Dodaj do ulubionych

pomóżcie proszę

23.07.08, 10:36
Nie jestem po rozwodzie, lecz żyłam w związku 5 lat, w tym 3 lata mieszkaliśmy
wspólnie. Nie umiem sobie poradzić z tym co mnie teraz spotyka, dlatego liczę
na wsparcie z Waszej strony. Mam nadzieję, że nie zlinczujecie za to, że
rozwódką nie jestem. Problem mój pewnie jest banalniejszy od Waszych, lecz
proszę o wsparcie.

Przeklejam treść z formum psychologia, tam najwyraźniej temat zbyt nudnyuncertain

Witam...
nie wiem jak zacząć i czego dokładnie oczekuję. Liczę chyba na radę i pomoc w
określeniu czy wszystko ze mną wporządku, czy raczej powinnam udać się po
pomoc. Może liczę też na rady, które mi pomogą.
Wybaczcie, że znowu podobna historia...może już macie ich dość.

Pisałam już dawno na forum, kiedy ważyły się losy mojego związku. Terazzwiązku
już nie ma.
Stąd problemy...
2 miesiące temu były narzeczony się wyprowadził, mieliśmy poczekać co się
stanie. Ja wierzyłam, że do siebie wrócimy choć obawiałam się, że będzie
inaczej. Były narzeczony chyba odrazu zrezygnował. Nie wróciliśmy.
Od czasu jego wyprowadzki nie mogę pogodzić się z tym co się stało, że po
5latach tak łatwo można wszystko zakończyć. Że nie miałam szansy na
naprawę,reakcję, bo narzeczony nigdy nic nie mówił, że coś dzieje się nie tak.
Gdywidziałam, że ma smutną minę dopytywałam się co się dzieje, czy coś jest
nie wporządku, przy czym starałam się nie być nachalna...Zawsze mówił, że
wporządku, że nic nie jest...do czasu. Rozmawialiśmy ze sobą, nigdy się nie
kłóciliśmy, ja byłam szaleńczo zakochana i widziałam naszą przyszłość w
różowych barwach.

Gdy pytam teraz co robiłam nie tak, czy się zmieniłam (chcę poznać przyczyne
tego co się stało), mówi, że się nie zmieniłam, że to w nim coś się pomieszało.

Nie chcę wnikać co kto źle zrobił, dlaczego.
Moim problemem jest fakt, że nie mogę się pozbierać. Nie potrafię zaakceptować
tego co się stało, że nie jesteśmy już razem. Choć wiem, że dobrze się stało,
bo nie wystarczy miłość z jednej strony.\
Płaczę rano, przed wyjściem do pracy, wieczorem po powrocie. Zdarza się, że w
trakcie dnia łzy same zaczynają mi płynąć. Jestem strasznie smutna w środku,
choć udaje mi się zachowywać pozory publicznie. Czuję się strasznie samotna,
niepełna (wiem czego mi brakuje), wszystko jest mi obojętne. Czynności
wykonuję mechanicznie i strasznie tęsknie... wiem, że jest to rodzaj
uzależnienia (byliśmy razem 5 lat w tym prawie 3 mieszkaliśmy razem), nie
umiem sobie jednak z tym poradzić. Nie mam ochotyzająć się innymi rzeczami, co
zazwyczaj poleca sie po rozstaniu. Mam wsparcie ze strony rodziny,
koleżanek,ale wciąż czuję, że to nie pomaga. Czuję brak sensu.

Moje pytanie jest czy to minie na pewno, czy minie samo i czy to normalny etap...
dziękuję
Obserwuj wątek
    • nikaooo Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 10:44
      Minie na pewno,tylko daj sobie czas,wiem jakie to trudne ale ja
      myślę,że to kwestia innej kobiety.
      • pointu Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 10:49
        nie chodzi mi już o analizowanie dlaczego tak się stało. Chcę po prostu znowu
        poczuć, że życie ma sens i uwierzyć, że kiedyś znowu będę szczęśliwa. Narazie
        przede wszystkim płaczę i czuję pustkę.
        • aron95 Powinnaś być zadowolona 23.07.08, 11:08
          Że nie było weselicha , jesteś wolna nie musisz biegać po sądach , adwokatach
          itp . A pustkę , szybko wypełnisz .
          • pointu Re: Powinnaś być zadowolona 23.07.08, 11:23
            tak...z tego jestem zadowolona. Lecz niestety marne to dla mnie pocieszenie.
            Idąc tym tokiem powinnam się cieszyć, że nie ma dzieci. Cieszę się, lecz nie
            będę pewnie mniej płakać.
            • aron95 Re: Powinnaś być zadowolona 24.07.08, 12:05
              popłaczesz i przejdzie .
              Wczoraj w hipermarkecie przeglądałem książkę (mam ją cały czas na myśli) od
              kobiety co odejdzie facet to do roku zakłada rodzinę po
              3 takim przypadku kobieta chce zatrzymać faceta przy sobie
              I co dalej ... chyba trzeba przeczytać
    • a.b1 Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 12:10
      nie znam Cię, więc nie moge dać Ci gwarancji,że minie
      mam kogoś w rodzinie, kto takie sympyomy jak Ty ma od 11 lat, bo
      właśnie wtedy rozstał sią z żoną, nie ma nikogo innego, nie chce
      mieć i latami cierpi
      ja po rozwodzie doszłąm bardzo szybko do siebie
      więc widzisz, że tu nie ma zasad
      ale napewno pomogłoby gdybyś wiedział na 100% dlaczego sie
      skończyło, wybacz ale ten Twój facet jakieś dziwne ma powody, a to
      zazwyczaj znaczy kogos w tle
      o wiele łatwiej się ze wszystkim pogodzić, jak się dobrze wie co się
      spieprzyło
      pozdrawiam
      • mary171 Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 12:26
        Minie, ten ból raczej mija. Domyślam się, że jesteś młoda więc życie
        sobie ułożysz smile Na razie daj sobie czas. bół, płacz, poczucie
        beznadziejności i bezsensowności życia to normalne uczucia po
        odejściu kogoś.
        Ale jak widzisz to mija...Im bardziej będziesz chciała żyć normalnie
        tym szybciej minie smile
        Pozdrawiam
        P.S.
        Pół roku temu nie pomyślałabym ze napisze taki post i to szczerze smile
        • pointu Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 13:21
          tak, jestem młoda, chyba? (24 lata).

          Wydaje mi się, że najtrudniej pogodzić mi się z tym,że nie widzę przyczyny, dla
          której tak się stało. Zawsze było dobrze, nie tylko pozornie,lecz naprawdę.
          Prosiłam po rozstaniu o szczerą rozmowę bym mogła zrozumieć. Powiedział, że już
          od wielu miesięcy czuł, że nie czuje do mnie tego co kiedyś, że właściwie już
          tylko szacunek, ale bał sie odejść, bo nie widział możliwości byśmy byli osobno.
          Jak pisałam twierdzi, że niczemu nie jestem winna, że to jego wina, jego "chory
          umysł".

          Ta wiedza jednak mi nie pomaga, doszukuję się w sobie tego złego, wad i nie
          potrafię odnaleźć. A jak nie widzę to tym trudniej mi zrozumieć dlaczego ze mnie
          zrezygnował, skoro wcześniej kochał i skoro się nie zmieniłam, w takiej się
          zakochał...

          przepraszam jeśli zanudzam, ale staram się pozbierać...
          • magd.a Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 13:31
            Zanudzaj do woli, opowiadanie o tym to też forma terapii i zrzucenia z siebie
            tego co za ciężkie. Jesteś młoda i całe życie przed Tobą. Jeśli taki stan
            będzie się przedłużał to zawsze można skorzystać z wygadania się u psychologa,
            ale wiedz też, że chyba wielu po rozpadzie związku wpada w dołek z którego nic
            nie widać, potem mozolnie się z niego wygrzebuje, aż po dzień kiedy staje prosto
            i dochodzi do wniosku- "chyba mnie pogięło, żeby przez jakiegoś nieudanego
            partnera sobie tak piękne życie marnować!" , i rusza do przodu. Dla jednych to
            trwa 2 miesiące, dla drugiego 2 lata. Ale się kończy, zazwyczaj, bo czas leczy i
            pokazuje nowe perspektywy. A wypłakać się trzeba, tyle, by żałobę po skończonej
            nadziei odprawić, by przepłynęła przez Ciebie i odeszła na półkę "przeszłość".
            Więc płacz gdy potrzebujesz, ale też wychodź do ludzi, patrz w przyszłość,
            planuj nowe rzeczy, uśmiechaj się do ludzi - bo może przed Tobą ta o wiele
            lepsza- jesli dasz jej szansę zaistnieć i nie zamkniesz się w skorupce bólu.
            • pointu Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 13:59
              dziękuję za słowa otuchy.
    • sbelatka Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 19:49
      hmmm, odejście ukochanego czlowieka - i to niespodziewane - to
      zawsze bol. czy w małżenstwie czy bez
      jedno jest pewne - dla mnie oczywiście - wszystkie dramaty
      wczześniej czy później oswajamy...
      i wiesz co? Ja to sie ciagle DZIWIE, z emoj ex odszedl ode mnie po
      20 latach, od 2 fantastycznych mlodych, z ktorymi jest naprawde w
      bliskich relacjach..
      tak, ze zdziwienie towazryszy wielu z nas...

      bo wiele z nas jest zadowolonych ze swoich związków, pyta
      facetow/mężów czy wszystko ok, dba.. a potem sie DZIWI...ze
      odeszli...

      jakas odmiana klasyki..
      albo życia raczej

      a do płaczu - płacz ile wlezie
      nic tak nie pomaga sie podnieś jak łzy, łzy, łzy...
      spokojnie, to troche trwa - a potem... znika...

      powodzenia
      i mysle, ze nikt cie tu wstrętów z pwoodu braku ślubu pzrezd
      rozowdem czynił nie będzie
      choc od strony formalnej to oczywiście duzo łatwoiejsze
      i z powodu braku dzieci - potórnie,...

      pzryjdzie czas, ze będziesz się cieszyć, \ze poszedl w siną dal...
      narazie "rycz mała, rycz//"

      powodzenia

      • pointu Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 20:27
        będę się tego trzymała. Muszę... smile
    • qwer121 Re: pomóżcie proszę 23.07.08, 21:59
      trzymaj sie na pewno z tego wyjdziesz zycie jest przed tobą. Ja
      jestem w podobnej sytuacji aczkowlwiek to mnie opuściła żona po 3
      latach mieszkania ze soba przed slubem i trzech latach małżeństwa.
      Oswiadczyła mi że ma kogos i tyle ja widziałem jest to dla mnie szok
      i nie moge pozbierać sie do tej pory co prawda stało sie to trzy
      tyg.temu więc jestem jeszcze tzw.nowy. Myślałem że mi, nam nigdy sie
      to nie przydaży a jednak. Trzymaj sie i pamiętaj nie jesteś sama w
      takiej sytuacji nie wiem może taka ,,wiadomość,, podtrzyma cię
      trochę na duchu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka