Dodaj do ulubionych

dziecko partnera- czy to zdrowe??

09.10.13, 18:09
Piszę, żeby wypisać swoje emocje, co robić- nie liczę na złote rady, bo też trudno w tej kuriozalnej sytuacji na rozwiązanie liczyć. Jestem już w kropce i nie wiem, co dalej.
Sytuacja przedstawia się następująco: mieszkam z partnerem w mieszkaniu moim, od 9 miesięcy. Razem z nami mój 13 letni syn z pierwszego małżeństwa. Partner ma syna, lat 7, z którym jest bardzo blisko. Tak blisko, że stało się to problemem. Niby to takie piękne, taki wzorowy ojciec, ale... jego dziecko jest z nami praktycznie non stop- co drugi dzień w tygodniu i co najmniej co drugi weekend. Bywa, że jesteśmy cały czas razem pod rząd np 4-5 dni. W wakacje połowę czasu, tj 1 miesiąc bez przerwy spędziliśmy razem. Chociaż wyrokiem sądu miejsce zamieszkania dziecka jest przy matce nie pytajcie, dlaczego jej odpowiada to, żeby dziecko przebywało tyle czasu z ojcem i jego nową partnerką. Nie wiem, jak trzeba być wygodną i jakie mieć ku temu powody. Jestem po prostu niebywale zmęczona tą sytuacją. Nagle, z dnia na dzień mam dwóch synów zamiast jednego, trzech chłopów w domu zamiast jednego, mało absorbującego syna własnego. Oczywiście, zanim zamieszkaliśmy razem, wiedziałam, że on jest blisko z synem, ale dopóki nie mieszkaliśmy razem, nie było to tak uciążliwe jak teraz. Przestaję mieć do tego cierpliwość, pomimo że znam sens powiedzenia widziały gały co brały. Najgorsze, że zaczynam się robić sfrustrowana, boję się, że uprzedzę się do tego dzieciaczyny, niewinnego przecież, którego zdążyłam bardzo polubić, on mnie też bardzo polubił. Ale do jego ojca nie dociera fakt, że tego jest za dużo i że ja się totalnie zmęczę i zniechęcę lada chwila. On uważa, że jego ojcostwo tylko wtedy ma sens, kiedy dziecko równo 50% czasu spędza z nim i wylicza ten czas z zegarkiem w ręku. I nigdy, po prostu nigdy nie dostosowuje się z tym do moich planów. Ponieważ mamy naprawdę małe mieszkanie (2 pok), mój syn zaczyna mieć odruch uciekania z domu do babci, bo tam ma święty spokój. A ja się miotam. W dodatku z wyrzutami sumienia, że staję się złą macochą, zamiast z miłością i wyrozumiałością patrzeć na fantastyczne rodzicielstwo swojego partnera. O co tu chodzi? Czy to jest normalne, a ja jestem nienormalna?Co z tym robić, gdy ciągle żyje się w poczuciu, że nie wypada mieć o coś takiego pretensji? A jednak mam. I to WIELKIEGO focha. Jestem na granicy.Ech, wypisałam się i tyle mojego...
Obserwuj wątek
    • nalesnik6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 18:31
      Widziały gały co brały.

      Ale zakładasz rozumiem, że Twój syn twojego partnera nie irytuje, prawda?
    • modmis Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 18:34
      jak dla mnie napisałaś zbyt ogólnie, ale ja się nie znam na rodzinach patchorkowych
      czemu jesteś zmęczona jeżeli on się angażuje w ojcostwo ? musisz coś robić przy tym dziecku, nie wiem odrabiać lekcje, robić obiadki itp
      po prostu nie wiem czym jesteś tak zmęczona ?
      czyżbyś byłą kobietą wyręczająca facetów we wszystkim ?
    • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 18:37
      Aaaaa, czyli partner ma akceptować Twojego syna, który z Wami mieszka, za to Ty nie możesz znieść, ze jego dziecko jest z Wami połowę tygodnia?
      A czemu jego matce to odpowiada - może dlatego, że zdaje sobie sprawę, że dziecko potrzebuje kontaktu z obojgiem rodziców.
      Połowę wakacji z Wami spędza? Straszne naprawdę. Rozumiem, że Twój syn jak miał 7 lat nie spędzał z Tobą przynajmniej połowy dni wolnych od szkoły...
    • koronka2012 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 18:48
      Przyzwyczaj się, rodzice mają zdaje się opiekę naprzemienną - i byłaś tego świadoma. Nie byłaś natomiast świadoma tego, że to cholernie trudna sytuacja dla partnerki. Bezczelnością z twojej strony jest naskakiwanie na matkę - ojciec nie jest wygodny, że połowę czasu dziecko jest u niej?

      To, co możesz zrobić - to wyznaczyć granice, co robisz, kiedy macie czas tylko dla siebie itd.
      Reszę musisz wziąć na klatę, taki lajf, pospieszyliście się z tym wspólnym mieszkaniem.

      Nie chcę cię martwić, ale małe są szanse na to, że nie polegniesz w tym układzie...
      Niestety - najlepsi ojcowie to z kolei najgorszy materiał na partnera.
      • nalesnik6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:06
        koronka2012 napisała:

        > Niestety - najlepsi ojcowie to z kolei najgorszy materiał na partnera.

        To coś jak kobiety z dzieckiem (lub dziećmi)?
        • koronka2012 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:26
          nalesnik6 napisał:

          > To coś jak kobiety z dzieckiem (lub dziećmi)?

          Niezupełnie, matki mają dzieci "przy sobie" więc nie żyją pod dyktando poczucia winy, a i dzieci traktują normalnie a nie jak pępek świata. Lepiej potrafią wpisać nowego partnera w swoją rodzinę. W drugą stronę to tak nie działa, robi się zlepek 2 rodzin.
          • nalesnik6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:56
            A te obserwacje to wynik jakichś naukowych badań, czy swoich własnych obserwacji (na jakiej próbie)?

            Bo, tak między nami mówiąc, bzdury piszesz.
          • karolana Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 04.11.14, 23:01
            1. Jeśli jest opieka naprzemienna to matka nie ma dziecka "przy sobie" bardziej niż ojciec.
            2. Mój facet jest matką big_grin
    • raszefka Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:19
      Zagotowało się we mnie. To źle, że rodzice dziecka OBOJE biorą udział jego wychowaniu? To oznacza, że matka jest wygodna????

      Moja córka spędza z ojcem 3 popołudnia w tygodniu i co drugi weekend. Na wniosek eksa. Nie wiem, czy jakąś nowa panią ma, ale jestem pewna, że pogonilby każdą, która kwestionowałaby taki układ.
      • szszsz13 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:49
        Ja wiem, że przy obecnej modzie na równouprawnienie, dzielenie się obowiązkami, partnerskie rodzicielstwo itd., krew się burzy we wszystkich matkach dzielących się dziećmi po połowie, ale nic nie poradzę, że człowiek jest z natury egoistyczny- tym bardziej, kiedy po ponad 5 latach od koszmarnego rozwodu i nie kończących się przecher sądowo- osobistych z byłym, trafia na kogoś wspaniałego, z kim tak bardzo chce się normalnie żyć.
        Niestety się nie da- przegrywam zawsze na starcie- gdy ja mam jakieś plany, propozycje, a kolidują one z grafikiem synka-przegrywam. I ja się wcale temu nie dziwię. Dziękuję za stwierdzenie o najlepszych ojcach i najgorszych partnerach- straszne, ale prawdziwe. Też mam prawo do swojego związku, a na jego budowanie niestety zaczyna brakować czasu. Sytuacja zaczyna robić się patowa, zwłaszcza, kiedy na scenę wychodzi pani zazdrość, bo okazuje się, że dla byłej i spraw związanych z dzieckiem on ma zawsze czas, a dla mnie czy mojego syna- nie starcza.
        • nalesnik6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 19:58
          Czyli reasumując, najlepiej jakby zostawił swoje dziecko i poświęcił się Tobie i Twojemu (nie jego - tak dla porządku) dziecku.

          Nie tylko jesteś egoistką, o czym wiesz, ale także niezłą hipokrytką.
        • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 20:08
          Związki to w ogóle trudna sprawa, a związki ludzi z przeszłością to wyższa szkoła jazdy. Trzeba wielkiej dojrzałości żeby się udały. Bywa różnie.
          Obecny spędza mniej więcej połowę czasu z potomstwem. A to oznacza, że go po prostu nie ma przy mnie. Nawet jeśli mam akurat wolny od dzieci weekend i ochotę na kino/przytulanie czy wspólne gotowanie. Taki lajf.
          Alternatywą jest życie bez siebie (i dla niego też, bo na codzień żyje z moimi dziećmi -co JEST przeżyciem samym w sobie). U nas sprawdził się szacunek do dużej autonomii i jednak posiadanie własnego mocno rozbudowanego świata. Rozumiem jednak,ze nie każdy tak może mieć.
          Ar.
    • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 22:45
      nie przemyślałaś sprawy zanim zaczęłaś szukać nowego faceta - czy jesteś w stanie znieść jego zobowiązania i miłość do dziecka z poprzedniego związku

      moim zdaniem należało szukać kawalera

      teraz poczekaj, aż związek szlag trafi - bo trafi albo się zajedziecie psychicznie - a raczej nie powiesz: przepraszam, nie dam rady (prędzej: chciałam dobrze, ale wszystko spieprzyłeś)

      i potem nie wiąż się z kimś, kto nei może w pełni zająć miejsca ojca twojego dziecka w rodzinie (z pełnym oddaniem, zależnością od Ciebie i miłością tylko do Twojego dziecka)

      w sumie kawalerowie nei są tacy źli smile tylko, żeby takiego dobrze do siebie przykuć, będziesz musiała urodzić jeszcze z dwójkę, trójkę dzieci wink
    • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 22:50
      A pan nie zaproponował większego lokum skoro chce mieć regularną opiekę naprzemienną? fajnie, ale dlaczego na Twój koszt i kosztem miejsca dla Twojego dziecka. uncertain

      Szukaj bezdzietnego kawalera z którym mogłabyś mieć jeszcze dzieci, swoje własne. Piszę poważnie, nie związałabym się z dzieciatym, mimo że sama miałam dziecko z małżeństwa.
    • metamorphosis4 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 23:00
      Nie do końca podzielam opinię przedmówczyń, bo chyba rozumiem o co Tobie chodzi w tej sytuacji. Ja tu widze problem małego - zdecydowanie zbyt małego mieszkaniana dla poskladanej, nowej, patchworkowej rodziny.
      Twoim problemem jest prawdopodobnie dyskomfort, jaki powoduje ta sytuacja u Twojego dziecka. Syn prawdopodobnie nie miał wplywu na decyzje o wspólnym mieszkanu na takich warunkach, więc o nim nie można powiedzieć "widziały galy, co brały". Wyobrażam sobie, że 13 latek chciałby nadal posiadać swój pokój i trochę autonomii. W dwupokojowym mieszkaniu, gdzie zyje dwoje doroslych i nowy brat jest to raczej trudne do zrealizowania i stąd jego "ucieczki" do babci, gdzie zapewne ma spokój. Powiedzcie szczerze - która z was tak spokojnie byłaby w stanie obserwować pogorszenie warunków życia wlasnego dziecka?

      Dziewczyny, to nie chodzi o to, ze kobieta chciałaby ograniczyć facetowi kontakty z synem. Myślę, że po prostu nie była przygotowana na takie zagęszczenie w SWOIM mieszkaniu. Gdyby od początku było wiadomo, że przyjmuje dwie osoby na chate, to pewnie bardziej by to przemyślała.

      Jedynym rozwiązaniem byloby tu moim zdaniem rozważenie zakupu/wynajecia czegoś większego dla waszej czwórki.
      • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 23:16
        Dokładnie. Pan się do niej wprowadził, następnie wprowadził też syna, a o większym mieszkaniu nie był łaskaw pomyśleć.
        • nalesnik6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 23:20
          A ją zaczeło to irytować (zrozumiałe), zapomniała wyartykułować o co jej chodzi (niezrozumiałe), wierzy w telepatię (niezrozumiałe) i teraz ma do niego pretensje i przyszła się pożalić (niezrozumiałe)?

          Ot, logika.
        • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:23
          triss_merigold6 napisała:

          > Dokładnie. Pan się do niej wprowadził, następnie wprowadził też syna, a o więks
          > zym mieszkaniu nie był łaskaw pomyśleć.
          Ale jak - siłą się wprowadził? Wtargnął tam i został? I pewnie jeszcze do tego ukrył, ze ma dziecko, które jest z nim co 2 dzień - ono też pojawiło się nagle...
          DOROŚLI ludzie w przeciwieństwie do zadurzonych nastolatków zanim podejmują tak istotne kroki jak zamieszkanie razem (szczególnie gdy mają dzieci) ustalają zasady przed tymże zamieszkaniem, a nie potem lamentują.
          • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:38
            Oczywiście. Powinni byli ustalić, ale najwyraźniej nie ustalili. Opisy z forum macochy wskazują, że panowie jakoś dziwnie oszczędnie wypowiadają się na temat konkretnych ustaleń dotyczących czasu, pieniędzy, wysiłku organizacyjnego i często tkają iluzje, że jakoś się ułoży.
            Paniom z kolei z trudem przychodzi domaganie się takich konkretów, ponieważ były wychowywane na miłe dziewczynki i nie chcą zostać ocenione jako roszczeniowe sucze, które reglamentują panu kontakt z jego dzieckiem.
            • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:50
              triss_merigold6 napisała:

              > Oczywiście. Powinni byli ustalić, ale najwyraźniej nie ustalili.
              No to mają problem.
              > Opisy z forum
              > macochy wskazują, że panowie jakoś dziwnie oszczędnie wypowiadają się na temat
              > konkretnych ustaleń dotyczących czasu, pieniędzy, wysiłku organizacyjnego i czę
              > sto tkają iluzje, że jakoś się ułoży.
              Skoro panie to akceptują to ich sprawa, może też licza na to, że "jakoś się ułoży".
              > Paniom z kolei z trudem przychodzi domaganie się takich konkretów, ponieważ był
              > y wychowywane na miłe dziewczynki i nie chcą zostać ocenione jako roszczeniowe
              > sucze, które reglamentują panu kontakt z jego dzieckiem.
              A to nie wiem, mam brata rok młodszego i byliśmy wychowywani tak samo i wpajano nam te same zasady.
      • kalpa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 09.10.13, 23:28
        Zgadzam się z metamorfosis...
        Jestem mamą 2 chłopców, którzy zawsze byli zgrani i się kochali, ale teraz ich światy się rozchodzą. Starszy potrzebuje już swojej autonomii, swojego kąta odizolowanego od młodszego brata, który wciąż potrzebuje go do wszystkiego, bo tak było od zawsze. I zaczęły się konflikty, których pewnie by nie było, gdybym mogła każdemu z nich zapewnić swój choćby najmniejszy pokój. Ale nie jestem w stanie i choć ich pokój jest spory, mają osobne biurka, łózka i półki, to jednak... sa wciąż obok siebie. A sa to bracia, którzy się znają i kochają nadal.
        A ja mam tych konfliktów chwilami dosyć i chce świętego spokoju.
        A gdybym w ten swój mały mieszkaniowy świat wprowadziła jeszcze faceta i jego dziecko- choćby najfajniejsze, najmilsze- to pewnie wściekałabym się jak autorka...jesteśmy ludźmi, potrzebujemy przestrzeni i tyle.
        W tej sytuacji chyba pozostaje spokojna rozmowa, bo ... jeśli to dobry związek, to szkoda go stracić przez konflikty....
    • chalsia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 00:12
      idż na forum macochy, tam Ci lepiej poradzą
    • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 08:31
      Psy wieszacie na dziewczynie, a weźcie się same zagęśćcie partnerem i jego dzieciakiem na małej powierzchni, potem pogadamy. Gały pewnie widziały, co brały, ale myślały, że miłość pokona wszelkie przeszkody, nespa?

      Miła Szszsz, tu raczej nie ma innej rady niż szczera rozmowa i mądry partner (a jeśli niemądry, to czy warto zawracać sobie nim głowę?). Siądźcie sobie w odpowiednim klimacie i pogadajcie od serca. Na zasadzie "zależy mi na tobie, ale dla mnie tu jest po prostu za gęsto". Niech kombinuje. Razem kombinujcie. Jeśli to Ten Jedyny, Wspaniały i Na Zawsze, może zamieńcie wasze dwa mieszkania, on chyba też coś ma? na większe. Może wynajmijcie kawalerkę obok i niech tam nocuje z synem, kiedy syn jest. Może są inne sposoby. Bo tak to wam się ten związek szybko rozleci, a ty wyjdziesz sfrustrowana i rozgoryczona.

      Nie gadam na wiatr, bo miałam podobnie. Z tym, że dzieci było dwoje, nastoletnich, a ojciec walczył o to, żeby je mieć przy sobie. Wiedziałam o tym, ale też wiedziałam, że w tych trzech pokojach bardzo szybko się pozabijamy, nawet zakładając najlepszą wolę wszystkich stron. Więc też było wiadomo, że jeśli nie wypracujemy jakiegoś modus operandi, to trzeba będzie ten związek, acz z żalem, zakończyć.

      Mamy teraz z tym ojcem wspólne dziecko, więc można smile Ale też facet mądry.
      • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:27
        yoma napisała:

        > Psy wieszacie na dziewczynie, a weźcie się same zagęśćcie partnerem i jego dzie
        > ciakiem na małej powierzchni, potem pogadamy. >
        No, ja bym się nie zagęściła, więc nie byłoby o czym gadać smile Pan i Pani 18 - stu lat nie mają chyba, oboje są po przejściach - nie myśleli przed podjęciem kroków?


        > Mamy teraz z tym ojcem wspólne dziecko, więc można smile Ale też facet mądry.
        Ty też niegłupia smile
        • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:36
          Bogowie zapłaćcie za dobre słowo smile
    • tricolour Rzecz wygląda następująco... 10.10.13, 08:39
      ... dwa pokoje dla czterech osób, to stanowczo za mało. Nawet dla dwóch osób dwa pokoje to za mało - nawiasem mówiąc.

      Nie macie ani przemyślane, ani - co najgorsze - obgadane jak żyć na tak małej przestrzeni i co robić, by przestrzeń powiększyć. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu była kompletnie przedwczesna i niepartnerska, tak jak związek jest partnerski tylko z nazwy - bo co to za partnerstwo gdy najważniejsza sprawa rozwija się nowotworem?

      Sprzedaż, oszczędności, kredyt - trzeba o tym porozmawiać i zaplanować działania. Oczywiste jest, że nicnierobienie doprowadzi do klęski. Która to już?

      Innymi słowy: cały problem nie jest wynikiem działania tamtej wygodnej matki, która dziecko - psia jej mać - ojcu podrzuca na połowę czasu, tylko jest konsekwencją Twoich nieprzemyślanych działań.
      • yoma Re: Rzecz wygląda następująco... 10.10.13, 08:45
        Raczej nieprzemyślanych niedziałań. I, będę się upierać, strachu przed wydaniem do partnera odgłosu paszczą.
        • tricolour No to jedno i drugie... 10.10.13, 08:49
          ... bo facet nie przyprowadził się na chatę sam w masce Zorro i czapce niewidce. Raczej został tam jakoś zaproszony albo - co najgorsze i możesz mieć rację - było tak:

          - Mogę zamieszkać z dzieckiem u ciebie?
          - Możesz.

          I już.
          • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 08:59
            Raczej:

            - Mogę zamieszkać u ciebie?
            - Możesz.

            O dziecku nie było mowy, bo pan uważał za naturalne, że dziecko spędza połowę czasu z nim, a pani nie pomyślała, że w którymś momencie zacznie mieć najzwyczajniej dosyć. Odgłosów paszczą zabrakło.
            • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 09:14
              miałam 238 m kw na wprowadzone dziecko z tatusiem plus nasz niemowlak - i zaprawde powiadam wam, guzik to dało, bo nagle się okazało, że opieka nad niemowlakiem to pełna zdrada starszej siostry, która się nei skarżyła, ale tatuś nie wyrobił psychicznie - dopiero jak zamieszka l na piętrze obok swojej córki,a parter miałam ja i niemowlak, to zrobiło się bardziej przejrzyście i miło

              tak więc - większy metraż: tak, ale moim zdaniem niedogadany związek, gdzie nie potrafią poskładać rdwóch rodzin do jednej kupy nei stanie się nagle rajem na ziemi
              • mayenna Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 09:20
                Lampka ma, w moim odczuciu, rację bo sam tytuł wątku sugeruje, że nie o metraż chodzi, choć jest on ważny.
                • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 09:41
                  Chodzi o to, że jednemu z drugim wyobraźni zabrakło i obgadania życiowych spraw. Pan nie pomyślał, że jak doda do dwóch pokoi dwa do dwóch, to się zrobi sajgon; pani to samo, tylko z drugiej strony. Potem wylazła sprawa metrażu, ja dziewczynę świetnie rozumiem, że się czuje zagęszczona. Cała reszta typu wieszanie psów na eksżonie partnera jest wtórna, bo się dziewczyna miota i szuka winnych wszędzie dookoła.
                  • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 09:47
                    wszystko racja - ale nie obgadali przede wszystkim tego, kto jest najważniejszy, kto ma jaką wizję rodziny, kto się czuje winny, kto kim ma chęć się zajmować itd

                    a metraż to sprawa wtórna

                    a eksżona to już sprawa wtórnie wtórna i pokazuje tylko, jak cholernie trudno będzie im się po ludzku dogadać (jak człowiek z człowiekiem, bez słodzenia i obrażania, za to szczerze)
                    • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 10:00
                      Nie no, Lampuś, proszę... sama uważam, że wszystko da się i trzeba obgadać, przy dobrej woli stron, ale jakoś nie wyobrażam sobie zaczynania związku od "a teraz usiądźmy, kochanie, i pogadajmy, kto w naszym związku będzie dla kogo najważniejszy". Toż w praniu wyłazi i widać.

                      Chyba że się pan wprowadził do pani po dwóch kawach na mieście, bo i tak bywa.
                      • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 10:15
                        ciekawe życiowe doświadczenie mnie uczy, że obgadać trzeba wszystko, od prania skarpet poprzez relacje z mamusią, babcią i dziećmi aż po ulubione czynności w domu oraz podczas spoczynku, stosunek do władzy panującej i do patriarchatu, matriarchatu i wycinki puszczy amazońskiej

                        najlepiej obgadać wielokrotnie z wrednym, ukrytym podpuszczaniem i próbą przyłapania na fantazjowaniu

                        cóż, własciwie najlepiej zrobić rentgen z tomografią. Wiele razy, zanim się podzieli człowiek adresem.
                        • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 10:29
                          Odmawiam obgadywania poglądów politycznych smile
                          • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 10:37
                            jaaaasne

                            a potem lezysz w swoim miękkim łożu taplając się w szczęśliwym związku, a tu nagle wyskakuje Ci z wyborami albo innym pisem. Czy spiskiem smoleńskim. Czy inną świadomością nt. Żydów. Jesssooooo. to ostatnie przeżyłam. Ja o obozach koncentracyjnych, powstaniu żydowskim podczas wojny i o niszczonej wspaniałej kulturze żydowskiej, a on o najlepiej wyposażonej armii żydowskiej i udawaniu przez Żydów bezsilnych. Omal nei spadłam z łóżka z wrażenia. Nie, dziękuję. Politykę też polecam.
                            • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 10:50
                              A nie, po prostu polityka zostaje za progiem smile
                              • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 11:10
                                można - ale łatwiej przy okazji romansu, a nie stałego związku - bo ci polityka wyskoczy jak królik z kapelusza przy okazji rozmów o sztuce czy synagogi przerobionej w najlepszym wypadku na bibliotekę
                                • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 12:05
                                  Rozmowy o polityce ucinać w zarodku i gonić Rycha, tu dom, a nie sejmik smile
                                  • lampka_witoszowska Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 16:58
                                    Rycha to się goni w zarodku, zanim zacznie oświecać big_grin
                                    • yoma Re: No to jedno i drugie... 10.10.13, 17:37
                                      Otóż smile
      • triss_merigold6 Re: Rzecz wygląda następująco... 10.10.13, 08:46
        Oraz konsekwencją wygody pana, który wprowadzając się do pani, zapomniał uprzedzić że mieszkać będzie także jego syn. Ciekawa jestem jak kwestia opłat i rachunków jest rozwiązywana.
        • tricolour Myślisz, że zapomniał? 10.10.13, 08:52
          Może dla niego było to oczywiste do tego stopnia, jak oczywiste jest, że razem z panem zamieszkają także jego uszy?

          Swoją drogą warto zapytać nową forumowiczkę: CO zostało omówione przed zaprowadzeniem do mieszkania nowych lokatorów.

          No to pytam: CO?
    • jak.z.nut Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 08:46
      Przede wszystkim porozmawiałabym z chłopem o metrażu. O opcji jego powiększenia, czy w ogóle ma takie plany, czy może dobrze mu jak jest bo inne opcje nie sa tak wygodnewink.
      A dzieciaka po prostu brałabym pod uwagę w planach, jako równoprawnego członka rodziny. Tego nie zmienisz a nawet nie powinnaś.
    • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 08:56
      Daj facetowi spokój, nie niszcz mu życia.
      Nie związałbym się z taka kobieta jak Ty. Tez mam syna.
      • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:00
        No dobra, a ładujesz się kobicie na chatę z dzieckiem do dwóch pokoi?
        • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:16
          Zauważ jednak, że autorka wątku nie skupia się na metrażu a każe facetowi wybierać (między wierszami): ja czy twój syn. Nie zastanowiła się nad przyczynami swojej frustracji. To nie świadczy o jej dojrzałości. A przecież rodzina patchworkowa wymaga ogromnej dojrzałości i mądrości życiowej partnerów.
          Odpowiadając na Twoje pytanie - na szczęście mam własne mieszkanie i raczej nie widzę opcji wprowadzenia się na stałe do mieszkania kobiety (wiąże się to tez z pewnymi osobistymi urazami z przeszłości). Gdybym nie miał - opcja powiększenia metrażu byłaby jak najbardziej naturalnym podejściem. Mieszkanie dwupokojowe jest dobre dla bezdzietnej pary.
          • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:18
            dokładnie - o rozłożenie uczuc w rodzinie i różne ustawienie członków według ich wartości tu chodzi (dla chłopa: mój syn, ja, kobieta, jej syn - dla autorki wątku: ja, mój syn, chłop, koniec miejsca), nie o metraż - to samo będą mieli na większych pokojach
            • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:22
              Niestety obawiam się, że tak to właśnie wygląda - z punktu widzenia autorki. Choć może nawet sama nie zdaje sobie z tego sprawy (jeszcze).
              • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:44
                Możliwe, ale będę się upierać, że metraż gra w tym ogromną rolę. Po raz kolejny zapytowywuję, czemu autorka nie powie chłopu kochanie, kocham cię, ale musimy coś z tym zrobić?

                A nuż facet się wychowywał w dziesięcioro w jednej izbie i dla niego dwa pokoje na czworo to pałac królewski, tego nie wiemy smile
                • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:55
                  bo kobieta mówi: kocham twojego syna prawie jak mojego

                  i robi za anioła, który nareszcie spotkał miłość życia, więc jest zaspokojony

                  widziałaś anioła, który mówi "wszystko pięknie, kochanie, ale mój poziom wkurzenia sięga sufitu, proponuję jak następuje:.......... Co ty na to?" - i do tego waląc pięścią w stół, bo poziom wkurzenia przekroczył poziom możliwy do kontroli?
                  anioły tak nei robią, anioły kochają, słaniają się, ładnie pachną i nucą sonaty księżycowe, bo jak rąbną w stół, to pan spakuje zabawki i pójdzie ze słowami - wariatka, wali pięścią w stół jak drwal!

                  anioł na to nie powie - kretyn, nie żadna miłość życia
                  więc anioł ciągnie mit, a że zamiast pary skrzydeł mamy parę z uszu... kwestia niedogadania, metraż jest tu najmniejszym problemem, ale warto spróbować. Może resztę jakoś cudem obgadają na większych salonach

                  przynajmniej będą mogli trzaskać drzwiami, o! smile
                  • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:01
                    A dobrze mówisz smile
          • mayenna Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:25
            Popieram zdanie Logica. Pani przeszkadza, że pan zajmuje się dzieckiem, ze szkołą czasową dla ich związku. Nie zaakceptowała dziecka jako składowej rodziny.
      • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:05
        I też byś się wbił na chatę kobiecie, która mieszka z dzieckiem na 2 pokojach?
        • anoraak Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:14
          zaraz zaraz, ale główny problem to nie chata tylko to, że Pan nie ma czasu dla Pani a ma dla dziecka. o to ona ma główne pretensje, że coś zaplanowała (jak rozumiem bez udziału dziecka partnera w tym czymś) a on musi/ woli zająć się synem

          oczywiście warunki lokalowe mają znaczenie, ale przeczytaj jeszcze raz post autorki - dla mnie jest jasne, że ona ma żal nie tylko o mieszkanie
          • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:16
            anoraak napisała:

            > zaraz zaraz, ale główny problem to nie chata tylko to, że Pan nie ma czasu dla
            > Pani a ma dla dziecka. o to ona ma główne pretensje, że coś zaplanowała (jak ro
            > zumiem bez udziału dziecka partnera w tym czymś) a on musi/ woli zająć się syne
            > m

            Otóż to!
          • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:50
            Właśnie nie wiem, czy to nie jest wtórne i nie wynika z chaty. Autorka szuka winnych w otoczeniu (syn partnera, eksia partnera), a nie tam, gdzie najbliżej, czyli w sobie i partnerze. Co mądre, nawiasem mówiąc, nie jest, ale nikt nie jest doskonały.

            Jeszcze się zastanawiam, jak to wygląda: pan i pani mieszkają razem, fajnie, przyjeżdża syn pana na pięć dni, pan zajmuje się synem, a pani w tym czasie co? Bo jak tylko podstawia żarcie pod nos i sprząta po nich, to niefajnie.
        • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:17
          triss_merigold6 napisała:

          > I też byś się wbił na chatę kobiecie, która mieszka z dzieckiem na 2 pokojach?

          Nie. Odpowiedziałem pod wpisem Yomy.
        • anoraak Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:18
          cytuję np.

          "Niestety się nie da- przegrywam zawsze na starcie- gdy ja mam jakieś plany, propozycje, a kolidują one z grafikiem synka-przegrywam"

          jak widać autorka nie jest przygotowana do bycia macochą dla obcego dziecka, podświadomie myślała chyba, że partner dostosuje się do niej a nie ona do niego i jego dziecka.
          • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 09:47
            Zauważcie, ze nigdzie nie ma wzmianki o kontaktach syna (13 - latka) z jego ojcem. Ex autorki nie poświęca synowi czasu, tak jak obecny swojemu - pewnie ma nową panią/rodzinę i syna olał - z resztą i tak na nic innego nie miałby szans, bo dla autorki matka, która pochwala częste kontakty dziecka z ojcem jest nienormalna i chce się pozbyć dziecka.
            Autorka liczyła, że jak chłop z nią zamieszka to kontakty z wlasnym dzieckiem będzie miał co raz rzadsze, a tu zonk.
            A najlepsze pretensje, że pan dla swojego syna ma czas, a dla niej i jej syna nie zawsze. A ona dla syna swojego partnera zawsze? (pytanie retoryczne)
            • szszsz13 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:16
              Powalona popularnością wątku i sądem nad swoją duszą podkreślam, że ani razu nie wspominałam o braku rozmów między nami nt. sytuacji. Rozmowy są, często gęsto, oboje się staramy znależć rozwiązanie. Kombinujemy z większym mieszkaniem, to jest priorytet. Zgadzam się, że ja podświadomie odrzucałam myśl o jego dziecku, nie przygotowałam się kompletnie do nowej roli. Ale czy wszyscy tutaj mogą się pochwalić podobną refleksyjnością, odpowiedzialnością życiową posuniętą do granic przepowiadania przyszłości? Margolkab przy całej swojej zjadliwości słusznie zauważa, że coś jest na rzeczy z kontaktami mojego syna z jego ojcem- to prawda, że go olał. Ale jest to dla mnie źródło dodatkowego cierpienia i zazdrości, że mój syn nie ma ojca, a nie radości, że chłop z głowy. Dla mnie to się zrobiło równanie- Twój synek ma 2 mamy i tatę, a mój tylko mamę i połowę ojca, bo czasu ci już dla mojego nie starcza. Niestety, jestem tylko słabym człowiekiem i nie posiadam recepty na wszystko. Na razie wspólnie wypracowany front jest taki, że nie martwimy się na zapas, bo dzieci szybko rosną i ani się obejrzymy, a nie będą nas potrzebować co chwila. Super- tylko żebyśmy się nauczyli razem funkcjonować w zgodzie przez te parę lat i nie zabili tego, co najważniejsze między nami. Dziękuję za odzew.
              • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:32
                fajnie, że dużo widzisz z Waszych relacji

                jak chłop z rozeznaniem w swoich - i czyichś - uczuciach? łatwo rozmawiacie o tym podziale w rodzinie?
              • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:33
                > przez te parę lat

                13 i 7 lat? No to powodzenia.

                > Powalona popularnością wątku i sądem nad swoją duszą

                Szszsz, tracę dla ciebie całą sympatię. Jak ja to lubię, jak ktoś się wywnętrza na forum, a potem płacze, że go sądzą...

                > podkreślam, że ani razu ni
                > e wspominałam o braku rozmów między nami nt. sytuacji.

                No, a to obowiązek forum się domyślać? Napisał kto "były rozmowy między nami na ten temat, wielokrotne"? Jak te wasze rozmowy tak wyglądają, to się nie dziw.
                • malgolkab Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:23
                  ej, yoma, to ja jestem ta zjadliwa big_grin
                  • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 12:06
                    Jedna drugiej nie przeszkadza, ale proszę, proszę smile
              • mayenna Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:37
                Kochana, to ty się najpierw uporaj ze swoimi emocjami w tej sytuacji a potem decyduj co dalej. Problem chyba jest w tym co czujesz, w emocjach dotychczas twojej sytuacji, twojgo syna i żalu do byłego. Rozlicz przeszłość, zakończa ją apotem buduj nową rodzinę.
              • anoraak Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:37
                > Na razie wspólnie wypracowany front jest tak
                > i, że nie martwimy się na zapas, bo dzieci szybko rosną i ani się obejrzymy, a
                > nie będą nas potrzebować co chwila.

                że co? Matko Boża, czy to jest Twój front czy też sugestia partnera ?
                najgorsze możliwe rozwiązanie, nie martwić się przeczekać itd

                problemy się rozwiązuje tu i teraz a nie czeka aż dzieci dorosną

                ja rozumiem, że taki związek jest trudny, Ty nie jesteś gotowa na bycie macochą, masz nieprzepracowane swoje żale do ex męża, możesz być zazdrosna

                powinnaś jednakże pracować nad tymi uczuciami i jednocześnie ustalić jakieś zasady z partnerem co do waszej codzienności
              • mayenna Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:46
                Na razie wspólnie wypracowany front jest taki, że nie martwimy się na zapas, bo dzieci szybko rosną i ani się obejrzymy, a nie będą nas potrzebować co chwila.

                Radzę szybko ten front zmienić bo dzieci potrzebują rodzica zawsze, choć w różny sposób uwarunkowany czasem.Największe problemy są dopiero przed wami jak dzieci zaczną dorastać ( gimnazjum). A problem jest u was nie w tym 'co chwila' tylko w rywalizacji o czas, zaangażowanie i twoje rany po ekse.
                • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:59
                  I miejsce. Nie lekceważyłabym braku powierzchni. 13-latek pewnie czuje się spychany do narożnika, ten nowy facet i jego syn to dla niego obcy ludzie i trudno żeby darzył ich synowsko-braterskimi uczuciami.
              • celina1984 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 03.09.14, 08:27
                A ja Cię w pelńi rozumiem. Ta sytuacja ze dziecko bedzie mieszkać z Wami prawie non stop powinna byc JASNO określona zanim zdecydowaliście sie zamieszkać razem. Jesli nie została a dziecko Twojego nowego partnera panoszy sie w TWOIM domu masz prawo czuć sie oszukana. I mam w nosie co twierdza wszyscy mądrzy w teorii na tym forum. Jak bardzo łatwo jest oceniać kogoś nie znajdując sie na jego miejscu. Jestem w podobnej sytuacji akceptuje dziecko mojego partnera ale wychodząc za niego za maź wiedziałam ze relacje z jego córka sa takie jakie bede w stanie znieść. I nie pchalabym sie w związek z nim i jego dzieckiem którego nie musze wychowywać. Ale tego wyboru powinnaś moc dokonać PRZED zamieszkaniem z dziciatym panem. Współczuje Twojemu synowi ktory chyba został zepchnięty na margines. Twoj Pan zajmuje sie swoim synkiem, Ty zajmujesz sie rozmyslaniem jak sie tego synka pozbyć i swoim rozżaleniem a Twoje dziecko jest w tym chyba samo....
    • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:29
      Kobieta po rozwodzie ma własne mieszkanie, a facet się do niej wprowadza na krzywy ryj.
      Sama mam dom i po rozwodzie spotkałam przynajmniej 5 facetów chętnych do kontynuowania znajomości ale bez własnego lokum (albo u mamusi, albo na pokoju, jak jakiś studenciak). Sory ale taki partner, co to patrzy, żeby się miło zagnieżdzić i jeszcze dzieciaka własnego sprowadza, to jest partia, że ho ho, nic tylko brać.
      Facet z jajami poszukałby większego mieszkania/domu dla wszystkich i stworzył godziwe warunki lokalowe dla nowej rodziny.
      Autorko - jak wygląda kwestia opłat w tym mieszkaniu? Czy jest liczona na 4 osoby? Gdzie teoretycznie zamieszkałby Twój partner gdybyś mu wystawiła walizkę?

      ps. żal mi Twojego syna. Chłopak nie ma już nawet własnego kąta, to nie dziwota, że ucieka do babci uncertain za jakiś czas kontakt z nim stracisz i tyle Ci bedzie z tego związku uncertain


      aczkolwiek uwaga o wygodnej mamusi była trochę poniżej pasa. Co winny ten młodszy chłopiec, że ma ojca pijawkę, co to kątem mieszka u zaradnej partnerki.
      • paris-texas-warsaw Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:42
        Ja też mam na stanie dwójkę dzieci, tylko nasze wspólne z mężemwink Też nie mamy czasu WCALE mam wrażenie. Ostatnio zaproponowałam mężowi, żeby SAM gdzieś wyjechał, to sobie odpocznie. Więc może to Cię pocieszy, ale zazwyczaj dzieci sa bardzo czasochłonne....
        Do tego stanę w obronie syna "Twojego" - jego pokój niech bedzie tylko jego pokojem. Jak to Twój facet, to oddaj mu i jego dziecko swój pokój. Dziecko ma nie cierpieć przez Twoje wybory.
        • paris-texas-warsaw Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:45
          No i to chyba normalne, że własne życie dostosowuje się do dzieci - potrzeby dzieci to takie "warunki brzegowe". NIkt nie chodzi na randki, jak musi iść do lekarza, odebrać z przedszkola, wyjść na plac zabaw, itd. i w ten deseń. Grow up!
        • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:50
          paris-texas-warsaw napisała
          Do tego stanę w obronie syna "Twojego" - jego pokój niech bedzie tylko jego pokojem. Jak to Twój facet, to oddaj mu i jego dziecko swój pokój. Dziecko ma nie cierpieć przez Twoje wybory.


          pozwól, że się podpisze pod Twoją wypowiedzią.
          Mieszkajcie sobie w trzy osoby w jednym pokoju, ale drugi oddajcie chłopakowi 13 letniemu. Zanim nowego pana poznałaś, to syn miał z pewnościa ten pokój dla siebie. Dlaczego zatem musi teraz szukać schronienia u babci?!! Bo ma tylko 13 lat i sam nie zadba o swoje prawa? Gdyby był starszy, to pogonił by braciszka "ręcznie". Małego 7 latka też żal, bo co on z tego rozumie uncertain ech szkoda dzieci, szkoda. No ale grunt, że pan jest na stanie uncertain
        • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 10:53
          > Do tego stanę w obronie syna "Twojego" - jego pokój niech bedzie tylko jego pok
          > ojem. Jak to Twój facet, to oddaj mu i jego dziecko swój pokój.

          No i dópa tam, bo jednego pokoju brakuje, chyba że autorkę na wycieraczkę smile Albo do wanny, ale zaraz zaczną się swary o korzystanie z wanny.
          • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:01
            Mam teraz taką sytuację lokalową, że każde z nas ma swój pokój.
            Gdybym spotkała pana z dzieckiem, to jedno z moich dzieci albo musiałoby oddać swój pokój, albo przynajmniej się podzielić miejscem. Dlaczego miałoby to robić?
            Dla mnie taka opcja nie wchodzi w grę by mi się jakiś pan z dzieckiem wprowadził!!!
            Owszem, ja bym mogła na takie coś iść. Ale pytam się dlaczego miałyby robić to moje dzieci?
            Dlatego, że są małe i co powie dorosły to "święte"? A g....o prawda. Dziecko to też człowiek.
            Zatem budujmy sobie nowe związki, ale nie kosztem innych ludzi!

            Jak panu zależy na związku, to w tydzień znajdzie nowe mieszkanie dla wszystkich.
            Ale pan pewnie z tych "wiecznie na dorobku".
          • paris-texas-warsaw Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:02
            Znaczy, odda - czyli podzieli się i tam razem sobie bytują. Dla mnie to oczywiste, że nie można dziecku posiadajacemu swój pokój obcego dzieciaka na stan posiadania wpisywać.
            • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:08
              można postarać się o większy metraż z zaznaczeniem calutkiej rodzinie, że dziecko autorki swój pokój ma i mieć będzie, bo to jego teren i świętość - i można ustawić to tak, o ile autorka to zdzierży - że pan zajmuje się swoim, autorka swoim dzieckiem, łączy ich adres i zaklepanie wspólnej przysżłości
              • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:10
                tak, tylko pytanie czy pan udźwignie taki finansowy ciężar uncertain bo wygląda na pierdołę.
                • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:13
                  ale jaki ciężar, przeciez się kochają big_grin

                  nie, ja się zdecydowanie powinnam wypisać z rozmów o tzw. miłości. To jest jednak biologia plus chemia. Rozmnażanie, zdobywanie żarcia (i jaskini) i walka z obcymi. I byle do emerytury smile potem to już luzik i z górki.
                  • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:17
                    miłość, miłością ale koszt metra kwadratowego jest określony wink

                    biologia, chemia i ekonomia.

                  • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 12:08
                    Wszystko drożeje, a żyć jakoś trzeba, jak mawiała jedna znajoma czarodziejka smile
                    • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 12:17
                      no właśnie.
                      A zauważcie, że panowie marudzą jakie te baby złe, bo zyją na ich koszt wiecznie.
                      Tymczasem obrazek nieudolnego faceta, wprowadzającego się do zrównoważonej finansowo kobiety, wcale nie jest taki rzadki uncertain Powiedziałabym, że to wręcz nagminne zjawisko.
              • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:12
                Można.

                O ile to nie kolejna rozkręcaczka forum smile
                • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:15
                  yoma napisała:

                  > Można.
                  >
                  > O ile to nie kolejna rozkręcaczka forum smile


                  są takie głupie baby, co dzieciaka własnego do parteru sprowadzą, byle tylko chłopa na stanie mieć.
            • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 11:08
              paris-texas-warsaw napisała
              Dla mnie to oczywiste, że nie można dziecku posiadajacemu swój pokój obcego dzieciaka na stan posiadania wpisywać.


              Tu jest właśnie taka sytuacja. 13- latek zostaje "uszcześliwiony" obcym 7- latkiem.
              Bo chyba nie masz wątpliwości, że "rodzice" mają swój sypialnio/salon dla siebie.
              Dobrze, że do babci chłopak ucieka. Szczęście, że w towarzystwo nie wpadł nieodpowiednie uncertain ale kto wie jak dalej będzie.
    • zolza42 Sz... 10.10.13, 12:30
      Nie daj sobie nikomu wmówić, że jesteś złym potworem, bo nie jesteś.
      Miałaś nadzieję na ułożenie sobie życia, ale wszystko poszło nie tak. Zawinił tu Twój entuzjazm, determinacja i - co tu dużo mówić - nieznajomość życia.
      Jako rozwódka z dzieckiem po traumatycznym rozwodzie byłaś łatwym łupem dla wszelkiej maści cwaniaków udających rycerza na białym koniu.

      Nie rozpisując się, powiem Ci jak teraz masz: masz w swoim mieszkaniu faceta z jego własnym dzieciakim (i nie jest ważne, czy dzieciak jest miły, czy też nie). Nie wiem, jak rozwiązaliście kwestie finansowe tego układu: czy i ile pan płaci za siebie, a ile za swojego syna. Jego dzieciak jak rozumiem też jada, myje się i trzeba coś po nim uprać - choćby pościel i ręczniki. Nie wiem, jak rozłożyliście pomiędzy siebie obowiązki domowe: względem siebie nawzajem oraz wobec swoich dzieciaków.
      A są to BEZWZGLĘDNIE sprawy, które MUSISZ mieć jasno i czytelnie uregulowane i TO NA SWOJĄ KORZYŚĆ, bo to Ty masz mieszkanie i to do Ciebie wprowadził się pan, więc masz prawo stawiać warunki.

      Wierz mi, gdybyś to Ty wprowadziła się do pana ze swoim dzieciakiem, pan w tydzień zrobiłby z Ciebie darmową służącą dla siebie i swojego syna. Co ja mówię, jaką darmową służącą, musiałabyś płacić za wszystko co zjesz i co zje Twój syn, byłabyś także skrupulatnie rozliczana z każdej kostki mydła, ze światła, ciepła, a nawet z alimentów na Twojego syna.
      I o WSZYSTKO miałbyś FOCH.

      Jak masz się teraz czuć?
      Coż, czujesz się kiepsko i trzeba byłoby, abyś poczuła się lepiej.

      Co możesz zrobić?
      1. Usiądź i napisz sobie na kartce, co zyskałaś przez ten związek, a co straciłaś Ty i Twoje dziecko. Wylicz WSZYSTKO, także finanse, łącznie z czasem, który musisz poświęcić JEGO synowi, planów, z których musisz przez ten uklad rezygnować, nawet jeśli byłyby to plany poleżenia na kanapie w ciszy z książką w ręku.
      2. Na drugiej kartce napisz, co chciałbyś mieć.
      3. Podejmij decyzję spokojnej rozmowy z panem.
      4. Porozmawiaj z panem, zaczynając od tego, że takiego związku nie jesteś w stanie dłużej akceptować, bo czujesz się w nim marginalizowana przez pana i jego byłą żonę. Nie przez dzieciaka pana, tylko przez RODZICÓW dzieciaka. Bo tamten dzieciak MA RODZICÓW, którzy SAMI mają zadbać o utrzymanie, edukację i rozwój ich dzieciaka.

      Była żona pana szybko zorientowała się, że ma do czynienia z kobietą słabą, o bardzo niskiej samoocenie, która ZA WSZELKĄ CENĘ będzie chciała się dowartościować jej byłym mężem, żeby całemu światu udowodnić, że ktoś ją jednak chciał. No i ona tę cenę już Ci wyznaczyła: masz być darmową opiekunką, praczką, kucharką, sprzątaczką i korepetytorką JEJ syna - KOSZTEM TWOJEGO. A ona w tym czasie dokształci się, znajdzie lepszą pracę i być może pozna fajnego pana, którego nie będzie zbytnio stresować swoim synem, bo ten stres został przypisany Tobie.

      Co robi Twój facet? (bo to facet, a nie PARTNER. Partnerzy tak się nie zachowują).
      Facet REALIZUJE DEMONSTRACYJNIE SWOJĄ WIZJĘ OJCOSTWA TWOIM KOSZTEM.
      I będzie robił to tak długo, jak mu na to pozwolisz.

      Podział czasu, obowiązków, finansów - jest w Twoim przypadku konieczny.
      MUSISZ POSTAWIĆ GRANICE, bo za chwilę stracisz WŁASNEGO SYNA, a cudzego nie zyskasz, bo ten cudzy i tak da Ci popalić, że się jeszcze nie raz zdziwisz i poryczysz. I to ZA NIC.

      Musisz oczywiście liczyć się z tym, że stawiając warunki - stracisz pana, ale wówczas będziesz wiedziała, kim dla niego w istocie byłaś.
      No i NAUCZYSZ się w każdym następnym związku stawiać jasne warunki i wytyczać wygodne dla siebie granice juz na samym początku (mniej boli).
      Panu nie daj sobie wmówić, że jesteś podła, bo nie kochasz JEGO dzieciaka.
      TY NIE MUSISZ KOCHAĆ CUDZEGO DZIECIAKA, wystarczy, jak będziesz dla niego życzliwa. Pan z pewnością Twojego syna też nie kocha, bo tak by się nie szarogęsił jego kosztem.
      ALE MASZ OBOWIĄZEK KOCHAĆ SIEBIE I WŁASNE DZIECKO i musisz dbać w swój rozwój i rozwój swojego syna, BO NIKT ZA CIEBIE TEGO NIE ZROBI.

      Wierz mi, wiem co mówię, bo koszmar macochowania przeszłam bardzo boleśnie na własnej skórze i nie życzę Ci tego.
      I WYBIJ SOBIE Z GŁOWY JAKIEŚ WSPÓLNE DZIECI Z TYM PANEM.
      DZIECI TYLKO POGARSZAJĄ SYTUACJĘ w ogóle jej nie uzdrawiając.
      • yoma Re: Sz... 10.10.13, 12:38
        > Była żona pana szybko zorientowała się, etc.

        No bez przesady, była może nawet nie wiedzieć o istnieniu Szszsz. A już bardzo niskie jest prawdopodobieństwo, że sobie z byłym ćwierkają "no to, kochanie, jak znalazłeś bogatą frajerkę, panią na dwóch pokojach, to mamy z głowy syna".
      • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 12:39
        Zołza - bardzo bardzo bardzo dobrze to napisałaś.
      • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:15
        Podsumowując:

        Panie szukają kawalerów (koniecznie bezdzietnych).
        Panowie szukają panien (koniecznie bezdzietnych).
        Nie bacząc na to, że same/sami mają dzieci.
        Tylko taki układ ma szanse przetrwać. (?)

        Tylko jakim cudem jednak funkcjonują rodziny patchworkowe, gdzie partnerzy mają swoje dzieci z kimś innym oraz wspólne? To chyba jacyś desperaci muszą być?

        Wybacz zołza42, ale pier..lisz głupoty.
        • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 13:28
          chodzi o to, żeby nie żerować na drugim człowieku !!
          Kapujesz?
          Nie ładować się do 2 pokoi matce z dzieckiem i nie lokowac tam, po jakims czasie, własnego syna, narzucając jeszcze swoje zasady!
          Kapujesz?
          • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:35
            Za mało danych, by wysnuwać tak daleko idące wnioski jak przedstawiła (na podstawie swoich fantasmagorii o podziale finansów) zołza42.

            Równie dobrze można przypuszczać, iż zapewnienie bezpieczeństwa finansowego spoczywa na facecie. Nic nie wiemy na ten temat. Bazując na tym co wiemy, to zołza ulewa jad na facetów przypisując im cechy facetów, których (być może) miała nieszczęście poznać.
            • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 13:45
              logicman napisał:

              > Za mało danych, by wysnuwać tak daleko idące wnioski jak przedstawiła (na podst
              > awie swoich fantasmagorii o podziale finansów) zołza42.


              danych jest dość. Dla mnie fakt, że starszy chłopak ucieka do babci, mówi sam za siebie. Nie czuje się dobrze w tym domu.
              Autorka była 5 lat sama, to i kolejne by sobie poradziła finansowo bez tego pana. Zatem nie przekonuje mnie, że "może na barkach tego pana spoczywać bezpieczeństwo finansowe" uncertain
            • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 13:51
              Nawet jak facet dokłada się do czynszu, to i tak ma super układ.

              Nie czarujmy się - zagnieździł się i czaruje autorce, że kiedyś tam to on zrobi coś takiego, że ho ho ho, może nawet zorganizuje większe lokum dla wszystkich, może w kosmos poleci i zabierze panią. Gdyby był facetem z jajami, nadającym się do założenia zdrowej rodziny łączonej, to już dawno by o to zadbał. Tymczasem jedyne co mu się udało, to wywalił 13-latka z własnego domu.
        • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 13:32
          logicman napisał:

          > Tylko jakim cudem jednak funkcjonują rodziny patchworkowe, gdzie partnerzy mają
          > swoje dzieci z kimś innym oraz wspólne? To chyba jacyś desperaci muszą być?


          może nie desparaci, tylko uczciwi ludzie, co to potrafią brać odpowiedzialność za siebie i swoje dzieci.
          • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:37
            kobieta306306 napisała:

            > logicman napisał:
            >
            > > Tylko jakim cudem jednak funkcjonują rodziny patchworkowe, gdzie partnerz
            > y mają
            > > swoje dzieci z kimś innym oraz wspólne? To chyba jacyś desperaci muszą by
            > ć?
            >
            >
            > może nie desparaci, tylko uczciwi ludzie, co to potrafią brać odpowiedzialność
            > za siebie i swoje dzieci.

            No właśnie. Uczciwi, odpowiedzialni i dojrzali.
            Ergo - autorka wątku nie powinna wchodzić w żadne związki. Sprawia wrażenie niedojrzałej.
            • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 13:42
              no widzisz, a dla mnie pan, który decyduje się wprowadzić do kobiety na 2 pokoje wraz z dzieckiem, narzuca swoje zasady, jest mocno ograniczony - pod każdym względem.
              • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:51
                No cóż. Znamy tylko jeden punkt widzenia. w sumie byłoby dobrze, gdyby autorka napisała coś o finansach w ich związku, to pozwoliłoby wyrobić sobie w miarę obiektywna opinię.
                Teraz można założyć, iż np. facet utrzymuje wszystkich a pani ma... mieszkanie.
                W ogóle sprowadzanie dyskusji do argumentów finansowych i wykorzystywania - z akcentem na sprawy materialne to spłycanie tematu.

                Autorka nie jest w stanie zaakceptować, iż dla jej faceta syn jest równie ważną osobą jak ona sama - przy czym dla niej (jak dla wszystkich kobiet) wydaje się oczywistym, iż własne dziecko jest równie ważne a może i ważniejsze niż nowy partner. Dziecko w tym wieku (7) potrzebuje dużego zaangażowania czasowego rodziców. Ona nie jest w stanie zaakceptować zaangażowania ojca w opiekę nad swoim własnym synem. Ma do niego pretensje, że poświęca mu więcej czasu niż jej synowi.

                Błędem jej partnera natomiast jest, iż (jak zarzuca autorka) nie uwzględnia jej potrzeb w swoich planach związanych z opieką nad synem.
                • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:55
                  IMHO taki związek jest bez sensu. Nie ma tutaj miłości z żadnej strony. Może jestem idealistą ale uważam, że choć jedna strona musi kochać, by związek przetrwał. Jeśli miłość jest odwzajemniona, to związek jest szczęśliwy.
      • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:18
        zolza42 napisała:

        > Wierz mi, gdybyś to Ty wprowadziła się do pana ze swoim dzieciakiem, pan w tydzień
        > zrobiłby z Ciebie darmową służącą dla siebie i swojego syna. Co ja mówię, jaką darmową
        > służącą, musiałabyś płacić za wszystko co zjesz i co zje Twój syn, byłabyś także
        > skrupulatnie rozliczana z każdej kostki mydła, ze światła, ciepła, a nawet z alimentów na
        > Twojego syna.

        A to tylko świadczy o Tobie - zasadniczo ludzie osądzają innych wg własnych standardów i przypisują im własne intencje.
      • mayenna Re: Sz... 10.10.13, 13:55
        Autentyczni mnie zemdliło. Jabym trafiła na kogoś kto tak podszedłby do problem związkuz e mna i dzieckiem to natychmiast odeszłabym i miała go w pogardzie. Miłość da sie przeliczyc też? zawsze ma nam się opłacaać bilans? mamy być wiecznie wygrane by ktoś mial przegrać? A gdzie sa wartości uznawane za wyższe?
        • logicman Re: Sz... 10.10.13, 13:57
          Dokładnie Mayenna, chroń nas Boże od ludzi o mentalności zołzy42 (niezależnie od płci).
          • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 14:08
            to Logic - Ty poszukaj sobie jakiejś pani z dzieckiem, bez pracy, bez uregulowanych alimentów, ale dobrej i ciepłej i zaopiekuj się nimi. Nie zapomnij przed tem odesłać rodzonego synka do matki, bo pokój potrzebny.

            A Ty Meyenna poproś o namiary na kolegów tego pana i tez przytul takiego podobnego do piersi.

            Jak Wam już zbrzydnie, to optyka Wam się zmieni wink
            póki co, to macie taaaakie dobre serduszka ale teorię dobrze byłoby poprzeć praktyką.
            Czy wspieracie bliźnich, tak jak autorka?
            • logicman Re: Sz... 10.10.13, 14:15
              Mój rodzony syn mieszka z matką, w mieszkaniu, które im sfinansowałem po rozwodzie. Jednocześnie mój dom jest również jego domem.

              Jeśli kocham, to nie ma dla mnie znaczenia bilans zysków i strat.

              Bliźnich wspieram gdy tylko mogę. Może to egoistyczne ale pomaganie innym daje mi wiele satysfakcji i wzbogaca szczęście, które w sobie noszę.
              • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 14:18
                logicman napisał:

                > Mój rodzony syn mieszka z matką, w mieszkaniu, które im sfinansowałem po rozwod
                > zie. Jednocześnie mój dom jest również jego domem.
                >
                > Jeśli kocham, to nie ma dla mnie znaczenia bilans zysków i strat.
                >
                > Bliźnich wspieram gdy tylko mogę. Może to egoistyczne ale pomaganie innym daje
                > mi wiele satysfakcji i wzbogaca szczęście, które w sobie noszę.
                >


                i to jest bardzo chwalebne.
                Tymczasem w wątku mamy 13 latka, który musi z domu własnego iść i szukać schronienia u babci. Zatem gdzie tu wsparcie dla niego jest?
                • logicman Re: Sz... 10.10.13, 14:25
                  Dalego tez napisałem, że ten związek nie ma sensu. Wszyscy tracą (i nie mówimy o pieniądzach).
                  • logicman Re: Sz... 10.10.13, 14:30
                    Dla jasności - tracą, bo nie ma uczucia, są tylko poświęcenia.
          • zolza42 Re: Sz... 10.10.13, 14:49
            ...chroń nas Boże od ludzi o mentalności zołzy42...

            Uśmiałam się. Nas, to znaczy faciów chcących sobie pożerować na naiwnych kobietach?
            A nie uczciwiej od razu zostać alfonsem?
            • logicman Re: Sz... 10.10.13, 15:34
              Jesteś chora z nienawiści.
              Do tego nie potrafisz czytać ze zrozumieniem (cokolwiek zostanie napisane, i tak wiesz swoje).
              • lampka_witoszowska Re: Sz... 10.10.13, 17:01
                nie pierwszy i nie ostatni raz, tralalala...

                nienawiść źle się leczy, po prostu
        • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 14:04
          mayenna napisała:

          > Autentyczni mnie zemdliło. Jabym trafiła na kogoś kto tak podszedłby do problem
          > związkuz e mna i dzieckiem to natychmiast odeszłabym i miała go w pogardzie.
          > Miłość da sie przeliczyc też? zawsze ma nam się opłacaać bilans? mamy być wiecz
          > nie wygrane by ktoś mial przegrać? A gdzie sa wartości uznawane za wyższe?


          tak tak wiemy, że Ty masz takie "dobre serdeuszko" uncertain
          • mayenna Re: Sz... 10.10.13, 14:08
            To nie serduszko. To wyznanie: nie hołduję kultowi kasy.Jak te wartości przekażesz dzieciom to juz dziś odkładaj pieniądze. Musisz ich dużo mieć żeby cie szanowały
            .Co ja tu robię...?
            • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 14:14
              ależ zostań wink
              wiem, że jesteś z "wyższej półki" ale czasami możesz przecież pogadać z nizinami społecznymi.
              • argentusa Re: Sz... 10.10.13, 19:52
                To nie jest ładne kobieto. Ani nawet grzeczne.
                Nie mam problemów z pieniędzmi, ot taki wypadek -umiem zarabiać. Obecnego też nie utrzymuję.Autorkę rozumiem, że się dusi.
                Ale sprowadzanie wszystkiego do kasy jest co najmniej niefrasobliwe. Bowiem o wiele więcej satysfakcji daje dawanie niż branie, choć nie oznacza to robienia z siebie dojnej krowy. Dzeć nastoletni potrzebuje autonomii bo tak ma jego wiek. Dzieć pana też potrzebuje ojca i tyle. Trochę PAT.
                Ar.
                • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 20:17
                  argentusa napisała:

                  > To nie jest ładne kobieto. Ani nawet grzeczne.
                  > Nie mam problemów z pieniędzmi, ot taki wypadek -umiem zarabiać. Obecnego też n
                  > ie utrzymuję.Autorkę rozumiem, że się dusi.
                  > Ale sprowadzanie wszystkiego do kasy jest co najmniej niefrasobliwe.


                  nie sprowadzam wszystkiego do kasy, bo problem jest złożony. Ale kasa (czyli warunki mieszkaniowe i uzgodnienia w tym temacie) jest punktem wyjścia.
                  Popieram w pełni Zołzę oraz Triss w tym wątku.
                  • triss_merigold6 Re: Sz... 10.10.13, 20:22
                    To chodzi o całokształ kwestii nieustalonych, niedogadanych precyzyjnie, niepodzielonych.

                    Rozumiem, że b. trudno jest prowadzić we własnym dobrze pojętym interesie twarde negocjacje, w taki sposób, żeby nie wyjść na egoistyczną, zachłanną, niewyrozumiałą.
                    Po prostu zapienia mnie, że pani czuje się winna, bo we własnym domu czuje się coraz gorzej, coraz gorzej czuje się jej nastoletni syn, a pan radośnie uprawia zaangażowane ojcostwo i stawia przed faktami dokonanymi.
        • zolza42 Re: Sz... 10.10.13, 14:12
          Guzik mnie obchodzi, czy kogoś mdli, czy nie.

          I NIE. NIE MAM ZŁOŚCI DO MĘŻCZYZN.
          Nawet niektórych bardzo lubię i szanuję. Potrafię sobie bardzo radzić w życiu i dobrze wiem, co ma sens, a co nie. I kto za chwilę będzie przegrany i zmarnuje sobie życie.
          Natomiast GUZIK MNIE OBCHODZI, że niektórym wydaje się, że to kobieta ma się ZAWSZE poświęcać dla cudzego dziecka, nawet kosztem własnego.

          A logikjakostam. Sam p.....lisz głupoty. Dziś już trudno o głupie kobiety. Choć, przyznaję, na tym forum jest kilka okazów.

          Autorce wątku jeszcze raz radzę: pozbieraj się i postaw swoje warunki, bo za chwilę będziesz intruzem we własnym domu, syn się od Ciebie odwróci i może poszuka sobie łatwiejszego towarzystwa (a, że dilującego?! Skacząc wokół cudzego dzieciaka zauważysz w ogóle, że z Twoim coś jest nie tak?). Pan zrobi się jeszcze bardziej bucowaty i jeszcze bardziej wymagający oraz mający Twoje potrzeby i plany jeszcze głębiej w d... . A dziesiejszy 7-latek za chwilę stanie się upierdliwym i wrednym nastolatkiem mającym Ciebie tam, gdzie mają Ciebie jego tatuś i mamusia. TO ZAWSZE TAK DZIAŁA. Poczytaj forum "macochy".
          • kobieta306306 Re: Sz... 10.10.13, 14:16
            zolza42 dobrze pisze o tym, że syn może dostać się w ręce złego towarzystwa.
            • zolza42 Re: Sz... 10.10.13, 14:47
              I wiem co mówię, mam taką znajomą, która pilnując spodni jednego cwanego pana i skacząc wokół dzieciaka pana - zaniedbała własnego syna. Dziś jej syn jest narkomanem żebrzącym na dworcu, a ona została alkoholiczką w swoim zdewastowanym mieszkaniu. Można ją mieć za piwo.

              A panom będącym zwolennikami poświęcania się kobiet i - co tu dużo mówić - żerowania na nich, polecam od razu obranie profesji alfonsa.
              Paradoksalnie - to uczciwsze, niż wciskanie naiwnej bajeru o wspólnym życiu na jej koszt.
              • triss_merigold6 Re: Sz... 10.10.13, 17:46
                Pełna zgoda. Kuriozalne jest oczekiwanie, że kobieta będzie znosiła dyskomfort, niewygodę i krzywdę własnego dziecka w imię lepszego samopoczucia obcego chłopca, bo tatuś owego chłopca nie pomyślał jak zadbać o relacje i kwestie organizacyjne.
                Niech pan się martwi, a nie ona.
    • wawrzanka Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 16:01
      szszsz13 napisała:

      > Czy to jest normalne, a ja jestem nienormalna?Co z tym robić, gdy ciągle żyje się w
      > poczuciu, że nie wypada mieć o coś takiego pretensji? A jednak mam. I to WIELK
      > IEGO focha. Jestem na granicy.Ech, wypisałam się i tyle mojego...

      O ile nie jesteś trollem (bo ostatnio pojawiły się tu chyba ze trzy wyjątkowo kontrowersyjne wątki nowych nicków) to wyobraź sobie, że przeniosłaś się w czasie o 1000 lat wcześniej. Mieszkasz w jednej izbie z piętnastoma dzieciakami, z czego pięcioro jest twoich, a reszta to dzieci twojego rodzeństwa i krewnych. I co? Naprawdę tak źle masz ? wink Co z ciebie za kobieta, że nie umiesz dostrzec plusów tej sytuacji... Gdzie jest twój instynkt macierzyński?
      • xciekawax Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 17:23
        Nie mowie ze popieram autorke, ale mowiac cos w rodzaju : "Co z Ciebie za kobieta, gdzie twoj instynkt macierzynski " jest to bardzo nie fair i tylko pokazuje Twoja zasciankowosc, i krotkowzrocznosc.

        Autorka przez sam fakt bycia kobieta czy matka - NIE MUSI byc stawiana w niekomfortowej dla niej sytuacji i tyrac jak wol dla dobra kogos innego. Na szczescie nie mieszkamy 100 lat temu. Mieszkamy teraz, gdy kobiety nie sa niewolnicami (przynajmniej na papierze nie sa).

        A gdzie Twoj instynk macierzynski ze pozwalasz aby dzieci byly w domu dziecka bez milosci? czemu nie zaadoptujesz z przynajmniej 10 dzieci? Taka z Ciebie kobieta? fuuuu!!!!
        • wawrzanka Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 18:02
          xciekawax napisała:

          > Nie mowie ze popieram autorke, ale mowiac cos w rodzaju : "Co z Ciebie za kobi
          > eta, gdzie twoj instynkt macierzynski " jest to bardzo nie fair i tylko pokazuj
          > e Twoja zasciankowosc, i krotkowzrocznosc.

          Że niby wielkomiejskość i dalekowzroczność uchroniłaby autorkę przed głupimi decyzjami? wink

          > A gdzie Twoj instynk macierzynski ze pozwalasz aby dzieci byly w domu dziecka b
          > ez milosci? czemu nie zaadoptujesz z przynajmniej 10 dzieci? Taka z Ciebie kobi
          > eta? fuuuu!!!!

          Co się tak podniecasz? Chyba "partner" autorki nie jest właścicielem rodzinnego domu dziecka? Z tego, co wiem ma tylko jedno dziecko big_grin To nie taki straszny doczynek. Jak się kogoś kocha to się go bierze z dobrodziejstwem inwentarza. Inaczej nie ma sensu się wiązać.
          • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 18:10
            Naprawdę? Masz 14 lat, że głosisz takie śmiałe teorie?

            Owszem, dalekowzroczność i zdrowy instynkt samozachowawczy uchroniłyby autorkę przed zezwoleniem na rozwój układu w którym czuje się coraz gorzej. IMO związek ma sens o tyle, o ile daje więcej satysfakcji, spelnienia, bonusów niż życie samodzielnie.

            Kochanie piękna rzecz, ale wypadałoby zapytać co konkretnego robi pan w kwestii natychmiastowej poprawy warunków lokalowych. To on zamieszkał u samotnej matki z dzieckiem i do jej mieszkania zaprasza na pół tygodnia swojego syna, wiedząc, że przeszkadza starszemu chłopcu.
          • xciekawax Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 18:21
            > Że niby wielkomiejskość i dalekowzroczność uchroniłaby autorkę przed głupimi de
            > cyzjami? wink

            Nie, ale uchronilyby Cie przed glupimi wypowiedziami.

            > Co się tak podniecasz? Chyba "partner" autorki nie jest właścicielem rodzinnego
            > domu dziecka? Z tego, co wiem ma tylko jedno dziecko big_grin To nie taki straszny d
            > oczynek. Jak się kogoś kocha to się go bierze z dobrodziejstwem inwentarza. Ina
            > czej nie ma sensu się wiązać.

            Tylko dlatego ze autrka nie chce sie poswiecac nie oznacza ze nie ma instynktu macierzynskiego ani ze nie jest kobieta.
            Oczywiscie ze autorka powina byla przemyslec to cale zamieszkanie razem, ale tego nie zrobila. Byc moze da sie to jeszcze odkrecic aby facet sobie cos wynajol samemu. Ale chyba mija sie to z celem "bycia razem". nie wiem.
            • wawrzanka Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 20:13
              xciekawax napisała:

              > > Że niby wielkomiejskość i dalekowzroczność uchroniłaby autorkę przed głup
              > imi de
              > > cyzjami? wink
              >
              > Nie, ale uchronilyby Cie przed glupimi wypowiedziami.

              A może po prostu nie rozumiesz mojej wypowiedzi... wink Może zdezorientowany syn autorki ucieka nie od tego 7-letniego chłopca tylko od naburmuszonej matki z fochem. I tu szwankuje jej instynkt macierzyński.
      • zolza42 trollem jest 10.10.13, 17:31
        Trollem jest tu ktoś, kto uważa (nie powiem, że MYŚLI, bo to nezasłużony komplement), że jakakolwiek kobieta jest zobowiązana w ramach instynktu macierzyńskiego zajmować się cudzym dzieciakiem kosztem własnego syna. Jasne, tak jest wygodniej rodzicom tego obcego dzieciaka, ale pani ma przechlapane. Dzieciak ma matkę i to ona ma obowązek zajmować się swoim dzieciakiem - w końcu to powinien być JEJ instynkt macierzyński.

        Autorka wątku w sytuacji w jaką się wpakowała powinna kierować się owaszem INSTYNKTEM, ale ZACHOWAWCZYM, bo inaczej to bagno ją wciągnie i już nigdy sobie nie poradzi. A przy okazji pogrąży swojego syna.

        Normalny mężczyzna, jeśli nie ma podłych zamiarów, od początku stawia kobiecie sprawę jasno: nie mam mieszkania, mam dziecko - ty masz mieszkanie i też masz dziecko. Jeśli się zgodzisz na taki układ, zamieszkam u ciebie. Musisz mieć świadomość, że mój syn będzie bardzo często ze mną i w tym czasie będzie potrzebował intensywnej uwagi z mojej strony. Często, to znaczy 4 lub 5 dni w tygodniu i wtedy nie będę do twojej dyspozycji. Sam zadbam o potrzeby mojego syna, będę mu prał, sprzątał, gotował i prasował. Oczywiście pokryję wszelkie koszty związane z jego pobytem. Postaram się, aby obecność mojego syna w niczym nie zakłóciła spokoju twojego syna. Teraz to będzie bardzo trudne, bo twoje mieszkanie jest dla nas wszystkich za małe. Nie mam pojęcia, jak takie życie wpłynie na nasze wzajemne stosunki. Mam odłożone pieniądze i mam zdolności kredytowe. Dajmy sobie rok. Jeśli wszystko się nam zacznie układać, pobierzemy się i kupimy większe mieszkanie na współwłasność, przy czym dopilnuję, abyś nic na takim podziale nie straciła finansowo. Do tego czasu będę pokrywał koszty własnego pobytu, miedzy innymi mojego wyżywienia. Będę partycypował we wszelkich kosztach utrzymania twojego mieszkania, bo korzystam z gazu, pradu, wody i wywozu nieczystości. A teraz ustalmy zakres wychowawczy dla twojego i mojego dziecka. Co możemy zrobić, w co wolno nam ingerować i jak się mają wzajemnie dogadywać chłopcy, bo różnica wieku między nimi jest bardzo duża.

        Od takiej rozmowy należy zacząć układać wzajemne stosunki.
        A taka sytuacja jak jest teraz - nie ma żadnej przyszłości.
        Ten chory związek i tak się skończy najdalej latem przyszłego roku.
        • yoma Re: trollem jest 10.10.13, 17:35
          Hola, Zołzo. Matka się zajmuje. Przez połowę czasu. Przez drugą połowę ojciec. Też zajmuje. Toż autorka właśnie płacze, że zajmuje się synem, a nie nią.
          • zolza42 Re: trollem jest 10.10.13, 19:02
            Ojciec zajmuje się SWOIM dzieckiem, ale kosztem Autorki i JEJ dziecka w domu Autorki. Jak mniemam, ku zadowoleniu matki dziecka. I o ile nie dziwię się matce dziecka, że cieszy się z darmowej opiekunki, o ile nie dziwię się, że facet realizuje się ojcowsko względem SWOJEGO syna kosztem niepewnej siebie kobiety - o tyle dziwię się, że Autorka im na to pozwala.
            Tamci ludzie wcale nie muszą działać w zmowie. Po prostu tak im wygodniej, więc żerują bezkarnie na rozwódce z własnym dzieckiem.
            • orangeplus Re: trollem jest 10.10.13, 20:35
              Ty to byś się nadawała do komisji Macierewicza. Wyobraźnię masz równie bogatą big_grin
        • triss_merigold6 Re: trollem jest 10.10.13, 17:40
          Jestem w Twoim teamie!

          Nie widzę żadnego powodu dla którego to akurat pani powinna być gościnna, hojna, wyrozumiała, dyspozycyjna, pełna dobroci i poświęcenia etc. i to bez żadnych warunków wstępnych.
      • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 08:58
        ten instynkt...
        ja go mam w 100% zaspokojony na własnych dzieciach. Nie kocham i pewnie NIGDY nie pokocham potomstwa Obecnego, poświęcać się tez nie zamierzam. Ustaliliśmy to od początku i oboje przyjęliśmy. Z tym,ze nie wymagam by obecny kochał moje potomstwo. Co więcej pozwoliłam sobie przyjąć,ze nawet zamieszkując spory dom (wynajęty przez dla nas),że moje dzieci mogą Obecnego czasem wkurzać. Mnie też wkurzają inne dzieci. Nawet nie czasem a często. I co? Nie żyję 1000 lat wcześniej (nawiasem, pewnie byłabym czarownicą) tylko tu i teraz. I tu i teraz mam mieć spokój na wspólnej przestrzeni. Bez dodatkowych obowiązków, których samodzielnie się nie podjęłam.
        Ar.
        ps. są kobiety, któe instynktu nei mają i wcale nie uważam,ze są gorsze czy
      • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 08:59
        ten instynkt...
        ja go mam w 100% zaspokojony na własnych dzieciach. Nie kocham i pewnie NIGDY nie pokocham potomstwa Obecnego, poświęcać się tez nie zamierzam. Ustaliliśmy to od początku i oboje przyjęliśmy. Z tym,ze nie wymagam by obecny kochał moje potomstwo. Co więcej pozwoliłam sobie przyjąć,ze nawet zamieszkując spory dom (wynajęty przez dla nas),że moje dzieci mogą Obecnego czasem wkurzać. Mnie też wkurzają inne dzieci. Nawet nie czasem a często. I co? Nie żyję 1000 lat wcześniej (nawiasem, pewnie byłabym czarownicą) tylko tu i teraz. I tu i teraz mam mieć spokój na wspólnej przestrzeni. Bez dodatkowych obowiązków, których samodzielnie się nie podjęłam.
        Ar.
        ps. są kobiety, które instynktu nie mają i wcale nie uważam,ze są gorsze czy lepsze od tych, które go mają.
    • xciekawax Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 18:16
      Mysle ze powinnas przepracowac pare elementow ktore sprawiaja ze jestes niezadowolona z tego ukladu.
      1) zal ze ojciec Twojego dziecka Twoje dziecko opuscil, a dziecko Twojego partnera ma super tate. To ze Twoje dziecko nie ma ojca nie jest wina Twojego partnera. To jest wina Twojego Ex i Twoich ukladow z nim. Ale przedewszystkim Twojego ex (chyba ze utrudnialas, manipulowalas dzieckiem to sobie odpuscil - ale tego nie wiemy). Jak uswiadomisz sobie ze to dwie rozne sytuacjie i twoj parter nie ma z tym nic wspolnego - Twoj zal odejdzie

      2) zazdrosc o czas poswiecony dziecku partnera: moze zamiast zadroscic to celebruj to ze masz takiego swietnego faceta co nie unika odpowiedzialnosci za to co czyni w zyciu. Jezeli on tak podchodzi do swojej przeszlosci - to dobry znak ze ty tez mozesz nanim polegac. Nikt nie jest bez bagazu, jeden ma dziecko z ex, a drugi rodzicow alkoholikow. Zamiast plakac nad rozlanym mlekiem - ciesz sie ze takiego faceta w ogole masz (bo wiele kobiet nie ma).
      Nie obwiniaj tez jego Ex. Ona nic zlego nie robi. To wszystko jest miedzy Toba i Twoim partnerem.

      3) Nie musisz sie zajmowac jego dzieckiem jezeli nie chcesz. Nie zmuszaj sie do tego - a zlosc ze "powinnas" przejdzie. Moze podswiadomie nie chcesz sie zajmowac dzieckiem - ale zajmujesz sie bo uwazasz ze powinnas - i wtedy masz do siebie (a wylewasz na partnera) zlosc.

      4) zajmij sie swoim dzieckiem. Jak Twoj parner zajmuje sie swoim dzieckiem - ty tymczasem zajmij sie swoim. Twoje dziecko ma jednego rodzica wiec daj mu duzo czasu z Toba. Nie tylko wspolne przebywanie razem ale Kino, pojscie na basen, sporty, i co tam teraz jeszcze nastolatkowie robia... To sprawi ze bedziecie blizsi sobie.

      5) Twoj partner nie musi ZAWSZe spedzac czasu w Twoim domu. Moze dziecko brac do parku, itd... a ty tymczasem moszesz nacieszyc sie cisza.

      6) Upewnij sie ze jestes finansowo odpowiednio rekompensowana za dach nad jego glowa. Facet nigdy nie powinien mieszkac "za darmo". mam nadzieje ze wydatkami dzielicie sie po rowno, czyli ty placicsz 2/3, i on 1/3 + plus male koszty za syna. Rowniez dzielcie sie obowiazkami.

      7) staraj sie widziec ta sytuacjie w pozytywnym swietle. Masz w domu faceta ktory (pewnie w odroznieniu od Twojego ex) da Twojemu synowi dobry wzor do nasladowania. To bardzo wazne w zyciu mlodego, dorastajacego chlopca. Chwile bez exa uzywaj aby zajac sie swoim synem i soba. A jak juz jestescie razem to wykorzystajcie aby bylo milo i przyjemnie wink
      Wrzystko zalerzy z jakiego punku na to wszystko patrzysz.
      • szszsz13 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 09:31
        Cudownie pokrzepiający komentarz xciekawax. Każdy punkt do przepracowania trafiony w dziesiątkę, tak, właśnie to mam do zrobienia, do przemyślenia. Uwagi dotyczące mojego egoizmu, braku odpowiedzialności itp. też są trafione. Nie zmienia to faktu, że się męczę, znowu jesteśmy razem i znowu jest źle. Chciałabym wyjaśnić, że jeśli chodzi o mojego partnera w tym wszystkim, jedyne co można mu zarzucić to strach przed informowaniem mnie wprost o dokładnych planach. Tym razem miałam zakomunikowane, że mały jest z nami w czwartek, piątek i "jeden dzień weekendu". Dopiero po czasie, mimochodem, dowiedziałam się, że tym dniem jest sobota i dopiero wczoraj- gdy mały już był- że sobota cała, bo odwozi go w NIEDZIELE. Tym sposobem cały weekend został załatwiony praktycznie za moimi plecami. Jak ja się mam nie frustrować, jak w takich sytuacjach być dobrą, wyrozumiałą ciocią? Zgrzyta między mną i małym, patrzymy na siebie wilkiem ostatnio. W takie wieczory jak wczoraj nie potrafię być miła i on to wyczuwa, bo inteligencik z niego niewąski. Jednocześnie jest rozpuszczony jak dziadowski bicz, to prawda co ktoś zauważył, że jest to dzieciak, któremu wszyscy nadskakują i cały świat leży u jego stóp. Rodzice podporządkowują się wszystkim jego zachciankom, rzadko kiedy zostawia się go na 15 min samego, żeby zajął się sobą.Tam była sytuacja, że pojawienie się dziecka rozwaliło związek po 6 latach wygodnego bimbania i teraz oni oboje szaleją z podświadomego poczucia winy.Tzn. bardziej chyba on niż jego ex, bo ex się obraziła na cały świat, a zwłaszcza na męża, że trzeba raptem zap...ać. Bo mój chłop- pomijając lęk przed mówieniem mi o planach- tak jak na ten weekend- jest typem co to Bogu świecę i diabłu ogarek. Dla wszystkich miły, wyrozumiały, cierpliwy. Ekonomicznie łoży, w chałupie robi, jest kooperacyjny, czuły i dobry. To prawda, że tylko takiego docenić i nie ma tu mowy o jakimkolwiek żerowaniu na mnie. Ale weekend mam załatwiony tak a nie inaczej i jedyne na co mam teraz ochotę to wyjechać na całą sobotę zamykać działkę. I tak chyba zrobię.
        Dla mnie kontakty ojciec-dziecko po rozwodzie powinny przebiegać w formie ODWIEDZANIA się obu stron, a nie mieszkania na stałe. Jeżeli wyrokiem rozwodowym Sąd orzeka miejsce zamieszkania dziecka przy matce, to ma to być rzeczywiście dom stałego pobytu, a nie jeden z DWÓCH domów. Zbiorę pewnie gromy za takie podejście, ale uważam, że mężczyzna decydując się na rozwód powinien liczyć się z tym, że jego kontakt z dzieckiem ulegnie ograniczeniom, a nie trwać w przeświadczeniu, że nic, absolutnie NIC w jego relacjach z dzieckiem się nie zmieni.Szczególnie, kiedy podejmie decyzję o założeniu nowej rodziny.Nie ja wymyśliłam taki porządek i nie ja odpowiadam za ewentualne konsekwencje odstępstw od szeroko pojmowanej normy. Nie żyjemy w Talibanie i w tym kraju to matka zarządza życiem dziecka po rozwodzie. I piszę to nie dlatego, że mój eks jest kiepskim, niedzielnym ojcem. Ale kiedy mój syn jedzie na weekend do niego, to jest to po prostu wizyta pełna laby i przygód, święto lasu. I nie przyjdzie mu do głowy przysysać się emocjonalnie do partnerki taty, bo jest ona dla niego po prostu ciocią- osobą towarzyszącą w czasie,kiedy on spędza czas z tatą
        • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 09:42
          szszsz13 i tu się różnimy.
          U nas jest tak,ze chłopaki mają 2 równorzędne domy. Żeby było bardziej skomplikowane, to najstarszy mieszka NA STAŁE z tatą i ciocią, a maluchy z nami. I wszystkie 4 strony (rodzice i ich partnerzy) tak to przyjęli i zaakceptowali, łącznie z podwójnymi sypialniami, meblami, zabawkami itp. No dobra, komp po jednym wink.
          Bo my jesteśmy rodzicami i nimi byliśmy jak się wiązaliśmy z obecnymi partnerami. I w sumie jak planowaliśmy bycie razem z Obecnym to jego potomstwo miało zapewniony pokój u nas... No taki lajf.
          Ale jak wiadomo bywa w życiu różnie.
          Lokum, większe - to początek a potem to jednak musisz przepracować listę xciekawejx.
          Powodzenia,
          ar.
        • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 09:51
          szszsz13 napisała:
          Dla mnie kontakty ojciec-dziecko po rozwodzie powinny przebiegać w formie ODWIE
          > DZANIA się obu stron, a nie mieszkania na stałe. Jeżeli wyrokiem rozwodowym Sąd
          > orzeka miejsce zamieszkania dziecka przy matce, to ma to być rzeczywiście dom
          > stałego pobytu, a nie jeden z DWÓCH domów.

          oj to Ty masz spory problem dziewczyno uncertain
          I w takim ukladzie teoria Zołzy, Triss i moja jest trochę nietrafiona, choć w niej wiele racji jednak tez jest. Tobie pałac nie pomoże. Ty po prostu nie nadajesz się na "ciocię/macochę". Nie dla Ciebie taki układ. Możesz na głowie stawać, a nie zmienisz tego. Powinnaś poszukać bezdzietnego, albo takiego jak Twój (ew. mój) były mąż, co to dzieci nie uznaje własnych.
          • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 10:00
            Muszę się zgodzić.

