bosmanka110
23.06.10, 19:12
Czytam te wszystkie posty o zdradzie, braku miłości, nienawiści, braku
zrozumienia i zastanawiam się do czego to prowadzi. Spotykamy swoje połówki,
kochamy je, dajemy im wszystko tylko po to aby za jakiś czas poczuć nóż wbity
w plecy lub co trafniej prosto w serce. Kiedyś przeczytałam że ludzi których
się kocha nigdy się nie skrzywdzi bo miłość na to nie zezwala, bo miłość to
bezgraniczne zaufanie i akceptacja. To szacunek do tego kto świata poza tobą
nie widzi, na którego w każdym momencie swojego życia możesz liczyć. A teraz z
upływem czasu twoja połówka jabłka zaczyna w jakiś cudowny sposób dojrzewać a
ty jak na złość czujesz iż to dojrzewanie wysysa z ciebie wszystkie soki i
zaczynasz gnić od środka. Ludzie są głupi i naiwni bo pomimo tego bólu wierzą
że gdy on - ta druga połówka się odrodzi przyjdzie czas i na nas, na mnie.
Czas jednak mija a my gnijemy coraz bardziej i brak już sił i odwagi aby
chcieć jeszcze istnieć. Na koniec czy warto jest kochać bezgranicznie, czy
warto wierzyć drugiej osobie? Po co aby po nastu latach usłyszeć że jesteś
beznadziejna, ułomna, że nie zasługujesz na nic? Po co? Dziś należę do osób
zranionych, upokorzonych, nie kochanych a niedługo do rozwiedzionych. Dajcie
mi receptę jak mam dalej żyć!!!!!!!!!!