koset
28.06.18, 16:50
Witajcie, moje 20-letnie małżeństwo sie rozpada, a ja nie umiem wogole ani temu zaradzic ani sie w tym odnależć. Jaki czas temu - ok 8-10 miesiecy - mąż zacząl miec wieczne pretensje. WIdac bylo ze czuje sie sfrustrowany. Stal sie despotycznym pedantem - nigdy nie potrafilismy go ( ja i dzieci ) zadowolić, pomimo ze naprawde sie stralismy. Generalnie wszystko bylo moja wina - absolutnie wszystko - npocząwszy od źle rosnącej trawy do nadwagi dziecka( zdaniem męza bo wedlug BMI synek ma waga prawidlową) . Nastepny etap to wśmiewanie sie ze mnie na spotkaniach towarzyskich - z sylwetki, zmarszczek, obwislosci etc. Tak jestem mocno po 40 - zmieniam sie pomimo ze bym nie chciala. zaczely sie wyjazdy, widzialam na PIT ze ukryl premie ( mi powiedzial ze nie bylo a byla - co najmniej 40 000 zł) - albo dostal podwyzke o ktorej nie powiedzial. Ja zarabiam duzo mniej ( 5 razy mniej). Od miesiaca przelewa mi tyle co ja zarabiam na wspolne uttzymanie domu. Bardzo mi dokucza - jak probuje rozmawiac czy naprawiac. Że kijem by mnie nie tknął, ze robie sie jak moja matka, wogole nienawidzi mojej rodziny i nie cche zeby przychodzili do naszego domu. Tzn niby moga ale jest mega niemily i chamski dla nich i dla mnie , a potem sie zneca jaki sa nieokrzesani i prosci. Martwie sie ze jestem im przykro wiec unikam takich sytuacji. Sama bylam w domu 12 lat - dziecko niepełnosprawne - teraz juz pracuje od 4 lat, ale widac że kariery spektakularnej nie zrobie. Nie mam hasel do laptopów, do telefonu zalozyl bo nie moglam sie zalogowac - takze choc uwazam ze kogos ma ( całoksztalt plus wyjazdy czeste plus nowe zakupy na siebie po maksach, to jak wszystko ukrywa, nie wolno mi dzwonic do niego jak go nie ma w domu, nie wolno o nic pytac). Jedyna twarda poszlaka - to jak mowil ze wyjezdza do gdanska ( ma tam inwestycje) a w samochodzie lezala wizytowka ( taka jak wkladaja za szybe) z adresem krakowskim. Duzo płacze - wlasciwie okropnie sie martwie i co chwile leca mi łzy. O to ze rodzina sie rozpada, ze jestem w dupie finansowej o to ze moi rodzice ktorzy podarowali nam to co mieli stracą co najmniej polowe. Planuje isc do psychiatry - komus z was pomógl? Problemem poza placzem jest to ze nie sypiam - spie 2-3 godziny a potem do rana nie. praktycznie mieszkam w salonie - po tym jak wykrzyczal ze brzydzi sie mna, coc staram sie trzyma ctwarz przed dziecmi. Jestem tez masakrycznie zmeczona - mam wrazenie ze wkolo pracuje czy w domu czy w pracy i caly czas staram sie robic dobra minę i stawrzac poczucie bezpieczenstwa dzieciom. Marze zeby to sie skonczylo, zeby zasnac i juz sie nie obudzić. Jesli macie dla mnie jakies rady to poprosze. Nie mam sie do kogo zwrocic - obiecalam sobie ze do wspolnych znajomych nie - do rodzicow nie bo nie moge ich martwic.