choć tak na prawdę nie wiem czy powinnam

Wczoraj rano na spacerze po raz kolejny spotkaliśmy głupią panią z głupimi
psami. W sumie to jest pani, gdzieś z sąsiedniego bloku jednego wilkowatego
prowadzi na smyczy a drugiego szczotowatego, małego kundla bez smyczy, bez
kagańca. Na zwrócona uwagę, że kundel powinien też być na smyczy bo rzuca się
na duże psy i je prowokuje, pani strzela focha albo robi awanturę. Dodam, że
szczota o wdzięcznym imieniu Kajtuś generalnie ma pod ogonem swoją panią i w
ogóle nie reaguje na jej komendy. A zaczepia tylko duże psy na smyczy i już
nie jeden raz Buba mnie pociągnął, żeby Kajtusia pogonić. Ale wtedy miał
jeszcze jajka.
Wczoraj nie zdzierżyłam i stwierdziłam, że nic nie zrobię. Nie będę wydawać
mojemu, grzecznemu psu żadnych komend ani nic, najwyżej będzie jatka i
zadzwonię po straż miejską. Buba był na 10 m smyczy treningowej, Kajtuś
szczota jak zwykle podbiegł i zaczął warczeć z pokazaniem zębów. Poluźniłam
smycz i dałam bubie swobodę, mając w zanadrzu telefon z nagrywaniem. Buba
wykorzystał luz podszedł do szczoty, dał sobie zad obwąchać, po czym zrobił
się 2 razy większy, najeżył kark i zaczął szczocie mruczeć groźnie do ucha.
Jakoś tak nad karkiem mu to zrobił, brzmiało ostro... Spodziewałam się, że
szczota wyleci w powietrze. Po czym szczota zwinął ogon i uciekł. Buba
spokojnie wrócił do mnie.
No i jestem dumna, że mimo braku jajek pokazał jak to jest być dużym facetem.
Nie dał się sprowokować jak wcześniej i nie ukrywam, że liczę, że Kajtuś
będzie już go omijał szerokim łukiem. Pani jak sądzę na pewno, bo histerycznie
wołała szczotę do siebie.