Dodaj do ulubionych

Prośba o pomoc...

11.01.13, 15:58
Witam! Wiem że to dziwne miejsce na takie problemy, ale wydaje mi się że czasem lepiej poradzić się obcych ludzi o bardziej obiektywnym spojrzeniu na sprawę... Jestem żonaty od ponad 1,5 roku, w związku z tą kobietą ponad 6 lat, mam 26 lat. Wszystko było by ładnie i pięknie gdybyśmy byli chociaż trochę szczęśliwi. Żona od 3 lat choruje na depresję... tak naprawdę to pewnie od 20 lat, ale to 3 lata temu prawie udało jej się zabić i zaczęło się moje małe piekło. Ale zacznę od początku. Poznaliśmy się po szkole średniej, przed studiami w dupnych dla mnie okolicznościach. Kilka nieudanych związków z dziewczynami, złamane serce przez jedną i usilna chęć bycia z kimś... No i tym kimś okazała się Ona. Na początku było fajniej, ale później się pozmieniało. Żeby nie przedłużać 3,5 roku słabego związku, Ona miała dużo problemów życiowych które ja rozwiązywałem, miała ciężką komunikację z ludźmi, ale mimo wszystko po roku razem zamieszkaliśmy. Spieprzyły się moje kontakty z rodziną, przyjaciółmi, nowe znajomości z uczelni też nie mogły się rozwinąć. Było cholernie toksycznie. Ona do mnie za bardzo nic nie czuła, tzn była ze mną bardziej chyba z przywiązania, obowiązku bo dużo Jej w życiu pomagałem w trudnych chwilach ale uczucie nie było tym co powinno być między kobietą i mężczyzną, zresztą kilka razy chciała ze mną zrywać, wielokrotnie mnie poniżała, rozmarzałą się nad innymi facetami. Zawdzięczam Jej większość kompleksów odnośnie własnego ciała... Po tych 3,5 roku, a tak naprawdę po 3 myślałem że to skończę. Chciałem tylko poczekać aż skończę inżyniera, pomogę jej skończyć następny rok studiów i na wakacje zacznę wszystko od nowa. Niestety w okolicach zimy zaczęło być z nią bardzo źle, poszliśmy do lekarza, później do psychiatry. Stwierdził depresję i dał leki. Jak ku*** zostawić osobę chorą pomyślałem sad muszę pomóc - utkwiło mi w głowie. Po kilku tygodniach leków wzięła 2 paczki jak mnie nie było i prawie by odjechała na drugi świat, karetka jednak zdążyła. Odtrucie=>szpital psychiatryczny=>leczenie... miałem wyrzuty sumienia, po co zostawiłem leki w domu. Więc byłem z Nią dalej... później wydawało się że będzie lepiej. Do głowy wszedł Jej ślub. Nie potrafiłem odmówić bo bałem się że coś sobie zrobi. Miałem jeszcze dużo sił bo jestem(przynajmniej zawsze byłem) bardzo odporny psychicznie. Widziałem inne kobiety, bałem się tego ślubu ale jakoś w końcu do tego doszło... męczę się coraz bardziej, wiem że żona łatwo nie ma bo choruje ale ja robię wszystko żeby pomóc i to nic nie daje. Gdyby nie choroba to nawet bym już z nią nie był, nie było by ślubu ani nic. Do tego ostatnio poznałem wspaniałą kobietę, która ze mną pracuje. Nie chodzi o to że jest piękna, moja żona też brzydka nie jest. Ale ta magia. Nie potrafię tego opisać. Każda chwila spędzona razem, każdy uśmiech, spojrzenie. Przy Niej jestem taki szczęśliwy, spokojny... Myślałem na początku że to zwykłe zauroczenie, ale im lepiej Ją poznaje tym bardziej nie potrafię przestać o Niej myśleć. Szukam wad, takich które mnie zniechęcą, nie mogę znaleźć za to Jej osobowość coraz bardziej mnie zniewala. Nie pamiętam czy kiedykolwiek przy kimś się tak dobrze czułem. Niestety nie wiem czy nawet gdybym był wolny Ona by chciała ze mną być. Widzę że mnie lubi, spędzamy dużo czasu na rozmowach, kawie, razem gdzieś idąc. Kim ja jednak dla Niej mogę być? skur*** który zostawia chorą żonę (wie że żona jest chora i że wziąłem ślub z litości)? Nie kocham żony od dawna, kocham inną kobietę coraz bardziej... przez chwilę była dla mnie zimniejsza bo w końcu jestem żonaty, ostatnio jest znowu miła. Odkąd wie że moje małżeństwo to cholerna udręka sad chyba widzi że powoli wymiękam. tylko przy Niej jest lepiej... co mam zrobić? czy mogę zostawić chorą żonę? co jak się zabije? czy mogę próbować ułożyć życie na nowo? i czy w ogóle ja mam do tego jakiekolwiek prawo sad? jak ja bym wyglądał w oczach tej którą kocham? czuję że mógłbym być z tą Kobietą szczęśliwy, że byśmy z radością szli razem przez życie. Że wróciły by mi siły do wszystkiego. Co ja mam kur** zrobić sad??
Obserwuj wątek
    • lesnik5 Re: Prośba o pomoc... 11.01.13, 16:19
      Długie, nie chciało mi się czytać.

      Rozwiedź się i bądź szczęśliwy. To Twoje życie i nikt za ciebie go nie przeżyje.
    • altz Re: Prośba o pomoc... 11.01.13, 16:23
      Decyzję już podjąłeś, teraz zastanawiasz, jak to zrobić, żeby zachować twarz i żeby żona też jakoś funkcjonowała.
      Kończysz związek bez perspektyw i już, kobiety tak robią i nie mają skrupułów.
      Starasz się teraz pomóc żonie, ale jeżeli coś sobie zrobi, to nic na to nie poradzisz, takie życie, nie możesz stać nad nią cały czas.
      Lepiej się rozstać, zanim się już z zwiążesz z kim innym, tak jest uczciwiej.
      Dzięki rozstaniu zrobisz jedną dobrą rzecz, uratujesz dzieci przed trudnym dzieciństwem.
    • mayenna Re: Prośba o pomoc... 11.01.13, 17:26
      Mnie zastanawia jak długo jeszcze byłbyś mężem gdyby nie pojawiła się inna pani?I jaki wpływ miała nowa pani na odkrycie, ze nie kochasz zony i na dobra sprawę ślubu brać nie chciałeś.

      A moja rada jest taka: ponieważ byłeś w związku z osoba dysfunkcyjną, twój związek tez nie był normalny to zanim zwiążesz się z kimś innym, idź na terapię i uporządkuj siebie i swoje życie. Jak teraz uwolnisz się od jednej a zwiążesz z inna to może się okazać że problemy w związku powrócą.
      • xciekawax Re: Prośba o pomoc... 11.01.13, 19:04
        Bardzo dobra rada. tez tak pomyslalam: Najpierw terapia po toksycznym zwiazku, bo autor jest przesiakniety toksyna, ktora z pewnoscia przeniesie na drugi zwiazek - niszczac go.

        Acha, do autora: wiedz ze przeklinanie nie swiadczy dobrze o Tobie, wiec staraj sie to ograniczyc.
        Jezeli Twoja nowa ksiezniczka jest tak delikatna i swietna to napewno by sobie zyczyla abys przy niej nie przeklinal smile
    • zorientowany9 Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 16:35
      Popełniłeś błąd pochopnie wchodząc w związek małżeński, pomimo tego że nie byłeś co do tej decyzji przekonany. Masz prawo, ale za błędy ponosi się konsekwencje. Licz się z tym, że żona zażąda rozwodu z Twojej winy, być może też alimentów i nie będą to żądania bezpodstawne - w końcu przysięgałeś jej miłość i wsparcie, a zakochałeś się w innej...
      • zwyklybrunet Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 18:33
        Nowa Pani nie uświadomiła mi o beznadziejności mojego związku, ale po raz pierwszy uwierzyłem że ja mógłbym być szczęśliwy, bo już na to straciłem nadzieję. Zresztą niewiadomo czy Ona w ogóle będzie chciała być z kimś takim kto zostawi chorą żonę uncertain nie wiem poza tym co Ona do mnie czuje. Czas spędzany razem jest bardzo miły dużo rozmawiamy i patrzymy sobie w oczy, często się śmiejąc i czerwieniąc ale to nic nie musi znaczyć... [Tak przy okazji to staram się przy Niej nie przeklinać.] co do terapii to sam nie wiem co o tym myśleć. Jak pomyślę jak terapia działała na moją żonę to niespecjalnie mnie do tego ciągnie... ale jeśli to bybyło potrzebne aby ta którą kocham była szczęśliwa to wydaje się to być niegłupie. Co do winy to Ja chcę za te błędy zapłacić. Facet powinien mieć honor i ponosić konsekwencje swoich czynów, szczególnie w stosunku do kobiet. Orzeczenie o mojej winie uważam za konieczne, żebym mógł spokojnie spać. Tylko jak to teraz skończyć żeby żona nie zrobiła sobie krzywdy...
        • zwyklybrunet Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 18:34
          A tak w ogóle to dziękuję za odpowiedzi wink nie mam za bardzo z kim o tym porozmawiać.
          • argentusa Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 18:55
            No to juz masz gdzie pogadać.
            Ad rem: błąd systemowy w myśleniu. Terapia ma być dla CIEBIE, nie dla Pani, której z Tobą może być dobrze. Jak się będziesz upierał przy pierwszej wersji możesz wpaść w taki sam kanał jak w małżeństwie (widzisz analogię między "z litości -czyli dla dobra INNEJ osoby zrobiłeś co zrobiłeś i podjęciem terapii DLA INNEJ osoby i jej dobra?).
            Bo życie to nie sielanka, a motylki w brzuchu to kończą się potem dobrze jak jest faza następna, czyli miłość.
            Ar.
            ps czyli po kolei. Kończysz jeden związek, dochodzisz do siebie, zaczynasz następny. Jak macie być razem to będziecie. A jak nie to nic nie pomoże.

        • mayenna Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 22:46
          Twoja żona mimo choroby jest dorosła. Nie ponosisz za nią odpowiedzialności.
          Możesz ewentualnie prosić kogoś z jej rodziny/przyjaciół o wgląd w jej sytuację.
        • satoja Re: Prośba o pomoc... 14.01.13, 22:53
          Twoja żona będąc z Tobą wpadała w depresje i robiła sobie krzywdę. Na jakiej podstawie sądzisz, że będziesz miał na nią lepszy wpływ przy i po rozstaniu? I to informując ją, że się zakochałeś i zwiewasz do kochanki?
          Czy depresji nie aktywował aby wasz nierówny toksyczny układ? i brak miłości?

          Może idźcie z żoną razem na terapię by o rozstaniu porozmawiać. Bo obawiam się, że w domu nie rozmawiacie, co najwyżej się na siebie drzecie.
        • chalsia Re: Prośba o pomoc... 16.01.13, 10:31
          > Orzec
          > zenie o mojej winie uważam za konieczne, żebym mógł spokojnie spać.

          tylko jest problem - wniosek o orzeczenie Twojej winy wnieść może tylko Twoja żona/jej adwokat
    • natka-2003 Re: Prośba o pomoc... 12.01.13, 23:09
      raczej brak dojrzałości.. i mylenie pojęć... litości z odpowiedzialnością i emocjonalnym szantażem, taka mieszanka nie wróży nic dobrego...
      żona potrzebuje chyba lepszych leków lub/i innego psychiatry a oboje pewnie jakiejś terapii
    • sonia_siemionowna Re: Prośba o pomoc... 13.01.13, 23:04
      Powiem krótko, moze zbyt krótko: dobraliście się na zasadzie Rodzic-Dziecko. Ty jesteś Rodzicem, partnerka Dzieckiem. Ponieważ widzi, że związek się pierniczy i boi się Twojego odejścia pojawia się choroba (depresja, ale bywają inne) jako element scalający.

      Jednocześnie Dziecko czerpie siłę z ponizania Rodzica.

      Jest to wyjatkowo toksyczny układ i chyba zmarnowałeś już w nim dość życia i szans? Moim zdaniem, będzie tylko gorzej.
      • sonia_siemionowna Re: Prośba o pomoc... 13.01.13, 23:06
        dodam, że Tobie też jest potrzebna terapia, bo to nie jest zdrowy układ i fakt, że tyle w nim trwasz świadczy, że być moze sam masz coś do przepracowania. Inaczej możesz się obudzić w podobnym układzie jeszcze wiele razy.
    • satoja Re: Prośba o pomoc... 14.01.13, 22:42
      Powinieneś zacząć od terapii DLA SIEBIE żebyś umiał uporządkować swoje życie i zauważył co i dlaczego z nim robisz. Bo rozumowaniem takim jak do tej pory tylko grzęźniesz.
      No i jedyna na razie motywacja "czy aby nowa panna będzie mnie chciała jak zostawię żonę" nie jest właściwa ani wystarczająca do tego byś szczęśliwie żył dalej.
      • paris-texas-warsaw Re: Prośba o pomoc... 14.01.13, 23:02
        Tak jak Ty masz prawo do życia z kimś, kogo kochasz, tak i Twoja żona. Jak widać i jej ten układ nie służy, bo taki układ jest jakąś atrapą. Ty znalazłeś kogoś z kimś chcesz być i być może Twoja żona znajdzie kogoś, kto ją naprawdę pokocha, a nie będzie tylko jej ratownikiem medycznym. Powodzenia!
    • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 12:51
      Najpierw postaw sobie pytanie: czy zawsze sądziłeś tak jak teraz? Tzn., że byłeś z nią nie z miłości a z "litości", chęci pomocy jej... Bo może było tak, że wydawało Ci się, że ją kochasz i dlatego chciałeś się dla niej poświęcić, a teraz, gdy pojawiła się inna kobieta, spojrzałeś na cały swój związek z perspektywy czasu i dopiero sobie uświadomiłeś, że to nie była miłość, że miłość wygląda zupełnie inaczej? Bo jeśli ta druga opcja to na Twoim miejscu udałabym się do psychologa, pomoże Ci zrozumieć samego siebie i odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie :czego Ty tak na prawdę chcesz/pragniesz/oczekujesz od życia?

      Druga sprawa jest taka, że boisz się czegoś: " Niestety nie wiem czy nawet gdybym był wolny Ona by chciała ze mną być." Chciałbyś zakończyć swój związek, ale boisz się tego co będzie dalej. Nie wiesz czy inna Cię zechce, za jaki czas, jak długo będziesz sam... Boisz się żyć jako singiel? Chcesz ominąć etap nastający po rozstaniu (samotność)? Chcesz zakończyć jeden związek i od razu rozpocząć następny?

      Z moich rad powiem tyle: jesteś w toksycznym związku (oczywista oczywistość). Na chwilę obecną i opierając się na tym co napisałeś proponuję zakończyć związek. Nie jesteś odpowiedzialny za cudze życie nie powinieneś nawet zastanawiać nad tym co się z nią stanie po Waszym rozstaniu. Nie możesz poświęcać swojego życia dla kogoś, kogo nie kochasz, masz prawo do własnego szczęścia. I tak jak ktoś wspomniał: a dzieci? Chcesz w takim związku wychowywać dzieci? Może faktycznie zostawiając ją oddasz jej przysługę, znajdzie kogoś kto ją pokocha i swoją miłością wyleczy z depresji... Nie zastanawiaj się też nad tym, czy "nowa" Cię zechce, bo nie to jest teraz najważniejsze. Nie zastanawiaj się nad swoimi uczuciami do niej, nie planuj z nią przyszłości. Nie mówię, że masz zerwać kontakt, ale przyhamuj w pewnych kwestiach i skup się na tym, co teraz jest ważne. "Musisz" zakończyć związek, bo jest toksyczny, nie dlatego, że pojawił się ktoś inny, tylko dlatego, że nie ma sensu go ciągnąć i oboje się tylko pogrążacie.
      • mayenna Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 13:17
        zazula2007 napisała:

        Może faktycznie
        > zostawiając ją oddasz jej przysługę, znajdzie kogoś kto ją pokocha i swoją mił
        > ością wyleczy z depresji...
        Depresję leczymfarmakologia i psychoterapia, na pewno nie miłość innej osoby.
        • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 13:28
          Toksyczny związek może być powodem do jej pogłębiania, a szczęśliwy...
          • mayenna Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 13:50
            Nie. Depresja rozwija się też w szczęśliwych związkach.
            • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 14:03
              W takim razie tym bardziej powinien odejść, bo jego poświęcenie (głównie ślub) są bezcelowe.
              • cozzycie_80 Re: Prośba o pomoc... 15.01.13, 15:01
                Biedny misio, poświęcający się i marnujący swoje życie dla jakiejś tam kobiety, z depresją.
                Strasznie mi Cię żal, chwała Bogu, że się ta wspaniała niewiasta znalazła, bo byś biedaku tak do końca życia się poświęcał.
                • zazula2007 Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 16:59
                  ...otrzymuje kpiny...
                  • yoma Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 17:13
                    To nie jest forum "Głaskanie po Główce".
                    • cozzycie_80 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 17:41
                      Yoma dokładnie smile
                      Takie jest moje zdanie. Pan robi z siebie ofiarę i chcę głaskania po główce.
                      Biedny Misio...
                      • moniapoz Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 18:55
                        > Yoma dokładnie smile
                        > Takie jest moje zdanie. Pan robi z siebie ofiarę i chcę głaskania po główce.
                        > Biedny Misio...

                        jakoś tego tak nie widzę.....gdzie ten biedny Misio....
                        ciekawe jaką radę dałabyś kobiecie która opisałaby podobną historię ....pewnie taką, żeby się nad sobą nie użalała tylko żyła z facetem w depresji latami i byłą nieszczęśliwa najlepiej płodząc sobie dzieci z takim osobnikiem....hehe.....niezłą hipokryzja.

                        facet powinien się rozwieść, iść na terapię i szukać szczęśliwego związku a nie litować się nad żoną która go szantażuje emocjonalnie.

                        mam w dalszej rodzinie podobną choć nie taką sama historię tylko, że mężczyzna poddał się presji środowiska i tkwił w takim związku latami - teraz ma prawie 60 lat i jest w trakcie rozwodu choć jego chora małżonka robi wszystko, żeby szybko go nie uzyskał.

                        szkoda życia sobie marnować
                        • cozzycie_80 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 20:53
                          A możesz mi pokazać gdzie ja mu poradziłam, żeby z tą swoją żoną był do końca życia?
                          Moniapoz nie uważam, że powinien zostać ze swoją żoną, jeżeli nie chce, ale niech nie piszę, że generalnie to nigdy nie chciał i zrobił to z litości. Zresztą teraz zaczął myśleć o rozwodzie, jak poznał nową panią.
                          Każdy jest kowalem swojego losu.
                          A on przedstawia się nam jako ten wspaniałomyślny, cudowny człowiek, który wszystko w swoim życiu robił wbrew sobie, ale żeby nieść pomoc chorej kobiecie. Jak dla mnie to właśnie wyrządził jej największą krzywdę. Nie sobie, tylko jej. Jak mógł się zgodzić na ślub i życie z kimś kogo wcale nie kochał? Dla mnie to strasznie niedojrzałe.
                          W jednym się z Tobą zgadzam, rozwód-terapia-szczęśliwy związek.
                          • moniapoz Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 21:24
                            > A możesz mi pokazać gdzie ja mu poradziłam, żeby z tą swoją żoną był do końca ż
                            > ycia?

                            no właśnie o to chodzi, że nic mu nie poradziłaś, tylko zgryźliwie skomentowałaś.

                            sama sobie przeczytaj co napisałaś, a już biedny misio to....faktycznie piękna rada dla autora jest i jaka pomocna.....

                            pewnie, że zachowanie było niedojrzałe i to obydwu stron !!!
                            nie wybielaj tej biednej panny młodej która ślepa i głucha wierzyła w miłość swojego Pana na białym koniu który ją uratuje od złego świata i sprawi, że będzie żyła normalnie.

                            krzywdę wyrządzili sobie obydwoje - nie rób z żony upośledzonego dziecka, ona również byłą kowalem swojego losu - była biedną małą misią która liczyła na opiekę.

                            • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 21:32
                              > no właśnie o to chodzi, że nic mu nie poradziłaś, tylko zgryźliwie skomentowałaś.
                              dokładnie moniapoz. Czy to nie podchodzi pod trolling?
                            • cozzycie_80 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 22:15
                              A może ten biedny misio się zastanowi, a nie tylko piszę jak to on się poświęca.
                              Nie wybielam również jego żony. Kurcze masz jakąś przedziwną moc czytania, widzisz coś, czego nie ma.
                              Nie jest napisane, że pani zdawała sobie sprawę, że pan jej nie kocha, tylko chajta się z nią z litości.
                              • moniapoz Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 16.01.13, 07:45
                                > Kurcze masz jakąś przedziwną moc czytania, widzisz coś, czego nie ma.

                                to zupełnie jak Ty smile))

                                ja mam taką teorię, że osoba dysfunkcyjna wybiera sobie dysfunkcyjnego partnera stąd też podtrzymuję, że nie ma co się użalać na losem biednej żony i robić z autora biednego misia.
                                autor zdaje się, że chce ponieść konsekwencje swoich niedojrzałych decyzji bo pisał, że zgadza się na rozwód z jego winy - bardzo dobrze, że te refleksje które Ty nazywasz pisaniem tylko jak się poświęca - przyszły mu do głowy teraz a nie jak byłyby już dzieci w tym związku.

                          • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 21:29
                            > ale niech nie piszę, że generalnie to nigdy nie chciał i zrobił to z litości.
                            dlaczego? a jeśli taka jest prawda? jeśli on właśnie tak czuje? to, że Ty w to nie wierzysz nie znaczy od razu, że to nie prawda. On tak właśnie czuje i tak uważa, dlatego tak pisze.
                            _________________
                            Litości... nie mów nic, zanim się nie zastanowisz 3 razy...
                            • cozzycie_80 Re: Prośba o pomoc... - ktoś prosi o pomoc... 15.01.13, 22:23
                              zazula2007 napisała:

                              > > ale niech nie piszę, że generalnie to nigdy nie chciał i zrobił to z lito
                              > ści.
                              > dlaczego? a jeśli taka jest prawda? jeśli on właśnie tak czuje? to, że Ty w to
                              > nie wierzysz nie znaczy od razu, że to nie prawda. On tak właśnie czuje i tak u
                              > waża, dlatego tak pisze.

                              Ja mu naprawdę współczuję, mega brak dojrzałości.
                              O jestem Trollem smile super! Nie kojarzę Ciebie Zazula, ale ja już trochę jestem na tym forum smile
                              Napisałam swoje zdanie, ma prawo się komuś nie podobać. Nie ma też znaczenia czy to pan czy pani. To też pewna forma rady - jesteś dorosły, to ponoś konsekwencję swoich czynów.
                • odmieniona44 Re: Prośba o pomoc... 21.01.13, 09:48
                  "Biedny misio, poświęcający się i marnujący swoje życie dla jakiejś tam kobiety,
                  > z depresją.
                  > Strasznie mi Cię żal, chwała Bogu, że się ta wspaniała niewiasta znalazła, bo b
                  > yś biedaku tak do końca życia się poświęcał."

                  Zlituj się, może to normalny chłop, nie zasługujący na Twój zjadliwy ton. Nie bierzesz pod uwagę opcji: Prawdę powiada?
        • kami_hope Re: Prośba o pomoc... 31.01.13, 22:00
          mayenna napisała:
          > na pewno nie miłość innej osoby.

          Rzeczywistość podważa ten pogląd. U pacjentów chorych psychicznie (w tym także z zaburzeniami depresyjnymi) wsparcie rodziny, przyjaciół, partnerów ma ogromne znaczenie
    • zwyklybrunet Re: Prośba o pomoc... 16.01.13, 09:45
      szczerze, nie dam rady na to wszystko tak od razu odpowiedzieć, dziękuję za dobre słowa, za te mniej przyjemne też, część zarzutów chyba rozumiem. Rzeczywiście jak czytam co napisałem to trochę robię z siebie ofiarę... ale nie chcę głaskania. Zrobiłem błąd i nie potrafię tego cofnąć, szukam opinii obcych ludzi, po prostu mam teraz mocno namieszane w głowie i już nie wytrzymuję presji. Tak byłem niedojrzałym idiotą który myślał że na siłę kogoś uszczęśliwi i zbawi, a jest przeze mnie jeszcze gorzej. I? Nie cofnę czasu, prosiłem tylko o odpowiedź co zrobić. Zresztą teraz to już w ogóle jest słabo gdyż w nocy musiałem wezwać karetkę i żonę na siłę zawieźli do szpitala, z pomocą policji... pochowała gdzieś leki, najsilniejsze które noszę przy sobie zabrała w chwili nieuwagi z mojej torby i nie chciała oddać. Mówiła że się zabije, chciała zamknąć w pokoju na klucz, a jak próbowałem zabrać Jej leki to biła, szczypała itp. Jestem gnojem... ale może w szpitalu Jej pomogą. I co dalej mam Ją zostawić? Teraz by się totalnie załamała, a ja będę miał człowieka na sumieniu... Jadę zawieźć Jej rzeczy do szpitala. Nie wiem co dalej...
      • mayenna Re: Prośba o pomoc... 16.01.13, 10:16
        Porozmawiać z jej terapeutą, lekarzem. Doradzą co zrobić.
        Ale masz świadomość że łatwiej nie będzie i kiedyś jedna odejdziesz, więc dziś jest tak samo dobre, jak jutro. Po prostu podejmij decyzję i działaj. Zacznij od psychoterapii dla siebie. To cie powinno wzmocnić, pomóc ogarnąć sprawy i wymyślić plan działania.
        Zawiadom rodzinę zony o jej stanie i swoich decyzjach.
        • zwyklybrunet Re: Prośba o pomoc... 20.01.13, 14:38
          Witam wszystkich. Jutro rozmowa z lekarzem/terapeutą powiem że moje małżeństwo z żoną uległo rozpadowi i jedyne co zostaje to rozwód. Dowiedziałem się jeszcze parę rzeczy których mi nie mówiła przed ślubem i będę się starał o unieważnienie ślubu kościelnego... Od jutra będę Jej mówił prawdę. Nie kocham Jej i musi to wiedzieć. Jeśli chodzi o tą Panią do której poczułem coś czego nie da się opisać uczuciami, to wiem że nie Ona sama w sobie jest powodem tego co robię. Wczoraj się dowiedziałem że z takim facetem, który takie rzeczy przeszedł nie mogła, ani nie chciała by być, do tego jest niecały rok starsza, a uważa że facet powinien być ileś lat starszy. Tak czy siak NIE spowodowało to że chcę wracać do żony, ale tym bardziej skończyć to co mnie zniszczyło. Jeszcze bardziej uświadomiłem sobie że jestem kilka lat z kimś kogo nie kocham. Trudno. Teraz będę takim facetem z odzysku i jakikolwiek bym nie był zawsze będzie się to za mną w oczach innych ciągnęło. Terapia, terapią, muszę teraz nad sobą pracować, ale ja naprawdę starałem się być dobrym mężem. Dawałem całego siebie, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem, rozmawialiśmy o wszystkim, wspierałem Ją w problemach, pomagałem załatwiać wszelkie sprawy na uczelni i w życiu prywatnym, nosiłem kwiaty, biegałem po śniadanka, często gotowałem obiady, zrobiłem plany na życie które zapewniałyby nam byt na świetnym poziomie . Mimo że byliśmy na studiach zapewniałem warunki życia jak ludzie pracujący. Poświęciłem dla Niej bardzo wiele. I mimo że taki bym był dla kogoś kogo kocham (oczywiście na tyle ile ta osoba by chciała, bo nie starałbym się Jej zdominować i więcej nie pozwoliłbym siebie skrzywdzić) to w oczach innych kobiet będę postrzegany jako facet po rozwodzie, nieodpowiedzialny, niepoważny, toksyczny, gnój który zostawił żonę, taka ostateczność, nawet za tymi facetami którzy mają Je w dupie, też nie wiedzą czego chcą, traktują panie jak własność, w ogóle się nie starają. W jaki sposób ma mi pomóc terapeuta? no chyba że mnie wyleczy z miłości do najcudowniejszej kobiety jaką kiedykolwiek poznałem, a nie będzie łatwo bo razem pracujemy sad o jeden problem naraz za wiele...
          • zmeczona100 Re: Prośba o pomoc... 20.01.13, 17:55
            Dowiedziałem się jeszcze
            > parę rzeczy których mi nie mówiła przed ślubem i będę się starał o unieważnien
            > ie ślubu kościelnego...

