mary_ann
06.04.14, 19:46
Jestem zaskoczona natężeniem hejtu, z którym zetknęłam się w necie w ubiegłych dwóch tygodniach w związku ze sprawą akcji zorganizowanej w sejmie przez rodziców dzieci niepełnosprawnych.
Abstrahuję celowo od kwestii sensowności tego protestu czy pożądanego kształtu pomocy osobom dotkniętym przez los (konia z rzędem temu, kto wie, jak).
Poraziła mnie skala nienawiści i pospolitej zawiści. Ta energia poświęcona na przekopywanie netu w poszukiwaniu zdjęć z wakacji (zagranicznych), w analizowaniu zbliżeń rąk z zegarkami (podobno nietanimi), nóg z butami (jak piszą - skórzanymi), szyj z apaszkami (supermarkowymi, bo charakterystyczny wzór?!).
Jestem też zaszokowana, do jakiego stopnia katoliccy podobno Polacy przyswoili sobie hasła kapitalizmu w wersji iście darwinistycznej. Czytałam wprost formułowane w dyskusjach sady typu "dlaczego mam płacić na wasze chore dzieci" i "sorry, ale dlaczego to ma być mój problem, każdy jest kowalem swojego losu". Niektóre nie tylko cyniczne, ale i skrajnie głupie: "Trzeba było robić badania prenatalne" (o ile mi wiadomo, osoby z wadami, które można było wykryć w czasie ciąży, wśród osób niepełnosprawnych stanowią zdecydowaną mniejszość).
Ja wiem, że w Polsce ciężko się żyje. I wiem, że pomoc trafia nie tam, gdzie powinna, że skala naciągactwa i pospolitych wyłudzeń jest gigantyczna. Ale jednak.