Dodaj do ulubionych

Że niby co????

05.01.14, 13:49
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15225567,_Nie_potepiajmy_nikogo__zaufajmy_Bogu___Uroczysta.html#BoxWiadTxt
Z zastrzeżeniem że źródeł nie sprawdzałam i nie mam pojęcia czy na pewno takie słowa padły i czy był jakiś kontekst (z którego je wyrwano) czy treść jest dość wiernie przedstawiona.
Zakładając jednak że artykuł oddaje sens wypowiedzi dobrze (no wiem, artykuły w GW bywają bardzo różne ostatnio) to wypowiedź jest dla mnie oburzająca!
1. Ksiądz wykazał skrajnie deterministyczną postawę.
2. Zupełnie pominął posiadanie przez ludzi wolnej woli, obowiązek używania rozumu, odpowiedzialności i sumienia i zwolnił sprawcę w sumie od odpowiedzialności moralnej (jakby Bóg nie chciał toby ten człowiek nikogo nie przejechał).
3. Rozszerzając wypowiedź ad minoris a maius wszyscy zalani i zaćpani kierowcy są niewinni bo przed Boskim determinizmem nie da się uciec (tyle że tak rozumiany jest IMHO czystym pogaństwem w bardzo greckim stylu - mam na myśli wierzenia starożytnych Greków żeby nie było)
4. Na potępienie najwyraźniej zasługują tylko kobiety zgwałcone lub w ciąży z płodem z wadami letalnymi które chcą ją usunąć.
5. Bóg wg wszelkiej znanej mi teologii chrześcijańskiej (dobra, mam luki w katolicyzmie ale chyba nie aż takie!!!!) nigdy nie chce cierpienia i zła. Jest ono skutkiem grzechu a nie woli Boga.
Dawno nie słyszałam (czytałam) tak ateizującego tekstu jak fragment tego kazania!
Obserwuj wątek
    • zawszekacperek Re: Że niby co???? 05.01.14, 16:09
      Ksiądz nie wykazał skrajnie deterministycznej postawy. Ksiądz wykazał skrajną nieumiejętność oceny tego tragicznego zdarzenia. Jak sama zauważasz w swojej glosie doktrynalny determinizm KK ma charakter "wyrywkowy". Są czyny o tym sam ciężarze gatunkowym, które dzieją się raz z woli, a innym razem wbrew woli Boga. Dla głęboko ludzi wierzących jest to być może oczywistością. Dramat rozpoczyna się, kiedy człowiek włącza krytyczny rozum. Wtedy rodzą się wątpliwości i sprzeciw.

      Kacperek
    • mary_ann Re: Że niby co???? 05.01.14, 16:13
      Miłosierdzie dla każdego grzesznika - nie sposób polemizować.
      Coś chyba jednak mocno nie tak z miejscem deklaracji, czasem jej wygłoszenia i proporcjami (jakoś równie radykalni w miłosierdziu w stosunku do innych grup grzeszników zwykle kapłani KK nie bywają).
      • zawszekacperek Re: Że niby co???? 05.01.14, 18:46
        mary_ann napisała:

        > Miłosierdzie dla każdego grzesznika - nie sposób polemizować.

        Hola.Hola!

        Czyli niby też miłosierdzie dla dusz takich strasznych typów jak Hitłer, Pol Pot, Stalin i reszta ferajny podobnego autoramentu?

        Czy miłosierdziem można usprawiedliwiać najpotworniejsze i najnikczemniejsze czyny?
        Albo. Czy wolą boską można tłumaczyć akty ludobójstwa?

        Coś tu q... (qrna) nie gra w tej doktrynie.

        Kacperek
        • mary_ann Re: Że niby co???? 05.01.14, 19:04
          zawszekacperek napisał:

          > mary_ann napisała:
          >
          > > Miłosierdzie dla każdego grzesznika - nie sposób polemizować.
          >
          > Hola.Hola!
          >
          > Czyli niby też miłosierdzie dla dusz takich strasznych typów jak Hitłer, Pol Po
          > t, Stalin i reszta ferajny podobnego autoramentu?

          Ja nie jestem Bogiem. Ja się ino odniosłam do doktryny. A ta mówi o odkupieniu i przebaczeniu dla każdego (pod pewnymi warunkami).
          Gdybym ja próbowała wybaczyć Hitlerowi, byłoby to wręcz niestosowne. Nic mi zresztą nie wiadomo o jego żalu za grzechy czy postanowieniu poprawy.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Że niby co???? 05.01.14, 16:33
      Oto wyjaśnienie: Ksiądz jest Polakiem i jak większość Polaków w sposób irracjonalny uważa wypadki drogowe za zjawisko przyrody, dopust Boży, za który nikt nie jest odpowiedzialny i któremu nie da się zapobiec.

      Z podobnym podejściem spotkałam się kiedyś u przedstawicieli środowisk wspinaczkowych, gdy komentowali (na zdrowy rozum zupełnie nieodpowiedzialny) śmiertelny wypadek żonatego i dzieciatego znajomego, który dla większego funu wspinał się w bardzo niebezpiecznym miejscu bez asekuracji.
      • ding_yun Re: Że niby co???? 05.01.14, 18:44
        Również nie wiem, czy to był najwłaściwszy czas i miejsce na apel o nie potępianie sprawcy wypadku. Trudno jest powiedzieć cokolwiek sensownego w obliczu tak wielkiej tragedii więc będąc na miejscu tego księdza starałabym się chyba skupić na wspominaniu ofiar i prośbie o pomoc dla bliskich. Z drugiej strony chyba nie mamy wiarygodnych informacji na temat atmosfery panującej w Kamieniu Pomorskim. Nie zdziwiłabym się, gdyby ludzie byli bliscy chęci zlinczowania sprawcy - może ksiądz chciał jakoś te nastroje uspokoić? Oczywiście fantazjuję, ale staram się zrozumieć, co w ogóle mogło nim kierować.

        Natomiast gdy patrzę na kazanie od strony czysto teologicznej, to największy problem mam z "cierpieniem zadośćuczynnym", którego ma być tym więcej, ile więcej grzechu jest na świecie. To jest w ogóle koncept w chrześcijaństwie (katolicyzmie?) z którym zawsze miałam spory problem. Nie jest dla mnie do pogodzenia z wizją Boga miłosiernego.
        • sebalda Re: Że niby co???? 05.01.14, 18:55
          CoŻ się dziwić? Toż to stały fragment gry. A przyczyna Powstania Warszawskiego? Kara za grzechy, widzenia Władysławy? Jake to typowe: P
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Że niby co???? 05.01.14, 19:04
          ding_yun napisała:

          > Natomiast gdy patrzę na kazanie od strony czysto teologicznej, to największy pr
          > oblem mam z "cierpieniem zadośćuczynnym"

          O tak. W duszpasterstwie istnieje takie sformułowanie "ofiarować cierpienie w jakiejś intencji". Jakby Pan Bóg potrzebował czyjegokolwiek cierpienia, pfff...
        • mary_ann Re: Że niby co???? 05.01.14, 19:09
          ding_yun napisała:

          >Nie zdziwiłabym się, gdyby ludzie byli bliscy chęci zlinczowania sprawcy - może ksiądz chciał jakoś te nastroje uspokoić? Oczywiście fantazjuję, ale staram się zrozumieć, co w ogóle mogło nim kierować.

          Też tym pomyślałam - że tak mogło być. I wtedy bardzo fajnie, że ludzi powstrzymał.
          Nie wiem, czy sprawca był z Kamienia Pomorskiego, ale jeśli tak, to jego rodzina nie ma tam teraz łatwego życia.
        • mary_ann Re: Że niby co???? 05.01.14, 19:14
          ding_yun napisała:

          Natomiast gdy patrzę na kazanie od strony czysto teologicznej, to największy problem mam z "cierpieniem zadośćuczynnym", którego ma być tym więcej, ile więcej grzechu jest na świecie. To jest w ogóle koncept w chrześcijaństwie (katolicyzmie?) z którym zawsze miałam spory problem. Nie jest dla mnie do pogodzenia z wizją Boga miłosiernego.

