Dodaj do ulubionych

Odwaga staniała

05.10.14, 11:34
Na portalach katolickich, np. deon.pl ostatnio widzę wysyp artykułów w stylu "Nie bójmy się dyskutować o sakramentach dla rozwiedzionych". Jeszcze parę lat temu takie teksty byłyby w tych środowiskach potraktowane jako niedopuszczalne. No ale teraz sam papież zaczął dyskutować, ooo, to co innego, znaczy że wolno.

Sposób w jaki media katolickie to teraz przedstawiają jest niesmaczny. Ci ludzie potrafią dyskutować o czymś tylko wtedy, gdy mają na to pozwolenie. Karykatura samodzielnego myślenia.

Jeśli teraz ktoś napisałby na takim portalu "nie bójmy się dyskutować o kapłaństwie kobiet", to zaraz by go zjedli. Bo przecież nasz wielki rodak powiedział, że sprawa jest zamknięta. Ale za parę lat przyjdzie nowy papież, pozwoli, to już wszyscy będą jakże odważnie "odczytywać znaki czasu".

Najbardziej irytujące w tej ich postawie jest, że oni nie dostrzegają, kto naprawdę inicjuje dyskusje na takie tematy. To nie papież. Gdyby wszystkie owieczki grzecznie się słuchały, to papież nie miałby powodu niczego zmieniać. Papież tylko zareagował na to, że ludzie nie akceptują nauczania Kościoła - po to zbierał tę słynną ankietę. A więc ewentualna zmiana w Kościele powinna być zawdzięczana tym, którzy właśnie byli nieposłuszni Kościołowi wtedy, gdy jeszcze oficjalnie nie było wolno dyskutować. Ci grzeczni i posłuszni dzisiejszą możliwość "odważnego" wypowiedzenia się zawdzięczają tym nieposłusznym. Ale wciąż uznają nieposłusznych za złych. Jaka to obłuda.
Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: Odwaga staniała 05.10.14, 12:16
      Dokładnie tak. Najsmutniejsze jest to, że ci ludzie nie widzą tego, że wczoraj to samo potępiali i gotowi byli potępiać za to innych. T jest czysty Orwell z bezkrytycznym łykaniem zmieniających się wersji przebiegu wojny. Takie przepranie mózgu, który trzyma pewne fakty w doskonale odseparowanych przegródkach.
      Czekam, aż dopuszczona zostanie sztuczna antykoncepcja (bo rzecz jasna prędzej czy później zostanie dopuszczona) i jaki nastąpi wysyp odważnych artykułów o tym, ze kościół przecież nigdy nie twierdził nic innego. Jest to dokładnie tak samo pewne, jak pewny był wysyp cudów, bo zapowiedzi beatyfikacji Popiełuszki.
      • mary_ann errata 05.10.14, 12:17
        Co ja paczę, co ja piszę:-(
        Miało być:

        "Jest to dokładnie tak samo pewne, jak pewny był wysyp cudów po zapowiedzi beatyfikacji Popiełuszki."
    • zawszekacperek Re: Odwaga staniała 05.10.14, 13:50
      Richtig prawda, Anuszka.:)

      Kościół bez kontestujących go teologów i wiernych dawno już by zdechł.

      Kacperek
      • andrzej585858 Re: Odwaga staniała 12.10.14, 09:44
        zawszekacperek napisał:


        >
        > Kościół bez kontestujących go teologów i wiernych dawno już by zdechł.
        >
        Dawno nie przeczytałem tak wyczerpującej i dokładnej analizy. Problem w tym że historia Koscioła to od samego początku jest historią kontestujących go teologów. I to poczynając od św. Pawła a kończąc chociażby na obecnym papieżu.
        Po drodze mamy nawet antypapieża ktory został świętym - chodzi o św. Hipolita, świętego który zaznał lochów inkwizycji itd. tysiące kontestujacych. A jak kontestowali? - podam przykład chociażby św. Kolumbana który broniąc chociażby rodzimych zwyczajów związanych z obliczaniem daty Wielkanocy, co w tamtych czasach było poważnym problemem nie wahał się przed napisaniem takich oto słów:

        "W obronie owych zasad, jak już powiedziałem, będziemy stawać czy to przeciw Wam, Ojcowie, następcy apostołów, czy też przeciw owym braciom mieszkającym w sąsiedztwie i naszym Ojcom w Chrystusie" - List III, 2 w: św. Kolumban, Pisma PSP t. LX s. 90.

        Niemniej, będąc wiernym swojej formacji wyniesionej z irlandzkich klasztorów Kolumban pragnie przede wszystkim zachowania jedności. Daje temu stanowisku wyraz tak pisząc w innym liście:

        "Daleki przeto jestem od tego, abym chciał spierać się z Wami, iżby spór między nami chrześcijanami miał sprawić radość naszym nieprzyjaciołom, to znaczy Żydom, heretykom czy ludom pogańskim - niech to się w ogóle nie zdarzy. Co do pozostałych spraw możemy jakoś dojść do porozumienia i albo każdy niech pozostanie wobec Boga w takim stanie, w jakim został powołany - por. 1 Kor 7,20, jesli obie praktyki są dobre, albo też w pokoju oraz bez żadnego sporu trzeba przeczytać obie księgi i tę, która bardziej zgadza się ze Starym i Nowym Testamentem, bez niczyjej zawiści, nalezy zachowywać" - List II, 7, św. Kolumban, Pisma, PSP t. LX s. 87.

        Jemu nie brakowało odwagi, zwłaszcza że nie żył w czasach gdy "odwaga staniała" . broniąc swoich racji chciał być jednocześnie w Kościele gdyż tak ja mówi dzisiaj papiez Franciszek:

        "Nie można zrozumieć Jezusa bez ludu Bożego, absurdem jest miłowanie Chrystusa bez Kościoła, słuchanie Chrystusa, ale nie Kościoła, naśladowanie Chrystusa na obrzeżach Kościoła" .

        Kontestowanie Koscioła poprzez siedzenie okrakiem na barykadzie jest niemozliwe, gdyż jest to absurdem jak stwierdza Franciszek. Poza tym w tym przypadku słowa poprzednika obecnego papieża brzmia wyjatkowo dobitnie:

        "Kościół to nie zakład produkcyjny nakierowany na zysk, nastawiony na sukces, ale wspólnota ludzi wierzących" Ludzi dla których wiara jest świadomym wyborem, wraz z wszystkimi konsekwencjami jakie niesie ten wybór. Argument o tzw. glosowaniu nogami jest w tym przypadku świadectwem kompletnego niezrozumienia czym tak naprawdę jest wiara i Kosciół. To nie jest jeszcze jedna organizacja społeczna która musi walczyć za wszelką cene o zwolenników gdyż w innym przypadku "zdechnie".

        O ile mogę zrozumieć ten sposob myslenia ludzi niewierzących, zwłaszcza tych którzy są w ogole w opozycji do wszelkiej religii, to zupelnie nie potrafię zrozumiec osób które deklarują sie jako chrzescijanie, a w tym konkretnym przypadku jako katolicy.

        Benedykt XVI bardzo trafnie zdefiniował ten stan mówiąc:
        "Niestety są tak zwani katolicy z zawodu... źródło wiary bije w nich bardzo skromnie, to tylko pojedyncze krople" - powoduje to że przestajemy postrzegac Kościół przez pryzmat duchowy a widzimy w nim jedynie instytucję.
        Zawsze mnie zastanawia pewna prawidłowość - dlaczego tzw. "katolicy otwarci" tak mało miejsca poświęcają duchowości, przezywaniu wiary a skupiaja sie praktycznie tylko na wszelkiego rodzaju nadużyciach? Czy w ten sposob próbuje się znaleźć usprawiedliwienie dla także swoich błędów? Plus te nieustanne biadolenie nad postępowaniem hierarchii które powoduje że kościoły pustoszeją. A przecież trzeba dobitnie stwierdzić że bycie chrześcijaninem wymaga pewnych jasnych wyborów. I to właśnie w ich przypadku można uzyć jak najbardziej zasadnie określenia "odwaga staniała".
        Dzisiaj wyjątkowo łatwo jest być na "nie" zwłaszcza że egoizm został podniesiony do rangi obowiazującej doktryny. Zwłaszcza w sytuacji gdy dla wielu "nowoczesnych" chrzescijan istnienie osobowego zła, ba - nawet duszy jest pewnego rodzaju bajką, a odpowiedź na wszelkie problemy nękające współczesnego człowieka próbuje znaleźć w nauce. Zwłaszcza że współczesna psychologia i psychiatria w jakimś sensie próbuje "ukraść" duszę człowieka głosząc, szczególnie w swojej najbardziej radykalnej i antychrzescijańskiej postaci, że wszystkie duchowe cierpienia człowieka są tak naprawdę problemami natury tylko psychicznej i usunąc je mozna wyłącznie za pomocą leczenia farmaceutycznego bądź terapii psychologicznej. U podstaw takiego myslenia lezy założenie , że Boga nie ma, a człowiek nie jest Jego dziełem, lecz tylko produktem ewolucji biologicznej.
        Tego typu myslenie pojawia się także wśród tych którzy deklarują sie jako chrześcijanie gdy w skrajnych przypadkach akceptują chociazby aborcję . A przecież nawet to dziecko które być może nie przezyje nawet porodu posiada duszę i jest w pełni człowiekiem, a nie tylko zdeformowanym efektem ewolucji.

        No cóż wypada tylko zyczyć tym wszystkim którzy uważają że Kosciół miota się i w koncu bedzie musial zaakceptować tzw. nowoczesne poglądy gdyż tak mowi nauka aby pamietali o słowach św. Augustyna które pomimo upływu 1700 lat nadal brzmią wyjątkowo aktualnie:

        "Na co my czekamy? ...Powstają prostaczkowie i zdobywają niebo, a my, z całą naszą bezduszną uczonością, tarzamy się w ciele i krwi" - Wyznania VIII,8

        Kościół nie zdechnie gdyż ciągle powstają nowi "prostaczkowie" i modlitwą zdobywają niebo.


    • luccio1 Re: Odwaga staniała 06.10.14, 00:43
      W tej dyskusji umknęła sprawa zasadnicza:
      przystępowanie bądź nie przystępowanie do Komunii Świętej nie determinuje zbawienia lub potępienia danego Człowieka - jeśli ów Człowiek żył uczciwie, a w kontekście rozwodu nie był jego przyczyną - wówczas Bóg jest władny zbawić go "inną drogą".
      Tak samo nie determinuje zbawienia bycie lub nie bycie ochrzczonym, bierzmowanym...
      (Tak samo nie determinuje tej kwestii okoliczność, czy ksiądz poprowadził pogrzeb, czy nie...).
      • zawszekacperek Re: Odwaga staniała 06.10.14, 07:51
        W takim razie, Drogi luccio1, po co te szopki i hece z wszelkiej maści rytuałami?
        Skoro tak mocno podkreślasz indeterminizm.

        Kacperek

        luccio1 napisał:

        > W tej dyskusji umknęła sprawa zasadnicza:
        > przystępowanie bądź nie przystępowanie do Komunii Świętej nie determinuje zbawi
        > enia lub potępienia danego Człowieka - jeśli ów Człowiek żył uczciwie, a w kont
        > ekście rozwodu nie był jego przyczyną - wówczas Bóg jest władny zbawić go "inną
        > drogą".
        > Tak samo nie determinuje zbawienia bycie lub nie bycie ochrzczonym, bierzmowany
        > m...
        > (Tak samo nie determinuje tej kwestii okoliczność, czy ksiądz poprowadził pogrz
        > eb, czy nie...).
        • luna15 Re: Odwaga staniała 06.10.14, 17:29
          Po to by ułatwić a nie utrudniać.To ze zakaże mojemu dziecku bawienia sie ogniem nie oznacza że nie uda mu sie przetrwać cało mimo iz sie będzie bawił.Niemniej może za naukę zapłacić drożej a po co?
          • zawszekacperek Re: Odwaga staniała 06.10.14, 18:57
            Luno, moim skromnym zdaniem, spłycasz problem. Nawet abstrahując od tego, ze "droga zbawienia" nie jest usłana wonnymi płatkami róż, a zatem musi kosztować trochę wyrzeczeń.

            Luccio1 w swoim poście kładzie nacisk na indeterminizm tejże drogi. Zatem rodzi się pytanie, kto jest władny wytyczać (obierać) tę drogę dla jednostki. Czy w tym kontekście bajdurzenia polskich biskupów o życiu wielu par w tzw. "związkach nieprawidłowych (vide: abp Gądecki)" mają rację bytu i są zasadne, skoro są inne "drogi zbawienia". A wyroki boskie jak Ci wiadomo są niezbadane.

            Kacperek
      • mary_ann Re: Odwaga staniała 06.10.14, 09:52
        Luccio, miło Cię znowu widzieć:-)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Twórczy wygibas 11.10.14, 10:10
      Twórczy wygibas teologiczny, żeby być w zgodzie i z papieżem i z lokalną hierarchią:
      www.fronda.pl/a/ks-robert-skrzypczak-dla-frondapl-kosciol-nie-rozsadza-czy-rozwodnicy-w-nowych-zwiazkach-zyja-w-grzechu-ciezkim,42507.html
      Ten ksiądz mówi:
      Rozwodnicy niekoniecznie są w stanie grzechu ciężkiego. Ba, Kościół w ogóle nie rozsądza, czy grzeszą ciężko (buhaha, nie, wcale). Bo Pan Bóg przebacza grzechy nie tylko w sakramencie spowiedzi (to nowość! czy ten ksiądz zdaje sobie sprawę z konsekwencji takiego podejścia?! znaczy nie trzeba się już z niczego spowiadać... ;-) ). Ale rozwodnicy, chociaż nie grzeszą ciężko, to komunii i tak nie mogą przyjmować. Za karę za to, że ich małżeństwo przestało symbolizować nierozerwalną unię Chrystusa z Kościołem. Dlatego.

      :-D
      • katriel Re: Twórczy wygibas 12.10.14, 00:36
        Ale zdajesz sobie sprawę, że to, co wyśmiewasz jako "twórczy wygibas", to poniekąd przypomnienie spraw oczywistych?
        Stan grzechu ciężkiego wymaga pełnej świadomości i dobrowolności (to wiedzą przecież już dzieci przed pierwszą komunią!), których nie sposób obiektywnie ocenić, nie mając pełnej wiedzy o sytuacji życiowej, przekonaniach i pobudkach tych nieszczęsnych rozwodników. Stąd Kościół nie może autorytatywnie stwierdzić "żyją w grzechu", a jeśli ktoś to w imieniu Kościoła stwierdza, to jest winny co najmniej niezgrabnego skrótu myslowego, a może i poważnego nadużycia. Co Kościół może powiedzieć, to jedynie zwrócić uwage, że wejście w nowy związek pomimo trwającego poprzedniego małżeństwa jest samo w sobie czymś złym (jest taki uroczy eufemizm: "nieuporządkowanym"), a przy tym dotyczy sprawy ważnej, spełnia zatem warunki konieczne grzechu ciężkiego: na podstawie samego zewnętrznego oglądu sytuacji nie da się wykluczyć, że ci ludzie ciężko grzeszą. Reszta należy do ich sumień i spowiedników.
        Że Pan Bóg przebacza grzechy nie tylko w sakramencie spowiedzi, to też żadna nowość. Po pierwsze, chyba dla każdego jest oczywiste, że Bóg sakramenty ustanowił dla nas i sam nie jest nimi związany. Po drugie, o pozasakramentalnych sposobach odpuszczania grzechów (Eucharystia, akt żalu, uczynki miłosierdzia itp.) też się uczy na szkolnej katechezie. Fakt, poza sytuacją wyższej konieczności te formy pokuty gładzą tylko grzechy lekkie - i z grzechów lekkich spowiadać się istotnie nie trzeba.
        O "niedopuszczalności" owych hipotetycznych bezgrzesznych rozwodników do komunii ksiądz Skrzypczak mówi rzeczywiście trochę bełkotliwie (no sorry, jak ktoś się posługuje frazami takimi jak "psychologiczny rodzaj paniki duszpasterskiej", to mnie skręca), ale brzmi to trochę jak znany skądinąd argument z publicznego zgorszenia: wszyscy widzieli jak podeptaliście przysięgę małżeńską, to ich przynajmniej teraz nie kłujcie w oczy przystępowaniem jak gdyby nigdy nic do komunii.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Twórczy wygibas 12.10.14, 10:04
          Skądże znowu. To ty chyba zapominasz, że zgodnie z doktryną Kościoła katolickiego komunia jest lekiem gładzącym grzechy lekkie. Wygibas księdza polega na tym, żeby przyznać rację papieżowi, iż grzech nie jest koniecznie ciężki, ale żeby z drugiej strony przyznać rację polskim biskupom, iż istnieje powód by mimo to nie przyjmować komunii. Słowem, to jest tylko wymyślanie pretekstu, żeby ludziom zabronić przystępowania.

          Argument ze zgorszeniem jest słaby, bo właśnie na synodzie biskupi obradują nad tym, żeby odejść od tego wymogu "niegorszenia", bo jest niedzisiejszy (dodam - w moim przekonaniu także obłudny). A w dodatku wymóg "symbolizowania swoją jednością małżeńską jedności Chrystusa z Kościołem" jest to rzecz totalnie wydumana. Nikt w społeczeństwie, patrzący na jakieś małżeństwo na ulicy czy w kościele, nie oczekuje od nich "symbolizowania". Ten pomysł z symbolizowaniem to w ogóle cholernie przedmiotowe traktowanie człowieka. Nie mogę tak po prostu wyjść za mąż - muszę przede wszystkim wziąć na siebie obowiązek, by Symbolizować. Ten obowiązek "symbolizowania" miałby stać przed moim życiem osobistym. To jest robienie z ludzi jakichś figur, jak na tych masowych pokazach gimnastycznych w Korei Północnej. Dla mnie to głęboko odrzucające.
          • mary_ann Re: Twórczy wygibas 12.10.14, 10:27
            Ja się zgadzam z Anuszka, że to JEST gigantyczny taktyczny wygibas, mający na celu jedno - ustawić się tak, by - na wypadek poluzowania odejścia przez Watykan - ocalić /pozornie/ spójność przekazu dydaktycznego. Oczywiście mówienie o warunku świadomości dla zaistnienia grzechu jest sensowne, z drugiej strony - zwykle kościół jakoś te ciężkie grzechy jednak obiektywizuje, gdy mówi o aborcji, in vitro itp. Trudno zresztą mówić, by katolicy nie byli świadomi nauczania kościoła w kwestii nierozerwalności małżeństwa, Że go nie uwewnętrzniają, to insza inszość. No, ale jeśli z tego tytułu nie ma być tu grzechu ciężkiego, to konsekwentnie należy to rozciągnąć na inne grzechy ciężkie w rozumieniu KK, z apostazją włącznie. Nie rozumie, że to grzech = nie ma grzechu. Z punktu widzenia instytucji bardzo ryzykowana strategia.

            Bardzo trafne są uwagi Anuszki na temat treści podkładanych na siłę pod małżeństwo. Mnie osobiście ubawił ten fragment, głoszony z zadziwiającą doprawdy pewnością siebie:

            "Otóż sakrament małżeństwa został ustanowiony przez Chrystusa jako skuteczne narzędzie przekazu prawdy, tego, że Chrystus poślubił nas, odkupioną ludzkość, na krzyżu. Wszedł z nami w związek duchowy, ale także cielesny ? oddał się całkowicie swoim ciałem, krwią i tchnieniem człowiekowi, którego pokochał i na wieki poślubił. Nie jest więc w ogóle możliwe, by Pan Jezus miał się wycofać ze swojego przymierza, by miał odmówi człowiekowi, za którego oddał życie. Dlatego sakrament małżeństwa, będąc znakiem odzwierciedlenia tamtej rzeczywistości, przestałby być odblaskiem miłości Chrystusa do ludzkości i przestałby w ogóle być sakramentem, gdybyśmy dopuścili rozerwalność."
            • mmoni Re: Twórczy wygibas 12.10.14, 13:29
              Zgadzam się z przedpiśczyniami. Jeżeli "Kościół nie może autorytatywnie stwierdzić", czy ktoś był w stanie pełnej świadomości i dobrowolności wstępując w drugi związek małżeński, to nie jest w stanie tego stwierdzić przy jakimkolwiek grzechu, od kradzieży jabłka ze straganu do morderstwa. Osobiście trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której dorosły katolik żyjący w naszym kraju zawiera drugi ślub w stanie “niepełnej świadomości lub dobrowolności”, no chyba przy poziomie komplikacji życiowych jak w wenezuelskiej telenoweli.

              Argument o kłuciu sąsiadów w oczy tym, że rozwodnik przystępuje do komunii jest tak prowincjonalny, że szkoda gadać. A w innej parafii można, czy też nie, bo jest zawsze szansa, że się jakaś somsiadka przyplącze i się zgorszy? Chociaż pamiętam przejmujący reportaż sprzed paru lat w “Polityce” (www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/252592,1,malzenstwa-rozwodnikow.read) o ludziach, którzy zdecydowali się na białe małżeństwo i ich też ksiądz proboszcz poprosił, aby chodzili do komunii w innej parafii, “żeby nie siać zgorszenia”.

              No i zawsze jest problem ludzi, których małżeństwo się rozpadło nie z ich winy. Niedawno na blogu Jerzego Sosnowskiego (teraz niestety w przebudowie) w dyskusji na ten temat wypowiadała się kobieta, która napisała szczerze: “moje pierwsze małżeństwo rozpadło się z mojej winy, ja mogę ponieść konsekwencje, ale dlaczego mój były, osoba wierząca, musi wybierać pomiędzy ułożeniem sobie życia na nowo a sakramentami?”

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka