18.04.13, 18:35
Czym jest dla Was imię? Imię Wasze własne, imię ukochanej osoby, imię dla dziecka... Czym jest dla Was Imię Boże? Czy imię ma jakieś szczególne znaczenie w zacieśnianiu więzi z drugą osobą? Jak rozumiecie przykazanie o nie nadużywaniu Imienia Boga?
Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: imię 18.04.13, 19:21
      Imię w żadnym sensie nie ma dla mnie szczególnego znaczenia. Choć zawsze ciekawa była dla mnie teologia Bożego imienia w judaizmie, swoiste tabu z nim związane. Głębszy, symboliczny sens tego tabu.

      Bardzo ciekawe pytanie o sens przykazania. Ja rozumiem je nie jako przestrogę przed niewinnym w gruncie rzeczy rzucaniem "Ło Boże!" na prawo i lewo, ale przed wycieraniem sobie Bogiem gęby przy każdej okazji, załatwianiem swoich własnych (często małych albo niezbyt szlachetnych) interesów przez powoływanie się na Jego wolę.
      Nota bene moim zdaniem jest to zakaz w tym rozumieniu notorycznie łamany przez wszelkie religijne establishmenty:-)
      • mamalgosia Re: imię 18.04.13, 19:57
        Naprawdę nie ma dla Ciebie znaczenia?
        Ojej, dla mnie olbrzymie!
        Dla mnie imię jest jak głębsze poznanie kogoś, jak coś intymnego, bliskiego. Gdy kogoś kocham, jego imię jest dla mnie uosobieniem tego człowieka. Nie wiem, czy potrafię to wytłumaczyć, ale dla mnie to jest tak, jakby to nazwanie po imieniu sprawiało, że to coś/ktoś jest bardziej moje. Powiedzmy, że kocham Jana. Jan staje się dla mnie imieniem innym niż wszystkie, przy czym - wiem, wiem, brzmi to idiotycznie - to inne imię, niż Jan, które noszą inni mężczyźni:) Kompletnie nie potrafię tego wytłumaczyć, ale jakoś rozumiem potrzebę tworzenia litanii:)
        Bardzo głęboko odbieram słowa, że Bóg wezwie każdego po imieniu. Że imię każdego z nas wyrył sobie na dłoniach. Nie no, przecież to cudowna sprawa, jak imię może nie mieć dla Ciebie znaczenia??
        • mary_ann Re: imię 18.04.13, 21:20
          > Bardzo głęboko odbieram słowa, że Bóg wezwie każdego po imieniu. Że imię każdeg
          > o z nas wyrył sobie na dłoniach. Nie no, przecież to cudowna sprawa, jak imię m
          > oże nie mieć dla Ciebie znaczenia??

          Może mieć i ma - w znaczeniu symbolicznym. Rozróżnienia, poszanowania odrębności, niepowtarzalności.
          Ale w Twojej wypowiedzi mieszają się - tak to odbieram - dwa poziomy: symboliczny i konkretny (ten drugi - kiedy mówisz o konkretnym "Janie"). Otóż imię Jana nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo odróżniam je od Jana-jako-takiego (osoby). Ważny dla mnie jest ten drugi, który równie dobrze mógłby się nazywać Zenon.
          Może to się bierze z wczesnej fascynacji obcymi językami (które stały się poniekąd moim zawodem) - jeśli masz z nimi do czynienia, dość szybko rodzi się refleksja, że nazwa nie jest tożsama z rzeczą (desygnatem), że jest tylko przypadkową etykietką. W lingwistyce mądrze:-) mówi się o rozróżnieniu na "znaczone" (pojęcie, rzecz) i "znaczące"(symbol językowy, który jest przecież różny w różnych językach.
          "Pies", "dog", "sobaka", "Hund", "chien" to tylko nalepki, nazwy tego, co łasi nam się do nóg.
          Jeśli od jutra nazwę to "rzodkiewką", nie przestanie być kochane i wierne.
          • luccio1 Re: imię 18.04.13, 22:56
            Wiem z tradycji rodzinnej, że moje Imię wybrał mi Ojciec, zanim jeszcze przyszedłem na świat. Kiedy Taty nie stało na tym świecie, powtarzała mi to Mama - wielokrotnie.
            Było to świadome odwołanie się do Człowieka, który napisał 3. Ewangelię i Dzieje Apostolskie, do Człowieka, który miał szczęście stać się jednym z przybranych Synów Matki Boskiej, miał szczęście rozmawiać z Nią twarzą w twarz - a wtedy, kiedy szkicował Ją z natury, mogły być to rozmowy wkraczające bardzo daleko w intymną sferę przeżyć duchowych. To miało być Imię pierwszego Syna w Rodzinie.
            Jest taki Ktoś, kto zaistniał przede mną. Wolą Boga nie dotknął ziemi - wprost z bezpiecznego ukrycia wewnątrz Mamy - poszedł w Ręce innej Mamy - Tej, której Dziećmi jesteśmy my wszyscy. Stało się to tak szybko, że ani Mama, ani ja, ani nikt z będących jeszcze tutaj nie wie, czy jest to Chłopak, czy Dziewczyna. Oczywiście Tato był przekonany (jak chyba każdy Ojciec na świecie), że pierwsze Dziecko - to musi być Syn.
            Gdyby tak było rzeczywiście, gdyby ten Ktoś przeżył, i rzeczywiście przyszedł na świat jako Chłopczyk - to wówczas On byłby Łukaszem.
            Moje pierwsze Imię - to własne - wziąłem po Nim. (Drugie i Trzecie, otrzymane na Chrzcie św., odnosi się odpowiednio do Dziadka Ojczystego i Ojca).
            • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 08:21
              Ja też planowałam imiona dla moich dzieci zanim przyszły na świat. To co oznaczają ich imiona jest dla mnie ważne i to, co się z tymi imionami wiąże (np konkretny patron).
              W Biblii imiona są są bardzo ważne, im jestem starsza tym bardziej to rozumiem i czuję
          • magdalaena1977 Re: imię 18.04.13, 23:28
            mary_ann napisała:

            > Otóż imię Jana
            > nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo odróżniam je od Jana-jako-takiego (osoby)
            > . Ważny dla mnie jest ten drugi, który równie dobrze mógłby się nazywać Zenon.

            Dla mnie też. W ogóle zresztą imię wybierają dziecku rodzice zanim je naprawdę poznają, a czasami jeszcze przed urodzeniem. W tym kontekście nick internetowy jest bardziej znaczący, bo to jest świadoma decyzja dorosłego człowieka.
            • luccio1 Re: imię 19.04.13, 00:11
              Mój nick jest pierwszym "wolnym" derywatem mego Imienia.
              • magdalaena1977 Re: imię 19.04.13, 00:59
                Zapis mojego imienia z dodatkowym "a" wymyśliłam sobie kilkanaście lat temu. Ale niestety na gazecie musiałam dodać rok urodzenia, na gmailu zresztą też.
                • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 08:22
                  Mój nick nie ma nic wspólnego z moim imieniem:)
          • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 08:19
            Chyba jednak mnie nie zrozumiałaś - co mnie nie dziwi, bo sama wiem, że wyrażam się niekomunikatywnie. Ciężko mi sprecyzować myśli.
            Ja właśnie imię utożsamiam z osobą. Tak jakby Jan i Jan to nie było to samo, bo oznaczają innego człowieka. Czyli stanowiłoby dla mnie problem, gdyby Jan urzędowo zmienił sobie imię na Zenon (ale gdyby miał na imię Zenon od momentu gdy go poznałam, to ok). Eh, chyba nie będę w to brnąć:)
            • justyna.ada Re: imię 19.04.13, 08:59
              Oczywiscie mary-ann ma rację, natomiast w przypadku osób które się kocha (i pewnie o to też chodzi w kwestii relacji Bóg człowiek?) dla mnie to działa tak:

              dla mnie zarówno 'mama" jest rzeczownikiem pospolitym, jak też i praktycznie imieniem własnym mojej matki, bo tak do niej mówie "mamo" i wówczas oznacza dla mnie samej konkretną osobę (chociaż jej imię niezależnie lubię i dobrze mi sie kojarzy). I tak samo jest z imionami ukochanych osób - to samo imie gdy nosi obcy człowiek, jest mi obojetne; ale gdy kogos kocham, to "Mietek" nie tylko podoba mi się jako imię ale też JEST moim Mietkiem. :))
              • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 11:09
                O, bardzo piękna sprawa z tym rzeczownikiem "mama". Mam jest całe mnóstwo na świecie i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Dlaczego jednak cieszymy się, gdy nasze dziecko tak nas nazywa? Dla tego dziecka "mama" to nie jakaś tam kobieta pierwsza z brzegu, która urodziła dziecko, tylko ta jedyna, którą ono kocha.
                • luccio1 Re: imię 19.04.13, 20:41
                  Mam trzy Mamy. Określone liczebnikami porządkowymi - według kolejności, w jakiej pojawiały się w moim życiu.

                  Pierwsza - ta Prawdziwa, która mnie urodziła, i potem zmagała się ze mną (i z moją Siostrą), póki Jej nie odwołano z tego świata.

                  Druga - pojawiła się w moim życiu, gdy zmagałem się ze studiami (bez Niej - być może dałbym gdzieś po drodze za wygraną). Przeprowadziła mnie - jako Promotorka - przez doktorat; na koniec zorganizowała mi całe obecne życie, wprowadzając mnie w świat Swoich Dzieci (moich rówieśników niemal do roku - urodzeniem wypadam dokładnie w połowie pomiędzy Obojgiem).

                  Trzecia - zaczęła mnie prowadzić, gdy byłem u Niej na początku tylko gościem wakacyjnym. Dziś zamknęła się w Sobie - ale przedtem była przy mnie w momencie, gdy traciłem obie Mamy Poprzednie: jedną po drugiej. Samo to wystarcza.

                  Wszystkie Trzy były Rówieśnicami: ± 1920 (nieco po tej dacie).

                  (Mój wątek na WwW: Czy to coś złego? - dotyczy właśnie Ich Trzech).
    • slotna Re: imię 18.04.13, 23:53
      Imie jak imie, masa jest innych osob o tym samym, takie mi dali i takie mam. W zaciesnianiu wiezi nie ma zadnego znaczenia, ja nie Laura Pyziak, zeby jeczec Aaaadammm ;)
    • skrzynka-3 Re: imię 19.04.13, 09:04
      Tak imiona sa dla mnie wazne. Imie mojego meza o inne imie niz wszystkich innych mezczyzn na swiecie noszacych to samo imie Wymawiam je inaczej. I on tak samo w stosunku do mojego imienia. Dzieciom wybieralismy imiona na etapie strania sie o ich poczecie. To, ktore sie nie pojawilo tez ma swoje imie.

      Wzrusza mnie mysl o Bogu wolajacym nas po imieniu.Nie do zbiorowosci ale do kazdego z osobna. O Bogu, ktory przemawia do tej konkretnej osoby. I czesto dopiero wtedy jest pozawany, ze to On ten ktory Jest. Adamie, Abrahamie, Mojzeszu, Maryjo, Magdaleno...
      • sebalda Re: imię 19.04.13, 11:04
        Nigdy w ten sposób nie myślałam o imionach. Moje imię wybrała ukochana siostra mojej mamy, moja chrzestna. Imię było wtedy niezwykle rzadkie, ale wzięło się z księgi Imion wszystkich świętych i była tam święta o tym imieniu pochodząca z Aten, męczennica. Potem to imię upowszechniło się bardzo w Rosji, stąd przez jakich czas miałam do niego podejrzliwy stosunek, bo niektórzy je zdrabniali z rosyjska, zresztą uroczo, milion razy przyjemniej niż typowo po polsku, do tej pory nie toleruję żadnych zdrobnień mojego imienia. Po jakimś czasie imię to pojawiało się coraz częściej, teraz często odwracam się na ulicy, gdy matki wołają swoje małe dzieci:)
        Imiona dzieciom wybraliśmy na długo przed ich pojawieniem się na świecie. Były wtedy rzadko wybierana, od kilku ładnych lat są na czele najbardziej popularnych imion:( Niemniej nadal uważam, że są bardzo piękne. No i ślicznie się zdrabniają, w przeciwieństwie do mojego;) Jako katoliczka uważałam, że nie mogę dać dzieciom imion nieświętych. W tym sensie ten wybór uważam za ważny.
        A co do przykazania, to niezwykle mi się podoba interpretacja o podpieraniu się imieniem Boga w sprawach niezacnych, delikatnie mówiąc. Jakże to dziś częste:( Ja wcześniej odbierałam to w ten sposób, żeby nie prosić Boga o rzeczy błahe. Wzywanie imienia jako wzywanie do spełnienia próśb, próśb błahych albo wręcz niegodnych.
        • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 11:18
          Myślę, że prośby błahe to jeszcze nie jest złe. Bo może dla mnie to nie jest błahe (choć obiektywnie tak jest), bo może zwracam się do Boga ze wszystkimi moimi sprawami. Denerwuje mnie natomiast traktowanie imion Boga czy świętych jako przerywnika w zdaniu, coś jakby "kurczę blade"
          • sebalda Re: imię 19.04.13, 12:13
            > Myślę, że prośby błahe to jeszcze nie jest złe. Bo może dla mnie to nie jest bł
            > ahe (choć obiektywnie tak jest), bo może zwracam się do Boga ze wszystkimi moim
            > i sprawami.

            Błahe to na przykład proszenie o pieniądze. Może już mniej błahe jest proszenie o pracę, gdy jest na rynku kryzys i zdobycie pracy jest czyimś być albo nie być. Ale zwracanie się do Boga z każdą sprawą, ze zdaniem egzaminu na przykład, jest w moim odczuciu nie fair. Jakoś umniejsza Boga. Prosić mogę o zdrowie, bo jest w przeważającej mierze niezależne ode mnie. Proszę też o dobro moich dzieci, o to, by nigdy nic złego im nie zagrażało. O nawrócenie córki. Ale już o rzeczy ode mnie zależne, o sprawy materialne, nie, o to nie proszę, choć ostatnio się łamię, bo jest bardzo niefajnie:(
            • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 13:21
              sebalda napisała:


              > Błahe to na przykład proszenie o pieniądze. Może już mniej błahe jest proszenie
              > o pracę, gdy jest na rynku kryzys i zdobycie pracy jest czyimś być albo nie by
              > ć. Ale zwracanie się do Boga z każdą sprawą, ze zdaniem egzaminu na przykład, j
              > est w moim odczuciu nie fair. Jakoś umniejsza Boga.
              No patrz, zupełnie inaczej to odbieram. Dla mnie ideałem relacji z Bogiem jest relacja dziecko-ojciec. (przy czym rozważam teoretycznie, bo akurat tę relację miałam średnią). Dziecko prosi ojca zarówno o cukierka, pójście na rower, jak i o obecność np przy operacji. Czyli ważne i nieważne. Ja osobiście nie chciałabym, żeby moje dzieci zwracały się do mnie tylko w ważnych sprawach, przeciwnie - im większa ilością pierdoł się ze mną dzielą, tym bardziej się cieszę.

              Osobną sprawą jest hierarchia, bo nie zgadzam się z tym, że co materialne to nieważne
        • mary_ann Boniecki o przekładach II przykazania 19.04.13, 11:22
          www.polskatimes.pl/artykul/64558,10-przykazan-nie-bedziesz-bral-imienia-pana-boga-twego,id,t.html
          Zaskoczyło mnie, że moja intuicja okazuje się zbieżna ze znaczeniem hebrajskim, którego nie byłam świadoma:-)

          Autor ciekawego i kompetentnego komentarza na stronie forum Ewangelizacja.pl odwołuje się do oryginalnego tekstu Lo tissa et szem Ha-Szem Eloheika lashav i wyjaśnia, że "Lo tissa" znaczy "nie będziesz niósł". Tak dosłownie. W sensie metaforycznym "nieść" znaczy także "głosić", podobnie jak w języku polskim, gdy się mówi o "niesieniu wiary". Przekład drugiego przykazania najbliższy oryginału to: "Nie będziesz niósł (głosił) imienia Boga w sposób niegodny, fałszywy, poniżający, dla osiągnięcia złego celu". Sens jest taki: gdy człowiek popełnia akt zła - dyskredytuje swoje imię. Gdy religijny człowiek popełnia akt zła w imię Boga ("niosąc imię Boga", czyli "z imieniem Boga na ustach") - dyskredytuje także swoim czynem imię Boga i samego Boga.
          • mamalgosia Re: Boniecki o przekładach II przykazania 19.04.13, 11:37
            Ale to chyba oczywiste?
            • mary_ann Re: Boniecki o przekładach II przykazania 19.04.13, 11:57
              Zasada - tak. Jej wyprowadzenie z II przykazania - niekoniecznie.
              Przypominam, że przykazanie "Nie będziesz brał..." w popularnej katechezie najczęściej jest jednak interpretowane jako zakaz wydawania okrzyków "Jezus Maria!":-)
              • mamalgosia Re: Boniecki o przekładach II przykazania 19.04.13, 12:09
                Ale też jest to chyba najpowszechniejsze, warto o tym mówić.

                Strasznie nie lubię wyrażeń typu "Dżizas, ale ty jesteś głupia"
                • justyna.ada Re: Boniecki o przekładach II przykazania 19.04.13, 12:15
                  No, każdemu się wyrwie czasem "omatkobosko" itd, natomiast takie przecinki typu "Bożże święty" "Chrystepanie" itd itp, drażnią mnie (choc nie jestem wolna od tego) bo albo a/ to jest jak tik nerwowy który drażni i już ;P, b/ to są ludzie wierzący, którzy jakoś "uwiarygodniają" swoje zdanie czy wrażenie lub emocje, bądź też c/ niespecjalnie wierzący i to wtedy brzmi jak nic-nie-oznaczający przecinek do podkreślania emocji, ale przyzwoitszy w użyciu niż słowa na k*** :((((
      • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 11:13
        skrzynka-3 napisała:


        >
        > Wzrusza mnie mysl o Bogu wolajacym nas po imieniu.
        Mnie właśnie też. To jeden z najbardziej przemawiających do mnie obrazów w Biblii. Przenika mnie dosłownie.

        Tak samo przenika mnie ten oto fragment Ewangelii:

        " Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu!

        Wyobrażam sobie, co ta kobieta poczuła, gdy Jezus wypowiedział jej imię. Wydaje mi się, że to musiało być ogromne przeżycie, dla mnie by było
        • mary_ann Re: imię 19.04.13, 12:08
          Mamałgosiu, my rozmawiamy o różnych sprawach. Oczywiście, że ważne, że zawołał ją jej imieniem. Jej własnym. Odróżnił ją od innych osób. Ale mógł też powiedzieć "Cześć, Kwiatuszku", i wyróżniłby ją dokładnie tak samo, gdyby to "pseudo" wcześniej ustaliło się miedzy nimi w jakiejś osobistej relacji.
          • mamalgosia Re: imię 19.04.13, 12:12
            No właśnie dla mnie nie! Dla mnie właśnie "Kwiatuszku" to jest takie sobie nic. Może w pewnych relacjach fajne i intymne, ale dla mnie nieważne, nie niosące ze sobą nic. Właśnie to, że wypowiedział jej imię - to mnie bardzo porusza.
            Mary, to oczywiste, że różne rzeczy różnie się odbiera, ale dodatkowym problemem jest fakt, że nie potrafię ubrać w słowa swoich myśli
    • rycerzowa Re: imię 21.04.13, 00:41
      sebalda napisała:

      >Jako katoliczka uważałam, że nie mogę dać dzieciom imion nieświętych.

      Hm, no to w jaki sposób ma przybywać imion świętych?
      Przecież ci pierwsi święci z przyczyn oczywistych musieli mieć imiona "nieświęte" i nie przeszkodziło im to stać się świętymi.
      Każdy wszak jest powołany do świętości.

      Moja córka ma pierwsze imię "nieświęte", drugie - jak najbardziej.
      Ksiądz podczas chrztu rzucił okiem na karteczkę z danymi (było dużo dzieci), i....
      - Barbaro, ja ciebie chrzczę...

      W metryce chrztu wszystko jest ok, najpierw to nieświęte imię (bardzo ładne), potem Barbara.

      Córka czasem zastanawia się, jak naprawdę ma na imię...
      • mamalgosia Re: imię 21.04.13, 14:33
        Tak. Kto wie, może tym się kierowali rodzice Majkelka, Dżoany i Kewinka. Nie, nie pomyliłam się w pisowni
        • rycerzowa Re: imię 21.04.13, 15:42
          mamalgosia napisała:

          > Tak. Kto wie, może tym się kierowali rodzice Majkelka, Dżoany i Kewinka. Nie, n
          > ie pomyliłam się w pisowni

          Mamałgosiu - to są jak najbardziej "święte" imiona....Wszystkie trzy.
    • fiamma75 Re: imię 21.04.13, 19:32
      Dla mnie imię jest ważne. Lubię swoje imię i jego znaczenie.
      Imiona dzieci - dla córki bardzo rzadkie imię, marzyłam że moja córka będzie tak miała na imię, mężowi się spodobało i jest. imię "nieświęte", na drugie ma Maria, więc patronka jest. Imię w swojej wymowie niesie też konkretne znaczenie (starosłowiańskie jest).
      Syn - imię po bardzo znanym świętym, moim ulubionym, dodatkowo ma imieniny w naszą rocznicę ślubu i jest też po dziadku męża, którego on wspomina jako wierzącego dobrego człowieka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka