Dodaj do ulubionych

Nie każdy smutek to depresja

IP: *.telenergo.pl 23.10.03, 10:45
od dwóch lat cierpię na depresję, od półtora roku usiłują mnie
leczyć różni specjaliści (psychiatrzy i psycholodzy),
przetestowałam wiele leków antydepresyjnych, uspokających i
nasennych. Było już trochę lepiej, przez kilka miesięcy chciało
mi się żyć, a teraz od kilku tygodni znów pogrążam się w
mroku... Leki przestają chyba działać. Czy nie ma naprawdę
dobrego lekarstwa na depresję?!! Jak długo można żyć w takim
koszmarze ciągłego stresu, przerażenia, przygnębienia...?
Obserwuj wątek
    • Gość: Dorka Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.aster.pl / *.acn.pl 30.10.03, 00:38
      Gosiu,
      ja też się leczę na depresję... Bywają nawroty, ale ja znasz tą chorobę, to
      można z nią życ, Nie daj się!! Pozdrawiam
      Dorota
      • Gość: agusia Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.telkab.pl / *.telkab.pl 27.10.04, 18:26
        gdzie sie udac???
    • Gość: marcin Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.um.krakow.pl 30.10.03, 07:56
      Witam panie! Ja też od dłuższego czasu odczuwam wielkie
      przygnębiebnie, smutek i bezsensowność życia. Generalnie widzę
      wszystko w czarnych kolorach. Byłem kilka razy u psychologa,
      ale przerwałem te wizyty. Jakoś nie mogłem uwierzyć, że on może
      rozwiązać moje problemy. No i nie dowiedziałem się w końcu, czy
      to już depresja, czy jeszcze nie. Może i można z tym żyć, ale
      co to za życie... A co jest powodem waszych depresji?
      • hellio Re: Nie jesteś sam 30.10.03, 09:15
        Marcinie, psycholog może roziązać swoje problemy. Twoje musisz rozwiązać sam -
        dobry psychoterapeuta skutecznie w tym pomaga. Ciężar psychoterapii niesie
        jednak głównie osoba, która do psychoterapeuty przychodzi. Natomiast etykietka,
        którą chcesz do swojego złego samopoczucia przypiąć (już depresja czy jeszcze
        nie?)- to sprawa drugorzędna. Jak coś boli, to - jak go zwał, tak zwał - trzeba
        się tym zająć.Serdecznie Cię pozdrawiam, H
        • Gość: basia Re: Nie jesteś sam IP: *.fhi.pl / *.fhi.pl 06.02.05, 20:42
          Jestem smutka tak długo i nie wiem, czy w tym powinnam trwać, czy smutek mnie
          chroni przed ludźmi , bo ich muszę sie bać.Nie mogę im ufać, bo zranią.W tym
          smym środowisku pracuję już wiele lat i każdego dnia przełykam ślinę i zmuszam
          sie, by grać.Tak, boję sie ludzi:szefa, kierowniczki, męża, a od jakiegoś czasu
          dzieci-nie radzę sobie z prostymi sprawami, jest ich tak wiele, w głowie mam
          bałagan-chcę być sama, chcę spać,uciekać w swoj świat.
          Piszecie:"nie jesteś sam"-wiem, czuję to każdego dnia.
          Proszę,nie wysyłajcie mnie na spacer, do lekarza-to nie pomaga.
          • Gość: kasia Re: Nie jesteś sam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.05, 14:11
            nie ja ci nie poradzę, nie nie licz na siebie rób wszystko dla siebie ale nie
            zapominaj ile radości przynosi zrobienie czegos dla innych...czuć sie
            potrzebnym....nie uciekaj znajdz cos co ciebie interesuje....zrób coś
            szalonego, ja teraz jestem smutna i to od dawna już narasta choc pozory są inne
            chc mi się wyć...ale wiem wstane jutro i jak zwyklę zobaczę nadzeję.....mam
            taką nadzeję...
