Dodaj do ulubionych

stara gwardia

19.02.07, 20:45
czytam forum jakies 10 miesięcy. Ciągle w nagłówkach są nowe posty osób
dopiero co opuszczonych albo pozostawiających ( w mniejszeości). Tyle żalu,
bólu, łez, rozpaczy.
I tak sobie myślę, że nie czytam nigdy w postach starej gwardii takich rzeczy.
Przyznajcie się rozwodnicy lat 2+ po rozwodzie!!!! Czy NIGDY nie dopada Was
nostalgia i dół ŚCIśLE związany z exem, jego osobą itd.? Czy nigdy Wasze
relacje nie są powodem rozpaczy czy bólu?

Dajcie nadzieję, że nawet najbardziej chora miłośc kiedyś UMIERA!!!!!!
Obserwuj wątek
    • brzoza75 kwiaty zła 19.02.07, 20:56
      Umiera, nawet nie zauwazysz kiedy ...
      pewnymi etapami...powoli... ale zanika... uczucie, wspomnienia, ból...
      pojawia się nawet szansa na poznanie kogoś i bycie szczęśliwym ale tylko wtedy
      kiedy uporamy się z własnymi słabościami, po raz drugi wybiera się już
      rozważniej , z pelną świadomością, że tym razem skuchy nie będzie.
      Głowa do góry nie będzie już niepewności i odcieni szarości.
      Chciałabym mieć taki dar i każdemu z was, na początku tej drogi oddać część
      optymizmu jaki mam w sobie i rozdzielić to szczęście...
      po trosze szczęścia
    • tricolour Kiedyś napisałem... 19.02.07, 21:13
      ... i teraz to podtrzymuję, że nie obchodzi mnie nawet, czy ex ma co jeść. I
      jest to oznaką obojętności, a nie życzenia czegoś złego.

      Dzwonimy do siebie tylko kiedy jest jakaś poważna potrzeba (z pięć razy na rok),
      spotykamy kiedy jest jakaś poważna potrzeba (ze dwa razy na rok) - to wszystko,
      co mnie łączy z eks. Nie ma miejsca na doły i wzloty, bo nie ma jak i kiedy.

      Nie zawsze tak było - uczucie trwało ze dwa lata po rozwodzie, a szlag je
      trafił w ciągu jednego tygodnia (tak to sobie przypominam). Od tego czasu wisi mi.
      • nirvanas Re: Kiedyś napisałem... 19.02.07, 21:43
        Miło słyszeć, że kiedyś ból mija, na dzień dzisiejszy chociaż nadzieja w sercu
        się tli. Oby minął i nigdy nie wrócił.
        Pozdrawiam
    • akacjax Re: stara gwardia 19.02.07, 21:47
      Gdy ja szłam do sądu byłam pewna, że wszystkie mosty spalone. Od roku nie widziałm, nie rozmawiałm z exem, nie tęsknię za tym. I pewnie nawet bym o nim nie pomyślała gdybysmy nie mieli dzieci, które on na okoliczność zostawił...

      Nie spodziweam się sensownych relacji z exem, nawet gdyby się pojawiły-nie będa źródłem bólu, tylko kolejnym potwierdzeniem słuszności decyzji.

      Chora miłość...to nie miłość tylko chore uzależnienie.
    • phimamdosc Re: stara gwardia 19.02.07, 22:02
      a może być taki rozwodnik niemal roczny? smile
    • misbaskerwill Re: moja teoria.. 19.02.07, 22:09
      ...im bardziej ukochana osoba Ci dokopie jeszcze w trakcie i po rozwodzie, tym
      szybciej miłość (czy też "tęsknota") zanika... Oczywiście pod warunkiem
      wyleczenia się z tzw. współuzależnienia (np. patologicznego przywiązania do
      osobnika przemocowego).
      Wiadomo - jakieś miłe wspomnienia zawsze będą, ale czasem były partner ciągle
      nie pozwala zapomnieć o przyczynach podjętej decyzji.
      Ja, niestety, jestem w tej "szczęśliwej" sytuacji.
    • nanga.nanga Re: stara gwardia 19.02.07, 23:13
      Ja jestem juz baaaaaardzo stara gwardia - 7 lat osobno, 3 czy 4 po rozwodzie
      (nie pamietam ile, bo tak długo juz mieszkalismy oddzielnie, ze nie
      przykladalam to tego wiekszej wagi, ani nawet mniejszej).
      Nie pamietam bolu po rozstaniu. Rozpacz przezyłam wczesniej, kiedy jeszcze
      mieszkaliśmy razem, kiedy usilowalam ratować malżeństwo. To trwalo poltora roku
      i bylo straszne. Ale po podjeciu ostatecznej decyzji, po wyprowadzeniu sie
      meża - juz nie bolalo, przeciwnie, cieszyłam się wolnoscią.
      a teraz jestesmy zaprzyjaźnieni. Obchodzi mnie, co sie z nim dzieje,
      chciałabym, zeby był szczęsliwy, jesli trzeba, to mu pomagam. A on mnie. Po
      starej przyjaźni.
      • sonrisa3 Re: stara gwardia 20.02.07, 00:51
        Trzy lata po rozstaniu, dwa po formalnym rozwodzie. Obecnie sytuacjua z byłym
        mężem taka sama jak u nangi.
        > a teraz jestesmy zaprzyjaźnieni. Obchodzi mnie, co sie z nim dzieje,
        > chciałabym, zeby był szczęsliwy, jesli trzeba, to mu pomagam. A on mnie. Po
        > starej przyjaźni.
        • nanga.nanga sonreindo a Sonrisa 20.02.07, 01:17
          Wreszcie poczułam sie troche mniej dziwaczna smile
        • nanga.nanga sonriendo, oczywiscie 20.02.07, 01:18
          Literówki to moja specjalność, zwłaszcza o tej porze.
          • 374.4w Re: sonriendo, oczywiscie 20.02.07, 07:42
            nigdy
      • panda_zielona Re: stara gwardia 20.02.07, 23:49
        Baaardzo stara gwardia 10 lat po rozwodzie.Tak jak Ty nango.nango, ból
        przeżyłam wcześniej.Rozwód nie zrobił na mnie większego wrażenia,tym
        bardziej,że roztawaliśmy się już we wzglednej zgodzie.
        • panda_zielona Re: stara gwardia 20.02.07, 23:56
          sorry,było to tak dawno,że zgubiłam 8,czyli 18 lat.Jesteście "szczawikami"smile
          rozwodowymi
    • der1974 Re: stara gwardia 20.02.07, 10:34
      Umiera to złe słowo. Najlepsza opcja to transformacja w przyjaźń - owszem
      wierzę w to i chciałbym polubić ex. Niezła wersja to wybacznie. Znośna to
      nienawiść. Ale emocje jakie były między ludźmi, którzy byli ze sobą nie
      znikną, a miłość zamieni się w inne uczucie.

      Nie wierzę w całkowitą obojętność. Dla mnie to by była najgorsza opcja, która
      oznacza przekreślenie i wyjałowienie iluś lat MOJEGO życia.

      A co do czasu to oczywiście jest to kwestia indywidualna. Zgadzam się z Misiem -
      im dłuższa i zażarta była walka w trakcie małżeństwa tym szybciej wszystko
      mija. Niemniej jednak nie pozbierasz się ani w trzy tygodnie, ani w trzy
      miesiące. Myślę, że rok to takie minimum. Niemiej jednak każdy da radę bo
      zwyczajnie musi.
    • 13monique_n Re: stara gwardia 20.02.07, 10:59
      Emocje słabną z czasem. Jeśli próby o postawienie związku na nogi trwają przez
      pewien czas (niestety, bywa, że kilka lat, 2-3), to największe doły zalicza się
      jeszcze u boku męża/żony.
      Po rozstaniu pierwsze miesiące bywają trudne, czasem wkurzające. Ale już nie ma
      w tym miejsca na doły z tego powodu. Potem to się jakoś powoli układa.
      Na pewno wiele zależy od tego, jak doszło do rozstania. Czy rozejście się było
      spowodowane odejściem do kogoś innego, czy wspólną, choć wykłóconą i
      wykrzyczaną decyzją obojga, że jednak dalej się nie da żyć razem, że trzeba
      resztę pozytywnych emocji ocalić, by się rozstać i pozostać w miarę w
      przyjacielskich stosunkach. Szczególnie, jeśli są dzieci, bo dla nich ważne
      będzie obserwowanie tego, jak rodzice się ze soba kontaktują. A że jesteśmy
      obserwowani - to ja sama od własnych dzieci usłyszałam, razem z pozytywnym
      (ufff) komentarzem Exa i moich zachowań.
    • weekenda Re: stara gwardia 20.02.07, 11:41
      Już nie.
      Już żadnej nostalgii. Utrzymywała się jakiś czas po rozwodzie (i żal, i złość,
      i wściekłość, i nienawiść, i nawet miłość - teraz już wiem, że zła) ale
      przeszła kompletnie jak wyciągnęłam rękę do exa. I już na spokojnie, zupełnie
      innym okiem popatrzyłam na niego. I pękło jak banka mydlana. Stał mi się
      kompletnie obojętny.

      Jeszcze niedawno mimo tych wszystkich złych emocji myślałam o nim, że teraz to
      może kładzie się spać, wymyślałam durnoty typu, w której z moich pościeli śpi,
      w jakiej mojej szklance pije herbatę itd. A teraz przeszło. Koniec kropka kom
      pl. Skończyło się. Jest mi absolutnie i nieodwracalnie obojętny. Gdyby mnie
      minął na ulicy to bym się uśmiechnęła jak do znajomego. Zero emocji.

      Także widzisz. Czas robi swoje smile Ups: byłabym niesprawiedliwa gdybym nie
      wspomniała, że: i ponad roczna terapia z uzależnienia od przemocowego związku smile
    • anikab Re: stara gwardia 20.02.07, 14:17
      świetny wątek!
      półtora roku, odkąd wiem, że koniec, rok odkąd nie mieszkamy razem.
      Nie myślę, czy pije z mojego kubka i czy sypia na moim (przedślubnym) łóżku. A
      jeśli przypadkiem pomyślę, to jedynie ze złosci, ze uzurpuje sobie samemu bycie
      w mieszkaniu, o którego część zabiegam (bo złosliwa jestem).
      Doły rozpaczy miewam, mamy przymusowy kontakt i raz na jakis czas zadamy sobie
      ból - mąż szuka usprawiedliwienia dla swojego postępku w moim charakterze, ja
      się buntuję i wióry lecą. Bardzo żałuję potem, że daję się podpuścić - pewnie
      już wierzę w te oskarżenia.
      Nie życzę mu szczęścia, bo zostawił syna "na starcie". Zabił we mnie wiele.
      Przyjaźni raczej nie będzie. Za jego bliskością nie tesknię...
      na razie tyle
    • czekolada72 Re: stara gwardia 20.02.07, 16:20
      To u mnie to trwało duuuzo dłuzej sad
      5 lat ratowania fikcji, a potem od rozstania (rozwod w trakcie tego) było bite
      4 lata gehenny, az pewnego dnia obudziłam sie ze swiadomoscia, ze nie boli, az
      pewnego dnia szlak mnie trafił, ze facet mimo umiłowanej zonki, rodzinki,
      wolnosci itd itp - ciagle nie moze sie ode mnie odczepic, az pewnego dnia
      pomyslalam sobie, ze ... dobrze sie tak stało, bo inaczej bym nie...
      A co przyniesie jeszcze zycie???
      • jarkoni Re: stara gwardia 20.02.07, 20:16
        Zero emocji, cenię i szanuję, ale jakoś nie chcę widzieć...Wszystko przez to,
        że nigdy nie chciała rozmawiać, rozstanie bez słów..Bo nie chciała rozmawiać...
        Potem rozwód, który odpuściłem z własnej winy, a ona go małymi i większymi
        kłamstwami wygrała..
        Czyli mało asertywny jezdem..
        Ale cóż, zabrała co chciała(czyli wszystko), niech jej się wiedzie...
    • anja_pl Re: stara gwardia 20.02.07, 20:57
      ja nie uśmiecham się do ex,
      nie proszę go o pomoc,
      nie dzwonię, ewentualnie sms'a wyślęwsprawie dzieci,
      nie bywam w tych samych miejscach, raczej poczekam w samochodzie, aż dzieci
      wyjdą z domu,
      czuję sie potwornie oszukana i skrzywdzona przez niego,
      winię go za płacz dzieci, za niepokój w ich głowach,
      winię go za całkowity brak chęci ratowania małżeństwa, no ale po co miał
      rodzinę ze starą, znaną, swoją żoną, skoro nowa, nieznana, obca kochanka
      czekała,
      winię go za to, że dowiedziałam jak to mu źle w domu było, jak kochanka już
      była doskonale poinformowana i łóżko mu grzała,
      i tego mu nie potrafię wybaczyć,

      pozostało mi po nim dwoje wspaniałych dzieciaków, kredyt
      i olbrzymie poczucie krzywdy nam wyrządzonej,

      i gdzie tu może być mowa o jakiejś przyjaźni?
      a przecież on jest już "gotowy" i podobno mnie już nie oszukuje...
      • scrivo Re: stara gwardia 20.02.07, 22:21
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=34140689&a=34140689
        witam i wklejam.
        po ponad dwóch latach jeszcze wiecej ulgi, szczęścia, ale i obojętności i zapomnienia. gwarantuję własnym kontem bankowym i obciążoną hipoteką ale to naprawdę nic w porównaniu z wolnością, brakiem lęku, lepszym zdrowiem.
        żyję tak jak chcę i wreszcie jestem kobietą, co podkreślam. nie narzędziem, nie współwłaścicielem konta, firmy etc. nie tylko mamuśką i kurą domową.
        a miłość... zawsze mija, jeśli niezadbana w porę z obu stron. i nie ma na to lekarstwa.
        ukłony od starej gwardii
        scrivo
        • anja_pl Re: stara gwardia 20.02.07, 23:01
          miło Cię scrivo widzieć
    • kurka_wodna2 Re: stara gwardia 21.02.07, 04:22
      Nie wiem,czy zaliczam się do tutejszej starej gwardii-dodam jednak swoje trzy
      grosze.
      Wyczołgałam się ze swojej sytuacji w ciągu kilku sekund-tyle ile trwa
      przeczytanie SMSa od młodszego modelu.Nigdy więcej się nie widzieliśmy, wszystko
      było załatwiane przez pełnomocnika.
      Odcięłam wszystkie więzy, wszelkie informacje, zablokowałam co się tylko dało.

      Jednak pamięć jest bezwzględna, to upokorzenie, poczucie odrzucenia i
      paranoidalny dystans do mężczyzn ,brak zaufania chyba będzie trwał długo.
      Co nie przeszkadza świetnie się bawić, ale nie wierzę w spotkanie kogoś komu zaufam.
      W moim wieku to juz naprawdę nie ma możliwości spotkać kogoś bez bogatej
      przeszłości.
      • phokara Re: stara gwardia 21.02.07, 10:24
        Zgadzam sie z Monique - najgorszy byl czas jeszcze z nim, kiedy to mial 'blizej
        niezidentyfikowany problem' a ja nie wiedzialam o co chodzi i sie bujalam, jak
        statek pijany, niby w wierszu. Nic tak nie rozwala psychiki jak bezsensowna
        walka z falszowanymi danymi. To bylo najgorsze. Przy 'problemie numer 2'
        wykasowalam z glowy wszelkie zludzenia i postanowilam, ze w tym miejscu
        postawie kropke na koncu tego zwiazku. Wyplakalam dwa oceany (niespokojne) lez
        ale rekonwalescencja zaczela sie toczyc coraz szybciej. Mniej wiecej rok czasu
        trwal powrot do 'uzytecznosci spolecznej', z tym, ze tylko pierwsza polowa byla
        baaaardzo ciezka - za to niezwykle inspirujaca i ksztaltujaca charakter.
        Teraz jest zupelnie 'na bialo'. Zadnych emocji - ani negatywnych ani
        pozytywnych choc coraz czesciej mam ochote spotkac sie z nim i pogadac i jestem
        sobie w stanie wyobrazic, ze ten gamon zostaje moim kumplem. Byc moze tak
        bedzie.

        Refleksja na marginesie. Mozna sobie nie wiadomo co tu wypisywac, ale moim
        zdaniem prawda jest taka, ze dopiero nowy, inny ktos jest w stanie calkowicie
        zatrzec slad po exie. Moment, w ktorym zdalam sobie sprawe z tego, ze zupelnie
        ktos inny zaprzata w calosci moje mysli, bez zadnych porownan, bez zadnego
        kombinowania z czego to wynika, byl w pewien sposob momentem zwrotnym. W kazdym
        razie uswiadomil mi, ze dla exa juz miejsca nie ma. I to byla ostatnia
        refleksja z nim zwiazana. I tyle.
        • ladyhawke12 stara gwardia 21.02.07, 11:59
          7 lat od wyprowadzenia się exa, 6 lat od rozwodu, 1,5 od podziału majatku, i co i nic to tylko cyfry, choc jedna z nich świetuję to date orzeczenia rozwodu. jak to juz napisała, nowa osoba wymazuje miejsce na stare żale i smutki, wymazuje exa, zostaje tylko obojetność a to wszak nic. Niestety serce jest poranione choć się zagoiło to slady zostają, blizny też. patrze innaczej naświat, na siebie i na innych ludzi, innaczej buduje z nimi relację, nie ma tej młodzieńczej szalonej fascynacji ludźmi, zyciem, choć sama pasja została, zastąpiła ją dojżała, inna, choć czasami szalona fascynacja. Dzieki temu że mnie zostawił, wreszcie zobaczyłam siebie, kim jestem i co potrafie, zaczełam pisac opowiadania, wróciłam do malowania, szycia, haftów, do gotowania z przyjemnością, do istnienia i bycia.
        • 13monique_n Re: stara gwardia 21.02.07, 12:20
          To nie jest w ramach rewanżu (to zgadzanie się),a jedynie podpisania się pod
          zakończeniem Twojego postu, Pho. Prawda.
          • phokara Re: stara gwardia 21.02.07, 13:04
            No tak. Trzeba zrobic miejsce na tu i teraz, a potem na nowsze wspomnienia. Dla
            tych starych sila rzeczy nie ma sie czasu. Teraz wydaje mi sie to oczywiste,
            kiedys bym sie w glowe puknela, jakby mi ktos tak powiedzial. Ale tak czy owak
            dla 'mlodziezy forumowej' winna byc to optymistyczna refleksja.
            • 13monique_n Re: stara gwardia 21.02.07, 13:09
              phokara napisała:

              > No tak. Trzeba zrobic miejsce na tu i teraz,
              Właśnie - "tu i teraz" . I od kiedy jestem z tymi slowami zaprzyjazniona, to
              wiecej radosci mi przynosza.


              >
              > tych starych sila rzeczy nie ma sie czasu. Teraz wydaje mi sie to oczywiste,
              > kiedys bym sie w glowe puknela, jakby mi ktos tak powiedzial. Ale tak czy
              owak
              > dla 'mlodziezy forumowej' winna byc to optymistyczna refleksja.
              To optymistyczna refleksja dla wszystkich, ktorzy zechca poczuc znowu radosc.
              Dzieki Pho smile
              • phokara Re: stara gwardia 21.02.07, 13:21
                Zeby poczuc radosc trzeba sobie dac na to szanse.
                Tak mnie ostatnio naszla mysl, gdy sluchalam opowiesci mojej znajomej, ktora
                szmat czasu 'rozlicza sie' z wlasnym ex malzenstwem. Nie pamietam juz dokladnie
                ile to trwa ale jakos ciut przydlugo. Niby jest coraz 'madrzejsza' o swiadoma
                (jak sama twierdzi) i widzi postepy, ale szczerze mowiac nic z tego nie wynika.
                Zamiast zyc sie 'rozlicza z zyciem'. Dosc awangardowa filozofia, dosc czesto
                wystepujaca w przyrodzie, zeby bylo smieszniej i dotykajaca najczesciej
                kobiety.
                • 13monique_n Re: stara gwardia 21.02.07, 14:14
                  Masz racje. Zeby poczuc radosc trzeba tylko chciec i zrobic jej troche miejsca.
                  I czasem wiele razy sprawdzam, ze na pewno jestem kobieta, bo fakt, ze to
                  szczegolnie kobiety uwielbiaja taplac sie we wspomnieniach. Oh, pardon,
                  rozliczac sie z przeszloscia.

                  dzieki Pho, za Twoj udzial w moim procesie trzezwienia, juz dawno dawno
                  temu big_grinDDD
                  • libra22 Re: stara gwardia 21.02.07, 19:00
                    Nie jestem po rozwodzie formalnym, ale wydaje mi się, że jestem na bardzo
                    dobrej drodze ku rozwodowi "mentalnemu". Stan wybaczenia byłemu nie jest
                    constans, ale jest. Nawet myśl o przyjazni się pojawiła i wyuartykułowania
                    byłemu wybaczenia. Sęk w tym, że on chyba nie dojrzał do tego. W
                    ramach "przyjazni" uraczył mnie smsem z plotkami o moim "prowadzeniu się".
                    Troskliwy takismile
                    • brzoza75 Re: stara gwardia 21.02.07, 19:32
                      W ramach "przyjazni" uraczył mnie smsem z plotkami o moim "prowadzeniu się".

                      hmmm czyli ktoś gdzieś Cie widziałsmile? jakie to typowe ....
                      Troskliwy takismile

                      Nie troskliwy , zazdrosny jak kazdy facet o byłą kobietę smile)))))
                    • wena10 Re: stara gwardia 21.02.07, 19:36
                      Uczucia do exa? A on w ogóle był w moim życiu? To był tylko zły sen...
                      Całkowita obojętność, a tuż po rozwodzie (3 lata temu) dzika radość z
                      odzyskanej wolności. Nawet wspólne dziecko nie jest w stanie zmusić mnie do
                      emocjonalnego przyznania się do tego typa (co nie znaczy, że mu zabraniam
                      kontaktów, ani mi to w głowie). Cały czas czuję, że uczciwiej, to znaczy
                      bardziej zgodnie z moimi uczuciami, byłoby, gdybym zwracała się do niego
                      per "pan".
    • anja_pl stara gwardia to ja nie jestem 21.02.07, 20:24
      dziś mija drugi miesiąc od rozwodu, chyba jednak lekki dołek,
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka