                        naszych czasów i się najlepiej rozwijały. Możemy na ten temat dyskutować, jednak
                        rodzina w ogólnym założeniu jest w każdej z nich. Etnograficznie to pewnie
                        wszystko jest możliwe.

                        > Owszem, ale projekt ten upadł.
                        > I ostatecznie najwazniejsza ze zmian- czyli obalenie narzuconego systemu, było
                        > wykwitem spolecznej świadomości, a nie odgórnych projektów.

                        Obalenie systemu nie nastąpiło w wyniku zmian społecznej świadomości a przez
                        potworną słabość gospodarcza systemu, który się zawalił. Na szczęście znalazła
                        się grupa ludzi gotowa kopnąć w ten system, który był juz prawie jak domek z
                        kart i ten (system) się ostatecznie w naszym kraju i nie tylko zawalił - bardzo
                        się cieszę i jestem tym ludziom dozgonnie wdzięczny (sam byłem dosyć młody jak
                        komunizm się sypał)

                        Ten Twoj "wykwit społecznej świadomości" był wynikiem wysiłku wielu jednostek,
                        które system komromitowały i przez to było wiadomo, jaki on jest a na pewno nie
                        był to wyłącznie wynik myślenia kilkudziesięciu milionów umysłowych baranów, bo
                        barany same też słabo myślowo ewoluują: wystarczy spojrzeć na Białoruś aby
                        wiedzieć o czym mówię (oni w większości są zadowoleni a większosc z
                        niezadowolonych to sa ci, ktorzy na podstawie porownania doszli do tego, ze
                        Lukaszenko jest zly i wierze, ze tylko nieliczny ulamek ma swiadomosc tego
                        ostatniego wylacznie na podstawie wlasnych przemyslen). Takze po zawaleniu sie i
                        doprowadzeniu do wyborow ludzie byli sklonni nie wybierac komunizmu - to byl
                        efekt wysilku tych, ktorzy z nim walczyli (metodami czasem bardzo osobliwymi, bo
                        glownie roszczeniami ekonomicznymi w stosunku do wladz - stad tez mamy w Polsce
                        problem lewicy w prawicy).

                        > I jeszcze coś. Te odgorne projekty tez były wynikiem zmian społecznych- tzn
                        > rewolucji październikowej.

                        Dość to ciekawe, co piszesz - nie powiem. Ja myślałem, że sama rewolucja była
                        wynikiem działania komunistów: filozofów, bojówkarzy i agitatorów, którzy
                        przekonali miliony baranów, że dzieje im się krzywda a ci ostatni sie zbuntowali.

                        "Ewolucja umyslow" (ze tak to nazwe, ale bede mily dla was) polegajaca na
                        przekonaniu do "malzenstw" opartych o milosc + roszczenia w strone panstwa to
                        tez glownie efekt dzialania agitatorow, ktorzy przekonuja ludzi, ze tak im
                        bedzie lepiej. W tym sensie specjalnie sie to z robota komunistow nie rozni.

                        Gruss, T.
                        • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 18:39
                          > Obalenie systemu nie nastąpiło w wyniku zmian społecznej świadomości a przez
                          > potworną słabość gospodarcza systemu, który się zawalił. Na szczęście znalazła
                          > się grupa ludzi gotowa kopnąć w ten system, który był juz prawie jak domek z
                          > kart i ten (system) się ostatecznie w naszym kraju i nie tylko zawalił -
                          bardzo
                          > się cieszę i jestem tym ludziom dozgonnie wdzięczny (sam byłem dosyć młody jak
                          > komunizm się sypał)

                          No dobrze, ale swiadomosc spoleczna musiala dojrzec do tego, by moglo sie ono
                          zbuntowac :)
                          Przeciez my piszemy o tym samym, z ta rownica ze ty nie uwazgkedniasz czynnika
                          swiadomosci spolecznej, ktora dla mnie jest kluczowa. Wszelkie rewolty, zmiany
                          czy ewolucje nie dzieja sie w oderwaniu od czasu przeszlego, one musza dojrzec
                          w swiadomosci ludzi.

                          > Dość to ciekawe, co piszesz - nie powiem. Ja myślałem, że sama rewolucja była
                          > wynikiem działania komunistów: filozofów, bojówkarzy i agitatorów, którzy
                          > przekonali miliony baranów, że dzieje im się krzywda a ci ostatni sie
                          zbuntowal
                          > i.

                          no dobrze ale ty mi przeciez wcale tym co piszesz nie zaprzeczasz :)
                          Przeciwnie wrecz potwierdzasz moje slowa. poleczenstwo zmienilos ie pod wplywem
                          tych, jak piszesz, agitatorow. To jest ta spoleczna zmianea o ktorej ja pisze.

                          > "Ewolucja umyslow" (ze tak to nazwe, ale bede mily dla was) polegajaca na
                          > przekonaniu do "malzenstw" opartych o milosc + roszczenia w strone panstwa to
                          > tez glownie efekt dzialania agitatorow, ktorzy przekonuja ludzi, ze tak im
                          > bedzie lepiej.

                          Oj tu sie bardzo mylisz.
                          Jesli sadzisz ze to feministki tworza roszczenia rodzin wobec poanstwa to
                          jestes w kolosalnym bledzie. przeciez to skrajni prawicowcy snuja sobie wlasnie
                          tak zwana polityke pro rodzinne zgodnie z ktora rodzinie sie ciagle nalezy, bo
                          jest rodzina.

                          I takie pytanie mi sie jeszcze nasunelo na mysl- a o co, jesli nie o milos,
                          powinna byc oparta rodzina?
                          • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 19:18
                            > Oj tu sie bardzo mylisz.
                            > Jesli sadzisz ze to feministki tworza roszczenia rodzin wobec poanstwa to
                            > jestes w kolosalnym bledzie. przeciez to skrajni prawicowcy snuja sobie wlasnie
                            > tak zwana polityke pro rodzinne zgodnie z ktora rodzinie sie ciagle nalezy, bo
                            > jest rodzina.
                            > I takie pytanie mi sie jeszcze nasunelo na mysl- a o co, jesli nie o milos,
                            > powinna byc oparta rodzina?

                            I tak i nie.
                            Raz, ze skrajni prawicowcy (chodzi o LPR) wykorzystuja wizerunek rodziny i mnoza
                            roszczenia, bo najnormalniej w swiecie nabija im to elektorat a nie dlatego, ze
                            kazdy wypadek, kazdej rodziny jest korzystny dla panstwa i obywateli i byle jak
                            najwieksza: jest granica ilosci dzieci a LPR opowiada sie za natalizmem, ktory
                            wymaga bardzo duzego zaangazowania w zycie rodzinne rodzicow, aby to bylo
                            wartosciowe dla panstwa a w Polsce chyba chca pod to podciagnac matke polke z
                            mezem pijakiem i 10 dzieci a to nie jest natalizm tylko bieda.

                            Dwa, ze w Polsce jest bardzo slaba polityka prorodzinna: jedyne, co jest to ulgi
                            w spadkach/rentach, "przenoszenie" emerytur i wspolne podatkowanie sie. Mysle,
                            ze panstwo polskie ma wiekszy zysk z rodziny, niz traci akurat na tych dwoch
                            czynnikach, choc np. opieka spoleczna w Polsce tez jest slaba: generalnie w
                            Polsce jest dosc specyficzny socjalizm (beneficjenci sa bardzo skoncentrowani -
                            moze i dobrze, bo liberalowie maja jakies szanse zaistniec i to wogole troche
                            posprzatac).

                            I oczywiscie, ze jesli chodzi o milosc, to sie nic nie zmienia: rodzinna powinna
                            byc emocjonalnie o milosc oparta. Jednak sama rodzina to nie jest tylko milosc:
                            fundamentem rodziny z punktu widzenia panstwa jest bardzo powazny kontrakt, z
                            ktorego wynikaja wymierne konsekwencje a tak, jak mi sie widzi, wspolczesni
                            reformatorzy rodziny chca zlikwidowac niedogodnosci kontraktu (wywalic
                            zobowiazania, ulatwic rozwiazywanie kontraktu, zostawic przywileje za ktore
                            placi panstwo, czyli glownie single jako platnicy netto) i tlumacza to, ze
                            przeciez jest milosc i jest najwazniejsza. Stad moje stanowisko,

                            Gruss, T.
                            • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 21:47
                              Co do nabijania sobie elektoratu, to mimo całej mojej antypatii dla tego
                              ugrupowania i mu podobnych, jako stała słuchaczka RM i czytelniczka naszego
                              dziennika sądzę jednak, że oni naprawdę wierzą w to co mówią...
                              Inna rzecz co i jak mówią ale zostawmy to bo to temta rzeka.

                              Zgodze sie z toba ze w Polsce polityka pro rodzinna jest iluzoryczna. Ja jestem
                              jak najbardziej za ta polityka, tyle ze nie kosztem dyskryminowania kogokolwiek
                              w imie wywyzszania rodziny bo to jest zabijanie bolo zeba uderzeniem mlota.
                              Ale Polska potrzebuej takiej polityki do demograficznie kwiczy.
                              Tyle ze nzjglosniej wlasnie postuluja o ta polityke wlasnie skrajni prawicowcy,
                              i to w jakis dziwny sposob, bo zamiast walczyc na przyklda o darmowe zlobki,
                              ulgi mieskzaniowe, czy dopieszczenie urlopu wychowawczego dla tatusiów, oni
                              walcza z homoseksualistami ktorzy niszcza polska rodzine czy z prawem do
                              aborcji, jakby to nam mialo przysporzyc szczesliwych i dobrze sytuowanych
                              rodzin....
                              Nie wiem czy tez masz takie odczucia, ale jak dla mnie ich rozumienie polityki
                              pro rodzinnej jest jakąś obledna szarża przeciw ich sdaniem wrogom rodziny,
                              zamiast dzialaniem na jej rzeczw sposob konkretny.
                              O innych partiach wypowiadac sie nie bede bo wiemy doskonale ze nie ma ich za
                              co chwalic.

                              > I oczywiscie, ze jesli chodzi o milosc, to sie nic nie zmienia: rodzinna
                              powinn
                              > a
                              > byc emocjonalnie o milosc oparta. Jednak sama rodzina to nie jest tylko
                              milosc:
                              > fundamentem rodziny z punktu widzenia panstwa jest bardzo powazny kontrakt, z
                              > ktorego wynikaja wymierne konsekwencje a tak, jak mi sie widzi, wspolczesni
                              > reformatorzy rodziny chca zlikwidowac niedogodnosci kontraktu (wywalic
                              > zobowiazania, ulatwic rozwiazywanie kontraktu, zostawic przywileje za ktore
                              > placi panstwo, czyli glownie single jako platnicy netto) i tlumacza to, ze
                              > przeciez jest milosc i jest najwazniejsza. Stad moje stanowisko,


                              Nie stworzy się stabilnej rodziny bez fundamentu milosci.
                              I w tym względzie sie zgadzam z forumowiczka ktora doniosla role tego uczcucia
                              podkreslala. Z toba takze sie zgodze jesli chodzi o konsekwencje zobowiazan.
                              Ale juz nie rozumiem ska twoje przekonanie ze ktos (?) chce pozbyc sie tych
                              zobowiazan, ulatwic rozwiazanie zwiazku i pozostawic przywileje wynikajace z
                              zawarcia zw. malzenskiego.
                              Kto twoim zdaniem dazy do czegos takiego?
                              • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.05, 13:07
                                W LPR moze niektorzy w takie stawianie sprawy wierza, ale wydaje sie ze oni
                                staraja sie raczej stworzyc taki pogladowy monolit a poglad kazdego z czlonkow
                                na kazda sprawe musi byc identnyczny jak poglady wodza; tolerancja na odmiennosc
                                pogladow bardzo mala a nie wszystkie poglady wynikaja np. z religii, bo np.
                                domaganie sie szlabanu na rozwody w sytuacji, gdy kosciol uniewaznia malzenstwa
                                jest cokolwiek specyficzne: Giertych jest w tym wzgledzie bardziej papieski od
                                Papieza. Nie sadze jednak, ze te poglady podzielaja szeregowi czlonkowie i
                                dzialacze co do joty, jednak do kamery nie moga gadac inaczej.

                                > Zgodze sie z toba ze w Polsce polityka pro rodzinna jest iluzoryczna. Ja jestem
                                > jak najbardziej za ta polityka, tyle ze nie kosztem dyskryminowania kogokolwiek

                                Polityka prorodzinna jest sila rzeczy dyskryminujaca i to wynika z jej
                                definicji: dyskryminowani do tej pory sa ludzie, ktorzy sa poza zwiazkiem
                                malzenskim w stosunku do tych, ktorzy sa malzenstem. Mozna oczywiscie rozwazyc
                                przeniesienie punktu ciezkosci przywilejow z warunku zwiazku malzenskiego na
                                warunek posiadania dzieci i tym sposobem zrobic to bardziej fair (zwlaszcza, ze
                                malzenstw bezdzietnych coraz to wiecej i nie jeset to pomijalny margines),
                                tudziez przestac dyskryminowac tych, ktorzy chca zyc razem i argumentuja, ze z
                                punktu widzenia interesow panstwa nie sa bardziej, czy mniej wartosciowi niz
                                malzenstwa bezdzietne a przywilejow nie maja. Dwie kaczki za jednym strzalem.

                                Co do charakteru polityki prorodzinnej, to warto ja jeszcze tak skonstruowac
                                (jak piszemy o interesach panstwa), aby wsparcie bylo jak najwieksze dla tych,
                                ktorzy wychowuja dzieci najbardziej wartosciowe. Ulgi mieszkaniowe to bardzo
                                specyficzna sprawa (nie dla kazdego), czy darmowe zlobki - mozna rozne sprawy
                                przemyslec, ale najwazniejsze, aby mialo to faktyczny sens, z LPR boje sie, ze
                                bedzie raczej chodzilo o pomoc dla tych, ktorzy juz dzieci maja a polityka
                                prorodzinna gdy nie bedzie poparta wlasciwa edukacja spoleczenstwa przypuszczam,
                                ze bedzie tylko kosztowna (moze cos da, ale koszty moga byc nieproporcjonalnie
                                wysokie do zyskow).

                                > Ale juz nie rozumiem ska twoje przekonanie ze ktos (?) chce pozbyc sie tych
                                > zobowiazan, ulatwic rozwiazanie zwiazku i pozostawic przywileje wynikajace z
                                > zawarcia zw. malzenskiego.
                                > Kto twoim zdaniem dazy do czegos takiego?

                                ?!? Teraz to mnie zaskoczylas. Proponuje przeczytac cos w necie o rejestrowanych
                                zwiazkach partnerskich i co mysla ludzie, ktorzy domagaja sie ich wprowadzenia.
                                Moze tutaj nie bylo o tym mowy, ale ja zakladalem, ze kazdy wie, co sie dzieje w
                                glowach tych, ktorzy sie tego domagaja. BTW ciekawe zjawisko jest w tych
                                panstwach, ktore przyjely ustawy o zwiazkach rejestrowanych dajac im wszystkie
                                prawa _i obowiazki malzenstwa_: organizacje zrzeszajace zachwycone a procent
                                homoseksualistow zawierajacych takie zwiazki czasem nie przekracza 10%. Walka
                                nie idzie o prawa (te mozna sobie zapewnic innymi metodami razem ze bzdurna
                                informacja medyczna, bedaca zdaje sie glownym argumentem) a o przywileje.
                                Podobnie z adopcja dzieci (zjawisko delikatnie mowiac zadkie w parach
                                homoseksualnych), choc prawo niektorych panstw to dopuszcza. Zreszta jest wielu
                                (i coraz wiecej) takich, ktorzy chca zdjac z malzenstwa obowiazki i zostawic
                                przywileje - tu naprawde nie idzie o uczucia,

                                Gruss, T.
                                • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 13.09.05, 13:32
                                  > W LPR moze niektorzy w takie stawianie sprawy wierza, ale wydaje sie ze oni
                                  > staraja sie raczej stworzyc taki pogladowy monolit a poglad kazdego z czlonkow
                                  > na kazda sprawe musi byc identnyczny jak poglady wodza; tolerancja na
                                  odmiennos
                                  > c
                                  > pogladow bardzo mala a nie wszystkie poglady wynikaja np. z religii, bo np.
                                  > domaganie sie szlabanu na rozwody w sytuacji, gdy kosciol uniewaznia
                                  > malzenstwajest cokolwiek specyficzne: Giertych jest w tym wzgledzie bardziej
                                  > papieski odPapieza. Nie sadze jednak, ze te poglady podzielaja szeregowi
                                  > czlonkowie idzialacze co do joty, jednak do kamery nie moga gadac inaczej.

                                  No z tym się zgadzam w całości.


                                  > Polityka prorodzinna jest sila rzeczy dyskryminujaca i to wynika z jej
                                  > definicji: dyskryminowani do tej pory sa ludzie, ktorzy sa poza zwiazkiem
                                  > malzenskim w stosunku do tych, ktorzy sa malzenstem.

                                  Nie zrozumielismy się. Ja mialam na mysli prowadzenie takiej polityki pro
                                  rodzinnej która nienmalże zmusza poprzez swoje rozwiązania do dzieciorobstwa,
                                  bedąc tym samym dyskryminujaca dla kobiet. Bo takie pomysły już padały jak
                                  chociazby to żeby kobietom mającym dzieci zabronić pracować, to wtedy rozwiąże
                                  się problem bezrobocia (zwolnia się miejsca pracy) i zrobi siez nich przykladne
                                  matki- i inne tego typu nowalijki.
                                  Lub tez walka z kampanią przeciw przemocy w rodzinie w ramach polityki pro
                                  rodzinnej (sic!)- LPR uznal, że mówienie w mediach o tym, ze sa ojcowie
                                  psychopaci ktorzy piją i bija to jest zamach na fundamenty rodziny.Moznaby
                                  takie wykwity pro rodzinnej myśli mnozyć.

                                  Nie miałam na mysli sprawiedliwosci uniwersalnej, bo ta nie istnieje. Z
                                  założenia jeśli jesteśmy nastawieni względem czegoś pro, to wywyższamy obiekt
                                  naszej dbałości.



                                  >mozna rozne sprawy
                                  > przemyslec, ale najwazniejsze, aby mialo to faktyczny sens, z LPR boje sie, ze
                                  > bedzie raczej chodzilo o pomoc dla tych, ktorzy juz dzieci maja a polityka
                                  > prorodzinna gdy nie bedzie poparta wlasciwa edukacja spoleczenstwa
                                  przypuszczam
                                  > ,
                                  > ze bedzie tylko kosztowna (moze cos da, ale koszty moga byc nieproporcjonalnie
                                  > wysokie do zyskow).

                                  Z tym też sie zgadzam.
                                  Polityka pro rodzinna nie powinna polegac na beztroskim obdzielaniu
                                  wielodzietnych rodzin pieniędzmi podatnikow, tylko na takich dzialaniach ktore
                                  umożliwią im samodzielne zdobycie tych pieniedzy. Wedka zamiast ryby, stara
                                  dobra zasada..

                                  >ale ja zakladalem, ze kazdy wie, co sie dzieje w
                                  > glowach tych, ktorzy sie tego domagaja. BTW ciekawe zjawisko jest w tych
                                  > panstwach, ktore przyjely ustawy o zwiazkach rejestrowanych dajac im wszystkie
                                  > prawa _i obowiazki malzenstwa_: organizacje zrzeszajace zachwycone a procent
                                  > homoseksualistow zawierajacych takie zwiazki czasem nie przekracza 10%. Walka
                                  > nie idzie o prawa (te mozna sobie zapewnic innymi metodami razem ze bzdurna
                                  > informacja medyczna, bedaca zdaje sie glownym argumentem) a o przywileje.

                                  Ja jestem jedną z tych osób ktore opowiadają sie za legalizacją konkubinatów,
                                  ale nie celem przyznania im całości praw przysługujacych małżeństwo, a raczej w
                                  celu zaqbezpieczenia ich potomstwa.
                                  Bo dorosłi ludzie w gruncie rzeczy moga i tak bedą sobie układać życie jak
                                  chcą, ale dzieci w takich związkach powinny być zabezpieczonone finansowo
                                  identycznie jak dzieci pochodzące z małżeństw.

                                  No i jeszcze jedna rzecz przemawia z mojej strony za legalizacją konkubinatu-
                                  nie znosze gdy prawo udaje, że jakiegoś zjawiska nie ma.
                                • kocia_noga Re: Definicja małżeństwa 13.09.05, 15:09
                                  Gość portalu: trevik napisał(a):

                                  . Mozna oczywiscie rozwazyc
                                  > przeniesienie punktu ciezkosci przywilejow z warunku zwiazku malzenskiego na
                                  > warunek posiadania dzieci i tym sposobem zrobic to bardziej fair (zwlaszcza,
                                  ze
                                  > malzenstw bezdzietnych coraz to wiecej i nie jeset to pomijalny margines),
                                  > tudziez przestac dyskryminowac tych, ktorzy chca zyc razem i argumentuja, ze z
                                  > punktu widzenia interesow panstwa nie sa bardziej, czy mniej wartosciowi niz
                                  > malzenstwa bezdzietne a przywilejow nie maja. Dwie kaczki za jednym strzalem.

                                  Jestem za.Diabeł tkwi w szczegółach , ale nie taki straszny.

                                  >
                                  > Co do charakteru polityki prorodzinnej, to warto ja jeszcze tak skonstruowac
                                  > (jak piszemy o interesach panstwa), aby wsparcie bylo jak najwieksze dla tych,
                                  > ktorzy wychowuja dzieci najbardziej wartosciowe.

                                  To znaczy?

                                  Zreszta jest wielu
                                  > (i coraz wiecej) takich, ktorzy chca zdjac z malzenstwa obowiazki i zostawic
                                  > przywileje - tu naprawde nie idzie o uczucia,


                                  Tez tak sądzę.Jestem za przyznawaniem chętnym nielicznym gejom czy lesbijkom
                                  prawa do legalizacji związku , a nawet do nazywania go małżeństwem , widze w
                                  tym liczne korzyści , a zdecydowanie przeciwna jestem ulgom finansowym z tego
                                  tytułu.Chodzi ci zapewne o ulgi(zwolnienia podatkowe) z tytułu dziedziczenia
                                  czy wspólne rozliczanie dochodów ? Jestem przeciw.

                                  >
                                  > Gruss, T.
                                  • Gość: kathy Re: Definicja małżeństwa IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 13.09.05, 15:24
                                    Zreszta jest wielu
                                    > > (i coraz wiecej) takich, ktorzy chca zdjac z malzenstwa obowiazki i zosta
                                    > wic
                                    > > przywileje - tu naprawde nie idzie o uczucia,
                                    >
                                    >
                                    > Tez tak sądzę.Jestem za przyznawaniem chętnym nielicznym gejom czy lesbijkom
                                    > prawa do legalizacji związku , a nawet do nazywania go małżeństwem , widze w
                                    > tym liczne korzyści , a zdecydowanie przeciwna jestem ulgom finansowym z tego
                                    > tytułu.Chodzi ci zapewne o ulgi(zwolnienia podatkowe) z tytułu dziedziczenia
                                    > czy wspólne rozliczanie dochodów ? Jestem przeciw.
                                    to już może - jak trevik zasugerował - zostawić definicję małżeństwa i skupić
                                    się na zdefiniowaniu innych związków? zakładając że jest taka potrzeba - bo
                                    ułatwienia finansowe to można załatwić umowami cywilnoprawnymi a dziedziczenie
                                    testamentem

                                    Jestem za przyznawaniem chętnym nielicznym gejom czy lesbijkom
                                    > prawa do legalizacji związku , a nawet do nazywania go małżeństwem , widze w
                                    > tym liczne korzyści , a zdecydowanie przeciwna jestem ulgom finansowym z tego
                                    > tytułu.Chodzi ci zapewne o ulgi(zwolnienia podatkowe) z tytułu dziedziczenia
                                    > czy wspólne rozliczanie dochodów ? Jestem przeciw.
                                    to o jakich korzyściach mówisz jeśli nie finansowych? powadze i godności? bo ja
                                    wiem prestiżu? akceptacji społecznej?
                                  • Gość: trevik Re: Definicja małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.05, 15:46
                                    > > Co do charakteru polityki prorodzinnej, to warto ja jeszcze tak skonstruo
                                    > wac
                                    > > (jak piszemy o interesach panstwa), aby wsparcie bylo jak najwieksze dla
                                    > tych,
                                    > > ktorzy wychowuja dzieci najbardziej wartosciowe.
                                    >
                                    > To znaczy?

                                    Nie placic za dzieci ryczaltem po pare stow na pieluche a skoncentrowac sie na
                                    ulgach podatkowych dla rodzicow (placic ew. tylko bezrobotnym, ale ich z tego
                                    rozliczac, lepiej nawet fundowac takim dzieciom wyzywienie w stolowkach itd, aby
                                    rodzice nie przepili tej opieki). Do tego wszystkiego warto ulgi, czy subwencje
                                    jak najlepiej przywiazac do edukacji i zdrowego rozwoju i choc nie cierpie
                                    socjalizmu, to w pelni akceptuje dotacje obiektych sportowych, tanie dotowane
                                    podreczniki szkolne, zajecia pozalekcyjne, jednak w sposob mozliwie najbardziej
                                    wolnorynkowy: uwazam, ze dzieci nie sa podmiotem rownym doroslym w kwestii praw
                                    spolecznych (i tak nie maja wiekszosci przywilejow prawnych, dlaczego obarczac
                                    je ciezarami, ktore sa od nich niezalezne).

                                    > Tez tak sądzę.Jestem za przyznawaniem chętnym nielicznym gejom czy lesbijkom
                                    > prawa do legalizacji związku , a nawet do nazywania go małżeństwem , widze w
                                    > tym liczne korzyści , a zdecydowanie przeciwna jestem ulgom finansowym z tego
                                    > tytułu.

                                    Co do korzysci legalizacji takich zwiazkow, to tutaj pewnie sie troche roznimy w
                                    pogladzie (zwlaszcza w kwestii nazywania takich zwiazkow malzenstwami), bo czym
                                    innym jest tolerancja a czym innym darzenie do pelnej akceptacji (to nie jest to
                                    samo a zaczelo sie jak pamietam od tolerancji a teraz wszyscy udaja, ze brak
                                    akceptacji to nietolerancja).
                                    W sensie wychowania dzieci nie uwazam, ze pelna akceptacja moglaby byc wlasciwa
                                    (z uwagi na liczbe biseksualistow w spoleczenstwie, prawdopodobnie znacznie
                                    wyzsza niz homoseksualistow i dowodzac ze zwiazki homoseksualne przynajmniej w
                                    kontekscie polityki demograficznej nie maja na pewno takiej samej wartosci dla
                                    panstwa jak hetero, odcinajac sie od wszelkiej ideologii).

                                    Gruss, T.
                          • kocia_noga Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 19:24
                            nietakasama napisała:

                            >
                            > I takie pytanie mi sie jeszcze nasunelo na mysl- a o co, jesli nie o milos,
                            > powinna byc oparta rodzina?
                            >
                            >
                            > Przyłączam się do zapytania, dodając : ktoś tu już pzrede mna wspomnuiał
                            Patriarchę, który wziął sobie nałożnicę Hagar i miał z nią syna .Ona nie była
                            żoną , nawet po spłodzeniu Ismaela.A więc rozpłód ( przekazanie genów samca
                            alfa ) był wazny , ale nie najwazniejszy. Przyczyny ekonomiczne - tez nie były
                            najwazniejsze. Patriarchę z jego zoną łączyła miłość i to był NAJWAŻNIEJSZY
                            element małżeństwa. Czegos tak prostackiego jak małżeństwo oparte na produkcji
                            dzieci nawet starodawni Izraelici nie wymyślili .
                            A jeszcze jedno.Co to za roszczenie wobec państwa w przypadku tych odrażających
                            prawdziwego mężczyznę małżeństw monopłciowych? Sorry , złosliwa jestem ostatnio.
                            • nietakasama Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 23:51
                              Z tym Patriarchą to ja byłam :)
                              Cwana jestm feministka, co?
                              Nie ma to jak w temacie o rodzine machnąć nagle wątek kochanki... :)

                              Nie no, przepraszam, wygłupiam sie.
          • kocia_noga Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 16:36
            Gość portalu: Bleman napisał(a):

            > A o co ci chodzi ?
            >
            > Wersja 1 jest najczestrza, czy to w chinach, indiach ,europie czy afryce.


            / Legalny związek kobiety i mężczyzny, zakładany na okres życia partnerów,
            konstytuujący prawa i obowiązki pomiędzy parą a dziećmi z tego związku.
            Posiadanie dzieci jest esencjonalnym elementem - i jako takie jest oczekiwane
            i nagradzane przez najbliższe otoczenie oraz społeczeństwo. Ważnym aspektem
            takiego związku jest fakt, że zobowiązuje on nie tylko ojców, ale też jego
            krewnych do uznania dzieci.


            Juz drugi punkt ( na okres życia partnerów ) jest mało popularny np w islamie ,
            gdzie dopuszcza się rozwody.
            Trzeci punkt "konstytuujący prawa i obowiązki między parą ..." jest bardzo
            mętny i trudno się do tego w zw z tym ustosunkować.

            Jako jedyny element esencjonalny podane jest posiadanie dzieci - i to jest
            najsłabsze miejsce tej definicji. Małżeństwo tradycyjne oprócz tego posiada
            jeszcze element ekonomiczny -conajmniej równie ważny , w każdej kulturze.
            A co ma Robert do tego? Skoro najbardziej podoba ci się definicja nastawiona na
            rozród , pomijająca uczucia i ekonomię , to jestescie tej samej myśli w tej
            sprawie.To uproszczenie, i jeśli cię to dotknęło , to przepraszam.
            Pominięcie , zwłaszcza milości , jest niemądre.Związki oparte na uczuciach ,
            dobzre funkcjonujące , sa bardzo ważne dla społeczeństwa , są dawcami
            wartości , dających się zmierzyć, jesli to dla kogos wazne.Dlatego prawo uznaje
            za małżeństwa także związki osób starszych , po okresie rozrodczym lub
            bezpłodnych.
            Traktowanie ludzi jak bydło rozplodowe jest głupotą , nie oznaką dojrzałej
            męskości , jak niektórzy uważają.
            >
            >
      • nietakasama nie rozumiem... 12.09.05, 15:09
        tego: "Ważnym aspektem takiego związku jest fakt, że zobowiązuje on nie tylko
        ojców, ale też jego krewnych do uznania dzieci."
        ?
        • robert_32 Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:20
          za wychowanie dzieci z małżeństwa w pierwszej kolejnośći odpowiedzialni są
          rodzice. Jednak gdy oni niewywiązują się z tego obowiązku (lub nie mogą - bo np.
          nie żyją) obowiązek wychowania dziecka spada na rodzinę rodziców...to jest to
          zobowiązanie krewnych do uznania dzieci...
          • nietakasama Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:32
            Nie prawda.
            Nikt cie nie zmusi do wychowywania nie swoich dzieci.
            Przyjęcie na swoje barki tego obowiazku jest kwestią indywidualnie podjętej
            decyzji.
            Nikt nie może prawnym wyrokiem sądu nakać ci wychowywania dzieci twojej
            siostry, bo okaże się ona niezdolna do tego lub umrze.
            • robert_32 Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:37
              jesteś tego pewna?To dlaczego sądy zasądzają alimenty np. na wnuki od dziadków,
              których syn/córka nie wywiązuje się ze swoich obowiązków?
              • nietakasama Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:39
                Nie wiem, nie jestem w temacie i nie bedę udawać że się a tym znam.
                Nie wiem jakie niuanse wchodza w takich sytuacjach w grę, jakie są zakamarki
                polskiego prawa które umozliwiają takie rozwiązania. Szczerze: po prostu nie
                wiem.

                Jednego jestem natomiast zupełnie pewna: odpowiada się za wychowanie jedynie
                tych dzieci, ktore się spłodziło lub formalnie/adopcyjnie uznało za swoje.
                W żadnym innym wypadku panstwo nie może cię obarczyć odpowiedzialnością
                wychowania dziecka.
                • Gość: trevik Re: nie rozumiem... IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.05, 16:18
                  Niuanse? Prawo krwi jest fundamentem polskiego prawa rodzinnego, spadkowego i
                  wielu innych (z tego tylko powodu masz w chwili urodzenia z rodziców polaków
                  m.in. polskie obywatelstwo - tylko z prawa krwi). Z tego powodu sa nakładane
                  prawa i zobowiązania: ojciec dziecka płaci alimenty na dziecko, jak i jego
                  rodzice, rodzice matki, matka, brat, dzieci brata mogą płacić na swojego wójka
                  itd. itp.

                  I jeszcze jedno: za wychowanie rodzice odpowiadać nie muszą, muszą na pewno
                  pokryć wydatki w związku z nim. Rodzice odpowiadają za dzieci pod ich opieką,

                  Gruss, T.
                  • nietakasama Re: nie rozumiem... 12.09.05, 16:26
                    Ech bawisz się w chwytanie mnie za słówka a tymaczasem nie zrozumiałeś nawet
                    meritum sprawy.

                    >Prawo krwi jest fundamentem polskiego prawa rodzinnego, spadkowego i
                    > wielu innych
                    A co to ma do rzeczy, nie o tym była mowa. Rozmawialismy o odpowiedzilaności
                    dalszej rodziny za wychowanie/utrzymanie dzieci których rodzice nie są do tego
                    zdolni. Obciązanie dziadków alimentami za ich syna na pweno jest kwestią
                    niuansu prawnego, i nie wymądrzaj sie popierajac takie decyzje prawem krwi.
                    Znajdź mi w naszym prawodsatwie pojęcie "prawa krwi" to dam ci prawo do
                    mądrałkowania.

                    > I jeszcze jedno: za wychowanie rodzice odpowiadać nie muszą, muszą na pewno
                    > pokryć wydatki w związku z nim. Rodzice odpowiadają za dzieci pod ich opieką,

                    Nie muszą?
                    To wysłumacz mi czemu zawiesza sie lub odbiera rodzicom prawa rodzicielskie z
                    tytułu demoralizacji dziecka?
                    Nie pisz prosze czegokolwiek byle cos napisac, bo pracowałm w ośrodku dla
                    dzieci z problemami wychowawczymi i pisałam oraz wysyłałam takie pisma do sądu.
                    Jedynm z obowiazków rodziców jest prawidłowa socjalizacja dziecka, jesli się z
                    tego nie wywiązują moze stac sie to przyczyna odebrania im praw rodzicielskich,
                    nawet jesli dziecko zyje na wzorowym poziomie finansowym.
                    • Gość: trevik Re: nie rozumiem... IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.05, 16:24
                      No to nie wiem, na czym w takim razie ma polegac owo "meritum sprawy".

                      > Znajdź mi w naszym prawodsatwie pojęcie "prawa krwi" to dam ci prawo do
                      > mądrałkowania.

                      Prawo krwii to pojecie ktore jest zarezerwowane afaik dla procedur przyznawania
                      obywatelstwa panstwa, w prawie rodzinnym inaczej sie to nazywa - w kazdym razie
                      zobowiazania i przywieleje naleza sie przez pokrewienstwo. Odpowiedzialnosc
                      ekonomiczna dziadkow wynika _wprost_ w KPR i nie ma tutaj zadnych niuanow.
                      Dziadkow i nie tylko dziadkow, przy czym np. w pewnych sytuacjach mozna nie byc
                      zobowiazanym do ponoszenia ciezarow (np. warunkowo za brata, czy siostre).

                      Takie mamy po prostu prawo i wynika ono z pewnych zalozen - w ustawe nie
                      mieszalo sie zadne lobby dziadkow placacych za synow i corki przez to KPR w tej
                      i innych kwestiach wydaje sie byc relatywnie zdroworozsadkowy.

                      > To wysłumacz mi czemu zawiesza sie lub odbiera rodzicom prawa rodzicielskie z
                      > tytułu demoralizacji dziecka?

                      Chodzilo mi o to, ze wychowywac go nie musza. Nie musza mu zapewnic
                      bezposredniej opieki - moga to z siebie "zrzucic", ale przymus ekonomiczny
                      istnieje (przynajmniej do momentu adopcji).

                      Gruss, T.
            • bitch.with.a.brain Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:50
              Otóż może być tak jak twierdzi robert: są społeczności w ktorych jest nakaz
              wychowania osieroconych dzieci przez krewnych
              • nietakasama Re: nie rozumiem... 12.09.05, 15:54
                No dobrze, ale to czyni z tej cześci definicji jakiś element nie obejmujacy
                zagdnienia rodziny w sposób mozlwie uniwersalny.

                Bo w tym kontekście ta definicja nie mogłaby ujmowac Polski, w której na
                krewnych nie spada automatycznie obowiązek wychowania dzieci.

                Ta cześć definicji jest dla mnie po prostu niejasna i chyba niepotrzebna.
    • abaddon_696 Oczywiście wybieram nr. 3 12.09.05, 15:12
      Choć szczerze mówiąc i do niej mam pewne zastrzeżenia, ale cicho, bo wyjdę na
      zboczeńca...
    • bitch.with.a.brain A ja wybieram mozliwość 4:) 12.09.05, 15:47
      Małżenstwo to związek co najmniej 2 osób, potwierdzony w sposob przewidziany w
      danej społeczności i mający skutki prawne.Jest umowa regulujaca wzajemne
      zobowiązania osob w malżenstwie,majacą skutki prawne, ekonomiczne i symboliczne.
      • abaddon_696 Najlepsza propozycja:) 12.09.05, 15:50
        > Małżenstwo to związek co najmniej 2 osób,

        No właśnie tego mi w definicji 3 brakowało.
        Pozdrawiam
        • Gość: Bleman Re: Najlepsza propozycja:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.05, 19:25
          Własciwie nie najlepsza ;-)
          Napewno kiedys istnialy tego typu zwiazki, ale okazaly sie mniej skuteczne i
          zostaly zdominowane/zastapione przez inny rodzaj zwoazkow miedzyludzkich.

          Czyli okazaly sie ... gorsze.
          • kocia_noga Re: Najlepsza propozycja:) 12.09.05, 19:28
            Gość portalu: Bleman napisał(a):

            > Własciwie nie najlepsza ;-)
            > Napewno kiedys istnialy tego typu zwiazki, ale okazaly sie mniej skuteczne i
            > zostaly zdominowane/zastapione przez inny rodzaj zwoazkow miedzyludzkich.
            >
            > Czyli okazaly sie ... gorsze.

            Ale sytuacja zmienną jest i znów moga okazac się lepsze...
            • Gość: Bleman Re: Najlepsza propozycja:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.05, 19:31
              Mogą.
              ale nigdy nie ma takiej gwarancji ;-)
              • bitch.with.a.brain Re: Najlepsza propozycja:) 12.09.05, 21:49
                Dla mnie definicja to opis rzeczywistości a nie postulowanie idealnych
                rozwiązań. Poniewaz nadal istnieja tego typu związki powinny byc uwzględnione w
                definicji.
                Natomiast rozwazania o wartości różnych form malzenstwa to osobna sprawa.
                • Gość: trevik Re: Najlepsza propozycja:) IP: *.dip.t-dialin.net 13.09.05, 14:26
                  Ja raczej nie macilbym z malzenstwem i zostawil je tak, jak jest a predzej
                  znalazl definicje na inne formy zwiazkow,

                  Gruss, T.
                  • nietakasama Re: Najlepsza propozycja:) 13.09.05, 18:36
                    Ech,wiesz czyłby współczesny zachodni świat bez definiowaniaq? :)
                    Nie mialbyś ani komputerka skarpetek ze ściągaczem :)

                    Ale to taka moja złosliwa uwaga na marginesie :)
      • nietakasama Re: A ja wybieram mozliwość 4:) 12.09.05, 15:56

        Tak, definicja dobra, tylko że nazbyt ogolna :)

        wencje Bo za czasów Mojrzesza dajmy na to, mężczyzna zawirał taki, niosący
        konsek "prawne, ekonomiczne i symboliczne" zwiazek z konkubiną, ktorej zadaniem
        było urodzić mu syna. Nie była ona jednak jego żoną. Nie wiem także, czy
        wspołcześnie tradycja ta nie przetrwała.

        Definicja w załozeniu dobra, ale dla mnie zbyt ogolna :)
    • zlotoslanos Re: Definicja małżeństwa 12.09.05, 19:06
      3
    • Gość: drinkit Ja wybieram nr 3, bo... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.09.05, 23:12
      ...można to zastosować również do homoseksualistów. Może się komus podobać, lub
      nie, że homoseksualiści w niektórych miejscach kuli ziemskiej mogą zawierać
      związki malżeńskie, ale jest to fakt.Więc skoro małzenstwa są hetero- i
      homoseksualne, to zdecydowanie nr 3.
    • zly_wilk 1 n/tx 13.09.05, 08:11

      • Gość: Bleman Re: 1 n/tx IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.05, 13:30
        O ty ty kato-faszystowski patriarchalny oprawco ty ;-))))
        • zly_wilk :))))))) n/tx 13.09.05, 14:39
          Gość portalu: Bleman napisał(a):

          > O ty ty kato-faszystowski patriarchalny oprawco ty ;-))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka