Dodaj do ulubionych

Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa

11.05.09, 10:46
Witam. 14 kwietnia złożyłam dokumenty w kurii. Dzisiaj przyszło
zawiadomienie, że przyjmują moją sprawę. W ciągu 10 dni mam im
wysłać pismo czy nie mam zastrzeżeń odnośnie składu sędziowskiego, i
takie tam. Moją wątpliwość budzi jedna rzecz. Otóż mam napisać, czy
widzę szansę pogodzenia z mężem. Jesteśmy po rozwodzie cywilnym
ponad rok, opcji pogodzenia nie ma z wielu powodów. Zastanawiam się,
jak będzie odebrane to, jak napiszę że jestem w nowym związku
cywilnym? Na moją korzyść czy może lepiej o tym nie wspominać?
Dziękuję z góry za rady.
Obserwuj wątek
    • tricolour A po co chcesz pisać o nowym związku... 11.05.09, 15:01
      ... jeśli o to nie pytają? Mówienie prawdy polega na mówieniu
      prawdy, a nie wszystkiego, co się wie.

      Zresztą przyjdzie pora i na pytanie o nowy związek, cierpliwości. I
      wtedy też nie masz obowiązku o nim mówic, bo to nic nie ma do
      nieważności małżeństwa.

      smile
      • pina-vela Re: A po co chcesz pisać o nowym związku... 11.05.09, 18:39
        No może masz rację, aczkolwiek wcale nie upieram się żeby o tym mówić. Miałam na
        myśli to, że fakt bycia w nowym związku wyklucza powrót do byłego męża, ale
        oczywiście nie jest to najważniejsza przyczyna.
        • tricolour Wcale nie wyklucza... 11.05.09, 20:15
          ... bo jak widać związki się rozpadają.

          smile
    • cosmopszczolka Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 14.05.09, 17:47
      To bardzo szybko dostałaś odpowiedź. Termin przesłuchania tez już
      masz wyznaczony?
      • pina-vela Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 14.05.09, 18:42
        Nie, dostałam tylko pismo że moja sprawa została przyjęta do rozpatrzenia, kilka
        pytań na które musiałam odpowiedzieć w ciągu 10 dni i na razie tyle. Strasznie
        się boję tego procesu bo się naczytałam i nasłuchałam takich rzeczy..
        • cosmopszczolka Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 17.05.09, 17:42
          Jak widać każda Kuria ma inny tok postępowania. Ja jednocześnie z
          zawiadomieniem o przyjęciu sprawy dostałam termin przesłuchania.
          Trzeba uzbroić się w cierpliwość i lepiej nie stresować opiniami
          innych, bo każdy przypadek jest inny.
    • ksagaa Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 20.05.09, 15:13
      Witaj Pina smile
      Ja też jestem w trakcie stwierdzenia nieważności, ale nie jestem w nowym związku. Znajomy ksiądz powiedział, że Sąd łagodniej patrzy na te osoby co już są w związku a gdy maja dzieci z nowego związku to widzi dla nich przyszłość. I jest większe prawdopodobieństwo, że rozprawa będzie krótsza.
      • cosmopszczolka Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 20.05.09, 23:05
        czyli nowe owieczki i alleluja i do przodu !!!!smile
      • pina-vela Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 23.05.09, 00:16
        Nie zaglądałam tu ostatnio, a wątek tak się rozwinął smile
        Ksagaa, na jakim etapie procesu jesteś?
    • dorata351 Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 21.05.09, 08:27
      Dla mnie to całe unieważnienie to jakiś kosmos. Jak to się ma do
      słów : co Bóg złaczył człowiek niech nie rozdziela? Wszystko to
      pokręcone. A jeszcze posiadanie nowego partnera, to nie grzech? Nie
      rozumiem.
      • scindapsus Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 21.05.09, 08:58
        To proste-jesli ktos wchodzi w zwiazek malzenski i krzywoprzysiega
        to Boga w tym nie ma.

        • dorata351 Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 21.05.09, 09:11
          Boga nie ma od początku do końca. Takie uniewaznienia to czysta
          hipokryzja. Płaci się kasę i sprawa załatwina. Brrr...
          • tricolour Masz jakieś osobiste doświadczenia... 21.05.09, 09:14
            ... płacenia kasy za uzyskanie nieważności? Zrobiłaś tak i masz
            pewność, że tak można?

            A może przemawia przez Ciebie zwykła zazdrość, że ktoś może mieć
            czyste konto i zyc bez grzechu w małżeństwie?
          • scindapsus Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 21.05.09, 09:52
            To jest tylko Twoje zdanie i masz do niego prawo.
            Ale przyjmij do wiadomosci ze sa ludzie ktorym na tym zalezy. Naleza
            do wspolnoty i chca dostac uniewaznienie i nadal byc pełnoprawnym
            członkiem wspolnoty i przyjmować sakramenty.Mają do tego prawo.
            Nie twoj problem, nie twoja kasa.
            Zyj i daj zyc innym.
      • tricolour Nie chodzi o unieważnienie.... 21.05.09, 09:12
        ... tylko o stwierdzenie nieważności.

        Wymysliłas pojęcie, którego w rzeczywistości nie ma (unieważnienie)
        więc nie dziw się, że nie przystaje ono do realnego świata tylko
        wprowadza Cię w kosmos.

        Sakrament to nie jest klepanie formułki przed ołtarzem. Sakramenty
        obwarowane są szeregiem zasad i wymogów, które MUSZĄ być spełnione,
        by w ogóle zastniały.

        Na przykład: sakrament pokuty jest nieważny gdy nie było
        zadośćuczynienia. To oznacza, że nie było sakramentu spowiedzi gdy
        ktoś gwizdnął baton ze sklepu i go nie zwrócił lub inaczej
        zadośuczynił.
        • dorata351 Re: Nie chodzi o unieważnienie.... 21.05.09, 10:45
          Każdy ma swoje zdanie na ten temat. A to, że koszty takiego
          iniewaznienia są wysokie to fakt, tak było u mojej koleżanki.
          A moje zdanie w tym temacie wynika własnie z tego, że sakrament to
          nie jest klepanie formułki przed ołtarzem, a sakrament małżeństwa
          przede wszystkim zobowiązuje. Nasza wiara wygląda trochę tak, że
          wierzymy i zgadzamy się z tym co dla nas wygodne. A jeśli chodzi o
          zazdrość to czego tu zazdrościć, tego, że komuś się życie źle
          ułożyło, bo takie posunięcia są tego najlepszym dowodem.
          Ja jestem w pełni świadoma tego, że przed Bogiem mam jednego męża i
          tak będzie zawsze. Jesli zwiążę sie z kimś innym to będę żyła w
          grzechu i poniosę tego konsekwencje właśnie przed Bogiem, bez
          względu na to czy jakas kuria mi wystawi zaśwadczenie , czy nie.
          • tricolour Problem w tym... 21.05.09, 11:04
            ... że posługujsz się pojęciami, których nie ma i na tej "podstawie"
            wyciągasz wnioski, które muszą prowadzić donikąd.

            Kasa za proces nie jest wielka choćby z tego powodu, że to najwyżej
            kilka tysięcy złotych czyli mniej niż laptop. Porówniania rangi
            procesu i rzeczy z plastiku nie ma.

            Kuria nie wystawia zaświadczenia tylko wydaje dekret, że małżenstwa
            nigdy nie było. Nigdy w sensie sakramentalnym, bo związek był -
            rzecz jasna.

            Proces o nieważnośc nie wynika z wygody, ale jest PRAWEM każdego
            wierzącego, prawem zapisanym w Kodeksie Kanonicznym.

            Na takich rozbieżnościach z rzeczywistością budujesz swoje opinie.
            • dorata351 Re: Problem w tym... 21.05.09, 12:12
              Dla mnie wiara to moje sumienie, wewnętrzne przekonanie i tego typu
              sprawy. Moge pójść do spowiedzi i nie powiedzieć, że sie rozwiodłam
              i pewnie dostanę rozgrzeszenie. Tylko czy będę w zgodzie z własnym
              sumieniem. Ja nie, ale jesli komuś wystarcza dekret kurii, że
              małżeństwa nigdy nie było , a facet z którym przez kilka lat
              dzieliłam życie i łoże "nie istniał", to powinien wystąpić z takim
              wnioskiem.
              Tri.., mam akurat w tej kwestii bardzo sprecyzowane zdanie, ale
              jednocześnie uwazam , ze skoro ktoś czuje taka potrzebę, to ma do
              tego pełne prawo. Gdyby jakas znajoma lub znajomy poprosili mnie o
              swiadczenie na takim " koscielnym rozwodzie" to nie odmówiłabym z
              całą pewnością.
              • dorata351 Re: Problem w tym... 21.05.09, 12:15
                Tak jak zawsze będę ochrzczona, bierzmowana, tak zawsze będę żoną
                tego faceta przed Bogiem, bo sakrament to sakrament.
                • tricolour "Sakrament to sakrament"... 21.05.09, 12:24
                  ... to w takim razie wymień warunki, by ten sakrament zaistniał.

                  No, najzwyczajniej wymień w podpunktach. Proszę bardzo...
              • tricolour Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 12:39
                ... jeśli sama siebie wprowadzasz w błąd.

                "Moge pójść do spowiedzi i nie powiedzieć, że sie rozwiodłam i
                pewnie dostanę rozgrzeszenie" - dostaniesz nieważne rozgrzeszenie i
                cała spowiedź będzie nieważna, bo warunkiem sakramentu pokuty jest
                SZCZERE wyznanie grzechów.

                "facet z którym przez kilka lat dzieliłam życie i łoże "nie
                istniał" - owszem, istniał i nikt nie zaprzecza jego istnieniu.
                Istniał, ale nie jako sakramentalny małżonek, a dokładniej: do dnia
                dekretu o nieważności małżonkiem sakramentalnym był, a od dnia
                dekretu nie był wcale. To jest przeciez proste i nie trzeba
                kombinować i wypierać.
                • dorata351 Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 12:54
                  Co to znaczy , Że nie istniał jako sakramentalny małżonek?
                  • scindapsus Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 13:23
                    to takie zadanie na cwiczenie wyobraźni
                    Pani i pan przysiegają
                    Pan powtarza za księdzem-"przyjac i po katolicku wychowac dzieci" i
                    wszyscy to slysza.ale w czasie trwania małzeństwa odrzuca te dzieci
                    Nie chce i juz, na samą myśl o dzieciach dostaje szału.
                    nie bo nie
                    Bo od poczatku do konca nie chcial
                    a przysiega?to parę słow
                    Czy uważasz ze to jest małżeństwo ważnie zawarte?
                    bo ja mam watpliwosci

                    albo takie uzależnienie się od matki.Pani slubuje trwac i inne a
                    jednocześnie nie chce się wynieść od mamusi.matkę swoją przedkłada
                    nad męża, to z matką jest rodziną a mąż to jest takie
                    niewiadomoco.nie szanuje go, nie jest wobec niego w porządku
                    (ślubuję ci miłość, wiernośc i uczciwość małżeńską)
                    Tez uwazasz ze to małżeństwo zostało ważnie zawarte?

                    dlaczego pozbawiasz tych co wpadli w taki chory układ szansy na
                    nowy, sakramentalnie zawarty związek?
                    • dorata351 Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 13:34
                      Kurde nie pozbawiam. Sama czuję się skrzywdzona, zdradzana,
                      oszukiwana. Praktycznie pan mąż mnie zwolnił z obietnic. Życzę
                      wszystkim, którzy tak zostali doswiadczeni przez kochane osoby, żeby
                      wszystko im sie jak najlepiej poukładało. Nie zmienia to jednak
                      faktu, że ja przysięgałam szczerze na dobre i na złe, do smierci.
                      Wszystkiego mieć nie można, zycie nie jest sprawiedliwe ale takie
                      jest i zaden ksiądz czy kilku księży mnie z tego nie zwolni. To
                      przykre ale tak to rozumiem.
                      • scindapsus Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 14:25
                        dorata351 dobrze ze napisalas
                        cytuję

                        > Wszystkiego mieć nie można, zycie nie jest sprawiedliwe ale takie
                        > jest i zaden ksiądz czy kilku księży mnie z tego nie zwolni. To
                        > przykre ale tak to rozumiem.

                        na szczescie inni rozumują inaczej-na szczęscie dla nich
                        Niekoniecznie chcą do końca zycia nieść swój krzyz, i korzystają z
                        tego ze Bog dał im rozum i wolną wolę
                        IMHO jesli są podstawy do uznania małżeństwa za nieważnie zawarte
                        dlaczego ludzie mają z tego nie skorzystac?
                        • dorata351 Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 14:42
                          Ale ja nie zamierzam nieść swojego krzyza ,i jestem świadoma, ze nie
                          postepuję przez to zgodnie z moją wiarą. I żaden dekret wydany nawet
                          przez samego papieża nie zwolni mnie w moim sumieniu z przysięgi
                          którą składałam w obliczu Boga. Nie mam szansy jej dotrzymac bo
                          druga strona tego nie chce. Rozwód cywilny w zupełnosci mi
                          wystarczy. Może Bóg mi wybaczy.
                          Nie uważam ze ludzie nie powinni z tego skorzystać, ja nie czuje
                          takiej potrzeby, ale kazdy jest inny.
                          Pozdrawiam.
                          Nie wściekajcie się na mnie, ja jescze nie doszłam do siebie po tych
                          wszystkich przeżyciach i moje patrzenie na swiat czasem jest nawet
                          dla mnie niezrozumiałe. Niech kazdy żyje w zgodzie z samym sobą. To
                          chyba najwazniejsze.
                          • scindapsus Re: Trudno Ci będzie zrozumieć... 21.05.09, 14:59
                            nie wsciekam sie na Ciebie ale to Ty zaczelas -cos o hipokryzji bylo
                            niech kazdy idzie własną drogą i nie krytykujmy wyboru bliźnich
                  • tricolour Sakramentalny małżonek... 21.05.09, 15:42
                    ... to osoba poślubiona sakramentalnie czyli z obwarowaniem istnienia tego
                    sakramentu. Nie oznacza to tylko ceremonii w obecności kapłana i świadków - to
                    jest ważne, ale chwilowe, bo ceremonia trwa godzinę, a życie dłużej.

                    Ważna jest zgoda na posiadanie dzieci, rozumienie małżeństwa jako jedni, związku
                    na całe życie. Rozumienie i zgoda na przyjmowanie oraz przekazywanie obowiązków
                    (bardzo ważne). To PRZEDE WSZYSTKIM związek BEZWARUNKOWY i na całe życie bez
                    względu na cokolwiek, co by się działo. Może być i tysiąc zdrad z byle kim, a
                    trwać w sakramencie trzeba - jeśli ktoś uważa, że zdrada wyklucza małżeństwo, to
                    sakrament nie jest ważny.

                    Spróbuj poczytać KK, a także literaturę, nawet w Necie.
    • dorata351 Re: Jeszcze o stwierdzeniu nieważności małżeństwa 21.05.09, 10:49
      W tej kwestii podobnie jak w sprawie eutanazji czy invitro zdania
      zawsze będą podzielone i często bardzo skrajne.
    • zona_zazdrosnika Nie miał zamiaru 23.05.09, 16:18
      Bardzo mnie interesuje stwierdzenie,że sakrament małżeński został
      zawarty nieważnie. Najpewniej zechcę spróbować skorzystać z tej
      możliwości. Czy może być podstawą fakt, że mąż wcale nie miał
      zamiaru żyć po katolicku i w tym duchu wychowywać dzieci, że dla
      niego regułka to była tylko ceremonia, zwyczaj, a nie przysięga,
      która obowiązuje do końca życia? Mąż od początku nie był
      praktykującym katolikiem- jeśli czasami chodził do kościoła, to
      tylko dla towarzystwa, nie korzystał z sakramentu pojednania i
      komunii św- także z okazji chrztu dzieci i ich I komunii nie był ani
      u spowiedzi, ani u komunii. Nie jestem pewna, czy mąż odprawił
      pokutę przed naszym ślubem, czy spowiedź była ważna (wcześniej był u
      spowiedzi pewnie jeszcze przy swojej pierwszej komunii). Czy to może
      być podstawą do uznania małżeństwa jako zawartego nieważnie?

      I jeszcze jedno- czy podczas procesu kościelnego będą przesłuchiwani
      świadkowie lub sam małżonek? Będę wdzięczna za odpowiedź.

      Aha, nie jestem z nikim związana, dopiero przymierzam się do rozwodu.
      • tricolour Proponuję poczytać... 23.05.09, 16:28
        ... o sakramencie małżeństwa, nawet w Necie - publikacji bez liku.

        Samo "niechodzenie" do kościoła, czy spowiedzi nie wyklucza małżeństwa, nawet
        sakramentalnego. Brak pokuty przed ślubem nie wyklucza przecież ślubu, tym
        bardziej, że formy pokuty są różne i trudno Ci będzie DOWODZIĆ, że czegoś nie było.

        Podczas procesu przesłuchiwani są wskazani świadkowie, mąż, każde z osobna i
        dokładnie. Zasada jest prosta i ujęta w Kodeksie Kanonicznym: obowiązek
        udowodnienia spoczywa na tym, który coś twierdzi. Jeśli twierdzisz, że zawarłaś
        nieważne małżeństwo, to musisz to udowodnić.
        • zona_zazdrosnika Re: Proponuję poczytać... 23.05.09, 16:33
          Pewnie zagmnatwałam sad Chodziło mi o to, czy jeśli przyrzekał coś, w
          co nie wierzył, czego nie traktował i nie miał zamiaru traktować
          serio, to mimo to małżeństwo zawarliśmy ważnie?
          • tricolour Potrafisz to COŚ udowodnić? 23.05.09, 16:42
            I co to jest to COŚ? Sąd chce faktów, konkretów, jasnych i nie budzących
            wątpliwości dowodów.

            Jest coś takiego jak "symulacja zgody małżeńskiej", ale czy potrafisz ją udowodnić?
            • zona_zazdrosnika Re: Potrafisz to COŚ udowodnić? 23.05.09, 16:57
              Dlatego pytałam o to, czy byłby przesłuchiwany mąż- on potwierdziłby
              to sam; dla niego życie po katolicku to jakiś dziwny wymysł, wytwór,
              powód do ponabijania się z innych.
              • tricolour Ale co by potwierdził? 23.05.09, 17:35
                Co mógłby powiedzieć mąż, co by wskazywało, że małżeństwo nie zostało zawarte
                ważnie? Jaki kanon mógłby zostać wykorzystany do wykazania nieważności, bo nie
                ma słowa nic o "nabijaniu się z życia po katolicku" jako powodu nieważności.

                Mówiąc inaczej: sąd oczekuje konkretów, a każda wątpliwość jest za ważnością.
                • zona_zazdrosnika Re: Ale co by potwierdził? 23.05.09, 17:46
                  Potwierdziłby, że małżeństwo dla niego nie wiązało się z czymś, co
                  musi trwac do smierci, że żona ma obowiązki, a mąż prawa, że wziął
                  ślub kościelny, bo tak wypadało, ale nie czuł żadnej potrzeby, aby
                  związek był pobłogosławiony, że nie jest (i nie był) praktykującym
                  katolikiem, że nie wie ( i nie wiedział podczas składania
                  przysięgi), czym jest nauka katolicka, wychowanie katolickie, nie
                  znał podstaw wiary. No ogólnie to ateista jest i był sad Tylko tak
                  się maskował, bo wiedział, że dla mnie wiara, życie po katolicku,
                  jest ważne.
                  • tricolour Gdyby tak potwierdził... 23.05.09, 18:01
                    ... to byłoby dobrze. Ale sąd pewnie będzie chciał świadków, bo dojdzie - i
                    słusznie - do wniosku, że można się umówić i złożyć zgodne zeznania w celu
                    uzyskania korzyści.

                    Poza tym sąd będzie dociekał jakie były tego objawy przed ślubem, by mieć
                    ciągłość zachowań męża. Będzie dociekał dlaczego pomimo tych objawów wzięłaś ślub...
                    • sauber1 Re: Gdyby tak potwierdził... 23.05.09, 18:12
                      Ze zrozumiałych względów ten temat świadomie sobie odpuszczam. Szczerze to nie
                      znam się na tym i nie wiem czy można być na pokaz trochę wierzącym? Wiem tylko
                      jedno, że nie da się być w ciąży troszeczkę smile Ale w czasach kiedy pieniądz
                      Bogiem, wszytko jest możliwym, bez uzasadnionej wątpliwości wszytko i każdego
                      można kupić, reszta kwestia ceny ...
                    • zona_zazdrosnika Re: Gdyby tak potwierdził... 23.05.09, 18:15
                      Zeznać na pewno zezna- nie odmówiłby sobie "radochy" z ponabijania
                      się z kleru, kościoła itp. To taki typ. Ale dla sprawiedliwości
                      dodam tylko, że tego nie zdradził w całej krasie zaraz po slubie,
                      tylko powoli, przez lata coraz więcej się odkrywał. A później to
                      nawet nie krył tego, że spowiedź, komunia, msze, modlitwa, to dla
                      niego jeden wielki cyrk.


                      Będzie dociekał dlaczego pomimo tych objawów wzięłaś śl
                      > ub...

                      Bo skąd miałabym mieć wtedy pewność, że on jednak nie zamierza trwać
                      w postanowieniu, że będzie przykładnym katolikiem? Ja mu po prostu
                      uwierzyłam, że on chce żyć po katolicku. Ja jestem z tych, którzy
                      nie rzucają słów na wiatr i dochowują przysięgi i obietnic.

                      Zresztą, gdybym zbagatelizowała te objawy u niego przed ślubem, to i
                      tak chyba nie miałoby to wpływu na ważność/ nieważność zawarcia
                      sakramentu małżeństwa.

                      • tricolour Wiesz jak wygląda proces? 23.05.09, 18:22
                        Przesłuchuje się małżonków, świadków. Potem wątpliwości zgłasza obrońca węzła
                        małżeńskiego i można się ustosunkować do tych wątpliwości. Można dołączyć
                        ekspertyzy np. medyczne jeśli są. Potem zamyka się część dowodową i trzech panów
                        czyta i wydaje wyrok. Jeśli są dalej WĄTPLIWOŚCI, to małżeństwo jest ważne.

                        Więc jeśli piszesz "dla sprawiedliwości dodam tylko, że tego nie zdradził w
                        całej krasie zaraz po slubie" to będzie trudno udowodnić, że zawarto nieważnie.
                        Zresztą jaki kanon chcesz wykorzystać, bo musisz odnieść się do zapisów prawa?
                        • zona_zazdrosnika Re: Wiesz jak wygląda proces? 23.05.09, 18:29
                          OK, wiem, że nic nie wiem wink Dzisiejsze pytania wynikły z tego, że
                          podbito wątek, który mnie zainteresował treścią smile Na pewno teraz
                          nie mam głowy, aby o tym pomysleć. Ale po rozwodzie na pewno temat
                          zgłębię. Wykorzystam Cię jeszcze w takim razie i zadam jedno pytanie-
                          mąż złośliwie może nie stawiać się na takie przesłuchania, bo wie,
                          że mi zależeć będzie na wyprostowaniu tego problemu. Jemu jest
                          wszystko jedno. Czy jest wtedy jakaś szansa oparcia się tylko na
                          świadkach? Tzn. czy uparte niestawiennictwo może spowodować, że do
                          rozstrzygnięcia nie dojdzie?
                          • tricolour Formalnie rzecz ujmując... 23.05.09, 18:33
                            ... mąż nie jest stroną w procesie o nieważność małżeństwa, bo Ty nie
                            występujesz przeciw mężowi, a przeciw instytucji małżeństwa. Formalnie więc nie
                            musi brać udziału, bo co jest nieważne, to jest nieważne bez względu na obecność
                            męża. 3 nie jest równe 5 bez względu na obecność nawet setki osób.

                            Jednak bez jego udziału maleje siła Twojego dowodu i stawia to Cię w niezręcznej
                            sytuacji procesowej.
                            • zona_zazdrosnika Re: Formalnie rzecz ujmując... 23.05.09, 18:38
                              OK, rozumiem.
                              To w takim razie pozostaje mi wiara w to, że nieinformowany przeze
                              mnie o celu mąż stawi się na przesłuchanie. Bo jeśli miałabym mu
                              powiedzieć, o co chodzi, to szanse maleją- i to pewnie do zera sad
                              Złośliwy jest i tyle sad Nie pójdzie też, o ile jego "przyjaciele"
                              poinformują go, po co będzie tam wzywany, tzn. czemu ma to służyć sad

                              Tak sobie myslę, że zawarcie związku sakramentalnego powinno być
                              zakazane przed 30 rokiem życia. Dopiero później człowiek już wie, że
                              nie wszyscy traktują przysięgi,obietnice jako wiążące sad

                              • tricolour Kiedyś czytałem wywiad... 23.05.09, 18:42
                                ... z sędzią trybunału duchownego, który twierdził wręcz, że należałoby dowodzić
                                ważności małżeństw.

                                70% przyjętych skarg kończy się dekretem za nieważnością.
                                • zona_zazdrosnika Re: Kiedyś czytałem wywiad... 23.05.09, 18:45
                                  > 70% przyjętych skarg kończy się dekretem za nieważnością.

                                  Żartujesz??? Wydawało mi się, że to raczej rzadkość. Chociaż z
                                  drugiej strony pewnie teraz więcej osób jest świadomych takiej
                                  mozliwości i jesli ma podstawy, a bardzo im na tym zalezy, to
                                  najzwyczajniej z tego korzysta. W życiu nie przypuszczałabym, że
                                  moje małżeństwo po prostu się skończy sad
                                  • tricolour Nie żartuję... 23.05.09, 18:48
                                    ... podejrzewam, że 30% przegranych poddaje się i nie korzysta z dalszej drogi
                                    prawnej.

                                    Bo sakrament jest na całe życie - z definicji. Jeśli małżeństwo nie było na całe
                                    życie, to można dociekać dlaczego. Wtedy można dojść do wniosku, że nie było
                                    małżeństwem w wymiarze sakramentu. To można próbować udowodnić.
                                    • zona_zazdrosnika Re: Nie żartuję... 23.05.09, 18:51
                                      Tri, wirtualnego buziaka Ci wysyłam za te ostatnie informacje, bo mi
                                      trochę nadziei wlałeś w me umęczone serce ;*)
                                      • tricolour Bo kiedyś... 23.05.09, 18:56
                                        ... byłem orędownikiem, że żadne nieważności, unieważnienia. Papież by się mógł
                                        przy mnie zawstydzić, taki byłem.

                                        A potem ksiądz zadał jedno pytanie "dlaczego nie próbuję UNORMOWAĆ swoich spraw"
                                        i okazało się w jednej sekundzie (dosłownie), że upór wynikał z niewiedzy.

                                        Powodzenia, cierpliwości i wytrwałości!
                                        • sauber1 Re: Bo kiedyś... 23.05.09, 19:00
                                          tricolour napisał:

                                          >upór wynikał z niewiedzy.
                                          >
                                          > Powodzenia, cierpliwości i wytrwałości!

                                          No to już doszliśmy do puntu wyjścia, ale mi zaimponowałeś, gdzie tą wiedzę
                                          zgłębić ? wink
                                          • tricolour Zaimponowałem... 23.05.09, 19:08
                                            ... hmmm, powiem, że ja zaczynałem od książki ks. Sobczaka "Proces o nieważność
                                            małżeństwa kościelnego". W księgarni internetowej "Mateusz" można pobrać książkę
                                            w formacie pdf za 7zł.

                                            A tutaj fragment-zajawka dla zainteresowania:

                                            www.kuria.lomza.pl/sad/index.php?wiad=5
                                            • zona_zazdrosnika Re: Zaimponowałem... 23.05.09, 19:10
                                              Najpewniej zakupię- skoro podałeś ją, to pewnie warta, by od niej
                                              zacząć smile
                                            • zona_zazdrosnika Tri...... 23.05.09, 20:09
                                              > ... hmmm, powiem, że ja zaczynałem od książki ks. Sobczaka "Proces
                                              o nieważność
                                              > małżeństwa kościelnego". W księgarni internetowej "Mateusz" można
                                              pobrać książk
                                              > ę
                                              > w formacie pdf za 7zł.

                                              sad(( Niestety, już tego nie ma sad((
                                              Albo szukać nie umiem sad((
                                              • tricolour Rzeczywiście nie ma... 23.05.09, 20:23
                                                ... i nawet się nie dziwię. Można było sobie pobrać i nie zapłacić - na konto
                                                przelewało się pieniądze z uczciwości.

                                                Chyba ktoś stracił na niesieniu pomocy więc usunął książkę ze sprzedaży.
                                              • tricolour Tutaj było... 23.05.09, 20:36
                                                ... ale już nie ma.

                                                www.kmt.pl/pozycja.asp?KsID=4969
                                                Za to można do nich napisać i pewnie coś da się zrobić. No wiesz... dochodzenie
                                                do prawdy czasami jest długie i niełatwe.

                                                smile
                                                • zona_zazdrosnika Re: Tutaj było... 23.05.09, 20:46
                                                  Napisałam do nich, ale mi trzy razy mail wrócił sad Skrzynkę mają
                                                  przepełnioną czy jak...
                                                  • zona_zazdrosnika Re: Tutaj było... 25.05.09, 17:10
                                                    Udało się!!! Otzrymałam od nich maila, a w nim załącznik z
                                                    ebookiem smile Pieniążki już przelałam smile
                                                    Ależ to gruba lektura! Prawie 200 stron...
                                                    Pewnie będzie w sam raz na zimowe wieczory.
                                                    dziękuję, Tri - buźka kiss)
                                        • zona_zazdrosnika Re: Bo kiedyś... 23.05.09, 19:04
                                          > ... byłem orędownikiem, że żadne nieważności, unieważnienia.
                                          Papież by się mógł
                                          > przy mnie zawstydzić, taki byłem.

                                          Ja znam dwie osoby z bliskiego otoczenia, którym stwierdzono
                                          nieważność,ale nie miałam wątpliwości, że u nich było tak
                                          faktycznie. Z tym, że to były stosunkowo krótkie małżeństwa- jedno
                                          niecały rok, a drugie 2 lata. Właśnie przez nie przeszła mnie myśl,
                                          ćzy nie warto będzie podjąć takiego trudu w mojej sytuacji. Dla mnie
                                          naprawdę jest to ważne. Co prawda nie interesowałam sie tym do tej
                                          pory tak na poważnie, bo ja mam poza sobą 15 lat małżeństwa i
                                          myślałam, że to za długi okres, aby się starać. No ale przecież tak
                                          naprawdę to skoro są podstawy, to trzeba próbować. Przecież to nie
                                          tak, że nie starałam się skierować naszego wspólnego życia na tory
                                          bardziej katolickie- pracowałam nad tym nawet razem z dziećmi. No
                                          ale jak ktoś jest kamień, to nic go nie ruszy uncertain


                                          >
                                          > A potem ksiądz zadał jedno pytanie "dlaczego nie próbuję UNORMOWAĆ
                                          swoich spraw
                                          > "
                                          > i okazało się w jednej sekundzie (dosłownie), że upór wynikał z
                                          niewiedzy.
                                          >
                                          > Powodzenia, cierpliwości i wytrwałości!
                                          • zona_zazdrosnika Re: Bo kiedyś... 23.05.09, 19:09
                                            > i okazało się w jednej sekundzie (dosłownie), że upór wynikał z
                                            niewiedzy.

                                            Przyjdzie czas i u mnie, by wiedzę pogłębić i zastosować w
                                            praktyce smile Dzięki za poświęcony czas i cierpliwość smile
                                            >
                                            > Powodzenia, cierpliwości i wytrwałości!

                                            Za to też dziękuję smile
                                            Ale na razie chyba zacznę od spraw cywilnych, bo pewnie one i tak
                                            muszą być wcześniej uregulowane, a poza tym o ile mi się wydaje-
                                            jako rozwódka, ale niezwiązana z nikim, nie popełniam grzechu i mogę
                                            nadal przystępować do komunii? Jesli tak, to sprawę zostawię "na
                                            potem".


                                            • tricolour Rozwód nie przeszkadza w komuni... 23.05.09, 19:15
                                              ... bo dalej jesteś sakramentalną żoną. Logika jest jedna.

                                              Powiem też, że kiedy podjąłem decyzję o procesie, to przygotowanie - głównie
                                              emocjonalne - zajęło mi pół roku.

                                              Sprawy cywilne nie muszą być uregulowane, bo nieważność jest obiektywna. Jednak
                                              podczas procesu pada pytanie "czy jest szansa, że będziecie kiedyś razem" i
                                              trudno powiedzieć "nie" gdy jest się żoną.
                                              • sauber1 Re: Rozwód nie przeszkadza w komuni... 23.05.09, 19:30
                                                tricolour napisał:

                                                > ... bo dalej jesteś sakramentalną żoną. Logika jest jedna.

                                                Czy oby ja dobrze rozumiem, że dla cywilnych władz jam rozwiedziony, a dla
                                                kościelnych nadal w sakramencie i to "moja" żona ? smile
                                                • tricolour Tak. 23.05.09, 19:31
                                              • zona_zazdrosnika Re: Rozwód nie przeszkadza w komuni... 23.05.09, 20:11
                                                Emocjonalnie to jestem na to gotowa- tak, jak i do uregulowania
                                                spraw cywilnych.
                                                Ale chcę się do wszystkiego dobrze przygotować, a w sprawach
                                                kościelnych i tak mi się nigdzie nie śpieszy, więc chwilowo spasuję
                                                w tej materii.

                                                Tri, jak długo trwało Twoje małżeństwo i jak dłogu czekałeś na
                                                orzeczenie sądu biskupiego?
                                                • tricolour Na orzeczenie jeszcze czekam... 23.05.09, 20:16
                                                  ... już 4 rok w pierwszej instancji. Powinni skończyć w rok, ale sama widzisz.

                                                  A małżeństwem byliśmy <10 lat.
                                                  • zona_zazdrosnika Re: Na orzeczenie jeszcze czekam... 23.05.09, 20:48
                                                    No to pieknie! Mnie do emerytury zejdzie w takim razie uncertain


                                          • sauber1 Re: Bo kiedyś... 23.05.09, 19:23
                                            zona_zazdrosnika napisała:

                                            > Co prawda nie interesowałam sie tym do tej pory tak na poważnie,
                                            > bo ja mam poza sobą 15 lat małżeństwa i myślałam,

                                            Teraz i zastanawiam się, czy ja po 26 latach małżeństwa też mam choć cień
                                            szansy? Kiedyś zaprzyjaźniony kanclerz kurii zwrócił mi, wtedy wydawać by się
                                            mogło nieistotną uwagę, na to że nagła zmiana postrzegania świata i przyłączenie
                                            mojej żony do grupy zwolenników ruchu New Age, może mieć istny a i destrukcyjny
                                            wpływ na przetrwanie rodziny. Ale co ja mogłem poradzić na to, jak chciejstwo i
                                            zachłanność jest wielka, a i wsparcie w zielonych banknotach nie bez znaczenia,
                                            może jednak, ale czy ja dobrze myślę, gra jest warta świeczki ?
                                            • tricolour Weź i spróbuj... 23.05.09, 19:29
                                              ... jeśli nie spróbujesz, to nie będziesz miał szansy.

                                              Ale fajnie: stanąłeś w miejscu, w którym bezczynność oznacza niepokój.

                                              smile
                                              • sauber1 Re: Weź i spróbuj... 23.05.09, 19:31
                                                tricolour napisał:

                                                > ... jeśli nie spróbujesz, to nie będziesz miał szansy.
                                                >
                                                > Ale fajnie: stanąłeś w miejscu, w którym bezczynność oznacza niepokój.
                                                >
                                                > smile

                                                Ti Ci się udało, zasiałeś ziarno ...wink
                                                • tricolour Może wzejdzie... 23.05.09, 19:36
                                                  ... oddałem Ci to, co kiedyś sam dostałem.

                                                  smile
                                                  • sauber1 Re: Może wzejdzie... 23.05.09, 19:39
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... oddałem Ci to, co kiedyś sam dostałem. smile

                                                    Same to się najczęściej dziury w skarpetkach robią, do dzieło potrzeba udziału
                                                    człowieka, a żelazo kuć należy póki gorące, niechaj wschodzi ...wink
                                    • sauber1 Re: Nie żartuję... 23.05.09, 18:52
                                      tricolour napisał:

                                      > ... podejrzewam, że 30% przegranych poddaje się i nie korzysta z
                                      > dalszej drogi prawnej.

                                      Co jest? To chyba mnie coś nadprzyrodzonego tchnęło, by tu też się znaleźć. Ja
                                      nie wiedzieć czemu, już was wszystkich bardzo lubić smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka