pyzol31
15.01.09, 21:15
no tego chciałam...dzis przyszło wezwanie na rozprawe, on pewnie
odbierze jutro, nie jestesmy ze soba rok od 7 miesiecy nie mieszkamy
razem, nie kocham, nie chce z nim być...wiec skąd ten strach i
smutek zarazem?
radze sobie sama, z tym nie mam problemu, to nie stąd ten
strach...smutek bierze sie stąd że ja wiem że on cierpi, że nie jest
z naszym synem codziennie (nie ograniczam kontaktów, 2x w tygodniu
po dwie godziny albo i dłużej jak chce i co drugi weekend zabiera
syna do siebie)chce mu to wszystko ułatwiac, on jest rozgoryczony,
rzuca kłody pod nogi, chce miec wpływ na mnie i moje życie,
kontroluje, a ja juz mam dość...on wie że ja chce rozwodu, ale
wezwanie bedzie dla niego zaskoczeniem, nie potrafimy juz ze sobą
rozmawiac, ja nie potrafie, zbyt wiele rzeczy sie zadziało i wiele
słów powiedzieliśmy...żal mi go w tym wszystkim...prowadziłam go
przez życie...coś sie kończy, ale czy zacznie sie też coś?...czuję
ze zawiodłam