inna_nowa_ja
13.02.12, 09:26
dzieci chore, ja non stop łapię jakieś durne infekcje (aktualnie na tapecie angina), nie chodzę do pracy i nie zarabiam, m się wypiął na własne dzieci, eh tyle ostatnio dołów zaliczyłam że już więcej chyba nie dam rady. I znowu miotają mną myśli czy aby dobrze zrobiłam, zastanawiam się, analizuje, wspominam to co było dobre, dzieci pytają o tate a ja jakoś totalnie opadłam z sił. Jeszcze niedawno pełna optymizmu i najlepszych myśli a dziś skrajnie zwrot o 360 stopni. I mimo, że wiem, że tego nie dało się już uratować to mi cholernie przykro, że to się rozwaliło, że teraz toczymy wyniszczającą wojne, bo on nie umie i nie chce ustalić priorytetów jakimi są nasze dzieci. Dodatkowo wciąż słyszę komentarze od rodziny po znajmoych skończywszy że sama tak wybrałam, że mogłąm z nim żyć i udawać że jest ok, że przecież czasami bywało dobrze. Tak bywało, wtedy kiedy ja się nie odzywałam. E tam, do bani, sorki za mało optymistyczny wątek z samego rana w poniedziałek.