            Co do określania rodzaju i częstotliwości kontaktów po rozwodzie, to jednak nie zgadzam się z teorią odwiedzania. Teraz wymagany jest plan wychowawczy, od ojca mającego pełnię praw rodzicielskich matka dziecka ma prawo oczekiwać, że np. będzie brał zwolnienia lekarskie pół na pół, brał wolne w część dni bez lekcji w szkole (rozpoczęcie roku, zakończenie roku, ferie itd.)
            Ojciec powinien angażować się czasowo i organizacyjnie w normalne aktywności związane z dzieckiem - chodzić na zebrania na zmianę z matką, odbierać z zajęć dodatkowych itd. a nie tylko być towarzystwem do atrakcyjnego wypoczynku.
            Ty nie jesteś gotowa na dyspozycyjność partnera względem dziecka i na formę opieki bliską naprzemiennej. Rozumiem, też nie byłabym gotowa, ale zawsze to wiedziałam i mając dziecko związałam się z bezdzietnym wtedy kawalerem.
            • luciva Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:48
              No tak, zgadzam się z Triss, tu chyba nie chodzi o warunki mieszkaniowe - aczkolwiek one tu dużo robią - ale przede wszystkim o Twoje podejście.
              Ojciec nie rozwodzi isę z dzieckiem a zoną. Nawet po rozwodzie pozostaje ojcem, a nie wujkiem, którego się odwiedza.
              Powinno być tak właśnie jak jest. A matka tego dziecka, nie robi nic innego czego TY byś nie chciała od swojego eksa, prawda?\
              piszesz, że Twój eks jest ojcem niedzielnym i taki kiepski. A więc kiedy by nie był kiepski? Gdyby Wasz syn spędzał z nim więcej czasu?
              No, a co robi Twój partner.
              Zatem Twój partner jest po porstu świetnym ojcem. I ciesz się z tego, bo jaka mało jest takich sytuacji to szok.
              A w czasie kiedy on z synem, Ty rób coś swojego.
              No i po prostu - w takiej rodzinie trzeba być po prostu elastycznym. Wiec się nie obrażaj na partnera za weekend, tylko znajdź sposób aby było jak najfajniej - jak pisze xciekawax. Jedź na saunę, do kawiarni z koleżanką, z synem na rower, a drugie pół niedzieli spędzicie razem.
              Albo wymyśl fajny sposób na spędzanie czasu w czwórkę. las? basen?
              • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:55
                Ją chyba najbardziej wkurza nieprzewidywalność i stawianie przed faktem dokonanym, abstrahując od przeraźliwej ciasnoty. I naprawdę rozumiem, że ją wkurza, ale ten facet ma prawo chcieć być ojcem zaangażowanym i normalnie sprawującym opiekę i on powinien się starać, żeby jakoś pogodzić obowiązki rodzica z oczekiwaniami i potrzebami nowej partnerki.

                Za szybko tu poszło, za szybko wspólne mieszkanie, za szybko iluzje o patchworkowej rodzinie i zaangażowanie emocjonalne, wejście w role opiekunów dla tych nieswoich dzieci.
          • szszsz13 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 10:16
            Bardzo dużo się ostatnio zastanawiam, czy się nadaję. Czasami wydaje mi się, że spokojnie dam radę, a czasami- jak wczoraj wieczorem- że nie wytrzymam. Ale gdzie jest napisane, że "Teraz jest wymagany plan wychowawczy"? Czy naprawdę, nie ma szans na żaden kompromis? Czy to w porządku, że kwestie opieki, czasu spędzanego z synem nie są konsultowane ze mną, nie ma żadnych ustępstw i odstępstw, bo tak zostało zaplanowane i koniec? Nie jestem despotką, naprawdę można się ze mną dogadać, tylko trzeba CHCIEĆ ze mną gadać, a nie zakładać, że taki układ był jest i będzie, a mnie nic do tego.
            Uważam, że jako nowa partnerka, NOWA podkreślam, bo to właściwie początek związku, miałabym znacznie łatwiej i byłoby to z korzyścią dla wszystkich- gdybym była stopniowo i delikatniej wdrażana w ten układ. Gdyby ze mną porozmawiano, omówiono tą sytuację, gdyby , np.na jakiś czas zrezygnowano z tej kołomyi w środku tygodnia na rzecz pełnych weekendów. Można znaleźć rozwiązanie, trzeba tylko chcieć zmian, a ja tu chęci do współpracy nie widzę i to jest chyba główny problem teraz.
            • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 10:24
              skoro to jest nowy związek, to jeszcze możesz podjąć praktycznie każdą decyzję. Sama sobie odpowiedz czego chcesz. Powiedz to swojemu partnerowi, tak jak nam tutaj, zależnie od jego postawy później, zadecyduj. Rozumiem Ciebie, bo ja też nie potrafiłabym być etatową macochą. Daj facetowi trochę czasu, obserwuj i jeśli, po powiedzmy 3 miesiącach, nadal będziesz nieszczęśliwa, to chyba pora na radykalne cięcia. Z każdym miesiącem będzie się trudniej rozejść, a i dzieci też niepotrzebne kolejne rewolucje będą musiały przechodzić, bo się przyzwyczają itd itd.
            • rurek00 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 10:28
              Skoro to taki NOWY związek, to po co od razu zamieszkaliście razem? Nie lepiej było poczekać, lepiej się poznać. Niech zgadnę, koleś wynajmował jakąś norę, a u ciebie mu wygodniej. Zwyczajnie to może facet nie dla ciebie, skoro nie akceptujesz jego dziecka. Chciałabyś być z kimś, kto nie akceptuje twojego? Całe zło świata to ten dzieciak, raczej do ojca możesz mieć pretensje. Tylko o co, że jest dobrym, zaangażowanym tatą? Ma ograniczyć kontakty z synem, bo tobie się to nie podoba? Hmm, a jak byś się czuła gdyby on takie elaboraty o twoim synu wypisywał? Nic z tego związku nie będzie, nie pasujecie do siebie. Mam wrażenie, że jesteś zazdrosna wręcz o to dziecko, a to już chore. Popsujesz tylko ich relację, a sama i tak z tym facetem nic nie zbudujesz.
            • chalsia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 10:30
              szszsz

              juz ci pisałam - przeklej ten cały post na forum macochy, tam jest multum kobiet z doświadczeniami takimi jak Twoje

              a ja doradzam Ci psychoterapię, bo GŁÓWNYM problemem nie jest ani to dziecko ani partner, tylko to co masz w swojej głowie
        • wawrzanka Droga Szszszsz 11.10.13, 10:06
          szszsz13 napisała:

          > Uwagi dotyczące mojego egoizmu, braku odpowiedzialności itp. też są trafione.

          Wręcz przeciwnie. Ty jesteś aż nadto skoncentrowana na tym chłopcu, przecież ty po prostu żyjesz sprawami swojego "partnera" i jego dziecka big_grin Nie jesteś w stanie spędzać miło czasu z nikim: ani ze sobą, ani ze swoim synem, ani z "partnerem", że o tym dziecku nie wspomnę. Tak bardzo zajmują cię kwestie tegoż bogu ducha winnego dziecka. W dodatku jesteś strasznie poważna big_grin Nie istnieje coś takiego jak niezmienny dobrostan. Spróbuj więc poszukać go w swoim sercu.

          > Nie zmienia to faktu, że się męczę, znowu jesteśmy razem i znowu jest źle.

          Ale co to dokładnie znaczy? big_grin Czy ten chłopiec cię wyzywa? Bije? Ma ADHD? Rozwala ci sprzęty na głowie?

          > Chciałabym wyja
          > śnić, że jeśli chodzi o mojego partnera w tym wszystkim, jedyne co można mu zar
          > zucić to strach przed informowaniem mnie wprost o dokładnych planach.

          A ty go poinformowałaś, że jedziesz na działkę? Nie, bo nie miałaś wcześniej żadnych swoich planów. Jedziesz tam nie dlatego, że chciałaś wcześniej, tylko "za karę" big_grin

          > W takie wieczory jak wczoraj nie potrafię być miła i on to wyczuwa, bo inteligencik z
          > niego niewąski. Jednocześnie jest rozpuszczony jak dziadowski bicz, to prawda c
          > o ktoś zauważył, że jest to dzieciak, któremu wszyscy nadskakują i cały świat l
          > eży u jego stóp.

          Teraz również i ty, bo cały twój świat się kręci wokół niego. Właśnie napisałaś elaborat na temat tego chłopca, jego przyjścia na świat i jak to jego pojawienie się "rozwaliło związek" big_grin


          > Dla mnie kontakty ojciec-dziecko po rozwodzie powinny przebiegać w formie ODWIE
          > DZANIA się obu stron, a nie mieszkania na stałe. Jeżeli wyrokiem rozwodowym Sąd
          > orzeka miejsce zamieszkania dziecka przy matce, to ma to być rzeczywiście dom
          > stałego pobytu, a nie jeden z DWÓCH domów. Zbiorę pewnie gromy za takie podejśc
          > ie

          Guzik tam gromy. Z takim podejściem po prostu nie będziesz szczęśliwa. Nawet gdyby te kontakty przebiegały w formie odwiedzania się - zaraz byś znalazła powód do bycia nieszczęśliwą.

          > ale uważam, że mężczyzna decydując się na rozwód powinien liczyć się z tym,
          > że jego kontakt z dzieckiem ulegnie ograniczeniom

          A ty się powinnaś liczyć z tym, że decydując się na życie z "partnerem" sprawisz, że twoja przestrzeń życiowa ulegnie ograniczeniom. Tylko nie wiedziałaś, że aż takim? wink Postaraj się poszerzyć przestrzeń życiową w swojej głowie. W życiu czekają cię gorsze (ale i lepsze! wink rzeczy, niż dziecko partnera, choćby godzina tuż przed twoją śmiercią. Załóżmy, że dożyjesz sędziwego wieku w takim samym stanie ducha, w jakim jesteś teraz. Czy na łożu śmierci będziesz myślała, że całe twoje życie było byle jakie bo ten dzieciak się kręcił po domu? big_grin
          • szszsz13 Re: Droga Szszszsz 11.10.13, 10:29
            O rany, Wawrzanka, dzięki, walnęłaś mi taką psychoanalizę ekspresową.To wszystko prawda o mnie smile. Moje odwieczne neurotyczne poczucie winy, katastrofizm, depresyjność. Pewnie, że ja zawsze będę nieszczęśliwa i masz rację, że jak synka nr 2 w domu nie ma to też szukam powodów do zmartwień.Ale co robić, taka karmasmile
            Z jednym tylko wyjątkiem- tak, chłopczyk jest absorbujący, tak, jest dziwny i baardzo nadpobudliwy. Tak więc obcowanie z nim na co dzień do łatwych doświadczeń nie należy i to już niezależnie od mojej pokrętnej osobowości smile
            • wawrzanka Re: Droga Szszszsz 11.10.13, 10:39
              szszsz13 napisała:

              > Z jednym tylko wyjątkiem- tak, chłopczyk jest absorbujący, tak, jest dziwny i b
              > aardzo nadpobudliwy. Tak więc obcowanie z nim na co dzień do łatwych doświadcze
              > ń nie należy i to już niezależnie od mojej pokrętnej osobowości smile

              Możliwe, że chłopiec potrzebuje terapii, ale to już sprawa jego rodziców. Jednak nawet trudne dziecko to jest TYLKO dziecko. Póki co można jeszcze mu pomóc. Potem może być coraz trudniej, zwłaszcza, że wasza sytuacja domowo-rodzinno-mieszkaniowa do prostych nie należy. Skoro - jak sama piszesz - jesteś NOWĄ "partnerką" zastanów się, czy masz wystarczająco dużo chęci, by się z tym mierzyć.

              Źródeł wielu zachowań nie widać gołym okiem. Twoim problemem może być nieuświadomiona zazdrość o partnera, który (również podświadomie) poświęca sporo emocji trudnemu dziecku.
              • szszsz13 Re: Droga Szszszsz 11.10.13, 10:53
                TYLKO dziecko. Nie wiem, skąd w naszej kulturze ten nieznośny trend na zwalnianie dzieci ze wszystkiego- wymagań, oczekiwań, pracy nad sobą, towarzyszenia porażkom. To TYLKO dziecko, więc należy go nie mieszać i wszystko mu wybaczać. Dzieci też bywają okrutne, złe, manipulują emocjami dorosłych. Myślę tu o wszystkich oczywiście dzieciach, nie tylko pasierbie.
        • xciekawax Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 17.10.13, 23:45
          Szszsz,
          A czemu partner sie boi ci mowic tych rzeczy? czy to dlatego ze wtedy wybuchsz i robisz mu wyrzuty sumienia? czlowiek nie powinien bac sie mowic takich rzeczy swojemu partnerowi. Jezeli sie boi to zazwyczaj dlatego ze ta druga osoba reaguje negatywnie.

          Poinformuj partnera ze chcialabys byc poinformowana wczesniej o planach (ale tez zrozum ze czasami partner nie moze przewidzec tego). A jak juz partner informuje to nie rob wyrzutow, nie krzycz, nie frustruj sie - tylko ukladaj sobie swoje plany.

          Rowniez, moze sama zrob jakies plany, poinformuj partnera ze np w przyszly weekend chcesz cala sobote spedzic gdzies tam - i sobie wyjedzcie. Wtedy partner moze zmieni swoje plany z dzieckiem na inne dni.

          Ten zwiazek Tobie padnie jezeli Twoj partner bedzie sie ciebie bal, i nie bedziecie mieli komunikacji. warto bedzie stracic ten zwiazek?
    • koronka2012 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 19:19
      szszsz13 napisała:

      > Niestety się nie da- przegrywam zawsze na starcie- gdy ja mam jakieś plany, propozycje, a > > kolidują one z grafikiem synka-przegrywam.

      I to jest kwintesencja opisu związku z dobrym ojcem. Każda normalna kobieta po jakimś czasie zaczyna ma dość tego, że jej sprawy - i sprawy jej dziecka mają ostatnią kolejność odśnieżania.

      Uprzedzając - problem ten jest niezależny od wieku dziecka, o ile jeszcze spokojnie się przełyka dostosowanie się do np. godzin snu 3-latka, to już nie widać takiego uzasadnienia w podoprządkowywaniu planów całej rodziny fanaberiom np. 16-latka. Ślepy pęd w byciu "ważnym" dla dziecka oznacza "kupowanie" go poprzez brak ograniczeń, bycie na kazde skinienie, nadskakiwanie itd. Dobry ojciec rzuci wszystko, złamie każdą obietnicę - jeśli jego dziecko zgłosi taką potrzebę.

      Partnerka jest coraz bardziej z boku, bo o jej zdanie nawet się nie pyta, uważając za oczywistość, że ona ma się dostosować "bo wiedziała". To jest meritum każdej dyskusji.

      Do tego jest też własne dziecko - które średnio fajnie czuje sie z tym, że cały świat kręci się wokół dziecka faceta, było nie było - intruza w ich domu. To własne nie ma nawet cienia takich przywilejów.

      Zagęszczenie lokalowe w tym przypadku to tylko wierzchołek góry lodowej, i to akurat stosunkowo łatwo rozwiązać. Ale ta cała reszta, znacznie bardziej doskwierająca - pozostanie.

      Na to jest tylko jedna rada - terapia, bo jeszcze nie spotkałam osoby, która potrafiła te niuanse facetowi przekazać w zrozumiały sposób.
      • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 19:23
        Na f. macochy są historie przynajmniej kilkunastu takich związków. Wiele z nich się rozpadło, a inne są na granicy rozpadu i naprawdę nie z powodu braku dobrej woli kobiet, tylko z powodu narzucania przez panów-dobrych-ojców opisanego wyżej modelu relacji. Ci "dobrzy ojcowie" z bezmyślności, lenistwa, wyrzutów sumienia itd. rekompensują własnym dzieciom fakt życia w rodzinie po rozwodzie i nie potrafią i nie chcą stawiać potomstwu granic.
        • zolza42 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 10.10.13, 21:50
          AMEN.
          Żeby wszystkie kobiety miały Twój rozsądek Triss...
          Szkoda, że nie mają. Szkoda.
    • karolivia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 11:39
      Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi odpowiadam na zadane pytanie: To niezdrowe być tak zazdrosną o 7 latka. Niezdrowe i dla Ciebie i dla partenra i dla obojga dzieci. Odkochaj się i odpuść facetowi, to łatwiejsze niż trwanie w takim układzie. A potem skorzystaj z rady Argentusy i.. DOROŚNIJ. Obojętnie jakim sposobem, czy na terapii, czy przewartościowując wiele rzeczy. Dojrzej, ogarnij się i wtedy dopeiro szukaj miłości i to najlepiej wśród bezdzietnych.
      Nie każdy się nadaje na rodzica biologicznego albo na macochę, takie życie.
      To pisanie o tym że dziecko powinno mniej czasu spedzac z ojcem, że zniszczyło niemal tamto małżeństwo, ta konkurencja z dzieckiem o uwagę ojca... po prostu niesmaczne i ... niedojrzałe.
      A co zrobisz jak matka faktycznie radośnie zgodzi się na to żeby chłopiec zmaieszkał z ojcem? Myślałaś o tym? że może być jeszcze więcej tego chłopca w w Twoim życiu?
      Poza tym określnie , że Twój partner jet taki "dobry", że "panu Bogu świeczke i diabłu ogarek" to nic innego jak konformistyczne podejście do życia. I jak złozymy te 3 rzeczy: Twoja zazdrość, miłość ojca do syna, i jego uległość i konformizm to... mamy scenariusz na tragedię.
      Po co Ci to?

      • szszsz13 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 11:55
        o proszę, jaki radykalizm. A co, jeśli to w drugą stronę działa? Czy naprawdę wszystkie tzw. macochy (zwróćcie uwagę na pejoratywny wydźwięk tego słowa), nigdy nie mają wątpliwości, bez szmerania i problemu akceptują/ wychowują/ zakochują się w swoich pasierbach? Ktoś, kto w sytuacji podobnej do mojej twierdziłby, że nie ma żadnych pytań i jest absolutnie pogodzony z losem byłby zwykłym hipokrytą. To, że staram się być szczera sama z sobą świadczy o tm, że chcę mieć dojrzały poważny związek i odpowiedzialnie organizować sobie życie, a nie zgadzać się na półśrodki i pseudo kompromisy. Chciałabym usłyszeć głos tutejszych krytykantów w sytuacji gdy po 4 godzinach snu o 6 rano w sobotę dziecko- bynajmniej nie twoje- rozkręca na full dźwięk w telewizorze budząc nie tylko ciebie ale również twoje własne, aktualnie chore i z gorączką dziecko.
        Zazdroszczę wyznawcom czarno białej wizji świata, jakie proste musi być wtedy życie smile
        • logicman Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:11
          Jeśli chcesz mieć poważny związek, to zaakceptuj partnera takim jaki jest, z jego synem jako immanentna częścią jego samego (na tym etapie). Twoje wizje jak to powinny wyglądać relacje między ojcem a dziećmi po rozwodzie są tak niedojrzałe i chore, że brak mi słów na sensowny komentarz. Nie nadajesz się na partnerkę faceta, który kocha swoje dzieci. Szukaj bezdzietnych albo takich, którzy będą mieli swoje potomstwo głęboko w d... - tak jak Twój ex. Inaczej sama będziesz nieszczęśliwa i unieszczęśliwisz faceta - co z resztą napisałem już w pierwszym moim wpisie w tym wątku.
        • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:13
          szszsz13 napisała:
          Chciałabym usłyszeć głos tutejszych kryty
          > kantów w sytuacji gdy po 4 godzinach snu o 6 rano w sobotę dziecko- bynajmniej
          > nie twoje- rozkręca na full dźwięk w telewizorze budząc nie tylko ciebie ale ró
          > wnież twoje własne, aktualnie chore i z gorączką dziecko.

          i po co Ci to wszystko? Po co na siłę szukać związku?
          Masz mieszkanie, niezależność, dziecko, ustawiona jakoś tam jesteś no ale taaaak bardzo chesz związku, rodziny, faceta. Warto? O seks chodzi? No to poszukaj kochanka.
          A jak koniecznie rodzinę chcesz zakładać, to szukaj bezdzietnego.

        • tricolour Dziecko "nie Twoje" włączyło telewizor? 11.10.13, 12:14
          A partner jest Twój?

          Nie nadajesz się do związku z dzieciatym facetem skoro jego dziecko traktujesz tak rażąco inaczej niż faceta.
          • argentusa Re: ... włączyło telewizor? 11.10.13, 12:24
            a tu się nie zgodzę.
            Ja mam związek z facetem, a nie jego potomstwem. Słowo daję. I on też. Nie ojcuje moim dzieciom. Obecny dzieci lubi, ale bez szału.
            Bo jego dzieci to nie on sam.
            Podobnie ze mną - ja to nie to samo co moje dzieci. tfu, kazałabym spadać chuopu gdyby mnie traktował przez pryzmat dzieci.
        • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:19
          wychowują/ zakochuj
          > ą się w swoich pasierbach?
          nie wychowuję, nie zakochuję się.
          Lubię trochę i nic ponadto.

          Chciałabym usłyszeć głos tutejszych kryty
          > kantów w sytuacji gdy po 4 godzinach snu o 6 rano w sobotę dziecko- bynajmniej
          > nie twoje- rozkręca na full dźwięk w telewizorze budząc nie tylko ciebie ale ró
          > wnież twoje własne, aktualnie chore i z gorączką dziecko.
          dostałoby taki opiernicz, że ze zdziwienia nie zamknęłoby buźki przez dobę. A jesli ojciec by miał jakieś "ale" - natentychmiast by grzecznie został wyprowadzony. Łącznie z dzieckiem.
          Ja tam nie jestem czarno biała, sądzę jednak,ze po prostu wyobraźni wam zabrakło i tyle. No i myśmy zamieszkali razem po ponad 2 latach związku (cholera, dokładnie nie pamiętam ale to w latach szło). A wcześniej, tak ze 4 mies. to się do tego przyzwyczajaliśmy pomieszkując od czasu do czasu razem.
          Ar.
          ps. i ŻADNYCH więcej dzieci w naszym życiu. Nie wiem jak wnuki przeżyję. Nadzieja w tym,ze podobno do wnuków to się ma anielską cierpliwość.
          • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:24
            tak, tylko, że wstać i opierniczyć powinien w pierwszej kolejności tatus dziecka,a nie ciocia/macocha.
            Autorko - co zrobiła tato w ten sobotni poranek?
            • triss_merigold6 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:30
              Nie ukrywam, że własne dzieci bym za taką pobudkę opierniczyła rzetelnie.
              • argentusa Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 12:58
                No jasna sprawa, moje własne taki sam opiernicz by zbierały.
                A czy tatuś powinien, czy nie - to ja jednak uważam, że opiernicza ten, komu przeszkadza. Bowiem przestrzeń JEST WSPÓLNA. Tak samo moja jak i Obecnego.
                Obecny ma pełne prawo zwrócić uwagę moim jak się źle zachowują. Ja w drugą stronę też.
                U taty chłopców ciocia tak samo ma prawo jak i tata. Bo dorosłymi na takich samych prawach są oboje. Nie robię wielkiego halo jak ciocia opitoli młodego, że rozwala buciory na środku. W sumie ona jest tak samo u siebie jak i młody i jego tata.
                Ar.
        • luciva Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 13:30
          Pewnie się wkurzyłąś, ale tak samo wkurzyłabyś się, gdybys miała drugiego syna w takim wieku i on by tak zrobił. Prawda?
          No więc zachowanie dziecka jest zachowaniem dziecka....i tyle.
          Tak to tylko dziecko, a manipuluje, bo takie są dzieci, ale dzięki manipulacjom chcą osiągnąć to czego im brak, to naturalne. Polecam Szkołę Rodzica wg metody i książki "Jak mówić, aby dzieci......" itd. pewnie słyszałaś.
          To o dzieciach.
          A teraz jeszcze mam pytanie - ciekawi mnie czy kiedyś myślałaś o scenariuszu - co byłoby, gdyby matka dziecka zmarła np. Automatycznie opiekę przejmuje ojciec, jesteś gotowa? Dziecko mieszka z Wami na 100%.
          I co wtedy?
          Ja myślę, że Ty nie skupiaj żali na dziecku, tylko na partnerze i zwyczajnie z nim pogadaj o tym wszystkim. Ale nie z żalem o czas spędzany tylko ogólnie o organizację, powiedz, że ciasno, że Twój syn ucieka (Ty chyba też chcesz aby Twój partner z powagą traktował Twoje dziecko, to działa w obie strony wszak?), że jesteś niekiedy zmęczona, że może coś ustalić, itd.
        • karolivia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 14:13
          Szszsz, to nie radykalizm, a realizm. Jak strasz się być szczera ze sobą to odpowiedz sobie na pytanie: Co by mnie zadowoliło???
          Moja wizja Twojego zadowolenia ( z naciskiem na moja) to jakby ojciec się mniej opiekował dzieckiem i więcej czasu poświęcał Tobie. I ok. Nie oceniam tego. Ale z Twojego opisu sytuacji wynika raczej, że to mało realne.
          I napisałam Ci, że nie każdy umie być dobrą macochą, i jestem sama ciekawa reakcji na ten telewizor. Co zrobiłaś/zrobiliście? telewizor ucichł a dziecko przeprosiło? Bo tak powinno być.
          Ja Ci nie radzę bez szemrania znosić rożnych niedogodności i się POŚWIĘCAĆ. Mówię tylko żebyś realnie oceniła sytuację. I zaakceptowała rzeczywistość. Facet jest dobrym ojcem, nie zmienisz tego, albo go bierzesz takiego jakim jest, albo się nie męcz i nie udawaj cierpiętnicy, która MUSI z nim być. Nie, nie musisz.
        • koronka2012 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 21:37
          szszsz13 napisała:

          > o proszę, jaki radykalizm. A co, jeśli to w drugą stronę działa? Czy naprawdę w
          > szystkie tzw. macochy (zwróćcie uwagę na pejoratywny wydźwięk tego słowa), nigd
          > y nie mają wątpliwości, bez szmerania i problemu akceptują/ wychowują/ zakochuj
          > ą się w swoich pasierbach?

          Wszystkie macochy mają wątpliwości, wierz mi. A te, które nie miały - zaczynały je mieć, kiedy ta sytuacja zaczynała ich dotyczyć bezpośrednio.

          z tego co piszesz - popełniłaś jeden zasadniczy błąd na początku. Nie określiłaś zasad.
          Nie może być tak, że ty we własnym domu nie jesteś brana pod uwagę przy ustalaniu kalendarza wizyt. Sorry - to jego zasrany obowiązek, nawet gdyby nie mieszkał u ciebie, a w twojej - to już dodatkowo.

          I to jest pierwsza sprawa do załatwienia - najpierw ma to ustalić z tobą, jak gdzie i kiedy. Dopiero potem ustalać z byłą żoną.

          Nie do przyjęcia są zachowania o których piszesz - wstanie o 6, ma sobie wziąć książkę, cokolwiek - i nie podrywać całego domu na nogi. Krótko i treściwie. To nic złego że się zwraca dziecku uwagę na naganne zachowania - to część procesu wychowawczego.
          I facet ma to jakoś przełknąć - i załatwić.

          Powiem brutalnie - jest na twoim terenie i powinien się dostosować do ciebie, a nie odwrotnie.
          Natomiast mam wrażenie, że zrobiono ci wodę z mózgu (nie tylko facet, ale i otoczenie) wpajając, że to ty masz nadskakiwać i się poświęcać, żeby było dobrze. Sorry, nie da się zbudować zdrowego związku, jeśli odbywa się to kosztem jednego z partnerów.
          • mayenna Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 22:00
            A ja dziękuję za wynalazek telewizora bo rano w weekend od 6 do 8 mam spokój. Zamiast pobudki, dziecko cichutko sobie ogląda bajki, a ja mogę dospać.
          • chalsia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 12.10.13, 00:20
            . Sorry - to jego zasrany obowiązek, nawet gdyby nie mieszka
            > ł u ciebie, a w twojej - to już dodatkowo.
            >
            > I to jest pierwsza sprawa do załatwienia - najpierw ma to ustalić z tobą, jak g
            > dzie i kiedy. Dopiero potem ustalać z byłą żoną.

            to może dotyczyć ponadstandardowego czasu jaki dziecko spędza z/u ojca czy też zmian grafiku, natomiast w w pierwszym poście szszsz jasno napisała, że STANDARDOWO dziecko jest z ojcem co drugi dzień i co drugi weekend
            ponadto wiedziała, że taki właśnie grafik istnieje ZANIM zamieszkali razem
            • koronka2012 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 12.10.13, 21:14
              chalsia napisała:
              > to może dotyczyć ponadstandardowego czasu jaki dziecko spędza z/u ojca czy też
              > zmian grafiku, natomiast w w pierwszym poście szszsz jasno napisała, że STANDAR
              > DOWO dziecko jest z ojcem co drugi dzień i co drugi weekend
              > ponadto wiedziała, że taki właśnie grafik istnieje ZANIM zamieszkali razem

              Ja się odniosłam do tego fragmentu, dla mnie to znaczy tyle, że te "standardowe" dni są w praktyce jednak "ruchome"

              "Chciałabym wyjaśnić, że jeśli chodzi o mojego partnera w tym wszystkim, jedyne co można mu zarzucić to strach przed informowaniem mnie wprost o dokładnych planach. Tym razem miałam zakomunikowane, że mały jest z nami w czwartek, piątek i "jeden dzień weekendu". Dopiero po czasie, mimochodem, dowiedziałam się, że tym dniem jest sobota i dopiero wczoraj- gdy mały już był- że sobota cała, bo odwozi go w NIEDZIELE. Tym sposobem cały weekend został załatwiony praktycznie za moimi plecami."
        • mayenna Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 11.10.13, 21:56
          A ty lubisz tego chłopca? Bo mam wrażenie, że nie...
          • lampka_witoszowska Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 12.10.13, 11:57
            ano, właśnie

            żal dzieci, jak rodzic musi mieć portki w domu albo babę

            niedogadane sprawy, nieodpowiedzialnie urządzone - ale MAM chłopa/babę na stanie, co za sukces życiowy - i "pogłaszczcie mnie, bo mi się krzywda dzieje""przynajmniej się wygadałam" (no, tak, bo ruszyć tyłek i coś konkretnego zrobić, żeby rozeznać się w swoich niedostatkach czy zmienić sytuację - to już pary i rozumu brakuje)
    • rar.ely rodzina patchworkowa 12.10.13, 15:23
      po polsku ...bez pieniedzy bez mieszkania bez szans na poprawe sytuacji

      dwoje doroslych ludzi "myslało" ze beda we czworke tworzyc nowa 'szczesliwa rodzine" on pokocha obce dziecko ty pokochasz obce dziecko a obce dzieci pokochaja sie wzajamnie

      to tylko w ERZE i w Hoolywod
      • wawrzanka Re: rodzina patchworkowa 12.10.13, 15:57
        rar.ely napisał:

        > po polsku ...bez pieniedzy bez mieszkania bez szans na poprawe sytuacji

        Nie tylko patchworkowe rodziny muszą się mierzyć z ww. niedostatkami, tradycyjne też. I potem nierzadko się rozpadają z takich prozaicznych powodów. Świadczyłoby to o tym, że nie są ani lepsze, ani trwalsze od tak zwanych rodzin patchworkowych.

        Sytuacja opisana przez autorkę jest dramatyczna w sposób odwrotnie proporcjonalny do typowych dramatów rozwodowych:

        Dramat rozwodowy w tradycyjnej rodzinie polega zazwyczaj na tym, że nie ma już więzi między kobietą i mężczyzną, co źle wpływa na ogólną sytuację w domu.
        Tutaj więź między dorosłymi teoretycznie jest. Nie ma za to woli stworzenia rodziny, w tym przypadku wspólnoty bliskich osób, w której każdy czułby się swobodnie i u siebie. Bez tej woli ten związek jest skazany na porażkę, tak jak tradycyjna rodzina jest skazana na rozpad, gdy nie ma już więzi między dorosłymi.
        • paris-texas-warsaw Re: rodzina patchworkowa 12.10.13, 19:50
          Kobito, ze dwa dni temu Ci pisałam, żebys dorosła. Dalej poczytałam, jakie Ty banialuki piszesz, to bym Ci jeszcze raz napisała DOROŚNIJ! Te wywody, że jak jesteś nową partnerką, to z Tobą plan wychowawczy ma być omawiany.... Znaczy sąd czy tamta matka ma omawiać????? I wywody, że ojciec po rozwodzie ma tylko być dochodzący. Ty masz widzenie świata jak jakaś nastolatka. Dla Ciebie związek z mężczyzną, który ma dziecko (Ty zresztą też masz, a jakoby syna nie było) chyba miał przypominać randkowanie i upojne noce bezdzietnych rentierów, noce przedłużone w weekendy aż po porę obiadową najlepiejsmile Dorośnij, ogarnij się i spójrz w kalendarzsmile
          • argentusa Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 07:39
            Ja bym może ujęła to delikatniej.
            Faktycznie związki ludzi, którzy mają dzieci z poprzednich związków i są odpowiedzialnymi rodzicami nie są najłatwiejsze. I faktycznie bycie z takim rodzicem w związku wymaga dojrzałości i zaakceptowania, że nie jesteśmy ludźmi bez zobowiązań. Mamy ograniczenia. I to duże.
            I albo bierzemy ludzi z całością ich bagażu, nakładając na to nasz bagaż doświadczeni i obowiązków, albo nie. To jest WYBÓR.
            JAk dla mnie: szszsz, może ten związek to za wcześnie? a może wcale to nie to, czego byś mogła mądrze chcieć? (mądrze, znaczy w ramach MOŻLIWOŚCI jakie Ci daje życie, bo bezdzietną nastolatką to już nigdy nie będziesz i twój partner na życie prawdopodobnie też).
            Co jak: BANTA (najlepsza alternatywa dla tego co masz?).
            powodzenia i tzrymam kciuki,
            Ar.
            • szszsz13 Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 12:04
              ktoś napisał:
              Tutaj więź między dorosłymi teoretycznie jest. Nie ma za to woli stworzenia rodziny, w tym przypadku wspólnoty bliskich osób, w której każdy czułby się swobodnie i u siebie. Bez tej woli ten związek jest skazany na porażkę, tak jak tradycyjna rodzina jest skazana na rozpad, gdy nie ma już więzi między dorosłymi.
              Otóż właśnie: wola jest. I stąd marudzę, piszę o tym w necie, szukając rad i rozwiązań. Ale całe życie się uczymy. Widocznie coś szwankowało w naszych poprzednich związkach, nie byliśmy dość dojrzali i dlatego nasze pierwsze małżeństwa się rozpadły. Ale to nie znaczy, że teraz, w połowie życia, jesteśmy idealną, skończoną matrycą na żonę, matkę, macochę, ojca, męża, ojczyma. Ciągle się uczymy, ciągle poszukujemy. Zadajemy pytania. Czy to źle? Powtarza się tu hasło: dorastanie. A może całe życie dorastamy, może do śmierci nie dorośniemy? Nie wiem. Ale ciągle chcę nad tym wszystkim pracować.
              Z wiadomości bieżących: weekend się udał nadspodziewanie dobrze. Załatwiliśmy co było do załatwienia i zrobiliśmy to RAZEM, w absolutnej harmonii. Tylko, że w efekcie, dziś, przed powrotem młodszego do mamy, nastąpiła rozdzierająca scena pożegnania i zazdrości o to, że po południu wybieramy się do kina, już bez niego. I to jest znowu dowód na rozdwojenie jaźni u dziecka, które ma dwa równorzędne domy. Nie jest to wszystko łatwe, o nie. Co z tego, że ja, mój syn i partner jesteśmy zadowoleni, skoro organizując świetny weekend zostawiliśmy małego w rozdarciu?
              Było pytanie, czy go lubię. Tak, lubię. To jest imperatyw. Nie przerzucam na niego swoich lęków i frustracji. Czasem mnie wnerwia, jak każde dziecko. Swojego zresztą też czasem bardzo nie lubię. Ale staram się ich kochać, sprawiedliwie i obiektywnie. I mam wrażenie że powoli mi się to udaje.
              • aniebieska Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 13:51
                Przeczytałam ten wątek uważnie, ponieważ sama stoję przed wizją stworzenia związku z udziałem dzieci moich i partnera. Chciałam się ustrzec wielu błędów. rozumiem twoje dylematy kobiety, która pragnie mężczyzny lecz niekoniecznie już pragnie jego syna. Nie pochwalam takiej postawy, bo rzeczywiście partnera z odzysku bierze się w pakiecie i w przypadku nas rozwiedzionych brzmi to szczególnie realistycznie i bynajmniej nie śmiesznie.
                Zdumiewa mnie natomiast to, że otrzymujesz gromy od innych forumowiczów, którzy wbrew pozorom nie są w niczym lepsi od Ciebie. Bo jak nie współczuć przyszłej partnerce np. Logicman'a, który z jednej strony udaje sumienie forum karcąc ciebie za egoizm, a z drugiej strony sam przyznaje, że nie wprowadziłby się nigdy do partnerki, bo ma jakieś urazy z przeszłości (rozumiem z poprzedniego związku). Rozumiem również, że uraz nie dotyczy chęci zamoczenia raz na parę dni bąka w partnerce, bo do tego nie trzeba się przeprowadzać na stałe, a uraz pewnie dotyczy przejęcia części obowiązków domowych i nie daj Boże konieczności wytarcia pupy dziecku partnerki. Z dwojga złego wybieram Twojego partnera, bo przynajmniej jego dylematy dotyczą podzielenia się miłością z dzieckiem i Tobą, a nie zwykłym wygodnictwem skrywanym za urazami z przeszłości. Ty powinnaś jednak próbować zaakceptować sytuację Twojego męźczyzny i starać się pomóc w wychowaniu dziecka angażując go jednocześnie w rozwój swojego syna. Z pewnością odnajdziesz szczęście w takim związku nawet jeśli teraz przerasta to Ciebie.
                • mayenna Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 16:41
                  Bo jak nie współczuć przyszłej partnerce np. Logicman'a, który z jednej strony udaje sumienie forum karcąc ciebie za egoizm, a z drugiej strony sam przyznaje, że nie wprowadziłby się nigdy do partnerki, bo ma jakieś urazy z przeszłości (rozumiem z poprzedniego związku). Rozumiem również, że uraz nie dotyczy chęci zamoczenia raz na parę dni bąka w partnerce, bo do tego nie trzeba się przeprowadzać na stałe, a uraz pewnie dotyczy przejęcia części obowiązków domowych i nie daj Boże konieczności wytarcia pupy dziecku partnerki.

                  To może zanim zdiagnozujesz Logica poczytaj jego posty lub zapytaj czego dotyczy uraz. Ja wiem, bo jestem na tym forum już za długosmile Ale pokombinuj bo jest jeszcze kilka możliwości, jak choćby wprowadzenie sie do niego lub zakup nowego wspólnego mieszkania tak by każdy czuł się 'u siebie'. Czyżby przez ciebie przemawiały własne doświadczenia i urazy, że widzisz tylko jedno rozwiązanie?
                  • aniebieska Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 19:35
                    Poczytałam. To rzeczywiście musiało być traumatyczne przeżycie dla mężczyzny nie znaleźć na forum laski do niezobowiązującego seksu:
                    -"Tylko gdzie te normalne kobiety? 3/4 do niczego się nie nadaje (sądząc po poglądach odzwierciedlanych w wypowiedziach). A Pozostała 1/4 albo nie jest zajęta, albo niezainteresowana albo szuka stałego związku.
                    Nie ma fajnych, normalnych kobiet zainteresowanych niezobowiązującymi znajomościami, tak by się rozerwać i nie oczekiwać niczego od siebie wzajemnie. A jeśli nawet gdzieś są, to jakoś się nie chcą ujawnić... "
                    Aż mi się żal chłopa zrobiło po tej lekturze.
                    • mayenna Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 20:39
                      Tak?
                      A co w tym złego?
                      Jesteś po rozwodzie? Bo przejście przez niego może pomogło by ci zrozumieć pewne mechanizmy i etapy składanie siebie po tej traumie.
                      Zabawny jest też wniosek, że nie znalazł, jak to określasz; laski. Może znalazł coś innego?smile Może równowagę wewnętrzną albo spokój?
                      A mnie zal ciebie. Masz prosty, momentami prostacki ogląd świata, podszyty niechęcią do bliźnich, różnych od ciebie.
                    • mayenna Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 20:42
                      Jednorazowy nick, bez historii. Czyżby po to, żeby nie pogrzebać w archiwum i nie wywlec ci kompromitujących postów sprzed lat? Może jak masz coś do Logica to skorzystaj z priva. Taka analiza na forum jest bez klasy, by nie rzec chamskim zagraniem.
                      • aniebieska Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 21:16
                        Rozśmieszyła mnie sytuacja, że chcąc pomóc dziewczynie , która ma realny problem w związku i zwróciła się w tej sprawie o pomoc na forum muszę kopać się z osobą, której naraziłam się tym, że wyraziłam swoją opinię na temat jednej z wielu osób na tym forum , które zmieniają swoje poglądy w sposób koniunkturalny. Nie wiem kim jest ten Logic czy Logicman , którego bronisz, a jedynie przeczytałam jego wulgarną wypowiedź w tym wątku wobec kobiety, która zwróciła się do forumowiczów z wątpliwościami . To dopiero na twoją wyraźną sugestię poczytałam jego historię i jest mi przykro, że nie potrafię wyciągnąć pozytywnych wniosków z tej historii pomimo twoich niezbyt eleganckich nalegań. czytam forum od dwóch miesięcy i kiedy napotykam na bzdety, to po prostu reaguję. Gdyby kto inny napisałby wulgarną wypowiedź wobec tej kobiety, to dostałby takiego samego kopa w jaja.
                        • mayenna Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 21:39
                          Forum rządzi się swoimi prawami. Oceniamy sytuacje poprzez to co sama osoba napisze.Moim zdaniem więcej dają gromy niz głaskanie po główce bo pozwalają ocenić za innego, bardzo różnego punktu, problem. Mądra osoba poczyta i własne wnioski wyciągnie.
                          Autorka też zmienia się w miarę opisywania tej historii.
                          Ty oceniłaś Logica po jednym poście - on autorkę- to w czym jesteś lepsza? Czy nie cierpisz na to co sama zwalczasz?
                          A tworzenie rodziny patchworkowej jest tak samo trudne jak np. zastępczej. Nie każdy się do tego nadaje. W podejściu autorki do rodzicielstwa jej partnera jest błąd - co wytknęła świetnie argentusa i jeszcze ktoś.
                          Nie zauważyłam tez wulgarności, ale podejrzewam ze to dotyczy tych wspomnianych jaj i stąd to przeczulenie. Nie każdy krytyklujący autorkę w tym watku je masmile
                        • logicman Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 09:26
                          aniebieska napisała:

                          > przeczytałam jego wulgarną wypowiedź w tym wątku wobec kobiety, która zwróciła się do forumowiczów z wątpliwościami .

                          A może tak byś zacytowała moją "wulgarna wypowiedź" wobec tej kobiety?
                          Ze wskazaniem, co widzisz w niej wulgarnego.
                          • lampka_witoszowska Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 10:51
                            wulgarnie powiedziałeś, że nie chciałbyś się z taką kobietą związać

                            dlatego dostałeś arcykulturalny tekst o kopaniu tu i ówdzie przecież smile

                            no, nei masz za grosz wyczucia jeśli idzie o tak pojętą kulturę, Logic
                            • logicman Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 11:21
                              lampka_witoszowska napisała:

                              > wulgarnie powiedziałeś, że nie chciałbyś się z taką kobietą związać

                              Aaaa... Podtrzymuję w mocy to moje wulgarne stwierdzenie. Zwłaszcza, że swój ideał już znalazłem - mam więc porównanie jeśli chodzi o kwestie poruszane w tym wątku.
                              • szszsz13 Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 11:59
                                Z forum skorzystałam doraźnie na zasadzie dziś pytanie-dziś odpowiedź. Na fali emocji, radykalnych zresztą jak widać po różnicy w moim stanie emocjonalnym między czwartkiem a niedzielą smile
                                Nicka zmieniałam, ale nie w celach operacyjnych, ino organizacyjnych. A tego forum nawet nie czytywałam. Dziękuję za wyrazy wsparcia i podparcia. Agresywne wtręty postanowiłam ignorować jako nic nie wnoszące, z resztą nie zamierzam polemizować z osobami nie z mojej galaktyki. Jako gwiazda wink
                                • lampka_witoszowska Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 13:56
                                  słoneczko, nie o tobie była mowa, tylko o wieloletnich forumowych ciotkach klotkach smile ale ok, skoro się poczuwasz, to w sumie - zabawnie wyszło smile
                                  miłego dnia smile
                                • aniebieska Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 15:56
                                  Powodzenia. Życie jest w domu, a nie na forum i tam szukaj rozwiązania problemów.
                              • lampka_witoszowska Re: Logic :) 14.10.13, 13:57
                                to ja się z tego Twojego ideału cieszę bardzo, gratuluję i życzę wiesz co. Co tylko potrzebujecie smile
                                Super smile
                                • logicman Re: Logic :) 14.10.13, 14:23
                                  smile
                  • logicman Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 09:18
                    Dzięki Mayenna.
                    Kobita ciśnienie mi podniosła z rana. Chyba jeszcze mam alergię na "wszystkowiedźmy" smile
                • logicman Re: rodzina patchworkowa 14.10.13, 09:12
                  aniebieska napisała:

                  > Zdumiewa mnie natomiast to, że otrzymujesz gromy od innych forumowiczów, którzy
                  > wbrew pozorom nie są w niczym lepsi od Ciebie. Bo jak nie współczuć przyszłej
                  > partnerce np. Logicman'a, który z jednej strony udaje sumienie forum karcąc cie
                  > bie za egoizm, a z drugiej strony sam przyznaje, że nie wprowadziłby się nigdy
                  > do partnerki, bo ma jakieś urazy z przeszłości (rozumiem z poprzedniego związku
                  > ). Rozumiem również, że uraz nie dotyczy chęci zamoczenia raz na parę dni bąka
                  > w partnerce, bo do tego nie trzeba się przeprowadzać na stałe, a uraz pewnie do
                  > tyczy przejęcia części obowiązków domowych i nie daj Boże konieczności wytarcia
                  > pupy dziecku partnerki.

                  A to ze szklanej kuli?
                  Nie będę wnikał w szczegóły moich urazów z przeszłości. Powiem tylko tyle, iż moim zdaniem to facet jest odpowiedzialny za zapewnienie bytu rodzinie, więc to raczej on powinien zaprosić partnerkę do swojego mieszkania. I tylko to miałem na myśli. Decydując się na związek z dzieciatym partnerem/partnerką siłą rzeczy przejmuje się część codziennych obowiązków rodzica.

                  Ogarnij się kobieto, bo Twoje imaginacje, przyjmowane przyjmowane przez Ciebie samą jako pewnik i prawda objawiona, jeszcze nie raz mocna skomplikują Ci życie... wink
              • argentusa Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 13:53
                A może całe życie dorastamy, może do śmierci nie dorośniemy? Nie wiem.
                Tak właśnie myślę, ż tym,że do niektórych spraw, żeby je realizować trzeba najpierw dorosnąć. Jakoś z tego co piszesz wnioskuję, że taka dojrzałość juz jest smile.
                Co z tego, że ja, mój syn i partn
                > er jesteśmy zadowoleni, skoro organizując świetny weekend zostawiliśmy małego w
                > rozdarciu?
                A czy ZAWSZE i WSZYSCY muszą być zadowoleni? Przecież w życiu TAK NIE JEST. Czasem ktoś po prostu jest sfrustrowany. A już w przypadku dzieci taka nauka akceptacji, że nie zawsze jest tak jakby się chciało, jest częścią procesu wychowawczego.
                Raz jest fajnie, raz mniej fajnie. Takie zycie.
                Prawdę powiedziawszy, na Twoim miejscu, to autentycznie bym się skupiła na tym,ze weekend był FAJNY. Raczej fakt,że młode w rozdarciu nie powodowałby u mnie obniżonego nastroju. Ale ja jednak nie usuwam wszystkich pyłków spod nóg moich dzieci, a jednocześnie zawsze jestem pod ręką by wspomóc. Również wspomóc w przeżywaniu PRZEZ DZIECI trudnych uczuć. Co nie znaczy, że likwiduję te uczucia albo deprecjonuję.
                powodzenia!!!!!!
                Ar.
              • karolivia Re: rodzina patchworkowa 13.10.13, 20:10
                Teraz piszesz sensownie, o tym szukaniu i dorastaniu. Do mnie to bardziej przemawia niż te pierwsze posty z których wiało jakąś taką niedojrzałością.
                Jasne, że mały będzie sfrustrowany czasami, trudno, tak życie wygląda. Nie o to chodzi żeby mieć same sukcesy i radości, ale żeby akceptować porażki i smutki i wyciągać z nich wnioski. On już zawsze będzie miał 2 domy, ale lepiej 2 fajne niż jeden kiepski.
                Życzę Ci wytrwałości i powodzenia w tym szukaniu własnych rozwiązań i w łączeniu tych niezbyt pasujących kawałków patchworka. smile


    • am.alia Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 13.10.13, 16:46
      Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i tłumaczyć. Do skutku. Ani groźby ani prośby, tylko spokojna rozmowa. A jeżeli dogadać się nie da to pytanie brzmi, czy od zawsze wam trudno było się porozumieć? Skąd sie to bierze?

      ____________
      Forum samopomocowe:
      www.samopomoc.zz.mu
      • yoma Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 14.10.13, 18:04
        No toż pisze autorka, że wielokrotnie rozmawiała. No to jak tak, to albo facet wyjątkowo tępy, albo obdarzony złą wolą, albo autorka lubi pozycję cierpiętnicy, albo już nie wiem co jeszcze, podrzućcie coś.
    • wredna.zmija Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 15.10.13, 16:25
      A najgłupszym z mozliwych pomysłów było tego napisanie. Możesz czuc ale nigdy o tym nie pisz. Pierdyliard postów wpędzi Cię jedynie w poczucie winy. Nie wyflaczamy sie na forach. I tyle. Dziekuję za uwage.
    • crises Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 17.10.13, 18:34
      Niestety, rodzina patchworkowa to z definicji bagno, w którym nikt nie jest zadowolony, a wszyscy mają do wszystkich pretensje.

      Przyzwyczajaj się albo uciekaj.
    • kobieta306306 Re: dziecko partnera- czy to zdrowe?? 18.10.13, 13:29
      weekend idzie? czy znowu masz zorganizowany czas przez partnera i jego syna? wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka