monamam
16.01.07, 22:49
No i tak siedzę i czytam, jedni już są po, wielu w trakcie, a ja stoję
przed...ogromnym brzydkim długo odpychanym potworem-rozwodem. Jak do tej pory
nawet nieźle mi szło...ale on już za 2 dni...i choć przekonana jestem co do
słuszności i konieczności rozumowo, tak gdzieś tam cały czas sączą się emocje
i te cholerne wspomnienia planów jak mogłoby być. Chyba się
rozsypuję...właśnie teraz powinnam sie brać do kupy, a tu łzy jak
potok...Tylko chciałabym wiedzieć ile taka dolina trwa? Rok, dwa, kilka?