michszyb
07.02.10, 10:34
Rozpoczęliśmy proces mediowania o opiekę nad dziećmi.
Pierwsze spotkanie trwało 2 godziny. Udało nam się w tym czasie przedstawić
swoje stanowiska, oraz dosyć gruntownie posprzeczać. Wynikało to głównie z
rozbieżności stanowisk, oraz obustronnego przekonania co swoich racji.
Ja zaproponowałem opiekę naprzemienną w wymiarze który już przedstawiałem.
Argumentowałem to możliwością zachowania najlepszego z mozliwych kontaktów z
obojgiem rodziców i danie możliwości dzieciom autentycznego uczestniczenia w
życiu obojga rodziców, co pozwoli na bardziej pełny ( z obojgiem rodziców)
proces wychowawczy.
Uważam, ze wspólna opieka nie jest w stanie zastąpić rodziny to najbardziej ją
przypomina. W tym modelu dziecko odnosi najwięcej korzyści z przebywania z
obojgiem rodziców.
Żona uważa natomiast że lepszy jest model ojca dochodzącego, nie mającego
istotnego wpływu na proces wychowawczy. Istotne wg niej jest tylko zachowanie
kontaktu i relacji z dziećmi. Zaproponowała docelowo po okresie przejściowym 2
weekendy w miesiącu i możliwość kontaktów popołudniowych po 3 godziny. Uważa
że dzieci powinny mieć jeden dom i ograniczenia kontaktów ze mną do minimum ma
je uchronić przed życiem w dwuch domach i rozchwianiem emocjonalnym i logistycznym
Ostatnie pół godziny kłóciliśmy sie czy dzieci mogę odwieść o 20.00, czy o
20.30. Walczyła o kazde 5 min. Dzieci zaczynają kolację o 19.00 potem bajki,
no i oczywiśćie nie wolno mi im umyć zębów, tylko mam je natychmiast odwięść
do domu bo mają jeden do i mają umyć zęby i resztę u siebie i zasypiać u
siebie. Stanęło krakowskim targiem na 20.15, a ja już się zastanawiam jak ja
je wyrwę w trakcie bajek.