15.01.09, 21:15
no tego chciałam...dzis przyszło wezwanie na rozprawe, on pewnie
odbierze jutro, nie jestesmy ze soba rok od 7 miesiecy nie mieszkamy
razem, nie kocham, nie chce z nim być...wiec skąd ten strach i
smutek zarazem?
radze sobie sama, z tym nie mam problemu, to nie stąd ten
strach...smutek bierze sie stąd że ja wiem że on cierpi, że nie jest
z naszym synem codziennie (nie ograniczam kontaktów, 2x w tygodniu
po dwie godziny albo i dłużej jak chce i co drugi weekend zabiera
syna do siebie)chce mu to wszystko ułatwiac, on jest rozgoryczony,
rzuca kłody pod nogi, chce miec wpływ na mnie i moje życie,
kontroluje, a ja juz mam dość...on wie że ja chce rozwodu, ale
wezwanie bedzie dla niego zaskoczeniem, nie potrafimy juz ze sobą
rozmawiac, ja nie potrafie, zbyt wiele rzeczy sie zadziało i wiele
słów powiedzieliśmy...żal mi go w tym wszystkim...prowadziłam go
przez życie...coś sie kończy, ale czy zacznie sie też coś?...czuję
ze zawiodłam
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: smutek 15.01.09, 21:59
      A samej siebie Ci nie żal?

      Rozwód to olbrzymia zmiana w życiu. Boli nawet jak to jedyne słuszne wyjście.
      Ale czas goi rany, tylko jak tu mawiamy: trzeba dać czasowi czas.
      • pyzol31 Re: smutek 15.01.09, 22:42
        zamykam sie w domu, uciekam od wszystkich, wydaje mi sie że
        zawiodłam w tak wielu sprawach, potem oddalenie, obojętność,
        nienawiść i znowu zobojętnienie...jestem juz taka zmęczona myslałam,
        że działanie, że w końcu trzeba coś zrobić, jakoś rozwiazac, że to
        mi ulge przyniesie...a wciąz czuje sie winna i taka za niego
        odpowiedzialna...nie jest mi siebie żal (chyba)wydaje mi sie to
        kara, to, ze teraz sie tak czuje, za to, że kochac przestałam
        trzeba dac czasowi czas?
        • useless00 Re: smutek 15.01.09, 22:51
          Czujesz się odpowiedzialna za dorosłego mężczyznę? Czy dobrze rozumiem?
          • inez_ka7 Re: smutek 15.01.09, 23:54
            Byłaś zmęczona, rozumiem... Ciąganie faceta przez życie jest męczące,
            szczególnie kiedy pojawia się dziecko. Wiem coś o tym.Ale nie powinnaś mieć
            wyrzutów sumienia. Takie związki nie rokują dobrze, raczej jest tylko gorzej...
            Dobrze, że dbasz o jego kontakty z dzieckiem, możecie też sobie ułożyć dobre
            relacje między sobą, ale będzie jedna, zasadnicza różnica: nie będziesz za niego
            odpowiedzialna. I to sobie musisz powtarzać.
            Nawiasem mówiąc, tacy faceci szybko znajdują pocieszycielki
    • kami_hope Re: smutek 15.01.09, 23:57
      Ten smutek wcześniej czy później większości z nas (w podobnej
      sytuacji) towarzyszy. Raz czujemy radość, bo udało się podjąć trudną
      decyzję i zamknąć etap naznaczony brakiem perspektyw. Czasem, w
      chwilach głębokiej refleksji, ogarnia nas smutek, bo "może
      zawiedliśmy?", a "może wtedy należało postąpić inaczej?" itp.
      Te stany mijają... Nie pozbywaj się ich na siłę, te refleksje są
      bardzo cenne.
      Zwraca jednak moją uwagę coś innego co napisałaś.
      >nie potrafimy juz ze sobą
      > rozmawiac, ja nie potrafie, zbyt wiele rzeczy sie zadziało i wiele
      > słów powiedzieliśmy...
      Nie potrafisz rozmawiać?
      A chciałabyś się tego nauczyć?
      Wiem, że to trudna lekcja i rezygnacja wydaje się "najlepszym"
      rozwiązaniem (biorąc pod uwagę czynnik "ekonomiczny", tj. kosztów
      własnych/nakładu sił). Jeśli jednak nie poniesiesz wysiłku tej
      nauki, kolejny związek stoi pod znakiem zapytania.
      Podaję Ci tematy pod rozwagę:
      -czym dla mnie jest miłość? co mam na myśli, gdy mówię: "kocham"?
      -dlaczego nie chcę z nim być?
      -co jest konieczne abym chciała z kimś być?
      -dlaczego zawiodłam?

      P.S. Z drugim człowiekiem uczymy się żyć. Podobnie jak uczymy się
      siebie (odkrywamy swoje upodobania, preferencje, kształtujemy
      światopogląd, itd.), uczymy się drugiego człowieka, który jest
      blisko. Także obserwując własne dzieci uczymy się o nich (kim są? co
      lubią? jak reagują?).
      Zdarza się, że dostajemy pałę na klasówce. Nie nauczyliśmy się, więc
      nie otrzymaliśmy gratyfikacji - proste. Ale czy to powód aby obrazić
      się na szkołę i nie kontynuować nauki?
      Czasem warto przyłożyć się do nauki i następnym razem lepiej napisać
      sprawdzian.
      No chyba że... klasa jest o zupełnie innym profilu niż wskazywałyby
      talenty i upodobania.
      • pyzol31 Re: smutek 16.01.09, 12:52
        zawiodłam bo nie traktowałam swojego partnera jak partnera, teraz to
        widze, oszczędzałam mu nerwów i stresów, koloryzując rzeczywistość,
        czasem mu ją wręcz stwarzałam...wmawiałam sobie ze tak musi byc i
        dokad jest spokój w domu to jest ok (a był, nie kłóciliśmy sie,
        jeśli było coś nie tak zwłaszcza u niego w pracy to on zwyczjanie
        sie do mnie nie odzywał a na moje pytania odpowiadał ze nie ma
        ochoty ze mną rozmawiać i nie rozmawiał, a ja w końcu przestałam
        pytac i przyjęłam stan rzeczy jako coś oczywistego, da sie z tym życ
        przecież, tak wtedy myślałam)efekt był smutny bo zwyczajnie staliśmy
        sie dla siebie prawie obcy, oddzielnie spedzany czas,różne
        zaintersowania, brak rozmów i porozumienia, z czasem każde z nas
        znajdowało sobie coraz to nowe obowiazki żeby krócej przebywac w
        domu, łączyło nas dziecko, które oboje kochamy do szaleństwa
        był jeszcze inny powód mojej decyzji bardzo osobisty, który wpędził
        mnie w spore kompleksy jako kobiete(wciaz to trwa ale juz w
        zmniejszonym stopniu)
        chce sie nauczyć rozmawiać, ale po paru latach walenia głową w
        ścianę i odbijania się od niego jak piłka, nie wiem czy przypomnę
        sobie jak to jest móc powiedzieć drugiej stronie wszystko bez
        koloryzowania i bez narażenia sie na zupełny brak odzewu...
        jakoś byc musi przecież
        • kami_hope Błąd w założeniu! 16.01.09, 21:33
          Oczekujesz od mężczyzny, że będzie się zachowywał i myślał jak
          kobieta. Wiadomo przecież, że mężczyzna jak ma problem to udaje się
          do "jaskini", a wychodzi z niej jak go rozwiąże. Naciskany - zaszyje
          się w niej jeszcze głębiej.
          Nie będę się dalej rozpisywać na ten temat...
          Moim zdaniem za wcześnie na rozwód!
          Nie odrobiłaś pracy domowej, a teraz chcesz uciec na wagary. Oj, nie
          ładnie!
          Byłaś partnerką?? Czy partnerstwo polega na zniekształcaniu
          rzeczywistości, aby jawiła się jako fajniejsza? Wykonałaś sporo
          pracy, tyle że na marne. Najwyraźniej mężowi nie spodobał się ten
          iluzoryczny światek, może wolał żyć na prawdę? (może szukał tego w
          swojej jaskini, bo Ty stworzyłaś matrix?).

          Twoje dążenia są (auto)destrukcyjne.
          Ale może takie totalne zniszczenie jest Ci właśnie potrzebne? Wielu
          ludzi musi zejść do "piekła", aby dopiero dostrzec z tej
          perspektywy "niebo".
          Twoje życie - Twój problem... Ty zapłaczesz. (?)

          • mariefurie Re: Błąd w założeniu! 16.01.09, 21:51
            kami_hope napisała:

            > Oczekujesz od mężczyzny, że będzie się zachowywał i myślał jak
            > kobieta.

            A ja nigdzie nie doczytałam się aby autorka czegos takiego oczekiwała. Chyba ze nieuwaznie czytałam.


            >>Wiadomo przecież, że mężczyzna jak ma problem to udaje się
            > do "jaskini", a wychodzi z niej jak go rozwiąże. Naciskany - zaszyje się w niej jeszcze głębiej.

            Absolutnie się nie zgadzam. Wręcz kategorycznie. Równie dobrze bowiem mozna powiedziec: wiadomo przeciez że jak kobieta ma problem...etc. Albo, jak ludzie maja problem...
            Nieprawda. Zalezy , po pierwsze od człowieka (charakteru), po drugie, od relacji w związku.
            Sa mężczyźni, Kami , uwierz ze są!! którzy bardzo chętnie by przyszli z pracy i opowiadali co tam u nich słychac i ze szefo to dupek i znowu coś tam usmażył. A są takie kobiety tez, ze je guzik obchodzi, co ten mąż w pracy dziś przezywał. Bo oczekuje ze przyjdzie do domu po ciezkim dniu i bedzie rzeźki i radosny.

            >Najwyraźniej mężowi nie spodobał się ten
            > iluzoryczny światek, może wolał żyć na prawdę? (może szukał tego w
            > swojej jaskini, bo Ty stworzyłaś matrix?).
            >


            Jedyne co mi przychodzi na myśl to to, ze autorka próbowała przezyc zycie za męża i niejako go ubezwłasnowolniła. Moge się mylic, ale facet mógł się wreszcie zacząc dusic. Stąd tez reakcja jego obronna.
            • pyzol31 Re: Błąd w założeniu! 16.01.09, 22:05
              tak, wydaje mi sie że ubezwłasnowolniłam go...ale on też nie robił
              nic żeby sie z tego "matrixa" wyrwać, tak było wygodniej...łatwiej
              było mu wierzyć że to on decyduje podczas gdy siłą sprawczą a potem
              również roboczą byłam ja...
              i nie, nie oczekiwałam żeby zachowywał sie jak kobieta (wogóle nie
              rozróżniam typów zachowań na typowo męskie i damskie,
              znam "zbabiałych" pod tym względem facetów i bardzo "męskie"
              kobiety), chciałam pomóc mu w jego dołach i tyle
              • kami_hope Re: Błąd w założeniu! 16.01.09, 22:58
                Pyzol, nie znam ani Ciebie, ani Twojego męża. Swoje wnioski opieram
                na podstawie Twoich wypowiedzi. Dodam, że kilka elementów tej
                historii trzyma się pewnych schematów.
                >wogóle nie
                > rozróżniam typów zachowań na typowo męskie i damskie
                Twój wybór. Jednak - mimo że masz inne wyobrażenie - różnice takie
                istnieją! Abstrahuję już od samej fizycznej płciowości (tu
                wydzielanie dokrewne, które również determinuje określone reakcje),
                wspomnę o odmiennej konstrukcji psychicznej, która kobietę
                predestynuje do określonych zadań, a mężczyznę do innych. Natura tak
                to wspaniale obmyśliła, że uzupełniamy się wzajemnie. Żadne z nas
                nie jest lepsze ani gorsze (np. on koncentruje się na polowaniu, a
                ona jednocześnie opiekuje się dzieckiem, mówi do niego, bawi się z
                nim, gotuje, sprząta... - mądrzy ludzie zdążyli do tej pory napisać
                wiele książek, po prostu sięgnij po nie).
                Znam fajną powiastkę Mark'a Twain'a - "Pamiętniki Adama i Ewy" -
                przeczytaj, spodoba Ci się (może nawet znajdziesz na necie)

              • mariefurie Re: Błąd w założeniu! 17.01.09, 00:35
                pyzol31 napisała:

                > tak, wydaje mi sie że ubezwłasnowolniłam go...ale on też nie robił
                > nic żeby sie z tego "matrixa" wyrwać, tak było wygodniej...łatwiej
                > było mu wierzyć że to on decyduje podczas gdy siłą sprawczą a potem również roboczą byłam ja...


                Czyli dobrowolnie się zaprzęgłaś w powóz i ciągnęłaś. On nie protestował bo było mu wygodnie. Do czasu. Jak stweirdził ze wózek nie w tym kierunku jedzie co by on chciał, to się wkurzył. A Ty mu zejśc nie pozowliłas w odpowiednim momencie. Tak bym to widziała.

                > i nie, nie oczekiwałam żeby zachowywał sie jak kobieta (wogóle nie
                > rozróżniam typów zachowań na typowo męskie i damskie,
                > znam "zbabiałych" pod tym względem facetów i bardzo "męskie"
                > kobiety), chciałam pomóc mu w jego dołach i tyle.

                A on tego jak widac nie chciał. Trochę tak wyglada ze matkowałas za bardzo. A on sie poczuł żeś męskości go pozbawiła.
                No i taki efekt jest jak jest.
                Jak za daleko nie zaszło, to do naprawienia.
                powodzenia.
                • titta4 Re: Błąd w założeniu! 17.01.09, 09:47
                  Pyzol, ja mam baaardzo podobnie....i tez smutek, i żal, i wyrzuty
                  sumienia....ale ja widzeswój błąd- chodze na terapie i zaczynam rozumieć
                  dlaczego tak postępowałam...I tez mam pczucie odpowiedzialności za niego-
                  myślę,że to jeszcze przecieta pępowina". Dlatego tez mysle, że za wcześnie dla
                  Was na rozwód- ja nawet nie złozyłam pozwu, zrobie to, jak sie wyzbędę poczucia
                  winy....
                  Ściskam cieplutko...jak chcesz to pisz na priv.
                  acha- odpowiedz może sobie- nie koniecznie na forum jesli nie chceszsmile- czy Ty
                  go kochasz?Czy tylko potrzebujesz, albo potrzebujesz poczucia że jestes
                  potrzebna...?
                  • pyzol31 Re: Błąd w założeniu! 19.01.09, 10:42
                    zaszło bardzo daleko
                    bo wszystko wyżej wymienione podpiera sie jeszcze tym, ze ja
                    przestałam szanowac go jako człowieka i przestałam patrzeć na niego
                    jak na mężczyznę, nie wyobrażam sobie wiec białego małżeństwa na
                    zasadzie mama tata, a nie kobieta mężczyzna, nie chce tak bo
                    doprowadzic to moze do jeszcze wiekszej tragedii...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka