zuzka712
25.09.08, 22:21
poproszę o Waszą opinię, bo ja NIE JESTEM w stanie obiektywnie
ocenić.
Rozwiodłam się z alkoholikiem i przemocowcem. Bardzo mi zależało
żeby dzieci jak najmniej ucierpiały - rozmowy, wizyty u psychologa.
Nie robiłam ŻADNYCH problemów w kontaktach, wręcz starałam się żeby
były jak najlepsze, dostosowywałam swoje plany, namawiałam dzieci,
jak nie chciały się spotykać. Z młodszą chodziłam na spotkania z
psychologiem, żeby przestała się bać ojca (była świadkiem kilku
awantur przed rozstaniem).
Rozwód był rok temu. Od pół roku ex widuje się z dziećmi raz, góra
dwa razy w miesiącu na 2-3 godziny. Jak chciałam, żeby zajął się
nimi w weekend (od razu wyjaśniam - moi rodzice mi bardzo dużo
pomagają i nie mam problemu "co zrobić z dziećmi", raczej myślałam o
ich kontaktach) to usłyszałam: "rozwiodłaś się, chciałaś mieć dzieci
przy sobie to się nimi zajmuj!" Zbaraniałam. Ale ok. Zawsze sama
wychowywałam dzieci, utrzymywałam je itd... Mnie jest lepiej niż
było wcześniej, bo nie mam awantur (no, mam bardzo rzadko, bo ex
znalazł sobie nową ofiarę). Przestałam się starać organizować okazje
do spotkań.
Cholera, chyba zawsze byłam po prostu za dobra. Nie upominam się o
alimenty, sama sobie radzę ze wszystkimi problemami.
Myślicie, że jemu jest głupio? O bynajmniej. On jest od "mienia
pretensji" do mnie. O wszystko. źle się zajmuję dziećmi, źle je
wychowuję, zaniedbuję dom itd...
ALe chyba już zdrowieję po tym chorym związku i ostatnio zaczyna mi
przeszkadzać rola "chłopca do bicia". I dzisiaj, myślę, że ex
przegiął.
Ostatnio, jak się umówił z dziećmi, że odbierze młodszą (9lat) ze
szkoły to po prostu się wypiął. Nie odbierał telefonu od starszej i
dzieci nie wiedziały co robić. Znowu uruchamiałm moich rodziców...
Dlatego zażyczyłam sobie, żeby od tego momentu informował mnie sms,
kiedy i o której godzinie będzie odbierał dzieci.
Dzisiaj mi powiedział, że on ma w nosie co ja sobie życzę, bo skoro
się rozwiodłam to samotnie wychowuję dzieci i mam obowiązki. A on ma
prawa. I ja mogę mu naskoczyć, bo on będzie odbierał albo nie, jak
mu się zachce.
Powiedziałam córce, że od dziś mam być poinformowana dzień
wcześniej, jak tata ją odbiera inaczej nie olno jej z nim iść.
On się wściekł, zaczął krzyczeć na dziecko, że jak będzie mnie
słuchać to on się nie będzie z nią spotykał itd... Robi mi na złoć
kosztem dziecka. Bo ona cierpi. A ja z nią. Ale mam dosyć ulegania
jego szantażom.
Faktycznie w sądzie zgodziłam się na nieograniczony kontakt z
dziećmi, do ustalenia. Czy w obecnej sytuacji, jeżeli on nie będzie
mnie informował i chciał zabrać dziecko powinna zwrócić się do sądu
o uregulowanie wizyt? Cholera, chodzi o 1 spotkanie w miesiącu. Jak
będzie to uregulowane to może kontakt będzie częstszy?
A ja już nie mam ochoty być cierpiętnicą i znosić jego humory "dla
dobra dzieci"
Oj upuściłam trochę pary.