danuska_w_65 02.07.09, 11:55 Jak poradzić sobie samej ze soba kiedy z jednej strony chcę zostać z mężem, a z drugiej jego zdrada tak bardzo boli, że nie potrafie o tym nie myśleć. Tym bardziej, że on nie ma zamiaru zakończyc romansu? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tiresias Re: rozterka 02.07.09, 12:41 no to wyobraź sobie was razem za 2 lata - ty ze swoją raną ciągle krwawiącą, nie możesz zapomnieć zdrady (bo pewnie mu wybaczysz, na swoja zgubę) a on nadal nie może zakończyć (może kolejnego) romansu? co warte takie życie? gówno pozdrawiam Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 03.07.09, 10:09 Doskonale wiem, że nawet jeśli z nim zostanę to będę cierpieć i płakać po cichutku. Nigdy mu tego nie wybaczę i nie zapomnę tylko nadal nie mam odwagi żeby to zakończyć. No i sprawa wspólnego mieszkania, którego sobie zupełnie nie wyobrażam. Odpowiedz Link
barbasia01 Re: rozterka 02.07.09, 21:27 Boisz się być sama czy lubisz cierpieć, a może nienawidzisz siebie i w ten sposób chcesz się zniszczyć. Cóż warte jest życie z facetem, który Cię nie kocha, który Cię nie szanuje? Wiem jak to boli nagle być bez niego, fizycznie i psychicznie ból nie do wytrzymania, wiem jak to jest codziennie zastanawiać się co było nie tak. W tej chwili też cierpię, mam doła, tęsknię za nim cholernie. Wiem jednak, że to ponoć mija i żyję tą nadzieją. Jestem w innej sytuacji bo to ja zostałam porzucona z dnia na dzień, ale nie chiałabym byc z kimś kto ma kogos na boku, pomimo miłości do tej osoby. Dasz radę i szanuj siebie, a życie z kimś tylko dlatego że istnieje nie ma wartości. Odejdź, dasz radę. Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 03.07.09, 10:07 barbasia01 napisała: > Boisz się być sama czy lubisz cierpieć, a może nienawidzisz siebie i > w ten sposób chcesz się zniszczyć. Cóż warte jest życie z facetem, > który Cię nie kocha, który Cię nie szanuje? Wiem jak to boli nagle > być bez niego, fizycznie i psychicznie ból nie do wytrzymania, wiem > jak to jest codziennie zastanawiać się co było nie tak. W tej chwili > też cierpię, mam doła, tęsknię za nim cholernie. Wiem jednak, że to > ponoć mija i żyję tą nadzieją. Jestem w innej sytuacji bo to ja > zostałam porzucona z dnia na dzień, ale nie chiałabym byc z kimś kto > ma kogos na boku, pomimo miłości do tej osoby. Dasz radę i szanuj > siebie, a życie z kimś tylko dlatego że istnieje nie ma wartości. > Odejdź, dasz radę. Tak naprawdę to boję się wszystkiego. Boję się być sama, boję się że nie dam rady finansowo, boję się że ludzie odwrócą się ode mnie. I to nieznośne poczucie upokorzenia i obawa przed dumnym spojrzeniem kochanki, która wreszcie dopnie swego. A poza tym nie mam gdzie mieszkać i nie wyobrażam sobie życie po rozwodzie pod jednym dachem z ex.Masz rację, że trzeba siebie szanować, a moje życie teraz jest bez wartości to jedna wielka udręka. Tylko czy dam radę odejść? Odpowiedz Link
barbasia01 Re: rozterka 04.07.09, 15:29 Tez sie boje ze nie dam rady, ze przyjdzie taki moment ze cos tam pojdzie nie tak, ale jak na rzaie jestem i jakos udaje mi sie. Zbierz wszystkie dowody na jego zdradę spokojnie i systematycznie zbieraj, wyciągi, bilingi to co Ci się uda, a potem rozwód z orzeczeniem o winie i bedzie ci musiał zapłacic alimenty. Jeśli chodozi o mieszkanie pod jednym dachem to dlaczego ty masz się wyprowadzic niech on idzie do kochanki skoro nie chce z toba byc. Znajomymi w ogóle bym sie nie przejmowala, jesli odwroca się od ciebie to znaczy ze nie sa ciebie warci, zobaczysz ze sa wsrod nich osoby ktore ci pomoga, tylko wyciagnij do nich reke z prosba o wsparcie. Ja nawet sie nie spodziewalam ze tak wiele osob jest za mna. Nawet ci z ktorymi sie nie lubilismy wsparli mnie i to jest miłe i wiele dla mnie znaczy. Jest jeszcze rodzina i to forum, dasz radę! Uwierz w siebie twoje zycie jest warte wiecej niz myslisz. Dasz rade! Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 06.07.09, 08:19 barbasia01 napisała: > Tez sie boje ze nie dam rady, ze przyjdzie taki moment ze cos tam > pojdzie nie tak, ale jak na rzaie jestem i jakos udaje mi sie. > Zbierz wszystkie dowody na jego zdradę spokojnie i systematycznie > zbieraj, wyciągi, bilingi to co Ci się uda, a potem rozwód z > orzeczeniem o winie i bedzie ci musiał zapłacic alimenty. Jeśli > chodozi o mieszkanie pod jednym dachem to dlaczego ty masz się > wyprowadzic niech on idzie do kochanki skoro nie chce z toba byc. > Znajomymi w ogóle bym sie nie przejmowala, jesli odwroca się od > ciebie to znaczy ze nie sa ciebie warci, zobaczysz ze sa wsrod nich > osoby ktore ci pomoga, tylko wyciagnij do nich reke z prosba o > wsparcie. Ja nawet sie nie spodziewalam ze tak wiele osob jest za > mna. Nawet ci z ktorymi sie nie lubilismy wsparli mnie i to jest > miłe i wiele dla mnie znaczy. Jest jeszcze rodzina i to forum, dasz > radę! Uwierz w siebie twoje zycie jest warte wiecej niz myslisz. > Dasz rade! Dzięki za słowa otuchy, ale to wszystko nie jest takie proste. Tak naprawdę to nie mam rodziny oprócz dzieci, mieszkanie niestety też nie jest moje wiec nie mogę liczyć na to ze się wyprowadzi. Poza tym kochanka mieszka ze swoim mężem więc go na pewno nie przyjmie. Moja sytuacja jest naprawdę nie do rozwiązania na tę chwilę. Odpowiedz Link
mayenna Re: rozterka 06.07.09, 11:04 Nie ma sytuacji niedorozwiązania. Spróbuj może najpierw terapii u psychologa.Pomoże Ci się wzmocnić psychicznie, uwierzyć we własne siły i możliwości. Pomyśl jak będzie z wami za 5 lat? Jak te teoretyczne 5 lat wpłynie na dzieci?.Jak żyć w takiej atmosferze? Może to Ci pomoże podjąć decyzję... Wiem, ze nie jest łatwo, ale czasem nie ma wyjścia. Napisz jeszcze co u Ciebie.... Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 06.07.09, 14:59 mayenna napisała: > Nie ma sytuacji niedorozwiązania. > Spróbuj może najpierw terapii u psychologa.Pomoże Ci się wzmocnić > psychicznie, uwierzyć we własne siły i możliwości. > > Pomyśl jak będzie z wami za 5 lat? Jak te teoretyczne 5 lat wpłynie > na dzieci?.Jak żyć w takiej atmosferze? Może to Ci pomoże podjąć > decyzję... > Wiem, ze nie jest łatwo, ale czasem nie ma wyjścia. > Napisz jeszcze co u Ciebie.... > A więc po kolei. U psychologa już byłam. Okazało się, że to ja mam problem bo sama nie wiem czego chcę. powiedział, że proponuje mi terapię 2 razy w tygodniu przez jakieś 2-3 miesiące. Nie stać mnie na taki luksus. Co do dzieci to są niby dorosłe. Więc nie wiem czy są w tej sytuacji argumentem. Czuję się jak w pułapce. Po latach małżeństwa okazuje się, że nie mam nic i tak naprawdę to może tylko dla dzieci cokolwiek znaczę. Dla męża jestem obojętna i nawet nie stara się bym myślała inaczej. Jestem samiutka ze swoim problemem i brakiem perspektyw na lepszą przyszłość Odpowiedz Link
kami_hope Re: rozterka 10.07.09, 00:01 danuska_w_65 napisała: > A więc po kolei. U psychologa już byłam. Okazało się, że to ja mam problem bo s > ama nie wiem czego chcę. powiedział, że proponuje mi terapię 2 razy w tygodniu > przez jakieś 2-3 miesiące. Nie stać mnie na taki luksus. Co do dzieci to są nib > y dorosłe. Więc nie wiem czy są w tej sytuacji argumentem. Czuję się jak w puła > pce. Po latach małżeństwa okazuje się, że nie mam nic i tak naprawdę to może ty > lko dla dzieci cokolwiek znaczę. Dla męża jestem obojętna i nawet nie stara się > bym myślała inaczej. Jestem samiutka ze swoim problemem i brakiem perspektyw n > a lepszą przyszłość Mogę sobie wyobrazić co czujesz. Też jestem samiutka ze swoim problemem. Ale tak to już jest, że z wiekiem jesteśmy co raz bardziej samotni. I choćbyśmy cieszyli się gronem wspaniałych przyjaciół, to nikt nie przeżyje życia za nas. Podobnie jak Ty, czuję się jak w pułapce. Wybrałam dla siebie „na teraz” mało satysfakcjonujące rozwiązanie. Tymczasowo zawiesiłam podjęcie decyzji. Muszę odzyskać mocno nadwyrężone siły. Odpuściłam sobie. Zainwestuję w siebie podarowując sobie odrobinę spokoju i jednocześnie odcinając się od spraw, które wymagają decyzji. I Tobie radzę podobnie. Zainwestuj w siebie. Z pustego i Salomon nie naleje, więc napełnij się siłą, a później wróć do rozwiązania swojego problemu. STAĆ Cię na ten „luksus”! Dlaczego cudzysłów? Bo to nie żaden luksus, a Twój obowiązek względem siebie samej. Musisz dalej żyć, więc zatroszcz się o siebie. Nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Pozdrawiam serdecznie. ------- Do triumfu zła wystarczy tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 13.07.09, 14:42 Póki co też odłożyłam podejmowanie decyzji, nie chcę niczego zrobić zbyt pochopnie. I nie chodzi tu bynajmniej o to że liczę na poprawę moich stosunków z mężem. Chodzi o mnie, o to żebym znalazła wyjście jak najlepsze dla mnie. Co z tego że się rozwiodę jak później może będę tego żałować. Wolałabym najpierw stanąć na pewnym gruncie i dopiero podjąć właściwe kroki. Tylko ten cholerny ból który nie ustaje. jak się go pozbyć? I wstyd przed ludźmi. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: rozterka 13.07.09, 17:04 danuska_w_65 napisała: >I wstyd przed ludźmi. wstyd za niego, że Cię zdradza, czy za samą siebie, że przymykasz na to oko? Odpowiedz Link
kami_hope Re: rozterka 13.07.09, 19:06 Postaraj się odciąć od spojrzeń innych ludzi. Wiedz, że nie są lepsi od Ciebie. Każdy skrywa swoje sekrety. Jednak wyciągając na światło dzienne cudze sekrety, własne wyglądają lepiej (bo ich nie widać w ciemności). Niech ten ból Ci uświadomi, że tak dalej nie może być. Kiedy jest ból, to znaczy – jest źle! A my nie dążymy do tego aby mieć źle, tylko by mieć – dobrze. Nie szukaj winnych. Skupianie się na ciemnej stronie męża, odwróci Twoją uwagę od tego co teraz najważniejsze. Mianowicie, najważniejsze jest Twoje dobre, zdrowe życie. Poszukaj źródła z którego będziesz czerpać siłę. Odetnij się od ludzi, miejsc, sytuacji, które Cię osłabiają. Nigdy nie wiesz jakie wyjście jest „najlepsze”. Dopiero z perspektywy czasu można osądzić, czy dana decyzja była słuszna. Pozostawanie w zawieszeniu jest wyjściem najgorszym z „najlepszego”. To tak jakby Twoja historia zatrzymała się w martwym punkcie, jakbyś umarła (choć fizycznie dalej przebywasz na tej planecie, to jednak nie tworzysz własnego losu). Ja już podjęłam swoją decyzję. Od soboty zmagam się z konsekwencjami. Jeszcze nie wiem, czy to była dobra decyzja… A jeśli zła, to czy odwołalna?? Oczywiście, że dopadają mnie wątpliwości. I dopóki kolejne zdarzenia nie przedstawią skutków decyzji… działam konsekwentnie według podjętej decyzji. Boli. Ale wiem, że przestanie. Każdy ból kiedyś mija. Człowiek nie doświadcza permanentnie niekończącego się cierpienia. Podobnie jak chwile szczęścia czy euforii też przemijają. Pozdrawiam. Dbaj o siebie! Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re: rozterka 14.07.09, 09:58 Dzięki za słowa otuchy. Pewnie że chciałabym dla siebie jak najlepiej. Dużo nad tym myślę co zrobić. Rozwód w moim przypadku na pewno nie zmieni niczego na lepsze. Nadal będę musiała mieszkać z mężem i na pewno dzielić rachunki za mieszkanie. W chwili obecnej on utrzymuje rodzinę. Ja zarabiam zbyt mało by rozpocząć samodzielne życie. Jestem już w takim wieku, że na pewno nie poznam nikogo z kim będę dzielić życie, a nie wyobrażam sobie życia w samotności. To wszystko jest zbyt skomplikowane by opowiadać na forum. Moja sytuacja nie jest taka prosta bym mogła ją rozwiązać bez dłuższego zastanowienia się. Pozdrawiam Odpowiedz Link
dorata351 Re: rozterka 14.07.09, 10:08 A w jakim wieku Ty kobieto jesteś, że już nic dobrego na Ciebie nie czeka? Mam znajomą, która ma ponad pięćdziesiąt lat i właśnie zamieszkała z facetem i mówi, że wreszcie zaczęła żyć. Odpowiedz Link
kami_hope Re: rozterka 15.07.09, 00:38 Danusia, wg. mnie rozwód nie ogranicza się do formalności. Coś takiego znaczy tyle samo co papierowe małżeństwo. Tak, to jest skomplikowane. Myślę, że podobnie skomplikowane dla każdej z nas. Zdarza się, że przechodzimy z domu rodzinnego wprost do małżeńskiego. A po drodze zabrakło okresu dojrzewania, samodzielności. Dlatego często trudno dorosłym ludziom odnaleźć się w sytuacji gdzie wymagana jest samodzielność. Wygląda na to, że sytuacja zmusza Cię do dojrzenia w ekspresowym tempie. To jedyna droga aby wyjść z zamkniętego losu ofiary. Nie jest dobrze jeśli przechodzi się z jednego związku w drugi, przy czym główną motywacją jest oczekiwanie od partnera wsparcia finansowego, itp. Tą drogą w krótkim czasie znajdziesz się na podobnej pozycji co w obecnym małżeństwie. Jeśli chcemy cokolwiek zmienić, tą zmianę musimy zacząć od siebie samych. Ty chciałabyś powielić schemat. To co z tego, że z kimś nowym (mniejsza o to czy jest, czy go nie ma i jakie szanse na niego), jak zasada tworzenia związku ta sama. My nie jesteśmy księżniczkami. A oni nie są książętami. (ja wolę - jeśli już - zabawę w królowe i w królów ) ) Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re:kami_hope 15.07.09, 09:13 Kochana, wiem, że masz rację, ale brakuje mi odwagi. Chyba okres mojego dojrzewania będzie dłuższy niż powinien. Jestem przekonana, że podejmę tę trudną dla mnie decyzję, tylko po prostu potrzebuję więcej czasu. A może gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że mąż się opamięta, chociaż na dzień dzisiejszy to ja jestem przegrana w tej wojnie. Trudno mi się pogodzić, że 25 lat wspólnego życia nie ma dla niego znaczenia i jestem mu obojętna. Pewnie, że też wolałabym być królową i spotkać prawdziwego króla. Mój król okazał się świniopasem niestety. Odpowiedz Link
adela38 Re:kami_hope 15.07.09, 09:57 A moze zastanow sie co sie zrobilo z waszym malzenstwem, ze on poszukal drugiej? Moze nie tylko on sie zmienil, ale i ty stalas sie tak mila, ze latwiej bylo od ciebie uciec? Moze powinnas sprobowac "wrocic do korzeni" ... do siebie samej z czasow mlodosci? Czy masz jakies pasje, zainteresowania?Jak spedzacie\spedzasz swoj wolny czas? A moze powinnas zastanowic sie co mozesz zrobic, by wiecej zarabiac? Dzieci juz cie nie ograniczaja-wszystko jest w twoich rekach... Odpowiedz Link
danuska_w_65 Re:adela 15.07.09, 11:56 Uwierz, zastanawiam się codziennie. Niestety dochodzę do wniosku, że moim błędem była zbytnia ufność i danie zbyt dużej swobody mężowi. W pewnym momencie uznał zapewne, że może robić to na co ma ochotę. Nie twierdzę, że ja jestem bez wad. Ale w każdym związku zdarzają się gorsze chwile. Tylko trzeba chcieć o tym mówić i próbować rozwiązać problem jeśli zaistnieje. Odpowiedz Link