      • Gość: maJA Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.toya.net.pl 30.10.03, 09:38
        Marcinie, psycholog Ci nie pomoże. Rozpoznanie czy to depresja
        czy nie może postawić tylko lekarz psychiatra. On też zdecyduje
        czy jest konieczność leczenia lekami. Nie obawiaj się pójść do
        psychiatry i przyjmować zaleconych leków. Współczesne lekarstwa
        na depresję to nie to samo co jeszce parę lat temu a do poradni
        chorób psychicznych możesz pójść bez skierowania (są tylko
        długie terminy oczekiwania na pierwszą wizytę. Mnie namówił na
        taką wizytę lekarz psychoterapeuta. Powiedział, że sama sobie
        nie poradzę. Leczę się od 7 miesięcy dotychczas nie było
        rezultatów aż w końcu coś drgnęło. Następuje to bardzo wolno ale
        odczuwam poprawę. Pozdrawiam i życzę wygranej.
        • Gość: Krszysztof Re: Nie ka& & #35 380;dy smutek to depresja IP: 212.241.41.* 30.10.03, 12:29
          Teorii na temat lecznia depresji jest coraz wiecej a do tej
          pory zadna nie okazala sie najlepsza co z kolei dowodzi,ze nie
          ma universalnej, optymalnej terapii na ta chorobe. Lekka
          depresje mozna moim zdanien wyleczyc bez lekow. Pomoc bliskich
          i zrozumenie istoty choroby przez najblizsze otoczenie (rowniez
          w pracy !!!) jest wtedy najwazniejsze. Calkowite przerwanie
          pracy i pozosatnie w domu jest bledem w leczeniu. Jest to dla
          czlowieka z lekka depresja jeszcze jeden dodatkowy stresor,
          ktory moze jeszcze bardziej pogorszyc sytuacje. Czesciowe i
          czasowe odbarczenie z obowiazkow zawodowych i domowych jest
          zwykle wskazane. Odradzam ziola jak np. Ziolo Swietego Jana -
          sa coraz czestsze doniesienia o ich watpliwym a nawet szkodliwym
          dzialaniu na dluzsza mete.
          Jezeli obajwy utrzymuja sie duzej niz +- 6 miesiecy, zaostraja
          sie i do ogolnego smutku dochodzi jeszcze bezsenneosc, bardzo
          wczesne budzenie sie i niemoznosc powtornego zasniecia, mysli
          samobojcze, brak apetytu (lub nadmierna zarlocznosc) to leki sa
          wtedy napewno wskazane. Dzialania lekow nalezy sie spodziewac
          dopiero po 2- 3 tygodniach ciaglego,(!) pobieranie tych lekow.
          Po rozpoczeciu farmakoterapii musi ona byc rygorystycznie
          kontynuowana przez conajmnie 6 - 9 miesiecy. Wczesniejsze
          odstawienie lekow jest blendem w leczeniu.
          • Gość: kosmita Praca, rodzina, pierdu pierdu.... IP: 80.167.197.* 10.11.03, 18:18
            > Calkowite przerwanie pracy i pozosatnie w domu jest bledem w leczeniu.

            Fajnie, tylko co ma zrobic osoba, ktora pracy nie ma, i juz nie wierzy, ze
            znajdzie (rok po studiach)? Przyjaciele przestali byc przyjaciolmi (bo ile
            mozna wysluchiwac o czyis problemach ze znalezieniem pracy, kazdy ma swoje
            zycie). Rodzina lubi sie spotykac tylko po to, zeby chwalic sie nowymi
            zakupami i wyjazdami (po co im taki czlonek - nieudacznik?) Pieniedzy juz tez
            nie ma (kefejki internetowe, wyborcza, bilety autobusowe do posredniaka - to
            wszystko kosztuje). Perspektyw w sumie tez nie ma (no bo jakie). Ile razy
            dziennie mozna wychodzic na spacer do parku (zeby nie siedziec w domu)? Jak
            zaspokoic podstawowe potrzeby? Czy nie lepiej juz sobie polezec w lozku/pospac
            (dzien szybko wtedy zleci, a wydatki niewielkie).
            • Gość: szapata Re: Praca, rodzina, pierdu pierdu.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 15:24
              Wiesz, moja mama choruje na depresję prawie 2 lata...Ojciec w tym czasie poznał
              przez internet inna kobietę i niedawno sie wyprowadził. Zostałam ja z chora
              mama i młodzym (11 lat) bratem. Tylko ja mam prace w tej chwili.I co? Po długih
              namowach (mama pochodzi ze wsi i ma uprzedzenia-jak większość starszego
              pokolenia - do psychiatrów) zaczęła chodzić na terapie dzienną do
              szpitala.Czuje sie lepiej, ale niewiele, zreszta jej największe obawy związane
              sa z finasami niestety i tym,ze już pracy nie znajdzie, a renty jej nie
              przydzielą. przez długi czas brała leki (nieregularnie) i bycmoze gdyby chciała
              się leczyć (czyli je brać) to czułaby się lepiej juz rok temu... niesttey
              aufałam jej, że bezdie brała, ale mnei oklamywała czasem. staram się ja
              zrozumieć, ale mi też jest cięzko. Ale wierzę,że kiedys wyzdrowieje i otworzy
              się na ludzi:)Życzę wam tego szczerze, bo wiem ile ciepła i zrozumeinia
              potrzebuje taka osoba:*
              • Gość: Ewa Re: Praca, rodzina, pierdu pierdu.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.04, 22:03
                Czuję się podle,ale nie mam właściwie powodów.Czytałam list Szapaty i płakać
                mii się chce. Jak ja sie nie lubię. Gdyby tak dało się zniknąć. Ale ten
                światjest sprytnie urządzony i nawet po śmierci jesteś dalej całym sobą, tyle
                że już bez rączek i nóżek.
                • Gość: dracula Depresja IP: *.local.starwoodhotels.com / 155.72.204.* 20.04.04, 03:00
                  Fakt, ze brak pracy to powazny powod popadniecia w depresje.
                  Ja mam prace ale nie stanowi to dla mnie powodu do radosci. Kiedys przezylem
                  wspaniala milosc, niestety, wszystko co piekne najwyrazniej musi miec swoj
                  koniec a przynajmniej w moim przypadku. Od tamtej pory wszystko co robie i co
                  dzieje sie wokol mnie nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Zyje bo zyc
                  musze,gdybym umarl, mojej mamie pekloby serce, ojcu pewnie tez. Zyje wiec zeby
                  sprawic moim rodzicom satysfakcje. Przez ostatnie 3 lata nie bylo dnia zebym
                  nie pomyslal o mojej kobiecie zycia. Kazdego dnia roztrzasam przeszlosc, dzien
                  po dniu, kazda sytuacje ktora miala wplyw na nasze rozstanie, i mysle sobie co
                  moglbym wtedy zrobic zeby zapobiec rozpadowi. I tak zyje sobie w "dwoch
                  swiatach" dzien po dniu. Z jednej strony tyrka-sztuczny usmiech,sztuczne
                  zadowolenie z zycia i wyraz satysfakcji na twarzy(to tylko 40 godz. w tygodniu,
                  wiele mnie taki wysilek nie kosztuje) a drugi to swiat rozmyslan i wiecznie
                  dreczace pytania bez odpowiedzi- "Co by bylo gdybym postapil w przeszlosci
                  inaczej.."
                  To nie depresja, to po prostu milosny zawod ale boli tak samo.
                  • evee1 Re: Depresja 20.04.04, 05:13
                    A ja tego nie rozumiem. Jak mozna tak skupiac sie na przeszlosci.
                    Chyba jestes jeszcze dosyc mlody, zeby swoj cenny czas tracic na
                    takie rozmyslania.
                    Tego co sie stalo nie da sie juz zmienic i szkoda czasu na to,
                    zeby o tym myslec. Poza tym skad wiesz, ze to byla kobieta Twojego
                    zycia? Moze zyjesz jedynie w przekonaniu ze moglaby nia byc.
                    Nawet nie miales szansy, zeby sie o tym upewnic. Rownie dobrze
                    po jakims czasie mogloby sie okazac, ze jednak nie jestescie
                    dla siebie stworzeni. Nie mowie, ze tak bylo, ale tego teraz sie
                    po prostu nie da sprawdzic. Lepiej popatrzec w przyszlosc, bo
                    tam tez ktos na Cciebie moze czeka.
                    Co do depresji, ja tez sie na nia lecze. Najpierw meczylam sie przez
                    13 lat w nadziei, ze to jakos moni. No bo jak mozna byc chorym
                    na depresje majac kochajaca rodzine, meza, dzieci, wielu przyjaciol,
                    dobra prace, niezle zdrowie i brak problemow finansowych. Ano okazuje
                    sie, ze rozowe zycie wcale przed depresja nie chroni, na dodatek
                    trudno sie nim cieszyc, bo jest tak, ze wcale nie ma sie sily ani
                    ochoty.
                    No, ale ja juz od jakiegos czasu lecze sie farmakologicznie i jak
                    trzeba, to bede to robic do konca zycia...
                    • Gość: marla Re: Depresja IP: *.ib.com.pl 20.04.04, 12:45
                      mam pytanie:czy leki antydepresyjne naprawdę pomagają wrócić do normalnego
                      świata czy tylko "rozweselają" kiedy się je bierze, a przestają po kuracji.
                      To dla mnie stosunkowa nowosć (depresja) dlatedo nie szukałam pomocy.Wydawało
                      mi si ę ze to tylko "zimowa chandra".Miałam nadzieję ze kiedy przyjdzie wiosna
                      wszystko bedzie jak dawniej.Cóż, jest troche lepiej, ale dla mnie to za mało.
                    • Gość: basia Re: Depresja IP: *.aster.pl / *.acn.pl 23.04.04, 23:42
                      I ja także wiem, co to smutek. Przeraża mnie, że mimo leków antydepresyjnych
                      nie mija. Po prostu czuję się samotna i nie widzę sensu życia. Mam rodzinę,
                      dwoje dzieci, pracę. Nie mogę narzekać. Jednak jest ze mną coś nie tak. Brak
                      radości i motywacji do wielu działań. Kurczowo trzymam się wiary, a w zasadzie
                      jej pragnienia. Co zrobić z tym życiem, żeby nie czuć się, jak w pułapce?
                      Niewola i przymus wykonywania wiecznie powtarzających się czynności. Czuję, że
                      sama muszę się z tym zmierzyć, ale skąd wziąć tę choćby iskrę radości?
                    • Gość: nextor Re: Depresja IP: *.home.cgocable.net 31.05.04, 21:09
                      Rzecz w tym , ze depresja nie musi brac sie "z czegos" - i lekarz wypowiadajacy
                      sie powinien to podkreslic, ze depresja bywa sutuacyjna i bywa "z niczego", a
                      jedna i druga to choroba, i to powazna . Moja kolezanka , dlugoletni psychiatra,
                      uwaza - jak wszyscy psychiatrzy , ze depresja to chemiczna zmiana w mozgu
                      .Rzadko tak naruszona rownowage chemiczna uda sie zmienic bez farmakologicznej
                      pomocy, a z drugiej strony kazde leczenie depresji powinno byc
                      zindywidualizowane . Jednemu pomoga ziola i psychoterapia , drugi latami bedzie
                      wymagal lykania pigulek , psychoterapii a moze nawet leczenia w warunkach
                      klinicznych . Wazne jest , zeby sie udac po pomoc tam , gdzie trzeba , do
                      prychiatry wlasnie , i nastawic sie na dluga i zmudna droge - pigulka pomoze ,
                      ale wspolpracowac z lekarzem to my juz sami musimy . Ktoras z pan wspomniala
                      tutaj juz o tym .Im bardziej nienawidzisz stanu , w ktorym sie znajdujesz , tym
                      bardziej bedziesz chcial/la z tej czarnej dziury wydostac , wykorzystaj to , nie
                      pograzaj sie dalej !
                    • Gość: PW Re: Depresja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.04, 17:38
                      Rozumiem gościa, ja przez 11 lat tak myślałem.... ale ostatnio pojawiła się nowa
                      szansa i wszystko diametralnie się zmienia, cały punkt widzenia. Życie nabiera
                      kolorów takich jak powinno mieć - błąd polegał chyba na tym, że nie dałem sobie
                      szansy na drugie szczęście.... nie szukałem, bo jak człowiek czegoś chce to
                      zawsze znajdzie. Najważniejsze to umieć chcieć - to nie takie łatwe ale możliwe.
                      Nie wystarczy powiedzieć "chcę" trzeba sobie pomóc na wszelkie możliwe sposoby,
                      wyjść, uśmiechać się szczeże, brać aktywny udział w tym co się do okoła dzieje a
                      nie rozpatrywać coś co już przemineło. Czsu nie można cofnąć, błędy można
                      poprawić w natępnych zadaniach. Myślę że jeszcze mocniej skoncentrować się na
                      tym czego się chce i dążyć do tego - tylko konsekwentnie (nawet jeśli znów
                      porażka, wstać, otrzepać piasek i dalej w drogę DO CELU). Pozdrawiam i powodzenia.
                  • Gość: BP Re: Depresja IP: *.mofnet.gov.pl 08.09.04, 11:10
                    Przynajmniej wiesz że odeszła i że poprostu nie wyszło. Ja byłąm
                    najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, mieliśmy wspólne piekne plany, życie stało
                    przed nami otworem i tu śmierci ... i nie ma już nic, przychodzi tak nagle, bez
                    ostrzerzenia, nie pozwala powiedzieć ani jednego słowa, pożegnać, powiedzieć że
                    kocham.... pozostaje tylko cholena pustka, smutek, samotnosc, pytanie dlaczego
                    i mysli - ile jeszcze zdołam wytrzymać ten ból... ????
                    ale masz racje żyje tylko po to żeby żyć - dla moich rodziców - nie wyobrażam
                    jak przeżyli by gdyby mnie stracili ???? to jest jakiś powód ale nie
                    wystarczający żeby cokolwiek miało sens!
                  • evik.p83 Re: Depresja 17.12.05, 08:08
                    Dracula nawet nie wiesz, jak dobrze cię rozumiem.
                    Mimo, że zdaję sobie sprawę, że życie musi toczyć się dalej dla mnie nie ma to
                    już wszystko sensu.
                • Gość: BP smierć IP: *.mofnet.gov.pl 08.09.04, 11:05
                  po śmierci ... nie ma już nic, przychodzi tak nagle, bez ostrzerzenia, nie
                  pozwala powiedzieć ani jednego słowa .... pozostaje tylko cholena pustka,
                  smutek, samotnosc, pytanie dlaczego i mysli ile jeszcze zdołam wytrzymać ten
                  ból... ????
                  • Gość: Halina Re: smierć IP: *.ip-pluggen.com 08.09.04, 11:34
                    W razie straty najblizszej osoby moze wystapic depresja, ale czy wtedy tez
                    wystepuja ZMIANY w MOZGU?
                    Kiedys przed laty, poszlam do psychiatry z prosba o pomoc: bylam zrozpaczona
                    wyjazdem na drugi koniec swiata mojej "jedynej milosci zycia".
                    Plakalam bez przerwy.
                    Chodzilo mi o rozmowe i cos na uspokojenie, bo przeciez musialam chodzic do
                    pracy. Diagnoza "depresja" i oczywiscie leki przeciwdepresyjne.
                    Powiedzialam lekarce, ze rozpacz to nie depresja i wyszlam z gabinetu.

                    Dopiero po roku wrocilam calkowicie do siebie. Czy rzeczywiscie powinnam byla
                    wtedy wziac lek proponowany przez lekarke?
          • evik.p83 Re: Nie ka& & #35 380;dy smutek to depresja 17.12.05, 08:03
            Ja nie wiem czy to depresja czy nie. Wcześniej radziłam sobie z napadami
            podłego nastroju. Teraz już nie potrafię.Ale nie stało się to w przeciągu
            miesięcy (chociaż może to narastało i kumulowało się) ale zaatakowało nagle,
            razem z przykrym doświadczeniem, które mnie dobiło.Nie mogę spać, jeść, jestem
            rozdrażniona, ciągle płaczę.Momenty kiedy wychodzę ze znajomymi (wychodzę bo
            wiem, że muszę) odstresowują, ale są tylko chwilowym lekarstwem. Najgorzej jest
            jak przychodzi noc i jestem sama. Wtedy nie mam już siły wytrzymać. Eksplozja
            uczuć jest ogromna, dostaje histerii.
      • Gość: skiel1 Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.home.cgocable.net 06.02.05, 21:55
        I bardzo dobrze zrobiles,zaden lekarz nie rozwiarze Twoich problemow .Sam mozesz
        sobie pomoc ewentualnie z pomaca jakiejs grupy terapeutycznej.
      • Gość: majka Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.retsat1.com.pl 12.02.05, 21:33
        nie trzeba brac sobie wszystkiego do serca glowa do góry pa
    • Gość: hava Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 23:54
      choruję na depresję od 3 lat. Jestem tym wykończona tym bardziej że moja mama
      też jest na to chor od lat. To straszna choroba. Oczywiście bierzemy leki ,ale
      sa okresy kiedy nie działają . Moje życie zatrzymało się w miejscu. Zupełnie
      nie widze siebie w przyszłości , wszystko mnie przeraża.Pozdrawiam wszystkich
      którym jest ciężko i życzę powrotu do zdrowia.
    • Gość: zawiedziona mam problem! pomoze ktos? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 23:20
      mam dola!nie mam na nic ochoty. rzucil mnie chlopak. a innego nie chce!zadnego!
      zrobil mi najokrutniejsza rzecz jaka ktokolwiek mogl mi uczynic. jestem
      zupelnie bezradna.nie wiem co zrobic ze soba? czuje sie nikomu niepotrzebna, a
      po glowie wciaz chodzi mi mysl: lepiej byloby nie byc!
    • Gość: johanna Jak zwał tak zwał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.04, 10:49
      Od kilkunastu lat żyję z człowiekiem, którego nie kocham. W poczuciu niejasnej
      powinności, zaciskając zęby, ukrywając swoje cierpienie przed całym światem
      trwałam w tym związku od początku na pozycji plastelinowego ludzika, z którego
      można ulepić wszystko, co w danej chwili przyjdzie do głowy. Jakieś poczucie
      fatum, wewnętrznej misji nie pozwalało mi odejść. Przez wiele lat było nas
      dwie: ja - w jego obecności, dla świętego spokoju wypełniająca przyziemnie
      zadania - kuchta, pomoc domowa i ja - wyrwana spod jego zasięgu - kobieta
      używająca swojego IQ 180, kipiąca pomysłami i nieokiełznanym wigorem. Wydawało
      mi się, że tak trzeba trwać i że tak można trwać. Teraz, po latach dostrzegłam
      zbyt późno, że dotknięta depresją sytuacyjną, czy inną (jak zwał tak zwał) nie
      jestem już w stanie wyjśc poza "siebie - przy nim". Jako osoba zupełnie
      ubezwłasnowolniona patrzę na świat z pozycji biernego obserwatora i czekam
      tylko na starość.

      Mam 36 lat.
      • Gość: magda.gdansk Re: Jak zwał tak zwał IP: *.coe.int / *.coe.int 19.11.04, 09:39
        Gość portalu: johanna napisał(a):

        > Od kilkunastu lat żyję z człowiekiem, którego nie kocham. W poczuciu niejasnej
        >
        > powinności, zaciskając zęby, ukrywając swoje cierpienie przed całym światem
        > trwałam w tym związku od początku na pozycji plastelinowego ludzika, z
        którego
        > można ulepić wszystko, co w danej chwili przyjdzie do głowy. Jakieś poczucie
        > fatum, wewnętrznej misji nie pozwalało mi odejść. Przez wiele lat było nas
        > dwie: ja - w jego obecności, dla świętego spokoju wypełniająca przyziemnie
        > zadania - kuchta, pomoc domowa i ja - wyrwana spod jego zasięgu - kobieta
        > używająca swojego IQ 180, kipiąca pomysłami i nieokiełznanym wigorem.
        Wydawało
        > mi się, że tak trzeba trwać i że tak można trwać. Teraz, po latach
        dostrzegłam
        > zbyt późno, że dotknięta depresją sytuacyjną, czy inną (jak zwał tak zwał)
        nie
        > jestem już w stanie wyjśc poza "siebie - przy nim". Jako osoba zupełnie
        > ubezwłasnowolniona patrzę na świat z pozycji biernego obserwatora i czekam
        > tylko na starość.
        >
        > Mam 36 lat.

        Johanno, na milosc boska. Jestes tak mloda kobieta, ze czas najwyzszy z tym
        skonczyc i nie marnowac dalej zycia. Spakuj walizki jak najszybciej i uciekaj.
        Na poczatku nie bedzie wesolo, bo przyzwyczailas sie juz do takiego zycia, ale
        z czasem sie uwolnisz i zaczniesz zyc normalnie. Przestan w tym tkwic, to nie
        ma sensu.
      • berta.17 Re: Jak zwał tak zwał 06.07.05, 12:09
        A ja żyję z człowiekiem, którego jeszcze kocham (przynajmniej tak mi się
        wydaje). Jesteśmy małżeństwem od kilku lat i od początku staramy się o dziecko.
        Mimo zapewnień lekarzy, że wszystko jest O.K. jakoś nam nie wychodzi. Mój mąż na
        początku wydawał mi się wspaniałym człowiekiem, mogłam z nim porozmawiać o
        wszystkim, zawsze mi doradzał jak miałam jakieś problemy. Teraz tak nie jest od
        czasu jak zmienił pracę (2 lata temu) liczy się tylko jego kariera. Ja się nie
        liczę. Cały dom jest tylko na mojej głowie.Żyję w ciągłym stresie- z jednej
        strony dokładam wszelkich starań żeby zajść w ciążę a z drugiej moja praca.
        Przekonałam się, że wszystkie "nasze" problemy przerastają mojego męża. On radzi
        sobie tylko w pracy.Teraz jestem na urlopie, na którym miałam się odstresować i
        któregoś dnia usłyszałam od męża, że my po prostu do siebie nie pasujemy i
        powinniśmy się rozstać, bo on mnie już nie kocha. To był dla mnie wielki szok.
        Nie spodziewałam się czegoś takiego zwłaszcza teraz gdy planujemy dziecko.
        Chociaż postanowiliśmy dać sobie szansę ja nie potrafię tak dalej żyć. Nie mam
        też siły na to aby po postu odejść i rozpocząć nowe życie. Mam już 35 lat.
        • laura8 Dziecko 21.10.05, 10:57
          Cześć!
          Ja też staram się o dziecko ze swoim mężem. I od tego zaczęły się moje ciężkie
          nastroje (wcześniej też je miałam, ale nie w takim nasileniu). PO drugim
          poronieniu załamałam się totalnie. Są dni, że wolałabym, aby mnie nie było. I
          te dni powracają.

          Pracuję z psychologiem od kilku miesięcy, ale mam wrażenie, że są dni, kiedy
          jest tak źle, że gorzej już być nie może. Mąż długo był dla mnie podporą, ale
          ostatnio on też nie ma najlepszego nastroju....

          Spotykam się z ludźmi i jest O.K., ale gdy wracam do pustego domu (mąż coraz
          więcej pracuje), to ogarnia mnie przerażający smutek i nie chce mi się juz
          dłużej zyć. Deprim już nie pomaga. Czemu tak bardzo dołuje mnie to, że nie mogę
          mieć dziecka teraz, a nie za rok, dwa, może trzy?????????
    • yeshie Artykuły w serwisie drBach.pl 07.11.04, 14:36
      Polecam zapoznać się z metodą dr Bacha. Pomogła wielu osobom, zmagającym
      się z tego typu trudnościami: www.drBach.pl
      • Gość: magda Re: Artykuły w serwisie drBach.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 14:50
    • Gość: tivr ja czuję się tak, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 09:46
      jakby ktoś wrzucił mi odbiezpieczony granat w sam środek mojego świata.
      kruchego, ale w miarę uporządkowanego. Czy to już deprecha?
      • cytrusowa Re: ja czuję się tak, 14.01.05, 12:04
        ja nie będę się rozpisywać, jedynie mogę powiedzieć, ze moj problem zaczął się
        parę lat temu, jak moja pierwsza milośc mnie rzuciła. wiem,z e to glupie, ale
        bardzo to przezylam. mam juz kochającego męża, myslalam, ze mi przejdzie moj
        wieczny smutek, ale tak nie jest.
        Nie lubie siebie, nie akceptuję swojego ciała; często mam wrażenie jakbym
        patrzyla na siebie z boku, jakbym obserwowala siebie.
        No i to wieczne poczucie bezsensu - po co cos robić, no po co?
        nawet nie moge pojsc do lekarza, po od kilku tygodni przez najblizszy rok-dwa
        mieszakmy za granicą, w kraju - w ktorym nie znam jezyka.
    • Gość: natsi Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 22:52
      ja potrzebuje pomocy moje zycie z dnia na dzien jest dla mnie bezsensowne.Chce
      zeby to juz przeszlo,chce byc taka jak kiedys zawsze z usmiechem na twarzy.Ja
      sie boje zycia tego co bedzie
    • Gość: skiela1 Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.home.cgocable.net 06.02.05, 21:18
      Moim zdaniem nie ma uniwersalnego leku na depresje.Te ktore sa moga pograzyc cie
      w wieksza depresje.Nie ufaj tym lekom.A poza tym depresja jest trudna do
      wykrycia,najlatwiej jest przepisac lek typu Prozac czy inny i problem dla
      lekarza z glowy wiadomo ze do niego wrocisz bo albo nie dziala albo przepisana
      dawka juz nie dziala ,tak wiec uwazaj z tym.
    • Gość: Artur Re: Nie każdy smutek to depresja IP: *.ss.shawcable.net 07.02.05, 05:51
      Nie wiem czy w Polsce sa ksiazki pomagajace pacjentom samym rozwiac czesc swoich psychologicznych problemow i pomoc w walce z depresja.
      Terapia kognitywna tez dobrze dziala, jezeli sie uda zlokalizowac glowny powod depresji.

      Dodam, ze, ze depresji warto zazywac statyny jezeli mamy podwyzszony cholesterol. Statyny nie tylko poprawiaja cholesterol ale dzialaja przeciwdepresyjnie.
      • Gość: martika Nie każdy smutek to depresja????? IP: *.am.wroc.pl 05.04.05, 00:37
        a ja .........rycze juz od trzech dni........to nie pierwszy raz,udalo mi sie
        kiedys pokonac moj ''smutek'' nalozylam wrecz na siebie poze 'wesolka', ktora
        widocznie nie zdala egzaminu,a wrecz przeciwnie-stala sie karykaturalna...teraz
        ciagle mam hustawkowate nastroje,nie wiem kim jestem,czuje ze nic nie ma sensu-
        i -co najgorsze- ciagle jestem sama i nie wierze ze to sie zmieni-i jeszcze by
        wiele pisac a....ale po co? pozdrawiam tyle...a teraz taki smutek i pustka
        dodatkowa...
        • Gość: swing Re: Nie każdy smutek to depresja????? IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 09.05.05, 14:40
          Depresja to raczej choroba "luksusowa" nadmierna wrażliwość i roztrząsanie
          takich problemów jak sens życia,przyszłość itp.Depresja to nierealnie zła ocena
          sytuacji niedostosowana do rzeczywistości.Jeżeli jest źle może nie być depresji
          tylko po prostu źle.Jedną z recept wyjścia jest to,że jeżeli wyjdziemy z rytmu
          życia to strach ma wielkie oczy.Ja po wprowadzeniu stanu wojennego i odesłaniu
          studentów do domu miałem nawet nierealne obawy czy poradzę sobie z nauką.Po
          powrocie do nauki większość tych obaw sama spłynęła bezpowrotnie.Tak więc jest
          to nastawienie psychiczne,które może być całkowicie nieuzasadnione i można je
          załagodzić.To czy depresja powoduje zmiany w mózgu nie ma całkowicie znaczenia-
          człowiek zdenerwowany może mieć ciśnienie 150 a po godzinie opadnie do normy.I
          trzeba pamiętać,że ludzie mogą pomagać wyjść z choroby lub pogłębiać
          dyskomfort.Z depresji niestety czasem się wychodzi przez agresję i usunięcie
          złośliwych przeszkód(także losu).
    • olaaa10 Re: Nie każdy smutek to depresja 04.07.06, 14:04
      Od pewnego czasu czuje sie bezsilna na wszytskie przeciwnosci jakie mnie
      spotykają. Czułam to nie raz ale zawsze potrafilam sobie z tym poradzić,
      ponieważ jestem osobą silną psychicznie. Przynajmniej tak mi sie wydaje.
      Ostanio przezywam rozpad mojego związku,duzo stresu związanego z brakiem pracy,
      bez ktorej nie potrafie normalnie funkcjonowac. Wszystko sie zaliło mi na
      głowe. Siedze w domu bo czuje zmęczenie. Nie sypiam po nocach. Potrafie zasnąć
      ok. godziny 5.00 nad ranem. Wciąż chodzą mi po głowie głupie myśli. W zyciu
      duzo osob mnie skrzywdzilo i ja rowniez tez to zrobilam . Mam stały żal do
      siebie z tego powodu i wsyztsko wydaje sie juz bez sensu. Zawsze sobie z tym
      radziłam wychodząc gdzieś z przyjaciolmi albo poprzez inną rozrywke. Ale czy
      tak ma byc zawsze ze na siłe mam sobie z tym radzić...czasami mam tego naprawde
      dość...Nie wiem co robić. Pol roku temu piłam melise i pomoglo... Czy powinnam
      stosować zioła czy raczej zglosic sie do poradni ??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka