Pisałam kiedyś (jeszcze w Szkółce) o kliencie, który mnie wnerwił, żądając obniżenia stawki za gotowe już zlecenie. Ten sam klient domaga się teraz, żebym wzięła udział w telekonferencji z jego klientem, stosując prostacki szantaż i naciski. Zirytowana nakrzyczałam przez telefon na sekretarkę (teraz to się nazywa "projektmenadżer

) i oznajmiłam, że ostatecznie z łaski na uciechę znajdę maksimum 30 minut w najbliższy czwartek. Sekretarka odpowiedziała, że "przekaże". Od tamtej pory nie mam od niej wiadomości, natomiast mam przemyślenia, z których wynika, że poświęcenie ludziom, którzy mnie nic nie obchodzą (to w końcu nie mój klient) nawet 30 minut za darmo i w niewiadomym celu (projektmenadżer sama nie wiedziała, czemu ta nasiadówa ma służyć) to z mojej strony skrajna głupota. Nasuwa się pytanie, czy temat zostanie jeszcze podjęty, a jeśli tak, to czy uda mi się wymiksować z nieopatrznie w nerwach złożonego oświadczenia. Czy ktoś będzie na tyle miły, żeby rozłożyć karty na ten temat? Z góry dziękuję.