          A już szczególnie ta koncepcja wydaje się niestosowna, gdy ktoś cierpienia świadomie nie przyjmował w celu jakiegokolwiek zadośćuczynienia.
          No niestety, na kilometr pachnie to mechanizmem obronnym, a nie sensownym wyjaśnieniem czegokolwiek.
          Na miejscu rodzin ofiar wolałabym szczerze mówiąc milczenie, niż taką tandetę (ale też mam ten problem na większości uroczystości pogrzebowych).
          • maadzik3 Re: Że niby co???? 05.01.14, 19:56
            Co do linczu wpierw tez tak pomyslalam, ale sprawca siedzi aresztowany na 3 miesiace, tam go nie zlinczuja, a jezeli chodzi o przykrosci dla jego ewentualnej rodziny to inaczej nalezaloby to powiedziec (zupelnie) wskazujac na to ze to on a nie rodzina jesli byloby to konieczne.
            Co do milosierdzia - kiedys juz o tym pisalam sporo na blogu, ale dla mnie wybaczanie (zwlaszcza w taki sposob, ale jakikolwiek) win popelnionych wobec innych osob jest pogarda okazana poszkodowanemu i nie ma nic wspolnego z milosierdziem czy wybaczeniem. Wybaczy mozna to co zrobiono nam, wtedy jest to akt odwagi, milosierdzia i wybaczenia, czasem heroizmu, wybaczanie win wobec kogo innego jest pogarda dla poszkodowanych poparciem sprawcy (moralnym). Wiem, ostro, ale dla mnie to teologia na glowie. I osobiscie uwazam ze koncept przebaczenia to jak łaska droga (jeśli winy wobec mnie) i tania (winy wobec innych) u Bonhoeffera. Ta druga jest teologicznym bublem sprowadzającym na manowce.
            • mary_ann Re: Że niby co???? 05.01.14, 20:11
              maadzik3 napisała:

              >>I osobiście uważam ze koncept przebaczenia to jak łaska droga (jeśli winy wobec mnie) i tania (winy wobec innych) u Bonhoeffera. Ta druga jest teologicznym bublem sprowadzającym na manowce.

              Bardzo ładna koncepcja. Nie pamiętałam tego z Bonhoeffera.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Że niby co???? 05.01.14, 22:32
          Hi hi hi, cudny tytuł: Ofiarowujesz cierpienie Chrystusowi, niech nim dysponuje dla tych, którzy potrzebują go najbardziej
          • zawszekacperek Re: Że niby co???? 06.01.14, 00:06
            Hi, hi raczej niestosowne do zalinkowanego materiału.
            Lepiej pasuje Brrrrr... kiedy czyta się coś takiego jak niżej:
            Ofiarowujesz cierpienie Chrystusowi, niech nim dysponuje dla tych, którzy potrzebują go najbardziej. Głosi to poseł katolik.

            Pożal się Boże, (jeżeli masz komu).

            Kacperek
          • mary_ann Re: Że niby co???? 06.01.14, 12:07
            Przeczytałam z niesmakiem. Oczywiście współczuję Górskiemu choroby i cierpień, ale... zerknijcie kiedyś na blog Joanny Sałygi - "Chustki", zmarłej rok temu na raka blogerki (jej wpisy są sprzed listopada 2012, później pisał mąż, który organizował akcję walki o skuteczne uśmierzanie bólu w Polsce). Poczujcie różnicę:-)
            chustka.blogspot.com/
    • luccio1 Sposób świętowania Sylwestra 05.01.14, 20:24
      Wypadek - ten, i drugi w Łodzi - gdzie w "tle" obojga występował alkohol, stawia na nowo pytanie o sens i cel obchodzenia przejścia ze Starego do Nowego Roku w sposób, w jaki robi się to u nas powszechnie.

      Pomysł alternatywnego obchodzenia Sylwestra już był. Otóż przed Bożym Narodzeniem 1959 kard. Stefan Wyszyński zaproponował (idąc w tym za sugestią Ojca Świętego Jana XXIII), aby Mszę Świętą wraz z Nabożeństwem na Zakończenie Roku przenieść na północ - na samo wejście Nowego Roku 1960, i w ten sposób wprowadzić powoli jako nowy stały zwyczaj Pasterkę Noworoczną.

      To się wówczas nie udało. (Wiadomość o samym pomyśle i o tym, że był dyskutowany w kręgach Duchowieństwa, napotykając na opór, znalazłem w książce: Marek Lasota: Donos na Wojtyłę, Kraków 2006, s. 93-94).
      Ale można by wrócić do tego dziś. Można by zacząć tłumaczyć ludziom, że o wiele godniejszym sposobem witania Nowego Roku jest wspólna zaduma nad przeszłością w domu, w gronie Rodziny - zaduma nad starymi zdjęciami, starą korespondencją, dokumentami poświadczającymi poszczególne "etapy" zaliczone przez konkretnego człowieka w ciągu dotychczasowego życia, czy też nad zapiskami kronikarskimi prowadzonymi w latach ubiegłych na kalendarzach - jeśli w danej Rodzinie był zwyczaj takiego dokumentowania mijającego czasu; wreszcie - zaduma nad filmami pokazującymi różne zdarzenia z życia Rodziny.
      Bo w końcu: każdy z nas wraz z kolejnym Nowym Rokiem jest bliżej i bliżej Sądu Szczegółowego, któremu będzie poddany tuż po przejściu na Tamten Świat - wynik tego Sądu (dla katolika przynajmniej) nie oznacza "z automatu" pełni szczęścia wiecznego...

      A co do samych życzeń na Rok Wchodzący: czy nie lepiej złożyć je sobie nawzajem w spokoju, na trzeźwo - np. przy drzewku, po odśpiewaniu kolędy Nowy Rok bieży...? (tak było w moim Domu Rodzinnym, tak też jest w moim Własnym).
      • turzyca realnosc zmian 05.01.14, 21:09
        Jak mnie takie pomysly wkurzaja... Bo wkurza mnie robienie z ludzi bezwolnych kukiel, ktore nie beda wariowac w pijackim widzie tylko li i wylacznie, gdy sie w ogole nie napija. W takim widzeniu swiata nie ma idei kulturalnego picia, wypicia butelki wina na cztery osoby, czy lampki koniaku z przyjaciolka. Nie daje sie ludziom pozytywnych wzorcow, jak konsumowac alkohol, z kazdej ilosci robi sie demona, ktorego trzeba bezwzglednie zwalczyc. A abstynencja jest kretynskim rozwiazaniem, bo jest nieosiagalna. Osiagalne sa za to takie zmiany, zeby konsumpcja alkoholu nie sprawiala problemow. To jest mozliwe, bo oznacza znacznie mniejsza zmiane kulturowa niz calkowita rezygnacja z alkoholu. I ten progres juz jest zauwazalny. Kultura picia zmienila sie juz i bedzie sie dalej zmieniac. Ksieza moga sie do tych zmian przyczynic albo nadal propagowac rzeczy z ksiezyca.

        Co mozna propagowac?
        - Osmieszania namawiania do picia - namawianie moim zdaniem jest upiornie szkodliwa przetrwaloscia, ale jego wykorzenienie bedzie dosc dlugo trwalo, wiec rownolegle trzeba propagowac rozwiazania krotkoterminowe.
        - Wyznaczanie przed impreza jednej osoby, ktora rozwozi towarzystwo, i bronienie jej przed nalewaniem alkoholu przez cala grupe, ktora bedzie rozwozona.
        - Namawianie ludzi, zeby nie wsiadali do samochodu z kierowcami po spozyciu. (Dla mnie w sprawie z Kamienia najbardziej wstrzasajacy byl nie sam wypadek, ale fakt, ze facet mial - chyba trzezwa - pasazerke.)
        - Alkomat pod kazda strzecha. Np. jako prezent osiemnastkowy, zamiast alkoholu. I propagowanie uzywania go. Bo praktycznie nikt nie zdaje sobie sprawy, ile czasu alkohol zostaje w organizmie. Ze po umiarkowanym piciu trzeba odczekac dobre 24h, zeby byc pewnym.

        Ja tak moge dalej i to dosc dlugo, bo metoda ma te wade, ze nie ma jednego rozwiazania na wszystkie sytuacje, tylko sto drobnych krokow do osiagniecia celu. Ale dwa ostatnie punkty uwazam za szczegolnie wazne i trzeba je intensywnie propagowac. Oe sa realne, do osiagniecia w przeciagu kilku, kilkunastu lat, a znacznie zwieksza bezpieczenstwo.
        • mary_ann Re: realnosc zmian 05.01.14, 22:37
          Zgadzam się w 100%, że propagowanie totalnej abstynencji alkoholowej (pomijam oczywiście przypadek osób uzależnionych) to zupełna pomyłka - z powodów, o których piszesz. Kompletnie do mnie nie przemawiały i nie przemawiają te wszystkie miesiące i śluby trzeźwości.
          • mary_ann Sylwester - off topic 05.01.14, 22:42
            Jeśli już mówimy o zmianie obyczajów sylwestrowych, to zdecydowanie wolałabym propagowanie rezygnacji z petard (przynajmniej z nich), bo szkoda mi zwierząt. Była taka akcja w tym roku, ale chyba wielkiego odzewu nie miała. Oraz odpalanie fajerwerków i petard przez pól godziny po północy, a nie między 16 a 3 nad ranem z powtórką dnia następnego.
          • verdana Re: realnosc zmian 06.01.14, 20:35
            A mnie wkurza nie tylko propagowanie abstynencji (idiotyczne), ale także próba zamienienia radosnego święta w kolejne smutne rozpatrywanie przeszłości i zadumę nad śmiercią. W ten sposób można świętować wszystko - masz jakąś radosną okazję? Pamiętaj, żeby sie nie cieszyć, godne jest tylko martwienie się upływającym życiem i roztrząsanie, czy wszystko w nim było dobre. Żadnej radości, żadnej beztroski, wszystko musi być smutne, poważne i skłaniać do refleksji. Jeśli chcesz sie cieszyć, to znaczy, ze jesteś moralnie podejrzany.
            . Trochę tak, jakby na urodziny kazać dziecku przemyśleć, czy w ostatnim roku sumiennie wypełniło wszystkie obowiązki, zastanowić sie, czy nie mogłoby wypełniać ich lepiej w przyszłym roku, a pod koniec zamiast życzeń "Sto lat" powiedzieć , że powinno pamiętać, że o osiem lat zbliżył sie do śmierci. Nie rozumiem takiej postawy, słowo daję
            • luccio1 Re: realnosc zmian 08.01.14, 19:38
              > . Trochę tak, jakby na urodziny kazać dziecku przemyśleć, czy w ostatnim roku
              > sumiennie wypełniło wszystkie obowiązki, zastanowić sie, czy nie mogłoby wypełn
              > iać ich lepiej w przyszłym roku, a pod koniec zamiast życzeń "Sto lat" powiedzi
              > eć , że powinno pamiętać, że o osiem lat zbliżył sie do śmierci.

              Dziecko jest przekonane, że będzie żyło wiecznie - do tego w trwającym wiecznie "tu" i "teraz". Zawsze będzie Mama, zawsze będzie Tato, zawsze będą Dziadkowie i Wszyscy, których widzi wokół siebie; zawsze będzie ten Dom, w którym mieszka teraz...
              To było zresztą w tekście sławnej niegdyś piosenki sowieckiej: Pust' wsiegda budiet sołnce... (pust' wsiegda budiet niebo, pust' wsiegda budiet mama, pust' wsiegda budu ja...).

              To się jednak zmienia z upływem przeżytych lat - tym szybciej, gdy przyplącze się choroba, której już nie da się tak wyleczyć, by ją odegnać i o niej zapomnieć, lecz z którą trzeba uczyć się żyć i ją oswajać.
              Odczułem to, gdy 22 grudnia roku już ubiegłego zamknąłem 59. rok życia i zacząłem 60. - poczułem się właśnie bliższy zejściu z tego świata, niż przedtem.
              • verdana Re: realnosc zmian 08.01.14, 23:53
                Moja córka , w podeszłym wieku lat trzech, panicznie bała się śmierci. Własnej. Przez pół roku.
                Poza tym "Niech będę ja" nie oznacza "będę ja".
                Uczyć się żyć ze świadomością śmierci nie oznacza rezygnacji z przyjemności życia i nieustannym rozmyślaniu, ze się kiedyś umrze. Tylko na zaakceptowaniu tego faktu.
        • magdalaena1977 Re: realnosc zmian 06.01.14, 02:58
          turzyca napisała:

          > Jak mnie takie pomysly wkurzaja... Bo wkurza mnie robienie z ludzi bezwolnych k
          > ukiel, ktore nie beda wariowac w pijackim widzie tylko li i wylacznie, gdy sie
          > w ogole nie napija.

          Mnie też wkurzają niemożebnie. Kojarzą mi się z oazową krucjatą i takim wąskim, wypaczonym podejściem do alkoholu, jakie czasami prezentują DDA.

          > W takim widzeniu swiata nie ma idei kulturalnego picia, wyp
          > icia butelki wina na cztery osoby, czy lampki koniaku z przyjaciolka. Nie daje
          > sie ludziom pozytywnych wzorcow, jak konsumowac alkohol, z kazdej ilosci robi s
          > ie demona, ktorego trzeba bezwzglednie zwalczyc.

          To to samo co z tym seksem w sąsiednim wątku. Chłop zobaczy kalendarz z gołą babą i już musi. Wypije kieliszek i skończy się na butelce.
          Jakby dorosły człowiek nie miał w ogóle kontroli nad swoimi popędami.

          > A abstynencja jest kretynskim rozwiazaniem, bo jest nieosiagalna.

          W dodatku propagowanie abstynencji nie uczy, jak się zachować, jeśli ktoś jednak pije. Tzn. nie ma testowania własnej odporności na alkohol, dobrych wzorców itp.

          > - Osmieszania namawiania do picia - namawianie moim zdaniem jest upiornie szkod
          > liwa przetrwaloscia, ale jego wykorzenienie bedzie dosc dlugo trwalo, wiec rown
          > olegle trzeba propagowac rozwiazania krotkoterminowe.

          Jestem za.

          > - Wyznaczanie przed impreza jednej osoby, ktora rozwozi towarzystwo, i bronieni
          > e jej przed nalewaniem alkoholu przez cala grupe, ktora bedzie rozwozona.

          Dla mnie dość naturalnie jest przemyślenie, że jeśli gdzieś jadę, to muszę wrócić - ktoś mnie odwiezie? wezmę taksówkę? jadę samochodem i nie piję?
          Drugą stroną tego medalu jest automatyczne picie wieczorem na wyjazdowych szkoleniach, bo skoro następnego dnia nikt nie jedzie, to hulaj dusza ;-)

          > - Alkomat pod kazda strzecha. Np. jako prezent osiemnastkowy, zamiast alkoholu.
          > I propagowanie uzywania go. Bo praktycznie nikt nie zdaje sobie sprawy, ile cz
          > asu alkohol zostaje w organizmie. Ze po umiarkowanym piciu trzeba odczekac dobr
          > e 24h, zeby byc pewnym.

          No właśnie mam wątpliwości - ja nigdy nie dmuchałam w balonik, ale korzystałam z różnych kalkulatorów i zawsze mi wychodziło, że jeden - dwa kieliszki wina rozkładają się w parę godzin i rano spokojnie można jechać do pracy.
          • turzyca Re: realnosc zmian 08.01.14, 17:46
            > Dla mnie dość naturalnie jest przemyślenie, że jeśli gdzieś jadę, to muszę wróc
            > ić

            dla mnie tez. Ale dla wielu nie. A szczegolnie w towarzystwie, gdzie sie ostro namawia, brak z gory wyznaczonego kierowcy powoduje, ze potem prowadzi ten, co najmniej wypil.


            > No właśnie mam wątpliwości - ja nigdy nie dmuchałam w balonik, ale korzystałam
            > z różnych kalkulatorów i zawsze mi wychodziło, że jeden - dwa kieliszki wina ro
            > zkładają się w parę godzin i rano spokojnie można jechać do pracy.

            Paru moich znajomych pracuje w fabrykach, gdzie z racji maszyn prowadzi sie wyrywkowa kontrole na bramkach wejsciowych, jakiekolwiek promile oznaczaja dyscyplinarke. Mozna tez sie sprawdzic dobrowolnie i w razie czego wziac kacowe. Tak wiec kazdy sprawdza sie, jak tylko ma jakiekolwiek podejrzenia, ze sie jednak nie jest idealnie trzezwym. I okazuje sie, ze jednak niektorym promile schodza wolniej niz kalkulatory wykazuja. A do tego malo kto podejrzewa, ze jak przespal dwie noce, to cos jeszcze moze zostac. Poniedzialkowe poranki zweryfikowaly te lekkomyslnosc.
            Juz nie mowiac o tym, ze roznica czy to wczesny wieczor czy pozny, czy jeden czy dwa, czy wysoka kobieta czy chucherko.
            Nie mowie, ze to prezent dla wszystkich, ale w wielu srodowiskach bylby sensowny.
            • magdalaena1977 Re: realnosc zmian 08.01.14, 18:53
              turzyca napisała:

              > Paru moich znajomych pracuje w fabrykach, gdzie z racji maszyn prowadzi sie wyr
              > ywkowa kontrole na bramkach wejsciowych, jakiekolwiek promile oznaczaja dyscypl
              > inarke. Mozna tez sie sprawdzic dobrowolnie i w razie czego wziac kacowe. Tak w
              > iec kazdy sprawdza sie, jak tylko ma jakiekolwiek podejrzenia, ze sie jednak ni
              > e jest idealnie trzezwym.

              Ja mam z tym do czynienia od drugiej strony i generalnie sporym problemem jest legalizacja alkomatów. W większości zakładów pracy wygląda to tak, że jak alkomat pokazuje 0, to jest ok, a jak coś się wyświetla, to wołają policję.
              Więc tak intuicyjnie, to ja bym za bardzo nie wierzyła takiemu domowemu alkomatowi.
              • magdalaena1977 Re: realnosc zmian 08.01.14, 19:11
                Aż sobie zgooglałam te alkomaty - same urządzenia faktycznie nie są drogie, ale wzorcowanie / kalibracja kosztują np. 50 zł raz na pół roku. A jeszcze trzeba by sprawdzić wiarygodność laboratorium.
                • turzyca Re: realnosc zmian 08.01.14, 21:35
                  Jestem ciekawa, jak bardzo sie taki alkomat moze rozregulowac. Czy to bedzie 0,2 zamiast 0,18, czy raczej 0,05 zamiast 0,5. Przy okazji znalazlam tez roznice w czestotliwosci kalibracji.
                  Ale mimo tych zastrzen i tak propagowalabym to jako prezent osiemnastkowy, jak juz jest, to sie dmuchnie, jak sie ludzie naucza dmuchac, to i do kalibracji zaniosa.

                  A co do firm - jak do tej pory moi znajomi nie byli swiadkiem, zeby kogos przylapano, przy kontroli dobrowolnej nikt nie domaga sie policji, tylko bez mrugniecia okiem podpisuje odpowiedni wniosek urlopowy. Ale nie dziwilabym sie, gdyby firmy chcialy sobie zabezpieczyc tyly i wolaly policje, bo co badanie policyjne, to badanie policyjne, inna waga dowodu. Za to znajomi opowiadali, ze u nich oprocz sankcji jest tez edukacja, mieli szkolenia samochodowe typu poslizgi (dobrowolne, ale normalnie sa drogie, a tu okazja, wiec sie ludzie pchali) i w ramach tego jezdzili tez w alkogoglach. Podobno wstrzasajace, jak malo mozna polegac na samookresleniu wlasnej sprawnosci. To tez fajne i daje wymierny efekt, ale drogie, wiec rozumiem, ze na takie cos moze sobie pozwolic wielka firma, a nie lokalny producencik.
        • paszczakowna1 Re: realnosc zmian 06.01.14, 12:18
          > Jak mnie takie pomysly wkurzaja... Bo wkurza mnie robienie z ludzi bezwolnych k
          > ukiel, ktore nie beda wariowac w pijackim widzie tylko li i wylacznie, gdy sie
          > w ogole nie napija. W takim widzeniu swiata nie ma idei kulturalnego picia, wyp
          > icia butelki wina na cztery osoby, czy lampki koniaku z przyjaciolka.

          Wydaje mi się, że bierze się to z tego, że większość polskich księży pochodzi ze środowisk, w którym nie ma picia w niewielkich ilościach i słabych alkoholi (a na pewno nie było, gdy byli dziećmi - teraz z racji większej popularności piwa na wsi się to poprawiło). Jak już jest alkohol, to jest to wódka w znacznych ilościach, bo mało wódki ani podać, ani wypić (mężczyznom) po prostu nie wypada. Stąd to sakramentalne "a na stół wigilijny nie powinno się podawać alkoholu" (nb, Liebfraumilch rewelacyjnie pasuje do karpia w galarecie, polecam), bo jak się poda, to będzie pijaństwo.
          • luccio1 Re: realnosc zmian 18.01.14, 16:23
            Liebfraumilch bywał na Wigilii u mnie - już w moim Domu własnym. (W Domu Rodzinnym żadnego alkoholu przez całe Boże Narodzenie nie było).
    • zawszekacperek Re: Szczęściarz 17.01.14, 22:40
      Kierujący miał niesamowite szczęście.

      www.zgorzelec.info/index.php?k_d=27&id=10404&long&t=news2b
      Kacperek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka