Weszłam na to forum kilka dni temu. Czytałam wątek dziewczyny, która w wieku 32 lat czuje się przegrana, bo jest sama. Czytałam i płakałam... Jestem singielką spragnioną bliskości i czułości. Może nie mam rozbudzonego instynktu macierzyńskiego, ale czuję tak straszną pustkę w środku...i tak żyłam z nadzieją, że ktoś ją wypełni... Ktoś, czyli ten szczególny mężczyzna.... Zewsząd słyszę, że miłość przychodzi wtedy kiedy przestajesz jej szukać, tylko tak się pechowo składa, że takie dobre rady słyszę od osób, które są w związkach...więc co one mogą wiedzieć o singlowaniu...?
I dziś się zbuntowałam. Tak, być może będę sama do końca życia - zostało mi jeszcze jakieś 35 lat - mnóstwo czasu Być może będę sama. Nawet jak się na to nie zgodzę - to nie zmieni mojej sytuacji, bo tu muszą wystąpić zbieżne chęci i dobre intencje przynajmniej 2 osób.
I dziś, tj 25 sierpnia 2012 roku postanowiłam zacząć nowe życie - bez czekania na Pana Idealnego, za to życie z poszukiwaniem siebie, poznawaniem samej siebie. Teraz akurat jestem w ferworze walki - sprzątam, piorę, prasuję, ale wieczór zamierzam spędzić w najlepszym towarzystwie - swoim. Zrobić sobie ładną kolację, wypić lampkę wina i obejrzeć jakiś dobry film...To dla mnie całkowita nowość - bo przecież ładne kolacje robi się tylko w towarzystwie....
Kto zamierza dziś zawalczyć o siebie razem ze mną?