            I macie bardzo duże szanse, aby zostało to stwierdzone- niedojrzałość bije od Ciebie na kilometr. Bez względu na to, czego się dowiedziałes o żonie (choroby przed Tobą nie ukryła, więc na pewno nie będzie to stanowiło podstawy do stwierdzenia niewazności).


            Jeśli chodzi o tą Panią do której poczułem coś czego nie da się opi
            > sać uczuciami, to wiem że nie Ona sama w sobie jest powodem tego co robię. Wczo
            > raj się dowiedziałem że z takim facetem, który takie rzeczy przeszedł nie mogła
            > , ani nie chciała by być, do tego jest niecały rok starsza, a uważa że facet po
            > winien być ileś lat starszy.

            Ty naprawdę masz 26 lat??

            W jaki sposób ma mi pomóc ter
            > apeuta? no chyba że mnie wyleczy z miłości do najcudowniejszej kobiety jaką kie
            > dykolwiek poznałem, a nie będzie łatwo bo razem pracujemy sad

            Piszesz o tej kobiecie, którą niedawno poznałeś i z którą nie tak dawno łączyło Cię tylko platoniczne uczucie? A teraz już wiesz, że jest najcudowniejszą kobietą na świecie?

            Matko jedyna. Mój nastoletni syn ma więcej oleju w głowie, niż Ty.
            • paris-texas-warsaw Re: Prośba o pomoc... 20.01.13, 19:13
              I bardzo dobrze, że przejrzałeś na oczy i zaczęło Ci zależeć na własnym szczęściusmile Może i komuś, z kim się zwiążesz też będzie przez to lepiejsmile Jeśli Ci zależy na "unieważnieniu" (to jakoś inaczej w prawie kanonicznym się nazywa) małżeństwa i masz ku temu powody, to to rób. Tak wcześnie zawierane małżeństwa statystycznie częściej się rozpadają, bo ludzie są zwyczajnie niedojrzali i ich poglądy nieskrystalizowane w wielu kwestiach. Gdyby to była Twoja dziewczyna, a nie żona pewnie nikt by na Ciebie psów nie wieszałsmile Takie prawo młodości, że rzadko pierwsza dziewczyna jest ostatniąsmile
              Ps. Złymi słowami się nie przejmuj, pewnie większość tych tak piszących sama chciałaby mieć 26 latsmile)) Ja na pewnosmile))
              • zmeczona100 Re: Prośba o pomoc... 20.01.13, 20:43
                paris-texas-warsaw napisała:

                > Ps. Złymi słowami się nie przejmuj, pewnie większość tych tak piszących sama ch
                > ciałaby mieć 26 latsmile))

                No ba! Ale tylko i wyłącznie wtedy, gdybym miała dzisiejszy rozum i doświadczenie wink
          • zazula2007 Re: Prośba o pomoc... 21.01.13, 10:46
            > to w oczach innych kobiet będę postrzegany jako facet po rozwodzie, nieodpo
            > wiedzialny, niepoważny, toksyczny, gnój który zostawił żonę,
            słuchaj, związki się rozpadają bez względu na to czy był ślub czy nie. Jedyne co można Ci zarzucić to nieodpowiedzialność. Nie macie dzieci, więc nie macie wobec siebie większych zobowiązań. Wątpię, żeby jakaś kobieta miała Cię oceniać aż tak drastycznie. Grubo przesadzasz. A jeśli na prawdę taka się znajdzie to tylko dlatego, że nie będzie potrafiła wprost powiedzieć: dlaczego nie? Taka wymówka.
    • jak.z.nut a ja jednak 20.01.13, 23:15
      mam nadzieję, że mój chłop stanie na wysokości zadania, jeśli w czasie naszego związku, zachoruję, powiedzmy... na raka. I mam nadzieję że sama będę umiała. A może to oznaka dojrzałości, której trudno oczekiwać od 26 latka...i nie mam tu nic złego na myśli.
      • lampka_witoszowska Re: a ja jednak 21.01.13, 00:25
        każdy ma taką nadzieję

        sęk w tym jednak, by być z tym swoim, własciwym chłopem, który kocha i którego Ty kochasz

        w sumie chyba nikt by nie chciał, by jak rozum z bólu odbierze, zajmował się człowiekiem chłop, który kocha inną (albo tak mi się wydaje)
        • jak.z.nut Re: a ja jednak 21.01.13, 10:48
          Zastanawia mnie też dlaczego młody chłopak przez kilka lat jest z kimś z kim być nie chce, przecież określił, ze od początku były problemy w związku. W otoczeniu też mam takich kolesi co boją się być sami, więc trzymają się kurczowo kobiet z którymi być nie chcą. To odcinanie i sobie i drugiej stronie możliwości zmiany, bo gdyby odważnie powiedzieli, nie kocham, nie wyobrażam sobie wspólnej przyszłości, ich kobiety może poukładałyby sobie życie z kimś z kim warto.
          • moniapoz Re: a ja jednak 21.01.13, 10:59
            > Zastanawia mnie też dlaczego młody chłopak przez kilka lat jest z kimś z kim by
            > ć nie chce, przecież określił, ze od początku były problemy w związku.

            no właśnie dlatego on potrzebuje terapii, bo tylko z sobie znanych powodów wpakował się w taki związek od początku nie kochając żony. "normalny" człowiek tak się nie zachowuje.

            a czemu akurat autor boi się zmiany to mnie nie dziwi - gdyby się rozwodził ze zdrową osobą w tym wieku i bez dzieci w związku to nie byłby tym złym - ale marzy mu się rozwód z osobą chorą a to będzie zawsze budziło jakaś dezaprobatę społeczną.
    • heksa_2 Re: Prośba o pomoc... 21.01.13, 21:14
      Pytasz po co ci terapia?
      To opis twojego małżeństwa:
      Terapia, terapią, muszę teraz nad sobą pracować, ale ja naprawdę starałem się być dobrym mężem. Dawałem całego siebie, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem, rozmawialiśmy o wszystkim, wspierałem Ją w problemach, pomagałem załatwiać wszelkie sprawy na uczelni i w życiu prywatnym, nosiłem kwiaty, biegałem po śniadanka, często gotowałem obiady, zrobiłem plany na życie które zapewniałyby nam byt na świetnym poziomie . Mimo że byliśmy na studiach zapewniałem warunki życia jak ludzie pracujący. Poświęciłem dla Niej bardzo wiele.

      Własnie dlatego potrzebna ci terapia. Zdrowa relacja małżeńska to nie poświęcenie. Zwłaszcza dla osoby, której się nie kocha. Zdrowa relacja powinna być partnerska i równoważna. Daję/biorę, kocham/wymagam. Przecież to klasyczny przypadek z analizy transakcyjnej. Poświęcam się, żeby poczyć się lepiej. Szkoda gadać.
      • zmeczona100 Re: Prośba o pomoc... 21.01.13, 22:29
        heksa_2 napisała:

        Zdrowa relacja małżeńska to nie poświęcen
        > ie.

        Mój orzekłby, że ten opis jest do d.py, bo to żona tak własnie powinna się starać. A nie chuop.


        Daję/biorę, kocham/wymagam. Przecież to klasyczny przypadek
        > z analizy transakcyjnej.

        Dawać to mogłam ja, a on miał tylko brać i wymagać.


        Sorry za offtop. Czasami przy takich wątkach przypomina mi się syf, z jakiego wyszłam. Ale to dobrze, bo tym bardziej cenię to, co teraz dzieje się w moim życiu smile
        • heksa_2 Re: Prośba o pomoc... 21.01.13, 22:37
          Najwyraźniej brunet cierpi na syndrom kobiety kochającej za bardzo wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka