magnuna
09.07.05, 20:58
Czy kiedy rozstawaliscie sie padlo slowo "przepraszam"? Od tego kto
odchodzil, kto wniosl o rozwod?Czy bedac porzucona/nym powiedzdiliscie
przepraszam za to co ja schrzanilem w naszym zwiazku?
Bo moze ja jestem nienormalna.Przeprosilam za to co ja robilam zle,za zlosci,
za swoje winy.A on? Mowi,"dobrze ze wiesz co masz do naprawienia a ja nie
trace czasu na rozmyslanie co bylo moja wina.Myslenie o tym co bylo to
bezsens.A wniosek jaki wyciagnalem jest taki, ze nie mozna sie deklarowac "na
zawsze", "nigdy" bo tak deklaruja dzieciaki.Dorosly czlowiek wie, ze w zyciu
wszystko sie zmienia i po co takie obietnice i deklaracje".
Hmm, dorosly czlowiek, dojrzay, odpowiedzialny jesli kocha to deklaruje,
przysiega bo bierze odpowiedzialnosc za druga osobe, nie traktuje jak
zabawki.A moze to z moim mysleniem jest zle?