Dodaj do ulubionych

Równia pochyła

06.11.04, 07:16
Cześć,
jestem na tej samej równi pochyłej, co wielu z Was, ale na jej początku. Nie
wiem, na ile mam przechlapane, ale jeszcze na pewno sporo. Tak naprawdę, to u
mnie, jeszcze "nic nie zaszło", mam dom, żonę, dziecko, itd. Nie mam nikogo
innego, nie szukam, nawet o tym nie myślę. Żona chyba też nie ma. Mimo to
ponad pół roku żyjemy obok siebie, bez punktów stycznych i stale jest coraz
gorzej.
Ona mi powiedziała, że mnie już nie kocha, chce rozstania. Ja ją JESZCZE
kocham, ale nie wiem, na jak długo, bo takie życie, to cierpienie. Co więcej,
mamy dziecko, dla którego ta sytuacja też, eufemistycznie mówiąc , nie jest
komfortowa. Wielkim problemem dla mnie jest seks, a właściwie jego brak.
Pocieszam się, że księża żyją w celibacie i jakoś żyją, ale żadna to
pociecha. Już doszedłem do etapu, że wodzę głodnymi oczami za każdą kobietą,
która nieopatrznie przewinie się w pobliżu.
Ja sam nie potrafię uzdrowić naszego związku. Nie mogę też "wybyć" po
angielsku, bo zrobiłbym okrutną krzywdę Synowi. Syn ma 10 lat, ja
czterdzieści kilka. Zatem, rozważane wyjście, to, wytrzymać jeszcze kilka
lat, obym w tym czasie nie zwariował, i potem, ulotnić się na własne śmieci,
jeśli się nic nie zmieni.
A takie sprawy, jak rozwód, mnie nie interesują, niech się Ona w to bawi,
jeśli tego pragnie. Dla mnie rozmyślanie o nowym związku w tej chwili, to jak
dłubanie brudnym patykiem w zaropiałej ranie.
Opisałem stan mojego rozlatującego się małżeństwa i stan mojego "małżeńskiego
ducha". Przyznacie sami, że nie jest najlepiej, chociaż we mnie tkwi ciągle
jakieś ziarenko nadziei, że "jeszcze coś się uda zrobić" i do tego bezmiar
beznadziei. Jednym słowem jestem u początku równi pochyłej, po której wielu z
Was już sie zsunęło, w różne miejsca. Z przerażeniem patrzę na dół i nie
potrafię się złapać u góry, żeby sie nie zsuwać.
Obserwuj wątek
    • libressa Re: Równia pochyła 06.11.04, 14:03
      Witaj, witam wszystkich, jest to moj debiut na tym Forum wink

      Bede brutalna, jesli Twoja zona nie chce trwać w małzenstwie z Toba, nic nie
      poradzisz, to tylko kwestia czasu...
      Syn problem, ale nie jest to problem nierozwiazywalny, łatwiej zniesie
      rozstanie rodziców w sposob "pokojowy" niz, skazywać Go na obrazki życia "obok",
      i niechec narastająca wobec siebie...
      Takie jest moje zdanie, oczywiscie moge sie mylic, ale jestem "absolwentka"
      dwoch formalnych zwiazkow, udanych zwiazkow, to nie jest paradox, ale nastapiło
      zmeczenie materiału i nie należało trwać w czyms co nie "działa". Mam syna 15
      latka, mam bardzo dobre relacje z jego Ojcem, nie ma żadnych ograniczen w
      kontaktach naszych wspolnych, oprocz tego ,ze nie jestesmy razem...
      Moze nie jest to model idealny, ale nie czyni spustoszenia w psychice dziecka.
      Dziecko powinno widziec nie tyle rodziców razem , co rodziców szczesliwych.
      Czasem udaje sie to połaczyć ,ale jak życie pokazuje, coraz rzadziej...
      pozdrawiam
      Libressa
      • scriptus Re: Równia pochyła 06.11.04, 14:46
        libressa napisała:

        > Dziecko powinno widziec nie tyle rodziców razem , co rodziców szczesliwych.
        > Czasem udaje sie to połaczyć ,ale jak życie pokazuje, coraz rzadziej...

        Zapewne masz rację, że szczęśliwi rodzice to lepsi rodzice, niż nieszczęśliwi.
        Jednak osiągnięcie "szczęścia", to nie taka prosta sprawa.

        Znam popularną receptę, czytałem o tym na forum: rzucić wszystko, uzyskać
        rozwód, znaleźć inną kobietę i rozpocząć nowe życie w nowym domu. Czy do nowej
        kobiety nabiorę tyle zaufania, żeby obdarzyć ją ciepłem, miłością? Czy szukając
        po prostu partnerki z potrzeby posiadania jakiego-takiego domu i zaspokojenia
        seksualnego jestem w stanie wybudować udany związek, czy jeszcze będę miał coś
        do dania, czy też wyłącznie potrzeby? Czy będę wtedy szczęśliwy, i to na tyle,
        aby to pokazać mojemu synowi? Jeżeli nie, to po co jeść tę żabę. Nie mam
        wielkiej motywacji do tworzenia nowego układu, uczenia się nawyków i wad nowej
        kobiety. Do dobrego się człowiek łatwo przyzwyczaja, więc o przyzwyczajaniu się
        do zalet nie trzeba myśleć.
        Potrafię sam sobie posprzątać i ugotować, seksu z wiekiem też potrzeba coraz
        mniej, zatem jedyna rzecz, jakiej się przeraźliwie na starość boję, to
        samotność. Ale, chyba taki los mi pisany. Jeżeli nawet żona odejdzie, znajdzie
        sobie kogoś, ja nie widzę dla siebie podobnej przyszłości, nie mam koncepcji,
        jak stać się ponownie szczęśliwym. Czy to uszczęśliwi mojego syna? Pewnie nie.
        Czy zatem, to ja mam zwolnić miejsce dla innego faceta, żeby chociaż Ona była
        szczęśliwa? Może dla mojego Syna lepsze, żeby miał szczęśliwą mamusię,
        mieszkającą z obcym dla Niego człowiekiem i od czasu do czasu mógł odwiedzić
        niezbyt szczęśliwego tatusia mieszkającego samotnie, albo, nawet w
        optymistycznym wariancie, z jakąś kobietą? Albo, odwrotnie, jeśli by miał
        wybór? Chociaż , jego wybór się nie liczy, tylko decyzja sądu.

        Co ja właściwie mam robić?


        > Bede brutalna, jesli Twoja zona nie chce trwać w małzenstwie z Toba, nic nie
        > poradzisz, to tylko kwestia czasu...

        Tak? jakiego czasu? To może niech Ona odejdzie zaraz, jeżeli ma odejść i tego
        pragnie, bo obecny stan jest dla mnie trudny do zniesienia.
        • libressa Re: Równia pochyła 06.11.04, 15:34
          scriptus napisał:

          > Jednak osiągnięcie "szczęścia", to nie taka prosta sprawa.
          >
          Definicja "szczescia"??? Dla każdego cos innego oznacza, Dla Ciebie , Twojej
          Zony, rozne rzeczy jak widac...
          >Nie mam zamiaru, udzielać Ci rad, to nie na tym polega, to Ty masz "klucz do
          swojego szczescia" . Moge powiedzoec Ci tylko jedno, nie mozemy krzywdzić
          siebie , przede wszystkim siebie i to nie z pobudek egoistycznych bynajmniej,
          tylko sfrustrowani bedzie my nie do zniesienia dla otoczenia...
          Pisałeś ,ze masz lat 40+, to wspaniały wiek dla mezczyzny, wielu mezczyzn uważa
          sie juz za przegranych, ja uważam,ze wtedy stajecie sie partnerami, dobrymi
          partnerami, dojrzałymi ...
          Oczywiscie z perspektywy swoich doswiadczen nie jestem "fanką" zwiazkow
          formalnych, one tylko ograniczaja...
          Nie namawiam Cie do tworzenia nowego układu, jest wiele Kobiet, ktore
          bynajmniej nie dąża za wszelka cenę do "usidlenia", tez mają za sobą jakies
          historie "zabawy w dom". Sprawa rozbija sie o "poczucie własnosci", zarowno
          mezczyźni jak i Kobiety lubią "posiadać" kogos obok, to błąd. Sprowadza sie to
          później do "ekwiwalentnosci wzajemnych świadczen". Można tworzyc luxny zwiażek,
          czerpać przyjemnosci z takiego układu...
          Własnie to lek przed samotnością paraliżuje wiele osob, przed radykalnym
          rozwiazaniem...
          Pomyśl, samotnym mozna zostac w wyniku śmierci partnera...Nigdy tego nie
          wiemy...
          Sex jest bardzo ważny, a sex wieku średniego potrafi dostarczyć nam chyba
          najwiecej przyjemnosci, jest dojrzały...

          Czy to uszczęśliwi mojego syna? Pewnie nie.

          Nie przenos swoich lekow na syna, to nowa jednostka , nowy człowiek, on bedzie
          podazał swoją legendą. Już podąza, tylko rodzice nie bardzo chcą pogodzić sie z
          ta myśla...W zasdzie minimalny wpływ mamy na własne dzieci, oczywiscie jeskli
          chcemy ,zeby to były osoby tworcze...
          twoj syn, zostanie Twoim synem, bez wzgledu ,czy bedziesz z Nim ,czy obok,
          żaden facet mamusi nie zastąpi Ciebie, to zalezy tylko od Ciebie...

          Nie mozesz, rezygnowac ze swojego szczescia, nie powinienes ograniczać swoją
          osobą żony...Sa sluby i są rozwody, nie jestesmy monogamiczni, to uwarunkowania
          kulturowe stworzyły mit monogamii. Czym szybciej zdamy sobie ztego sprawę tym
          lepiej bedzie dla nas i potomnych...Monogamia jest wbrew naturze...

          > Co ja właściwie mam robić?

          Sprobuj "zawalczyc" o własne szczescie, na początek...Niekoniecznie wiazac sie
          z nowa Kobieta...

          > Tak? jakiego czasu? To może niech Ona odejdzie zaraz, jeżeli ma odejść i tego
          > pragnie, bo obecny stan jest dla mnie trudny do zniesienia.

          Rozmawiałes z Nia o tym??
          smile
          Libressa
          • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 18:29
            Odpowiadasz na :
            libressa napisała:

            > scriptus napisał:
            >
            > > Jednak osiągnięcie "szczęścia", to nie taka prosta sprawa.
            > >
            > Definicja "szczescia"??? Dla każdego cos innego oznacza, Dla Ciebie , Twojej
            > Zony, rozne rzeczy jak widac...
            > >Nie mam zamiaru, udzielać Ci rad, to nie na tym polega, to Ty masz "klucz
            > do
            > swojego szczescia" . Moge powiedzoec Ci tylko jedno, nie mozemy krzywdzić
            > siebie , przede wszystkim siebie i to nie z pobudek egoistycznych bynajmniej,
            > tylko sfrustrowani bedzie my nie do zniesienia dla otoczenia...
            > Pisałeś ,ze masz lat 40+, to wspaniały wiek dla mezczyzny, wielu mezczyzn
            uważa
            >
            > sie juz za przegranych, ja uważam,ze wtedy stajecie sie partnerami, dobrymi
            > partnerami, dojrzałymi ...


            Libressa...jeszcze nie przeczytałem do końca tego wątku, nie było mnie tu kilka
            dni, ale Twój post jest wyjatkowo wyważony i mądry..Zgadzam się z Tobą
            absolutnie, mimo że sam jestem przestraszony tym co przyszłość przyniesie...i
            czy cokolwiek przyniesie... Scriptus trzymaj się, pozdrawiam Cię i rozumiem
            dobrze..
        • warum Re: Równia pochyła 06.11.04, 15:43
          Koncepcja,ze "lepsze dla dziecka" jest widziec szczesliwych rodzicow -
          pojedynczo lub z "obcymi" dla niego ludzmi jest dobra, bo pomaga
          usprawiedliwic nasz wybor. Oczywiscie w przypadku roznych patologii rozwod
          jest absolutnie korzystnym rozwiazaniem dla dziecka, ale w przypadku "zmeczenia
          materialu" czyli opatrzenia sie i znudzenia soba po ilus tam latach uwazam,ze
          jest rozwiazaniem wygodnym tylko z punktu widzenia doroslych , a nie dziecka. I
          z pewnoscia inaczej odbierze takie rozstanie malutkie dziecko, a inaczej
          nastolatek. Bardzo nie lubie okreslenia dzieci " z rozbitych rodzin"- bo od
          razu kojarzy mi sie z jednynie sluszna ideologia, gdzie zdrada wkradla sie
          podstepem do porzadnej rodziny... A przeciez pojecie szczescie dla kazdego
          moze co innego oznaczac i sztuka udanego malzenstwa polega na wspolnym dotarciu
          sie i uznaniu tych naszych odrebnych potrzeb. Gdy jest to niemozliwe/ i przez
          lata zamiast zblizac sie okazuje sie,ze malzonkowie ida w przeciwnych
          kierunkach/ uwazam, rozstanie za racjonalne rozwiazanie... jesli nie boimy sie
          samodzielnosci i samotnosci. Bo "po rozstaniu" i majac wiecej niz 35 lat wcale
          nie tak latwo otworzyc sie na drugiego czlowieka. I dlatego wielu ludzi nie
          decyduje sie na ten krok. No coz, nie wszyscy beda szczesliwisad
          • libressa Re: Równia pochyła 06.11.04, 15:55
            Oczywiscie, ze jest to wygodne z punktu widzenia dorosłych, ale tez dziecko nie
            moze funkcjonowac w atmosferze zakłamania, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji,
            kiedy dziecko jest dorosłe , matka sfrustrowana, ze cos ja omineło i zadaje
            pytanie "mamo dlaczego nie chciałs byc szcesliwa"? a matka "bo poswieciłam sie
            Tobie", co wtedy, wpedzamy dorosłe dziecko w poczucie winy. czy to o to
            chodzi???...

            Mysle, ze nie tyle powinnismy "gonic" za szcesciem, co poszukiważ "szansy" na
            nie smile

            Libressa
            • warum Re: Równia pochyła 06.11.04, 16:10
              Oczywiscie jesli rodzic tak uzasadni swoje pozostanie w nieudanym malzenstwie -
              to przerzuca ciezar i wine za swoj wybor na dziecko. Niesprawiedliwie. Ale
              chyba rozmawiamy o doroslych, ktorzy maja mniejsze dziecko - 10 l.? I dodatkowa
              trudnosc sprawia,ze to "niewinny" malzonek jest w sytuacji, w ktorej doradzamy
              mu co mialby poczac. To teoretyzowanie w czyims imieniu - bo kazdy z nas
              powinien za siebie sam decydowac i odpowiadac. I zadne dobre rady nie powinny
              miec wplywu na nasze decyzjesmileMimo,ze temat trudny , to dyskusja ma sens, bo
              latwiej zrozumiec nawet siebie. Pozdrwiamsmile
              • libressa Re: Równia pochyła 06.11.04, 16:17
                Daleka jestem od doradzania, moge co najwyżej sugerowac, lub opisac własne
                doswiadczenia.
                Wiek dziecka wbrew pozorom nie jest tak ważny...Raczej my "dorabiamy" na własny
                uzytek ideologie.
                Pozdrawiam
                Libressa
              • scriptus Re: Równia pochyła 06.11.04, 16:32
                Jeżeli małżeństwo jest nieudane, nie ma chyba na ogół strony "niewinnej".
                Nie ma też zakłamania, dziecko widzi, że jest źle. Nie ma kłótni,
                czy "bijatyk". Jest za to gęsta atmosfera. Coś, jak cisza przed burzą.

                Co do mnie, nie zamierzam "rezygnować ze szczęścia" dla dobra dziecka.
                Pozostając w związku, chorym i nieszczęśliwym z niczego nie rezygnuję, bo
                niczego innego nie ma. Prędzej, wychodząc z tego związku, wyprowadzając się,
                rezygnowałbym z tego jedynego, co mi w tej chwili odrobinę szczęścia przynosi,
                bliskich kontaktów z moim dzieckiem. I On też jest zadowolony, kiedy razem coś
                robimy. A że chciałbym więcej? Mogę sobie chcieć.
                • libressa Re: Równia pochyła 06.11.04, 19:28
                  Oczywiscie,że nie ma strony "niewinnej", przypomniał mi sie dowcip nt.
                  Zawsze sa winne "dwie strony"...żona i teściowa"...
                  Wybacz,ale ja staram sie zawsze sprawy bardzo poważne traktować z lekkim
                  dystansem...
                  Kiedy podchodzimy zbyt serio, tracimy zdolnosc, tak naprawde racjonalnego
                  rozwiazania.
                  Bliskich kontaktow nie musisz tracic,zona byłaby wielce nierozsadna ograniczając
                  kontakty z dzieckiem, wiele Kobiet tak postepuje, to ogromny bład, za ktory
                  później "idzie" im płacic kiedy dziecko dorośnie.
                  Taki "perfidny" odwet na niedobrym mężu, ktory zrobił cos nie po ich myśli.
                  Nie ma tutaj dobrego rozwiażania, wiec optymalnym, bedzie koncentracja na
                  sobie...
                  Taka jest moja sugestia. Jest wiele Kobiet, ktore spotkasz na swojej drodze,
                  ktore przyjmą to co bedziesz chciał im ofiarowac i ofiarują to czego Ty
                  bedziesz oczekiwał .

                  Pozdrawiam
                  Libressa
                  • scriptus Re: Równia pochyła 07.11.04, 02:33
                    Pewnie masz rację, że jest wiele kobiet...
                    Ale ja baaardzo długo nie zaufam żadnej.
                    Zresztą, to na razie dla mnie nie jest problemem, jak się zakochać, raczej, jak
                    się odkochać. Moja żona oświadczyła mi dzisiaj, że złożyła wniosek o separację.
                    Nawtykała mi zresztą trochę do myślenia. Ale to już chyba bez znaczenia sad
                    • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 05:25
                      To faktycznie jest problem, pojawiła "urażona miłosc własna".
                      Nie rozumiem tylko postepownia zony, skoro złożyła wniosek, taka jest jej
                      decyzja, po co opatruje to komnetarzem ,ktory sprawia Ci wiekszy ból niz jest
                      to konieczne. Szuka usprawiedliwienia dla swojej decyzji??
                      Odkochać sie, mozesz tylko zakochujac sie ponownie smile))
                      Moja wiedza na temat mezczyzn jest dosyc duza, nasuwa mi sie zawsze ten sam
                      wniosek, meżczyzna zakochany traci instynkt samozachowawczy, porażka ,ktora
                      jest nieodłacznym elementem naszego życia dla mezczyzny staje sie wtedy nie do
                      zniesienia. Podeptane meskie "ego" cierpi bardzo. Życie toczy sie dalej,
                      a rozpamietywanie tego jak bardzo kochasz swoją żone jest tylko przeszkoda w
                      szukaniu tej "szansy na szczescie", o ktorej pisałam wczesniej.
                      smile
                      Libressa
                      • scriptus Re: Równia pochyła 07.11.04, 10:07
                        Jej pretensje są w części słuszne, w części nie, fakt że mi o tym wszystkim
                        powiedziała teraz, a nie na sali sądowej jest chyba pozytywny, mniejsze zło sad .

                        • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 13:02
                          Niby tak, wiwisekcja na sali sadowej to na ogoł żenujące widowisko.

                          Wracając do szczescia, mozemy sie bez niego obejsc , nieprawdaż??
                          Ono do egzystencji nie jest niezbedne, natomiast jest rzeczą szlachetną zdobyć
                          się na całkowitą rezygnację z własnego szczęścia, czy z szans jego osiągnięcia,
                          lecz ostatecznie ta ofiara musi mieć jakiś cel, uszczesliwienia kogos innego.
                          Natomiast nie akceptuje "ofiarowania " własnego szczescia w imie "cnoty".
                          Takie bohaterstwo moze tylko pokazać do czego zdolny jest człowiek, ale nie
                          jako wzor do nasladowania.
                          Tak sobie pomyslałam,ze o tym warto pamietać smile
                          Libressa
                          --
                          Każda oczywistość jest banalna...
                          • tcsh Re: Równia pochyła 07.11.04, 14:30
                            Oczywiscie, trudno sie nie zgodzic. Przy czym wydaje mi sie, ze naprawde zadko
                            rezygnuje sie w imie-jak to nazwalas "cnoty". A że czasem ogranicza sie swoje
                            subiektywne poczucie szczescia? Owszem. Na tym w koncu polega wspolne zycie z
                            kims. Na wzajemniej relacji i pewnej symetrii.
                            • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 14:49
                              W takim razie postawie tezę, ktora z pozoru wyglada na paradox,
                              świat jest niedoskonały, dopoki taki jest, świadoma zdolność do życia bez
                              szczęścia daje najwięcej szans na zyskanie szczęścia takiego, jakie osiągnąć
                              można. Tylko bowiem ta świadomość może człowieka uniezależnić od losu, dając mu
                              przeświadczenie, że najgorsze nieszczęścia nie są w stanie go pokonać.
                              Kto zna takie przeswiadczenie, nie powinien sie lękac przeciwnosci losu,
                              cieszyc sie tym co mu jest dostepne nie przejmujac sie tym,ze to radosci
                              niepewne.
                              Pozdrawiam
                              Libressa
                              • warum Re: Równia pochyła 07.11.04, 15:04
                                libressa napisała: ciach
                                > Tylko bowiem ta świadomość może człowieka uniezależnić od losu, dając mu
                                > przeświadczenie, że najgorsze nieszczęścia nie są w stanie go pokonać.
                                > Kto zna takie przeswiadczenie, nie powinien sie lękac przeciwnosci losu,
                                > cieszyc sie tym co mu jest dostepne nie przejmujac sie tym,ze to radosci
                                > niepewne.
                                Teza smiala i sluszna... przy zalozeniu,ze dotyczy jednostki, a nie rodziny.
                                Wiec teraz rozwin, jak zadbac o swoje szczescie,zeby przy okazji nie skrzywdzic
                                innych / dzieci, ktore nawet widzac,ze mama z tata nie sa szczesliwi- chca miec
                                TE mame i TEGO tate, bo oni te dzieci kochaja, a te dzieci kochaja TYCH
                                rodzicow/ Moze zagmatwalam , ale ... Pozdrawiamsmile

                                • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 15:32
                                  Moje rozważania dotycza scriptusa, wszak to On zostaje sam i zastanawia sie
                                  nad tym co dalej począć.
                                  Tata i Mama sa odpowiedzialni za rodzinę, tylko w obszarze dotyczacym ich
                                  jako wspolnoty, natomiast w tej cześci, ktora dotyczy ich oddzielnie kazde z
                                  nich jest suwerenne, ma prawo do niezależnosci.
                                  Rodzice moga szkodzic dzieciom w dwojaki sposob, przez uczynienie czegos, lub
                                  zaniechanie.
                                  Z moralnego punktu widzenia rodzice powinni poswiecic swoje indywidualne
                                  szczescie dla rodziny, pod jednym wszak warunkiem,ze celem bedzie suma ogolna
                                  szczescia, a tego niestety nie mozemy przewidzieć, a wtedy poswiecenie jest
                                  marnotrawstwem.
                                  Pozdrawiam
                                  Libressa
                                  • tcsh Re: Równia pochyła 07.11.04, 15:48
                                    Ja nadal nie rozumiem, dlaczego czesciowa rezygnacja z tej suwerennosci nie jest
                                    postrzegana jako ROWNIEZ kompensacja wartosciami nabytymi poprzez zwiazanie sie
                                    z drugim czlowiekiem?
                                    • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 16:06
                                      Jesli jest, to tak, mozna czesciowo zrezygnować, ale w naszych rozważaniach ,a
                                      własciwie scriptusa nie ma takiej sytuacji. Na pewno kiedys była, ale obecnie
                                      nie.
                                      Partnerstwo to dla niektorych ideal zwiazku, ale rzeczywistosc nie tylko polega
                                      na "ekwiwalentnosci wzajemnych świadczen" i to w sposob symetryczny. Jest to po
                                      prostu niemierzalne.
                                      smile
                                      Libressa
                                      • warum Re: Równia pochyła 07.11.04, 16:27
                                        cyt. Libressa:
                                        > Partnerstwo to dla niektorych ideal zwiazku, ale rzeczywistosc nie tylko
                                        polega na "ekwiwalentnosci wzajemnych świadczen" i to w sposob symetryczny.
                                        Jest to po prostu niemierzalne.> smile
                                        Tak dlugo zyje, a nigdy tak ladnie tego nie ujelamsmile Zapamietam... tylko teraz
                                        to po co?smile))
                                        • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 16:39
                                          Ciesze sie ,ze sprawiłam Ci tym postem radoscbig_grinDD
                                          Po co, z grubsza rzecz ujmujac w celu przełużenia gatunku...
                                          Też jakis czas żyję, cos tam za soba zostawiłam i doszłam do wniosku,
                                          że powinnam miec hedonistyczne podejscie, oczywiscie starć sie nie deptac
                                          nikogo po drodze smile))
                                          • scriptus Re: Równia pochyła 07.11.04, 21:11
                                            sad Ta dyskusja ma trochę zbyt filozoficzny wydźwięk, mało praktyczna.
                                            Niemniej jednak myślę, co powinienem zrobić. Na razie - pustka w głowie i
                                            rozpacz, ale, w końcu jestem mężczyzną, może ze zranioną miłością własną, czy
                                            jak to sie nazywa, ale jednak...
                                            • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 21:27
                                              Moze ma zbyt filozoficzny wydźwiek, ale na tym etapie mozemy tylko teoretyzować,
                                              praktykę zostawiamy Tobie.
                                              Stawianie sprawy "w koncu jestem mezczyzna" wybacz nie bardzo mi sie podoba,
                                              wiesz dlaczego, to znaczy, ze nie masz prawa do emocji ,ktore Toba "targaja",
                                              do tej pustki w głowie? Uważasz,ze to oznaka słabosci?? Płec determinuje do
                                              zwalczania uczucia w Tobie, to jakas egzotyka.
                                              Moj drogi, Kobiety mimo całej swej delikatnosci i wrazliwosci sa tak odporne
                                              psychicznie, że predzej mezczyzna kilka razy popadnie w depresje niz Kobieta
                                              zacznie sie zastanawiac nad problemem,ktory moze ja zestresować.
                                              Postaraj sie poszukac pozytywow w tej porażce, one są...
                                              Pozdrawiam
                                              Libressa
                                              • scriptus Re: Równia pochyła 07.11.04, 22:11
                                                Masz rację, jednak odwołując sie do bycia mężczyzną staram się powrócić do
                                                pionu. Rzeczywiście odwołuję się do tego, jaki powinienem być zgodnie z
                                                ogólnymi wyobrażeniami, a nie jaki jestem. A jestem w dole (psychicznym) jak
                                                Wielki Kanion Colorado. Musi mi się udać tego osła (czyli siebie) dowolnymi
                                                sugestiami zmusić do wysiłku koniecznego do wydobycia się z bagna. A uczucia,
                                                słabość, może i mam prawo do tego, ale mazgajenie się w dole może doprowadzić
                                                tylko do tego, że utonę we własnych łzach. Uczucia są dobre we dwójkę, a ja
                                                właśnie jestem sam.

                                                To podstawa każdego szkolenia wojskowego, nieważna jest logika, wartość
                                                merytoryczna argumentów, tylko adrenalina, testosteron i zdolność do
                                                wykrzesania z żołnierza maksymalnej mocy. A ja się już właśnie mazgaję ze 3
                                                tygodnie, czas z tym skończyć. Zwalczyć swoją słabość i emocje, bo czymże jest
                                                ta pustka w głowie i niemożność podjęcia sensownego działania? W końcu np.
                                                stracę pracę i do jednego nieszczęścia dojdzie 10 następnych.
                                                • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 22:28
                                                  Powiem Ci tak, cały problem wiekszosci mezczyzn polega na tym ,ze nie
                                                  potraficie isc "kilkoma torami", tak jak to czynia Kobiety.
                                                  Zazwyczaj koncentrujecie sie na jednym temacie. Wiesz doskonale co mam na mysli.
                                                  Gdybyś sprobował znależć cos co mogłbys przeciwstawic swojej sytuacji, byłoby
                                                  bardzo dobrze. Uczucia mozna przezywać bedac w pojedynke, "pokochaj siebie",
                                                  to jedyna miłosc na całe życie.
                                                  Zbytnie analizowanie nie wyprowadzi Cie na prosta.
                                                  Powiem Ci przewrotnie, zastosuj homeopatie, "lecz sie podobnym", odczuwasz
                                                  ogromna potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkich tych emocji, moze to forum jest
                                                  miejscem odpowiednim ,taka "ścianą płaczu".
                                                  Ja ze swojej strony na pewno nie bede pocieszała Cie, w stylu bedzie dobrze i
                                                  sie ułozy, bo to jest tak oczywiste, ze banalne ...patrz moja sygnaturka...
                                                  Pozdrawiam
                                                  Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 07.11.04, 23:00
                                                    Prawdą jest , że usiłuję wykorzystać to forum do jakiejś "terapii zajęciowej w
                                                    grupie" zamiast się udać do stosownego specjalisty.
                                                    Mam nieodparte przeczucie, że nic się nie ułoży, jakkolwiek przeczucia są
                                                    domeną kobiet. Zatem jakiekolwiek "pocieszanie" tej treści jest
                                                    bezprzedmiotowe. Ja raczej powinienem szukać sugestii, jak uporządkować ten
                                                    cały bałagan, który sie zrobił w moim i mojej rodziny życiu.
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 23:18
                                                    Myslisz ,ze specjalista rozwiaze problem, nie łudź sie.
                                                    Domeną Kobiet jest intuicja, u mezczyzn nazywa sie to samo przeczuciem...
                                                    Uważnie czytasz moje posty, one zawieraja pewne sugestie wink
                                                    To jest zamkniety rozdział, im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej.
                                                    Natura nie znosi prożni, wiec na pewno sie ułozy,
                                                    a jak, to w bardzo duzej mierze zalezy od Ciebie.
                                                    smile
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 06:32
                                                    Wrrr... Nie podoba mi się to sad
                                                    A jeśli moja żona, pod wpływem depresji czyta podobne forum, gdzie stwierdziła,
                                                    jak jej ze mną źle i otrzymała radę - skończ z tym jak najszybciej
                                                    i Ona właśnie stosuje te rady, jak to kobieta, skutecznie i z pełną
                                                    determinacją.

                                                    Ja zwariuję... wcale nie chcę takiego rozwiązania. Kocham Ją
                                                    sad
                                                    Nie śpię, nie jem, patrzę na synka, Jej zdjęcie i ....
                                                    chyba tylko psychiatra
                                                  • warum Re: Równia pochyła 08.11.04, 07:03
                                                    Berawo Scriptus! zaczynasz myslecsmile
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 08.11.04, 08:33
                                                    Bardzo mi przykro, ze tak to odbierasz...
                                                    Widzisz, bardzo trudno przyjąc do wiadomosci, coś co nie jest po naszej myśli.
                                                    Każdy ma jakąs projekcje własnego zycia, rzeczywistosci. Ty kochasz żonę i nie
                                                    dopuszczasz myśli, ze moze Ona nie odwzajemniac Twojego uczucia, no bo TY Ja
                                                    kochasz, jakby to miało determinować Jej uczucie do Ciebie. To chyba nie jest
                                                    tak. Nie warto stać w miejscu, w ktorym juz nic nie wyrosnie.
                                                    Nie wiem czy wiesz, ale Petrarka kochał Kobietę przeszło 23 lata platonicznie,
                                                    i ona wiedziała, ale była nieczuła na Jego starania, On popelnił około 200
                                                    pieknych sonetow...Miłosc niespełniona...
                                                    I chocbys tupał nogami, nic tego nie zmieni...
                                                    Kobiety sa bezwzgledne, powiem wiecej im bardziej bedziesz sie starał, tym
                                                    niecheć do Ciebie moze być wieksza.
                                                    Przykro mi to pisać z dwoch powodow, ranie Ciebie i pisze o własnej płci cos
                                                    bardzo niepochlebnego.
                                                    Przypomnij sobie co napisałm o zakochanym meżczyźnie...traci instynkt
                                                    samozachowawczy...
                                                    Pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 08:58
                                                    Niewątpliwie, masz rację, na zimno sobie możemy porozmawiać, w miarę sprawnie
                                                    posługuję sie argumentacją, ale co z tego, jeżeli ja nie potrafię żyć, śpię po
                                                    3 godziny, na niczym się nie mogę skupić i pragnę tylko jednego... (i nie mam
                                                    tu na myśli seksu, zszedł na dalszy plan, chociaż bez tego też wariuję)

                                                    To znaczy, Jej unikam, bo jest niemiła, ale spędzam z synkiem tyle czasu, ile
                                                    mogę, resztę, pracuję, wyżalam się na forum, albo gapię się w Jej zdjęcie.
                                                    Ponieważ tylko przy jakiejś robocie odrywam się od "głupot", szukam sobie
                                                    wszystkiego, co mogę, ale co robić od 10 wieczorem do 4 rano?

                                                    Poezji pisać nie będę, na psychiatryk się chyba nie kwalifikuję jeszcze smile))
                                                    choć, zapewne niewiele mi brak.

                                                    Jak rozumiem, jedna z rad brzmiała - wybijać klin klinem i szukać sobie innej?
                                                    W moim wieku i po tylu latach małżeństwa już nawet nie pamiętam, jak to się
                                                    robi sad
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 08.11.04, 09:21
                                                    Widzisz, zbytnio koncentrujesz sie na sobie, to jest własnie ta "urazona miłosc
                                                    własna", uprawiasz w ten sposob autodestrukcje crying
                                                    Ty nie mozesz spac, Ty nie mozesz sie skupić, Ty cierpisz...
                                                    Miłosc do Niej to obsesja, to destrukcja, kochanka nie rozwiaze problemu.
                                                    Zanudziłbys ja swoimi problemami, ale Kobieta, ktora potrafi Ciebie wysłuchac,
                                                    a są takie...
                                                    Co to znaczy w Twoim wieku?? Pisałam Ci, to najwspanialszy wiek dla mezczyzny,
                                                    ale wiekszaosc wbiła sobie do głowy,ze to juz koniec...Zamiast mądrze
                                                    rozporzadzic sobą...Zaczac sprawdzac sie nie tylko w sferze mesko-damskiej...
                                                    Skoro nie pamietasz jak to sie robi, to jak masz zamiar odzyskać swoja żone???
                                                    Uwodzic Kobiety trzeba cały czas nieprzerwanie, widocznie zaniechałes tego,
                                                    stałes sie bardziej Ojcem niz meżem i kochankiem. Czesty syndrom, Kobiet
                                                    dotyczy rownież, staja sie bardziej matkami zapominając o tym ,ze sa Kobietami.
                                                    Pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • tcsh Re: Równia pochyła 08.11.04, 16:17
                                                    Juz na koniec, Scriptus jesli mozna. W takich chwilach, jakie teraz przezywasz
                                                    czlowiek zachowuje sie jak poczatkujacy kierowca: szarpie, rozglada sie ,
                                                    podglada, odwraca. Sprobuj natomiast nie naciskac gazu, pozwol, aby twoje zycie
                                                    toczylo sie sobie wiadomym torem. Czyli -krotko mowiac- nic nie rób. Nie wpadaj
                                                    w wir towarzyski, nie zapisuj sie na silownie, zagle, bojery, nie bryluj w
                                                    pubach etc. Caly swoj wolny czas poswiec natomiast synowi i pobytowi w domu. I
                                                    obserwuj zachowanie zony. Naewt, jezeli nie wyciagnie prawidlowych wnioskow, to
                                                    Ty bedziesz mial poczucie dobrze przezytego czasu. Wzmocni to Twoja wartosc i
                                                    ocene w oczach syna. Pozdrawiam
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 18:22
                                                    Taki właśnie mam zamiar.
                                                    Mam nową pracę, mam zamiar zacząć chodzić na basen dla zdrowia i do tego razem
                                                    z synem.
                                                    Mam zamiar od 17 do 21 codziennie być z synem, ostatnio odkryliśmy, że
                                                    uwielbiamy razem majsterkować. Nie jestem towarzyski, zatem te inne plagi, jak
                                                    puby mi nie zagrażają. Mojemu spokojowi obecnie zagrażają wyłącznie święta i
                                                    ewentualna sprawa rozwodowa. A zdrowiu - brak snu i seksu.

                                                    I tylko, żeby jeszcze jakiś pomór spadł na baby wink) , bo jeszcze jakiś wypadek
                                                    przez nie spowoduję. Dobrze, że zima idzie, to się zaczną grubiej ubierać, nie
                                                    będą tak na siebie zwracać uwagi wygłodniałego faceta. A przynajmniej na te na
                                                    bilbordach smile W normalnym związku chyba w ogóle nie zwróciłbym na nie uwagi,
                                                    choćby mi tańczyły przed maską samochodu sad
                                                  • tcsh Re: Równia pochyła 08.11.04, 18:38
                                                    Ejze, Scriptus jestes na to zbyt inteligentny, azeby tumanily Cie bilboardy. A
                                                    jakby pomor padl na wszystkie baby, toby nie bylo rowniez tych rozumnych.
                                                    Wracasz do zycia chlopie i do wlasciwych proporcji. Bywaj.
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 21:01
                                                    Dzięki za komplement.
                                                    Z pomorem, to oczywiście niezbyt wybredny żart, przepraszam urażone "baby"
                                                    Bilbordy mnie rzeczywiście niespecjalnie tumanią, jednak wszystkie obrazy
                                                    reklamowe nastawione na odziaływanie na strefę erotyczną, jak i żywe seksowne
                                                    okazy poruszające się w zasięgu wzroku po prostu oddziaływują na mnie w sposób
                                                    zaburzający mój spokój wewnętrzny. Do czego to podobne, żeby dorosłym facetem,
                                                    ojcem rodzinie, rządziły do tego stopnia takie bodźce? Momentami czuję się jak
                                                    nastolatek.

                                                  • tcsh Re: Równia pochyła 08.11.04, 21:41
                                                    Nie komplementowalam, stwierdzilam fakt. Co do pomoru, pobozne zyczenie nadal
                                                    podtrzymuję;oby tych rozumniejszych bylo wiecej. A to, co odczuwasz to normalna
                                                    reakcja "z odstawienia", opisywana w kazdym podreczniku psychologii i medycyny.
                                                    Cos w rodzaju upsmaku, przeczulicy skory... Zapewniam, przemija.
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 22:53
                                                    tcsh napisał:

                                                    > Nie komplementowalam, stwierdzilam fakt. Co do pomoru, pobozne zyczenie nadal
                                                    > podtrzymuję;oby tych rozumniejszych bylo wiecej. A to, co odczuwasz to
                                                    normalna
                                                    > reakcja "z odstawienia", opisywana w kazdym podreczniku psychologii i
                                                    medycyny.
                                                    > Cos w rodzaju upsmaku, przeczulicy skory... Zapewniam, przemija.

                                                    Mam nadzieję, bo mam dość
                                                    To po prostu molestowanie crying
                                                  • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:33
                                                    libressa.....Przypomnij sobie co napisałm o zakochanym meżczyźnie...traci
                                                    instynkt
                                                    samozachowawczy...

                                                    Oj jak bardzo znam to z autopsji..Kim Ty jesteś, wrózka, Pytia, skąd znasz
                                                    takie niby oczywiste prawdy...Chciałbym móc z Tobą pogadać...Hmmm już się boję,
                                                    że komentowałaś coś na temat mojego problemu..Bardzo pozdrawiam, jesteś
                                                    nieprawdopodobnie rozsądną kobietą..Nie sadziłem, ze bywają takie
                                                  • libressa Do Jarkoniego... 08.11.04, 21:57
                                                    Jestem tylko kobiecą Kobieta, wychowana przez mezczyzn, pilna uczennica,
                                                    obserwatorem, nigdy nie skrzywdzona przez żadnego...
                                                    Bardzo miłe to co napisałes, dziekuje. smile
                                                    Z przyjemnoscia z Tobą porozmawiam smile
                                                    Libressa
                                                  • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:22
                                                    ibressa napisała:

                                                    > Powiem Ci tak, cały problem wiekszosci mezczyzn polega na tym ,ze nie
                                                    > potraficie isc "kilkoma torami", tak jak to czynia Kobiety.
                                                    > Zazwyczaj koncentrujecie sie na jednym temacie. Wiesz doskonale co mam na
                                                    mysli
                                                    > .
                                                    > Gdybyś sprobował znależć cos co mogłbys przeciwstawic swojej sytuacji, byłoby
                                                    > bardzo dobrze. Uczucia mozna przezywać bedac w pojedynke, "pokochaj siebie",
                                                    > to jedyna miłosc na całe życie.
                                                    > Zbytnie analizowanie nie wyprowadzi Cie na prosta.
                                                    > Powiem Ci przewrotnie, zastosuj homeopatie, "lecz sie podobnym", odczuwasz
                                                    > ogromna potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkich tych emocji, moze to forum
                                                    jest
                                                    >
                                                    > miejscem odpowiednim ,taka "ścianą płaczu".
                                                    > Ja ze swojej strony na pewno nie bede pocieszała Cie, w stylu bedzie dobrze i
                                                    > sie ułozy, bo to jest tak oczywiste, ze banalne ...patrz moja sygnaturka...
                                                    > Pozdrawiam

                                                    Libressa tym co piszesz dodałaś mi trochę siły, ciekawy jestem czy odpowiadałaś
                                                    też na moje spawozdania hmmm z moich problemów..jeszcze nie czytałem..ale
                                                    lepiej mi trochę..I scriptusowi na pewno też..Skąd się biorą tak racjonalnie
                                                    myslace kobiety..Pozdrawiam
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 08.11.04, 22:01
                                                    jarkoni napisał:
                                                    > Libressa tym co piszesz dodałaś mi trochę siły, ciekawy jestem czy
                                                    odpowiadałaś
                                                    >
                                                    > też na moje spawozdania hmmm z moich problemów..jeszcze nie czytałem..ale
                                                    > lepiej mi trochę..I scriptusowi na pewno też..Skąd się biorą tak racjonalnie
                                                    > myslace kobiety..Pozdrawiam

                                                    Jeszcze nie komentowałam, zerknesmile

                                                    Skad sie biora , moze czasem wychodzi ten "pierwiastek męski", ktory jest
                                                    w kazdej Kobiecie smile
                                                    Pozdrawiam
                                                    Libresas
                                                • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:10
                                                  scriptus pomazgaj się ze mną razem, Twój Kanion to jak mój Rów Mariański...Niby
                                                  twardziel jestem, ale jakos sobie nie radzę..Napisz na jarkoni@gazeta.pl albo
                                                  ja napiszę. Nie chodzi o wypłakiwanie się, to bez sensu, ale o meską gadkę i
                                                  wymianę doświadczeń..Pozdrawiam
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 08.11.04, 21:38
                                                    jarkoni napisał:

                                                    > scriptus pomazgaj się ze mną razem, Twój Kanion to jak mój Rów
                                                    Mariański...Niby
                                                    >
                                                    > twardziel jestem, ale jakos sobie nie radzę..Napisz na jarkoni@gazeta.pl albo
                                                    > ja napiszę. Nie chodzi o wypłakiwanie się, to bez sensu, ale o meską gadkę i
                                                    > wymianę doświadczeń..Pozdrawiam


                                                    Trzymaj sie twardzielu.

                                                    Nasz problem , choć podobny, trochę się różni,
                                                    Ty już masz nową kobietę, którą kochasz, ja jeszcze się nie uwolniłem od
                                                    starej, w stosunku do której jestem naładowany taką mieszaniną różnych uczuć,
                                                    że nie potrafię sobie z tym poradzić.
                                                    Z jednej strony strasznie tęsknię do tego, żeby Ją przytulić i się z Nią
                                                    kochać... Żeby Jej wyszeptać, jak ją kocham, przyłożyć ucho do brzucha i
                                                    przypomnieć sobie, jak w nim było nasze dziecko....
                                                    Jednak kiedy ją widzę, wiem, że jak otworzy buzię, raczej nie usłyszę nic
                                                    miłego. Zresztą, nie mogę oczekiwać jakichkolwiek pozytywnych relacji od
                                                    kobiety, która złożyła wniosek w sądzie przeciw mnie. Czuję żal, bo chociaż
                                                    niektóre Jej żale do mnie są słuszne, święty nie jestem, to inne sprawy, dla
                                                    mnie błahe, tak wyolbrzymia... Staram się nie czuć żalu do Niej za wyrządzone
                                                    mi jakieś tam kiedyś krzywdy, zapomnieć o tym. Przynajmniej to mi się udaje.

                                                    Strasznie się boję sprawy rozwodowej i postanowiłem się nie dać sprowokować do
                                                    żadnych kroków przeciw Niej. Postanowiłem ,że nasza sprawa nie może
                                                    być "żenującym widowiskiem", nie pozwolę wyciągać naszych spraw przed sądem,
                                                    obojętnie, ile by to kosztowało. Wykrzyczała mi , że teraz dopiero będzie
                                                    złośliwa.

                                                    Kiedy o tym wszystkim myślę, robi mi się duszno, nie wiem, co mam z sobą
                                                    zrobić, wczoraj przez niemal całą noc obijałem się po pokoju, dzisiaj, ze
                                                    zmęczenia bolała mnie każda najmniejsza kosteczka. Boję się nadchodzącej nocy,
                                                    gdy znowu nie będę mógł spać.

                                                    Nie mam jeszcze żadnych doświadczeń, nie wiem, o czym mógłbym do Ciebie
                                                    napisać. O ogarniającym mnie panicznym lęku i braku wiary w sens czegokolwiek?

                                                    Z męskich rozmów chyba najbardziej dzisiaj odpowiadało by mi upicie się w
                                                    trupa, do bólu, sprucie się na umór...

                                                    Ale, alkohol jest jak kredyt, odsuwa problem na chwilę po to, żeby powrócił
                                                    jeszcze większy.....

                                              • jarkoni Re: Równia pochyła 12.11.04, 22:39
                                                Kobiety są o wiele bardziej odporne psychiczne...Zniosą więcej niz my..I tylko
                                                tyle chciałem powiedzieć...A że płaczę nad swoim niby niczym,cóż, żaluję że nie
                                                jestem kobietą...I takim twardzielem jak kobieta..
                                                • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 23:27
                                                  Rzeczywiście, one, to są twardziele.
                                                  A my powinniśmy być. Udawać jeszcze twardszych smile
                • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:00
                  scriptus, odpowiadam na Twój post "scriptus 06.11.2004 16:32", bo czasem
                  widzę, że odpowiedzi wklejają się gdzie chcą...Albo ja taki laik :
                  (...Oczywiście, ze jeśli cos się wali to nie ma niewinnych, tylko obie strony
                  coś zawiniły...Gęsta atmosfera to tylko frustracja u dziecka, które nie wie co
                  sie dzieje i zazwyczaj mysli, że rodzice go nie kochają, albo ze jest winne tej
                  atmosferze, bo hmm 3 dni temu stłukło szklanke..Pewnie wiesz że tak jest..A mam
                  dokładnie to samo odczucie co Ty, tzn gdyby nie pojawiła sie kobieta, która
                  mnie chciała, to pewnie tkwiłbym dalej dla dobra dzieci i sorry `że to mówię :
                  dla wygody, z lenistwa, sam nie wiem, ale przyznaję sie do takiej
                  stagnacji..Pewnie będę zaatakowany za zbytnią szczerość...
                  • scriptus Re: Równia pochyła 09.11.04, 21:14
                    Myślisz, że jak by sie u mnie pojawiła inna kobieta, to bym zapragnął zmiany???

              • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 18:45
                warum, hmm "dlaczego" wink tak myslisz..Trochę nad tym myslałem i chyba osobiscie
                wolałbym rodziców po rozwodzie, którzy dbają o dzieci i potrafią się dogadac,
                zamiast trwających w chorym związku "dla dobra dzieci", a dziecko obserwuje i
                widzi, że nie jest dobrze...I przeżywa na swój sposób każde spięcie w
                tej "szczęsliwej" rodzinie..A zapewniam, dzieci naprawdę widzą więcej niż nam
                dorosłym się wydaje...pozdrawiam
                • warum Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:15
                  Krociutkie wyjasnienie - moi rodzice rozwiedli sie po 27 latach malzenstwa/
                  wszyscy sie dziwili- Teeeraz ?to po co?!/.Widzialam z bliska rozne sytuacje/ i
                  jako obserwator-dziecko, min swiadome 15 lat CHCIALAM zeby sie rozwiedli / i po
                  latach jako bezposredni uczestnik innego konfliktu. Jesli malzenstwo rozwodzi
                  sie za "obupolna zgoda" i wszyscy sa dalej szczesliwi/ najlepiej jak sie szybko
                  kims pociesza/, albo gdy rozwod jest koncem czyjegos koszmaru- wtedy jestem jak
                  najbardziej ZA rozwodem - wlasnie dla dobra i doroslych i dzieci.
                  Ale gdy rozwod jest skutkiem - jednostronnego zerwania umowy, bo juz sie komus
                  znudzilo, albo...ogarnal go lek,ze juz nic wiecej ekscytujacego moze z ta
                  polowka nie spotkac/ a wszedzie wokol wszyscy szczesliwi do bolu i jeszcze sie
                  z tym obnosza!/ to uwazam,ze trzeba przeczekac - az sie albo dojrzeje na 100 %
                  do konsekwencji tej decyzji/ lacznie z mozliwym ograniczeniem kontaktow z
                  kochanym dzieckiem!/, albo wyjasnic powody i probowac szukac rozwiazania /i
                  moze odkrycia sie na nowo?/.
                  Tylko w przypadku gdy jeden z malzonkow zakocha sie w kims innym - to takie
                  przyziemne i "rozsadne do bolu " argumenty sa bez sensu . Sa przeciez rozne
                  koncepcje szczescia...wybor jest, niestety za wlasne decyzje musimy odpowiadac
                  bez taryfy ulgowej przed swoim sumieniem . A rachunek zyskow i strat-
                  pozostania lub nie w zwiazku/ gdzie jest dziecko!- to najwiekszy problem
                  zawsze/ to jedno z trudniejszych zadan. Pozdrawiam i zycze nadrego wyboru .
                  • jarkoni Re: Równia pochyła 08.11.04, 19:44
                    warum, moja córka ma 14 lat a ja już widzę, ze dalsze tkwienie w nijakim
                    małżeństwie "obok" nie ma sensu..Chce się rozwieść, chcę być przyjacielem
                    córki, nie przelewać na nią frustracje z naszego z żoną niedobrania..Mam rację?
                    • warum Re: Równia pochyła 08.11.04, 20:01
                      Nie doczytalam gdzies na poczatku forum - najpierw byla nowa milosc/od 3 lat/
                      czy najpierw byl konflikt z zona? Bo jak na ten moment to widac tylko Twoje
                      zakochanie i desperackie uzasadnanie,ze slusznie wybierasz. Masz prawo tak
                      myslec. Ale daj tez innym prawo myslec inaczejsmile
          • tcsh Re: Równia pochyła 07.11.04, 05:59
            Przychylam sie do tej madrej i wywazonej wypowiedzi. Mysle, a dyktuje mi to
            wieloletnie tzw. pozycie malzenskie, ze chec osiagniecia absolutnego szczescia
            jest tyle zludna, co nierealna. Ja przyjelam definicje szczescia jako czegos, co
            sklada sie "z części". Rowniez tych najdrobniejszych i na codzien
            niezauwazalnych. I niewatpliwie, nie daje to wiecznej euforii, natomiast
            relatywizuje poczucie nieszczescia, jakim okresla sie "zmeczenie" materialu.
            Zastanawia mnie jednak pewne spostrzezenie. Zauwazylam, ze owe "zmeczenie" w
            przypadku malzenstw posiadajacych dzieci nie doskwiera wowczas, kiedy sa one
            male, ani tez wtedy kiedy weszly w wiek nastoletni. Czyli w czasie, w ktorym
            wymagaja wzmozonej uwagi, niekiedy katorzniczej pracy i pewnego leku, ktory
            towarzyszy ich wychowaniu. Moze wiec warto uswiadomic zonie pewne
            niebezpieczenstwo zwiazane z wejsciem (za kilka lat) syna w ten wiek i zadac
            pytanie, na ile osoba z ktora chce sie zwiazac sprosta ewentualnemu problemowi.
            Tu od razu wyjasnie, ze pomijam myslowo naganne zachowania, a mam na uwadze
            wylacznie np. problemy egzystencjalne, ktre na ogol zawsze targaja mloda
            psychika.
            • libressa Re: Równia pochyła 07.11.04, 07:32
              Chec posiadania dzieci, przekazania im swoich genów, kształtowanie charakteru,
              pokazywanie otaczajcej rzeczywistosci to wspaniałe wyzwanie dla mezczyzny i
              Kobiety, pierwsze lata,natomiast kiedy młody człowiek wchodzi w wiek "buntu",
              emocje rodziców zwiazane z wychowaniem nabierają zupełnie innego wymiaru, nie
              zawsze potrafimy sobie poradzic i zaakceptowac to u naszego dziecka, przychodzi
              refleksja, tak sie "staramy", a Ono i tak podąza juz swoją drogą...Zaczynamy
              myśleć czesciej o sobie...I to wydaje mi sie naturalne...

              Ormianie mawiaja tak: "pierwsze dziecko, to ostatnia lalka...pierwszy wnuczek,
              to pierwsze dziecko"...

              Pozdrawiam
              Libressa
            • scriptus Re: Równia pochyła 09.11.04, 21:19
              Właśnie, moja żona powiedziała, że u niej nastąpiło zmęczenie materiału
              • curry Re: Równia pochyła 09.11.04, 22:53
                myslisz, że tym stwierdzeniem przekreśliła wszystkie szanse na lepsze jutro ?
                czy masz jeszzce nadzieję ? przed Tobą trudne chwile zwątpienia w coś czemu
                poświęciłeś całe swoje zycie .... co dalej ?
                • scriptus Re: Równia pochyła 10.11.04, 00:26
                  Póki żyjemy, są szanse na lepsze jutro smile
                  Ona jest fajna dziewczyna, to ja muszę coś z sobą zrobić.
                  Wcale sobie nie wyobrażam szczęścia z inną.
                  Stwierdzam, ze wprawdzie nie jestem mechanikiem, ale nawet zmęczony materiał
                  można regenerować.
                  • curry Re: Równia pochyła 10.11.04, 20:38
                    Myślisz, że są szanse ? Czy nie trzymasz się tej przysłowiowej brzytwy ? Wiem,
                    że to okrutne ..... Nie dziwię się, że walczysz o to co kochasz ! Tak trudno
                    nam pogodzić się z czymś czego nie mozemy zrozumieć i na co nie mamy wpływu !
                    Każde rozstanie boli a rany długo się goją ! Lepsza złudna nadzieja niż ....
                    beznadziejnośc ? To taka walka dobra ze złem ... kto zwycięży ?
                    • scriptus Re: Równia pochyła 11.11.04, 13:52
                      Nie wiem , czy są szanse. Być może lepszy cień złudnej nadziei niż jej
                      całkowity brak. Po drugie, a może własnie po pierwsze, mamy dziecko. Jemu
                      jestem naprawdę potrzebny i chyba nie ma nic ważniejszego. On potrzebuje Taty,
                      żeby wytłumaczył matmę, pokazał, jak skleić model, czy poszedł na spacer do
                      lasu. A w przyszłym roku planujemy wybudować domek na drzewie, marzenie chyba
                      wszystkich chłopaków.
              • libressa Re: Równia pochyła 09.11.04, 23:40
                Nie wiem, czy nie opatentuje tego okreslenia "zmeczenie materiału",
                Scriptusie, przyzyłam to kilka razy...nie miej Jej tego za złe, to tak bywa.
                Nie miej mi za złe, jesli powiem tak, meżczyzna jest "konstrukcja prosta",
                zazwyczaj mysli monotematycznie , na temat rodziny rowniez, Kobieta jest
                bardziej skomplikowana, jest swietną kochanka, żona ,matka, ale czesto drzemie
                w nas jeszcze cos , o czym same nie zawsze wiemy, a podswiadomie tesknimy za
                tym.
                Wystarczy,że ktos dostrzeże to w nas i wtedy potrafimy zrobic zwrot, byc moze
                wynika to z faktu, ze staramy sie przez całe życie zapewnic sobie i potomstu
                optymalne zaplecze, w naszym mniemaniu...
                Pozdrawiam
                Libressa
                • scriptus Re: Równia pochyła 10.11.04, 00:28
                  libressa, czy uważasz, że jeżeli moja żona użyła tego określenia, to znaczy, że
                  czyta to forum?
                  • libressa Re: Równia pochyła 10.11.04, 00:39
                    To jest bardzo prawdopodobne, poważnie kiedys bardzo dawno, tak okresliłam ten
                    stan, na innych forach, rowniez...
                    Ale rowniez moze byc zbieg okolicznoscismile
                    Libressa
                    • scriptus Re: Równia pochyła 11.11.04, 13:54
                      W takim razie, pozdrawiam Cię, Żono moja smile
                      • libressa Re: Równia pochyła 11.11.04, 14:18
                        scriptus napisał:

                        > W takim razie, pozdrawiam Cię, Żono moja smile

                        Scriptusie, ten post to chyba nie do mnie !!!!!!! smile
                        Libressa
                        • scriptus Re: Równia pochyła 11.11.04, 15:02
                          Cóż, konsternacja...
                          Pozdrawiam moją Żonę, czytającą to forum.
                          Jeżeli to właśnie Ty jesteś moją żoną, to pozdrawiam Ciebie smile
                          W przeciwnym wypadku, też Cię pozdrawiam

                          Scriptus smile
                          • libressa Re: Równia pochyła 11.11.04, 15:33
                            Uspokoiłeś mnie smile)))
                            To bardzo miłe z Twojej strony,
                            zarowno dla Niej, jak i dla mnie smile
                            Pozdrawiam rownież
                            Libressa
                            • scriptus Re: Równia pochyła 11.11.04, 20:37
                              Rzeczywiscie, tak napisałem, jakby to było do Ciebie
                              Jednak zaskoczony sformułowaniem, które chcesz "opatentować", a które
                              usłyszałem od Żony stwierdziłem , "a moze ona to czyta smile".
                              Ty raczej, wnioskując z tego, co pisałaś o sobie, nie jesteś moją żoną (może
                              szkoda, bo byśmy sobie pomailowali), ale może Ona cichcem sobie tu gdzies
                              czyta smile
                              • libressa Re: Równia pochyła 11.11.04, 22:32
                                pomailowac mozemy, skoro juz nie jesteśmy małżenstwem,
                                powiało horrorem , bo uswiadomiłam sobie ,ze jestem znowu meżatka!!!
                                A tego raczej juz nie przewidujesmile))
                                Pozdrawiam
                                Libressa
                                • scriptus Re: Równia pochyła 11.11.04, 23:54
                                  libressa napisała:

                                  > pomailowac mozemy, skoro juz nie jesteśmy małżenstwem,
                                  > powiało horrorem , bo uswiadomiłam sobie ,ze jestem znowu meżatka!!!
                                  > A tego raczej juz nie przewidujesmile))
                                  > Pozdrawiam
                                  > Libressa

                                  ??? Myślisz, że jak "pogadam" z Tobą, to się nauczę gadać z moją żoną?

                                  Jeżeli nie jesteś mężatką, to na pewno nie jesteś moją żoną, bo moja żona, póki
                                  co, na razie jest mężatką.
                                  • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 00:13
                                    To nie jest wykluczone , chociaz gwarancji Ci nie damsmile
                                    Byłm i to nawet recydywistka, lubiłam byc żona, ale bardziej lubie obecny
                                    stan smile
                                    Libressa
                                    • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 00:23
                                      Ale nie jesteś, bo moja żona śpi od godziny - smile)))))
                                      A ja najbardziej lubiłem inny stan o tej porze - w ciepłym łóżeczku, przytulić
                                      ciepłe, miękkie ciałko, poczuć zapach skóry.... więcej nie napiszę, żeby nie
                                      być pornografem
                                      • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 00:33
                                        Tesknisz za ciałem, zapachem Kobiety,
                                        co powstrzymuje Cie przed uwodzeniem żony teraz??
                                        • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 01:09
                                          próbuję uwodzić, tak delikatnie, ale po tym, jak powiedziała, że chce się
                                          rozwieść, nie mam śmiałości. Boję się jeszcze jednego odtrącenia. Ostatnio
                                          zrobiłem Jej kawę i kanapkę, to na mnie nakrzyczała, że nic ode mnie nie chce.
                                          Jak własna żona odepchnie, kiedy Jej się daje buziaczek w policzek!!! na
                                          dowidzenia, to więcej boli, niż cios pięścią w nos od bandyty. Przynajmniej
                                          mnie. Ona wie, że mi na Niej zależy, że Ją ciągle jescze kocham.
                                          Już przynajmniej wiem, dlaczego mnie nie chce. Muszę rozwiązać swoje problemy,
                                          depresję, z pomocą specjalisty. Chociaż jestem mężczyzną, w lesie, na łowach
                                          bezwzględnym i okrutnym smile)), we własnym domu jestem do niczego, "baba" mi na
                                          głowie kołki ciosa.sad

                                          Pytasz, co mnie powstrzymuje?
                                          Nic. strach przed ponownym odtrąceniem, brak wiary, depresja.

                                          Tęsknię do tych chwil, kiedy leżeliśmy obok siebie, nasze ciała wtulone i
                                          splecione ze sobą, a my tacy bliscy sobie...

                                          Wydaje mi się to w tej chwili niemożliwe, nie wiem na czym to polega, ale
                                          nawet, jak bym wszedł do łóżka, bez uzyskania ponownej bliskości emocjonalnej,
                                          zaufania, byłby to seks, chyba jak z gumową laką ze sklepu z akcesoriami
                                          erotycznymi.
                                          A niewiele mi trzeba, z jej strony, wystarczy, że mi powie, że jestem Jej
                                          potrzebny, że mnie kocha, ejjj za dużo mi się roi crying( toż już wniosek złożony w
                                          sądzie.sad Co tu uwodzenie da sad
                                          • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 01:24
                                            scriptus napisał:

                                            > próbuję uwodzić, tak delikatnie, ale po tym, jak powiedziała, że chce się
                                            > rozwieść, nie mam śmiałości. Boję się jeszcze jednego odtrącenia. Ostatnio
                                            > zrobiłem Jej kawę i kanapkę, to na mnie nakrzyczała, że nic ode mnie nie
                                            chce.

                                            Nie narzucaj sie Jej, zrob cos co niekoniecznie musi byc praktyczne,
                                            pisąłam ,ze tak bardzo mezczyźni boją sie porażki,że wolą odstapic niz
                                            sprobować , to nie jest dobrze.

                                            > Jak własna żona odepchnie, kiedy Jej się daje buziaczek w policzek!!! na
                                            > dowidzenia, to więcej boli, niż cios pięścią w nos od bandyty. Przynajmniej
                                            > mnie. Ona wie, że mi na Niej zależy, że Ją ciągle jescze kocham.
                                            > Już przynajmniej wiem, dlaczego mnie nie chce. Muszę rozwiązać swoje
                                            problemy,
                                            > depresję, z pomocą specjalisty. Chociaż jestem mężczyzną, w lesie, na łowach
                                            > bezwzględnym i okrutnym smile)), we własnym domu jestem do niczego, "baba" mi na
                                            > głowie kołki ciosa.sad

                                            Z tego co wiem nie jestes odosobniony, stworz sytuacje ,zeby Ona o Ciebie
                                            zaczęła zabiegac, ale nie powoduj u Niej przypadkiem uczucia zazdrosci,ze masz
                                            jakaś inna Kobiete, to nie jest dobra metoda...
                                            >
                                            > Pytasz, co mnie powstrzymuje?
                                            > Nic. strach przed ponownym odtrąceniem, brak wiary, depresja.

                                            Wspominałam Ci, zajmij sie czyms innym, musisz miec jakąs paję, ale
                                            taka ,ktorej Ona nie wysmieje , sprobuj czyms zaimponować...
                                            >
                                            > Tęsknię do tych chwil, kiedy leżeliśmy obok siebie, nasze ciała wtulone i
                                            > splecione ze sobą, a my tacy bliscy sobie...
                                            >
                                            > Wydaje mi się to w tej chwili niemożliwe, nie wiem na czym to polega, ale
                                            > nawet, jak bym wszedł do łóżka, bez uzyskania ponownej bliskości
                                            emocjonalnej,
                                            > zaufania, byłby to seks, chyba jak z gumową laką ze sklepu z akcesoriami
                                            > erotycznymi.
                                            > A niewiele mi trzeba, z jej strony, wystarczy, że mi powie, że jestem Jej
                                            > potrzebny, że mnie kocha, ejjj za dużo mi się roi crying( toż już wniosek złożony
                                            w sądzie.sad Co tu uwodzenie da sad

                                            Wniosek nic nie przesadza, mozna wycofac, a nawet jak bedzie separacja.
                                            Jesli Ci na Niej zależy musisz ją uwieśc ponownie , innej rady nie ma...

                                            A teraz "łyzka dziegciu", gdybym podjeła tak decyzje jak Twoja żona, nie
                                            dałabym sie uwieśc...
                                            Pewnie miałabym juz kogos, bo dobrowolnie dla przekory nie zrezygnowałabym z
                                            sexu, ale potrzeby sa rozne w tym zakresie, zarowno Kobiet jak i męzczyzn.
                                            Pozdrawiam
                                            Libressa
                                            • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 09:56
                                              Oby było tak jak mówisz
                                              Muszę Ją mądrze uwieść
                                              • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 12:25
                                                Życze powodzenia, uwielbiam byc _mądrze _uwodzona,
                                                wtedy to inspiruje mnie do takiego _kuszenia_,że
                                                mezczyzna _traci głowe_ piekny stan dla obu stron smile
                                                Libressa
                                                • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 16:41
                                                  Baa, widzisz, i teraz potrzebuję łyknąć trochę teorii o mądrym uwodzeniu z
                                                  jakiejś książki, przetworzyć to po swojemu i będzie mądrze. (prawdopodobnie
                                                  głupio uwodzić już umiem, bo jakoś mi się tam kiedyś kilka razy coś udało
                                                  uwieść, ale to dawno i juz nie pamiętam).
                                                  Tak robię wszystko, książka, nauka, próba i potem na serio. Czasem jeszcze po
                                                  drodze zdaję egzamin certyfikacyjny, ale do uwodzenia to zdaje się nie jest
                                                  wymagane smile))
                                                  Muszę teraz tak "obmiękczyć" moją żonę, aby się dała gdzieś zaprosić. A nie
                                                  mogę podejść i powiedzieć - "idziemy na piwo", tylko poważnie wymyślić coś, co
                                                  się da uzasadnić, poszukam jakiejś imprezy dla dziecka z częścią dla dorosłych,
                                                  albo coś w tym guście. Wczoraj na kino się nie udało wink.

                                                  Może ten stan kuszenia i utraty głowy jest piękny, ale ja teraz na wariactwa i
                                                  luz sobie nie mogę pozwolić. Moje zadanie polega na odbudowie właściwych
                                                  relacji w rodzinie, a nie zakochiwaniu się i miodowym miesiącu. Właściwie, do
                                                  stracenia nie mam już zbyt wiele...
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 17:24
                                                    Certyfikat wystawi "uwiedziona żona",
                                                    Raczej popracuj,zeby straciła czujnosc...
                                                    No ta impreza rodzina dobry pomysł,
                                                    ale tam bedziecie jako Tatus i Mamusia,
                                                    to aseksualne.sad
                                                    Ty uwodzisz Kobietę,ktora ma zostac Twoją Kochanka,
                                                    taki przyjmij kierunek.
                                                    Ty musisz byc dla Niej przede wszystkim atrakcyjnym samcem!!!!
                                                    Odbudowanie relacji w rodzinie samo z siebie wtedy wyniknie,
                                                    ale oczywiscie rob co uważasz, ja nie znam Twojej żony...
                                                    Moze Ona chce byc tylko matka??
                                                    Nie patrz co mozesz stracic, patrz czy zyskasz...
                                                    Martwi mnie Twoj zawoalowany egotyzm sad(
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 19:47
                                                    I to jest właśnie najgorsze, czuję sie przez tę sytuację mentalnie
                                                    wykastrowany. sad
                                                    Masz rację, ma być Kochanką.
                                                    A ja, zablokowany, przerażony, jak szesnastolatek przed pierwszą randką...
                                                    To ten egotyzm?
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 20:07
                                                    Nie demonizuj, Ty rowniez musisz "wyrzucic " z siebie tatusia...
                                                    Popros ja o jakąś przysługę, np. ,zeby wybrała sie z Toba po jakies
                                                    zakupy dla Ciebie, bez Syna...zapros potem na kawe , kolacje.
                                                    Przypomnij Jej,ze jest Kobieta, bądź szarmancki, ale troche oschły też.
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 22:23
                                                    Nadchodzi weekend, spróbuję...
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 12.11.04, 22:29
                                                    Powodzenia!
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 12.11.04, 23:28
                                                    Dzięki, mam juz malusieńkie sukcesy smile
                                                    Pozór sukcesu, ale zaraz mi lepiej smile
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 13.11.04, 08:29
                                                    scriptus napisał:

                                                    > Dzięki, mam juz malusieńkie sukcesy smile
                                                    > Pozór sukcesu, ale zaraz mi lepiej smile


                                                    czekamy zatem na realcje, chyba nalezy nam sie jakas "notatka służbowa" smile))
                                                    pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 15.11.04, 01:01
                                                    Zaczęliśmy rozmawiać ze sobą, staramy się byc mili dla siebie.
                                                    Do takiej bliskości jakoś nam jednak daleko, zbyt wiele się między nami
                                                    wydarzyło ostatnio. Jednak takie milczące dni, tygodnie strasznie destrukcyjnie
                                                    wpływają na więź małżeńską. Staram się być miły i maluteńkimi kroczkami się
                                                    zbliżać do Niej. Boję się Jej jednak spłoszyć i boję się tego pozwu, co jest w
                                                    sądzie. Przez ten pozew mam cały czas nieodparte wrażenie, że się wygłupiam
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 15.11.04, 01:47
                                                    Nie obawiaj sie pozwu, jest to dla zony swego rodzaju "haczyk" na Ciebie, czuje
                                                    dzieki temu ,ze jest silna , niech nadal tak czuje, a Ty mimo to zabiegaj
                                                    o niasmile

                                                    >>>Przez ten pozew mam cały czas nieodparte wrażenie, że się wygłupiam

                                                    Zdecyduj sie ,albo walczysz, albo obawiasz sie...
                                                    Zwyciezca bierze wszytko, dochodzi do tego roznymi drogami, tylko bohaterzy sa
                                                    klarowni,ale oni zazwyczaj gina...

                                                    Pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 15.11.04, 16:01
                                                    To jest haczyk wbity w serce.
                                                    Ja czuję, że już nigdy nie będzie, jak dawniej.
                                                    Jednak mimo wszystko jestem przekonany, że moja Rodzina jest najlepszą rodziną ,
                                                    jaką mogę jeszcze mieć, dlatego nie rezygnuję.

                                                    Nie potrafię tylko zgadnąć, po co jej ten haczyk, co chce osiągnąć, może po
                                                    prostu strzeliła ze zbyt wielkiego kalibru, żeby zwrócić na siebie moją uwagę,
                                                    nie wiem.

                                                  • libressa Re: Równia pochyła 15.11.04, 22:37
                                                    Tego wykluiczyc nie mozna, moze zaspokaja jakies emocje zakupami, zabija stres.
                                                    Moze kolezanki doradziły , kto to wie???
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 15.11.04, 23:54
                                                    Jeżeli tak jest, jak napisałaś, to teraz musze Jej jakoś pomóc wybrnąć z tego z
                                                    honorem smile
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 15.11.04, 23:56
                                                    Kobiety czesto robia zakupy, chodza do fryzjera uspokoic emocje smile
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 00:30
                                                    sad dobrze, nazywa się to jakoś tak : szopoholizm, ale składanie wniosków
                                                    rozwodowych , jak sposób na frustrację, to już chyba lekka przesada sad
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 00:42
                                                    Może chce sie w ten sposob zabezpieczyc finansowo???
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 00:49
                                                    Może, ale to jest zgadywanka. Nie wiem po co, bo mnie może być pewna.
                                                    Muszę zaczekać, na pewno coś więcej się jeszcze dowiem
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 01:05
                                                    Ale to wiesz Ty, czy to jest dla Ciebie ĄŻ tak istotne???
                                                    Masz inny priorytetsmile
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 08:05
                                                    Zastanawiałem się nad tym, co w związku jest istotne.
                                                    Wszystko się może zdarzyć, choroba, komornik, który zabierze wszystko
                                                    materialne, i wtedy nie zostaje nic. Jeżeli nie masz nikogo, zostaje samotność.
                                                    W związku mogą być różne konflikty. Na przykład nawet taki, jak u nas.
                                                    Ja się staram mojej żonie "dostarczyć" pewność, że obojętnie, co by się działo,
                                                    nie skrzywdzę jej, nie opuszczę w potrzebie.
                                                    Sytuacja jaka powstała, wskazuje, że ja chyba nie mogę liczyć na to samo.
                                                    A może to tylko rodzaj choroby?
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 08:36
                                                    Utarło sie,że Kobieta od meżczyzny potrzebuje dobrych genow dla potomka,
                                                    poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, zapewnienia dobrych warumkow
                                                    egzystencjalnych dla siebie i dziecka...
                                                    Skoro zapewniasz Jej to wszystko wg. Ciebie, to należało by zastanowić sie
                                                    czego jeszcze potrzebuje Twoja żona?
                                                    Moze forma w jakiej to "prezentujesz" jest dla Niej nieakceptowalna...
                                                    Moze chce Ci udowodnic,ze bez tych wszystkich "dobrodziejstw", ktore jej
                                                    ofiarowujesz Ona sama sobie poradzi, nikt nie lubi podległosci,
                                                    nawet podanej w pieknym opakowaniu...
                                                    pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 10:07
                                                    Ależ, Ona jest piekielnie niezależna. Nawet nie próbuję Jej "ujarzmiać", czy
                                                    uzależniać, dopóki nie próbuje sobie zrobić krzywdy smile.

                                                    Nie wymagam od Niej nawet tego, co wymagam od swoich pracowników...

                                                    Niestety, w dzisiejszych czasach trudno jest zapewnić pełne poczucie
                                                    bezpieczeństwa i stabilizacji, wiadomo, jak jest, wystarczy, że ktoś nie zapłaci
                                                    w terminie i są piekielne kłopoty... nie myślę już nawet o tych
                                                    niebezpieczeństwach "rodem z telewizji"

                                                    > Skoro zapewniasz Jej to wszystko wg. Ciebie, to należało by zastanowić sie
                                                    > czego jeszcze potrzebuje Twoja żona?

                                                    Przemyślę to ... nie jest to łatwa sprawa.
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 10:18
                                                    scriptus napisał:

                                                    > Ależ, Ona jest piekielnie niezależna. Nawet nie próbuję Jej "ujarzmiać", czy
                                                    > uzależniać, dopóki nie próbuje sobie zrobić krzywdy smile.

                                                    To jest Twoje subiektywne odczucie pamietaj smile))
                                                    >
                                                    > Nie wymagam od Niej nawet tego, co wymagam od swoich pracowników...

                                                    To nie jest trafne porownanie sad
                                                    >
                                                    > Niestety, w dzisiejszych czasach trudno jest zapewnić pełne poczucie
                                                    > bezpieczeństwa i stabilizacji, wiadomo, jak jest, wystarczy, że ktoś nie
                                                    zapłac
                                                    > i
                                                    > w terminie i są piekielne kłopoty... nie myślę już nawet o tych
                                                    > niebezpieczeństwach "rodem z telewizji"

                                                    Coraz trudniej jest życ łatwosmile
                                                    >
                                                    > > Skoro zapewniasz Jej to wszystko wg. Ciebie, to należało by zastanowić si
                                                    > e
                                                    > > czego jeszcze potrzebuje Twoja żona?
                                                    >
                                                    > Przemyślę to ... nie jest to łatwa sprawa.

                                                    Sprobuj myśleć jak Kobieta , "uruchom" w sobie "pierwiastek żenski",
                                                    tylko zbytnio nie analizuj, to nie jest domana Kobietsmile
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 10:39
                                                    > Sprobuj myśleć jak Kobieta , "uruchom" w sobie "pierwiastek żenski",
                                                    > tylko zbytnio nie analizuj, to nie jest domana Kobietsmile

                                                    Libressa, ależ Ty mnie męczysz smile))), jakżesz ja, biedny robaczek, od urodzenia
                                                    zatwardziały facet, z analitycznym umysłem, to mam zrobić? Wszak jest
                                                    powiedziane, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, zanim mężczyzna
                                                    zrozumie kobietę... czy jakoś tak smile. Postaram się przemyśleć, na czym polega we
                                                    mnie ten żeński pierwiastek i jak to się uruchamia. Trudniejsze zadanie od
                                                    uchomienia koparki, czy promu kosmicznego... Podpowiedz mi coś jeszcze o tym
                                                    "żeńskim pierwiastku"

                                                    Skoro znasz mężczyzn, to zapewne wiesz, że to ciemne masy, kórym niedostępne
                                                    jest Wasze finezyjne myślenie smile.

                                                    > > Nie wymagam od Niej nawet tego, co wymagam od swoich pracowników...
                                                    >
                                                    > To nie jest trafne porownanie sad

                                                    Zgadzam się, chciałem tylko podkreślić, że unikam tworzenia między nami
                                                    jakiejkolwiek "podległości służbowej" do tego stopnia, że spraw istotnych
                                                    pilnuję sam, a do pozostałych niemal się "nie wtrącam"
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 10:49
                                                    Męczę bo z natury jestem bardzo wymagającą Kobietą, moją ambicja jest żeby
                                                    mezczyzna potrafił cos wiecej niz posługiwac sie pilotem TV oraz wykształcił w
                                                    sobie "myślenie pozagenitalne"smile))
                                                    Znam meżczyzn i wiem ,ze to "konstrukcje proste", a dzieki temu czasem
                                                    genialne wink
                                                    Wcale nie oznacza ,ze podleglosci nie ma, poczucie podległosci i zaleznosci
                                                    mozna wywołac rownież na zasadzie "wymuszania wzajemnosci"
                                                    Ja obdarowałam Cie czyms, w Tobie rodzi sie poczucie rewanżu, na ktory nie
                                                    zawsze masz ochotewink

                                                    Chcesz zrozumiec Kobiete ,chcesz byc Noblistą??
                                                    Ucz sie Kobiety na mnie smile)))
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 11:49
                                                    dobrze, Libresso, będę się uczył na Tobie smile))))

                                                    By the way, nie używam pilota od telewizora, to zabawka mojej żony, ja tam wolę
                                                    klawiaturkę. Potrafię też wszystko w domu zrobić, jako tak zwana złota rączka,
                                                    co nie znaczy, że robię (tu zapewne jest kolejny pies pogrzebany, ale to kolejna
                                                    sztuczka kobieca, jak zrobić, żeby coś nie zostało zrobione)
                                                    Myślę, że zbyt wielkim uproszczeniem jest pomawianie mężczyzn i kobiety o
                                                    "myślenie genitalne", a w każdym razie nie wszystkich to dotyczy. Obie płcie
                                                    mają więcej słabych punktów, niz tylko genitalia.

                                                    Ciekawe jest to, co napisałaś o "wymuszaniu rewanżu", czy wiesz, jak tego uniknąć?
                                                    Przecież nie poprzez unikanie obdarowania...
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 14:32
                                                    Cała przyjemnosć po mojej stronie smile))))
                                                    Moze problem jest własnie w tej "klawiaturce"??
                                                    Tyle sie mowi o tym uzależnieniu i tych romansach netowych???

                                                    Niezwykle trudne do unikniecia , jest to jedna z socjotechnik,
                                                    sztuki manipulacji...
                                                    Jedyna metoda, to stosowanie prezentu jako swoistej "nagrody" za coś...smile
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 15:39
                                                    Problem nie leży w klawiaturce, raczej klawiaturka obecnie jest efektem kłopotów
                                                    smile. Na ogół godziny wieczorne spędzałem zawsze z żonką przy telewizorku i
                                                    kolacyjce...

                                                    O, to jest myśl, zgriluję dzisiaj kiełbaski z ceblą bez włączania wyciągu w
                                                    kuchni wink będzie tyle zapachu w całej chałupie, że będzie musiała zjeść z nami,
                                                    nawet, jak się "odchudza" smile)))) . To jest sztuka manipulacji!



                                                    libressa napisała:

                                                    > Moze problem jest własnie w tej "klawiaturce"??
                                                    > Tyle sie mowi o tym uzależnieniu i tych romansach netowych???
                                                    >

                                                    Poza forami nie wchodzę na żadne romanse, zresztą, jestem mało towarzyskim
                                                    człowiekiem, w rzeczywistości staram się być w stosunkach z innymi ludźmi
                                                    "zawsze uśmiechnięty", ale unikam jakichkolwiek bliższych "pozasłużbowych"
                                                    kontaktów.

                                                    W małżeństwie jednym z takich drobnych prezentów jest np. okazanie radości i
                                                    buziaczek w zamian za coś tam, kwiatki bez okazji , pierścioneczek, czy coś
                                                    innego na urodziny, ale kobieta to nie pies, jakoś uważałbym to za obraźliwe dla
                                                    mojej żony, trudno dawać cukiereczka za uśmiech, kwiaty za miłe słowo i futro za
                                                    upojną noc... chociaż są i takie związki. Jeżeli taka miałaby być filozofia
                                                    mojego związku, to dziękuję, ale to jakieś niepełne, kalekie... Może to
                                                    egoistyczne, ale ja też chcę być ważny i kochany. Inaczej, są mniej absorbujące
                                                    sposoby pozyskiwania odrobiny ciepła i seksu, mnóstwo zziębniętych dziewcząt
                                                    przy drogach, które przez kwadrans "dadzą z siebie wszystko" w zamian za
                                                    równowartość litrowej butelki alkoholu. Tak naprawdę, to można je zapewne przez
                                                    ten kwadrans nawet "kochać" .Wszystko można kupić od obcych, nawet, jak człowiek
                                                    kiedyś tam będzie wydawał ostatnie tchnienie w szpitalu, to może zapłacić za
                                                    towarzystwo. Ale ta pielęgniarka Cię nie będzie kochała. Uczucia sie nie kupuje.
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 15:51
                                                    "kiełbaska" to nie jest sztuka manipulacji to chec "zabicia",
                                                    przynajmniej na mnie by to tak podziałało smile))
                                                    Widzisz nieuważnie mnie czytasz , pisałam, sukces uwodzenia Kobiety
                                                    miedzy innymi na tym polega,zeby nie dawac prezentow ot tak...
                                                    TO MUSI BYC NAGRODA!!!!Nie pros,ale sugeruj!!!!
                                                    Mylisz sie UCZUCIE kupuje sie tylko troszke inaczej, a uczucie Kobiety,
                                                    to miedzy innymi trzymanie "w poł dystansie",musi byc troche niepewnosci,
                                                    podejrzliwosci, wtedy mozliwa jest namietnosc i odpowiednia temperatura
                                                    zwiazku, a tak to bedziecie tylko Tatusiem i Mamusia...Misiaczkami ,a to jest
                                                    aseksualne...sad
                                                    Zobacz co dzieje sie z Tobą Ona Cie "odrzuca", a TY wychodzisz z siebie,
                                                    zabiegasz o Nią, chcesz "kupic" uczucie "kilełbaska z grilla"...smile
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 16:45
                                                    Nie chcę kupić uczucia kiełbaską z grila. Kiełbaska, to tylko narzędzie, pretekst.
                                                    Chcę doprowadzić do wspólnej kolacyjki. Moja małżonka wbrew pozorom jest dość
                                                    łakoma wink)).
                                                    jak zjemy, młody zwieje do swoich zabawek, a my możem dalej zjeść jakieś ciasto,
                                                    winko, etc. Chodzi o to, żeby być razem. Nawet się poświęcę i popatrzę na jakieś
                                                    filmidło, razem z Nią. Potem w coś zagramy... Może się uda zaciągnąć Ją do
                                                    łóżeczka? A nawet, jak nie, to przywracanie starych dobrych zwyczajów to krok do
                                                    przodu. Może nie?

                                                    Mając coś, na co ma ochotę nie drapnie jakiejś kanapki z lodówki i nie schowa
                                                    sie w swoim pokoju, tylko weźmie udział w misterium zwanym kolacją... Ze
                                                    świeczuszkami, winkiem, albo mam jeszcze dla niej piwo z soczkiem malinowym (dla
                                                    mnie to profanacja, ale Ona to lubi).

                                                    Może na Ciebie by podziałało inaczej, bo może nie lubisz kiełbasy.
                                                    Moja małżonka, jak nasmażę cebuli, to narzeka, że wątroba, coś tam jeszcze (nie
                                                    znam się na tym), ale zje do ostatniego okruszka i prosi o jeszcze ... wink Zawsze
                                                    uwielbiała na przykład karkówkę z grila, w lesie... A ja z tego robię "misterium".

                                                    A nagroda, pewnie, że jest za coś, wystarczy, że się bardzo ucieszę, że przyszła
                                                    do domu, sprawiła mi radość. A jak nie będzie miła, cóż, mam i karę. Pójdę sobie
                                                    w diabły do klawiaturki pisać żale na forumie.

                                                    Nie wiem, zatem nie zrobię kolacji, zamkniemy się w swoich pokojach i tyle
                                                    będzie. To jak mam dawać prezenty i jakie. Może i jestem głupi, stary facet, ale
                                                    przecież młodych i mądrych nie jest tak znowu dużo...

                                                    Albo ja wcale nie rozumiem, o co w tym wszytkim chodzi sad

                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 17:59
                                                    Alez rób kiełbaske , to nie w tym rzecz...przełamuj lody, kielbaska tak prawde
                                                    mowiac ma wydźwiek nieco erotyczny smile)))
                                                    Moze ni byc tak źle, tylko ni kroj jej w polasterki big_grinDD
                                                    NAGRODA to ma być dla NIEJ nie dla Ciebie...smile
                                                    Straciłes własciwa optyke masz rożne cele...chcesz kochanki....
                                                    chcesz rodziny, skoncentruj sie na jednym drugi sam wyniknie...smile
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 19:20
                                                    > Alez rób kiełbaske , to nie w tym rzecz...przełamuj lody, kielbaska tak prawde
                                                    > mowiac ma wydźwiek nieco erotyczny smile)))

                                                    Poważnie wink)))
                                                    Wcale mi sie nie kojarzy smile))

                                                    Może bym zrobił cos więcej, ale nic tu nie mam ciekawego,
                                                    Mam jednak ciekawy sposób na "udoskonalenie", opiekam na chrupko a na wierzch
                                                    kładę plasterek żółtego sera, który sie roztapia...
                                                    Do tego ogóreczki konserwowe (tez zapewne symbol erotyczny?), czerwone papryczki

                                                    zaraz podjadę po bułeczki do piekarni wink,

                                                    byliśmy na kolacyjce kiedyś w Adlerze, tam jeszcze było mnóstwo serów i różne
                                                    smalczyki w glinianych kubkach, no i super golonka w piwiewink

                                                    Ale takie bezeceństwa w naszym wieku, to można raz na rok, bo te, jak im tam,
                                                    cholesterole... wink))

                                                    Wiem!!! na temat lodów, zaraz jeszcze kupię lody !
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 16.11.04, 19:59
                                                    To nie Tobie ma sie kojarzycbig_grinDDDDDD
                                                    Ogoreczki jak najbardziej,ale ser jest aseksualnysmile)))
                                                    cholesterol, cholesterolem Ty lepiej zadbaj o testosteron smile))
                                                    jesli lody to tylko z bitą smietana ta ma tez wydźwiek smile)))
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 16.11.04, 21:56
                                                    Jeszcze nie wigilia , a usłyszałem w domu ludzki głos. ... wink
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 17.11.04, 10:53
                                                    sad((( No popatrz, moze Twoja zona faktycznie czyta to forum smile)))
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 17.11.04, 15:38
                                                    Ale jeszcze długa droga przede mną, faaajny wieczorek się udał, z powrotem
                                                    chodzę po ziemi zamiast po dnie Wielkiego Kanionu Kolorado.
                                                    Nie rozmawialiśmy na żadne "drażliwe" tematy, to jeszcze przed nami...sad, w
                                                    każdym razie cisza w eterze została zerwana smile
                                                    Ale, jak mawiali starożytni Amerykanie, żeby przejść 100 mil, trzeba zrobić
                                                    pierwszy krok.
                                                  • libressa Re: Równia pochyła 17.11.04, 16:20
                                                    To dobrze,ze nie było drażliwych tematow, znaczy jest dobra wola z drugiej
                                                    strony wink
                                                  • scriptus Re: Równia pochyła 17.11.04, 16:23
                                                    Teraz trzeba "kontynuować dalej", lecę po jakąś naleweczkę rozmowną smile na
                                                    wieczór. To będzie nagroda smile za chęć bycia ze mną.
                                                  • gotyma Re: Równia pochy?a 16.11.04, 10:57
                                                    scriptus, niestety z autopsji wiem, ze moze wlasnie zbyt duzo swobody moze byc przyczyna
                                                    twoich kopotow. ja nie chcialam byc wscibska ani zaborcza. moj byly nigdy mi sie nie spowiadal
                                                    gdzie byl i dlaczego. myslalam, ze to duza dawka zaufania z mojej strony, choc nieraz modlilam
                                                    sie, zeby juz wrocil lub zadzwonil i powiedzial, ze zyje. pozniej prosto w oczy powiedzial mi, ze
                                                    nigdy nie interesowalam sie nim, a on potrzebuje czulosci i kogos kto bedzie zyl jego zyciem.
                                                    ale teraz wlasnie przypominam sobie, ze jak probowalam dowiedziec sie gdzie jest, co robi lub
                                                    kiedy wroci, to slyszalam: teraz nie moge rozmawiac; niedlugo; jeszcze nie wiem albo cos w tym
                                                    rodzaju. cholera to czego on tak naprawde chcial? ktos powiedzial, ze kobiety sa skomplikowane,
                                                    a faceci to co?

                                                    oj, odbieglam od tematu. zastanow sie czego tak naprawde chce twoja zona i walcz, bo widze ze
                                                    chcesz tego naprawde.
                                                    pzdr
                                                  • scriptus Re: Równia pochy?a 16.11.04, 12:00
                                                    To jest właśnie to, dać swobodę, czy nie dać?
                                                    Zawsze mam telefon włączony w kieszeni i zawsze powtarzam mojej żonie
                                                    (powtarzam), jak cos trzeba, to zadzwoń. I nigdy nie powiedziałem, że nie mogę
                                                    rozmawiać (a jeśli już, to oddzwoniłem po 5 minutach). Usłyszałem jednak przez
                                                    telefon, kiedy byłem daleko - nie chcę z Tobą rozmawiać, wtedy po tym było mi
                                                    bardzo trudno do Niej zadzwonić, dzwoniłem do Synka, który, załatwił sprawę
                                                    bardzo pięknie, choć nie miał świadomości, jak mi to pasowało, po prostu w
                                                    pewnym momencie, powiedział "dam Ci jeszcze Mamę". On taki jest, nigdy nie
                                                    odwiesza telefonu, tylko oddaje słuchawkę pierwszej dorosłej osobie, która jest
                                                    koło Niego (no chyba, że rozmawia z kolegą ze szkoły...)
                                                    Zatem, wszyscy jesteśmy skomplikowani, i mężczyźni, i kobiety. Tylko
                                                    dwudziestotonowy dinozaur miał mózg wielkości orzecha włoskiego...
                                                  • jarkoni szczere coś.. 19.11.04, 22:42
                                                    scriptus i libressa, czytuję Was z rozkoszą, to mój styl rozmowy i
                                                    argumentacji...Libressa ten cholerny mail już jest przeterminowany, na tyle się
                                                    pozmieniało...Scriptus, no cóż zapraszam Cię oficjalnie do Łodzi..Libressa,
                                                    Ciebie boję się zaprosić...heh żart..znajdzcie mój antyfeministyczny dowcip na
                                                    forum...Lubię was i jakoś mi lepiej
                                                  • libressa Re: szczere coś.. 19.11.04, 23:03
                                                    Jarkoni "robaczku", dlaczegoż boisz sie zaprosic Libressy ??? smile
                                                  • scriptus Re: szczere coś.. 19.11.04, 23:32
                                                    A ja dam sie zaprosić, ale jeszcze nie wiem kiedy wink
                                                    Muszę mieć małą dziurkę w robocie, bo akurat mam żniwa smile
                                                  • viillemo Re: szczere coś.. 20.11.04, 10:31
                                                    ja też Wam powiem coś...czytam to forum chociaz na szczęście nie mam takich
                                                    problemów, ale jesli tak można powiedzieć to czytam, uczę się i wyciągam pewne
                                                    wnioski, które pomagają mi w zrozumieniu partnera, przemyslenia pewnych rzeczy,
                                                    zaakceptowania wad itpsmile Ale do czego zmierzam...tak jak napisałam kiedyś
                                                    scriptusowi, że fajny i kochany z niego facet, tak mogę napisać to o
                                                    Was...bardzo Was lubięsmile i serdecznie pozdrawiamsmile!!!! A tak przy okazji to ja
                                                    także mieszkam w Łodzi i mam swojej roboty naleweczkę(scriptus wiesmile), więc
                                                    jakby co jarkonismile to zawsze mogę podrzucić butelczynęsmile
                                                  • scriptus Re: szczere coś.. 21.11.04, 01:10
                                                    Zacna naleweczka zawsze jest w cenie...
                                                    Dzięki Villemo wink za ciepłe słowa.
                                                    Niestety, ktoś mi najbliższy wcale mnie nie uważa za fajnego i kochanego... Wolę
                                                    bicie kijem, niż słowami sad

                                                    Chociaż, nie mogę narzekać, przynajmniej jestem fajny i kochany tatuś. I daj
                                                    Boże, żebym mógł nim być do końca...
                              • jarkoni Re: Równia pochyła 19.11.04, 22:26
                                scriptus, nie wiem jaki to był wątek, ale okazało się dziś po południu, że moja
                                żona czyta to forum...Ech...generalnie wszystko jedno, nie piszę nic czego
                                musiałbym się wstydzić...
                    • jarkoni Re: Równia pochyła 19.11.04, 21:23
                      libressa w jakimś wątku okazało się, że chyba moje zona to czyta...ups
                      • libressa Re: Równia pochyła 19.11.04, 21:43
                        Nie pomne juz sad
                        A czyta???
                        pozdrawiam
                        Libressa
    • makler10 Re: Równia pochyła 06.11.04, 15:47
      Hmmm, faktycznie jest to smutne ale odkładanie decyzji nic nie dasad Proponuję
      poważną rozmowę z żoną, jeśli odpowiedź będzie brzmiała NIE, to powinniście jak
      najszybciej to rozwiązać - póki macie jeszcze do siebie odrobinę ciepła!!!
      Dziecko widzi Wasze relacje i wierz mi, że nie wyniesie nic dobrego widząc Wasz
      stosunek do siebiesad
      Trzymaj się!
      • ja-sarenka scriptus... 08.11.04, 21:28
        napisalam maila, odpowiesz?
        • scriptus Re: scriptus... 08.11.04, 21:51
          tak
    • libressa Re: Równia pochyła 08.11.04, 22:48
      Bardzo mnie cieszy, ze ten watek jest tak "bogaty", że opinie choc rożne, nie
      popadły w skrajność...
      Miło jest tu z Wami, zobacz jarkoni, nawet Twoj niewatpliwie dramat przyczynił
      sie do czegos pozytywnego, do dyskusji na poziomie o sprawach tak delikatnych
      i bolesnych...
      Pozdrawiam
      Libressa
    • scriptus Urodziny forum 16.10.05, 15:50
      Odnalazłem swój pierwszy post na tym forum...
      Cóż, nic się nie zmieniło. Absolutnie nic.
      Czyli, nie zjechałem z tej równi sad
      • hanuka50 Re: Urodziny forum 16.10.05, 16:07
        czesc scri
        smile siedze tutaj cały dzien i dumam..) dobrze ze podciagnałes watek.. wiem teraz
        jak jest z tobą..moze ja tez powinnam napisac jasno jak jest ze mna bo daje
        jakies hasla i ludzie mnie chyba nie rozumieją.. zreszta ty tez..nawet sama nie
        wiem czy siebie rozumiem..z tym stawianiem granic....moze niepotrzbnie
        rozpetalam te wojne moze moglam byc cicho i pokornie.. moze moglam sie cieszyc
        tym co mam a nie szukac siebie........
        • scriptus Re: Urodziny forum 16.10.05, 20:08
          Widzisz, Hanuko, a ja wpadłem w doła, choć od dwóch tygodni się przechwalam, jak
          to z doła wyszedłem sad

          Nawet sobie wymyśliłem piekielnie optymistyczna stopke na GG "Uśmiechnij się do
          życia, a ono uśmiechnie się do Ciebie..."

          I to wszystko lipa sad
          • sun_woman Re: Urodziny forum 25.10.05, 18:23
            przypomniał mi się fajny cytat:
            "wiem, ja też nie zawsze będę mówił szeptem"
            • scriptus Re: Urodziny forum 26.10.05, 15:10
              Skąd pochodzi ten cytat ??
              • sun_woman Re: Urodziny forum 26.10.05, 16:54
                'Gdzieś'/Myslovitz o ile dobrze kojarzę
    • scriptus Re: Równia pochyła 28.08.06, 14:12
      Po raz kolejny robię "życiową inwentaryzację"
      Zajrzałem między innymi do najstarszego mojego wątku na tym forum. Niestety,
      tak, jak to widziałemwtedy, tak to widzę nadal, jestem jak kot wczepiający się
      pazurami w blaszaną rynnę, zsuwający się w jednym tylko kierunku, do wody.
      Jestem tam, gdzie byłem dwa lata temu, tylko znacznie niżej. Chyba nie mam już
      siły na walkę, jedyne, na co mnie stać, to utrzymanie status quo. I tu pytanie o
      sens. Zadałem sobie takie pytanie nieraz. Jednak ostatnio, kiedy żona wyjechała
      na wakacje, doceniłem uroki samotności. Po jej powrocie nie jest mi lepiej,
      tylko gorzej. Taki rachunek zysków i strat z bycia małżonkiem ma po stronie
      zysków zero. Nawet wtedy, gdy po stronie moich zysków zaliczam to, czy ja jestem
      jej potrzebny. Trochę przewrotne, ale nikt nie chce być nikomu do niczego
      potrzebny. Moja żona wzięła się na sposób, udowadnia mi, że nie jestem jej do
      niczego potrzebny. Może to jest jakiś rewanż za to, że kiedy nie włożyła do
      pralki moich rzeczy, nic nie powiedziałem, tylko jak się skończyło pranie, bez
      słowa włączyłem drugie ze swoim praniem, a następnie odniosłem rzeczy do
      prasowania do pralni, zamiast się "domagać" tego od niej? Teraz manewruje na
      przykład, żeby nie zjeść wspólnie posiłków, tylko, kiedy obiad na stole, to
      pilnie gdzieś leci, nie ma czasu... sama nie gotuje, tylko odżywia się cichcem
      kanapkami gdzieś w sąsiedztwie lodówki... upiekłem ciasto, nawet nie "miała
      czasu" spróbować. Po prostu jakaś absurdalna cicha wojna. Dzieciak na to patrzy,
      oczy jak spodki, nic z tego nie rozumie, choć nie jest głupi i doskonale wie, że
      coś się dzieje. Na pierwszy rzut oka nic nie widać, wszystko jest w porządku,
      nie kłócimy się, jest ą, bą, bułkę przez bibułkę, proszę dziękuję przepraszam.
      Ta druga warstwa jest chyba niewidoczna dla nikogo. To można tylko czuć, trudno
      powiedzieć, o co chodzi. A ja widzę jasno, że chodzi o jedno, chodzi o to, żebym
      się wreszcie wkurzył i zrobił coś głupiego. Jednak ja, po pierwsze, zdałem sobie
      z tego sprawę, a po drugie, nie miałem skłonności do gwałtownych i
      nieprzemyślanych reakcji nawet, kiedy jeszcze nie byłem tak emocjonalnie
      odrętwiały i zmarznięty. Do tego niedawno mi powiedziała, że każdy normalny
      facet w mojej sytuacji ma "kogoś na boku". Czyli, albo uważa, że kogoś mam,
      albo, że jestem nienormalny. W sumie to chyba nie jest dalekie od prawdy,
      czasami sam się tak czuję (to znaczy nienormalny)...
      Pozdrawiam zatem wszystkie zdradzone Panie na tym forum, mam dla Was nowinę, po
      prostu macie normalnych facetów, właściwie, to nie wiadomo, czemu się
      rozwodzicie. Moja żona Wam to potwierdzi uncertain
      • phokara O rety... 28.08.06, 14:56
        Scri,
        ja tak dosc wiernie sledze Twoja historie i szczerze mowiac, coraz bardziej mnie ona
        przygnebia. Ja w ogole nie wiem, jak Ty dajesz rade w realu, bo to przerasta moja (bujna wszak)
        wyobraznie.
        Wlasciwie to za moment beda dwa lata odkad to sie tak toczy ... w dol. Koszmar.
        Wiesz, czesto mysle o Twojej zonie. Zastanawiaja mnie motywy jej postepowania bo doprawdy
        smusi byc w tej kobiecie jakas gigantyczna frustracja i smutek, ktore wywoluja takie reakcje. Nie
        wierze, ze cos takiego lezy w jej (a moze raczej naszej, kobiecej) naturze. To jest po prostu
        sprzecznosc sama w sobie.
        Nie wiem, wydaje mi sie, ze wszystkie emocje sie w niej wypalily i tak naprawde tylko strach
        powstrzymuje ja przed jakas konkretna decyzja - a moze po prostu stara sie zwalic ta decyzje
        na Ciebie. Brak dzialan frustruje ja coraz bardziej, wiec atmosfera jest coraz bardziej lodowata.
        To juz nawet nie jest zadna 'cicha wojna' jak napisales. To jest kompletne wycofanie sie tej
        kobiety ze wspolnego zycia, ucieczka w jej wlasny swiat. Straszne musi byc funkcjonowanie
        obok siebie w dwoch rownoleglych swiatach - bez rozmow, bez czulosci, bez zadnych punktow
        stycznych. Straszne dla wszystkich - dla dzieciaka tez, bo nie da sie tego przed nim ukryc.

        Nie bede nic radzic, bo brakuje mi pomyslow. Wlasciwie to juz chyba nie ma tu czego
        reanimowac. Po prostu bedzie to tak sie toczylo, jesli zadne z Was nie zdecyduje sie na jakis
        konkretny ruch. Nie wiem czy to jest jeszcze kwestia czasu czy jakiegos wydarzenia - trudno
        przewidziec. Sam napisalas, ze po stronie zyskow masz zero. Po stronie strat masz naprawde
        tylko jedno - czas. I ta strata jest z kazdym dniem coraz wieksza.
        No i jeszcze mnie zastanawia, czy faktycznie nie ma w zyciu Twojej zony innego mezczyzny.
        Ale chyba nie... Bo jakby sie pojawil to pewnie umialaby blyskawicznie podjac decyzje. Bo
        niestety tak dlugotrwaly 'glod emocjonalny' bywa przyczyna niezlych zyciowych wykopkow.

        ps.
        Ale zeby nie konczyc tak smetnie... juz Ci kiedys pisalam, zebys spuscil jej lomot!!! Rada w
        dalszym ciagu wydaje mi sie sensowna. Powaga.(Pisze tu z narazeniem zycia - bo zaraz mnie
        tu zlinczuja za namawianie do przemocy w rodzinie....)
        A co do 'normalnosci' to raczej brak jednego wzorca, jak w przypadku metra. Moj Ex zbyt
        normalny to nie byl, a jednak w kwestii zdrady wykazal wszelkie syndromy meskiej normalnosci,
        jakby na to nie patrzec. Wiec akurat tym to bym sie nie stresowala.


        • scriptus Re: O rety... 28.08.06, 16:26
          Takie jest i moje nieodparte wrażenie, Pho. Manipulacja. Próba wyciągania
          kartofli cudzymi rękami. To ja mam się wściec i zrobić ten rozwód.
          I cały czas nie chce mi się wierzyć, że ta moja ukochana kobieta jest zdolna do
          takich intencji, do takiego postępowania. Nie wierzę w to, żeby mogła być tak
          podła. Nie, nie wierzę w to. Z całej siły nie chcę w to wierzyć. Po prostu
          jestem głupi i czegoś nie rozumiem. Prędzej uwierzę w to, że ją coś gnębi
          straszliwie, jest chora, wymaga opieki, nie wiem, co jeszcze.
          Dlatego się staram cały czas swoim postępowaniem dawać "komunikat" - patrz, to
          ja, nic się nie zmieniłem, kocham Cię. Staram się, kiedy wychodzi z domu i kiedy
          wraca, objąć, chociaż cmoknąć w policzek, jak się uda, staram się postawić jakiś
          kwiatek na stole, czy ciasteczka, jakieś winko, od czasu do czasu zaproponować
          coś więcej, jakiś sposób wspólnego spędzenia czasu, od dawna bez wiary w skutek.
          Z kolei Jej "komunikat" dla mnie jest jak w przedszkolu "nie chcę cię znać", a
          ja chcę czekać aż nastąpi to "choć do mnie, rączkę mi daj". Też już nie wierzę,
          że nastąpi. Właściwie, to nawet bym się mocno zdziwił, gdyby nastąpiło. A może
          się mylę? Może nie mam racji? Może to, co jest u nas jest normalne? A to, co
          wydaje mi się być normalnym związkiem, to fanaberia jakichś romantycznych
          gryzipiórków?? Może straciłem kontakt z rzeczywistością i chcę czegoś
          niemożliwego? Bajki mi się zachciewa? Co właściwie różni naszą rodzinę od tej
          "normalnej"?? Że w tej normalnej więcej z sobą rozmawiają? Że w tej "normalnej"
          z sobą śpią? I jeszcze parę innych drobnych różnic?? Czy "prawie jak piwo" w
          reklamie Żywca, to nie piwo? To przecież też piwo, tylko gorszej jakości.

          A zresztą, jest dorosła, jeżeli chce rozwodu, kto jej przeszkadza, żeby złożyła
          pozew? Czy to nie prostsze, niż próbować manipulować partnerem? W każdym razie
          ja, gdybym chciał, to na pewno bym tak zrobił.

          Ech, Scriptus, wpadłeś, jak śliwka w bimber, co gorsze, nie wiesz, jak z
          powrotem sad...
          • tricolour Szkoda, że nie umiesz stanąc z boku i poczytać... 28.08.06, 16:55
            ... tego, co piszesz. Przypomina mi to żale pogrzebowe i zadawane wciąż pytanie:
            dlaczego mi się to stało? Wróć mója miła! Ty nie morzesz odejść!

            Niestety Twoje małżeństwo to trup. Raczej bym żył stypą i tym, co po niej niż
            rozpamiętywał uroki byłej małżonki, która właśnie gnije.

            indifferent
            • phokara Re: Szkoda, z˙e nie umiesz stana˛c z boku i poczyt 28.08.06, 17:04
              Cholera no...
              Wlasciwie to do dupy cala ta moja subtelnosc, bo mysle dokladnie tak samo.
              Scri - trupa sie nie reanimuje.

              I cos jeszcze - Ty swoim zachowaniem najprawdopodobieniej nie pozwalasz jej odejsc. Kobieta
              dzwiga na plecach 4-tonowe poczucie winy i stad jej narastajaca agresja.
          • phokara Re: O rety... 28.08.06, 17:00
            Wiesz, takie postepowanie jest w sumie bardzo kobiece. Ze wstydem to pisze, bo w koncu
            trudno sie do tego przyznac, ale strzelanie 'fochow' to typowo damskie zajecie. Ale samo
            kapryszenie mija dosc szybko wbrew pozorom. U Twojej zony to juz jest absolutne 'poddanie'
            zycia malzenskiego. Nie sadze, ze takie zachowanie ma byc tylko gierka po cos, zreszta nie
            widze zeby zona czegos jeszcze od Ciebie chciala... poza swietym spokojem. Kompletny brak
            reakcji na Twoje proby i paniczna lecz konsekwentna ucieczka z tego zwiazku. Nie wiem. Nie
            umiem sobie wyobrazic takiej sytuacji, nie jest normalna, wykanczacie siebie nawzajem,
            wlasciwie trudno wyczuc kto kogo bardziej. Bo to przeciez jest tak, ze kazde z Was czuje sie w
            tym ukladzie zle, niezaleznie od tego, co kto robi. I nawet jesli racja w argumentacji jest po
            Twojej stronie to nieszczescie jest wspolne. Nie staram sie bynajmniej tlumaczyc tej kobiety w
            zaden sposob, po prostu stwierdzam fakt. Cmokanie w policzek, kwiatki i ciasteczka moga
            skutkowac dokladnie odwrotnie - narastajaca frustracja. To trudno wytlumaczyc. Nie wiem, co
            sie tak naprawde stalo - bo moment oddalania sie jest bardzo trudno zauwazyc ale nie
            podejrzewam, ze ozeniles sie z taka lodowka. To smutne, ale czasami (a nawet czesto)
            codzienne obcowanie ze swoja druga polowa ujawnia i w niej i w nas samych bardzo niedobre
            cechy. To w koncu sa naczynia polaczone. Czegos jej zabraklo i teraz czegos brakuje Tobie. A
            tak naprawde obojgu.

            I jeszcze jedno - nie ma "normalnych rodzin". Co to w ogole znaczy? Sa po prostu fajne rodziny i
            zwiazki strukturalne. Same cztery sciany i tysiace lacznikow zgromadzonych przez lata to
            jeszcze za malo zeby byc fajna rodzina. Ale nie umiem podac definicji. Jak sie wchodzi do
            domu, w ktorym sa wciaz emocje, rozmowy, czulosc i cholernie duzo smiechu, to sie po prostu
            czuje. Wiem, co pisze, bo taki jest dom moich rodzicow. Nie wiem, jak to zrobili (jak widzisz, nie
            udalo mi sie powtorzyc tak oszalamiajacego sukcesu, haha) ale jakos zrobili. Byc moze los im
            sprzyjal, a byc moze tez zadzialal fakt, ze oboje nigdy nie lubili pic czegos "prawie, jak piwo".
            No i sie, cholera, racza koniakiem.

            A wracajac do Twojej zony... mysle, ze w ktoryms momencie podejmie decyzje i odejdzie. A
            nawet jesli tego nie zrobi, to blado widze realne szanse na jej realny powrot do Ciebie. Wiem, ze
            jak zwykle brutalnie szczerze, ale sciemniania masz juz chyba po dziurki w nosie.
            • diodone Re: O rety... 28.08.06, 18:46
              Witaj,Scriptusie

              Obawiam się,że jestem taką sama jak Twoja małżonka-reaguję identycznie na
              głębokie razy,poczucie upokorzenia,odrzucenie, szyderstwa.
              Nie wiem co U Was naprawdę się stało,jest tylko wzmianka o tym w początku wątku.

              Obawiam się,że ona dowiedziała się o strasznej dla niej rzeczy .Takie coś
              zabolało ją do kości-nie powie Ci tego,bo jest to upokarzające.
              Czy to jest prawdą-sam musisz to odkryć.
              A nie odkryjesz jeśli z niej lub jej rodziny tego nie wyciągniesz.
              Myślę,że rozumiem tok myślenia mamy Twego syna.
              Myślę,że głęboko wierzy w prawdziwość tej informacji.
              Jej poczucie nikłego znaczenia dla Ciebie tak bedzie się odzwierciedlało w
              Waszych relacjach.Uważam,że jest głęboko zraniona i tylko tak tym odpłaca.
              Rozumiem ją o podążam za jej logiką.
              Kieruje nią głównie szacunek do samej siebie,a jakiekolwiek kontakty z Tobą
              sprawiałyby jej takie upokorzenie,graniczące z zeszmaceniem.

              Jeśli nie rozumiesz-pytaj,to nie jest proste,ale byłam w takiej sytuacji;wiesz o
              tym.
              W momencie zdobycia dowodów-w 15 minut oczyściłam pole .
              Ja miałam bardzo jednoznaczne informacje,ale u Ciebie może być zwykłą pomyłką
              lub zbiegiem okolicznośći.
              Uważaj na to,bo to tak może się u Ciebie skończyć-zdobędzie dowód do teorii.
              Nie będziesz miał nigdy już okazji ten wrzód oczyścić przez fakty,wyjaśnianie,
              dochodzenie minuta po minucie.

              Może napisz do Żony-poproś o wyjaśnienie jej zachowania.
              Dwa lata temu napisałeś,ze ona Cię nie kocha.
              Nie wierzę-tak właśnie zachowują się kobiety bardzo kochające,ją coś potwornie
              zabolało.

              Życzę Ci powodzenia,ale nie narzucaj się i nie zbliżaj.To tylko podkreśla jej
              teorię o Tobie jako oszuście.
              • nangaparbat3 Re: O rety... 28.08.06, 20:42
                U mnie bylo identycznie jak u Ciebie, Scri, tylko to ja sie staralam gotowalam,
                o on zywil sie kanapkami cichcem za lodowką.
                Sądzę, ze tak jak pisze Didone, "dowiedział się" o mnie czegoś nie do
                zniesienia, czegos co bylo niezbitym dowodem na to, co od początku naszej
                znajomosci wmawiala mu jego matka: że go nie kocham, nigdy nie kochalam, zawsze
                chcialam go tylko wykorzystac i podporządkowac sobie. W podtekscie matka dawała
                mu zawsze ten sam komunikat: nie zasługujesz na milość.
                To nie była prawda, nigdy nie zrobiłam niczego przeciwko niemu, bardzo go
                kochalam,. ale od momentu, kiedy on to sobie wyobrazil, wszystko, co bym
                zrobiła lub czego bym nie zrobiła potwierdzało jego tezę. Tak sie czasem -
                chyba nie tak rzadko - dzieje w zwiazkach, czytalam o tym w książce "Ciemna
                strona milości", niestety nie pamietam autora.
                Juz to sto razy pisałam: bez zdrad, bez awantur. Ale napiecie, ktore wtworzyło
                sie miedzy nami, było nie do zniesienia. I on, podobnie jak chyba Twoja żona,
                nie odchodził, nie decydowal się na ostateczny krok, a ja się zawzięlam = nie
                chcialam tego robić za niego. Ale po 1,5 roku nie wytrzymalam i zaproponowalam
                rozstanie. Nie żałuję. Odżyłam. Dziecko też, o czym samo mi powiedzialo.
                Gdybym była Tobą, zaproponowalabym żonie rozwod i jedynym warunkiem, jaki bym
                postawiła, to że syn zamieszka ze mną. Myslę, że masz do tego prawo. I że dla
                dziecka moze byc lepiej - chłopiec w tym wieku bardzo potrzebuje ojca. I to
                byłby jedyny argument, ale ważny.
                Bardzo mi zal Twojej zony, ona na pewno okropnie cierpi. Ale Ty cierpisz nie
                mniej - yaki zwiazek trzeba przeciać.
                U nas bylo identycznie jak u Ciebie. Musialam pozwolić meżowi odejść,
                zaakceptowałam (wręcz czynnie) jego nowy związek i coreczkę, Teraz jestesmy
                przyjaciołmi. Wole dobra przyjaźń od niszczącego małżeństwa. Dla wszystkich
                lepiej.
              • phokara Re: O rety... 28.08.06, 21:04
                Didone,
                nie wiem skad wzielas ta analogie do swojej sytuacji, bo w relacjach Scri
                niczego podobnego sie nie doczytalam (moze nieuwaznie czytalam).
                Prawdopodobienstwo, ze masz racje i z'ona dowiedziala sie jakiejs strasznej
                rzeczy' i sie tak koszmarnie zblokowala, wydaje mi sie znikome. Pisze to z
                jednego powodu, bo w koncu wszyscy tu sobie fantazjujemy (ja tez) i nikt nie ma
                patentu na jedyna trafna diagnoze. Ale obawiam sie, ze Scri sie teraz uczepi
                tej Twojej teorii, jak brzytwy i bedzie przez nastepne pol wieku tropil owa
                'straszna rzecz' badz wyduszal ja z malzonki, ktora w koncu nie wytrzyma i go
                zarabie golymi lapami. To ciut nieadekwatna cena do forumowego gdybania.
                Mysle, ze odpowiadajac na czyjes posty trzeba zachowac odrobine dystansu i nie
                szukac analogii do wlasnych przezyc, bo to moze byc slepa ulica. Ale gdybym ja
                chciala sie odnosic do wlasnych doswiadczen to napisalabym tak - ja tez
                rozumiem zachowanie zony Scri choc zapewniam, ze moje rozumienie jest banalnie
                proste i brak w nim tajemniczej zagadki kryminalnej. Napisalas, ze tak
                zachowuje sie kobieta, ktora kocha, tylko ktora 'cos potwornie zabolalo'. Otoz
                niekoniecznie. Tak sie tez zachowuje kobieta, ktora nie kocha i ktora chce sie
                uwolnic od swojego partnera. To jest klasyka zachowan - choc bez klasy,
                przyznaje - ale wzorzec psychologiczny jest po prostu modelowy. Nie potrafiac
                wziac na siebie poczucia winy za kres uczucia - robi sie wszystko, zeby
                obrzydzic drugiej stronie wlasna osobe, zeby sama uciekla. A jesli ona nie
                tylko nie chce uciec czy choc sie wsciec, a jedynie non-stop wyjezdza z
                buziakami, kwiatami i ciastem, udajac, ze nic sie nie dzieje - frustracja i
                niechec postepuje. I kamien po tej tytulowej rowni pochylej toczy sie coraz
                szybciej.
                Tak to wyglada z mojego punktu widzenia.



                • berek_76 Re: O rety... 28.08.06, 21:25
                  Pho, ja to chyba nigdy Ci jeszcze miłości nie deklarowałam smile
                  Przeoczenie, nic, tylko przeoczenie.
                  Mądrze piszesz.

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • phokara Re: O rety... 28.08.06, 21:47
                    Berek,
                    wiesz, ja to zawsze powtarzam, ze z kobieta to bym sobie z pewnoscia zycie
                    lepiej ulozyla niz z Exem, haha. Po prostu uwazam, ze baby sa duuuzo
                    fajniejsze. Tylko nie wiem, co mam zrobic z fanatycznym heterosexualizmem. Ale
                    dzieki za deklaracje.
                • der1974 Re: O rety... 29.08.06, 00:31
                  Scri!
                  Czego Ty właściwie chcesz????? Żeby żona była z Tobą czy żeby odeszła? Bo ja
                  myślę, że marzysz, żeby wzięła dupę w troki i sobie poszła w cholerę. I żebyś
                  nie brał za to odpowiedzialności. Chłopie życie sobie marnujesz i swojej żonie.
                  Co ty chcesz osiągnąć przez te kwiatki i ciasteczka? Guzik osiągniesz. Kobieta
                  ma w nosie Twój sentymentalizm. Albo masz kasę albo władzę i to je interesuje
                  (a zabijcie mnie mam to w nosie). I właściwie się jej nie dziwię, że Cię olewa.
                  Chcesz kwiatki i ciasteczka - zrób je dla siebie. Ja SOBIE kupiłem kwiaty
                  ostatnio, coś tam pogotowałem. I jest OK. I jest mi dobrze z tym. Nic jej nie
                  muszę udowadniać. Jesteś wrażliwy, fajny pewnie facet. A więc atrakcyjny. A weź
                  znajdź sobie jakąś fajną laskę i olej żonę. Wtedy osiągniesz jakiś cel: albo
                  znajdziesz normalną kobietę (w co wątpię) albo (w co jeszcze bardziej wątpię)
                  żona przejrzy na oczy. Nie możesz tak trwać jak nie napiszę co, bo mnie panie
                  zabiją. To i tak nieważne. Zrób q... coś dla siebie. Masz żyć swoim życiem
                  chłopie a nie przejmować się żoną. Twoje małżeństwo i tak jest skończone bo ona
                  nigdy nie dojrzy w Tobie faceta. Ale to nie znaczy, że nim nie jesteś. Żona to
                  nie cały świat. Dla dzieci też nie musisz poświęcać swojego życia. Bo ono jest
                  jedno. Twoje własne. Q.. nie mogę zdzierżyć!
                  • akacjax Re: O rety... 29.08.06, 00:57
                    Scri ja już miałam myśli:
                    -że Twoja żona jest chora psychicznie
                    -że trolujesz nam wytrwale sprawdzając naszą wytrzymałość i kładąc się ze śmiechu co post
                    -że Twoja żona nie istnieje-wymyśliłeś teorię okołorozstaniową, by mieć powód pisać na fajnym forum-aż do moderowania na nimsmile)))

                    a najświeższa
                    -że Twoja zona jest wypaloną nauczycielką, przyzwyczajoną do tego, że ma się rację i władzę.

                    Jakkolwiek by nie było, wiem, że etap prób godzenia się, kolacyjki i róże za Tobą.
                    A etap- sprawianie wrażenie, że prowadzi się fajne życie poza domem? Nie pamiętam-było?
                    A może pora zacząć żyć tak jak się pisało-bez rozwodu, a jak po rozwodzie?
                    Przecież można podjąć taką próbę. Ustalić kto, za co płaci, kto ma którą półkę w lodówce, wprowadzić w życie element niezbędny do ewentualnego rozwodu-rozkład gospodarczy.
                    Póki tego nie będzie-nie spełniacie warunków koniecznych do rozwodu i...nie ma co o rozwodzie mówićwink
                  • phokara Der, wez sie uspokoj... 29.08.06, 01:00
                    ... ludzie sa rozni. Na szczescie. I niestety tez.¨

                    > Scri!
                    > Czego Ty właściwie chcesz????? Żeby żona była z Tobą czy żeby odeszła?

                    Zeby byla z nim i zeby byla sielanka.

                    > myślę, że marzysz, żeby wzięła dupę w troki i sobie poszła w cholerę.

                    Nie, marzy o tym, zeby zona do niego wrocila mentalnie i zeby byla sielanka.

                    > Co ty chcesz osiągnąć przez te kwiatki i ciasteczka? Guzik osiągniesz.

                    Zgadzam sie w pelni.

                    >Kobieta
                    > ma w nosie Twój sentymentalizm. Albo masz kasę albo władzę i to je interesuje
                    > (a zabijcie mnie mam to w nosie).

                    haha... nie bede Cie zabijac. Silny jestes, nie zginiesz. Po co mam tracic
                    energie?

                    >I właściwie się jej nie dziwię, że Cię olewa.

                    Ja tez nie.

                    > Chcesz kwiatki i ciasteczka - zrób je dla siebie. Ja SOBIE kupiłem kwiaty
                    > ostatnio, coś tam pogotowałem. I jest OK. I jest mi dobrze z tym. Nic jej nie
                    > muszę udowadniać.

                    Ale Ty jestes Der, a Scriptus to jest Scriptus. Kazdy zyje albo tylko pieprzy
                    sobie zycie, jak potrafi.

                    > znajdź sobie jakąś fajną laskę i olej żonę. Wtedy osiągniesz jakiś cel: albo
                    > znajdziesz normalną kobietę (w co wątpię) albo (w co jeszcze bardziej wątpię)
                    > żona przejrzy na oczy.

                    Prawdopodobienstwo, ze sobie znajdzie normalna kobiete jest wieksze niz, ze
                    zona przjrzy na oczy. Oczywiscie kryterium normalnosci jest wzgledne.

                    >Nie możesz tak trwać jak nie napiszę co, bo mnie panie
                    > zabiją.

                    Kto?

                    >To i tak nieważne. Zrób q... coś dla siebie. Masz żyć swoim życiem
                    > chłopie a nie przejmować się żoną. Twoje małżeństwo i tak jest skończone bo >
                    >ona nigdy nie dojrzy w Tobie faceta.

                    Nie dojrzy. Scri nie daje jej na to szans.

                    >Ale to nie znaczy, że nim nie jesteś. Żona to
                    > nie cały świat. Dla dzieci też nie musisz poświęcać swojego życia. Bo ono >>>
                    > jest
                    > jedno. Twoje własne. Q.. nie mogę zdzierżyć!

                    No tak, trudno udowodnic komus, ze nie ma sie zycia zapasowego. Rozumiem bol -
                    rok temu reagowalam tak samo. Ale to bylo ROK TEMU. Cholera...

                    Der, jestes idealista. Przerabane.




                    • ak70 Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 09:57
                      Właśnie wróciłam z urlopu i oczywiście wsiąkłam w czytanie...

                      Scri... witaj w klubie (lub po tej samej stronie barykady - jak wolisz)... Aż
                      dziwie sie Pho, że jeszcze nie napisała Ci, że jestes Matką Teresą smile))
                      Ale zgadzam sie z Der - zrób coś DLA SIEBIE. Wiem, że to trudne. Wiem jak czuje
                      sie ktoś, kto stara sie do bólu, przekonuje sam siebie, że ta osoba, której
                      kiedys ślubowało się "miłość i wierność" mogła tak sie zmienić... że teraz jest
                      to obca osoba i reaguje/zachowuje się w sposób, o jaki NIGDY byśmy jej nie
                      posądzili... Scri... JA TO WIEM!! Ale ja wiem też CO tak zmieniło mojego męża -
                      pornoholizm - pisałam o tym w swoim wątku. Może Ty i czytający mój post teraz
                      sie uśmiechniecie, ale TO PRAWDA. Nigdy nie był tak nieczuły, zawzięty,
                      egoistyczny jak teraz. I powiem to z pełną świadomością (tak Pho, tak, tak!
                      jemu tez to powiedziałam): jeśli nie pójdzie na terapię, jeśli nie zrobi coś ze
                      swoim życiem - to KONIEC.
                      Nie wiem Scri CO zmieniło Twoją żonę... zastanów się. Nie szukaj winy tylko w
                      sobie, pomyśl z kim sie spotykała, czym sie ostatnio interesowała, gdzie
                      wychodziła, jakie programy oglądała, itp. Takie małe prywatne śledztwo. Nie
                      mówię, że to coś da, że odkryjesz coś konkretnego. Ale zgadzam się z diodone -
                      może kiedys powiedziałeś/zrobiłeś cos co BARDZO zraniło Twoja żone i od tego
                      czasu zaczęła sie od Ciebie oddalać? Może kiedyś, kiedy Cie potrzebowała, a nie
                      bardzo potrafiła to powiedzieć i poprosić o wsparcie - nie pomogłeś jej? I choć
                      jestem po tej samej stronie barykady to staram się zrozumieć (tak, Joasia69,
                      wiem, chyba mnie za to zabijesz!) powody drugiej strony.
                      Nie wiem czy uda Ci sie cos jeszcze uratować... nie wiem czy uda sie uratować
                      mnie... ale chyba jestem o krok do przodu, bo ja już podjęłam decyzję. I wiesz
                      co? Chyba jestem szczęśliwsza, bo juz sie nie miotam smile))
                      Trzymaj się Scri...

                      PS. Mamy dzieci prawie w tym samym wieku: mój syn starszy ma 10 lat smile
                      • phokara Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 11:52
                        > dziwie sie Pho, z˙e jeszcze nie napisa?a Ci, z˙e jestes Matka˛ Teresa˛ smile))

                        Pisalam. Juz rok temu to pisalam. Ale nie dziala. Byc moze powinnam zmienic na 'Brata
                        Alberta".

                        >Ale zgadzam sie˛ z diodone -
                        > moz˙e kiedys powiedzia?es´/zrobi?es´ cos co BARDZO zrani?o Twoja z˙one i od tego
                        > czasu zacze˛?a sie od Ciebie oddalac´?

                        To jest abstrakcyjna teoria spiskowa dziejow, ktora nijak nie wynika z forumowej kroniki
                        Scriptusa. Wmawiajcie mu to dalej, to pewnie uwierzy. W cos trzeba wierzyc, zwlaszcza jak sie
                        czeka na cud.

                        Jedyne z czym sie zgadzam to sugestia, zeby Scri zajal sie soba. Nie wiem czy jemu to jakos
                        pomoze, ale zonie z pewnoscia.
                        • scriptus Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 14:44
                          Pho, właśnie o tym myślę i zastanawiam się, kiedy i jak ja Ją skrzywdziłem sad.
                          Po głowie chodzą mi same "pierdoły", w ciągu tylu lat małżeństwa zdarzają się
                          różne wydarzenia, ale co dla niej było tak poważne??? Wiem, że cudu nie będzie,
                          chociaż, są książki pełne opisów różnych cudów... tongue_out, a w totka też jedna -
                          dwie osoby tygodniowo wygrywają milion, ale tylko te, co postawiły 1,25 zł...
                          nie mów, że stawiają te, co nie wierzą, że mogą wygrać.
                      • scriptus Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 12:19
                        Czytam, myślę, najgorsze, że wszyscy macie rację sad
                        Powinienem się spontanicznie wściec i zrobić "porządki".
                        Tylko chyba się wypaliłem i o naprawdę spontaniczną reakcję chyba u mnie trudno.
                        Jednak już dojrzałem chyba do tego, by zrobić "restrukturyzację małej firmy",
                        jaką jest rodzina. Nie jestem Matką Teresą, tylko sfrustrowanym facetem, któremu
                        się wydaje, że chce dobrze.
                        Mam zrobić coś dla siebie? Ależ, ja właściwie wszystko już mam, wszystko, poza
                        szczęśliwą rodziną, szczęśliwą żoną. Zapewne Der i inni mają rację, skoro ta
                        żona nie chce być szczęśliwa, łatwiej uszczęśliwić inną, choć nie jestem skłonny
                        chodzić na łatwiznę, to rozumowanie nie jest głupie, na pewno warte przemyślenia.
                        "Rozszyfrowała" mnie Phokara smile, tak Pho, tego właśnie chcę, co gorsze, wiem, że
                        moje starania, to droga do nikąd. Jest też w tym trochę takiej niemodnej
                        galanterii, coś jak w przepuszczaniu kobiet w drzwiach.
                        Moje przeczucie również jest zbliżone do tego, co napisała Phokara:
                        "Tak sie tez zachowuje kobieta, ktora nie kocha i ktora chce sie
                        uwolnic od swojego partnera. To jest klasyka zachowan - choc bez klasy,
                        przyznaje - ale wzorzec psychologiczny jest po prostu modelowy. Nie potrafiac
                        wziac na siebie poczucia winy za kres uczucia - robi sie wszystko, zeby
                        obrzydzic drugiej stronie wlasna osobe, zeby sama uciekla."
                        Pytanie, czy ten modelowy wzorzec jest skuteczny i jakie modelowe zachowanie
                        jest przewidziane dla mnie? Przecież jeżeli bym się zachował tak, jak to jest w
                        tym modelowym wzorcu przewidziane, to zostanę zmieszany z błotem i winny rozpadu
                        małżeństwa. Ja, który, jak mało kto tego wcale nie pragnę sad.
                        Zatem, mam dwa wyjścia, ulec manipulacji ze wszystkimi konsekwencjami, lub
                        dalej, już z pełną świadomością uczestniczyć w próbie sił, wygra lepszy, czyli
                        silniejszy, odporniejszy, najbardziej prawdopodobne, że to nie będę ja, czyli
                        co? poddać się od razu? bez walki?

                        Z pewnością popełniłem wiele błędów, nie spełniłem jakichś jej oczekiwań, itd.
                        Nie szukam usprawiedliwienia wskazując, że błędy popełniają wszyscy, to nie
                        prowadzi do niczego. Bliższa jest mi logika kierowcy off road, który popełnił
                        jakiś błąd i wpakował pojazd w błoto i ma dwa wyjścia, trzasnąć drzwiami i iść
                        dalej piechotą przegrywając wyścig, lub próbować do skutku wyciągać pojazd z
                        grzęzawiska, naprawić i dotrzeć z honorem do mety, nawet na ostatnim miejscu.
                        Nie analizować w nieskończoność przeszłości, tylko rozwiązać problem, jak jechać
                        dalej. Oczywiście, wiem, że są takie uszkodzenia pojazdów, takie pęknięcia w
                        rodzinie, których usunąć się nie da. Wygląda na to, że ten mój pojazd w błocku
                        już wcale podwozia nie ma i wyciąganie go nie ma sensu, Jednak do mety docierają
                        tylko wytrwali, lub ci, co mieli szczęście. Skoro wpadłem w błocko,
                        szczęściarzem nie jestem, pozostaje mi tylko zgłosić DNF, mam 99,(9)% pewności,
                        że wytrwałość jest bezsensowna. Dojrzałem do tego, żeby zmienić sposób postępowania.
                        Wiem, że muszę przewartościować cele i metody postępowania. Nie wiem jeszcze
                        jak, ale muszę. To, co robię obecnie, jest bezskuteczne, bezsensowne i nie
                        prowadzi do nikąd. I nie mogę się kierować tylko własnym egoizmem, mam pasażera,
                        za którego jestem odpowiedzialny. Naprawdę jestem szczęśliwy, kiedy przychodzi
                        do mnie, by mi z zapałem opowiadać, jak wygrał mecz, coś wymyślił, zrobił,
                        osiągnął, albo nawet tylko po to, by przytulić kudłaty łepek do mojego ramienia.
                        To jest chyba więcej warte od wszystkiego na świecie.
                        • tojo Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 13:39
                          Przykro mi jak to czytam, bo sam jestem w podobneje sytuacji. Scri..., czy
                          przypadkiem twoja zona nie ma kogos na boku? Bo wyglada to na klasyczny
                          przypadek , niestety. Zbyt łatwo rezygnuje z wartosci dla kobiety waznych. a to
                          kobiety potrafia pod wpływem uczucia do innego faceta. Pozdrawiam.
                          • scriptus Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 14:35
                            Teoria, że moja żona ma kogoś na boku też mi przyszła do głowy. Nie kontroluję
                            Jej, jednak nawet pobieżna analiza jej zachowań, jak i czasu wyjść, zarówno
                            tych, kiedy wiadomo, gdzie jest, jak i tych, kiedy nie wiadomo, gdzie jest,
                            raczej na to nie wskazuje. Spotykanie się z kimś chyba wymaga więcej czasu i
                            wyjść o innych porach, a także chyba powoduje jakieś zmiany w zachowaniu, chyba,
                            że naprawdę opanowała do perfekcji sztukę kamuflażu. Jednak na moje odczucie
                            raczej nie ma nikogo na boku. Odczucie może być złudne, ale myślę, że się nie
                            mylę. Nie dam sobie głowy uciąć, że się z nikim nie spotkała, ale na stałe
                            nikogo nie ma. Zresztą, na dzień dzisiejszy ma to już niewielkie praktyczne
                            znaczenie, chociaż nie jestem w stanie poowiedzieć, że jest mi to obojętne.
                            Chyba (same chyba w tym moim tekście) muszę raczej popracować nad tym, żeby mi
                            to było obojętne, niż analizować, czy i z kim się spotyka. sad
                        • casper_ Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 13:45
                          Hmmm...Scriptus oczywiście nie musisz mnie słuchać. To w końcu mój pierwszy post
                          na tym forum. Ale czytam od miesięcy a Twoja historia jest mi wyjątkowo bliska.
                          Więc z punktu widzenia kobiety, która zachowuje się podobnie: moim zdaniem ona
                          Cię po prostu nie kocha. Z resztą powiedziała Ci to. Może nieelegancko czeka aż
                          się wkurzysz. Może boi się o Ciebie. Paradoks? Ale to prawda. Jeśli się z kimś
                          przeżyło kilkanaście lat to nawet brak miłości nie powoduje, że chcemy tą osobę
                          pozostawić na pastwę losu. Pojawiają się obawy, czy da sobie radę w życiu. Czy
                          ja dam sobie radę bez niej. Tak. Ja się składam z paradoksów. Może ona też? Może
                          czasem chętnie poczęstowałaby się tym Twoim ciastem ale boi się, bo wie że
                          uznasz to za krok milowy. Ona widzi że czekasz na cud i za cholerę nie potrafi
                          nic z tym zrobić. Takie jest moje zdanie. Może nawet nie chce żadnych
                          gwałtownych reakcji a wolałaby żebyś usiadł z nią spokojnie przy stole i omówił
                          warunki rozejścia się. Tak, żeby czuła, że to też Twoja decyzja, że do tego
                          dojrzałeś a nie zostałeś zmuszony.

                          Chyba dosyć chaotycznie napisałam i nie twierdzę, że ona zachowuje się fair,
                          miło, elegancko...ale Phokara i inni mają rację - waszego małżeństwa już chyba
                          nie ma.
                          • phokara Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 14:45
                            Zgadzam sie z Casper. W ogole i w szczegolach tez. Kobieta jest totalnie przerazona tym, co
                            sie dzieje i tym bardziej sie uszczelnia na wszelkie proby dotarcia do niej. Kiepsko to wyglada.
                            Nie bardzo wierze w wariant kochanka, bo to zazwyczaj wywoluje zachowania innego rodzaju.

                            Tylko nic z tego nie wynika, ze my sie tak wszyscy pieknie zgadzamy.
                            Ty Scri, jak sam napisales, chcesz niemozliwego - chcesz od tej kobiety ciepla i uczucia. Jesli
                            w niej tego juz nie ma, nie moze Ci tego dac. Frustrujace dla obu stron bo ani Ty ani ona nie
                            bardzo potraficie 'funkcjonowac' sobie poprawnie w malzenstwie bez milosci. Ale czy ktores cos
                            z tym zrobi, i kiedy, to zaden swiety nie przewidzi. To w koncu Wasze zycie i nikt nie ma prawa
                            Wam mowic, jak macie zyc, bo nikt za Was nie umrze. Amen.
                            • scriptus Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 15:09
                              Ech... dojrzewam, w niektórych miejscach zaczynam się nawet chyba psuć...
                              Ogólnie, to nie jest mi wesoło, najgorsze, że to ja jestem odpowiedzialny za
                              rodzinę i to ja muszę podjąć działanie. Może i jest gdzieś tam równouprawnienie,
                              ale facet to facet, a baba, to baba. Chirurgami od amputacji kończyn też raczej
                              są mężczyźni... Jeszcze pomyślę, może powinienem się upić, w końcu na kacu świat
                              może wygląda nie tyle weselej, co mniej beznadziejnie sad
                          • scriptus Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 14:57
                            Dziękuję Ci za Twój opis, wydaje mi się dość trafny.
                            Powoli zresztą dojrzewam do podanego przez Ciebie rozwiązania, widzę, że jest
                            nieuniknione, chociaż łamie wszystkie moje przekonania i zasady.
                            Nie zastanawiam się nad tym, dlaczego pragnie mnie zmanipulować, to nie jest
                            istotne, nie ona pierwsza i nie ostatnia tego próbuje, jednak nie potrafię
                            pojąć, dlaczego tak pragnie rozwodu, chociaż nikogo innego nie ma (przynajmniej
                            tak sądzę)???? sad
                            • a.niech.to Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 19:52
                              scriptus napisał:

                              > nie potrafię
                              > pojąć, dlaczego tak pragnie rozwodu, chociaż nikogo innego nie ma
                              Widać tak bardzo Cię nie chce.
                          • a.niech.to Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 19:56
                            casper_ napisała:

                            > Może nawet nie chce żadnych
                            > gwałtownych reakcji a wolałaby żebyś usiadł z nią spokojnie przy stole i
                            omówił
                            > warunki rozejścia się. Tak, żeby czuła, że to też Twoja decyzja, że do tego
                            > dojrzałeś a nie zostałeś zmuszony.
                            Jeśli ją kochasz, Scri, pomoż jej odzyskać wolność, w tym uwolnij ją od siebie.

                            • nangaparbat3 Re: Scri... witaj w klubie :( 29.08.06, 22:11
                              a.niech.to napisała:

                              > Jeśli ją kochasz, Scri, pomoż jej odzyskać wolność, w tym uwolnij ją od
                              siebie.
                              >
                              >
                              Tak. Głęboko wierzę, że prawdziwa milość obdarza ukochaną osobę wolnością.
                              Czasem w sposób bardzo bolesny - trzeba pozwolić odejść. Czasem nawet to
                              ułatwić.
                            • anja_pl tylko dlaczego On... 30.08.06, 01:10
                              ... ma składać pozew o rozwód? może jeszcze z Jego winy?
                              nie kocha GO, to niech sama złoży pozew, Scri pewnie nie będzie jej
                              zatrzymywał, pozwoli odejść,

                              dlaczego On ama byś tym, któru uniesiony ambicją ma zostawić syna, mieszkanie,
                              samochód i co tam jeszce żonie, którą niewiele obchodzi Jego życie?

                              żona, by pewnie sama odeszła, gdyby nie bała sie przyszłości, tego że nie
                              będzie miała na swoje "waciki", na spłatę kredytów, jakie zaciągnie itd.

                              gdyby tak Sri wniósł pozew o rozwód ze swojej winy, to może łaskawie zgodziłaby
                              się na rozwód, ale o alimenty na nią pewnie sama by sprawę założyła (za
                              jarkonim: "każda kobieta chce kasy od swojego ex."),

                              a opiekę nad synem sąd powierzy matce, bo to przecież ojcic niedoibry chce
                              odejść, mieszkanie przy podziale majątku też zonie, no bo przecież On niedobry
                              ja zostawiła, sama z dzieckiem...

                              łatwo dawać dobre rady patrząć z boku, ale nie siedzimy w Scriptusie, ani w
                              jego żonie, historię znamy jedynie z tego, co nam Scri napisze,


                              gdyby Scriptus był winny czegoś tam, to na pewno (?) żona pozew z orzekaniem o
                              winie by juz złozyła, taki mi sie maluje jej obraz ...

                              nie kocha Go, to prawie pewne, ale pieniądze z chęcią bierze od męża,

                              ech,
                              szkoda mi Cię Scri, ale nie rób niczego wbrew sobie, pozwól czasowi biec,
                              nic nie przyspieszaj, niech dziecje, to co ma być,
                              nie robienie żadnych gwałtownych ruchóe, to tez decyzja i czasami znacznie
                              trudniejsza od decyzji o rozwodzie, a życie w takim związku jak Twój jest na
                              pewno bardziej frustrujące niż to po rozprawach...

                              już niestety wiem coś o tym...

                              dobranoc wszystkim tym czytającym i piszącym, i tym tylko podczytującym...
                              • akacjax Re: tylko dlaczego On... 30.08.06, 08:54
                                A ja powtarzam: w świetle prawa u nich nie ma zupełnego i trwałego rozkladu gospodarczego np.

                                Jest głęboki kryzys. On nie mówi nie, ona nie wiemy-ale nie mówi ani nie, ani tak. Sytuacja oddalenia, niewyjaśnienia problemu, zwykły brak elementarnej komunikacji przerosłą ich. Być może najpierw były takie małe ciche dni, potem osobna sypialnia i tak nie pytając dlaczego, co się dzieje...doszło do myślenia o rozwodzie.
                                Jej hasło(chyba kiedyś padło z jej strony-nie pamiętam dokładnie, a może się mylę, a szukać mi sie nie chce...)-że jak on chce rozwodu, to niech o niego wystapi...jest tylko hasłem.
                                Małeżeństwa wiele razy rzucają : jak ci nie pasuje to się rozwiedź...ale to nie znaczy, że lecą od razu do sądu.
                                Dla mnie to małżeństwo zamroziło się przez własna nieuwagę do tego stopnia, że teraz nie wiadomo, co było przyczyną, jak to się stało...

                                Nie poradzę:używaj życia, złóż pozew, ale jedynie-zapytaj samego siebie-czy chcesz innego życia? z inną osobą? Czy jak kiedyś pisałeś-rozwód i tak nic nie zmieni?

                                A z drugiej strony-niby chcecie dobrze dla dziecka, a swoją relacją dajecie mu najgorszy obraz, prawie jak być, czy nie być.
                                (Do tego dzieci mają tendencję doszukiwania się w sobie winy-nawet podświadomie, nawet bez artykułowania tego).
                                • anja_pl Re: tylko dlaczego On... 30.08.06, 10:04
                                  to żona scri chce się rozwodzić i to scri powiedział jej, że jak chce , to
                                  niech sama złoży pozew

                                  ja nie mówię, że nie mają kryzysu, maja i to bardzo głęboki, ale nie wiem czy
                                  pamiętasz, scri próbował namówić żonę na wizytę u psychologa, aby zacząć
                                  terapię małżeńską, ona nie chciała i "olewała" wszelkie jego starania, a było
                                  to jakieś 1- 1,5 roku temu
                              • a.niech.to Re: tylko dlaczego On... 30.08.06, 22:36
                                Ciekawi mnie, czym Ci tak popadła żona Scri? Jasnym dowodem na jej
                                człowieczeństwo są słowa i odnoszenie się do niej męża. Sporo imputujesz.
                                Mnie się widzi, że ona go zwyczajnie nie kocha, a może nawet bardziej - do bólu
                                i męczy się setnie, co tym zrobić. Wie, że Scri to porządny facet, żadną miarą
                                nie chciałaby go skrzywdzić. Jest przy nim z moralnego przymusu.
                                Pomóż jej, Scri, i sobie.
    • tricolour Niezły pomysł... 29.08.06, 22:19
      ... naprawdę celny.

      Żona nie chce już niczego od Ciebie, ale widzi i czuje, że Ty bardzo pragniesz,
      by cos sie wydarzyło, cud jakiś.
      Więc nie rozbi literalnie nic, nawet okiem nie mrugnie, nawet pozwoli sie
      pocałować, bo wie, że to mniej znaczy niż odmowa. Bo odmowa, to działanie, a Ty
      wyczekujesz działania. Ten pocałunek od niechcenia, to bierność...

      Może rzeczywiście spróbowac na spokojnie omówić warunki rozwodu... choćby tylko
      dla sprawdzenia co sie stanie...
      • a.niech.to Re: Niezły pomysł... 30.08.06, 22:43
        tricolour napisał:

        > odmowa, to działanie, a Ty
        > wyczekujesz działania. Ten pocałunek od niechcenia, to bierność...
        >
        > Może rzeczywiście spróbowac na spokojnie omówić warunki rozwodu...
        Zapewne ona cierpliwie znosi mężowskie zaloty w imię sobie znanego celu czy
        powodu, np. zaskarbić uśmiech męża, nieokazywać mu niechęci, na którą nie
        zasłużył (włączył sie wewnętrzny strażnik), umniejszyć poczucie winy, że
        powinna, a przecież nie umie.
    • der1974 Re: Równia pochyła 29.08.06, 22:46
      Scri! Mam wrażenie, że zbyt jasno się wyraziłem wczoraj i mogło Cię to zranić,
      a takich intencji nie miałem. Ja Cię rozumiem doskonale, bo sam Twoją fazę
      zaliczałem i to dosyć długo (nie wiedzieć tylko czemu). Tym bardziej jednak
      chcę Cię zachęcić, żeby żyć samemu. Skoncentorwać się na swoim życiu. Przecież
      Ty się sam zadręczasz. Mnie to irytuje, bo sprawiasz wrażenie normalnego,
      wrażliwego faceta, który marnuje kolejny rok. Ja też zmarnowałem rok, a może
      pięć? Zły jestem na siebie o to. Tu nie chodzi o wieczne rozstrząsanie czemu?
      dlaczego? co zrobiłem źle? No dobra zrobiłeś i Ty i ja. Niejedno źle i nie tak
      jak trzeba. Ja też nie spełniłem oczekiwań żony co do bycia mężczyzną. Pewnie
      nim nie byłem w moim małżeństwie. Z przyczyn zawinionych i niezawinionych. Z
      idealizmu (eh Pho!!!), z niedojrzałości, ze zbyt dużej wiary w drugiego
      człowieka i wreszcie ze strachu. Ale to nie znaczy, że trzeba w tym tkwić.
      Spieprzyliśmy małżeństwo i co z tego?????? Nic. Tylko obserwacja,
      doświadczenie, żeby było lepiej w przyszłości. Jeśli uważasz to za swoją
      porażkę to niech tak będzie. Spieprzyłeś i trudno. Ja też. Errare humanum est.
      Wszystkiego nie wygrasz. Wyciągnij wnioski na przyszłość, a nie babraj się we
      wspomnieniach. Odrzuć to poczucie winy, jakie masz w sobie. A bo to człowiek
      się rodzi z doświadczeniem jak się zachowywać? Po prostu je zdobywa.
      Najczęściej w bólach i przegrywając ważne sprawy życiowe. Poszukaj siebie,
      swojej tożsamości, swojego poczucia wartości. Mężczyzna nie może szukać oparcia
      w uczuciach kobiety i jej zachowaniach, tylko ma je szukać w sobie.
      Analogicznie kobiety. W swojej pracy, w swoich osiągnięciach, w tym jakim się
      jest po prostu. No zajrzyj w siebie i to odnajdziesz. Ja zaglądałem. Najpierw
      ze strachem, potem z zaciekawieniem a teraz to już po prostu lubię sobie
      popatrzeć w siebie i dostrzegać pozytywy. To co ugotujesz SOBIE coś? No weź
      ugotuj i pożryj sam na oczach żony. Co Ci szkodzi? Nic nie pomoże na rozpad
      małżeństwa ale się lepiej poczujesz. No proszę zacznij adorować siebie a nie
      żonę. Trzeba dbać o siebie. Jak Ty się nie uszanujesz to niby ktoś ma to
      zrobić? No way!
      • tricolour Już dwa lata tak mu piszemy... 29.08.06, 22:52
        ... kurza twarz. Normalnie chyba medal nam się należy za cierpliwośc albo i flacha.
        • phokara Re: Już dwa lata tak mu piszemy... 29.08.06, 23:13
          I flacha i medal, jak w morde.
          • 13monique_n Re: Już dwa lata tak mu piszemy... 30.08.06, 10:38
            Flacha i medal, najlepiej w fontannie, Pho, pamietasz obietnice Tri, prawda? wink
            • tricolour Ja też pamiętam... 30.08.06, 17:40
              ... ale widzę, że nic z tego nie bedzie. Widzowie nawalili koncierta nie budiet'...
              Zresztą zaraz zima i fontanna bedzie pusta... hehehehe.

              tongue_outPPPPPPPPP
              • phokara Re: Ja tez˙ pamie˛tam... 30.08.06, 17:56

                Widzowie nie nawalili ... sie.

                Publika przybedzie i to z pewnoscia przed rozpoczeciem sezonu grzewczego, albowiem publika
                wie, ze ujemne temperatury wplywaja negatywnie na skale doznan wzrokowych i przezyc natury
                estetycznej, zmniejszajac wymiar ich oddzialywania na widzow w stopniu znacznym.

                Zreszta fontanna nie bedzie pusta, jesli do niej wleziesz. Sliczne i logiczne.
                • tricolour Zobaczymy czy wlezę... 30.08.06, 18:02
                  ... bo w lecie, to frajda, a na zimno, to lipa...
                  • phokara Re: Zobaczymy czy wleze˛... 30.08.06, 18:05
                    ...cholera, niech sobie przypomne, o co chodzilo z tym ogrzewaniem goracymi oddechami i kto
                    to napisal.
                    Ale to pewnie byla jaka lipa.
                  • libra22 szkoda 30.08.06, 18:23
                    Szkoda mi Waszego syna Scri - od dwóch lat patrzy na rodziców i nie wie co się
                    dzieje, albo wie...ale pewnie cierpi tak czy inaczej.
                    • a.niech.to Re: szkoda 31.08.06, 06:57
                      Trafiłaś w mój czuły punkt. Załóż wątek na temat synowskowskiego cierpienia.
                      Niby jak cierpi, wiemy, ale czy znamy się na tym inaczej? Boszzz...Znów kruchy
                      lód. Nieopatrzny krok i wsypa, a może to nie ten ten forum?
    • nangaparbat3 Re: Równia pochyła 31.08.06, 08:27
      Scri, pozwol ze sie powtorzę: czy nie mógłbys zaproponować żonie rozwodu tak,
      aby syn mieszkał z Tobą?
      • buba77 Re: to nie równia to błędne koło 31.08.06, 14:12
        z którego trudno się wyrwać. Scri, nigdy nie spadniesz, bo się kręcisz w kólko.
        Ja nie jestem w stanie zrozumieć, ze nie rozumiesz motywów żony. Jak to
        możliwe? Ty jakiś ślepy jesteś (tzn. myśle ze wiesz, ale się piescisz jak
        dziecko) no i żyjesz w jakiejs bajce (sam to mówisz), złudzeniach (te ciasta i
        inne drobiazgi są super, ale gdy w zwązku dobrze się dzieje), to jakaś po
        prostu kpina. Jesteś mądrym facetem zadaj sobie pytanie: DO CZEGO JEST MI
        POTRZEBNE I CO MI DAJE TKWIENIE W TAKIM MARAZMIE (na pewno nie dla dziecka,
        może Ci kiedyś powie jaką mu robicie krzywdę). Mówisz, że jesteś facet i
        powinienes podejmować męskie decyzje - chyba tylko po to żeby sobie dowalić, bo
        wiesz że nic nie robisz. Żona Cie prowokuje (tak mi sie zdaje) tym że
        powinienes mieć kogoś na boku - a Ty się upajasz jaki to ty jesteś w porządku
        facet i czego ona chce. Scri Nie bądź w porządku. Po prosu żyj. to nie Twoje
        małżeństwo jest trupem. to Ty jesteś trupem. I jedno wynika z drugiego.
        Przepraszam, jeżeli jestem ostra.
        Rozwód, to b. trudna rzecz. Dlaczego Wy się po prostu nie rozstaniecie? Usiądź
        razem z zoną i powiedz: jest miedzy nami źle, powinniśmy się rozstać dla dobra
        nas i dziecka. Zróbmy tak i tak, co ty na to. Albo: nie wiem jak to zrobić.
        Może Ty masz jakis pomysł. I na tę chwile bym nie wracała do żalów i pretensji.
        Tylko ocenic to co jest dzisiaj.
      • misbaskerwill Re: Lepiej!!! 31.08.06, 14:19
        > Scri, pozwol ze sie powtorzę: czy nie mógłbys zaproponować żonie rozwodu tak,
        > aby syn mieszkał z Tobą?

        Nanga, genialne!!!smile))

        SCRI - nie chcesz rozwodu - więc wnieś o _separację_ i miejsce zamieszkania
        dziecka przy Tobie.

        Separację łatwiej dostać, bardzo łatwo znieść - a łaskawa Małżonka będzie miała
        trochę czasu na przemyślenie sprawy - i przed i (zwłaszcza) po rozprawie.
        Zagrywka ostra - ale może zakończy marazm, a i Żona pewnie inaczej na Ciebie
        spojrzy.

        Decyzja należy do Ciebie. Wiem, że to niemoralna propozycja, ale wiem też, że
        jako człowiek bardziej doświadczony ode mnie, i tak zrobisz tak jak uważaszsmile

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka