Witam wszystkich serdecznie
Wiem, że notka będzie trochę obszerna, ale proszę Was: przeczytajcie ją.
Mały dość spory problem. Odkąd pamiętam cierpię na nadmierną potliwość,
najbardziej dłoni. Jakiś czas temu poczytałem na necie trochę o tej przykrej
dolegliwości. Byłem z tym u dermatologa, który to zlekceważył mój problem
mówiąc, iż taka moja uroda

Jednakże polecił mi pewien specyfik do
smarowania dłoni na noc, który oczywiście nic nie pomógł. Szukając kolejnych
przyczyn mej klątwy(!) przeczytałem, że może być to objaw związany
bezpośrednio z hormonem tarczycy. Paradoksalnie z nadzieją na złe wyniki badań
poszedłem lekarze, żeby takowe zlecił. Żelazo, mocz, cukier - wszystko w
normie, oprócz TSH, które wynosiło 4.57 [0.27-4.2], czyli było za wysokie.
Oczywiście jak każdy laik w tej dziedzinie pomyślałem, że ma m nadczynność
tarczycy. Zainteresowałem się objawami tej przypadłości i zauważyłem, że z
wieloma się identyfikuję jak np. drażliwość, szybkie męczenie się (które
powodowało u mnie częsty sen) oraz oczywiście nadmierna potliwość. Po dwóch
miesiącach nareszcie dostałem się do specjalisty (NFZ sucks !). Opowiedziałem
o swoim problemie i dowiedziałem się, że z badań wynika, że mam niedoczynność
(lol). Jako że nie mogła do końca stwierdzić czy i co mi przepisać wysłała
mnie na USG i na ponowne badania krwi. USG zrobiłem - wszystko ok; dziś byłem
po wyniki krwi - kobieta w rejestracji powiedziała mi, że też w normie. Sam
rzuciłem okiem T4 - 11.4 (nie wiem co to znaczy).
Co o tym wszystkim sądzicie/radzicie?
Czy mam czekać na kolejną wizytę czy po prostu dać sobie spokój z tym ?