Dodaj do ulubionych

po co rozwód

16.08.06, 01:10
Z powodu watku tutaj i kilku na "macochach" duzo myslalam o problemach
rozwodowo-dzieciowych. I przyszlo mi do głowy, że jesli rozwodzą się ludzie z
przychówkiem, to ich głównym celem powinna byc poprawa wzajemnych relacji -
dla dobra dziecka właśnie. Bo przecież od jakości tych relacji będzie
zależało, co sie dalej z tym dzieckiem/dziećmi stanie.
I tak sobie myślę, ze moze z rozwodem nie nalezy czekac do ostatniej chwili,
ale rozstawać się wtedy, kiedy jeszcze coś dobrego zostało, coś na czym mozna
budować. Nie czekać, jak Ozolo, aż spotka się kogoś, z kim zechcemy budować
nowy związek, ani nie ratować malżeństwa za wszelką cenę, kiedy w ludziach
zostaje juz tylko wścieklość i poczucie krzywdy.
Obserwuj wątek
    • a.niech.to Re: po co rozwód 16.08.06, 06:23
      nangaparbat3 napisała:

      > Z powodu watku tutaj i kilku na "macochach" duzo myslalam o problemach
      > rozwodowo-dzieciowych. I przyszlo mi do głowy, że jesli rozwodzą się ludzie z
      > przychówkiem, to ich głównym celem powinna byc poprawa wzajemnych relacji -
      > dla dobra dziecka właśnie. Bo przecież od jakości tych relacji będzie
      > zależało, co sie dalej z tym dzieckiem/dziećmi stanie.
      Wytłumacz to mojemu pacanowi! Niby kształcony wielce, a zwyczajny półgłówek,
      szczególnie gdy rozstał się z drugą polową, czyli ze mną.
      > I tak sobie myślę, ze moze z rozwodem nie nalezy czekac do ostatniej chwili,
      > ale rozstawać się wtedy, kiedy jeszcze coś dobrego zostało, coś na czym mozna
      > budować.
      Wtedy jest jeszcze nadzieja, biłabym się, żeby połatać mężowskie kalesony.
      > Nie czekać, jak Ozolo, aż spotka się kogoś, z kim zechcemy budować
      > nowy związek,
      To bolesny moment, bo upokarzający. Mnie przypadł w udziale. Dzięki Bogu,
      podniosłam się, jakoś egzystuję bez exa, hmm..nawet jak na razie jestem
      zadowolona.
      > ani nie ratować malżeństwa za wszelką cenę, kiedy w ludziach
      > zostaje juz tylko wścieklość i poczucie krzywdy.
      To już się nie da. Próbowałam. Straciłam tylko czas i nerwy, on także.
      • a.niech.to Re: po co rozwód 18.08.06, 08:11
        Dzisiaj myślałam któryś raz o motywach rozwodu. Szukałam posta, gdzie o tym
        pisałam, bo ujęłam w nim pobudki czysto praktyczne, przyziemne, a to dlatego że
        te bywają traktowane poważnie, w przeciwieństwie do innych, które na własny
        użytek nazywam _idealistycznymi_. Nie mogę się nimi dzielić na publicznym
        forum, ale zapewniam Was, że one są i mają znaczny ciężar gatunkowy. Kto wie,
        czy nie decydujący. Nie ma to nic wspólnego z ewentualnym zamęściem. Kto mnie
        trochę zna, wie, że nic takiego nie wchodzi w rachubę. Wie też czemu. Zmilczę.
        Ktoś ze znajomych sugerował mi separację. Byłoby to bez sensu. Ponadto mogłoby
        się dla mnie skończyć wręcz w tragiczny sposób. Zostałabym ofiarą, nie zyskując
        nic ani dla siebie, ani dla nikogo. Umierać za życia za nic i dla niczego?
        Nie należy utrzymywać nici łączącej małżonków, gdy nie ma krztyny wiary i
        cienia zaufania, natomiast wdarła się totalna podejrzliwość, co ma swoje
        realistyczne podstawy. Zresztą tę nić stanowią w moim przypadku nasze dzieci.
        Zresztą gdy wyobrażę sobie kolejne lata przy boku exa i to co by działo się ze
        mną i moim życiem, mój idealizm gwałtownie przybiera na sile. Wiele o tym
        myślałam. Po rozwód nie biegnie się pod wpływem chwili. Wiele lat przetrwaliśmy
        w rodzinnym piekle. Chcę umrzeć wolnym człowiekiem (idealizm).
        Tak tylko piszę, chciałam się wygadać.
        • nangaparbat3 Re: po co rozwód 18.08.06, 16:23
          >>>Chcę umrzeć wolnym człowiekiem (idealizm).
          Moze to i idealizm, ale jakie ważne.
    • tricolour Głównym celem rozwodu nie jest ... 16.08.06, 15:38
      ... poprawa relacji, ale chęć sądowego umocowania faktu zerwania wszelkich
      relacji. Czasem zdarza się, że te zerwane relacje naprawiaja sie i dawne
      małżeństwo stać na przyjaźń i chęć niesienia pomocy wzajemnej w granicach
      tolerowanych przez nowych partnerów. To zdarza sie jednak rzadko i chyba
      dominuje model: ex mnie guzik obchodzi.

      Myślenie o dobru dziecka w momencie rozwodu uważam za myślenie zyczeniowe, a
      może nawet naiwność... ponieważ rozwód jest wyrazem zerwania wszelkich relacji.
      Przynajmniej dla mnie.
      • lucynkkaa Re: Głównym celem rozwodu nie jest ... 16.08.06, 15:45
        "Myślenie o dobru dziecka w momencie rozwodu uważam za myślenie zyczeniowe, a
        może nawet naiwność... ponieważ rozwód jest wyrazem zerwania wszelkich relacji.
        Przynajmniej dla mnie."

        oj Tri.. zerwania wszelkich relacji ??? cos chyba nie tak...

        • tricolour No to napisz jak, a nie tylko, że nie tak... 16.08.06, 15:47
          ... bo raczej niczego nie napisałaś....
          • lucynkkaa Re: No to napisz jak, a nie tylko, że nie tak... 16.08.06, 15:51
            chodzilo Ci o relacje z Ex czy z dziecmi? bo zarówno w jednym jak i w drugim
            przypadku /tu szczegolnie/ moje podejscie jest zupełnie inne

            oczywiście rozpatruje tylko rozpad związku majacego dzieci /w innym zupełnie
            sie zgadzam/
            A ty chyba masz?
            • tricolour Zanim Cie poproszę żebyś napisała.... 16.08.06, 16:00
              ... jak jest u Ciebie, to coś napisze o sobie.

              Mam córkę, ale to jest córka z nazwy. Nie mieszkamy razem więc nie pomagam jej w
              nauce, bo mnie nie ma kiedy mnie potrzebuje. Nie interesuje sie jej codziennymi
              sprawami, bo na codzień nie jesteśmy ze sobą, bo nie mieszkamy razem. Nie pytam
              jej o sprawy osobiste, bo oddaliliśmy sie na tyle, że nie wypada mi pytać
              podczas spotkań... chyba, że sama zacznie temat.
              Takich spraw jest wiele więc nie oszukujmy się, że skoro nie mieszkamy ze sobą
              10 lat, to nasze relacje sa OBOJĘTNE w rozumieniu bliskosci jaka by byla
              gdybysmy mieszkali razem i byli rodzina...
              • lucynkkaa Re: Zanim Cie poproszę żebyś napisała.... 17.08.06, 08:22
                widzisz Tri.. moj były próbuje zerwac wszelkie kontakty z dziecmi, juz raz
                spróbował. Wyprowadził sie z miasta, zlozył wymówienie w pracy, zniknął, mozna
                powiedziec znalazłam go 400 km dalej.
                Dlaczego to zrobił - nie wiem, dlaczego ja go szukałam - dlatego ze uwazam ze
                dzieci choc z daleka powinny tego ojca mieć.
                Teraz od jakiegos czasu znowu go nie ma, nie odpowiada komórka, SMSy trafiaja w
                próznię, dlaczego to robi - nie wiem

                Chciałabym zrozumieć co mysli czlowiek decydując sie na coś takiego

                Dlaczego Tri Twoja córka stała sie córką tylko z nazwy?
                • tricolour Odpowiedź jest prosta: 17.08.06, 12:17
                  To konsekwencja rozwodu. Takie są moje ogólne wnioski... może u innych jest
                  inaczej, ale w to wątpię. Podkreślam raz jeszcze, że ta "córka z nazwy" jest
                  tylko w rozumieniu bliskości, jaka mogła by być gdybyśmy byli rodziną...
                  • lucynkkaa Re: Wybacz 17.08.06, 12:58
                    ... ale wychodzi z tego ze rozwod byl tez z corką

                    Mam nadzieje ze u wielu innych rozwodzacych sie/rozwiedzionych jest i bedzie
                    inaczej
                    • tricolour No oczywiście. 17.08.06, 20:34
                      A Ty uważasz, że może byc ianczej? Sama też doświadczasz podobnie....
                  • nangaparbat3 Re: Odpowiedź jest prosta: 17.08.06, 14:46
                    tricolour napisał:

                    > To konsekwencja rozwodu. Takie są moje ogólne wnioski... może u innych jest
                    > inaczej, ale w to wątpię. Podkreślam raz jeszcze, że ta "córka z nazwy" jest
                    > tylko w rozumieniu bliskości, jaka mogła by być gdybyśmy byli rodziną...

                    Tri, nie wiesz i nigdy sie nie dowiesz, jak by było, gdyby nie rozwód.
                    Jesli bedziesz porownywal rzeczywistość z Twoimi wyobrażeniami o tym, jak byc
                    powinno, nigdy nie bedziesz ani wolny, ani szczęśliwy.
                    Wybacz, że tak apodyktycznie sie wypowiadam, ale walka z moimi własnymi
                    wyobrażeniami zabrala mi dobrych kilkadziesiat lat zycia i mam porównanie.

                    A ile lat ma Twoja corka?
                    Moja ma 15 i kiedy jakieś 3-4 lata temu zaczęła dorastać, uniezalezniać od
                    rodzicow, Ex martwił się, ze to jego wina , że corka sie od niego odsuwa.
                    Na szczęscie powiedział mi o swoich niepokojach, wiec moglam go zapewnić, że
                    identycznie odsuwa sie ode mnie i od dziadkow. Mnie tez nie było z tym łatwo,
                    mimo ze przeciez ze mnna ona mieszka.
                    Gdyby Ex uparcie interpretował uniezaleznianie się (tez, a może zwłaszcza
                    emocjonalne) corki jako skutki rozwodu, a nie daj Bog jako moją krecią robotę,
                    nieszczęście gotowe.
                    • tricolour Niczego nie porównuję... 17.08.06, 20:35
                      ... ani nie żyję żadnymi wyobrażeniami. Napisałem o córce "z nazwy" i
                      wyjaśniłem, co miałem na myśli.

                      Moja ma 16,5.
      • nangaparbat3 Re: Głównym celem rozwodu nie jest ... 16.08.06, 20:51
        Tri, właśnie w tym rzecz , żeby do tego zerwania wszelkich relacji nie doszlo.
        Zresztą według mnie jesli ma się wspolne dziecko to o zerwaniu relacji mowy byc
        nie może, chyba że siie go pozbędziemy, co zresztą czasem sie zdarza, a w
        mitologii pięknie to jest pokazane w micie o Medei.
        • tricolour Może, nie może... 16.08.06, 21:16
          ... to jest nieistotne. Ważne jak jest.
    • der1974 Re: po co rozwód 17.08.06, 00:06
      Nie masz racji Tri! Można zerwać relację z Ex, ale z dziećmi? Nie. I guzik mnie
      może obchodzić Ex, ale dzieci zawsze. To są moje dzieci i nie ma mowy żebym o
      nich zapomniał. Gdzieś mam siebie. Nie zapomnę o nich.
      • tricolour Kto mówi o zapominaniu? 17.08.06, 07:00
        Jesteś na początku drogi, bracie i wydaje Ci się, że dla swoich dzieci bedziesz
        zawsze takim ojcem, jak w normalnej rodzinie. Nie bedziesz. Nie bedzie Ciebie
        razem z dziećmi i nie łudź się, że potrafisz cokolwiek zrobić na odległość czy
        na telefon.
        Zresztą ze zdania, że "gdzieś masz siebie" wynika, że jeszcze niewiele wiesz...
        w ogóle co ze sobą robić.
        • nangaparbat3 Re: Kto mówi o zapominaniu? 17.08.06, 14:50
          Oczywiscie, za jakis czas dzieci Dera zaczna sie od niego opedzać - tak powinno
          być, to jest normalne, zdrowe, zwiazane z ksztaltowaniem się indywidualnej
          tozsamości dzioeci, a nie z rozwodem.
        • brzoza75 Re: Kto mówi o zapominaniu? 17.08.06, 14:53
          Tri wiesz a ja bym chciała aby mój eks miał takie podejście do dzieci jak Der i
          chwała mu za to! Nadal wierzę że można pogodzić i jedno i drugie!
    • markus_wak Re: po co rozwód 18.08.06, 14:45
      Rozwód ma dać szansę na przyszłość, a nie przekreślać przeszłość. Obu stronom.
      To, że najczęsciej niestety tak się nie dzieje, to: 1. jest zupełnie inna
      sprawa, 2. determinuje obiegowy pogląd o konsekwencjach rozwodu, jest rezultatem
      myślenia negatywnego o sobie i innych.

      Dlatego całkowicie się zgadzam, że nie należy o nim decydowac w atmosferze
      wściekłości. Czasem trzeba najpierw wytłumić konflikt, i w interesie dzieci oraz
      własnym jako rodziców szukać porozumienia i nowej płaszczyzny komunikacji, co
      nie wszystkim się udaje. Czytając Twoje pozty Nanga mam wrażenie, że
      osiągnęliście w 100% to co potencjalnie jest możliwe. Podziwiam. I też się staram.
      • nangaparbat3 Re: po co rozwód 18.08.06, 16:25
        > Rozwód ma dać szansę na przyszłość, a nie przekreślać przeszłość.

        Własnie tak należaloby to ująć, ale mnie zawsze słów brakuje.
        Z tymi 100% to nie wiem, ja sie wciąż modlę, zeby sie nic nie popsuło. Jak
        mawiał mój kolega ze szkoły "life is brutal and full of zasadzkas".
    • der1974 Re: po co rozwód 18.08.06, 22:28
      Tri!
      Ja nie twierdzę, że będzie tak samo. Wcale tak nie myślę. Wiem, że nie będzie,
      jakiś chory bym musiał być żeby tak uważać. Półtora miesiąca mnie już tego
      nauczyło. Będzie ciężko, ale wierzę, że można ustawić jakąś sensowną relację z
      dzieciakami. I prawda fundamentalna jest taka, że prawie wszystko w kontakcie
      ojca z dziećmi zależy od Ex. Akurat w przedmiocie mojego kontaktu z dziećmi,
      mojego wizerunku w ich oczach, Ex zachowuje się po prostu perfekcyjnie. Chylę
      przed nią czoła. Szanuję ją za to.
      A nie zapomnę o nich choćbyś się wściekł smile.
      A ja osobiście doskonale wiem, co ze sobą zrobić. I nie jestem na początku
      drogi, choć wszystkim dookoła tak się wydaje. Ale ja nie muszę podzielać
      poglądu wszystkich i nie podzielam wcale.
      • buba77 Re: po co rozwód 19.08.06, 00:50
        "Myślenie o dobru dziecka w momencie rozwodu uważam za myślenie zyczeniowe, a
        może nawet naiwność... ponieważ rozwód jest wyrazem zerwania wszelkich relacji.
        Przynajmniej dla mnie".

        Związek rodziców z dzieckiem i dziecka z rodzicami jest na całe życie. Nie
        można go zerwać. Może być on lepszy lub gorszy. Można się uwolnic od jego
        szkodliwego wpływu, jeśli taki jest. Można zdusić i udawać że go nie ma, ale
        takie udawanie, to fałsz. Bo na zawsze jesteśmy częścią siebie. Niszcząc tę
        relację niszczymy część siebie i krzywdzimy siebie.
        • tricolour To w takim razie... 19.08.06, 01:20
          ... jak możliwe jest, że ojcowie nawet nie płacą alimentów, nie zadzwonią na
          urodziny czy święta, nie odzywają sie latami?

          Czy oni udają? Czy coś duszą w sobie?
          Nie - oni mają dzieci w dupie. I to jest zerwanie wszelkich relacji, a nie
          relacje "lepsze lub gorsze".
          • nangaparbat3 Re: To w takim razie... 19.08.06, 12:22
            tricolour napisał:

            > ... jak możliwe jest, że ojcowie nawet nie płacą alimentów, nie zadzwonią na
            > urodziny czy święta, nie odzywają sie latami?
            >
            > Czy oni udają? Czy coś duszą w sobie?
            > Nie - oni mają dzieci w dupie. I to jest zerwanie wszelkich relacji, a nie
            > relacje "lepsze lub gorsze".
            a nieco wczesniej piszesz tak:

            >>Myślenie o dobru dziecka w momencie rozwodu uważam za myślenie zyczeniowe, a
            >>>może nawet naiwność... ponieważ rozwód jest wyrazem zerwania wszelkich
            >>>relacji.
            >>>Przynajmniej dla mnie.

            Albo wyszlo nieporozumienie, albo wolalabym nie wiedzieć, co o tym myslę.
            • buba77 Re: To w takim razie... 20.08.06, 12:44
              ... jak możliwe jest, że ojcowie nawet nie płacą alimentów, nie zadzwonią na
              urodziny czy święta, nie odzywają sie latami?

              Czy oni udają? Czy coś duszą w sobie?
              Nie - oni mają dzieci w dupie. I to jest zerwanie wszelkich relacji, a nie
              relacje "lepsze lub gorsze".

              ja się odnosiłam do ojców, a nie do zwyrodnialców, albo osób chorych
          • der1974 Re: To w takim razie... 20.08.06, 21:35
            Oczywiście, że tacy ojcowie mają wszystko w dupie. Takie zachowanie jest
            wyrazem wyłącznie takiej postawy. Ale przecież nie wszyscy się tak zachowują,
            raczej mniejszość, a po drugie nie zawsze jest to efekt wyboru mężczyzny. Mam
            przyjaciela, który stracił wszelki kontakt ze swoją córką i to nie był jego
            wybór. Nie widział jej chyba ze dwa lata. Ex i jej rodzice szczuli go psem,
            bili, dzwonili po policję, dziecku opowiadali o nim niestworzone historie.
            Odpuścił. Nie chce pamiętać i nie jest mu z tym dobrze, ale nie ma wyjścia.
            Dlatego tak ważna jest postawa kobiety. Bo w dużym stopniu od niej zależy
            jakość kontaktu.
            • nangaparbat3 Re: To w takim razie... 21.08.06, 00:17
              Dlatego warto starac się jej nie ranic przy rozstaniu. ale to sie rzadko zdarza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka